![]() |
|
[2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +--- Wątek: [2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary (/showthread.php?tid=5278) Strony:
1
2
|
[2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary - Charlotte Mulciber - 27.10.2025 2 września 1972
Borgin & Burke Czarcie Oko nie było wielką konkurencją dla Borgin i Burke. Charlotte pracowała dla kobiety, która była już stara, a większość rzeczy, które znajdowały się w antykwariacie, to były śmieci. Gdyby nie to, że właścicielce było bliżej do grobu niż do czegokolwiek innego, to pewnie B&B zainteresowaliby się Oczkiem bardziej. Ale tak... Wiedźma wbiła się w niszę, dzięki której mogli się nawzajem uzupełniać i napędzać sobie klientelę. W jaki sposób zostało zawarte to przymierze: Lotte nie wnikała. Dla niej liczył się tylko fakt, że była w stanie tam wytrzymać, dostała pensję i mogła rozwiązywać krzyżówki, a także zaczytywać się w pierdołach, które zajmowały większość jej czasu. Elastyczny czas pracy także był jej na rękę. Dzisiaj, tego wczesnego wieczoru, miała pod pachą niewielki pakunek. Ot, pierdoła, którą ktoś dostarczył do Oka, a wiedźma przekazała jej, by oddała to właśnie do Borgin i Burke. Charlie zgodziła się, bo czemu nie: po pierwsze nie miała nic innego do roboty. A po drugie, liczyła że za ladą będzie się krzątał ktoś, kogo dawno nie widziała. Jej życie nie było emocjonujące, przynajmniej nie na tyle, by mogła odmówić sobie kolejnej sprzeczki, a i być może skradzionego muśnięcia ust gdzieś w kącie, pomiędzy szafę z dziwacznym lustrem, a komodą na której stały pousychane ręce. - Piękny dzisiaj dzień, prawda? - gdy weszła do Borgin i Burke, była aż nazbyt wesoła. Nikt, kto tu trafiał, nie mógł wejść przypadkowo. To nie był jej pierwszy raz, i zapewne nie był to też ostatni raz, gdy przekraczała te drzwi. Jasne włosy miała związane w niedbały kucyk, spod którego wysmyknęło się kilka kosmyków. Srebrne oczy lustrowały pomieszczenie z ciekawością. Czy zmieniło się tu coś od jej ostatniej wizyty? Może mieli dostawę przeklętego szpeju, jak kolczyki albo coś? Dawno nie wydawała pieniędzy. RE: [2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary - Zachary Burke - 27.10.2025 Układ, który miały ze sobą Borgin&Burkes i Czarcie Oko, zawsze nieco umykał Zacharemu. Może nie sam fakt, że czasami były wysyłane między tymi dwoma punktami paczki, ale jakaś jego głębsza istota i zasady to było już coś innego. Ważne, że ojciec, wujek czy inny pociotek byli odpowiednio dogadaniu ze staruszką, która już pięćdziesiąt lat temu powinna udać się na emeryturę. Z resztą, miał aktualnie inne sprawy na głowie, niż rozważanie po co w ogóle był im ten system paczkowy. Piękny dzień, oh tak, to był piękny dzień, szczególnie że kiedy tak sobie siedział za ladą i spojrzał w dół, patrzył na bardzo ładną parę cycków. Jego własnych, nikogo innych, a przez to i nie obłożonych bezsensownymi zasadami. Początkowo, kiedy tylko odkrył ten ewenement, wyraźnie się zdenerwował, bo oto kolejny już raz w życiu, los robił sobie z niego zwyczajnie jaja, a złośliwie roześmiany poltergeist zniknął mu z zasięgu wzroku. Potem jednak... potem zaczął doceniać całą sytuację, oczywiście zaraz po tym jak wyjaśnił wszystko wujowi, który był w pracy kiedy się w niej pojawił. Fakt, że nie mógł sam z siebie zdjąć z tej klątwy i należało ją przeczekać, wyraźnie nie był mu w smak, ale nie zamierzał też tracić klientów, dlatego chłopak skończył za ladą. Na dźwięk otwieranych drzwi, wstał z krzesła i wypuścił cycki z rąk. Znajomy głos jednak wyraźnie go rozluźnił. - Bella where the hell have you been, loca - przywitał się z nią, opierając o ladę i chyba zapominając, że wcale nie przypominał siebie. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/754f6c2e3074941c7ae707d9f6f3ce38/59c4f5253c65e5f2-46/s500x750/f1120027efd551972d8140cd2ddb73a958097706.pnj[/inny avek] RE: [2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary - Charlotte Mulciber - 27.10.2025 Co jak co, ale nie spodziewała się zastać za ladą kobiety. Liczyła na Matiego, nikogo innego, a gdy za ladą dostrzegła kobietę, jej mina nieco... Się zmieniła. Najpierw brwi powędrowały w górę, potem głowa lekko się przekrzywiła. Znała ten tekst, Zachary witał ją milion razy tą wkurwiającą frazą, przez którą krew gotowała się w jej żyłach - uparł się, żeby dokuczać jej przez pieprzone drugie imię, którego szczerze nie znosiła. Zresztą: ona sama nie była mu dłużna, jak Merlin Charlie, tak Charlie Merlinowi, czy cośtam. Matiego też nie znosił, więc normalnie właśnie by tak odpowiedziała. Ale teraz odrobinę wbiło ją w ziemię. - Że co, kurwa? - sapnęła, ściskając mocniej paczkę, którą zdążyła przełożyć spod pachy do rąk własnych, swoich, na których po raz pierwszy od dawna nie było śladów srebrzycy. Dobrze się jej wiodło, rumień poszedł w pizdu gdzieś na ramię i nie swędział, bo się nie denerwowała (chociaż bóg jej świadkiem, że za 6 dni zacznie). Lotte zmrużyła srebrne oczy, robiąc krok w stronę lady. Ale maleńki, malutki. Zatrzymała się w połowie. - A ty to kto niby? Nie to, że widziała w kimkolwiek innym konkurencję, jeżeli chodziło o jego względy, bo co to, to nie, wszak formalnie nigdy nie przysięgali sobie wierności, poza tym wkurwiał ją jak jasna cholera, ale gdzieś w serduszku ukłuła ją zazdrość, że Burke mógłby pracować w jednym pomieszczeniu z kimś, kto wyglądał tak hot. I chociaż Charlotte zdecydowanie gustowała w mężczyznach, to jednak nie mogła nie docenić tego, jak wyglądała kobieta, która opierała się teraz o ladę. I zdecydowanie nie podobało jej się też to, że używa ich głupiego tekstu! - Gdzie Burke? Mam coś dla niego - na przykład kopa w dupę, co to za głupie żarty. Już darowałaby mu wszystko, ale nie to, że mówił innym, jak ją wkurzać. Były granice. RE: [2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary - Zachary Burke - 30.10.2025 - Jak to kto, nie poznajesz mnie? - zapytał, wykrzywiając usta w zmartwionym wyrazie, jakby mu właśnie tym pytaniem serce rozdarła. Jego skromnym zdaniem, to każdy powinien go poznawać zawsze. Codziennie, w nocy o północy i nawet jeśli go nie znał - ułatwiałoby to bardzo dużo rzeczy i pozwalało ominąć pewnie niezręczności wynikające z całego procesu zapoznawania się czy zdawania bezsensownych pytań o ulubione kolory czy preferowany rodzaj zupy. Zlustrował ją uważnie spojrzeniem ciemnych, brązowych oczu, które w sumie pewnie nie zmieniły się aż tak bardzo w stosunku do oryginału, ale cała reszta oprawy twarzy, nie pozwalała tego aż tak łatwo wyłapać. Z resztą, mrużył je teraz podejrzliwie, jakby zaczął zadawać sobie pytanie czy może to jej ktoś przypadkiem nie podmienił. Ale nie, wyglądała tak samo; te same srebrne oczy, blond włosy, pusto w głowie i nieprzysiadalny charakter. Znaczy wspaniała kobieta to była, a jemu imponowały panie, które bez zastanowienia były skłonne wytrząsnąć z niego duszę za nawet najmniejsze przewiny. - Tutaj, we własnej osobie - powiedział, prostując się do tego żeby lepiej się prezentować i wskazując na siebie rękoma. - Ah. - mruknął, jakby nagle łapiąc się na czymś niezwykle istotnym dla całej tej rozmowy. - Patrz co teraz mogę - poruszył ramionami, wprawiając biust w ruch i trzęsąc nim na boki. - Gdybym był tobą, robiłbym tak cały czas. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/754f6c2e3074941c7ae707d9f6f3ce38/59c4f5253c65e5f2-46/s500x750/f1120027efd551972d8140cd2ddb73a958097706.pnj[/inny avek] RE: [2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary - Charlotte Mulciber - 04.11.2025 Przez chwilę stała tak i patrzyła na kobietę jak ciele w niemalowane wrota, mrugając tymi swoimi srebrzystymi ślepiami. Ta mimika, ten ton - coś jej mówiły, gdzieś dzwoniło, ale w którym kościele? W końcu Lotte otaksowała kobietę od stóp do głów i przekrzywiła głowę. Może ze szkoły? Nie... A może z baru? - Najebałyśmy się razem przedwczoraj? - zaryzykowała pytaniem, chociaż tak po prawdzie to wcale nie piła te dwa dni temu do nieprzytomności. Ot, kilka kielichów, trochę piwa i dużo, dużo papierosów. Ale nie na tyle, by nawet mieć kaca większego niż lekkie suszenie rano w ustach i delikatne ćmienie w skroniach. Tutaj, we własnej osobie Charlotte zamrugała kilkukrotnie, jakby zastanawiała sobie, czy nieznajoma z niej kpi. Ale nie. Już wiedziała, skąd kojarzyła tę mimikę i tę bezczelność w jej zachowaniu. Jak mogła nie dostrzec tego od razu? J A K? - Na litość Matki, Zack, przestań! - nie to, żeby ją to zawstydziło, bo sama miała cycki i wiedziała, że tak się da, ale raczej NIE WYPADAŁO robić tego w sklepie, nawet jeżeli to był jebany Borgin i Burke. - Będzie cię boleć, to raz. A dwa: co ci się kurwa stało? Podeszła bliżej, gdy tylko przestał machać cycem. Ostrożnie odłożyła paczuszkę i jakby chcąc się upewnić, że to nie żadna iluzja, ostrożnie dotknęła go (ją) palcem wskazującym w ramię. - Jakim cudem wyhodowałeś cycki? - zapytała szczerze zaskoczona, bo to nie była iluzja. - Odpadło ci też co nieco? Merlinie, powiedz że to nie na stałe. Na te ostatnie słowa trochę zbladła, bo z całym jadem do niego: wolała jednak, jak był sobą. Lubiła jego krótkie włosy, zadziorny uśmiech i jego męską wersję. Oczywiście do żeńskiej mogłaby się przyzwyczaić, ale no. - Pomyliłeś leki na spanko? Nie ta fiolka, królewiczu? Czy może królewno? RE: [2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary - Zachary Burke - 05.11.2025 - No... trochę chyba tak? - zastanowił się nad tym przed chwilę, ale jeśli ona nie piła do nieprzytomności, to jemu mu się już zdarzyło. Nie było więc to nic nadzwyczajnego, chociaż w ogóle nie połączył że pytała jego żeńskiej wersji, a nie jego-jego. Wszystko jednak wreszcie się wyjaśniło i Zachary był z tego powodu niezwykle dumny. Uśmiechnął się zadowolony z siebie, chociaż zaraz ściągnął brwi w niezrozumieniu i zbył ją prychnięciem. - Nic nie będzie boleć - poinformował ją tonem znawcy. - No więc teoria jest taka, w sumie to nawet nie teoria a fakt autentyczny, że naciąłem się na takiego jednego ducha chyba i on zrobił swoje wololololo i teraz jestem jaki jestem. Nie martw się jednak - uniósł palec ku górze. - Azaliż do końca dnia tylko czar ten będzie działać. O północy znowu stanę się księciem - pokiwał głową, bo może nie był pewien dlaczego w ogóle to nieszczęście spłynęło akurat na niego, ale posiadał na tyle wiedzy klątwołamaczowej, że był w stanie już dojść do tego, że nie był to permanentny zabieg. - No... chcesz sprawdzić? - zapytał, ale nie błysnął w jej stronę zaczepnym uśmiechem, bo na jego twarzy pojawiło się coś, co kazało Charlotte sądzić, ze on był w tym momencie poważny. - Możesz mi mówić królewno, niech ci będzie. Żeby przynajmniej nie konfundować ewentualnych klientów. Od teraz nazywam się Zachariasza. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/754f6c2e3074941c7ae707d9f6f3ce38/59c4f5253c65e5f2-46/s500x750/f1120027efd551972d8140cd2ddb73a958097706.pnj[/inny avek] RE: [2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary - Charlotte Mulciber - 09.11.2025 - Durny jesteś jak but i to od lewej nogi - powiedziała mądrym tonem, nieco z wyższością, dumna ze swojego porównania. Dwie mądrale stały naprzeciwko siebie i przerzucały się kolejnymi tekstami, dobrze że nie było tu nikogo innego, przynajmniej blisko nich, bo jak nic wzięliby oboje do Lecznicy Dusz po samej tylko tej jednej konwersacji. - Że co niby chcę sprawdzić? Zapytała głupio, robiąc jeszcze głupszą minę. Ale powoli wszystko łączyło się w całość. Duch, wololo... Charlotte otaksowała go spojrzeniem raz jeszcze, a potem pokręciła głową. I zaczęła się śmiać. Początkowe skonfundowanie ustąpiło miejsca rozbawieniu, bo przecież zapomniała, że z klątwami to on był za pan brat. A skoro mówił tak pewnie o tym, że to potrwa tylko dobę... - Dobrze, ZACHARIASZO, jak królewna sobie życzy. Jesteś gotowa zobaczyć, co głupie chłopy mogą zrobić dla kobiety? - w jej głosie odbiło się rozbawienie, a srebrne oczy rozbłysły, jakby wpadła na jakiś cudowny plan. Chwyciła go za dłonie, chociaż nie bez wahania, bo przecież wciąż nie mogła przekonać się do tego, jak wyglądał. - Albo lepiej! Pożyczę ci sukienkę i zrobimy sobie babski wieczór na mieście. Co ty na to? Będziesz miał okazję potrząsnąć cyckami przed jakimś typem i zobaczyć, jak głupią minę robi, gdy uciekasz z darmowym drinkiem. Czy ona tak robiła? Oczywiście, że kurwa tak. Nie stać ją było na picie takiej ilości alkoholu, więc robiła to za darmo. RE: [2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary - Zachary Burke - 01.12.2025 Zachary nie chciał być niemiły, więc zachował wszelkie uwagi dla siebie, ale już mu się zdarzyło w życiu, że spotkał bardzo mądre buty. Nie był więc pewien, na ile mu tu właśnie Charlotte próbuje dojebać, a na ile niestety nie miała biedna pojęcia o świecie. Co prawda wspomniane buty to zwykle były takie opętane albo odpowiednio zaklęte, o co wcale nie było trudno w sklepie z czarnomagicznymi artefaktami, bo niestety trafiał się tu także czasem szmelc, ale no - taki duch w lewym bucie potrafił wykazać się pewnego rodzaju sprytem. - No wiesz, że nie mam już siura - zakomunikował głośno i wyraźnie, jakby to była propozycja jak najbardziej na miejscu i równie poważna. Co racja jednak, to racja i bardzo dobrze że nikt nie był świadkiem tej rozmowy, bo po pierwsze nie wypadało tak mówić do potencjalnego klienta i współpracownika, a po drugie to zaraz by dostał za coś takiego po głowie, dla zasady. - Chłop przebrany za babę, ale tak na poważnie. Tego jeszcze chyba nie było - westchnął, oczywiście zachwycony jej propozycją i aż mu się oczy świeciły. - Stara, z jakim drinkiem. Drink to tylko czubek góry lodowej. To wszystko co oni mogą mieć po kieszeniach... - rozmarzył się nagle, bo kiedy jemu jakaś ładna panna wyciągała coś z kieszeni, to wcale fajnie nie było, ale kiedy on mógł to zrobić? Ma-rze-nie. - Ale daj mi tylko jakąś ładną kieckę co? Na pewno nie tę zieloną, co ją miałaś na sobie na przyjęciu z okazji trzeciej rocznicy rozwodu tamtej starej Parkinson, bo zielony to kompletnie nie mój kolor. Czerwoną mogłabyś mi dać. Wiesz, tę z dekoltem. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/754f6c2e3074941c7ae707d9f6f3ce38/59c4f5253c65e5f2-46/s500x750/f1120027efd551972d8140cd2ddb73a958097706.pnj[/inny avek] RE: [2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary - Charlotte Mulciber - 04.01.2026 Spojrzała na niego (nią) długo, uważnie i w absolutnej ciszy. Zamrugała kilka razy, teatralnie wolno, nadal nie odzywając się ani słowem na tego siura. Zupełnie tak, jakby tego typu słowa nie były obecne w jej codziennym słowniku. Cieszyła się jednak, że nie było tu nikogo, kto mógłby słuchać ich wymiany zdań, bo ciężko byłoby się z tego wytłumaczyć. I nie chodziło tylko o zmianę płci Zacka, a o to, co nastąpiło potem. O tych siurach i przebieraniu chłopa za babę. - Dobrze - powiedziała w końcu, po chwili milczenia. Trawiła trochę tę informację, a po krótkiej walce ze swoimi myślami uznała, że w czerwonym wygląda jak stara dziwka tuż przed emeryturą, więc nic się nie stanie, jak wciśnie w nią Zacka. Ba, będzie mógł ją sobie zatrzymać, bo czemu by nie? Wyciągnęła do niego ramię, tak jakby teraz role w tej relacji się odwróciły i to ona była chłopem, na którym Burke mógł (mogła?) się wesprzeć. - Chodź. Tylko paczuszkę schowaj. Przypał by był, gdyby dostała się w niepowołane ręce. (...)
Mieszkanie Mulciberówny znajdowało się niedaleko Czarciego Oka. Było niewielkie, ale wystarczające dla kogoś, kto mieszkał w pojedynkę, bez zwierząt i dodatkowego balastu. Z tego co Zachary wiedział, to Charlie mieszkała tu sama. Płaciła jakieś grosze, bo lokal wynajmowała po znajomości. Miała dla siebie dwa pokoje: salon i sypialnię, a także przestronną jak na te standardy łazienkę oraz niewielką kuchnię, z której praktycznie nie korzystała. Jeżeli chodzi o gotowanie, to nie nabyła tej umiejętności w domu: we wszystkim wyręczały ją skrzaty, a na swoim mieszkała od niedawna. Kanapki, jakieś usmażone mięso i makaron z sosem z puchy były jej absolutnym szczytem możliwości. Możliwe że to dlatego nie dorobiła się jeszcze porządnych oszczędności: bo chociaż nie jadła za wiele, to jedzenie na mieście nawet niewielkich ilości jedzenia było drenujące dla sakiewki. - Rozgość się, koleżanko - Charlotte ściągnęła kurtkę i rzuciła ją na kanapę. Mimo tego, że mieszkanie było utrzymane w nieporządku, to było po prostu zabałaganione, nie brudne. Kobieta nie lubiła lub nie potrafiła odkładać rzeczy na swoje miejsce. - Czerwoną chciałeś, nie? Przejście z salonu do sypialni, w której mieściło się tylko łóżko, szafka nocna i niewielka szafa, zajęło jej sekundę. Przez otwarte drzwi widać było, że Charlotte otwiera drzwi szafy i zaczyna przebierać między wieszakami. Mieszkanie nie miało żadnych zdjęć na ścianach. Nic, co łączyłoby ją z rodziną. Z tego co wiedział, Lotte nie dogadywała się z matką, a jej ojciec nie żył. Nie pielęgnowała w sobie żadnych wyższych uczuć do swojego nazwiska, nie miała tu nigdzie nawet albumów z fotkami z dzieciństwa. Ściany jednak nie były gołe: znajdowało się tam kilka obrazów, w większości niepodpisanych, w różnych stylach. Podróbki? Albo nieznani artyści ze Ścieżek. Lub po prostu rynsztoka. - Czy zmniejszyła ci się stopa przy okazji? - zapytała podniesionym głosem, bo o tym chyba nie pomyśleli. Jej szafa miała sporo sukienek, które wzięła z domu i których nie zdążyła sprzedać. Głównie od Rosiera (za darmo to uczciwa cena). - Bo jak nie, to nie wiem czy buty ci będą pasować. RE: [2.09.1972] Dying to love | Charlotte, Zachary - Zachary Burke - 22.01.2026 Zdawał się nie zwracać uwagi na jakieś jej opory odnośnie tego, że rzucał takimi niewybrednymi żartami. On już doskonale wiedział, że absolutnie jej to słownictwo nie przeszkadzało, a nawet lepiej - sama posługiwała się nim dokładnie tak samo sprawnie jak i on. - Jasne, już chowam - wziął ją, niemal ostentacyjnie, a potem zaniósł na zaplecze i nawet odpowiednio opisał, że przyszła z Czarciego Oka. (...)
- Oczywiście, że czerwoną. Chcę być seksowny - poinformował ją poważnym tonem, rozglądając się dookoła i na jej podobieństwo posyłając kurtkę na kanapę. Następnie się zwyczajnie rozjebał, wsuwając ręce pod głowę i czekając aż wygrzebie to o co prosił, ale ułożył się też tak, żeby ją móc normalnie widzieć przez otwarte drzwi do pokoju. Kiedy szli do jej mieszkania, jakiś dowcipniś obwiesił sobie jemiołą lokal, reklamując ją jako zaczarowaną i wiecznie żywą, prawdziwą okazję, którą należało już kupić w przygotowaniu na święta i teraz Burke mimowolnie zastanawiał się, że w sumie stracili okazję, mógł ją złapać i pocałować podczas spaceru, zwalając to oczywiście na jemiołę, ale wywołując sensację bo jak to baba z babą. Nie miał nic do panującego wewnątrz bałaganu, pewnie dlatego że sam nie należał do najporządniejszych ludzi. Dyscyplina jaka panowała w rodzinnym domu została rozluźniona w momencie, kiedy poszedł na swoje. Samotność sprzyjała nieporządkowi, ale wciąż był to jego nieporządek i w nim odnajdywał się wręcz perfekcyjnie. Czasem pewnie aż dziw mógł brać człowieka, jeśli się chociaż odrobinę zastanowił nad osobą Zacharego, że ktoś taki był w stanie wspiąć się na takie wyżyny dyscypliny i koncentracji, że opanował umiejętność łamania klątw. Czegoś, co należało z uwagą rozpracować i rozłożyć na części pierwsze i nie można było wskakiwać w to głową w przód. - No dobra, sprawdzimy. Nie zastanawiałem się trochę nad tym? Wydawało mi się, że buty leżały okej, ale może je też zmienił ten skurwysyn? czy mi sie stoopa zmniejszyła [roll=TakNie] [inny avek]https://64.media.tumblr.com/754f6c2e3074941c7ae707d9f6f3ce38/59c4f5253c65e5f2-46/s500x750/f1120027efd551972d8140cd2ddb73a958097706.pnj[/inny avek] |