Secrets of London
[19.09.1972] In my head - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Wątek: [19.09.1972] In my head (/showthread.php?tid=5254)

Strony: 1 2


[19.09.1972] In my head - Victoria Lestrange - 18.10.2025

Minął ponad miesiąc, od kiedy Victoria zgodziła się, że pozwoli Atreusowi ćwiczyć na sobie jego widzenie aur – a trzeba nadmienić, że było to niebyle co, bo czarnowłosa uważała swój umysł za twierdzę, w której mogła się okopać w spokoju. Bardzo nie lubiła, gdy ktoś próbował naruszyć jej prywatność, nawet czymś tak z pozoru niewinnym jak oglądanie aur, spinała się, gdy tylko czuła, że ktoś łaskocze ją swoją mocą i potrafiła być wyjątkowo opryskliwa, kiedy takiego gagatka przyłapała. Nauczyła się oklumencji właśnie po to, żeby mieć spokój – wiedziała doskonale do czego zdolni byli na przykład amnezjatorzy i praca w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym to był ten ostateczny impuls, żeby zacząć chronić swój umysł przed wpływem z zewnątrz. To nie było tak, że Lestrange była chłodna i wyniosła (znaczy się… no była, ale to nie tak, że była pozbawiona emocji), po prostu trening, jaki przeszła, by opanować oklumencję, nauczył ją też przy okazji, jak skrywać swoje emocje i nie być dla ludzi jak otwarta księga. Nie godziła się na to, żeby ludzie ją ot tak zauraczali przeróżną magią, taką czy śmaką, nie godziła się, żeby ją badali, sprawdzali jak się czuje, i co gorsza, co mogłaby myśleć. I było to przydatne w tej pracy jak cholera. A jednak zgodziła się pomóc Atreusowi z własnej, nieprzymuszonej woli. Ba – założyli się! Założyli się o to, komu się uda więcej razy, czy Atreusowi przebić jej obronę, czy jej zablokować jego! Była to całkowita bzdura, ale w tym momencie perspektywa tego zakładu (pretekstu!) była małym światełkiem na bardzo ciemnym niebie jakim był świat po Spalonej Nocy, w którym jakoś trzeba się było odnaleźć. Victoria, jej siostry i rodzice, stracili cały dobytek i rodzinny dom, w którym dziewczyny się wychowywały, ale Atreus stracił coś znacznie cenniejszego – ukochaną siostrę. Nie było takich słów, które Lestrange mogłaby wypowiedzieć, by jakoś ukoić jego ból, wiedziała to. Ale mogła być rozpraszaczem uwagi. Nawet jeśli założyli się w czasie, gdy żadne z nich nie myślało nawet o tym, że miesiąc później życie skomplikuje się tak bardzo.

Zamknęli się więc w pomieszczeniu treningowym, żeby nikt im nie przeszkadzał, mieli przecież ćwiczyć coś, co każdemu z nich przyda się w pracy. Dla niej była to bardziej pasywna obrona, bo już się nie skupiała na tym, by wznosić tarcze na swoim umyśle (chociaż inaczej to wyglądało, jak uczyła się oklumencji), ale z tego, co rozumiała, widzenie aur było pod tym względem odwrotnością: skupienie było potrzebne.

– To co, opowiedz mi o swoim dniu. Co jadłeś dzisiaj na śniadanie? – oczywiście, że zamierzała go rozproszyć… gadaniem. Na razie gadaniem. – Ja w końcu nie jadłam jakiegoś gówna. Nigdy nie nauczyłam się gotować, wiesz? Ale w piątek zabrałam do siebie skrzata i chyba pierwszy raz od dwóch tygodni nie jadłam chleba posmarowanego nożem – wydęła usta i zacmokała, po czym niemalże ostentacyjnie odrzuciła włosy na plecy i spojrzała na Atreusa wyzywająco.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○ – oklumencja
[roll=PO]


RE: [19.09.1972] In my head - Atreus Bulstrode - 19.10.2025

Czuł się trochę, jakby trafił na dywanik do dyrektora i sam nie wiedział dlaczego. Może przez to, że była taką ułożoną panią aurorką, która pracowała do ostatniej minuty i ani chwili dłużej. A może dlatego że lubiła tak swoje raporty (dobrze ją nauczył). A może zwyczajnie nie lubił tych pomieszczeń treningowych. Niestety jednak miała rację i nikt im nie mógł tutaj tak po prostu przeszkadzać, bo od tego były żeby sobie w nich trenować na spokojnie.

Oczywiście, miała tez rację w jeszcze innej kwestii - te obietnice złożone jeszcze przed tragedią, były bardzo dobrym powodem do oderwania się od poczucia straty i przygnębiania, a także niezłą próbą osiągnięcia jakiejś normalności. Żałoba wciąż trawiła Atreusa, ale bardzo starał się nie dać tego po sobie poznać, z zapałem (ale takim w jego wykonaniu, czyli niezwykle nonszalanckim) łapał się więc za wszystko, co mogło mu wpaść w ręce.

Uniósł lekko brew, przyglądając się jej przez moment, bo już nie czuł się jak na dywaniku u dyrektora, a jak z mamą przy stole.
- Kawę. Jadłem kawę. W sumie można jeść kawę? Dla spokoju ducha, uznajmy że tak, kiedy nie miało się innej alternatywy. Nie lubię ogólnie zanadto śniadań i pierwsze co zwykle jem, to lunch o gdzieś tutaj w okolicy, albo drugą kawę - odpowiedział, wpatrując się w nią intensywnie i próbując przebić się przez misternie skonstruowane mury, które budowała dookoła siebie. - Ale to chcesz mi powiedzieć, że nie miałaś wcześniej u siebie w mieszkaniu skrzata domowego? Jak ty w ogóle żyłaś?

// ◉◉◉◉○ na aurowidzenie viczki

[roll=PO]


RE: [19.09.1972] In my head - Victoria Lestrange - 19.10.2025

Ona też nie bardzo wiedziała, czemu w ten sposób działała na ludzi. Nie na wszystkich rzecz jasna, ale na całkiem sporą ilość… zwłaszcza tych, z którymi miała styczność w szkole. Lestrange całe swoje życie nosiła głowę wysoko, a kija w dupie tak głęboko, że nie zginała pleców w żadnym ukłonie. Przed nikim. Może to dlatego. Albo to aura byłej prefektki, a później prefektki naczelnej, wyrastającej jak duch z kąta i mówiącej „Borgin… co znowu zrobiłeś?” z tą niewzruszoną miną – nie wiem, mogę się tylko domyślać, tak samo jak mogła zgadywać Victoria. Nie robiła tego celowo… zazwyczaj. A na pewno nie robiła tego celowo teraz, to znaczy nie starała się udawać, że Atreus ląduje na dywaniku u dyrektora, bo też niczego nie przeskrobał, a przynajmniej ona o niczym takim nie wiedziała.

A to, że matkowała ludziom… No to jej się zdarzało. Zwłaszcza w stosunku do jej sióstr, każdej jednej. Aidana też czasami ciągnęła za ucho (albo… robiła coś znacznie gorszego, a to wszystko z zemsty za wyjca posłanego prosto do Biura Aurorów, natomiast była to jej słodka tajemnica i nie wątpiła, że nie była nawet podejrzewana o tak podłą zagrywkę jak „anonimowy” anons do gazety w imieniu drogiego kuzyna). Atreusowi matkować nie planowała… ale jakoś musiała zacząć rozpraszającą gadkę a to było pierwsze co przyszło jej do głowy: pieprzone śniadanie.

Miała silne bariery i wiedziała o tym, bo poczuła mentalny dotyk jakiegoś obcego bytu… znaczy się Atreusa i przez moment siłowali się ze sobą, nie będąc nawet na wyciągnięcie dłoni od siebie, a wtedy Bulstrode zapytał o skrzata domowego i jak żyła, a jej myśli poszybowały wstecz do lipca i skrzywiła się bardzo wyraźnie.

– Przeprowadziłam się w drugiej połowie lipca – odparła niezadowolona, przypominając sobie zerwane zaręczyny z Saurielem i Wielką Kłótnię z Isabellą Lestrange – taką, w której w obieg poszły różdżki i talerze, a ojciec zabrał z domu jej najmłodszą siostrę, która była na wakacjach po pierwszym roku w szkole, żeby nie musiała oglądać tej… wojny. – Wyniosłam się z domu w nie najlepszych stosunkach z moją matką, że się tak wyrażę, więc nie miałam u siebie skrzata – dość powiedzieć, że wyrwała się z macek bardzo toksycznej rodziny i wiedziała o tym doskonale. A Victoria była zbyt dumna i uparta, żeby prosić. I myśl o tym, co się działo w lipcu, rozproszyła ją na tyle, że Bulstrode wdarł się do jej umysłu. Poczuła to. I skrzywiła się jeszcze bardziej.

Blondyn chyba nie miał dotychczas okazji oglądać jej aury i, miała nadzieję, że nie nastąpi to ponownie zbyt szybko, niech więc się nacieszy. Ta była… Intensywnie żółta i cieplutka jak słońce – to była ta podstawowa barwa. Zaś pochodna, dotycząca jej obecnych emocji, mówiła o tym, że Victoria jest obecnie zdeterminowana, może nieco zirytowana. Próżno było za to szukać w niej smutku czy strachu.

– Dwie kawy na dzień dobry? Nic dziwnego, że potem nie masz siły pisać raportów, jak chodzisz nakręcony jak zegarek i najchętniej to wziąłbyś kogoś na pięści – uśmiechnęła się złośliwie, ale za to krótko, bo tylko go zaczepiała i się z nim drażniła (tak dla własnej przyjemności jak i dla właściwego efektu). – No dobra, głupi ma zawsze szczęście. Po ilu wygranych uznajemy zakład za zakończony? – rzuciła już poważniej i strzepnęła w odruchu niewidzialny pyłek z maknietu koszuli. Była zresztą gotowa na kolejną próbę.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○ – oklumencja
[roll=PO]


RE: [19.09.1972] In my head - Atreus Bulstrode - 19.10.2025

Atreus wyprostował się nieco na swoim krześle, jakby miało mu to pomóc rozpracować barierę otaczającą Lestrange. Ostatnio był w jakimś dziwnym konflikcie ze swoim trzecim okiem, jakby to było niezmiernie przemęczone wszystkim, czego przyszło mu doświadczać w lecie. Najpierw ta cholerna więź, która nadszarpywała ogólne jego samopoczucie i zdrowie, szczególnie psychiczne. Potem pojawiła się Perła Morza, która terroryzowała go czarną, obślizgłą wręcz aurą, która mieszała się z mułem, a Bulstrode nie był w stanie pozbyć się z pamięci obrazu pani Fawley, która nie jawiła się w jego oczach jako osoba, a jakiś karykaturalny dziecięcy rysunek, w którym ktoś zamazał zarys osoby czarną kredką. Potem natomiast było Windermere, gdzie wszystko tonęło w czerni, wiodąc jak po sznurku do pogrzebanej czaszki. Te momenty ciążyły mu, nawet jeśli nie stało mu się wtedy fizycznie nic takiego - ale za każdym jednym razem, kiedy próbował przebić się przez czyjąś blokadę, czuł się wyraźnie słaby. Może dlatego teraz, gdy nagle zauważył że faluje dookoła niej żółcień jej podstawowej aury, wyraźnie się ucieszył, szczerząc złośliwie.

Rozluźnił się na ten delikatny sukces, splatając ręce przed sobą i odchylajac w tył, by nonszalancko wesprzec o oparcie krzesła.
- Masz bardzo ładne kolory. Jak słoneczko - skomplementował. - Dobrze, że teraz nie musisz tam wracać na stałe, w takim razie. - on po Spalonej, albo co istotniejsze - po śmierci Florence, spędzał o wiele więcej czasu w swojej prywatnej posiadłości w Little Hangleton. Brakowało mu znajomych korytarzy, ale miał wrażenie że ten dystans pozwala mu szybciej dojść do siebie, szczególnie że widok rozchwianej matki zwyczajnie go dobijał. - Wiesz, ja nie sądzę że to akurat wina dwóch kaw i nie na dzień dobry, bo jedną piję elegancko w domu, a drugą jakiś czas po tym. Nie jestem aż takim samobójcą. I przepraszam ja ciebie bardzo, ale gdyby nie te moje wzięcie na pieści, to nie mielibyśmy tak ikonicznych momentów jak penis w nosie Philipa Notta - błysnął zębami w szelmowskim uśmiechu, bo akurat to wspomnienie miało już chyba należeć do jednych z jego ulubionych. - O, ale proszę mnie tak nie obrażać, proszę szanownej pani. Ja się tutaj nawet nie staram - starał się nawet bardzo, bo to nie było takie hop siup. - Ale myślę, że do pięciu, co ty na to?

// ◉◉◉◉○ na aurowidzenie viczki

[roll=PO]


RE: [19.09.1972] In my head - Victoria Lestrange - 19.10.2025

Zadziwiające to było, że Atreus i Victoria mieli dwie różne perspektywy dotyczące Beltane, Perły Morza czy Windermere, inne doświadczenia związane z umiejętnościami, które tak pielęgnowali, ale w rezultacie podobne wnioski – i że to ich tak mocno przeszurało. Lestrange nie mówiła tego za bardzo na głos, ale czuła się bezużyteczna. Oklumencja nie uchroniła jej przed jakimiś dziwnymi wizjami podczas Beltane, nie była w stanie rozproszyć magii, która wpływała na jej umysł i myliła zmysły, nie potrafiła oddzielić wspomnień babki i jej własnych – a przynajmniej do czasu. Nie była w stanie blokować wpływu magicznej więzi zawiązanej w rytuale miłosnym. Nie mogła się obronić przed magią Perły Morza i odgrywała rolę jednej z dawno nieżyjącej już służek, czując niemalże na własnej skórze, jak była tam wykorzystywana przez bogatego synalka mamusi. W Windermere nawet nie wyczuła, że coś wpływa na jej umysł i że uczucia, jakie nagle żywiła do Caina, nie były jej własnymi. Poświęcasz tyle czasu na naukę ochrony własnego umysłu, ale gdy przychodzi co do czego, to nie możesz zrobić absolutnie nic i była to gorzka prawda, która męczyła ją od miesiąca, na czele z tym, że nigdy sobie tego z Cainem nawet nie wyjaśnili… I już nie wyjaśnią.

– Hym, dziękuję – nie znała się na tym. Nie wiedziała co znaczą jakie kolory, wiedziała tylko, że aurowidzowie potrafią z tego wyczytać znacznie więcej, a w innym wypadku nie byłoby to dla Atreusa tak ważne, by poćwiczyć. – Teraz w ogóle nie jestem w stanie tam wrócić. Nasz dom już nie istnieje – mruknęła i w roztargnieniu przeczesała długie włosy palcami, nie spuszczając przy tym spojrzenia z Bulstrode’a. Warownia Longbottomów oberwała, jasne, ale stała. A jej rodzinny dom był… zniknął z powierzchni ziemi. Zostały po nim tylko książki, które nie mogły spłonąć i jakieś cholerne krzesło. Wszystko inne, wszystkie przedmioty, ubrania, pamiątki, meble, wszystko – absolutnie wszystko przestało istnieć. – Ale skoro wzięłam do siebie moje siostry, to przy okazji zażądałam też skrzata – a właściwie to tydzień po tej okropnej nocy pojawiła się w Maida Vale i po prostu oznajmiła, że zabiera jednego skrzata, który służył im w domu rodzinnym.

– Semantyka – ale fakt pozostawał faktem: najpierw kawa… potem kawa. – To akurat fakt, to ci się udało – nawet się uśmiechnęła. Pamiętała to doskonale, jak stała obok jego siostry, która opowiadała jej szybko na ucho co się wydarzyło i żadna nawet nie kiwnęła palcem, żeby Atreusa próbować powstrzymać. Wolały patrzeć jak świat płonie. Niedosłownie. – Po tym pojedynku Louvaina z Nottem, Laurent mnie namówił, żeby porozmawiać z panem delikatniutkim – przyznała po chwili, mając oczywiście na myśli Notta, który zrobił aferę ze świeczki. – Nie przypadł mi do gustu. Napuszony gumochłon – wypuściła powietrze przez nos i przekręciła głowę, czując, jak Atreus znowu ociera się o jej barierę i po chwili odpuścił, jakby nie był w stanie jej przebić.

Uśmiechnęła się na to łagodnie.

– To z sympatii – jakby go nie lubiła i naprawdę chciała obrazić, to mówiłaby inne rzeczy. Jak przy Philipie Nottcie. – I postaraj się bardziej, skoro do pięciu. Jest jeden – jeden.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○ – oklumencja
[roll=PO]


RE: [19.09.1972] In my head - Atreus Bulstrode - 19.10.2025

Po wszystkich tych wydarzeniach, Atreus miał taką myśl, że może powinien zainwestować czas właśnie w naukę sztuki oklumencji. Szkoda, że nie wiedział że we wszystkich tych przypadkach, których przyszło im doświadczać, okazała się ona zwyczajnie nieprzydatna. Ale teraz zazdrościł, delikatnie i od czasu do czasu, ale magia która mieszała w głowie, zwyczajnie działała mu coraz bardziej na nerwy.

- Nie ma za co. Jako ciekawostkę i dlatego, że sama nie możesz zobaczyć, mogę ci powiedzieć że moja jest czerwona. Znaczy mówiąc teraz o podstawowych barwach, nie samych emocjach, co nie? - nie miał jakiegoś większego problemu z tym, żeby podzielić się tym faktem. Kolory może i mówiły wiele, ale nie stanowiły całego obrazu człowieka, oddając jakiś tam jego ogólny, duchowy stan. Wszelkie niuanse zachodziły pod wpływem emocji i prawdę powiedziawszy, jego zdaniem należało być cholernie dobrym, by to wszystko tak ot sobie wyłapać.

- Przykro mi, naprawdę - odpowiedział z faktycznym żalem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wiele ludzi straciło domy w pożarach. Ale to wydawało się najmniejszym zmartwieniem, kiedy inni tracili całe rodziny lub życie. Dobrze jednak, że Victoria miała gdzie dalej mieszkać, a do tego gdzie zabrać swoje siostry.

- Semantyka czy semiotyka? Zawsze mi się myli, które jest które - westchnął, ale wciąż uśmiechał się, pchany wspomnieniami Lammas. Szkoda tylko, że po tym walecznym przywaleniu świeczką, musiał teleportować się razem z Hadesem i skończyło się to katastrofalnie. Co prawda bardziej dla McKinnona, jak dla niego, ale przecież nogę i tak miał zdartą. Może powinien zamiast aurowidzenia, ćwiczyć translokację żeby się mniej rozszczepiać. - Wiesz, ja bym już chyba wolał iść wtedy z wami. Nie to, że mi się koledzy przestali podobać, ale kurwa mać, Loretta przywlokła wtedy ze sobą Mulcibera. Swojego... mmm... męża. Jak ci się podoba, że masz go w rodzinie? Nieoficjalnie, znaczy - zapytał ze złośliwym uśmiechem, czując jak naciska, ale nie jest w stanie przebić się przez jej barierę. - Spokojnie, dopiero się rozgrzewam.

// ◉◉◉◉○ na aurowidzenie viczki

[roll=PO]


RE: [19.09.1972] In my head - Victoria Lestrange - 19.10.2025

Był to idealny przykład na to, że punkt widzenia w istocie zależał od punktu siedzenia. Teraz zaś Victoria założyła nogę na nogę i oparła się o oparcie krzesła, wpatrując w Atreusa.

– Czerwona… W jaki sposób to w ogóle widzisz? – to akurat było dla niej interesujące: w jaki sposób objawiały mu się te wszystkie aury, pomijając w ogóle takie podstawy jak konieczność posiadania trzeciego oka. To było całkiem zabawne, bo samo trzecie oko kojarzyło jej się, tak z grubsza, z jakimś przepowiadaniem przyszłości i tak dalej, chociaż rzecz jasna nie była taką ignorantką i przecież wiedziała, że to nie tylko to (daleko szukać przecież nie musiała, całe życie znała się z Brenną i wiedziała o tym, że posiadała zdolności widmowidzenia). Co zaś się tyczyło przepowiadania przyszłości… Cóż, miała o tym nie do końca pochlebne zdanie… nawet jeśli miewała kontakt z jasnowidzami. – Te kolory różnią się pomiędzy sobą, nawet jeśli spotkasz dwie osoby, o których powiedziałbyś, że ich aura jest dajmy na to, nie wiem, zielona? Czy to zawsze ten sam odcień? – przekrzywiła głowę. Ciekawska Victoria – o taka była dokładnie od zawsze; to głód wiedzy pchał ją przez życie i napędzał jej ambicje.

– Dzięki. Nie jest tak źle, na biednych nie trafiło – taka była prawda i machnęła lekko ręką. Była to tragedia, oczywiście, że tak, ale inni mieli gorzej. Nie zamierzała się tutaj licytować, ale prócz straty dóbr materialnych, jej rodzina była w stanie sobie poradzić. Najgorzej było z ubraniami, ale tu też jakoś wybrnęli. Ciotki i wujowie znaleźli coś dla jej rodziców, jej siostry miały całe szafy ubrań Victorii… To co innego niż mieć swoje, ale lepsze to niż nic. Pomału szli do przodu.

– Semantyka jest częścią semiotyki, więc po trochę obie odpowiedzi są poprawne – wzruszyła ramionami, a chwilę później skrzywiła się prawie tak bardzo, jakby właśnie polizała cytrynę. – Nie denerwuj mnie nawet – prychnęła, o mało co nie grożąc mu pięścią. – Rodzina jest wściekła, nie wiem na ile to prawda, a na ile durna plotka głupich ciotek. Pytałam rodzinę co jest grane i oczywiście nikt nic nie wie o żadnym pieprzonym ślubie z cholernym Mulciberem. Jeszcze w gazecie pomylili go z Williamem, myślałam że zejdę. Rozumiesz to? Typ jest niby mężem Loretty, a potem prowadza się z Eden i mylą go z jej mężem i jeszcze wrzucają ich zdjęcie do gazety – jak trafiła na ten numer Czarownicy, zostawiony w jej mieszkaniu przez Sauriela, który z jakiegoś powodu uwielbiał czytać takie bzdury, to naprawdę poczuła, jak coś się w niej gotuje. I teraz zresztą, na samą myśl, też się zagotowała. I poczuła jak jej bariera pęka…

Tyle, że nic się nie stało, bo nie odczuła wpływu Atreusa. Wytrzeszczyła więc na niego oczy.

– Czemu odpuściłeś? Miałeś mnie jak na talerzu.

Strzeliła palcami, gotowa na to, że w każdej chwili nastąpi włamanie do jej głowy.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○ – oklumencja
[roll=PO]


RE: [19.09.1972] In my head - Atreus Bulstrode - 19.10.2025

- No... jako kolory? - zaryzykował niezwykle proste stwierdzenie, no bo naprawdę, jak wytłumaczyć komuś coś co było dla ciebie naturalne? Na moment jednak wyraźnie się zastanowił, uciekając spojrzeniem w bok i szukając odpowiednich słów, a może i nawet wizualizując sobie co chciał właśnie opisać. Na nią przecież nie miał co patrzeć, bo kolejna próba przedarcia się przez jej obronę sprawiła, że nawet odrobinę go chyba zamroczyło, a przynajmniej pojawiły się przed oczami mroczki. - Powiedziałbym, że to coś jak halo które otacza człowieka. Widzisz go normalnie, ale emanuje charakterystyczną barwą. Każda osoba ma też własny, właściwy dla niej koloryt, który obrazuje jej ogólne tendencje i to czym się w życiu kieruje. Masz żółtą aurę, więc w dużym uproszczeniu, jesteś osobą intelektualną. Pasuje ci, bo w dużej ilości żółć świadczy o tłumieniu emocji, co można by odnieść do chęci nauczenia się oklumencji - mówił spokojnie i rzeczowo, a nawet jeśli przytaczał właśnie ją jako przykład, to nie było w tym jakiejkolwiek oceny. - Żebyś nie czuła się samotna, czerwień świadczy głównie o instynktowości. Można powiedzieć o takiej osobie, że w pierwszej kolejności sięga po to co nie wymaga analizy. To intensywni ludzie. Brenna też ma na przykład czerwoną aurę. Żeby nie było że to tylko ludzie, którzy biją innych po mordach bez powodu - prychnął rozbawiony swoim własnym żarcikiem. - Nie działa to jak odcisk palca, to ci mogę powiedzieć. Znaczy owszem, każdy ma inną aurę, ale nie powiedziałbym, że dałoby się zapamiętać idealnie kto ma jaką, tym bardziej że jest to pole zmienne. W swojej podstawowej formie, tej stałej i ogólnej, też posiada niuanse. Niektórzy mogą mieć jasną czerwień, inni ciemną, jedni być jaśni niczym słoneczko, a drudzy zbliżać się do wyblakłych lub przepalonych żółcieni - potarł nasadę nosa, chcąc pomóc zmysłom nieco się rozluźnić, po tej nieudanej próbie. - Dodatkowo, kiedy patrzę na kogoś w trakcie rozmowy, jesteś w stanie zobaczyć jakie emocje towarzyszą mu w tym momencie. Wróćmy do tego żółtego, co nie? Dajmy na to, teraz w mojej aurze widziałabyś rozbłyski żółci, bo lecę ci wykład o tym jak działają aury, czyli działa tu mocniej intelekt i sięganie po faktyczną wiedzę - westchnął, bo powiedzieć tyle mądrych rzeczy w tak krótkim czasie, to bywało ciężkie.

- Nie zapomnij o tym, że w Windermere Mulciber był podobno z właśnie poślubioną żonką, więc w międzyczasie musiał porzucić Lorette - prychnął, bo cała sytuacja była tak kuriozalna, że ciężko się o tym słuchało czy mówiło. Loretta lubiła robić dookoła siebie szum, ale nigdy nie spodziewał się, że zajdzie to w aż takie absurdalne rejony. Nawet jej nieco współczuł, bo może i ciężko pracowała na swoją reputację, ale nie zasługiwała na to, by kojarzyć ją z Alexandrem.

- Czasem, jak się przedobrzy, to oczy nawalają. Można nawet na moment oślepnąć, niesamowita sprawa. Ale chcesz to próbuję - uśmiechnął się cwaniacko, jakby jeszcze przed chwilą nie krzywił się na te rozmazane plamy i spojrzał na nią uważniej.

// ◉◉◉◉○ na aurowidzenie viczki

[roll=PO]


RE: [19.09.1972] In my head - Victoria Lestrange - 20.10.2025

Uniosła wyżej brew, nie komentując nawet, że „ale w jaki sposób kolory”, skoro było jasne i oczywiste, że akurat o kolorach to ona wie doskonale, skoro o nie pytała. Najwyraźniej jej mina wystarczyła, żeby Atreus zebrał myśli i postarał się wytłumaczyć, jak to właściwie wygląda, a Lestrange kiwała głową, dając mu znać, że słucha go z uwagą. I tak rzeczywiście było, bo próbowała sobie wyobrazić to, co mówił, poukładać w głowie te informacje. Nie była dobra w okazywaniu emocji, to był fakt, ale też wybór, nie zamierzała się o to obrażać. Blondyn powiedział to jednak w taki sposób, że nawet nie przyszło jej to przez myśl.

– Aach, rozumiem – uśmiechnęła się zresztą na wzmiankę o Brennie, która była wulkanem energii. Chyba rozumiała co Atreus miał na myśli mówiąco intensywnych ludziach. Ona była tego przeciwieństwem, powolna w swoim życiu, nie spiesząca się z niczym… przynajmniej z pozoru. – Okej, ma sens. Czyli to bardziej takie tu i teraz, niż rozpoznanie indywidualnego kodu – bo fakt, przez moment zastanawiała się, czy dał by radę rozpoznać w ten sposób smutnych panów w czarnych szlafrokach, ale najwyraźniej nie. Ale i tak było to przydatne i mrużyła oczy, w tym wysiłku umysłowym, gdy układała sobie wszystkie te informacje w głowie.

– O Windermere chciałam jak najszybciej zapomnieć, jakoś wypadło mi to z głowy – prychnęła i zaraz westchnęła głośno, na myśl o jakiejś nowej żonie Mulcibera-skandalisty. Do spółki z Lorettą, która na pojedynek o własną godność ubrała się jak ulicznica i ludzie nie omieszkali tego nie zauważyć. Ogólnie… mało co wiedziała o Windermere poza tym, co sama miała na głowie. Za bardzo martwiła się wtedy o Caina i Laurenta, a poza tym była zdeterminowana posłać w cholerę niebezpieczny artefakt. I tak też zrobiła, zirytowana ilością możliwości kontroli drugiego człowieka, który nie miał się nawet jak bronić.

Chyba od tego wszystkiego rozbolała ją głowa, bo aż poczuła ukłucie w skroniach, aż syknęła i złapała się za czoło oburącz. Idealny moment, żeby wślizgnąć jej się do głowy, ale Atreus najwyraźniej też miał jakieś problemy. Spojrzała na niego z powątpiewaniem.

– Świetnie nam idzie, nie ma co… mam wrażenie, że mamy jakiś impas – ale przeciwnik tylko by wykorzystał taki moment. – Dobra, dawaj. Nie ma że boli. Szlafroki nie będą się pytać czy potrzebujemy przerwy – chociaż nie była pewna, czy przy tym bólu, który właśnie odczuwała, będzie jakkolwiek skutecznie się bronić.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○ – oklumencja
[roll=PO]


RE: [19.09.1972] In my head - Atreus Bulstrode - 20.10.2025

- No... tak i nie - powiedział powoli, zastanawiając się gdzie dokładnie popełnił błąd, ale niestety nie wiedział. - Powiedzmy, że masz dwa rodzaje aury. Jedna jest stała, druga dynamiczna. Dynamiczna to tu i teraz, to co towarzyszy nam w aktualnie odczuwanych emocjach. Stała, to tak która określa ogólne tendencje czarodzieja. Jego charakter, tak ogólnie ujmując. Ale - podniósł palec. - Podobnie jak charakter danej osoby może się zmienić, ta również, ale jest to raczej długi proces. No... zgodnie z powiedzeniem że ludzie się nie zmieniają, czy cos takiego. Na tę aurę mogą jeszcze wpływać leki czy choroba, ale głównie te brane i trwające dłuższy czas jak na przykład depresja, bo ona wpływa na to jaki człowiek jest - mimowolnie przypomniał sobie przytłumioną, poszarzałą aurę Millie, która przecież wcześniej była czerwoniutka. - Znając czyjąś aurę mógłbym powiedzieć, że dana osoba nie jest kimś za kogo się podaje. O, na przykład gdybym wiedział jak się barwi metamorfomag i on się zmienił, to jego aura pozostaje tego samego koloru stałego. To... skomplikowane. Wykonalne, ale nie do końca... Gdyby ktoś chciał kogoś wrobić i miał ich sprawdzać aurowidz, który kiedyś znał daną aurę to trzeba by znaleźć kogoś o podobnym kolorze... - zamachał zbywająco dłonią, nakręcając dalsze wnioski, których nie zamierzał przytaczać jednak teraz.

- No dobra, jak impas to ostatecznie starcie mistrzów. Niepowodzenia policzymy jako plus jeden, więc mamy remis. Kto wygra ten... no jest zwycięzcą - ogłosił wszem i wobec, pochylając się na swoim prześle i opierając łokcie na kolanach, by spojrzeć na nią nieco uważniej. Bardzo chciał wygrać, ale no niestety nie miał jak oszukiwać w walce na umysły.

// ◉◉◉◉○ na aurowidzenie viczki

[roll=PO]