![]() |
|
[21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared (/showthread.php?tid=5244) Strony:
1
2
|
[21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Brenna Longbottom - 15.10.2025 Gabinet Phillipy Brenna nienawidziła kilku rzeczy – śmierciożercy rzecz jasna otwierali listę. Ale całkiem wysoko na niej znajdowały się także grzebanie jej w głowie. Hipnoza, leglimencja, wszystkie inne formy magii, które wpływały na wspomnienia, myśli, uczucia, wywoływały w niej natychmiastową niechęć. Ale równie mocno nienawidziła czuć się bezużyteczna, a teraz taka była. Gdy zbliżała się za bardzo do ognia, odczuwała strach. Gdy czasem po prostu widziała ogień, zaczynała mieć halucynacje. Zdawało się jej, że coś się zbliża. W tym stanie nie nadawała się do walki. Nie nadawała się też do widmowidzenia – za pierwszym razem, gdy próbowała go po Spalonej, nie dała rady nawet stanąć w kręgu. Za drugim razem spanikowała, gdzieś przy kolejnej zwymiotowała z nerwów… aż w końcu musiała się poddać. Jej sny były pełne ognia, a na jawie nie mogła zbliżać się do kominków i odwracała odruchowo wzrok, gdy ktoś zapalał świeczki. W Mungu nie uzyskała pomocy, nie była to więc pewnie klątwa, przynajmniej nie typowa… a coś innego. Napisała list do pewnej hipnotyzerki, ale zwidy, które nadeszły potem sprawiły, że świetnie, ona tę niechęć do hipnozy wkłada do kosza, może pójść do dwóch specjalistów. Dopadła matki, wypytała o jej szkolną przyjaciółkę, czy przypadkiem nie zajmuje się takimi rzeczami, nie, mamo, skąd, nie jest aż tak źle, napisała liścik do Dory, z prośbą o lusterko, oddała to na wszelki wypadek krewnemu, drugie trzymając w kieszeni tak żeby ktoś wiedział, gdyby coś poszło nie tak… bo wprawdzie Brenna znała Philipę całe życie i traktowała ją jako Barclay, ale to nie koiło całkowicie paranoi Brenny, tylko podsyconej przez Spaloną Noc. W kieszeni miała też notatnik, w którym zapisała sobie parę rzeczy o Spalonej Nocy, bo może nie chciała pamiętać, nie mogła pamiętać, jeśli miała funkcjonować, ale jednocześnie… musiała wiedzieć, co dokładnie się wtedy działo. I cóż, znalazła się w jej gabinecie. Uśmiechała się, jak zwykle, i gadała jak zwykle, chociaż wewnętrznie była kłębkiem nerwów na myśl o hipnozie. – …mamy tutaj pełen pakiet, czyli nie podejdę bliżej do ognia, jak jest go więcej zaczynam panikować, i są zwidy, na przykład momentami zdaje mi się, że pomieszczenie płonie, ale ono wcale nie płonie. I tak przez pierwszą część Spalonej Nocy nie było tak źle, więc… więc pewnie to tkwi gdzieś nad ranem – zakończyła relacjonować, bardzo starając się trzymać dłonie grzecznie splecione na kolanach. Wiedziała, że jeśli się zapomni, to zacznie je nerwowo wyginać. – Nie przechodzi wcale z czasem, więc… więc chyba hipnoza to ostatnia możliwość. !Trauma Ognia RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Pan Losu - 15.10.2025 Pożerający cię strach osiągnął szczyt. Doświadczasz omamów, które doprowadzają cię do obłędu. W tej sesji rzucasz zaklęcie kształtujące ogień, wymierzone w najbliższą osobę lub przedmiot. Wszystko wokół płonie, bo... powinno spłonąć! OGIEŃ WAS OCZYŚCI. RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Brenna Longbottom - 15.10.2025 W gabinecie nie było ognia. Niewiele to jednak zmieniało. Uśmiech Brenny przybladł w pewnym momencie - mniej więcej wtedy, gdy wspomniała o omamach, jakby samym słowem "wywołała je z lasu". Głos zadrżał, wkradła się w niego fałszywa nuta. Nerwy, wywołane myślą o hipnozie, zaczynały zamieniać się w coś innego. Strach. Panikę. Oddech przyspieszał, dłonie poruszyły się nerwowo, a Brenna zbladła, jakby zaraz miała zemdleć. Spojrzenie przestało być skupione: zdawało się, że nie patrzy już na Philippę, nie widzi jej, a coś zupełnie, zupełnie innego. Philippa przyjmowała pewnie w tym gabinecie dostatecznie wielu ludzi, aby domyśleć się, że jej „pacjentka” właśnie doświadcza pełnowymiarowego ataku paniki, a cóż, Brenna już streściła Philippie, jak to wyglądało… …tyle że… Tylko tym razem było gorzej. – O…ogień – wykrztusiła, ale kolejne słowa nie dobyły się ze ściśniętego gardła. Wstała i zatoczyła się, trzęsącą się ręką sięgając po różdżkę, a potem… potem cisnęła zaklęcie, w najbliższą rzecz, jaka znajdowała się w pobliżu - czyli fotel, z którego ledwo co wstała. Jak opętana. Bo z własnej woli przecież nie próbowałaby wyczarować ognia. Wszystko wokół płonie... ...bo powinno spłonąć. Fotel zapłonął, a Brenna, ogarnięta tylko jeszcze większą paniką, poleciała w tył, przewracając się i uderzając o jakąś szafkę. RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Philippa Barclay - 16.10.2025 Philippa otaczała się różnymi ludźmi. Sporą część osób wpadających do jej gabinetu były znajomi jej dzieci, czy dzieci jej przyjaciół z dawnych i obecnych lat. Lubiła otaczać się młodymi, dzięki temu czuła się bardziej żywa? Chyba tak można to było określić. Lubiła im się przyglądać, obserwować jakimi ludźmi się stali. Była dumna z tego, że jej i najbliższym udało się wychować takie wspaniałe, nowe pokolenie czarodziejów, kiedyś w końcu to oni przejmą pałeczkę i będą kierować ich światem. Tak właściwie to już powinni to robić, ale jakoś większość z nich nie spieszyła się do zakładania rodzin, co było dosyć kontrowersyjne, ona, czy jej przyjaciółki w tym wieku już dawno miały swoje dzieci. To był jedyny mankament jaki dostrzegała, kiedyś może być za późno na to, aby założyć rodzinę, miała wrażenie, że zupełnie o tym nie myślą. Co do zakładania rodziny, bardzo zdziwiło ją zaproszenie, które dostała na ślub swojego pierwordonego... nie słyszała bowiem wcześniej nic na ten temat, jednak była zadowolona, że najwyraźniej był szczęśliwy, mimo tego, że nie miała w tym żadnej zasługi. Nie było więc nic dziwnego w tym, że Brenna ją odwiedziła. Córka Elisy wiedziała, że może na nią liczyć, Philippa chętnie wspierała młodzież, chociaż robiła to z rozsądkiem, uważała, że każdy ma prawo popełniać własne błędy i się na nich uczyć, bo przecież na tym polegało nabieranie życiowego doświadczenia, jednak nigdy nie odrzucała nikogo kto szukał u niej wsparcia. Słuchała więc uważnie tego, co Longbottomówna miała jej do powiedzenia. Nie wchodziła jej w słowa, powoli układała sobie jednak plan działania. Wiedziała, że hipnoza nie jest dla wszystkich akceptowalnym rozwiązaniem, mało osób lubiło kiedy zaglądało im się do umysłu, ale niektóre sytuacje potrzebowały radykalnych rozwiązań, ta brzmiała jak jedna z nich. Musiała działać. Wiedziała, że w przypadku Brenny bardzo istotne jest to, aby nic nie mogło jej przeszkadzać w pracy, każdy moment zawahania mógł kosztować ją życie, musiała być w formie. Tak, nie sądziła, aby miały inne wyjście, musiała zastosować wahadełko. Odruchowo zacisnęła na nim palce prawej dłoni. Dostrzegła nagłą zmianę w zachowaniu dziewczyny, nie zdążyła nawet się odezwać, powiedzieć, co myśli o tym wszystkim. Nie do końca wiedziała skąd ona wynika, ale to spowodowało, że Philippa odruchowo sięgnęła po różdżkę, jasne ufała Brennie, jednak w tej sytuacji był to odruch bezwarunkowy. Przepraszam skarbie. Pomyślała nawet, bo nie miała w zwyczaju tak reagować na bliskich, ale najwyraźniej czasem nie dało się inaczej, ostatnio na pewno. Nie przewidziała tego, że Longbottomówna wyciągnie różdżkę i podpali jej fotel. Zamarła, dosłownie na moment, a mebel stanął w płomieniach. Odetchnęła głęboko, dostrzegała panikę w swojej towarzyszce, nie zrobiła ona tego z własnej woli, inaczej przecież nie zareagowałaby w ten sposób. Nie było jednak takiego bałaganu, którego nie dało się posprzątać. Decyzja była prosta. Mruknęła pod nosem zaklęcie, bardzo szybko i machnęła różdżką, najpierw zajmą się ogniem, później przejdą do reszty, nie mogła pozwolić na to by Outlander spłonął. - Zgaś to Brenna. - Wydała jeszcze polecenie. [roll=PO] ◉◉◉◉○ zauroczenie - wpłynięcie na Brennę, żeby zgasiła pożar Najwyraźniej nie był to jej najlepszy dzień, Philippa przewróciła oczami niezadowolona z powodu, że nie wyszło jej zaklęcie. Zależało im w końcu na czasie, nie było tu miejsca na takie potknięcia. Powtórzyła więc czynność, mruknęła zaklęcie, machnęła różdżką. [roll=PO] ◉◉◉◉○ zauroczenie - wpłynięcie na Brennę, żeby zgasiła pożar - Proszę zgaś to. - Oby tym razem jej się udało. RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Brenna Longbottom - 16.10.2025 Jeśli wcześniej Brenna panikowała, to w tej chwili była już na krawędzi histerii: bo obok znalazł się ogień. Odczołgała się od płonącego fotela, nie myśląc z początku o niczym poza tym, że WSZYSTKO PŁONIE. Ona spłonie, Philippa spłonie, wszyscy spłoną, i to była jej wina... Myśl o Phillipie i jej głos, gdzieś w tle, otrzeźwiły Brennę tylko trochę: ale dopiero gdy się poderwała i przylgnęła plecami do ściany, z dala od fotela, który zamienił się w pochodnię, dotarło wreszcie do niej, o co ta prosi. Gdyby zaklęcie Philippy zadziałało, pewnie od razu rzuciłaby zaklęcie, wiedziona siłą czaru pani Barclay. Ponieważ jednak to nie zadziałało, ogarnięty paniką umysł Brenny potrzebował chwili, aby w ogóle przypomniała sobie, jak rzuca się zaklęcie wyczarowujące wodę - i zapewne z tego powodu czekało ją odkopywanie nie tylko foteli, bo ogień zaczął osmalać stolik. - Aquamenti - wykrztusiła, nie próbując nawet magii niewerbalnej, celując w fotel. Bogini: chciała, żeby ten ogień znikł. Nie chodziło w tej chwili nawet o najważniejsze, czyli że niszczyła gabinet wspaniałej kobiety, a po prostu, że... czuła, że oszaleje, jeśli ten ogień stąd nie zniknie. A że fotel znajdował się między nią a drzwiami, nie było nawet mowy o umknięciu stąd. Rzucam na ugaszenie ognia, kształtowanie, na którym mam W, ale z nędznego, ze względu na panikę postaci i to że zaklęcie Phil nie zadziałało. [roll=N] RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Philippa Barclay - 16.10.2025 Philippa spojrzała z pogardą na swoją różdżkę, która chyba prosiła się to, aby kobieta zmieniła ją na lepszy model. Zacisnęła zęby zirytowana tym, że nic nie szło po jej myśli. Nie mogła jednak skupiać się na niepowodzeniach, nie wtedy kiedy jej fotel zajmował się ogniem, a przerażona Brenna znalazła się na podłodze. Musiała działać. Dziewczyna ją ubiegła, mimo szoku, stresu, Longbottomówna rzuciła zaklęcie, które ugasiło ogień. Pierwszy problem rozwiązany, pozostawało zająć się całą resztą. Dym zaczął unosić się po pomieszczeniu tak jak i zapach spalenizny, ogień, później woda - nie mogło się to zakończyć inaczej. Nie był to jednak zupełnie obcy jej widok, w końcu ostatnio płonęło całe miasto, palący się fotel nie robił na niej więc, aż takiego wrażenia. Nie zwlekała, ruszyła w stronę Brenny, czuła, że potrzebuje ona teraz wsparcia, nie tylko tego mentalnego. To był odruch, nie potrafiła przechodzić obojętnie wobec bliskich, którzy zdecydowanie nie byli w najlepszej formie. Zbliżyła się do dziewczyny i przytuliła ją, póki co bez słowa. Mogła być silna, mogła sobie radzić ze wszystkim sama, jednak nie oznaczało to, że i ona nie potrzebowała bliskości drugiego człowieka. Każdy czasem miewał takie momenty i Philippie wydawało się, że to był jeden z nich. Jedną z dłoni delikatnie przesuwała po plecach Brenny - chcąc ją uspokoić. - Nic się nie stało. - Powiedziała spokojnym tonem. To był tylko fotel, nic takiego. Wiedziała, że wiązało się to z innym problemem, ale póki co wolała odnieść się do obecnej sytuacji. - Poradzimy sobie z tym, nie ma niczego, czego nie dałoby się naprawić. - Nawet jeśli chodziło o umysł, który platał figle. Już ona dopilnuje tego, aby wszystko się udało, aby Brenna mogła znowu być sobą. RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Brenna Longbottom - 16.10.2025 Brenna stała jak zastygła, wciąż z wyciągniętą przez siebie różdżką, i tylko fakt, że ręka jej drżała, świadczył o tym, że nie została spertyfikowana. Fotel już nie płonął, został zalany wodą: ale ogień w jej umyśle nie wygasł. Dalej wywoływał przerażenie. Nawet nie dlatego, że był ogniem, a dlatego, że oto ona sama stała się zagrożeniem. Nie była pewna, czy to fakt, że opowiadała Phillipie o objawach i o Spalonej Nocy wywołał najgwałtowniejsze dotąd omamy, czy już całkiem nie mogła ufać swojej głowie i samej sobie. Po co gdyby posłała to zaklęcie w nią...? Jak wielką mocą władał Voldemort? Może było więcej prawdy niż sądziła w ich dywagacjach, że ludzie atakowali ogniem, bo zmusił ich do tego popiół, nie dlatego, że sami chcieli? I najwyraźniej trwało to i po Spalonej Nocy. Gdy Phillipa ją objęła, Brenna z początku nie drgnęła. A potem wypuściła różdżkę z ręki - nie mogła jej tu mieć, nie mogła ryzykować, bogowie, dziś będąc w pracy będzie musiała poprosić o parę dni wolnego, by upewnić się, że hipnoza zadziałała... i oparła czoło o ramię starszej kobiety. Zacisnęła powieki, mocno, bardzo mocno, próbując powstrzymać łzy cisnące się do oczu. Parę razy w ostatnich miesiącach chciało się jej płakać, ale ani razu nie pozwoliła sobie na faktyczny szloch, nie przy innym, a tym razem zdradliwa łza zdołała wymsknąć się i popłynąć po policzku. – Jestem ci winna fotel. I stół – wydusiła z siebie w końcu, nieswoim głosem. Co gdyby zaatakowała Philippę? Co gdyby zrobiła coś takiego w pracy? Co jeśli to przydarzyłoby się przy ludziach? Powinna była iść do hipnotyzera wcześniej, ale nie mogła się przemóc, a chociaż próbowała u Romulusa, to się nie udało… Miała szczęście w nieszczęściu, że doszło do tego tutaj, akurat kiedy przyszła w poszukiwaniu pomocy i że zdążyła opisać, co się z nią działo. – Prze… przepraszam. Nie chciałam. W Spaloną Noc niektórzy mugolacy rzucali ogniem w ludzi? Zastanawiam się… czy w tym dymie nie było czegoś… i to ze mną zostało. Hipnoza, zauroczenie, obojętnie… nie mogę rzucać o…ogniem w ludzi – wyszeptała, zaciskając palce na ramieniu Philippy. – W meble też lepiej nie. To był ładny fotel. Jesteś w stanie mi tego jakoś zabronić? Przyszła tu z lękiem i omamami, z którymi chciała walczyć, ale teraz bardziej przerażała ją myśl, że zrobi komuś krzywdę. I chociaż może patrząc z boku daleko jej było od histeryzowania, to Brenna bardzo rzadko rozklejała się do tego stopnia. RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Philippa Barclay - 16.10.2025 Phlippa była zirytowana, jednak bardziej na siebie, niż na Brennę, bo to ona zawiodła, kiedy tego potrzebowała. Zdawała sobie sprawę z tego, że dziewczyna nie zrobiła tego celowo, na pewno nie miała zamiaru podpalić jej fotela, czy innych mebli znajdujących się w Outlanderze. To była bardzo niefortunna seria wydarzeń. Zauważyła, że Longbottomówna wypuściła różdżkę, nie dziwiła jej się wcale, pewnie sama postąpiłaby podobnie gdyby czuła, że może stanowić zagrożenie dla kogoś innego. Wiedziała, że ten wydawałoby się nic nieznaczący gest może pozwolić wypłynąć na zewnątrz bardzo skrywanym emocjom. Znała osoby takie jak Brenna, zresztą sama należała do podobnych - rzadko kiedy pozwalała sobie pokazać to, co kryło się wewnątrz niej. Musiała udawać, że wszystko jest w porządku, że radzi sobie ze wszystkim. Wolała póki co nie myśleć o tym, jaki ciężar musiała nieść na sobie córka jej przyjaciółki. Czasy były trudne, wątpliwe, każdy miał prawo poczuć się niepewnie. Tutaj mogła czuć się bezpieczna, nikt nie widział jej chwilowej niedyspozycji, nikt miał się o niej nie dowiedzieć, to było całkiem oczywiste. - Nic mi nie jesteś winna. - Powiedziała cicho, aczkolwiek stanowczo. Takie rzeczy się zdarzały, nawet najlepszym. Brenna nie zrobiła tego celowo, to był wypadek przy pracy, czy coś podobnego. Nie obwiniała jej osoby o zniszczone meble, chociaż zaklęcie padło z jej różdżki, wiedziała, że kryje się pod tym coś więcej. Odsunęła się w końcu od Longbottomówny i wypuściła ją z ramion. Teraz wszystko układało jej się w całość, chociaż już wcześniej miała pewne podejrzenia. Oczywiście, że mogła coś z tym zrobić, zresztą w tej chwili nie wyobrażała sobie, że mogłoby być inaczej, musiała jej pomóc, musiała zareagować, to nie było nic wielkiego. - Jako, że miałaś szansę zaprezentować mi tą przypadłość... - Zaczęła mówić, nadal bardzo spokojnym tonem. Uspokoiła swoje nerwy. Już nie musiała się martwić o powtórkę z rozrywki, spalony biznes i inne takie. - Wydaje mi się Brenno, że musimy sięgnąć po hipnozę. - To wydawało jej się być potrzebnym rozwiązaniem, zauroczenie niestety mogło nie podołać. - Wiem, że to drastyczna metoda, ale nie widzę innej. Nie jest dobrze. - Dodała jeszcze, jakby Brenna nie zdawała sobie z tego sprawy... ale przecież wiedziała, że wie, inaczej nie przyszłaby po pomoc, tacy jak ona korzystali z niej tylko wtedy kiedy wiedzieli, że jest naprawdę źle. RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Brenna Longbottom - 16.10.2025 Nie chciała – nie mogła – pokazać pewnych rzeczy. Z jednej strony wiedziała, że są ludzie, którzy się o nią troszczą i stąd czerpała siłę, by iść dalej, z drugiej bała się dopuścić ich na tyle blisko, by zobaczyli pęknięcia. Bała się, że jeśli zobaczą, że się chwieje, sami zatrzymają się z tego powodu i stracą równowagę. Że jeżeli pokaże, że jest czegoś niepewna, oni też staną się niepewni. Ale w tym gabinecie, gdy Brenna opowiadała o nocy wypełnionej ogniem i tym, jakie odcisnęła na niej piętno, ogarnęła ją panika i wreszcie ogień jakby sam powstał z różdżki. I gdy do oszalałego umysłu Brenny dotarło, że mogła zranić Philippę, nie umiała już utrzymać na twarzy zwykłego uśmiechu. Jak miałaby uśmiechać się w takiej chwili? Oczywiście, że była winna Philippie Barclay bardzo wiele. Będzie winna jeszcze więcej, jeśli ta zdoła pozbierać jej umysł, zatruty dymem Spalonej Nocy, do kupy. Wypuściła ją w końcu z objęć, i wyprostowała się, wciąż tak blada, że mogłaby iść w zawody z dowolnym wampirem, ale wyraz twarzy zdawał się prawie spokojny. W istocie jednak od spokoju była bardzo daleka. Lęk i jakaś rezygnacja tkwiły gdzieś pod tą maską. Brenna w tej chwili nie bała się już ognia, nieprzyjemnej woni dymu, która wciąż wypełniała pomieszczenie, nie bała się nawet tego, co może nadejść: bała się samej siebie. Dlatego nie sięgnęła po różdżkę, wciąż leżącą na podłodze, a z którą nie rozstawała się nigdy, odkąd skończyła jedenaście lat, którą zawsze miała w zasięgu ręki. – Do tej pory… do tej pory nie było aż tak źle – powiedziała w końcu, powoli wypowiadając kolejne słowa, bo nie chciała, by głos się jej załamał. Było źle, obawiała się, że spanikuje w złym momencie, ale… nie sądziła, że mogłaby spróbować kogoś skrzywdzić. – Wszystko, co trzeba – stwierdziła, całą swoją niechęć do hipnozy odkładając na bok. Bo przecież to był jeden z powodów jej obaw: bała się, że mogłaby pod jej wpływem zrobić coś złego. Ale i tak omal czegoś takiego nie zrobiła. – Wydaje mi się… pod sam koniec tamtej nocy pomagałam gasić budynek. Wcześniej nie było źle, wbiegałam do budynków, ale wtedy… zdawało mi się, że coś słyszę. I potem nie mogłam patrzeć na ogień. Może trzeba usunąć ten moment? – stwierdziła, bezradnie rozkładając ręce. Usunąć to wspomnienie? Powiedzieć jej pod wpływem hipnozy, że wcale nie boi się ognia? Nie wiedziała, co może zadziałać. Pytała klątwołamacza i nie wyglądało to na klątwę… – Rób, co musimy, proszę. RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Philippa Barclay - 16.10.2025 Philippa bardzo dobrze zdawała sobie sprawę z tego, co motywuje Brennę. Być może ona nie do końca mogła o tym wiedzieć, jednak przeżyła już sporo, widziała wiele, nie było to dla niej nic nowego. Wiedziała, że po świecie chodzili ludzie, którzy brali na siebie odpowiedzialność za wszystko, to co działo się na świecie, chcieli go uleczyć. Longbottomówna była jedną z takich osób, wybrała sobie naprawdę trudną ścieżkę, poniekąd Barclay to doceniała, a z drugiej strony jej współczuła, to nie była łatwa droga i ona doskonale o tym wiedziała. Nie oczekiwała, że Brenna będzie przy niej zakładać oczywistą dla siebie maskę. Nie musiała tego robić, nie przy niej, nie po tym co widziała. Otworzenie się przed ludźmi bywało bardzo trudne, ale w tej chwili Brenna chyba nie miała innego wyboru, Philippa nie sądziła, aby była z tego powodu zadowolona, bo przecież była ona bardzo zawziętą dziewczyną, która radziła sobie ze wszystkim sama, jednak nie tym razem. - Dobrze, że stało się to tutaj. - Powiedziała spokojnie. Zdecydowanie lepiej się składało, niżeli podczas jej pracy, czy jakiegoś innego wydarzenia. Wiedziała, że Brenna jest zabiegana i ma dużo na głowie. Naprawdę nie mogło lepiej trafić, tutaj nikt nie widział jej niedyspozycji, nikt nie wyniesie tego dalej, była bezpieczna. Nie musiała się martwić o to, że ktoś dowie się o tym, że coś jej dolegało. Słuchała uważnie tego, co miała jej do powiedzenia. Najwyraźniej wspomnienia związane z tą przeklętą nocą miały wpływ na działanie umysłu Longbottomówny. Obrazek powoli zaczynał spinać się Philippie w całość. - Wprowadzę Cię w stan hipnozy, ufasz mi prawda? - Wolała się upewnić, że tak było. Zamierzała sięgnąć po te dosyć drastyczne środki by jej pomóc, miała nadzieję, że jest na to gotowa. Zdjęła z szyi swoje wahadełko, trzymała je w prawej dłoni, przysunęła przedmiot przed twarz dziewczyny. - Podążaj za nim wzrokiem. - Poruszała wahadełkiem w lewo i w prawo, powoli, czekała, aż wzrok Longbottomówny będzie za nim podążał, gdy tak się stało zaczęła mówić, spokojnym tonem głosu, bo przecież tylko spokój mógł je uratować. - Oddychaj powoli, zostaw te emocje za sobą, skup się na tu i teraz. - Musiała spowodować, aby Brenna zapomniała o całym otaczającym je świecie. [roll=PO] ◉◉◉◉○ zauroczenie - próbuję zahipnotyzować Brennę |