Secrets of London
[Jesień 72, 09.09 Urazy pozaklęciowe i klątwy | Sidonie & Millie] White Queen - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18)
+---- Wątek: [Jesień 72, 09.09 Urazy pozaklęciowe i klątwy | Sidonie & Millie] White Queen (/showthread.php?tid=5296)



[Jesień 72, 09.09 Urazy pozaklęciowe i klątwy | Sidonie & Millie] White Queen - Millie Moody - 31.10.2025

09.09.1972

Godziny popołudniowe, gdy brat był odnalezion, przyjaciel nakarmion, ale drugi (czy właściwie trzeci w kolejności) jeszcze nie odebran.

Najgorsze były te czarne chmury, które wciąż wisiały im nad głowami. Dzień nie przyszedł, bo czarna zawiesina nie pozwalała na to, żeby przyszedł. Wyglądało to bardziej niż chujowo, ale nie mogła polecieć na miotle do góry i rozpędzić tego ustrojstwa na cztery wiatry. Przysłowiowe.

I mimo swojego temperamentu i ogólnego wkurwienia cała sytuacją, wojną i tymi paskudami śmierciożercami, Milles była zaskakująco spokojna wobec kataklizmu, który dotknął cały świat.

Zrobiła wczoraj co mogła. Dzisiaj od rana sprawdziła jak poradził sobie z nocą jej brat, doglądała oślepionego wybuchem towarzysza broni, a teraz cóż, pozostało jej odebrać Basiliusa z pracy, bo jakoś jej tak chodziło po głowie, że mimo ponad 20 h dyżuru i zapierdalania po chorych, jej przyjaciel nie ogarnie kiedy warto byłoby się zatrzymać, żeby samemu nie stać się pacjentem.

I - trochę zgodnie z przypuszczeniem - nie mogła go znaleźć na oddziale, chociaż ktośtam potwierdził jej że gdzieś na nim powinien być. Korytarze zasrane były rannymi i oczywiście rozumiała, że Prewett miał pełne ręce roboty, ale... jeśli ona o niego nie zadbałaby, to kto by to zrobił?

Wiele by dała, żeby ten dyżur, żeby poprzednia noc wyglądała zupełnie kurwa inaczej, a jednak ten pierdolony V... V...

!Strach przed imieniem


RE: [Jesień 72, 09.09 Urazy pozaklęciowe i klątwy | Sidonie & Millie] White Queen - Pan Losu - 31.10.2025

Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.


RE: [Jesień 72, 09.09 Urazy pozaklęciowe i klątwy | Sidonie & Millie] White Queen - Millie Moody - 01.11.2025

...v...viecie dobrze o kogo chodzi typo, w...w... wkurwiał ją głównie obecnie własną bezsilnością. Fala dreszczy przyszła i poszła, Miles nie potrafiła dobrze zrozumieć, co się z nią dzieje, ale obiecywała sobie pół dnia w głowie, że nie zapomni powiedzieć Liszkowi, że jest dziwnie i coś z nią jest nieteges.

Zamiast tego poprawiła szarą szatę, którą narzuciła na siebie na poczet poszukiwań brata i ogólnie przemieszczania się po mieście. W pracy miała zwolnienie na głowę, bo hehe miała problem po poprzednim wiosennym, super wybuchowym sabacie z hehe ogniem, więc mundur policjantki musiał zostać odwieszony, ale nauczona doświadczeniem miała podobny bezbarwny worek gdy zależało ją, żeby ludzie jednak skojarzyli jej ryj z pełnioną funkcją.

Teraz umyta, czarne krucze włosy zaciągnięte za ucho, wciąż były zbyt krótkie żeby je wiązać w starego i sprawdzonego kitka. Złociste oczy lustrowały okolice w poszukiwaniu kędzierzawej głowy.

Nagle usłyszała jakieś wołanie za sobą i instynktownie się odwróciła. Ciało mimowolnie napięło się do działania, prawem ulicy, prawem krwi potomkini chyba pierwszych magicznych policjantów świata. To wciąż mogła być ułuda, wciąż panował chaos, ale zdawało jej się, że ktoś nawołuje do pomocy, więc nie czekając dłużej ruszyła do sali z której niósł się kobiecy głos.


RE: [Jesień 72, 09.09 Urazy pozaklęciowe i klątwy | Sidonie & Millie] White Queen - Sidonie Lockhart - 06.11.2025

Powrót na oddział był jak ponowne zanurzenie się w zimną wodę, chwila szoku, a potem się idzie przyzwyczaić. Niby wszystko działo się na raz i dramatyczne, ale to było znajome, Sid już wbiła się w wytarte tory. Rodzice byli cali, w Little Whinnging było bardziej dramatyczne, ale jakiś samozwańczy pseudo-nestor Lockhartów się tym zajmie, choć kilka razy przypominała sobie by napisać do ciotki, znając życie Albą nikt się nie przejął (może trochę zasłużyła, ale nie na tyle by zostać bezdomną).
Myślała, że gdy wstanie dzień wszystkich uderzy rozmach Śmierciożerców, ale okazało się, że ich rozmach był równym ich rozdętemu ego i dzień okazał się przygnębiająco ciemny. Sidonie podzielała obawy reszty medyków, że ten zawieszony w powietrzu syf przysporzy im pacjentów oraz co się stanie, gdy deszcz zmyje ten pył do ziemi. Chyba w przerwie na fajkę, herbatę i ploty wolała się przejmować tym, niż rozpamiętywać ile razy oznaczyła ramię wyczarowaną czarną wstęgą w pierwszej godzinie segregacji poszkodowanych, którzy spływali do Munga, zanim nie oddała tego zadania, na wieczną traumę, studentom Akademii, który stawili się w szpitalu na początku tej nocy. Niby nie jest dobrze za mocno skupiać się na sprawach, na które się nie ma wpływu, ale jednak czaiły się rzeczy, które był zbyt świeże do przepracowywania, dlatego temat dymu przewija się nieustannie w rozmowach medyków. Sidonie odwróciła wzrok na okno zaraz po wejściu na salę, która do niedawna była przestrzenią z stołami, krzesłami, ławami i donicami z kwiatami, w której chorzy, którzy musieli dłużej przebywać na oddziale, mogli wyjść, spędzić czas poza swoją salą i spotkać się z rodziną. Teraz poprzedzielana parawanami stała się wieloosobową salą dla rannych. Na pierwszym łóżku od wejścia był pacjent, z rozległymi oparzeniami pleców, leżał na brzuchu, taka pozycja na dłuższą metę skończy się komplikacjami, ale to będzie problem dopiero, gdy najbliższe dziesięć dni będą stabilne. Sama oczywiście nie da rady zmienić opatrunków, złowiła kątem oka czyjś szybki i zdecydowany krok, uznała, że może inny medyk, sanitariusz lub stażysta, zawołała za tym kimś, zaraz rozpoznając dziewczynę z klubokawiarni. Nieważne, skoro złapała ofiarę, to nie puści mimowolnej wolontariuszki.
- Hej, proszę pomóż mi, nie mam nikogo, a sama nie dam rady zmienić opatrunków u jednego z pacjentów. Potem postaram się jakoś ci pomóc kogoś znaleźć albo skombinować leki jak coś konkretnego potrzebujesz - dodała, bo zamieszanie informacyjnie trwało w najlepsze, sporo osób przychodziło do szpitala szukając znajomych, administracja już porobiła zdjęcia nieprzytomnym czarodziejom bez dokumentów, by ułatwić szukania bez najazdu ludzi na poszczególne oddziały.
- Jest wprowadzony w śpiączkę - skinęła głową na pacjenta.


RE: [Jesień 72, 09.09 Urazy pozaklęciowe i klątwy | Sidonie & Millie] White Queen - Millie Moody - 03.12.2025

Kobiecy głos, okazał się należeć do kogoś, kogo powinna znać, ale potrzebowała momentu, aby połączyć twarz, okoliczności i w ogóle wszystko ze sobą w jedno.
- Donna? - Imiona nigdy nie były jej mocną stroną, Czasem zasłaniała się formalnym tonem, czasem zasłaniała się rozkosznie słodkimi przezwiskami, które nie niosły za sobą więcej treści niż „kurwa no nie pamiętam, a nie powiem EJ TY!”.

Nim zdążyła pomyśleć bardziej, ręce ruszyły do pracy.
- Dobrze. Mów co mam robić. - Jej głos był inny niż dzień wcześniej, mniej odklejony od rzeczywistości. Milles mogła narzekać pół życia, że pracuje w bumie i nie została aurorem (albo, w cichości serduszka, malarką), ale jednak rutyna pracy, którą wykonywała od ponad 10 lat wzięła górę. Nawet w jej pozycji było coś „na baczność” choć owe na baczność czyniła osoba, która miała te kilka stawów najprawdopodobniej za dużo i na codzień kojarzyła się ludziom z piorunem, a nie… bacznością.

- Wyjdzie z tego? - wprowadzanie w śpiączkę brzmiało poważnie. Mgliście Moody łączyła kropki, że tak się człowieka wyłączało, żeby organizm mógł skupić się na regeneracji. Jak to się robiło, to była dla niej czarna magia. No nie… nie czarna. Biała oczywiście. Dalej niezrozumiała i zagmatwana. Ale Donna (czy jak jej tam było) zdawała się wiedzieć co robi, więc nie zamierzała jej tu kwękać że szuka Liszka. Pokwęka, gdy zadanie zostanie wykonane.