Secrets of London
[22.09, późny wieczór] Ślad ognia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [22.09, późny wieczór] Ślad ognia (/showthread.php?tid=5262)

Strony: 1 2


[22.09, późny wieczór] Ślad ognia - Brenna Longbottom - 20.10.2025

Zakątek

Jakbyś zobaczyła coś dziwnego na ścianach, na przykład świetliste runy, to daj mi znać – uprzedziła Brenna, kiedy teleportowały się bezpośrednio za drzwi kamienicy. Może i Dora teraz miała zupełnie nową twarz, ponownie odmienioną magią, ale mimo to Brenna jakoś lepiej się czuła, gdy unikały niepotrzebnego pokazywania się… gdziekolwiek. Przynajmniej na razie.
Kamienica nie była zrujnowana, ale nie była też w pełni wyremontowana. Dwupiętrowy budynek kiedyś przeznaczony był na wynajem, na każdym piętrze znajdowały się więc osobne mieszkania i na razie do stanu pełnej używalności doprowadzono dwa niewielkie na pierwszym piętrze. Do jednego Brenna jeszcze w sierpniu przeniosła część swoich rzeczy, nieświadomie chroniąc w ten sposób fragment dobytku przez zniszczeniem. W teorii w tym lokalu i w tym po przeciwnej stronie schodów, wyremontowanym do końca na początku września, na piętrze dało się zamieszkać.
W praktyce Brenna się na to nie odważyła i ilekroć pojawiała się w kamienicy, czuła się niepewnie. Pamiętała przedziwną przygodę tamtego ranka, gdy uderzyła głową o lustro, i spotkała… Vincenta z innego wymiaru? Co gorsza runa, która pojawiła się w budynku po Spalonej Nocy, wciąż płonęła na ścianie, przemieszczając się, ilekroć Brenna próbowała komuś ją pokazać. Teraz też, kiedy Brenna weszła do pomieszczenia w jednym z lokali najmniej wyremontowanych, gdzie ostało się głównie parę starych krzeseł i stół, nie dostrzegła rozjarzonego znaku na suficie. A był tu jeszcze dwa dni temu, mogłaby przysiąc…
Tego wieczora, po kolacji, nie pojawiła się tutaj, żeby sprzątać, a ze względu na instrukcje uzyskane od Thomasa, znającego się na runach i klątwach, i od Nory. Podobno Mabon mogło pomóc, tak? Nie zaszkodziło spróbować. Przejrzała więc notatki, które Thomas zostawił dla niej w Stawie, zajrzała do wskazanej przez niego książki i cóż… zabrały się za robotę. Chociaż… może jednak trochę miały posprzątać, bo Brenna wręczyła Dorze miotłę, taką z brzozowych witek, instruując, żeby zamiatała od siebie, i skupiała się na intencji, czyli wymiataniu negatywnej energii. Była trochę sceptyczna wobec tego symbolicznego rytuału, ale nie zaszkodziło spróbować. Nie odważyła się okadzać wnętrz szałwią, co było zalecane, ale zadowoliła się zamiast tego dopuszczalną ponoć alternatywą, czyli obsypaniem tu i ówdzie pozostawiając sól. Ponoć też oczyszczającą.
– Jeśli to nie zadziała, będę musiała jak nic ściągnąć tu Sebastiana – wymamrotała, bo nie próbowała jeszcze z egzorcystą. Ułożyła na stole w pomieszczeniu, w którym ostatnio widziała runę, poza solą i kwarc (czemu kwarc? Nie miała zielonego pojęcia, tak było w notatkach…), a potem wrzuciła do miseczki z wodą mieszankę ziół. Ponoć oczyszczających. Przydałaby się jeszcze świeca, i ta nawet stała na stole, Brenna jakoś nie miała jednak odwagi jej zapalić: niby wspomnienia zawalonego budynku ulotniły się z jej głowy, przetrwały tylko pod postacią starannie sporządzonych notatek, ale… wciąż trochę się martwiła, czy to na pewno zadziałało. Po tym, co zrobiła w gabinecie Philippy, była bardzo niepewna swego: do tego stopnia, ze poprosiła nawet o przełożenie paru dyżurów.
A potem odmówiła modlitwę. Raz, drugi i trzeci, tak na wszelki wypadek…

!Trauma Ognia


RE: [22.09, późny wieczór] Ślad ognia - Pan Losu - 20.10.2025

Przez resztę sesji nie opuszcza cię wrażenie, że za moment to znowu się zacznie. W kącikach oczu widzisz snopy iskier. Wszystko wokół zdaje się cuchnąć sadzą i... chociaż coś w tobie próbuje krzyczeć: „to fikcja, nic się nie dzieje, opanuj strach!”, przeczucie narastającego zagrożenia pozostaje wyryte i nie opuszcza twoich myśli.


RE: [22.09, późny wieczór] Ślad ognia - Dora Crawford - 21.10.2025

jesienny moodboard z okazji miesiąca wróżb

Wzmianka o dziwnej runie nie była czymś normalnym, ale Dora nie mogła się powstrzymać, żeby nie czuć zwyczajnej ciekawości. No bo co to za tajemnicza runa? Może była jakaś przydatna, albo dało się ją jakoś rozwiązać? Nie zamierzała jednak przesadnie dociekać, z tego prostego powodu że zdawała się przede wszystkim szkodzić.

Pojawiły się w Zakątku już po kolacji, żeby postąpić zgodnie z zaleceniami pozostawionymi przez innych Zakonników. I żeby sprzątać. Dora dostała do ręki brzozową miotłę i po prawdzie to Brenna nie musiała jej aż tak instruować, co powinna z nią zrobić. Zamiatać od siebie, z odpowiednią intencją, ale też w taki sposób żeby nie wmiatać tej złej intencji do środka pokoju, ale żeby iść metodycznie od ścian i w kierunku progu - żeby wszystko znalazło się na zewnątrz, a nie zagnieździło po kątach.

- Dobrze, że przynajmniej odpowiada na wezwania, prawda? - zapytała, na moment przystając koło przyjaciółki, kiedy nadszedł czas by zmówić modlitwę. Pochyliła głowę i w ślad za Brenną zaczęła prosić Matkę o oczyszczenie nie tylko tego pomieszczenia, ale i całego domostwa - tak by przegnać lęgnącą się w nim, złą energię i klątwę, która wydawała się nad nim wisieć.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=K4FrNaG.png[/inny avek]

!Trauma Ognia


RE: [22.09, późny wieczór] Ślad ognia - Pan Losu - 21.10.2025

Przez resztę sesji nie opuszcza cię wrażenie, że za moment to znowu się zacznie. W kącikach oczu widzisz snopy iskier. Wszystko wokół zdaje się cuchnąć sadzą i... chociaż coś w tobie próbuje krzyczeć: „to fikcja, nic się nie dzieje, opanuj strach!”, przeczucie narastającego zagrożenia pozostaje wyryte i nie opuszcza twoich myśli.


RE: [22.09, późny wieczór] Ślad ognia - Brenna Longbottom - 21.10.2025

Na razie o istnieniu tego miejsca wiedzieli tylko Erik i ojciec Brenny: teraz też i Dora. Początkowo chciała, by pozostało całkiem tajną kryjówką na nagle wypadki, ale teraz brała pod uwagę, że przyjdzie jej zmienić plan i po prostu przyjąć tu ot tak na jesień i zimę tych, którzy nie zdołają naszykować swoich zniszczonych domów na mrozy.
To rzecz jasna sprawiało, że nie będą tu bezpieczni, jeśli ktokolwiek spoza ich grona dostanie adres, ale w tej chwili musiały martwić się przede wszystkim runą. Bo nie było mowy, by Brenna wpuściła tu kogoś na dłużej, póki widywała dziwną runę, jakby wypaloną ogniem, na ścianach.
– Myślisz, że naprawdę odpowiada? – spytała z pewnym namysłem, lekko trącając świecę, wciąż nieodpaloną. Nora przygotowała ich kilka zestawów dla Zakonu na jej prośbę, i może lepiej było ją odpalić, ale Brenna wciąż się wahała… Niby nie odprawiały tu klątwołamania, takiego jak Thomas, więc…
Właściwie co więc? Czy to miało zadziałać? Rytuały oczyszczające? Sól? Zioła, mocno pachnące po tym, jak wrzuciła je do gorącej wody – podgrzanej zaklęciem, nie za pomocą ognia? Wymiatanie negatywnej energii?
Modlitwa do Matki?
Odetchnęła i zamiast zapalać świecy ostatecznie zanurzyła palce w wodzie, pełnej ziół, które Dora mogła rozpoznać dużo lepiej od niej, a które wszystkie miały właściwości oczyszczające, a potem uniosła dłonie i machnęła nimi, rozsiewając wokół krople.
Brenna mrugnęła.
I zdało się jej, że coś dostrzega, na samej krawędzi widzenia – obróciła głowę, w pierwszej chwili sądząc, że zobaczy runę, jarzącą się niby płomień. Nie było jednak niczego. Ani runy, ani żadnego ognia, a jednak serce jakoś mocniej zabiło jej w piersiach ze zdenerwowania, a w głowie nagle pojawiło się bardzo złe przeczucie.
– Czujesz to? – zapytała z pewnym wahaniem, mocniej wciągając powietrze. Zapach ziół wypełniał nozdrza, ale Brenna nie mogła oprzeć się wrażeniu, że poza nimi czuje coś jeszcze. Jakby… dym? Sadzę?


RE: [22.09, późny wieczór] Ślad ognia - Dora Crawford - 22.10.2025

- Myślę, że tak, ale na swój sposób. A przynajmniej chciałabym w to wierzyć - odpowiedziała cicho, przyglądając się niezapalonej świecy. Samo w sobie, to pytanie było skomplikowane, bo jak rozdzielić wyraźnie to co było dziełem Bogini, a co ludzkiej ręki? A w czym tylko pogrywał sobie los? Kiedy jednak jasnowidzowie rozpalali płomienie świeczek na Lammas, wznosząc modły do właśnie Matki, coś do nich przyszło. Dała im ostrzeżenie, jakby w ten sposób odpowiadając na modły i chcąc chronić swoje dzieci. Dora nie była na tyle naiwna, by uważać by była to najlepsza możliwa droga komunikacji, ale może bogom wcale nie było tak daleko do ludzi, będąc tak samo przewrotnymi albo nie wszechmogącymi.

Dora nie narzekała też, że nie wiedziała wcześniej. Nawet na moment nie przeszło jej to przez głowę, ale teraz mimowolnie zastanawiała się, czy nie można by tu stworzyć nie tyle miejsca dla tych, którzy nie dali sobie rady przed zimą, co bezpiecznego punktu gdzie zostawiliby chociażby jakieś podstawowe medyczne zapasy czy eliksiry.

Dłonie dziewczyny, wzniesione do modlitwy, powoli zacisnęły się na sobie, kiedy nieprzyjemne uczucie powoli zaczęło się nasilać. Powoli nawet nie była w stanie stwierdzić, że coś było nie tak, ale w miarę jak stały w pokoju, coś zaczynało niebezpiecznie przypominać ten niepokój, który zwiastował nieszczęście. Czuła w powietrzu napięcie, mieszający się z jakimś smrodem sadzy, ale skąd? Mimowolnie strzeliła spojrzeniem w kierunku okna, jakby oczekując, że zaraz zobaczy tam na nowo spadający popiół, ale niczego nie dało się tam dostrzec. Tak samo szarych płatków, jak i łuny pożarów. Wzięła więc głęboki, powolny wdech, a potem równie ostrożnie wypuściła powietrze z płuc.
- Zapach spalenizny - wyszeptała, jakby powiedzenie tego nieco głośniej, miało pogorszyć sytuację. - Ale przecież... nie ma skąd, prawda? Tutaj wcześniej tak nie pachniało, mam rację?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=K4FrNaG.png[/inny avek]


RE: [22.09, późny wieczór] Ślad ognia - Brenna Longbottom - 23.10.2025

– Mam więc nadzieję, że się nie mylisz – powiedziała Brenna, wciąż niepewna, gdzie tak naprawdę znajduje się, kiedy szło o czarodziejską wiarę. To był dla niej zawsze po prostu element tradycji, wychowania, kultury, w której dorastała – ale jednocześnie naprawdę ciężko zachować w sobie dużo wiary w boską opiekę, kiedy pracujesz jako glina. I później nadeszło Beltane, straszne i przedziwne, i nie była już pewna, co o tym wszystkim myśleć.
Kim była kobieta, która zginęła w Limbo?
Początkowy plan dla tej kamienicy był taki, o jakim mówiła Dora: choć teraz Brenna bardziej skłaniała się do tego, by zorganizować pracownie w Stawie, przynajmniej póki co. Jeśli mieli pracować i tutaj, to na pewno nie póki nie zabezpieczą lepiej tego miejsca, a w tym momencie magiczni rzemieślnicy mieli ręce pełne roboty.
Zaraz jednak te myśli pierzchły, gdy zdawało się jej, że…
Coś się stanie.
Nie była pewna, czy to, że Dora też wyczuwa spaleniznę, przynosiło jej ulgę, czy może niepokoiło jeszcze bardziej.
– Nie, w niektórych pomieszczeniach wciąż pachnie nieprzyjemnie, bo tego na parterze nie skończyłam sprzątać, a na strychu trzeba wymienić trochę desek… ale nie było czuć spalenizny – przyznała, po czym ruszyła ku oknu. Otworzyła je ze skrzypieniem, spoglądając ku niebu, podobnie jak chwilę temu Dora, spodziewając się, że zobaczy ciemne chmury i popiół.
Ale nic takiego się nie stało.
Mimo to prawą rękę wsunęła do kieszeni, zaciskając ją na różdżce.
– To stary budynek. Może na wszelki wypadek pójdę sprawdzić piec – powiedziała z udawanym spokojem. Oczywiście, oni nie potrzebowali takiego mugolskiego ogrzewania, mieli zaklęcia, ale nie pozbyła się go jeszcze. – Albo to ta runa? Może ten rytuał sprawił, że… że się wypaliła i stąd zapach…?
Bardzo chciała w to uwierzyć. A jednak odwróciła głowę trochę zbyt gwałtownie, spoglądając na Dorę, bo przez ułamek sekundy znów zdawało się jej, że widzi jakieś iskry, i serce natychmiast podeszło Brennie do gardła. Ale nie… w pomieszczeniu nie było żadnego ognia.
Prawda?


RE: [22.09, późny wieczór] Ślad ognia - Dora Crawford - 29.10.2025

Dora nie mogła powiedzieć z czystym sumieniem, że w trójboginię wierzyła. Akceptowała jednak, że była ona bóstwem, do którego wznosiło się modły i robiła to nawet chętnie, zwyczajnie nauczona i czując wagę tych tradycji. Nikt jednak w jej rodzinie nie należał do religijnych zagorzalców, a ona sama, cóż... bardziej wierzyła w samą naturę. Prosiła rośliny o pomyślność, rozmawiała z nimi, czasem chwaliła i nie potrzebowała być do tego Greengrassówną żeby uważać, że mogły rozumieć co się do nich mówiło.

Dziewczyna z pewnym niepokojem przechyliła głowę, wyglądając w ślad za Brenną za otwarte okno, pewnie dopuszczając możliwość że jej wcześniejsze zerknięcie mogło okazać się zwyczajnie zbyt przelotne. Ale nawet bez zatrzaśniętych okiennic na zewnątrz dało się wyraźnie dostrzec, że panował spokój. To był wieczór jak każdy inny, z ciemniejącym normalnie niebem, powoli rozjaśniającymi się latarniami i czerwienią oblewającą miasto z zachodu. Wszystko było dokładnie tak jak powinno. Więc dlaczego głowa biła się wręcz sama ze sobą, próbując z jednej strony wmówić, że coś było nie tak, a z drugiej krzyknąć że to tylko omamy?

- Pójdę z tobą - powiedziała bardzo szybko, bo nie chciała ani zostać sama, ani tym bardziej zostawiać Brenny samej. - Ja nie chcę brzmieć źle w tym momencie, ale... ale to chyba tak nie działa - powiedziała powoli, rozglądając się jeszcze raz po pomieszczeniu, jakby z którejś ściany faktycznie miał się unosić dym w kształcie felernej runy, która do tej pory błądziła po kamienicy. Oczywiście, niczego takiego nie dało się zauważyć. Nie mówiąc o tym, że to chyba byłby pierwszy taki przypadek, o jakim Dora usłyszała.

Crawleyówna niemal podskoczyła, kiedy przyjaciółka spojrzała na nią nagle i sama obejrzała się za siebie, jakby miało coś tam na nią wyskoczyć. W kącikach oczu coś się iskrzyło, napawając tylko większym niepokojem, ale nie ważne jak bardzo wodziła spojrzeniem dookoła, za nią była tylko zwyczajna ściana.
- Może... może to dlatego że nie zapaliłyśmy świecy i coś poszło nie tak z rytuałem? - zasugerowała, chociaż szczerze wątpiła w taką ewentualność. Magia Spalonej Nocy była jednak specyficzna i zwyczajnie przytłaczająca, dlatego nie dałaby sobie za te wątpliwości ręki uciąć.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=K4FrNaG.png[/inny avek]


RE: [22.09, późny wieczór] Ślad ognia - Brenna Longbottom - 29.10.2025

Nic się nie dzieje, pomyślała Brenna, bo gdy mrugnęła, iskry znikły. Ale zapach wciąż wdzierał się w nozdrza i przywoływał…
…przywoływał?
Potarła skronie, bo wiedziała, że ta woń spalenizny nie było jej obca, ale wspomnienie, z którym mogłaby ją powiązań, umknęło, wymazane z pamięci magią Philippy. I z jednej strony Brenna czuła się z tym nieswojo, jakby coś jej odebrano, z drugiej była wdzięczna, bo bez zdolności Philippy, pewnie wpadłaby teraz w większą panikę. To było coś, na co mogła pozwolić sobie, gdy była sama – a czego bardzo nie chciała robić przy Dorze.
To może potrwać jeszcze parę dni, potem przejdzie, obiecała hipnotyzerka, i Brenna trzymała się tej myśli. A było już przecież lepiej.
– Oczywiście – zgodziła się, opuszczając rękę, by po chwili lekko ścisnąć ramię Dory, w pocieszającym geście. Nie spodziewała się przecież potworów w piwnicy, a kiedy instynkt krzyczał, że zaraz stanie się coś złego, naprawdę lepiej było się nie rozdzielać. Jeszcze raz rozejrzała się po pomieszczeniu, a gdy była już absolutnie pewna, że nic nie płonie, ruszyła do wyjścia.
– To podstawowy rytuał oczyszczający z książki, którą polecał w notatkach o tej runie Thomas… – wyjaśniła. Spytała o nią Figga, gdy zdejmował klątwę z Warowni, bo cóż, nie mogła mu po prostu znaku pokazać, skoro ten znikał. A potem wysłał jej trochę obiecanych notatek, kiedy sprawdził źródła. Nora mówiła o modlitwie w Mabon, ale Brenna uznała, że nie zaszkodzi spróbować i dodatkowych środków zaradczych. – Nie wydaje mi się, żeby mógł zamienić się w coś złego, zwłaszcza że to sól i zioła oczyszczające.
Przeszły przez korytarz, już uprzątnięty i Brenna wyciągnęła klucze do piwnicy. O ile mieszkania na pierwszym piętrze wyremontowano, a te na parterze były w trakcie doprowadzania do względnego ładu, o tyle tam na dole nie zrobiono nic: światło nie działało, rzuciła więc lumos, a w nosy od razu uderzały nieprzyjemne, piwnicze zapachy. Gdyby były tylko one, Brenna odczułaby chyba ulgę, ale wciąż czuła spaleniznę.
Tyle że ta woń nie nasilała się, gdy szły ostrożnie po schodach. Nie wydawało się, że piec jest jej źródłem.
– Uważaj na poręcz, ją też będzie trzeba jeszcze wymienić – ostrzegła Brenna, starając się powściągnąć niepokój, po czym pokonała ostatnie stopnie i oświetliła piec.


RE: [22.09, późny wieczór] Ślad ognia - Dora Crawford - 30.10.2025

Dora potarła oczy - mocno i tak jak pewnie nie powinna, ale dziwaczne, mirażowe rozbłyski gdzieś na granicy świadomości, nie do końca ją w tym momencie bawiły czy chociażby ciekawiły. Może w innej sytuacji, obdartej z tego niepokoju czy zwyczajnego lęku, zaczęłaby się zastanawiać i nieco bardziej metodycznie podchodzić do swojego problemu, ale... no właśnie ale. Ten rodzaj magii nie pozwalał jej zebrać myśli zwyczajowy dla niej sposób i podejść do tematu od naukowej strony. Mogła się tylko bać i próbować strząsnąć z siebie to uczucie. Ono jednak wcale nie chciało się dać tak łatwo przegonić.

Uśmiechnęła się do Brenny słabo, trochę jakby jeszcze chwilę temu bała się, że ta jej powie żeby zaczekała tutaj, na górze i w towarzystwie zostawionych do rytuału przedmiotów. - Mi też się tak nie wydaje, ale wiesz... - zamachała dłońmi wskazując na... na to wszystko co było dookoła. Na zapach, który czuły w powietrzu. Na iskry sypiące się na granicy wzroku i na przeświadczenie, że coś było nie tak. W końcu jednak potrząsnęła głową, bo mogła wysnuć tutaj całą listę podejrzeń odnośnie tego, co mogło pójść nie tak w wypadku tak potężnej i nieznanej magii, jakiej użył Voldemort, ale nie chciała tego teraz robić. To by nic przecież nie zmieniło. - Nie, masz rację - było oczywiste, że powiedziała to bardziej do siebie, niż do przyjaciółki. Chciała w ten sposób jednoznacznie przekonać samą siebie, że należało się wycofać. Wziąć się w garść i zwrócić uwagę w inną stronę, zamiast analizować wybryki umysłu.

Ruszyła więc za Longbottom, przechodząc przez posprzątany korytarz i zmierzając w stronę zejścia do piwnicy. Klucze skrzypnęły w zamku, drzwi skrzypnęły i zeszły jeszcze niżej, do nieładu pozostawionego pewnie jeszcze po poprzednich właścicielach. Brenna zapaliła magiczne światełko i Dora zrobiła dokładnie to samo, po tym jak uniosła swoją własną różdżkę.

Piwnica pachniała, cóż, jak każda piwnica. Wilgotne i zastane powietrze z miejsca uderzyło w nos, ale nie przegoniło charakterystycznego zapachu spalenizny, który towarzyszył im od dłuższej chwili. Unosił się, jakby niezmiennie na całej przestrzeni budynku, nie nasilając na żadnym etapie ich krótkiej wycieczki. Jakby towarzyszył im samym...
Poręcz skrzypnęła, stęknęła i jęknęła, zanim któryś z podtrzymujących ją prętów załamał się, przez co zachwiała się żałośnie. Dora natomiast zamarła, bo zdążyła położyć tę rękę mniej więcej w tym samym momencie, kiedy Brenna ją ostrzegła.
- Przepraszam - wyszeptała, resztę stopni pokonując już bez asekuracji i z pewną ulgą witając stabilność piwnicznej podłogi. Spojrzała na piec. - Nic. Nawet... nawet nie jest ciepły... - jakby to cokolwiek miała zmienić, ale przyłożona do niego na chwilę ręka, zdecydowanie czuła chłód. Piec był nieczynny już od dawna. - Może... może to my?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=K4FrNaG.png[/inny avek]