[23.09.1972 r., Lazarus & Odys] Na tym pustkowiu mieszka śmierć - Odysseus Fawley - 12.10.2025
Ściany się burzą, szyby pękają na raz
Lecę w dół przez błędy wszystkich lat
Widzę wyraźnie pełne rozczarowań twarze
A w oczach ból i gniew uśpionych zdarzeń
Kłamałem więcej, niż kiedykolwiek chciałbym przyznać
A w moich żyłach płynęła krew zimniejsza niż stal
Dlatego dzisiaj jestem całkiem sam
Mój nieznajomy, czy widzisz to co ja?
Jego mieszkanie miało to do siebie, że było czyste. Zazwyczaj stanowiło granicę między światem zewnętrznym a jego własnym porządkiem — przysłowiową linią demarkacyjną.
Gdy Odys wychodził na miasto, oddawał swoją cielesność światu: wprawiał w ruch ,,mięśniowe'', ukrwione naczynie, użyteczne, lecz narażone na dotyk i brud. Ten brud świata przylepiał się do jego skóry oraz ubrań, a Odys jak to Odys, ceniący porządek i czystość, dbał więc, aby przestrzeń, w której przebywał na co dzień, zachowywała nienaruszoną sterylność. Resztę pozostawiał (wraz z godnością) na Nokturnie, w Little Hangleton, gdzie potrafił syczeć na ojca, gdy ten tłumaczył mu, jak poprawnie zakonserwować obiekt w środku wielkiego szklanego słoja.
Podobnie było z jego gabinetem oraz resztą obszernego mieszkania w niemagicznej dzielnicy Londynu. Pacjentów wpuszczał rzadko, a by dostać się dalej, trzeba było przejść przez długi korytarz. Z tego powodu miało się wrażenie, że Odys zajmował całe piętro, a nie tylko jedno mieszkanie.
Dwudziestego pierwszego września Fawley pergamin złożył na trzy i przypieczętował ciemnym woskiem. Sowa o imieniu Zbigniew uniosła się w noc, a hipnotyzer obserwował, jak zniknęła w świetle jeszcze niepełnego tamtej nocy księżyca.
Lazarus kazał na siebie czekać dwa dni.
I wszystko było w porządku, naprawdę. Na pierwszy rzut oka było perfekcyjnie wyczyszczone, sterylnie zabezpieczone. Mucha by nie siadała.
Gdyby nie to, że smrodu Odys nie czuł, ponieważ po prostu fizycznie nie był w stanie.
Wyglądał źle.
W pewnym sensie był to komplement od bogów, ponieważ mało kto potrafił się tak konsekwentnie pogarszać.
— Śmierć jest punktualniejsza od ciebie — a takimi wesołymi słowami powitał mężczyznę w progu swojego mieszkania.
RE: [23.09.1972 r., Lazarus & Odys] Na tym pustkowiu mieszka śmierć - Lazarus Lovegood - 14.10.2025
Lazarus, owszem, oddychał - nawet o wiele łatwiej, od kiedy zaczął przyjmować przepisany przez Odysseusa eliksir na kaszel. Był również zaintrygowany, cóż takiego może chcieć mu pokazać psychiatra, choć miał pewne podejrzenia. Po Spalonej Nocy Odys przyjmował pacjentów w wynajętym gabinecie. I… pachniał inaczej.
Lovegood zdawał sobie doskonale sprawę, jak dziwnie to mogło zabrzmieć, ale Odysseusa faktycznie zwykle otaczał charakterystyczny zapach, trochę świeży, a trochę chemiczny. Ostatnimi czasy jednak dołączyła do tego silna, aż nazbyt znajoma nuta spalenizny.
A teraz zaprosił swego pacjenta, klątwołamacza, do mieszkania.
Fawley musiał borykać się z podobną klątwą, co sam Lazarus.
List co prawda przyszedł 21 września, ale tego dnia Lovegood pracował do późna, a następnego było Mabon. Poza tym, jak sądził, skoro Odysseus tak długo wytrzymał z klątwą w mieszkaniu, dzień czy dwa zwłoki nie powinny być problemem. W końcu nie napisał “przyjdź jak najszybciej”.
W dzień po Mabon jednak, wyplątawszy się z obowiązków rodzinnych, wstąpił do siebie po swój przybornik i - mając nadzieję, że nie zdążył przesiąknąć zapachem czarnej magii - ruszył do niemagicznego Londynu, gdzie znajdowało się mieszkanie Fawleya.
Na widok Odysseusa poczuł jednak ukłucie poczucia winy. Uzdrowiciel nigdy nie był okazem zdrowia, ze swoją ziemistą cerą i grobową miną (choć czy Lazarus, niezdrowo szczupły, często noszący na twarzy ślady nieprzespanej nocy, miał prawo go osądzać?), ale tego dnia wyglądał jeszcze gorzej niż zwykle.
- Punktualniejsza, ale jakoś nie spieszy się po ciebie. Co się stało? - zapytał, lustrując psychiatrę wzrokiem i również nie bawiąc się w powitalne formułki.
Wtedy uderzył go smród, do którego zdążył się co prawda przyzwyczaić u siebie, ale tutaj, w całkiem mugolskim otoczeniu, wydawał się jeszcze bardziej nie na miejscu. Lovegood skrzywił się lekko.
- Czy sąsiedzi nie napisali na ciebie jeszcze skargi do administracji? - odruchowo spojrzał na sufit w poszukiwaniu zacieków.
RE: [23.09.1972 r., Lazarus & Odys] Na tym pustkowiu mieszka śmierć - Odysseus Fawley - 04.12.2025
Ciemna dziura, przywdziewając formę Odysa, oparła się o framugę wejściowych drzwi (w sposób, który miał chyba wyglądać nonszalancko…). Sztywność i napięcie w ramionach zdradziło go samo.
— Dwa dni — powtórzył. — Punktualność godna funkcjonariusza Ministerstwa, ale cóż, żyjemy w czasach cudów — wpuścił Lazarusa do środka i zatrzasnął za nim drzwi, a następnie odwrócił się, ruszył korytarzem szybkim krokiem, chcąc odciągnąć uwagę mężczyzny od własnej zmęczonej twarzy, oczu i drżenia dłoni. — Podjąłem bardzo błędną decyzję i postanowiłem być ambitny.
Na słowa o skardze administracyjnej, napiął szczękę.
Dotarł do salonu, który wyglądał jakby ktoś trzy razy dziennie go polerował. Wszystko pochowane, wyrównane, ustawione. Zero zapachu alkoholu, zero zapachu jedzenia, zero czegokolwiek. Czystość byłaby tak nieludzka, że aż by drażniła, gdyby nie spływające zacieki znajdujące się praktycznie… wszędzie. Tyle było po jakimkolwiek pracach czyszczenia, skoro Fawley miał wrażenie, że brud osadził mu się na ciele.
— Masz doświadczenie z klątwami. Chcę żebyś to obejrzał zanim zacznie się robić gorzej albo zanim przestanę zauważać, że jest gorzej. Jeśli będziesz w stanie mi wykluczyć działanie klątwy…
W ten sposób powód rozdrażnienia hipnotyzera okazał się oczywisty.
RE: [23.09.1972 r., Lazarus & Odys] Na tym pustkowiu mieszka śmierć - Lazarus Lovegood - 05.12.2025
Odysseus wydawał się… zagniewany?... Trzasnął drzwiami w każdym razie. I objął go zarzutem ministerialnej opieszałości. Chyba… tak, bardzo prawdopodobne, że był niezadowolony. Bo… Lazarus nie przyszedł od razu? Wczoraj? Powstrzymał się wpół ruchu od pokręcenia głową. Bo miał klątwę w mieszkaniu, to oczywiste. Przyjął marudzenie psychiatry bez słowa.
Kiedy wszedł głębiej do mieszkania, stało się jasne, że nie mylił się w swoich podejrzeniach. Zacieki w nieskazitelnym, sterylnym salonie. Tak, Lazarusa też irytowała ta pozostałość po Spalonej Nocy w jego własnym domu.
Zanim jednak zajął się czymkolwiek innym, zatrzymał się i jeszcze raz spojrzał na drugiego mężczyznę, tym razem w lepszym oświetleniu. Jego brwi ściągnęły się lekko w wyrazie zastanowienia, albo może nawet pewnej troski.
- Nie wyglądasz dobrze. Nie masz problemów ze snem ostatnio?
Czarnomagiczny efekt występował w pełnej krasie, z zapachem włącznie. Na szczęście Lazarus już przyzwyczaił się do tego u siebie. Nie był przekonany, że uda mu się wiele zdziałać, no chyba, że spróbowałby przepchnąć klątwę do sąsiadów, mugoli. Nie chciał ryzykować proponowania tego Odysseusowi - gotów uznać to za świetny pomysł, ale wtedy mogłoby się tym zainteresować Ministerstwo i jakkolwiek żaden z nich nie miał złudzeń co do skuteczności tej instytucji, rzucanie im tego rodzaju prowokacji miało wciąż niekorzystny bilans ryzyka i potencjalnych zysków. Nie zaszkodziło jednak tego obejrzeć. Ale najpierw miał tu do zrobienia coś innego.
Postawił swoją skrzynkę z narzędziami na stole i wydobył z niej butelkę. Ze stuknięciem postawił ją na blacie obok, po czym z powrotem zwrócił się do Fawleya.
- Dla ciebie - doprecyzował jej przeznaczenie - Trzydzieści dwa to… całkiem dobra liczba - powiedział, myśląc o tym, że jest podzielna przez dwa, cztery i szesnaście, chociaż nie przez trzy, a szkoda. Zawahał się przez chwilę, patrząc w oczy Odysseusa, zanim uciekł spojrzeniem ponad jego prawe ramię i wygłosił oczekiwaną w takich chwilach formułkę - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Dzień opóźnienia to nie ministerialna procedura, tylko Mabon i obowiązki rodzinne - wytłumaczył się zdawkowo, wracając do niego wzrokiem.
Nie lubił składać życzeń. Nie lubił też wybierać prezentów. To było takie... osobiste, a ludzie traktowali to lekko i rozprawiali o "radości dawania", podczas gdy dla niego to zawsze było raczej stresujące, bez względu na to, kogo przyszło mu obdarowywać. Tym razem jednak prezent sam wpadł mu w ręce i oto butelka sake Daiginjo, dobrego, ale nie na tyle drogiego, by być ekstrawaganckim prezentem, stała na stole, a Lazarus jak zwykle w takiej sytuacji poczuł się niepewnie. Nie, żeby kupił trunek specjalnie dla Fawleya, po prostu trafił w jego ręce, ale co, jeżeli tamten wolałby umeshu? Baijiu? Zwykłą whiskey?
RE: [23.09.1972 r., Lazarus & Odys] Na tym pustkowiu mieszka śmierć - Odysseus Fawley - 22.03.2026
— Racz mi wybaczyć uchybienie należnej prezencji — odpowiedział, jakby mówił o kimś innym, a niekoniecznie o sobie. Od przełomu ósmego i dziewiątego dnia września Odys nie był już tym, kim bywał dawniej. Świadomość tego stanu nie opuszczała go ani na chwilę. Przyjmował ją jednakże z osobliwą obojętnością, ponieważ rzecz dotyczyła jedynie drobnej skazy w precyzyjnym mechanizmie, tj. skazy, którą zgodził się, aby odnotować, lecz której naprawa nie była sprawą pilną. — Nie byłbym... Nie pisałbym, gdyby nie… — lekarz urwał. Jego spojrzenie przesunęło się za wzrokiem Lazarusa niechętnie w stronę zacieków. — …gdyby nie to — dokończył ponuro.
Następnie opadło na butelkę.
Odys usiłował przywołać z pamięci właściwy porządek rzeczy — jak należało postąpić, jakie gesty wykonać, aby uczynić zadość konwenansom. Jego praca polegała na analizie ludzkiej potrzeby naznaczania czasu czynnościami, którym znaczenie przypisano jedynie dlatego, że wszyscy zgodzili się je za takie uważać.
— Trzydzieści dwa. Wiek sposobny do umierania — ten to też potrafił zepsuć nastrój!
Czy Lazarus mógł wiedzieć, że od czasu Spalonej Nocy Odys częściej sięgał po trunek? Skądże by. Myśl to była niedorzeczna. Darował mu wino — trafne w swym doborze. Być może wynikało to z faktu, iż Lazarus posiadał serce po właściwej stronie, jakkolwiek gorliwie by temu zaprzeczał, gdyby mu to wprost oznajmiono. Zażyczył sprawić Fawleyowi przyjemność, ponieważ tego właśnie wymagały przyjęte obyczaje w dniu urodzin. Tak, tak właśnie było.
— Nie było to konieczne. Niemniej dziękuję. Nalałbym nam obu, gdyby nie to, że pozostajesz moim pacjentem, a alkohol…
On sam mógł sobie na to pozwolić.
RE: [23.09.1972 r., Lazarus & Odys] Na tym pustkowiu mieszka śmierć - Lazarus Lovegood - 02.04.2026
Lazarus gdzieś z tyłu głowy spodziewał się - obawiał się? - zwyczajowego oczekiwania uświęconej tradycją bliskości. Objęcia, klepania po plecach.
To jednak nie nastąpiło i napięcie spowodowane koniecznością odbycia rytuału społecznego z którym Lazarus nie czuł się do końca komfortowo nie uległo nagłemu przełamaniu, a raczej rozeszło się niemal rozczarowująco łagodnie.
Wiek sposobny do umierania.
Kącik ust klątwołamacza zadrgał.
- Próbowałem - powiedział tonem, jakby stwierdzał znany powszechnie, a zabawny fakt, bo tak właśnie było, Odys doskonale wiedział, że trzy lata i dziesięć miesięcy temu Lazarus po raz drugi i jak na razie ostatni targnął się na swoje życie - Mocne cztery na dziesięć. Sześć, jeżeli zapomnę wziąć leków.
(To już prawie cztery lata?)
Odys również był prawdopodobnie jedną z nielicznych osób potrafiących docenić komizm swego własnego komentarza w tej sytuacji. Czy powiedział to specjalnie? Lovegood otaksował Fawleya spojrzeniem, próbując ocenić prawdopodobieństwo.
Niezerowe, ale niemożliwe do określenia. Odysseus skrywał swoje emocje i zamiary za równie grubym murem, jak on sam.
- Jaki jest bezpieczniejszy sposób mieszania eliksirów z alkoholem, niż pod opieką uzdrowiciela? - rzucił z cieniem uśmiechu, z czystego impulsu nie zgodzenia się z nim - Jeżeli zamierzasz pić i obserwować mnie przy pracy, to może powinienem był przynieść popcorn?
Jeszcze przez chwilę zatrzymał wzrok na psychiatrze, a potem, jakby zorientowawszy się, że nie został tu zaproszony w celach towarzyskich, odchrząknął cicho - całkiem bez związku z męczącym go do niedawna kaszlem - i odwrócił się do swoich narzędzi.
- Mam to samo u siebie. Nie oczekuj cudów. Próbowałem coś z tym zrobić, ale póki co bezskutecznie. Dobre wieści są takie, że nie zaszkodziło jak dotąd ani mnie, ani moim zwierzętom, a one by szybciej ucierpiały - wsunął się w wygodne koleiny profesjonalnych detali - Spróbowałbym najpierw wypchnąć to z jednego pokoju i zabezpieczyć go. Poczekać, aż magia się ustabilizuje i osłabnie. Potem… może oczyścić kolejne pomieszczenie - wystawił na stół ewidentnie używaną, ale wciąż w miarę świeżą świecę, obok położył kawałek kredy - Na czym by ci najbardziej zależało?
Rozejrzał się po mieszkaniu, próbując mniej więcej wyznaczyć sobie w głowie jego środek, ustawić je względem stron świata i zdecydować, jak w ogóle zabrać się do pracy. Na koniec poprawił przez ubranie ułożenie schowanego pod nim amuletu i ponownie odwrócił się do gospodarza, oczekując na odpowiedź.
|