![]() |
|
[03.09.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prue & Sidonie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [03.09.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prue & Sidonie (/showthread.php?tid=5280) |
[03.09.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prue & Sidonie - Prudence Fenwick - 27.10.2025 adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I 03.09.1972, Aleja Horyzontalna
Bletchley niezbyt często wychodziła do ludzi. Bywały jednak takie osoby, którym nie potrafiła odmówić, jedną z nich była Lockhart, u której boku właśnie szła. Umówiły się na krótkie spotkanie, miały wypić kawę, przedyskutować o tym, co się u nich ostatnio działo. Opowiedzieć sobie o swoich ostatnich przypadkach, tak właściwie praca z trupami nie różniła się zbyt bardzo od tej z żywymi. Jedna i druga miała do czynienia z ludzkim ciałem, z tym co je trapiło, tyle, że w przypadku Bletchley już nie było dla nich ratunku. Cóż, takie życie, śmierć czekała na każdego. Czasem nieco jej brakowało tej głębi, która wiązała się z ratowaniem ludzi, jednak od tego miała swoje zlecenia na Nokturnie, które wystarczały, by nie straciła wprawy nad pracą z różnymi przypadkami. Jesień powoli była wyczuwalna w powietrzu, było zdecydowanie chłodniejsze, niż kilka dni temu, jakby wrzesień przyniósł ze sobą nową porę roku. Wiatr delikatnie muskał włosy czarodziejów, słońce właśnie chowało się za horyzontem, chociaż jeszcze nie było, aż tak zimno, aby wyciągać grubsze płaszcze ze swoich szaf. Ludzie pędzili ulicami Londynu, spieszyli się zapewne do swoich rodzin, czy bliskich. Był to całkiem zwyczajny dzień, jeden z wielu, niczym się nie wyróżniał. - Nie mogę się doczekać, aż opowiesz, jak wygląda sytuacja w Mungu, czasem brakuje mi tego bałaganu. - Powiedziała jeszcze cicho do przyjaciółki, naprawdę ciekawa tego, jak wyglądały jej ostatnie dni. Wiedziała, że w szpitalu bywało różnie - raz lepiej, raz gorzej. Uwagę Prue przykuło niewielkie stoisko, które właśnie miały minąć, grupa młodych chłopaków rozłożyła stragan z jakimiś pierdołami, a że warto wspierać młodych przedsiębiorców... to postanowiła się zatrzymać. - Zobaczymy, co tam mają? Być może coś nam się rzuci w oczy, a dzieciaki się ucieszą z każdego grosza. - Doceniała to, że młodzi mieli chęć zarobić na swoje wydatki, to się ceniło... gdyby tylko wiedziała skąd brały się przedmioty, które mieli do zaoferowania. RE: [03.09.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prue & Sidonie - Sidonie Lockhart - 29.10.2025 Umówiły się na kawę, oczywiście, że, przynajmniej w przypadku Sidonie, na kawie się nie skończy, planowała domówić sobie kawałek ciasta albo trzy, nie była jeszcze głodna, ale na dyżurze bywało, że nie było kiedy zjeść. A jedzenie było dla niej ważne i to na tyle, że naprawdę łatwiej i taniej było ją ubierać, niż karmić. Tym bardziej, że poświęcała mało czasu modzie i trendom, być może limonkowe uniformy, które panują niepodzielnie na korytarzach w Mungu, skutecznie zabiły kiełkującą miłość do strojenia się. Prawdopodobnie istniała kiedyś istota ludzka, która w tym kolorze wyglądała dobrze, ale może to tylko legenda przekazywana od pokoleń medyków by nie stracili nadziei za szybko (nie ma co odbierać pracy wypaleniu zawodowemu). Sid ubrała cienki półpłaszcz, szary, jak połowa jej szafy, był w odcieniach nie tyle jesieni, a zimy w dużym mieście. Na szczęście aura jeszcze nie wymagała stosowanie zaklęć ogrzewających, za którymi nie przepadała, bo ile można było brać na siebie oddziaływania magicznego, a poza tym takie, wydawać się mogło, banalne i użytkowe zaklęcia odpowiadały za sporą liczbę interwencji medycznych. - Możesz wpaść na jeden dyżur, szczególnie jak sezon infekcyjny się rozpędzi i będzie więcej dziur w grafiku, niż w bruku na Nokturnie. Od razu się wyleczysz i nabierzesz odporności. - Narzekanie na pracę jeden z najstarszych sposobów na nawiązywanie relacji. Lub narzekanie jako takie, Sidonie mogła się założyć, że na agorach w starożytnych miastach greckich krytykowano stan oliwek, że nie są jak kiedyś i powstawały na tej podwalinie wspaniałe przyjaźnie. - Ale jak już usiądziemy to, gdybym jakimś cudem zapomniała, przypomnij mi, żebym ci opowiedziała, co można osiągnąć jednym beznadziejnie rzuconym lumos. Męczyłam się pół zmiany - dodała z dumą, którą ordynator na pewno nie podzielał, gdy zobaczył ile przepaliła godzin roboczych na jeden wypadek, ale przynajmniej było kilku poszkodowanych. - Dobrze, może faktycznie trafimy na coś ciekawego - i przydatnego, bo akurat Sid wychodziła z założenia, że nie ma, co gracić mieszkania. Wystarczy jej spora kolekcja notatek i książek. Gdy podeszły bliżej, okazała się, że była tam cała zbieranina wszelkich rozmaitości, zwykle niepowtarzalnych - talia tarota, zestaw gargulków, zegarek, jakaś apaszka, a to pierwsze co rzuciło jej się w oczu. Faktycznie wyglądało, jakby zebrali to co się mogło kurzyć na strychu lub w dawno nieotwieranej szafce. RE: [03.09.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prue & Sidonie - Prudence Fenwick - 29.10.2025 W przypadku Prue najlepszym dodatkiem do kawy był papieros, więc nie zakładała raczej, że skusi się na coś słodkiego, chociaż jesienna aura w jakiś sposób działała na zmysł smaku, wzbudzała w niej tęsknotę za szarlotką babci, którą piekła w tym sezonie, czy cynamonkami, jeśli trafi się coś co wpasuje się w jej gust i powrót do wspomnień z dzieciństwa za pewne i ona skusi się na jakieś wypieki. Nie myślała jednak póki co o słodkościach, a kawie, która była całkiem niezłym powodem do wyjścia z mieszkania, tak właściwie to wszystko to, co wiązało się z kawą, a więc nadrabianie tego, co było słychać u Sidonie. Bletchley może nie należała do przyjaciół, którzy często domagali się spotkań, jednak jeśli już do nich dochodziło, to chętnie nadrabiała czas, który mijał. Lubiła wiedzieć, że u jej znajomych jest wszystko w porządku, bo raczej taką wersję zakładała, gdyby było inaczej? Cóż, mogłaby się pokusić o interwencję. - Chyba jednak sobie odpuszczę, akurat tego nieszczególnie mi brakuje. - Pamiętała, że zimą trafiało się wiele przypadków, które jej zdaniem zupełnie nie potrzebowały hospitalizacji. Ludzie lubili na siebie chuchać i dmuchać, wystarczyła podwyższona temperatura, czy katarek... a pojawiali się w Mungu oczekując opieki. Bez sensu zawracali głowę, bo wystarczyłoby sięgnąć po jeden, czy drugi eliksir dostępny od ręki w aptece, aby pozbyć się tych symptomów. - To musiało być bardzo beznadziejnie rzucone Lumos, serio? Pół zmiany? - Spojrzała na przyjaciółkę z niedowierzaniem, chociaż, czy faktycznie powinno ją to dziwić? W Mungu działy się cuda, to znaczy trafiali tam ludzie, którym przytrafiały się cuda, rzeczy które nie śniły się nikomu. Z nieżywmi było poniekąd łatwiej, bo w końcu nie musieli szukać sposobów, jak im pomóc. Po prostu stwierdzali powód śmierci, rozpoczynali śledztwo, albo nie. Kiwnęła jeszcze głową, gdy Sid się z nią zgodziła. Nic nie szkodziło im zboczenie z drogi na kilka minut, akurat może trafią na coś ciekawego. Bletchley miała sentyment to pchlich targów, czy straganów pełnych staroci, lubiła w nich szperać i szukać unikatowych przedmiotów. Lubiła rzeczy, które były pełne wspomnień - co pewnie miało związek z tym, że była widmowidzem. Podeszły bliżej. Stragan był raczej jednym z tych bardzo prowizorycznie rozłożonych, jednak to jej nie odrzuciło. Zaczęła się rozglądać, nie wiedzieć czemu zwróciła uwagę przede wszystkim na różdżki, kilka sztuk które znajdowało się po jednej ze stron stoiska. Zmrużyła oczy, skąd te dzieciaki miały różdżki? Nie wyglądały na okurzone, czy rozsypujące się, raczej na takie z których można było rzucić jeszcze sporo zaklęć. - Piękna pani, ta apaszka idealnie pasuje do pani oczu. - Jeden z chłopców wyciągnął chustkę i machnął ją przed nosem Sid. RE: [03.09.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prue & Sidonie - Sidonie Lockhart - 10.11.2025 Sidonie mogłaby przysiąc na, na coś bardzo drogiego jej sercu i najpewniej żołądkowi, że widziały się całkiem niedawno, jednak spojrzenie w kalendarz, który mieścił grafik, zmiany, nadgodziny, umówione wizyty bardzo prywatne i te które wpadały jej niespodziewanie, bo często wymagały wizyty kontrolnej, a to również wymagało od niej wykrojenia odpowiedniej porcji czasu. Szczególnie, gdy chciała uniknąć teleportacji. To jednak wychodziło, że ostatni raz widziały się dość dawno, jak na normy zwykłych ludzi. Problem z pracą długą i na zmiany, brakowało czasu. Pokiwała głową, rozumiała powody odejścia Prudence ze szpitala. Praca na oddziale podlegała takim samym zmianom, jak pory roku - i mimo zimy czy zmiany sezonu czasem nie dało się wyjaśnić, że katar czy kaszel to nie kwestia zatrucia eliksirem czy złośliwej klątwy, nie wspominając o sezonowych nieżytach przewodu pokarmowego, wbrew pozorom klątwa wiecznej biegunki nie byłaby tak łatwa do rzucenia. Mimo tego tłumaczenia i tak takich pacjentów trzeba było zbadać i poświęcić czas, który by się przydał gdzieś indziej. - Kilka osób, małe pomieszczenie i dużo magicznych przedmiotów i zrobił się jakiś magiczny rezonans. Magia - dodała, mogły być z czarodziejskich rodzin, skończyć magiczne szkoły, ale i tak żadna z nich nie byłaby przewidzieć tych wypadków, z którymi stykały się w pracy. Teoretycy magii też, może zwłaszcza oni, zasady i prawa czasem istniały tylko by móc je złamać. A w temacie łamania praw, może niekoniecznie natury czy sił magicznych, a całkiem przyziemnych i ludzkich, to chyba widząc reakcję przyjaciółki również ledwie na moment zatrzymała wzrok na różdżkach. Oczywiście można uznać, że to jakieś zagubione, porzucone w roztargnieniu fanty, z drugiej Lockhartówna po latach obcowania ze swoimi krewnymi oraz pacjentami, nierzadko mijającymi się z prawdą, jakoś potrafiła wyczuć krętacza. Jednak sięgnęła po chustkę: - to na pewno, bo nie do płaszcza - zaśmiała się wesoło. - Ale przyjemna w dotyku, moja ciotka ma kilka apaszek jedwabnych, podobna tekstura. Jej chyba są ręcznie malowane. W młodości ponoć miała kilku absztyfikantów, dziwnym trafem wszyscy byli z majętnych rodzin - gadka-szmatka na stępienie czujności chłopców, z drugiej strony, no cóż czy faktycznie to jej miejsce by bawić się w przesłuchiwanie. - Zbieracie na coś pieniądze? - Jeśli chodzili do szkoły, byli raczej w wieku by być w Hogwarcie, ale komu się nie zdarzało fiuknąć z Hogsmeade. RE: [03.09.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prue & Sidonie - Prudence Fenwick - 12.11.2025 Tak właściwie to nie był główny powód dla którego Prudence zrezygnowała z pracy w Mungu. Wiedziała, że praca uzdrowieciela łączy się czasem z radzeniem sobie z nieco przewrażliwionymi pacjentami. Ludzie byli różni, niektórzy naprawdę bardzo przejmowali się swoim zdrowiem, nawet kiedy nie było ku temu zbytnich powodów. Dość mocno przeżyła jednak śmierć Liama, który trafił na jej oddział, zmarł na jej rękach, nie mogła mu pomóc. Nie do końca sobie z tym poradziła. Czuła się beznadziejna, do niczego, bo jeśli nie umiała pomóc swojemu narzeczonemu, to jakże miałaby ratować obcych ludzi? Miała pewną awersję co do tego czym się zajmowała. Wydawało jej się, że będzie lepiej jeśli zwolni swoje stanowisko. Pomocną dłoń wyciągnął do niej Cornelius, który znalazł dla Bletchley miejsce w swoim zespole. Od tego czasu pracowała dla niego, właściwie to dla Ministerstwa, chociaż tak naprawdę najbardziej przejmowała się tylko zdaniem koronera, to przed nim odpowiadała. Łatwiej było jej po zaistniałej sytuacji pracować z martwymi, tych przynajmniej nie mogła zabić. To nie tak, że obawiała się leczyć, nadal świadczyła prywatne usługi w miejsach w które niekoniecznie wszyscy chcieli zaglądać, jednak wolała, aby nikt nie patrzył jej na ręce. - Przypadki chodzą po ludziach, po pracy w Mungu mało co może jeszcze dziwić. - Chociaż sytuacja, którą opisała Sid wydawała się być naprawdę ciekawa. Jak widać, nigdy nie można przewidzieć, co może zrobić jedno, bardzo proste zaklęcie rzucone w nieodpowiednim momencie. Prue przyglądała się różdżkom, które były bardzo równo ułożone na straganie. Nie miała pojęcia skąd chłopcy wzięli ich taką ilość, wzbudziło to jej podejrzenia, jednak nie odezwała się ani słowem. W sumie to chyba nie był jej interes. Przeniosła wzrok na portfele, w różnych kolorach, sakiewki, naprawdę mieli sporo podobnych przedmiotów. Zmrużyła oczy, zastanawiała się nad czymś bardzo intensywnie. - Widać, że się Pani zna na rzeczy, oczywiście, że to jest jedwab, włoski, najlepszej jakości. - Najwyraźniej młodzik poczytał nieco o przedmiotach, które miał sprzedawać. Czy był to włoski jedwab? Nie, najpewniej nawet koło niego nie leżał, ale kto by się tam tym przejmował. - Tak proszę pani, zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie. - Dodał głośno i wyraźnie, właściwie to wyrecytował, miał nadzieję, iż zachęci to kobietę do zakupów. W końcu chcieli tylko zarobić na słodycze. RE: [03.09.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prue & Sidonie - Sidonie Lockhart - 17.11.2025 Przyjaciółka miała swoje powody by zmienić pracę, nie naciskała na powrót, bo sama nie wiedziała, jak i czy kiedykolwiek byłaby w stanie to zrobić w podobnej sytuacji. Zresztą kto, nie jak sama Pruedence, miał wiedzieć, co dla niej najlepsze. A jakby samo traumatyczne doświadczenie nie było wystarczające, to wraz z pojawieniem się ponownie w murach Munga, na pewno ruszyłyby języki, nigdzie tak plotki nie krążyły, jak w dość zamkniętych środowiskach, a nierzadko można było uznać, że personel medyczny miał wyznaczony ścisły i surowo ograniczony limit godzinowy na przebywanie poza szpitalem. Właściwie Sidonie nieco niefrasobliwie jeszcze chwilę wcześniej rzuciła tę nieszczęsną uwagę o dyżurach - kolejny dowód na jej Mungo-centryczne podejście do życia, zdecydowanie jednostka stracona dla świata. Dodając dość specyficzny charakter pracy z pacjentami, więc nic co ludzkie, nie było jej obce, czasami chciało by się rzec, że niestety nic nie było. Rozważała chwilę w duchu, jak się powinna zachować. Nie czuła się za te dzieciaki odpowiedzialna, z drugiej dla dobra nie generowania sobie czy różnym ministerialnym departamentom, w nieokreślonej przyszłości, dodatkowej pracy i do tego średnio opłacanej, więc jednak przeważyła w niej chęć, choć nastraszenia początkujących, choć sprytnych ludzi interesu. - Włoski, kto się pozbywa takich perełek - prawie brzmiało to, jak pytanie retoryczne. W tym czasie drugi z chłopaków próbował zainteresować Prue jakimś fantem, wskazując na jedną z sakiewek, która miała być zaklęta tak, by nikt poza właścicielem nie mógł jej otworzyć. Być może planowali zrobić zapasy słodyczy do końca roku. - Ach, a wiecie można załatwić sobie zniżkę - powiedziała nieco ściszając ton, w końcu zamierzała zdradzić wiedzę tajemną, która nie miała nic wspólnego z prawdą, bo właśnie wciskała kłamstwo w duchu najlepszej tradycji rodzinnej: - musicie stanąć na krześle i zanucić refren wybranej piosenki Madame Bletchley. Im dłużej, tym wyższa zniżka. - Sidonie spojrzała w oczy uczniaka, totalnie mówiła prawdę w jego mniemaniu. - A w ogóle nie powinniście być teraz w szkole? RE: [03.09.1972] Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie | Prue & Sidonie - Prudence Fenwick - 18.11.2025 Nie lubiła roztrząsać tego, co jej się przytrafiło. Być może nie zakładała, że tak potoczy się jej życie, ale nie miała w zwyczaju na to narzekać. W kostnicy było jej całkiem wygodnie, uwiła tam swoje gniazdko, ciepłe, miłe, mimo, że pewnie mało komu mogło kojarzyć się ono z podobnymi odczuciami. Nie miała w zwyczaju skupiać się na tej tragedii, która się jej przytrafiła, ruszyła do przodu, odnalazła się w tym nowym świecie i to by było na tyle. Przetrawiła to, bo co innego miała zrobić, musiała ruszyć dalej, chociaż nie można było nie mieć wrażenia, że od dwóch lat bardziej egzystowała, niż żyła, co jednak nie było niczym dziwnym w przypadku tragedii, która ją spotkała. Nie zamierzała wrócić do szpitala, bo nie było to już jej miejsce, czasem nieco brakowało jej tego popłochu, a z drugiej strony do jej osobowości zdecydowanie dużo bardziej pasowali umarli, nigdy się nigdzie nie spieszyli, mogła poświęcić im tyle czasu ile chciała, a nikt nie zadawał jej przy tym wielu pytań. Czekali na raport, zawsze mogła to wyjaśnić nieco dłuższym poszukiwaniem poszlak, czy znaków. Nie było jej źle w prosektorium, wręcz przeciwnie. - Szanowna Pani, żaden z nas nie wyglądałby w niej równie pięknie, nam nie pasuje nosić podobnych elementów garderoby. - Przyłożył przy tym sobie apaszkę do twarzy, aby potwierdzić tę tezę. Zresztą kto to widział takiego młodzieńca w apaszce? No nie, zdecydowanie musieli znaleźć dla niej lepszego właściciela. Prue spoglądała na chłopaka, który próbował jej opchnąć sakiewkę i była nawet gotowa się złamać, nie miała nic przeciwko temu, aby wspierać młodych, lokalnych przedsiębiorców, w sumie to było całkiem urocze, że próbowali zarobić na swoje wydatki. Przeniosła wzrok na przyjaciółkę, ciekawa, co właściwie kombinuje, nie była do końca pewna, czego może się po niej spodziewać, czekała na przedstawienie - oczywiście, że się nie zawiodła. Usta drgnęły jej w uśmiechu, kiedy obserwowała Sid w akcji. - To prawda, ta zniżka wcale nie jest byle jaka. - Dodała jeszcze, powieka nawet jej nie drgnęła, kiedy się wypowiadała. Była ciekawa, czy zniżka wyda się im na tyle atrakcyjna, że postanowią spróbować ją zdobyć. Młodzież nie należała do szczególnie rozsądnej części społeczeństwa. Tak właściwie wcześniej sama o tym nie pomyślała. Przenosiła wzrok z jednego chłopaka na drugiego, wyglądali, jakby powinni uczęszczać na lekcje do Hogwartu, może jeden wydawał się być bardziej wyrośnięty od innych, jednak niczego to zmieniało. - Szkoła już się zaczęła, dlaczego Was w niej nie ma? - Dodała jeszcze od siebie. Nie spodziewała się jednak tego, że wszystko dalej potoczy się tak ekspresowo. Spojrzeli po sobie, jeden na drugiego, nie musieli nic mówić, kiwnęli głowami i już wiedzieli, jaki będzie następny krok. Zgarnęli krok jednym szybkim ruchem, pozostał po nich tylko cichy trzask, zniknęli. Rozmyli się w powietrzu. - Chyba nie chodzą do szkoły. - Przeniosła wzrok na Sid, chcąc zobaczyć jej reakcję, Prue chyba nie do końca nadążała za tym, co się wydarzyło. - albo mi się wydaje, albo w ich wieku nie powinni się jeszcze teleportować, przecież to nieodpowiedzialne, gdzie w ogóle mogli się tego nauczyć? - Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. - Ale nic tu po as, możemy iść... - Powiedziała po czym ruszyła przed siebie. Postać opuszcza sesję
|