Secrets of London
[20.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [20.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie (/showthread.php?tid=5265)



[20.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie - Alba Lockhart - 21.10.2025

Przez pierwsze kilka minut gapiąc się w zdobiony sufit sypialni zastanawiała się, jakim układem pomieszczeń powita ją dzisiaj ten dom. Czy nie potknie się znów o dywan, którego jeszcze kilka godzin nie było na korytarzu na piętrze.
Zdarła sobie przez to jedno kolano, a nóg zasłaniać nie lubiła, bo był to jej główny atut. Chodzić jednak z takim czerwonym plackiem nie chciała, czując, że psuł jej idealny wizerunek (chuja był, nie idealny).
A! Pierdolony… doniczka pierdolona. – Ledwo się zwlokła z materaca, zrzucając kołdrę, to kopnęła w wielką, złotą donicę stojącą z jakiegoś powodu zaraz przed łóżkiem.
Prawda była taka, że nienawidziła tego domu.
Ale wszystkie pieniądze, które odziedziczyła po mężu zdążyła roztrwonić, a nie było ich dużo. Zostało jej więc mieszkanie tutaj, albo powrót do rodziców, a ani jej się ta wizja nie podobała, ani matce i ojcu.
Musiała przede wszystkim znaleźć sobie nowe źródło dochodu, najlepiej stabilne i takie, które nie będzie od niej wymagało ogromu pracy.
Niestety, w gastronomii było zupełnie na odwrót, zarobki były marne, a zapierdol zmiatał z nóg.
Alba miała w sobie jednak na tyle samodyscypliny, że wiedziała, że musi w końcu wstać i z tego domu wyjść raz na zawsze.
Może i ten dzień nie nadszedł już teraz, ale zrobiła ku temu krok, szykując się do wyjścia na rozmowę o pracę, o której przeczytała w ogłoszeniu, brzmiącym dokładnie tak, jak każde inne ogłoszenia na temat tego typu stanowisk.
Może i ciepła i rodzinna atmosfera nie była czymś, w czym się odnajdowała, ale potrafiła doskonale udawać, że tak jest. I z myślą o tym też dobrała swoją dzisiejszą kreację, może i o kroju sprzed dekady, ale przywodzącej na myśl eleganckie gospodynie domowe, które częstowały gości domowej roboty muffinkami i obdarzały ciepłym słowem. Kremowa sukienka, z białym, ogromnym kołnierzem i materiałowym paskiem, trochę za krótka, odsłaniając to przeklęte, obite kolano nijak nie pasowała do ciężkich szat Pokątnej, ale nie mogła się tym przejmować, bo sama nigdy do tej ulicy też nie pasowała. Nawet, gdyby się od stóp do głów odziała jak jedna z wiedźm, którą właśnie mijała, a która miała na sobie ogromny kapelusz z (chyba żywym) ptakiem?
Dzień dobry. – Oznajmiła głośno, wchodząc do lokalu i spoglądając na wszystkie zgromadzone w nim osoby, obdarzając ich ciepłym uśmiechem, jakby wcale nie pluła w myślach jadem na wszystkich innych kandydatów i potencjalnych współpracowników. Na których tle, cóż, tak jak na tle gości Pokątnej się wyróżniała.
Poprawiła dłonią uczesane włosy i rozejrzała się po lokalu, chcąc ocenić już na pierwszy rzut oka, czy warto będzie jej w ogóle wstawać rano, żeby tu przyjść.
Przepraszam. – Zaczepiła w końcu kogoś przy ladzie. – Przyszłam porozmawiać. Widziałam ogłoszenie.


RE: [06.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie - Bertie Bott - 21.10.2025

Stworzenie własnej restauracji, własnego miejsca na mapie Londynu, które dołożyłoby cegiełki do jego kulinarnego imperium, nigdy nie było aż tak wielkim jego marzeniem. Wolał swoje kozy, kury i pszczoły, ale gdzieś w międzyczasie doszedł do wniosku, że samo stanie nad kociołkiem i testowanie kolejnych smaków, nie było niczym przesadnie rozwojowym. Stał przez to zwyczajnie w miejscu, powielając zaledwie przepisy, a tak zwyczajnie nie można było żyć, nie kiedy było się imieniem, które w pewnym momencie zrewolucjonizowało rynek łakoci i trzęsło nim po dzisiejszy dzień.

Może dlatego zdecydował się wreszcie na znalezienie swojego własnego kąta. Wciąż oczywiście myślał nad nazwą, ale cztery ściany zostały przez niego dwa dni temu w całości opłacone, po wcześniejszych oględzinach w towarzystwie Millie, która obrzuciła wszystko krytycznym spojrzeniem i odpowiednio wycelowaną kurwą. Mieli też nawet plan; znaczy głównie posiadał go Bertie, bo niemal cały wczorajszy dzień spędził gapiąc się na najdłuższą ścianę pomieszczenia i stwierdził, że Moody walnie mu na niej jakąś sielską scenkę rodzajową. Tak, tego potrzebowały te wnętrza.

Aktualnie jednak znajdowały się w pewnej rozsypce - nawet jeśli była to Pokątna, lokal stał pusty przez jakiś czas, a poprzedni lokatorzy nie zostawili go w aż tak dobrym stanie. Po podłodze sypał się więc kurz, część mebli była owinięta zabezpieczającą folią, ale wszystko działo się to raczej w głębi; pierwsze bowiem co witał po wejściu do środka to porządna, dębowa lada, która została pieczołowicie wyczyszczona, co z resztą dotyczyło także podłogi, starannie zamiecionej aż do drzwi, które prowadziły do środka części restauracyjnej.

- Dzień dobry! - kobietę przywitał wysoki blondyn, znajdujący się akurat za kontuarem i coś za nim przeglądający w papierach. Schludnie ubrany i uczesany, o przyjaznym uśmiechu i błyszczących oczach. Miał na sobie jakieś eleganckie ubranie, szyte na mugolską modłę, ale co ważniejsze - na wierzchu miał kucharski fartuszek. - Ależ proszę nie przepraszać. Niezwykle cieszę się, że postanowiła pani poświęcić nieco czasu i się ze mną spotkać. Bertie Bott, bardzo mi miło - wyciągnął do niej rękę, a jeśli mu swoją podała, to cmoknął ją kulturalnie w wierzch dłoni. - Ogłoszenie, bardzo dobrze. Proszę mi powiedzieć, o jakiej pozycji pani myślała? Proszę się też nie zrażać ewentualną atmosferą, bo wszystko jest wciąż w trakcie prac, ale jak tylko skończymy to proszę mi wierzyć, wszyscy będą pani zazdrościć, jeśli zostanie pani zatrudniona! - jakimś sposobem wyglądał w tym fartuszku równie elegancko co naturalnie, bardzo szybko też wymijając ladę i podchodząc do nieznajomej. - Aj, gdzie moje maniery. Może usiądziemy? - zapytał, wskazując ustawiony w kącie stolik z dwoma krzesłami.


RE: [20.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie - Alba Lockhart - 23.10.2025

Zapach kurzu i remontu w powietrzu był niczym powiew świeżości w porównaniu z tym, czym cuchnęła Pokątna i dom Lockhartów.
Był to zresztą impuls i jeden z głównych powodów, poza kurczącymi się oszczędnościami, dla którego zdecydowała, że czas najwyższy zacząć sobie szukać innego lokum. Gdzie dokładnie tego jeszcze nie wiedziała, zdawało się, że mimo wszystko trzymając się rodziny zmarłego męża będzie bezpieczniejsza, niż sama, dopóki dopóty przedstawiała się jako Lockhart.
Co też zrobiła, wyciągając dłoń do wysokiego mężczyzny, chociaż sama należała do kobiet jak na standardy wysokich.
Bertie Bott. Bertie Bott od fasolek.
Na chwilę spływa na nią szczery zachwyt, w końcu to celebryta we własnej osobie, i jaki szarmancki, całuje wierzch jej dłoni, a Alba chichocze w odpowiedzi. Od razu jej się cieplej zrobiło, kiedy mogła się ogrzać w jego blasku.
Lockhart. Alba. – Ma szczerą nadzieję, że zapamięta jej imię, nie bez powodu trochę głos zniżyła, lustrując twarz mężczyzny wzrokiem uważnym. Na żywo wydawał się być bardziej poczciwy, niż na zdjęciach. Może dlatego, że miała okazję usłyszeć jego barwę głosu i sposób w jaki się wypowiadał.
O najważniejszej. – Odpowiedziała bez ogródek na pytanie o pozycję, ale zaraz palec uniosła i zaśmiała się lekko, aby poprawić swoje hihi niedopatrzenie.
O drugiej najważniejszej. – W końcu numerem jeden był tutaj on, zresztą wskazała dłonią na mężczyznę, przechylając głowę w tym uśmiechu filuternym, żmija.
Przecież ona do jakiegoś podrzędnego kelnerowania nawet nie wstałaby z łóżka.
Splotła dłonie przed sobą, obserwując, jak mężczyzna mija ladę i podchodzi bliżej, oferując jej miejsce przy stoliczku, na co przystała z krótkim skinieniem i zaraz usiadła, zakładając nogę na nogę tak, żeby zasłonić swoje nieeleganckie otarcie na kolanie.
A mogła sobie jakąś maść na to skołować. Po tylu latach wciąż zapominała, że nawet drobne rany warto było szybciej wyleczyć magią i nie raz nie dwa na skaleczenia w pierwszym odruchu po prostu naklejała plaster.
Nie wątpię, skoro to pana lokal. – O zdecydowanie już słyszała samą siebie, jak opowiada wszystkim, którzy chcieli jej słuchać (nikt nie chciał), że jest szefową kuchni w nowym lokalu Bertiego Botta, nawet, jeśli miałaby co najwyżej dostać pod opiekę sekcję sosów i lukrów. Nikt nie musi tego wiedzieć.
Jestem kucharką z wieloletnim doświadczeniem, zarówno w magicznych i nie kulinariach. Zresztą w cukiernictwie też jestem biegła. – Kurwa ę ą, a w czym nie była?
Ale przynajmniej wyjątkowo nie kłamała, wszystko, co wymagało stania nad garem jej wychodziło, więc jedyne co mogła zrobić, to wykorzystywać swoje doświadczenie i talent.
Splotła dłonie na kolanie przyglądając się mężczyźnie z miłym uśmiechem. Obrączkę miał? Nie widziała. Kucharze zresztą rzadko nosili je na palcach. Może na łańcuszku? Ale też nie była w stanie dopatrzyć żadnego błysku zza koszuli i fartuszka.


!Trauma Ognia


RE: [20.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie - Pan Losu - 23.10.2025

Nie dotykają się żadne omamy, ale trauma ognia pozostaje silną. Kiedy w trakcie trwania tej sesji widzisz płomienie, na moment zastygasz w bezruchu przepełniony strachem. Wydaje ci się, że nadchodzą. Kto? Oni... One? Te istoty złożone z dymu i lęków...


RE: [20.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie - Bertie Bott - 29.10.2025

- Alba, bardzo piękne imię, proszę pani - pochwalił ją, nie odrywając od twarzy ciepłego uśmiechu. Całe jego ciało krzyczało wręcz, że przyjemność znajdowała się po jego stronie i był to dla niego stan raczej naturalny, jakby w urodzenia był raczej labradorem, a nie poważnym czarodziejem.
- Oh, no proszę - machnął ręką, śmiejąc się na jej podstępny żart, ale jeśli Bertie posiadał jakąś wadę, to na pewno było to nie doszukiwanie się w czyichś słowach drugiego dna, no przynajmniej nie przy pierwszym, drugim czy trzecim spotkaniu. - Najważniejsza, druga najważniejsza, ja bym powiedział że równie ważna, ponieważ zwykłem stawiać w pracy na partnerstwo, proszę pani. Kuchnia to delikatny organizm, który może i wymaga odpowiedniego zarządzania, ale odpowiednio naoliwione części są w stanie funkcjonować niemal bez słów i niepotrzebnej wyższości. Szukam więc kogoś, kto byłby w stanie podjąć się takiego właśnie stanowiska. Cóż mogę powiedzieć, jestem trochę marzycielem - na pewno potrzeba było chociaż odrobinę fantazji, żeby przerobić brudne skarpety niechcący wrzucone do kociołka na coś tak wielkiego jak fasolki wszystkich smaków. - Nie ukrywam też, że jestem stosunkowo zapracowanym człowiekiem. Bardzo lubię patronować konkursom kulinarnym i wspierać młode talenty. No i nie zapominajmy o wciąż rosnącej liczbie smaków i właściwości fasolek. Marzyciel, a następnie odkrywca... mam nadzieję, że to nie problem, jeśli czasem odpowiedzialność musiałaby spaść na pani barki? - uśmiechnął się do niej, rozpierając na swoim krześle i z zainteresowaniem zaglądając jej w oczy. - A proszę mi powiedzieć, ile lat doświadczenia już pani posiada? Gdzie wcześniej pani pracowała? - palec dłoni wodził w zastanowieniu po brodzie, a w zasięgu wzroku nigdzie nie było widać ani obrączki, ani łańcuszka, ani też chociażby jakiegoś śladu po opaleniźnie, który mógłby zdradzać niepożądany dla Alby stan cywilny. Bertie pochował swoją trzecią żonę już jakiś czas temu i od tamtego czasu przeżywał sercowe rozczarowania, chociaż chyba właściwszym wydawało się stwierdzenie że prędzej to on je gwarantował zainteresowanym pannom, momentami chyba zwyczajnie nieświadomy zainteresowania.

!Strach przed imieniem


RE: [20.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie - Pan Losu - 29.10.2025

Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.


RE: [20.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie - Alba Lockhart - 01.11.2025

Oczywiście, że piękne to imię, nawet jeśli to tylko kurtuazja z jego strony to Alba równie pięknie się uśmiecha przechylając nieco głowę i prawie policzek przytulając do barku, w tym krótkim geście, który ma oznaczać jednocześnie chyba skromność i wdzięczność za komplement.
Na ile jego słowa i uśmiechy były szczere tego nie była w stanie stwierdzić, nie znała się na tyle na ludziach, wiedziała tylko jak się uśmiechać, żeby samej wypaść szczerze.
Niezależnie od jego intencji chłonęła te słowa, uznając je za fakt.
Chociaż… stawiał na partnerstwo, na które może i by Albie powieka drgnęła, gdyby się tak dobrze nie nauczyła przez lata panować nad własną twarzą, więc tylko skinieniem głowy przytaknęła, zgadzając się tylko w połowie, a jak w połowie to znaczy, że wcale chyba.
Niemniej przecież nie traciła z niego spojrzenia, taka chętna się zgadzać z każdym słowem.
To dobrze. – Śmieje się krótko na to jego marzycielstwo. Czy ją to w rzeczywistości serdecznie bawi? Absolutnie nie, chociaż sama w zgniłym sercu miała marzenia, ale sama nazwa była zbyt romantyczna, jej własne marzenia więc były planami, realnymi, bo Albie się zdawało, że twardo stąpa po ziemi, pomimo, że w rzeczywistości cierpiała na potężne delulu, straszna choroba.
Absolutnie nie. Lubię mieć decyzyjność w pracy. – Alba wzrusza wątłymi ramionami, na które miałaby spaść odpowiedzialność za knajpę, kiedy Bertie odpłynie w stronę swojego kulinarnego geniuszu.
Och, w kilku miejscach. Zaczynałam od szkoły gastronomicznej, niemagicznej oczywiście. – Czy to takie oczywiste tego w zasadzie nie była pewna, ale nie doszukała się przez tę dekadę żadnych informacji, czy jakakolwiek szkoła po średniej dla czarowników o profilu gastronomicznym istniała.
Chociaż po szkole chciałam od razu pracować w jakiejś restauracji może hotelowej, to życie to szybko zweryfikowało i pierwsze kilka lat pracowałam po prostu w chip shopie w Soho. – Wspomnienie tego jest słodko gorzkie, bo włosy przesiąkały jej zapachem smażonych ryb i frytek w głębokim oleju, ale tempo było zabójcze, a to jej w kuchni zawsze odpowiadało.
Dokładnie… dokładnie pięć, prawie sześć lat tam spędziłam, a przyszłam chyba jak każdy, na chwilę, w międzyczasie. – Uśmiecha się szczerze, bo nikt inny, kto nie postanowił się zawodowo poświęcić staniu nad garami nie zrozumie tego typu pasji do znoszenia poparzeń od oleju i gorącej atmosfery na kuchni.
I przyznam, że po latach bardzo doceniam, że trafiłam do takiej smażalni, dużo cierpliwości mnie to nauczyło i samodyscypliny. – Które zgubiła gdzieś po latach, ale nie musiała się tym z nim dzielić. Miała w sobie wciąż na tyle samozaparcia, żeby w końcu wyjść z wdowiej stagnacji.
Później pracowałam w takiej małej kawiarni na Pokątnej, nazywała się Słodkie Sekrety, nie wiem, czy ją pan kojarzy, nie była długo otwarta, chyba nawet nie rok. Ale po zamknięciu zostałam w kontakcie z właścicielką, poleciła mnie swojej znajomej i tak trafiłam do Martwego Łosia, to taka restauracja nieopodal Charing Cross Road, podawaliśmy tam doskonałe pieczenie z jagnięciny i pikantne ciasto z wołowiną. – Na samą myśl ślinka cieknie, może tam zajrzy w drodze powrotnej, w końcu to nieopodal Dziurawego Kotła, odwiedziłaby stare śmieci, a może i podpytała, czy nie szukają na kuchnię, musiała sobie zacząć otwierać różne furtki.
Spojrzenie Alby przesuwa się z oczu pana Botta na tę dłoń, co to się tak nią po brodzie drapie, odnotowując w głowie, żeby przejrzeć ostatnie wydania plotkarskich działów w gazetach. Musiała się czegoś więcej na jego temat (życia prywatnego) dowiedzieć.
Ale przyznam, że od roku mam przerwę zawodową, musiałam sobie dać czas, aby opłakać mojego świętej pamięci męża. – Jedna dłoń Alby spoczywa delikatnym gestem na jej klatce piersiowej, dopełniając obrazu wdowy cierpiącej z godnością, bo bez przesadnego okazywania emocji, ale mimo wszystko przez los skrzywdzonej, odebraniem ukochanego.


RE: [20.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie - Bertie Bott - 27.11.2025

Słowa Bertiego pobrzmiewały jasną szczerością, jakby był całkowicie przekonany o tym, co mówił, także jeśli chodziło o sypane z rękawa komplementy. Dużo jednak z tego, było podbite zwyczajną naiwnością, której nigdy nie udało mu się pozbyć. Czasem tylko, gdy stawał się nieco bardziej czujny, kontrolował się odrobinę bardziej lub brzmiał zwyczajnie oschle, ale czemu miałby to robić teraz i to przed obliczem potencjalnej pracownicy?

Tak samo jak wylewał z siebie słowa, kiedy już otwierał usta, tak kiedy Alba wreszcie przejęła pałeczkę, odpowiadając na jego pytania, ucichł z wyraźnym zaciekawieniem przysłuchując się temu, co miała do powiedzenia. Wychodziło mu to znakomicie; tu pokiwanie głową, tu ciche mhm, żeby rozmówca przypadkiem nie poczuł się niedoceniony czy zapomniany. Nie ważne jak rozluźniony zdawał się, kiedy siedział w swoim fotelu, bo każda komórka jego organizmu zdawała się w tym momencie skoncentrowana właśnie na niej.

- Na Matkę i wszystko co najświętsze, proszę przyjąć moje najszczersze kondolencje - Bott wyprostował się w swoim fotelu jak na zawołanie, przyjmując nagle pełen współczucia wyraz twarzy. Przeżył swoje życie do tej pory z trzema żonami, więc wiedział doskonale co to strata małżonka. A przynajmniej takiego, którego się szczerze kochało całym sercem, bo miłość Bertiego zawsze była właśnie taka. Gdyby mógł, pewnie sięgnąłby w jakimś troskliwym geście do dłoni Alby, żeby oczywiście przekazać wsparcie ze swojej strony i kondolencje. Na szczęście między nimi znajdował się stolik. No i było to zwyczajnie nieprofesjonalne.

- Widzi pani, sam straciłem do tej pory trzy małżonki. Prasa bardzo lubi robić sobie z tego okrutne żarty, ale każdą z nich opłakałem. Rozumiem co to strata - teraz to i jego ręka powędrowała ku klatce piersiowej, kiedy to swoją historią łączył się z nią w bólu.

- Boli mnie, wobec tych informacji tak zwyczajnie przechodzić dalej, ale zdaję sobie sprawę, że przyszła tu pani dzisiaj w konkretnym celu - odetchnął boleściwie. - To co pani przedstawiła, to całkiem pokaźna ścieżka kariery. Cieszy mnie to, bo potrzebuję ludzi z doświadczeniem, a restauracja hotelowa, smażalnia... szczególnie to drugie zaprawia człowieka. Całkiem szczerze też pani przyznam, że słyszałem o Słodkich Sekretach czy Martwym Łosiu. Rozumie pani, trzeba znać środowisko. A proszę mi powiedzieć, jakie jest pani ulubione danie pod słońcem?


RE: [20.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie - Alba Lockhart - 02.01.2026

Scena była jej i przeogromnie się jej to podobało. Pan Bott nie przerywał, ona mówiła, tak powinno być. Mężczyźni winni słuchać kobiet, a Alby zwłaszcza, bo miała przecież zawsze we wszystkim najswojszą rację.
Och, dziękuję. – Alba na chwilę skromnie wzrok spuszcza przysłaniając oczy powiekami i jak to się kiedyś zwykło z jakiegoś powodu mówić, firanką rzęs.
Moralność nakazuje przyjąć kondolencje bez przesady i z dozą wdzięczności, nakazuje je też komuś złożyć, więc gdy tylko temat utraconych ukochanych się rozrasta Alba sama brwi marszczy, podnosząc wzrok zatroskany na mężczyznę.
Alba, ty się z powołaniem minęłaś, zapraszam do teatru.
I szkoda, że to dopiero pierwsze spotkanie, bo przy kolejnym to sama by się odważyła na ten odruch pełen współczucia, pana wdowca potrójnego za dłoń złapać, ale jej bardziej zależało teraz na przebrnięciu przez rekrutację, niż zacieśnianiu więzi. Na dzień dobry taki kontakt fizyczny był niepokojący, a Alba wiedziała co nieco o okręcaniu sobie chłopa wokół palca, w końcu za jednego takiego okręconego wyszła za mąż.
Co prawda niedoszacowała poziomu jego majątku, błąd po jej stronie, zdarza się prawda.
Następny będzie bogatszy.
Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak trudno musiało być panu przeżywać żałobę będąc na świeczniku. Proszę również przyjąć moje szczere kondolencje. – Przeszło jej przez myśl, że mogłaby sławna być.
Zrobiłaby potem po kraju swoje wdowie tour, byłyby sztuczne ognie, rozmowy o tym jak bardzo tęskni za starym Lockhartem i zamierza kontynuować to, co zaczął. A zaczął pisać książkę, o której Alba nigdy uważnie nie słuchała.
Nie to, co pana Bertiego, kiwając głową ze zrozumieniem, w końcu nie przyszła tutaj, żeby się wzajemnie po pleckach klepali.
Przyszła tutaj osiągnąć sukces. Albo go zacząć planować, czy coś.
Wyprostowała się, chrząkając odrobinę, jakby ten dźwięk krótki był kropką, oddzielającą temat, nad którym się na chwilę pochylili, od tego, co istotne tu i teraz.
Jakie było jej ulubione danie pod słońcem?
Alba ze swoim uśmiechem niemalże gwiazdorskim na chwilę zawiesza wzrok na panu Bott, i wprawnemu obserwatorowi pewnie nie umknie drobny bo drobny, ale jednak wachlarz emocji, które przez chwilę się w jej oczach tlą.
W pierwszym odruchu chciała odpowiedzieć w sposób, który mógłby zaimponować zarówno doświadczonemu kucharzowi jak i przeciętnemu zjadaczowi frytek i smażonej ryby. Pochwalić swoje kubki smakowe i znajomość kulinariów, poczęstować pana Botta chętką na gourmet, dać się na podstawie tego zapamiętać. Może jakaś pieczeń? Może coś orientalnego? Pasztet strasburski?
Jednocześnie pytanie, które padło, pozornie zwyczajne, trafiło prosto w zimne serce Alby, ale nie strzałą anielską a… maczetą chyba. Ciężko stwierdzić, trzeba się najpierw zorientować jak głęboko maczetę można w lód wbić.
A to wszystko dlatego, że jej nigdy nikt nie zapytał, co ona w zasadzie lubi. I co jeść lubi.
Nim nie mrugnęła, żeby się uśmiechnąć szerzej, błysk tego lodu pękającego odbił się w jej oczach, ale szybko zniknął.
Gulasz na piwie. – Odpowiada zupełnie szczerze i chyba cała ta ochota na pieczenie, którą miała, właśnie przeminęła, bo Albie teraz w zasadzie browar w głowie.
Ale sobie kupi.
I usiądzie w domu na fotelu i otworzy.


RE: [20.09.1972] Czemu wy trujecie ludzi? | Alba & Bertie - Bertie Bott - 20.01.2026

Kondolencje były niestety czymś, przez co należało przebrnąć. Bertie aż za dobrze pamiętał, jak sam się czuł kiedy ludzie raz za razem mu je składali. Przy pierwszej, drugiej, a wreszcie i trzeciej żonie. Nie ważne jednak jak bardzo Bott naiwny mógł się wydawać, to wyczuwał w tych słowach pewną fałszywość. Coś w nim się buntowało, bo większość z osób, które ubierały współczujące słowa w miły ton i gest, w ogóle jego małżonek nie znała. Było im przykro dla zasady. Nie należało jednak tematu całkowicie ominąć, bo zwyczajnie nie wypadało.
- Dziękuję - uśmiecha się do niej całkiem szczerze, chociaż wyraz ten nie jest tak samo promienny jak wszystkie poprzednie, którymi ją obdarzał. Nie czuje jednak do niej aż takiej niechęci, jak od przypadkowych osób które robiły dokładnie to samo, powtarzając jakby wyuczony skrypt, bo z Albą łączyło go właśnie zrozumienie co do tego, jak to było stracić małżonka. Nawet jeśli ona właśnie odgrywała przed nim teatr najwyższych lotów, to jemu absolutnie to nie przeszkadzało, a co ważniejsze - łykał to z zadziwiającą łatwością, jakby nie spędził jako celebryta tylu długich lat.
- Gulasz na piwie - powtórzył z pewnym zastanowieniem, pocierając krótki zarost na brodzie. Odchylił się na krześle, wspierając o oparcie i spoglądając na moment sufit, jakby pani Lockhart zadała mu właśnie największą życiową zagadkę swoją odpowiedzią. - Dawno nie jadłem takiego gulaszu. Jest w nim coś niezwykle domowego, co porywa serce, ociepla je i uspokaja duszę. Myśli pani, że mogłaby mi go przyrządzić? Oczywiście, w ramach małego egzaminu wstępnego, żeby pochwalić się umiejętnościami. Jeśli się pani uda, moglibyśmy go nawet na stałe dodać do menu. Zależy mi na ciepłej atmosferze w tym lokalu, a nie przesadnej, sztucznej sztywności. Kuchnia jest gotowa, w pełni wyposażona. Tak samo z resztą jak spiżarnia. Mamy nawet taki hit, zupełną nowość, czyli garnki już zaklęte tak, że nie trzeba używać żywego ognia - co było dość istotne, jak przekonał się w ostatnich dniach. Spalona Noc odcisnęła piętno na wszystkich, niektórych naznaczając strachami i lękami, a nawet jeśli sam nie cierpiał na strach przed ogniem to wiedział, że niektórzy jego bliscy nie mieli takiego szczęścia.