![]() |
|
[grudzień 1962, Hogwart] Moaning Myrtle problems(Primrose Lestrange, Astoria Avery) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [grudzień 1962, Hogwart] Moaning Myrtle problems(Primrose Lestrange, Astoria Avery) (/showthread.php?tid=5237) |
[grudzień 1962, Hogwart] Moaning Myrtle problems(Primrose Lestrange, Astoria Avery) - Astoria Avery - 14.10.2025 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/89adea67674f1866ae8896ddbf15d244/afd1325f491bcfee-5d/s250x400/e662604217b759229765c8d4d4704b6e2c4a4e30.jpg[/inny avek] grudzień 1962, Hogwart
scenariusz Jęcząca Marta Wieczór był chłodny, a w korytarzach czuć było wilgoć i zapach starego kamienia. Z wielkiej sali dobiegały jeszcze echa rozmów i śmiechów, lecz Astoria już dawno wyszła - nie zniosłaby ani chwili dłużej w tym towarzystwie. Widok, który zastała przy stole Ślizgonów, wypalił się w jej pamięci jak klątwa: Regina Black, cała w uśmiechach i rumieńcach, nachylająca się ku Leo Yaxleyowi. Jego dłoń na jej policzku, jej palce w jego włosach. Astoria odwróciła się na pięcie i wyszła, zanim ktokolwiek zdążył ją zauważyć. Kroki odbijały się echem po zimnym korytarzu, niosąc się między kamiennymi łukami. W środku wszystko w niej wrzało - gniew ściskał gardło i palił pod powiekami. Nie zamierzała płakać. Nie z powodu jakiegoś głupiego chłopca. Korytarze Hogwartu rozciągały się przed nią jak w zamgleniu, a łzy - te zdradliwe, wbrew jej woli - zamazywały kontury świata. Bo przecież Leo nie był tylko głupim chłopcem. Był taki mądry. I piękny - TAK, piękny. Dlaczego musiał wybrać akurat tę żmiję, która udawała jej koleżankę? Na zakręcie wpadła na kogoś. Uderzenie było na tyle silne, że niemal straciła równowagę, a książki, rozsypały się po kamiennej posadzce. Zaraz, to były jej książki? Przyspieszyła kroku, nie oglądając się za siebie. Nie widziała nawet, kogo potrąciła. Wszystko było rozmazane - świat, twarze, głosy. Widziała tylko przed sobą długi korytarz. Skręciła w boczny korytarz prowadzący do jednej z rzadko używanych łazienek na drugim piętrze. Nie myślała teraz o plotkach, które krążyły wokół tego miejsca, była zbyt przejęta. Wewnątrz panowała cisza; tylko kapanie wody z kranu i echo jej kroków. Płomienie świec drżały w wysokich kinkietach, a dziewczynka w końcu usiadła na ziemi, opierając się plecami o marmurowy zlew. Wyjęła z torby cienki notes oprawiony w ciemną skórę - jej pamiętnik. Dłonie wciąż lekko drżały, więc atrament wsiąkał w papier nierówno, ale nie zwracała na to uwagi. Pisała zamaszyście, tak mocno, że stalówka momentami rysowała cienkie rowki w papierze. Słowa wypadały z niej jedno po drugim - chaotyczne, nieskładne, pełne złości i żalu. O Leo, o Reginie, o tym, jak wszystko wydawało się nagle głupie i bez sensu. Co chwilę odgarniała włosy z twarzy, zostawiając na policzku smugę atramentu. Pióro ślizgało się po papierze z cichym, nerwowym szelestem, a ona nie zauważała niczego poza własnym gniewem i drżącym światłem świec, odbijającym się w kaflach. Nie słyszała nawet delikatnego, stłumionego łkania dochodzącego z jednej z kabin - dźwięku tak cichego, że niemal zlewał się z szumem wody sączącej się z nieszczelnego kranu. Była zbyt zajęta przelewaniem na papier swojego rozczarowania, by dostrzec, że w tej łazience nie była sama. ![]() Życie jest kompletnie niesprawiedliwe. SERIO!!!!!!!!! Jakim cudem Regina Black zawsze musi wszystko mieć pierwsza?! Już żaden chłopak mi się tak nie spodoba. Nigdy. Przysięgam. Po prostu zostanę starą panną z kotem, a raczej z niuchaczem, bo przynajmniej on by mnie nie zdradził dla byle szmaty Reginy Black! I nieważne, że nie byliśmy nigdy razem!! Dobrze wiedziała, co do niego czuję, a wdzięczyła się jak najgorsza ladacznica! Nawet nie mogę powiedzieć o tym mamie. Wiem co by powiedziała! Ale to nie jest jakieś tam szkolne zauroczenie. To dramat mojego życia. Nienawidzę jej. This girl is the nastiest skank bitch I've ever met. Do not trust her. She is a fugly slut! RE: [grudzień 1962, Hogwart] Moaning Myrtle problems(Primrose Lestrange, Astoria Avery) - Primrose Lestrange - 15.12.2025 Poszlaki wiodące do wniosku, że w tym miejscu znajdował się ktoś jeszcze, nie były wcale takie oczywiste. Na pierwszy rzut oka nie dało się dojrzeć tutaj żadnej innej osoby – niczyje nogi nie wystawały z kabiny, nikt nie mył rąk, nikt też nie chował się za zdobionym zlewem – widoczne były jedynie drobne ślady cudzej obecności, a i nawet zauważając je, można było stwierdzić, że to jedynie kilka porzuconych tu przedmiotów. Materiałowa torba rzucona w kąt łazienki, kilka włosów i złote kolczyki z perełką na dnie jednej z niedziałających umywalek. Do tego, gdyby ktoś pokusił się o sprawdzenie każdej z kabin po kolei, okazałoby się, że jedna z nich jest zamknięta. Poza tym – nic. Łazienka Jęczącej Marty była dla większości dziewcząt strefą absolutnie zakazaną. Było ku temu wiele logicznych powodów, o których nie mówiło się głośno, bo w tym wieku istniały tematy skazujące zbyt odważne jednostki na społeczny ostracyzm. Siedząca na muszli klozetowej Primrose bardzo te niepisane zasady szanowała i nigdy by się tutaj nie pojawiła, gdyby takie odludne miejsce nie było przez swoją specyfikę idealnym miejscem do płakania i prób uspokojenia średnio działającej metamorfomagii. To nie był pierwszy raz kiedy podkulała nogi i udawała, że jest niewidoczna dla innych. Legenda o Marcie bardzo pomagała jej ukrywać takie żenujące chwile. Gdyby… gdyby miała opinię heksy, to chyba by umarła, a tak to wszystko spadało na Martę (a że jej nigdy nie spotkała, wciąż miała ją za legendę) i… Nagle wydarzyło się tak wiele, że cały jej świat wywrócił się do góry nogami. Tego absolutnego horroru nie zrozumie nikt, absolutnie nikt, kto nigdy nie był nastolatką. Wpierw dało się usłyszeć świst powietrza i pluśnięcie wody. Łkanie Primrose ustało, a następnie zdezorientowana dziewczyna poczuła, jak coś napiera na klapę na której siedziała. W panice opuściła szybko nogi na podłogę i chciała wstać, ale zamiast tego upadła na drzwi kabiny z impetem, kiedy z ubikacji wyskoczył najprawdziwszy duch Marty Warren … ! A więc to nie była legenda! – CZY KTOŚ TU SRA NA KLAPĘ?? Młodziutka Lestrange zmarła. Dopiero co odkleiła twarz od deski i odwróciła się, chciała stąd wyjść, ale teraz wiedziała, że będzie uwięziona w tej kabinie na wieczność. Nie było szans, że po takim tekście ktokolwiek kto znajdował się na zewnątrz da jej żyć. – N-Nie mów tak… – Załkała, po czym zdobyła się przynajmniej na otarcie łez z zaczerwienionej twarzy. – TO CZEMU SRASZ NA KLAPĘ W MOJEJ ŁAZIENCE?? – Marta wychyliła się mocniej z muszli klozetowej, żeby chwycić stojącą na spłuczce rolę papieru i rzucić nią przed siebie. Życie Primrose właśnie się kończyło. Co było gorsze? Ta absolutna siara, czy perspektywa zostania ochlapaną wodą z kibla? Nie miała zbyt wiele czasu na decyzję, więc ostatecznie otworzyła drzwi i wyleciała na zewnątrz w kierunku umywalek. RE: [grudzień 1962, Hogwart] Moaning Myrtle problems(Primrose Lestrange, Astoria Avery) - Astoria Avery - 16.01.2026 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/89adea67674f1866ae8896ddbf15d244/afd1325f491bcfee-5d/s250x400/e662604217b759229765c8d4d4704b6e2c4a4e30.jpg[/inny avek] Siedziała na zimnej posadzce z plecami opartymi o rząd umywalek, kolana miała podciągnięte niemal pod brodę, a pamiętnik rozłożony na udach. Pisała szybko z siłą, która zdradzała, jak bardzo każde słowo było jej potrzebne. Pióro skrobało po papierze nerwowo, raz po raz chlapiąc atramentem, zostawiając kleksy tam, gdzie ręka zadrżała mocniej. Litery były nierówne, pochyłe, bardziej wykrzyczane niż zapisane - jakby kartki miały przyjąć na siebie wszystko to, czego ona nie była w stanie unieść. Gdzieś w tle rozbrzmiewał cichy, urywany dźwięk. Jakby ktoś oddychał z trudem. Jakby ktoś... łkał? Astoria zarejestrowała go jedynie na poziomie podświadomości. Łazienka Jęczącej Marty zawsze była pełna dziwnych odgłosów - kapania wody, jęków starych rur, przeciągłego echa, które potrafiło brzmieć jak czyjś szept. Nie podniosła głowy. Nie wsłuchała się. Była zbyt zajęta własnymi nerwami, pieczeniem za oczami, poczuciem, że świat właśnie postanowił się z niej zakpić. Pióro sunęło dalej, zostawiając kolejne zdania pełne dramatyzmu, typowo czternastoletniej rozpaczy. A potem łazienkę przeciął krzyk. Głośny, przenikliwy, absolutnie niepasujący do żadnej logicznej kategorii dźwięków, jakie mogły się tu pojawić. Ktoś sra na klapę? Zesztywniała. Pióro zatrzymało się w pół ruchu, a kropla atramentu spadła na stronę, rozlewając się w czarną plamę. Serce podskoczyło jej do gardła. Przez krótką, dezorientującą chwilę była przekonana, że źle usłyszała. Że to zmęczenie. Nerwy. Może ktoś wpadł do łazienki i... nie, to było zbyt absurdalne nawet jak na jej stan. Powoli, jakby w obawie, że gwałtowny ruch rozbije ten moment na kawałki, uniosła głowę. Drzwi jednej z kabin otworzyły się z impetem. Najpierw zobaczyła Primrose Lestrange, wylatującą niemal na umywalki, z twarzą mokrą od łez, włosami w nieładzie, spojrzeniem szerokim i przerażonym. Wyglądała, jakby właśnie uciekła przed czymś, czego nie da się opisać słowami. Jej buty poślizgnęły się na mokrych kafelkach, ramiona drżały, a oddech rwał się w niekontrolowanych szlochach. A zaraz za nią... - Prim? - zapiszczała zdezorientowana, a zaraz potem dostała papierem toaletowym w głowę. Dziennik wypadł jej z rąk. Uderzył o posadzkę głuchym dźwiękiem, rozkładając się na oścież, jakby sam chciał uciec od treści, które w nim zapisano. Pióro potoczyło się kilka centymetrów dalej, zostawiając za sobą cienką smugę atramentu na kafelkach. - Co tu się dzieje! - patrzyła na ducha, który wyleciał z kabiny. - M-marta? Jej brwi ściągnęły się mimowolnie, gdy spojrzenie przesunęło się z Marty na Primrose, jakby próbowała znaleźć na niej jakiekolwiek dowody winy. W Hogwarcie krążyły różne plotki, ale pierwszy raz widziała na oczy Jęczącą Martę. Widocznie nie bez powodu ostrzegano, by nie wchodzić do tej łazienki. - Co jej zarobiłaś? - zapytała, próbując uchylić się przed kolejnym pociskiem z papieru toaletowego. Duch dalej wrzeszczał coś o klapie, ale ciężko było uwierzyć, że dziewczyna dopuściła się czynu, o który oskarżała ją Marta. - Przestań! - krzyknęła, gdy rolka papieru znów ją trafiła. Może duch oczekiwał przeprosin? Wyglądała na zdenerwowaną, ale kto wie, ile lat spędziła samotnie w łazience? RE: [grudzień 1962, Hogwart] Moaning Myrtle problems(Primrose Lestrange, Astoria Avery) - Primrose Lestrange - 06.02.2026 Co było gorsze? Śmierć nie mogła być najgorsza. Śmierć nagle wydawała się młodej Lestrange ukłonem losu, darem od samej Pani Księżyca – bo kiedy tylko usłyszała swoje imię i zdała sobie sprawę z tego, że ktoś ją rozpoznał, gwałtowanie pożałowała swojej decyzji. To nie miało znaczenia kto to był. To mogła być nawet jej rodzona siostra, ale bycie powiązaną w cudzej pamięci z czymś tak idiotycznym momentalnie załamało cały jej świat. Miała się po tym pokazać w Wielkiej Sali? Miała iść na śniadanie wiedząc, że każdy, absolutnie każdy może myśleć o nowej plotce oplatającej szkolne korytarze i nie czuć, jak jej więzy zaciskają się również na szyi młodziutkiej Primrose, która chciała czerpać ze świata garściami, a zamiast tego dostawała... to? Odwróciła się w kierunku koleżanki sztywna, a ujęcie tego słowami, że jej twarz pobladła było sporym niedopowiedzeniem. Z każdą kolejną sekundą traciła kolor coraz bardziej. Uciekł wpierw z jej twarzy, później tułowia, kończyn, włosów. Wyglądała jak świeżo zatynkowana ściana, albo jakby ją ktoś obsypał mąką – dar metamorfomagii znów stał się jej przekleństwem, demaskując nie tylko narastającą wewnątrz rozpacz, ale również utratę kontroli. Bała się wody jak niczego innego, ale w tym momencie, jako nastolatka pragnąca podbijać świat, wolała schować głowę w muszli klozetowej i trzymać ją tam tak długo, aż to wszystko nie zniknie. To musiał być zły sen... Teatralnie wręcz osunęła się na drzwi, pozwalając policzkom zalać się strumieniem mlecznych łez. – To koniec, ty przebrzydła mendo – pisnęła, trzymając się umywalki, na którą zaczęła teatralnie opadać. Wydawała się niewzruszona tym, że komunikuje się z energetycznym wspomnieniem po uczennicy zamordowanej w szkole. Złym człowiekiem nie była i szkoda jej było Jęczącej Marty, ale na szacunek trzeba sobie przecież zapracować. Gdyby nie to, jak koszmarną była histeryczką, prawdopodobnie planowałaby odwet – na ten moment stać ją było co najwyżej na idiotyczne groźby. – ZNISZCZĘ CIĘ, ROZUMIESZ? ZNISZCZĘ. ZMIENISZ PRZYDOMEK Z JĘCZĄCEJ MARTY NA ŁYSĄ MARTĘ, NAWET JEŚLI BĘDZIE MNIE TO KOSZTOWAŁO WIZYTĘ W DZIALE KSIĄG ZAKAZANYCH. – Brzmiała przy tym niespodziewanie wręcz poważnie. Chwyciła nawet jedną z rolek papieru, którymi oberwała Astoria i cisnęła nią w tę nieszczęsną kabinę. RE: [grudzień 1962, Hogwart] Moaning Myrtle problems(Primrose Lestrange, Astoria Avery) - Astoria Avery - 01.03.2026 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/89adea67674f1866ae8896ddbf15d244/afd1325f491bcfee-5d/s250x400/e662604217b759229765c8d4d4704b6e2c4a4e30.jpg[/inny avek]Stała nieruchomo, jakby ktoś przybił ją do mokrej posadzki cienkimi, niewidzialnymi gwoździami. Szok rozlał się po jej twarzy powoli, lecz bezlitośnie - uniósł brwi, rozchylił wargi, odebrał jej zdolność mrugania. Patrzyła. Tylko patrzyła. A Primrose bledła z każdą sekundą bardziej, kolor odpływał z niej falami - widziała tę utratę kontroli i kompletnie nie wiedziała co robić. Jeszcze chwilę temu świat kończył się dla niej w Wielkiej Sali, przy jednym pocałunku podpatrzonym między kęsami kolacji. Teraz obserwowała absurdalną scenę, gdy papierowa rolka przeleciała przez powietrze, uderzając o kabinę z miękkim, bezsensownym dźwiękiem. Dziennik Astorii leżał otwarty na podłodze, kartki nasiąkały wilgocią, atrament powoli rozmywał się w cienkie, sine żyłki. Jej prywatna tragedia rozpływała się dosłownie i w przenośni. Brunetka patrzyła, jak panna Lestrange miota się między rozpaczą a groźbą. W głowie młodszej dziewczyny pojawiła się nagle myśl tak ostra, że niemal fizycznie ją zabolała: czy denerwowanie duchów nie jest przypadkiem zabronione? Hogwart miał zasady. Miał regulaminy. Miał nauczycieli, którzy potrafili odejmować punkty za najmniejsze przewinienia. Duchy były częścią zamku. Co jeśli obrażenie jednego z nich było traktowane jak atak na mienie szkoły? Co jeśli istniał paragraf o "zakłócaniu spokoju bytów pośmiertnych"? Co jeśli Marta poleci prosto do jakiegoś profesora, zawodząc o prześladowaniu? Wyobraźnia Astorii ruszyła w galop. Wezwanie do gabinetu dyrektora. List do rodziców. Utrata punktów dla Slytherinu. A może nawet zawieszenie? Wyrzucenie. Wszystko przez... klapę i zbyt impulsywną groźbę. Serce zabiło jej szybciej, tym razem nie z powodu ducha, lecz realnej, szkolnej grozy. Spojrzała na Martę, która falowała w powietrzu jak burzowa chmura gotowa do wyładowania. Duchy były kapryśne. Były pamiętliwe. I przede wszystkim głośne. Jeśli Marta zacznie krzyczeć jeszcze głośniej, pół zamku może to usłyszeć. To wystarczyło. Nie patrzyła już na swój pamiętnik, na rozlany atrament, na własne wcześniejsze dramaty. Skupiła się na Primrose - na napięciu jej ramion, na tej niebezpiecznej mieszance wstydu i furii, która mogła pchnąć ją do powiedzenia czegoś jeszcze gorszego. Wyciągnęła rękę, zawahała się ułamek sekundy, po czym zrobiła jeszcze pół kroku naprzód, ustawiając się nieco między nią a kabiną. Nie z odwagi. Z instynktu przetrwania. Bo nagle dużo bardziej niż plotki przerażała ją wizja tłumaczenia się przed nauczycielami, dlaczego w łazience Jęczącej Marty doszło do wojny z duchem. - Przestań, bo jeszcze będziemy miały kłopoty... - zaczęła, głos jej zadrżał, próbując uspokoić dziewczynę, następnie odwróciła się do równie rozjuszonego ducha. - P-przepraszamy! Nie chciałyśmy cię urazić! - wyrzuciła z siebie szybciej, niż planowała. Słowa zabrzmiały zbyt głośno w pustej łazience, odbiły się echem od kafelków. Czuła, jak serce tłucze jej się w piersi zbyt szybko - jak zawsze w stresowych sytuacjach. Powinna uciekać, nie mieszać się w konflikty, które jej nie dotyczą, ale zadziałała instynktownie i teraz znajdowała się pomiędzy - w samym środku zamieszania. Astoria Avery - Primrose Lestrange - 30.03.2026 Nie było tutaj żadnego zegara, który mógłby tykać w przypomnieniu o nieuchronnym upływie czasu, ale może wcale nie był potrzebny – panna Lestrange bowiem świetnie radziła sobie w tak brutalnych zmianach wizerunku, żeby i Jęczącej Marcie musiało wydawać się, że w ciągu paru sekund przetrwała w tej łazience milenia. Blada skóra skąpała się nagle w morzu słonych łez lejących się z oczodołów wodospadem. Po zetknięciu z wodą stawała się czerwona jak pomidor, a na samą myśl o tym, że nie jest w stanie tego kontrolować, Primrose stawała się coraz bardziej rozgoryczona. Sekunda za sekundą, para lecąca jej z uszu stawała się coraz intensywniejsza. – Po czyjej jesteś stronie, co?! – Jej pisk poniósł się po pomieszczeniu takim echem, że nawet zawodząca tu od dziesiątek lat Marta Warren zatkała uszy i zmarszczyła trupi nos, wpatrując się w Lestrange zarówno z osłupieniem jak i szczerą niechęcią. T-to nie było tak, że Astoria była jej winna jakąś lojalność, ale... arrrgh! Czy żywi ludzie nie powinni się wspierać? Marcie i tak wszystko było już obojętne, a punkty dla domu i list do rodziców – oto ostatnie rzeczy, o których teraz myślała. Ktoś miałby ją nastraszyć perspektywą posiadania prywatnego guwernera? Dziewczyna ewidentnie nad sobą nie panowała. To były histeria, panika i... szereg gróźb bez pokrycia – Jak nie zostanę aurorką – którą faktycznie nigdy nie została – to przysięgam ci, Marta – zostanę EGZORCYSTKĄ!! – Następnie tupnęła nogą, zahaczając pantoflem o pelerynę szkolnego mundurka i warknęła, odwracając się do ducha plecami, żeby zabrać swoje kolczyki z umywalki i stąd wyjść. Była to z jej strony głupotka, ale i szczęście w nieszczęściu – bo splunięcie potężną ilością ektoplazmy, jakiego dokonała Marta, skończyło się uderzeniem wilgotnej substancji w plecy, a nie twarz Primrose. – I NIE PRZYCHODŹ WIĘCEJ RYCZEĆ W MOJEJ ŁAZIENCE – wrzasnęła Marta, po czym pokazała obu swój paskudny, zielony język. No bo – jeżeli to miało ich nie przegonić, to nic ich już nie przegoni. RE: [grudzień 1962, Hogwart] Moaning Myrtle problems(Primrose Lestrange, Astoria Avery) - Astoria Avery - 03.04.2026 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/89adea67674f1866ae8896ddbf15d244/afd1325f491bcfee-5d/s250x400/e662604217b759229765c8d4d4704b6e2c4a4e30.jpg[/inny avek] Nie wierzyła, że to się dzieje naprawdę. Poczuła, jak jej ciało napina się do granic możliwości, gdy krzyk Primrose przeciął powietrze z taką siłą, że aż odbił się od ścian i wrócił do nich zwielokrotniony. Przez moment miała wrażenie, że dźwięk ten fizycznie ją odpycha, że cofa się o pół kroku nie z własnej woli, lecz pod naporem tej histerii. Spojrzenie Primrose, rozpalone, rozchwiane, wbiło się w nią z oskarżeniem, którego się nie spodziewała. Astoria zesztywniała jeszcze bardziej, jakby nagle znalazła się dokładnie pomiędzy dwiema burzami. - Po twojej! - zapiszczała w odpowiedzi, choć zwyczajnie chciała, żeby to się już skończyło. Jej palce zacisnęły się mimowolnie na materiale własnej spódnicy, gdy obserwowała, jak Primrose miota się między gniewem a rozpaczą, jak jej ciało zdradza ją przy każdej emocji, jak twarz zmienia barwy w sposób niemal nieludzki. To było przerażające w sposób, którego Astoria nie potrafiła nazwać. Myśl o konsekwencjach wracała uparcie, coraz głośniej, coraz bardziej natarczywie. Szkoła miała swoje zasady. Jej spojrzenie przeskakiwało między Primrose a Martą, coraz szybciej, coraz bardziej nerwowo, jakby próbowała przewidzieć, co stanie się za chwilę. Ale za żadne skarby nie była w stanie przewidzieć następnego ruchu wściekłego ducha. Wszystko rejestrowała jakby w zwolnionym tempie. - O Merlinie - wyrwało jej się cicho i zrobiła krok w tył. Widok ektoplazmy rozlanej na plecach Primrose był ostatnią kroplą - czymś tak absurdalnym i obrzydliwym jednocześnie, że aż nierealnym. W jej spojrzeniu było wszystko: współczucie, panika, solidarność i czysto nastoletnia rozpacz nad tym, że świat właśnie postanowił się na nich uwziąć. Zrobiła krok bliżej koleżanki, niemal instynktownie ustawiając się przy niej, jakby samą obecnością chciała zaznaczyć, po czyjej stronie stoi. - Musimy iść... ona może wszystko powiedzieć nauczycielom, rozumiesz? - szepnęła gorączkowo. - I jeszcze zrobi z nas jakieś… jakieś psychopatki od toalet, ja nie żartuję! Zerknęła kątem oka na Martę, jakby spodziewała się kolejnego ataku w każdej chwili. - Prim chodźmy już stąd, proszę cię - w desperacji Astoria złapała starszą koleżankę za rękę i próbowała wywlec ją z tej przeklętej łazienki. - Nikt się o tym nie dowie, naprawdę! Chciała stąd uciec, zanim będzie jeszcze gorzej. Zanim zjawi się jakiś nauczyciel, zanim ktokolwiek jeszcze wejdzie do łazienki. Nie miały przecież szans wygrać z duchem, jedynym wyjściem pozostała ewakuacja. RE: [grudzień 1962, Hogwart] Moaning Myrtle problems(Primrose Lestrange, Astoria Avery) - Primrose Lestrange - 06.04.2026 Czy to mógł być najgorszy dzień jej żałosnej egzystencji? Nawet świadoma tego, jak wiele dramatów czekało ją jeszcze w na ten moment ubogim w doświadczenia życiu, nie potrafiła pozbyć się myśli, że to był jakiś koniec. Zdarzenie tak złe, aby po nim załamało się już wszystko inne. Jak miała jawić sie przyszłość kogoś, kto przeżył coś takiego? Miałaby wierzyć w karierę w Ministerstwie albo szpitalu? W szczęśliwe małżeństwo, dobre chwile z ludźmi, którzy ją kochali i szanowali? Nie, tym co czuła teraz Primrose było widmo nieskończonej pętli bólu i rozpaczy, powoli niknący oddech, a na końcu koniec żywota – wszystko pozbawione chwały i satysfakcji, bo przecież całe jej szczęście wylało się na kamienną posadzkę wraz z falami młodzieńczych łez. Podobno posiadanie wstydliwego wspomnienia, którego musisz strzec jak najciemniejszego, rodzinnego sekretu, było czymś bardzo ludzkim, czego doświadczało wielu, o ile nie większość. Komuś tak łatwo władającemu w destrukcyjną histerię ciężko było jednak dojść do wniosku, że złe rzeczy, nawet tak przerażające i absurdalne, po prostu się zdarzały. Jaką niby lekcję miała z tego wyciągnąć? W jaki sposób uśmiechać się wciąż patrząc w lustro po tym, jak zostało się ośmieszoną przez zmorę przeszłości? Nie wiedziała. Potrafiła jednak dostrzec motywację do bycia silną w detalach mogących umknąć komuś innemu. Kiedy się w cierpieniu nie było skazanym na samotność, kiedy ktoś inny wezbrał się na odwagę stanięcia twarzą w twarz z tym przerażającym końcem, zamiast zwiać i porzucić znajomość (a to przecież zawsze było łatwiejsze od walki), broda jakoś tak sama zadzierała się do góry, a kosmate myśli powoli ustępowały napięciu dającemu jej moc do robienia rzeczy niemożliwych. Wezbrała więc całą siłę, jaką dała jej swoją postawą Astoria i nabrała powietrza w usta, nie pozwalając wydostać się spomiędzy spierzchniętych warg ostatnich słów, jakie miała do powiedzenia Marcie. Nie interesowały jej już kolczyki porzucone w zlewie. Żaden dziennik ani cokolwiek innego, co mogło tam być. Najwyżej będzie błagała jakiegoś losowego kuzyna lub kolegę o to, żeby odzyskali jej porozrzucane po łazience przedmioty. – N-no… no dobrze – powiedziała i pociągnąwszy nosem ruszyła przed siebie, drżąc wręcz kiedy zimna, paskudna, śmierdząca ektoplazma spłynęła po jej odsłoniętej szyi i poczuła, jak część płynu dostaje się za kołnierz mundurka. –––
Wspólne sekrety potrafiły łączyć i dzielić. Czasami działo się z nimi to, co wydarzyło się pomiędzy tymi dwiema panienkami – czyli wzburzyły na moment morze ich relacji, a później uspokoiły je i nadały ich spotkaniom czegoś nowego – jakiegoś takiego obustronnego zrozumienia, że mogły sobie w pewnych kwestiach zaufać. Nie chodziło tu o wesołe dzielenie się detalami swojego życia, ale o brak wstydu w wyznaniach, których nie można było lub nie chciało się uniknąć. Największym osiągnięciem ich wspólnych ustaleń i działań okazało się to, że mimo ucieczki z miejsca zdarzenia, ani nikt nie odkrył nigdy detali ich paskudnego spotkania z Jęczącą Martą, ani nie przejęto tego, co porzuciły za sobą. Astoria dzielnie stanęła na czatach, Primrose przybrała inną postać i zarówno rozsypana biżuteria, jak i dziennik z zapiskami prosto z pełnego jadu serca Astorii, wróciły do ich szafek w dormitoriach. Dziękuję za wątek, zakończyłam go bo mamy do pisania nowe. @Astoria AveryKoniec sesji
|