[16.09.1972] Z chorobą nie wygrasz | Basilius & Nicholas - Nicholas Travers - 27.10.2025
16 września 1972r.
Gabinet Basiliusa Prewetta / Szpital Św. Munga
Kiedy ostatni raz był u uzdrowiciela? Na kompletnych badaniach? Gdyby się tak zastanowił, byłoby to jakiś rok, czy ponad jak nie więcej. Odwlekał wizyty, biorąc jedynie recepty na eliksiry, z jednego prostego powodu. Tamtego czasu, obawiał się wykrycia u siebie mrocznego znaku. Potrzebował czasu, na opanowanie i upewnienie się, że zaklęcie maskujące działa bardzo dobrze i utrzymuje się długo. Z tego też względu, zaczął często ubierać długi rękaw. Nigdy krótki. Rok wystarczył, aby dostosował się do nowych zmian w sobie i w działaniach, które z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, bywały coraz pewniejsze. A póki eliksiry jakie zażywał na swoją chorobę genetyczną, działały, nie widział potrzeby osobistej wizyty u swojego uzdrowiciela.
Do czasu, aż jego sytuacja zdrowotna pogorszyła się.
Zaczęło od męczącego kaszlu po misji w Mauzoleum, gdzie niepotrzebnie dał się namówić wiedźmie na wypicie jakiejś czarnej mazi, która miała wpływ na umysł jak i widocznie, na ciało fizyczne. Eliksiry na serce, także zaczęły tracić na swojej przydatności, mając słabsze działanie. Potrzebował czegoś mocniejszego. A jego kaszel nasilił się poważniej, po ostatnich atakach w Londynie. Być może nie spieszyłby się z wizytą w szpitalu Św. Munga, gdyby nie męczące przypominanie się jego kolegi z pracy oraz siostry.
Dzisiejszego dnia, Nicholas nie został do końca w pracy. Wyszedł wcześniej, na co uzyskał pozwolenie od swojego przełożonego, argumentując potrzebę udania się do uzdrowiciela. Jego kaszel na pewno nie był niezauważony nawet w Departamencie Tajemnic.
Pamiętając, w jakich godzinach zazwyczaj pracował Prewett, starał się pojawić przed końcem jego pracy. Będąc w szpitali, dało się usłyszeć jego kaszel. Otrzymane eliksiry od Rodolphusa, pomagały łagodzić ból gardła i przełyku, minimalizować kaszel, ale nie pozbyć dosłownie. Może gdyby poczekał z wizytą, dałoby to lepszy efekt? Czy może dobrze zrobił, przychodząc z tym od razu, po wczorajszym spotkaniu z Lestrange’m?
Dostrzegając, że jeden z pacjentów wyszedł z gabinetu, nie czekając dłużej, Travers wstał i wszedł do środka.
- Dzień dobry.
Przywitał się na wejściu, zamykając za sobą drzwi. Dając tym samym znać o swojej obecności. Jego chłodne jak lód spojrzenie, odnalazło uzdrowiciela znajdującego się przy biurku.
RE: [16.09.1972] Z chorobą nie wygrasz | Basilius & Nicholas - Basilius Prewett - 11.11.2025
Paskudny kaszel zdecydowanie dominował ostatnio życie zawodowe Basiliusa. Na całe szczęście Prewettowi udało się uniknąć zostania ofiarą pospalononocnego schorzenia, naktóre nie dość, że nie było jeszcze jednego konkretnego eliksiru to nikt też nie miał pojęcia, czy nie niosło ono za sobą skutków długofalowych. Był natomiast ofiarą przemęczenia i własnego zdrowia, ale z tym mógł żyć. No i chociaż sam nie kaszlał to niemal wszyscy którzy przychodzili ostatnio do niego już nie mieli takiego szczęścia.
Jeden z pacjentów właśnie opuścił jego gabinet i Prewett potrzebował kilku minut na opanowanie wyciągniętych przed chwilą papierów i fiolek, kiedy do pomieszczenia wszedł kolejny czarodziej. Nicholas Travers. Zaskoczony uzdrowiciel uniósł wzrok znad biurka i zmarszczył brwi, rozważając przez chwilę, czy nie odpowiedzieć uprzejmie zniecierpliwionemu czarodziejowi, że jeszcze nie poprosił o kolejną osobę, a Travers nie wyglądał tak jakby się wykrwawiał, ale ostatecznie uznał, że nie miało to największego sensu. Naprawdę był dzisiaj na to zbyt zajęty i za mało złośliwy. Po prostu przypilnuje kolejną osobę, aby odczekała, a w najgorszym wypadku poprosi jakiegoś mniej zabieganego pracownika, aby pilnował kolejki.
– Dzień dobry – powiedział więc po prostu, na szybko porządkując papiery. – Pan Travers, proszę usiąść. Potrzebuję jeszcze chwili, jak pan widzi dzisiaj jest prawdziwe zamieszanie – Z tymi słowami, Prewett wstał, odłożył jedną z teczek na swoje miejsce, upewnił się, że puste fiolki po eliksirach znalazły się tam gdzie powinny i wreszcie podszedł do niewielkiej umywalki aby na szybko umyć i zdezynfekować odpowiednim eliksirem dłonie. Po tym wszystkim wreszcie powrócił na swoje miejsce i uśmiechnął się do pacjenta.
– No dobrze. Jak się pan czuje? Co dzisiaj pana sprowadza?– spytał
RE: [16.09.1972] Z chorobą nie wygrasz | Basilius & Nicholas - Nicholas Travers - 14.11.2025
Dawno nie był w klinice, to możliwe że o pewnych procedurach, jak oczekiwanie na zaproszenie do gabinetu, mogło mu umknąć, albo właściwie uznał, że poczeka w samym gabinecie uzdrowiciela. Zaraz po otwarciu drzwi do pomieszczenia, Nicholasa nie zdziwiło zaskoczenie na twarzy uzdrowiciela. Skoro Nicholas nie został poproszony o poczekanie na korytarzu, a mógł zostać, tak uczynił. Zamknął drzwi za sobą i skierował do biurka, siadając na krześle przeznaczonym dla pacjentów.
- W porządku.
Travers nie poganiał. Pozwolił Prewettowi dokończyć swoje formalności i przygotować się na oficjalne jego przyjęcie. Nie obserwował go przesadnie, ale wzrokiem pozwolił sobie zlustrować jego gabinet, oceniając w jakim jest stanie, jak wygląda zawartość szklanych gablot, jeżeli takowe tutaj znajdowały się.
Słysząc zwrócone słowa w swoim kierunku, Nicholas spojrzał na czarodzieja.
- Problemy zdrowotne.
To przecież było oczywiste.
- Choroba genetyczna daje mi się bardziej we znaki. W dodatku dostałem silnego ataku kaszlu, który może mieć związek z ostatnimi wydarzeniami.
Nawiązał to tego znanego kaszlu, nie dodając nic więcej, zakładając, że nie jest pierwszym pacjentem z tymi problemami. Nie dodał iż problemy z kaszlem, pojawiły się znacznie wcześniej. Pominął ten fakt, gdyż miał on związek z czymś, o czym uzdrowiciel nie musiał wiedzieć. Popiół z nieba i nawdychanie się dymem po spalonej nocy, mogło pogorszyć jedynie sytuację zdrowotną Traversa.
RE: [16.09.1972] Z chorobą nie wygrasz | Basilius & Nicholas - Basilius Prewett - 06.12.2025
Basilius zmarszczył brwi, i już miał się nieco bardziej dopytać co Nicholas miał dokładniej na myśli, bo niestety samo stwierdzenie problemy zdrowotne za dużo mu nie mówiło, ale na całe szczęście jego pacjent sam szybko rozwinął temat i Prewett skinął głpwą, sprawnie zapisując wszystkie kluczowe informacje.
Choroba genetyczna, czy raczej w tym wypadku włochatość serca rzeczywiście wydawała się być szczególnie wredna po pożarach. Nicholas nie był przecież jego pierwszym pacjentem, który się na to skarżył, a sam Basilius odczuwał że problemy z sercem i ten cały chaos nie były zbyt dobrym połączeniem. Osobiście Prewett nie czuł się tragicznie, a przynajmniej nie cały czas, w ogóle chyba nie mógł powiedzieć, że było bardzo źle, ale jednocześnie ostatnio miał wrażenie, że kiedy łapało go zmęczenie było ono zdecydowanie mocniejszym zmęczeniem, niż zazwyczaj. Krwotoki z nosa również ostatnio urozmaicały mu życie nieco częściej. Zdecydowanie powinien więcej odpoczywać tylko, że... No nie mógł. Ale przynajmniej w przeciwieństwie do Traversa, nie kaszlał i oddychał bez większego problemu. No i prawdę mówiąc okazjonalne krwotoki z nosa, nawet jeśli ostatnio nieco mniej okazjonalne, były jednak lepsze niż czarny kaszel.
– Rozumiem, czy może mi pan dokładnie opisać objawy tego kaszlu? Na ile dni po pożarach się zaczął? – spytał, chcąc określić, czy Nicholas cierpiał na to, co większość obecnych pacjentów zgłaszających się do Munga, czy może jednak chodziło o coś nieco innego. – I kiedy brał pan ostatnio leki na chorobę. Zauważył pan ostatnio, że musi brać je pan częściej, czy wszystko jest ustabilizowane w tym zakresie?
RE: [16.09.1972] Z chorobą nie wygrasz | Basilius & Nicholas - Nicholas Travers - 12.12.2025
Pytanie jakie otrzymał Nicholas, nie pasowało zbytnio do tego, z czym się zmagał. Dokładniej mówiąc, kaszel pojawił się jeszcze przed pożarami. Czy mógł tak powiedzieć? Na zdrowiu bardziej mu siadło po wypiciu nieznanego eliksiru, podczas wykonywania misji dla Czarnego Pana. Czarna maź, cokolwiek, czymkolwiek to było. Iluzja w płynie. Nieudana próba eksterioryzacji, mocniej nadszarpnęły jego stan chorego serca. Gdyby ten uzdrowiciel był bardziej znany. Był tym, kim on jest, byłoby znacznie łatwiej.
- Ostry, męczący, niekiedy duszący. Podrażnia mi dość mocno gardło. Pojawił się, nagle. Może za dużo czasu przebywałem podczas pożarów. Albo odporność mi spadła.
Odparł częściowo kłamiąc patrząc zdecydowanie na uzdrowiciela. Nie kłamał, w sprawie objawów kaszlu. Kłamał jedynie w kwestii pojawienia się wspomnianego kaszlu. Gdyż ten, pojawił się znacznie wcześniej. Z końcem sierpnia. Ale pożar Londynu wzmocnił objawy, co nie było bezpieczne z chorobą genetyczną.
- W zeszłym miesiącu. Od lipca.
Odrzekł zgodnie z prawdą, w kwestii brania ostatnio eliksiru na serce. To był sierpień. Pamiętał sytuacje w lecie, kiedy musiał po eliksir sięgać częściej. I moment, w którym miał naprawdę sporo szczęścia przeżycia.
- Ataki od tamtego czasu zdarzają się częściej. Choroba daje mi się we znaki co miesiąc bądź niespodziewanie wcześniej. Uciska mnie w klatce piersiowej, robi mi się słabo i tracę równowagę.
Opisał tyle, co pamiętał ze swojego upadku. Miał szczęście, że wtedy mieszkał z nim Rodolphus i szybko zareagował aby mu pomóc. Nicholas nie zamierzał wspominać o tym, że czasem używa Eksterioryzacji i być może ona także mogłaby mieć na wpływ na jego stan zdrowia. Czuł to ostatnim razem, kiedy jej użył. Krew z nosa? Także miała miejsce.
RE: [16.09.1972] Z chorobą nie wygrasz | Basilius & Nicholas - Basilius Prewett - 06.02.2026
Basilius wysłuchał dokładnie wszystkich objawów Traversa, zapisując je szczegółowo w swoich notatkach. Gdyby ktoś niezaznajomiony z pracą uzdrowicieli i wizytami lekarskimi, zerknąłby teraz na jego zapiski, zapewne zaniepokoiłby się że wszystko co pisze teraz Prewett brzmi zdecydowanie oschłej i znacznie bardziej niepokojąco, niż to co mówił mu pacjent, ale taka była już natura języka medycznego. Czasem przecież wysypkę opisywało się jako wykwit z treścią ropną, a powiększony węzeł chłonny jako zwyrodnienie i tak dalej.
Nie wyczuł kłamstwa. Może gdyby był mniej przepracowany, niż obecnie, miałby jakąś szansę zauważyć tę niewielką nutę fałszu w głosie Traversa, ale prawdę mówiąc nawet nie przeszło mu to nawet przez myśl, skoro objawy czarodzieja były dokładnie takie, jak wiele innych przypadków po pożarach. Ilu już pacjentów zglosiło się do niego z tym paskudnym kaszlem? Zdecydowanie za dużo. Jakby po prostu dać im już wszystkim spokój, skutki działań tych radykałów nie mogły ich opuścić nawet na chwilę.
Logicznym więc było założyć, że Nicholas nie kłamał i wszystko rzeczywiście zaczęło się po tym cholernym dniu i przez ten cholerny dym.
– Muszę pana zbadać – powiedział, przenosząc wzrok z notatek na drugiego mężczyznę. – Jeśli chodzi o sam kaszel to najprawdopodobniej objawy powinny ustąpić po zastosowaniu odpowiednich środków domowych. Co zaś się tyczy pańskiej choroby... Wiem, że ostatnio wszyscy jesteśmy bardziej zabiegani, ale czy może od lipca coś się zmieniło w pańskim stylu życia? Więcej ruchu? Mniej czasu na odpoczynek? Stres?
Nie chciał od razu zwiększać dawki Traversowi skoro możliwe, że wystarczyłoby jedynie częstsze podawanie obecnej ilości medykamentu i więcej odpoczynku. Oczywiście zależy też co mu powiedzą zaklęcia diagnostyczne. W najgorszym wypadku możliwe, że będzie zmuszony przekierować czarodzieja do swojego specjalisty, ktory zajmował się prowadzeniem choroby Basiliusa.
@Nicholas Travers
RE: [16.09.1972] Z chorobą nie wygrasz | Basilius & Nicholas - Nicholas Travers - 07.02.2026
Kłamstwo było tutaj potrzebne. Nie w kwestii zdrowotnej, ale ich okoliczności. Nie powie przecież wprost, że zatruł dymem przez chodzenie po mieście i zabijanie mugoli. Nie był głupcem. Lata ćwiczeń pomogły mu opanować kłamstwo w rozmowie z wieloma osobami. A także lepiej panować nad sobą, swoimi emocjami i zachowaniami. Zmienił się bardzo.
Traversowi zależało jedynie na uzyskaniu uzdrowicielskiej pomocy, choćby w przepisaniu mocniejszych leków. Nie tylko na kaszel, ale i na serce. Nie oponował nawet na stwierdzenie, że musi zostać przebadany. Skinął głową w zrozumieniu i w zgodzie. Chwilę zastanowił się nad odpowiedzią, jak wiele mogło się zmienić w jego życiu. W jego trybie pracy. Lecz w międzyczasie zakaszlał. Zakrył dłonią usta, aby odkaszlnąć. Drugą dłoń uniósł w geście przeproszenia. Ten kaszel był ostry, męczący, drażniący przełyk, ale w końcu odpuścił. Być może eliksir od Rodolphusa przestał działać łagodząco.
- Przepraszam… Odpowiadając na pytania... Niewiele się zmieniło. Możliwe, że ze względu na ostatnie wydarzenia, pracuję więcej. W biurze, w terenie. Z odpoczynkiem u mnie jest różnie. Jeżeli mam coś pilnego do zrobienia, mam w zwyczaju to zrobić, aby nie odkładać. Stresujące mam raczej ostatnie tygodnie.
Gdyby ktoś go pracoholikiem nazwał, mógłby się do tego przyznać. Stres, mógłby towarzyszyć każdemu w ostatnim czasie. W końcu wiele osób straciło miejsca zamieszkania i ma prawo martwić się o swoją przyszłość. Podobnie bywało z miejscem pracy. Nicholas odpowiedział tak, jak potrzebował usłyszeć i wiedzieć uzdrowiciel, nawet jeżeli kierunek stresu był inny, to jednak stres był stresem.
Czy te informacje wystarczą Prewettowi?
RE: [16.09.1972] Z chorobą nie wygrasz | Basilius & Nicholas - Basilius Prewett - 03.05.2026
Basilius machnął ręką w geście dającym do zrozumienia Traversowi, aby nawet nie przepraszał za kaszel. Nie zmieniało to jednak faktu, że był to kaszel zdecydowanie paskudny, nawet jeśli nie niecodzienny w obecnej sytuacji zdrowotne magicznego społeczeństwa Londynu i okolic. Ciekawe, czy Śmierciożercy to zaplanowali, czy był to tylko jeden z kolejnych efektów uboczny tego szaleństwa, które im wszystkim zgotowali? Tylko jeśli rzeczywiście był to tylko efekt uboczny, to czemu był on taki upierdliwy i nie chciał dać się tak łatwo leczyć?
– Jeśli pan potrzebuje mogę panu wypisać zwolnienie na kilka dni – zasugerował Basilius. Uzdrowiciel nie chciał może koniecznie wysyłać swojego pacjenta na przymusowy urlop zdrowotny, ale sam doskonale wiedział, że praca nie sprzyjała odpoczynkowi, zwłaszcza w tak nerwowych dla wszystkich okolicznościach, jak te. – Rozumiem, że ma pan obecnie zapewnie dużo na głowie, ale jak sam pan zauważył ostatnie tygodnie były siłą rzeczy dość stresujące, a nie warto ryzykować, że później panu się jeszcze pogorszy. Lepiej odpocząć przez krótszy czas teraz, niż potem zostać przykutym do łóżka na znacznie dłużej – powiedział ten sam Basilius, który chociaż sam się zmagał z włochatością serca, stresującymi tygodniami i ogólnym zmęczeniem to od momentu Spalonej Nocy wziął dokładnie jeden dzień urlopu. Na całe szczęście to nie on był w tej chwili siedział w gabinecie lekarskim jako pacjent, więc nie musiał się przejmować, że ktoś mu wytknie hipokryzję. – Jestem pewny, że przez kilka dni w pańskiej pracy nic się nie zawali, a może to panu jedynie pomóc.
Wreszcie przeszli do ogólnego badania, które na całe szczeście nie trwało szczególnie długo, ale gdy się skończyło Basilius nieco zmarszczył brwi.
– No dobrze, co do pańskiej choroby, zwiększe panu nieco dawkę eliksirów. Niech pan weźmie jedną porcję w ciągu najbliższych kilku dni, a potem bierze je tak jak wcześniej. Gdyby i tak się panu pogarszało, proszę dać znać. Zapisze też panu nazwisko magiuzdrowiciela, który specjalizuje się w włochatości serca. Natomiast jeśli chodzi o kaszel, pańskiej gardło jej w gorszym stanie niż u większości pacjentów, ale to nic czemu nie da się pomóc – Może Nicholas był po prostu dłużej na zewnątrz? A może wcześniej był podziębiony i tak to się skończyło.
RE: [16.09.1972] Z chorobą nie wygrasz | Basilius & Nicholas - Nicholas Travers - 09.05.2026
Zwolnienie na kilka dni. Uważał, że tego nie potrzebuje. Miał dużo na głowie i tutaj Prewett nie mylił się. Poza samą pracą w Departamencie Tajemnic, dochodziła jeszcze kwestia mieszkania i domu dla siostry. Prywatne sprawy i badania. Kilka dni legalnie wolnego by mogło się przydać. Powinien się na to zgodzić.
Pierwotnie chciał odmówić, że tego nie potrzebuje. Kolejne słowa magiuzdrowiciela uświadomiły go, że jeżeli stan zdrowia się pogorszy bardziej, może nie podnieść się jak ostatnim razem. Może nic nie załatwić.
- W porządku. Niech Pan wypisze mi zwolnienie.
Zgodził się po chwili namysłu. Nie ukrywał po sobie, jakby ta wiadomość go ucieszyła. Bo nie cieszyła. Rozumiał jednak powagę sytuacji i nie chciałby, żeby było gorzej niż już jest. Możliwe, że zgadzając się na krótki urlop od pracy, chciał uniknąć męczących kazań kolegi i siostry.
Travers pozwolił się zbadać, po to też tutaj przyszedł, aby otrzymać sprawdzoną diagnozę i lepsze leki, co pomogą mu stabilnie funkcjonować. Po wykonanych badaniach, zajął swoje miejsce pacjenta przy biurku uzdrowiciela, trzymając przewieszony przez ramię płaszcz z szalikiem.
Informacje o zwiększonej dawce leku na włochatość serca, była mu na rękę. Choć najpewniej spodziewał się dostać coś mocniejszego. Co by nie musiał tak często zażywać. Skierowanie do specjalisty pod konkretną chorobę, może pomoże coś więcej? Skinął głową w zrozumieniu i zgodzie. Sprawdzi tego specjalistę.
Zaś jeśli chodziło o jego kaszel, zaczerwienione gardło było odczuwalne i sprawiało niekiedy problemy z przełykaniem, ale o tym Nicholas nie wspominał. Jak widać, Prewett sam do tego doszedł.
- Rozumiem, że jest sposób aby wyleczyć ten kaszel?
Zapytał dla pewności. Zakładając, całkowite wyleczenie.
Tamtej nocy, Nicholas przebywał na zewnątrz cały czas. Od początku samego ataku na Londyn, aż do końca.
RE: [16.09.1972] Z chorobą nie wygrasz | Basilius & Nicholas - Basilius Prewett - 19.05.2026
Nawet jeśli swoją miną pacjent nie okazywał szczególnie dużego entuzajmu wobec urlopów, to Basilius i tak się ucieszył, że Travers zgodził się na kilka dni odpoczynku. Po badaniu Prewett podszedł do biurka i szybko wypisał mu najpierw najpierw zwolnienie, a potem receptę na zwiększoną dawkę eliksiru i namiary do magimedyka, który specjalizował się konkretnie w włochatości serca, a z którego usług sam korzystał.
– Zobaczmy... – Zerknął na wiszący na ścianie kalendarz. – Dzisiaj jest sobota, więc może dajmy panu zwolnienie do środy, pasuje? Oczywiście jakby nagle panu się pogorszyło proszę dać znać.
Paradoksalnie kaszel, chociaż wszystko wskazywało na to, że był mniej groźny, niż nieleczona włochatość serca, był o tyle gorszy, że nie dość że nie znali jego długofalowych powikłań, to jeszcze jak na razie nie mieli jednego sprawdzonego eliksiru, albo kilku eliksirów, dzięki któremu mieliby pewność, że to paskudztwo przestanie męczyć czarodzieji na zawsze. A to wszystko dlatego, że ktoś po prostu musiał podpalić sobie Anglię. Miał jednak szczerą nadzieję, że szybko znajdzie się jakieś lekarstwo. Nie chciał przecież, aby przy tym wszystkim czarodziei dręczył jeszcze jakiś kaszel. Ciekawe, czy mugole też mieli z z nim problem, czy magiczna natura tego wszystkiego ich oszczędziła? Na Merlina, w tym wszystkim było tyle niewiadomych, że zapewne kilku bardziej ambitnych magimedyków już zacierało ręce myśląc o wszystkich potencjalnych pracach naukowych na ten temat.
– Nie do końca – powiedział jednocześnie unosząc dłoń do góry w uspokajającym geście. – Jak się pan pewnie domyśla to wszystko... Jest bardzo nową sprawą, więc na razie nie znamy skutecznej kuracji, aby całkowicie pozbyć się kaszlu. Natomiast znane są bardziej domowe sposoby, które bez problemu załagodzą objawy. Po prostu proszę z nich korzystać kiedy będzie pan potrzebował i oczywiście przyjść do szpitala, jeśli nagle sytuacja się pogorszy. Spora część pacjentów mówi jednak, że po takiej kuracji niemal nic im nie dolega, więc proszę się nie martwić. – Ponownie chwycił pióro i zaczął zapisywać. – Więc tak, na oczyszczenie dróg oddechowych i załagodzenie kaszlu dobrze działa napar z bzu czarnego i tymianku. W pana przypadku szczególnie też zalecam syrop z korzenia prawoślązu. Skuteczne są też inhalacje z rumianku i szałwii. Wiem, że to ostatnie brzmi jak dużo zamieszania, ale zapewniam pana, że nie jest to aż takie skomplikowane. Zresztą zapiszę też dokładne wskazówki. Wszystko z tego co wymieniłem powinno być dostępne w aptece. Jeszcze jakieś pytania?
|