Secrets of London
[18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm (/showthread.php?tid=5299)

Strony: 1 2


[18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm - Hannibal Selwyn - 02.11.2025

18.09.1972, popołudnie
Mieszkanie Henry’ego Lockharta


Miłość zaklęta w każdym oczku, głosił podtytuł mugolskiej książki do nauki szydełkowania, nad którą Hannibal spędził ostatnie trzy wieczory, zamiast włóczyć się po mieście. W każdym oczku jego autorstwa były zaklęte frustracja, zniechęcenie i skurcze w dłoni, nienawykłej do nowego rodzaju aktywności. Niewątpliwą zaletą szydełkującego Selwyna było to, że pracował we względnej ciszy i niezwykłym, jak na siebie skupieniu, co dawało Henry’emu chwilę błogosławionego spokoju. Czasami patrzył niepewnie na ilustracje w swojej książce - na swoje dzieło - ponownie na obrazek - i klął cicho. Potem pruł, klnąc nieco głośniej.

Wadą było to, że czasami zniecierpliwienie brało górę i…
- Aaaargh! - Hannibal warknął niczym wilkołak, a ciśnięta ze złością robótka przeleciała przez pokój, ciągnąc za sobą ogon zielonej włóczki - Czemu tego nie zauważyłem trzy rządki temu! Tego się nie da ogarnąć! - załamał ręce i z rozpaczliwym, przesadzonym westchnieniem przewrócił się w bok na kanapie, na której siedział.
- Ellie! - jęknął, wbijając spojrzenie w sufit - Powiedz mi coś, bo oszaleję! Ile można pruć!

Nauczony doświadczeniem, tym razem uprzedził gospodarza o przybyciu gościa. Zrobił to co prawda już po tym, jak zaprosił Electrę do spędzenia z nimi kilku dni, ale zanim jeszcze przywiózł ją ze wsi, na której mieszkała z matką, więc w porównaniu do sytuacji z uzdrowicielem i tak był to progres. Nie rozwiązało to jednak problemu ograniczonego metrażu mieszkania i obecnie już dwa zmniejszone zaklęciem kufry zajmowały część wolnego miejsca w salonie, jedna klatka dla kruka stała w sypialni, a druga w kuchni. Selwyn świetnie się odnajdywał w tym tłoku i chaosie, co mogło trochę dziwić, zważywszy na to, że nie miał rodzeństwa, a wychowywał się w przestronnej rodowej posiadłości i jeszcze bardziej monumentalnych wnętrzach The Globe. Może to była kwestia wiecznie zatłoczonych teatralnych garderób, tego, że aktorstwo było pracą zespołową, a może po prostu jego ekstrawertycznej natury, w każdym razie wcale nie przeszkadzało mu nieustanne ocieranie się o współlokatorów w drzwiach do łazienki a konieczność uchylania się przed otwieranymi przez kogoś szafkami i szufladami za każdym razem, kiedy był w kuchni wydawała się wręcz go bawić. Jedynym nieskażonym jego obecnością miejscem pozostał pokój Henry’ego, którego nietykalność Hannibal całkiem niespodziewanie szanował, jakby to było jakieś sanktuarium i od swego przybycia chyba jeszcze ani razu nie postawił tam stopy.

- Jak to możliwe, że ludzie to robią dla relaksu? - lamentował dalej, kątem oka popatrując na swoich przyjaciół. Cudownie było mieć kogoś, kto wysłuchiwał żali spowodowanych trudami nauki. Aktor poruszył się, próbując ułożyć się wygodniej na gniotącym go w plecy samouczku szydełkowania, na którym wylądował, ale książka nadal wbijała się pod jego łopatką, jakby chciała pognębić go jeszcze bardziej, więc przerwał swój performance i - nie podnosząc się, a jedynie wiercąc i wykręcając - ze zdegustowaną miną wygrzebał ją spod siebie. Starannie założył właściwą stronę jakimś świstkiem i odłożył książkę na podłogę. Foch fochem, ale przecież będzie musiał wrócić do przerwanej pracy.


RE: [18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm - Electra Prewett - 23.11.2025

Rzut na af, czy Ela złapie robótkę
[roll=PO]

Electra nie musiała nawet podnosić wzroku znad mugolskiego magazynu, by złapać lecącą robótkę – miała w końcu refleks wyćwiczony latami gry w quidditcha.
– Wiedziałeś, że w Bangkoku jest targ na wodzie? Na zdjęciach wygląda naprawdę ciekawie. – powiedziała coś przyjacielowi, specjalnie ignorując jego wybuch. Skłonności Hannibala do dramatyzowania sprawiały, że miała ochotę się z nim podroczyć. Jednak z drugiej strony, pamiętała jak w sama dzieciństwie strasznie męczyła się z szydełkowaniem. Do takich prac ręcznych trzeba było mieć cierpliwość, a mała Prewettówna nie potrafiła nawet usiedzieć pięć minut w jednym miejscu. Łatwiej było jej się skupić na szyciu, ponieważ mogła od razu zwizualizować sobie w głowie całą kreację, natomiast nawlekanie włóczki wydawało się totalną abstrakcją. Niestety, matka była nieustępliwa, więc ostatecznie Electra nauczyła się pracować z szydełkiem. Teraz kiedy była starsza potrafiła docenić tę praktyczną umiejętność, choć nauka faktycznie była drogą przez mękę.

– Nawet nie wiesz, ile ja musiałam pruć za dzieciaka. – westchnęła, odkładając wreszcie magazyn. – Kiedy już się nauczysz, będziesz mógł to robić bez myślenia. Ale żeby dojść do tego momentu, niestety trzeba się trochę powkurzać. Na razie i tak dobrze ci idzie. – przesunęła delikatnie dłonią po splocie. Jak na początkującego, Selwyn nieźle sobie radził. Nie chciała go zniechęcać, ale Prewettówna nie byłaby sobą, gdyby nie rzuciła głupiego komentarza. – No chyba, że kompletnie nie będziesz miał do tego smykałki. W końcu nie każdy został obdarzony zwinnymi palcami... – powiedziała, ze swoim klasycznym złośliwym uśmieszkiem.

Następnie przesunęła wzrok z Selwyna na Lockharta, chcąc wyczuć, czy wszystko z nim w porządku. Mimo zapewnień Hannibala, Electra czuła, że swoją obecnością narzuca się drugiemu chłopakowi. Obserwując swoich mugolskich znajomych widziała, jak trudna była sytuacja młodych osób mieszkających samodzielnie w Londynie. Zwłaszcza takich pozbawionych wsparcia rodziny... Dlatego nie chciała nadwyrężać gościnności gospodarza.
– Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy ci naszym jojczeniem? Serio, jeśli czegoś od nas potrzebujesz, to mów. – zwróciła się do Henry'ego. Może zabrzmiało to trochę niezręcznie, ale chciała dać mu znać, że nie powinien się bać zwrócić im uwagi. Zwłaszcza, że zarówno ona jak i Hannibal mieli dość intensywne osobowości.


RE: [18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm - Henry Lockhart - 30.11.2025

Ciekawe, jak Spalona Noc potrafiła zmieniać społeczne zależności. Ot jedno wydarzenie. Co niby mogła znaczyć w dziejach całego kraju jedna noc? Ile to było godzin? Osiem? Dziesięć? Tyle zdarzało się Henrykowi siedzieć w pracy. A jednak ten krótki czas przewrócił Londyn do góry nogami. Bo teraz to dwoje czystokrwistych znajomych nocowało u niego. Ile to miało trwać? Nie miał pojęcia.

Jednak pozytywnie się zaskoczył. O ile Hannibal potrafił być głośny i przytłaczać otoczenie swoją obecnością, to Electra jakoś to łagodziła. Jej uśmiech rzeczywiście zawsze, od lat, udzielał się i Henrykowi. Lubił słuchać jej tembru głosu, a to, że miała na uwadze to, jak się czuł, pomagało. Zdecydowanie. Być może czuł się z nią lepiej dlatego, że byli razem na roku w Hogwarcie? Możliwe też było, że od wizyty doktora Prewetta, obecność Hana potrafiła go irytować (tak jak to się zwykle działo, gdy współlokatorami zostawały osoby o odmiennych temperamentach). Tak jakby Henry'emu został tylko jeden pokój, a reszta mieszkania już przestała do niego należeć.

Siedział właśnie przy stole i czyścił aparat. Sprzęt ten wymagał niestety od właściciela szczególnej dyscypliny. Kliszy zdarzało się zacinać przez osiadający kurz, a lampa błyskowa nie zawsze kontaktowała. Stanowiło to też dla Lockharta czynność odprężającą. Jakąś regularność w galopującym jak klacz po polach życiu.

Słuchał więc rozmowy Hannibala i Electry. Nie potrafił niestety pomóc z szydełkowaniem. Jego babcia uczyła go tego i owego, ale zajawki na to nie załapał nigdy. Mógłby co najwyżej pomóc z gotowaniem... albo majsterkowaniem.

– Nie przeszkadzacie mi. Serio – uśmiechnął się do Ellie, kiedy zapytała go o samopoczucie. – A o targowisku na wodzie też słyszałem. Podobno mają tam stoiska na łodziach. Jest w tym coś czarującego. Nigdy nie wiesz, na co trafisz. Tak jakby o tym, co kupisz, decydowało przeznaczenie.


RE: [18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm - Hannibal Selwyn - 01.12.2025

Hannibal przewrócił oczami, słysząc pytanie skierowane do Henry’ego. Oczywiście, Ellie troszczyła się o niego, biednego i uciśnionego, bo nie tylko on jeden miał swoją pracę do wykonania! Hannibal miał wrażenie, że Henry zaczyna trzaskać talerzami w kuchni czy czymkolwiek, co akurat miał w ręce zawsze wtedy, kiedy on przechadzał się po pokoju, ćwicząc swoją rolę. Że wzdycha rozpaczliwie i zwraca oczy do nieba, jakby był w Kowenie a nie we własnym domu za każdym razem, kiedy Hannibal zaczyna śpiewać - a przecież wcale nie śpiewał religijnych pieśni i brzmiał zdecydowanie lepiej, niż wtedy, gdy męczył go kaszel.
Próbował być wyrozumiały. Wiedział, że przyjęcie pod swój dach znajomego, z którym dotąd utrzymywał dość sporadyczne kontakty, musi być obciążeniem dla Lockharta - zarówno ze względu na jego przyzwyczajenia i raczej spokojny charakter, jak i na zarobki i rozmiary mieszkania. Ogarnął zatem wizytę uzdrowiciela, zaoferował pokrycie części wydatków na jedzenie albo zamawianie gotowego po to, żeby Henry nie musiał robić codziennie za kucharkę, a nawet uzupełniał potajemnie zapasy w lodówce, by na coś się przydać i okazać swoją wdzięczność. A jednak wciąż wcale nie czuł się mile widziany, mimo, że starał się już od tygodnia, tyle, ile mieszkali razem.
Pierwszym odruchem Hannibala było oczywiście postarać się bardziej, ale Henry wydawał się wręcz obrażony za każdym razem, kiedy Hannibal wykazuje inicjatywę. Selwyn nie miał pojęcia, dlaczego i zaczynało go to wkurzać.

Teraz jednak o dziwo kumpel nie wstał i nie zamknął się w swoim pokoju w cierpiętniczym milczeniu.
Nie przeszkadzacie mi. Serio.
Łaskawca.
Selwyn usiadł w niedbałej pozycji, z nogami wciąż na kanapie, wysunął dłoń przed siebie i zatrzepotał palcami w powietrzu. Uśmiechnął się do Electry.
- Nikt jeszcze nie narzekał na moje palce… - powiedział tonem przechwałki. No, nikt poza instruktorem pianina za dzieciaka - Ech, może powinienem zrobić sobie przerwę. Szycie jakoś szybciej idzie. I mniej męczy.
Do jednej wyciągniętej dłoni dołączyła druga i Hannibal zaczął je wyginać w najróżniejsze strony, rozciągając pospinane nadgarstki i przedramiona.

Wcale, ale to wcale nie rzucił w stronę Henry’ego ukradkowego spojrzenia, bo wcale, ale to wcale nie interesowało go jego dłubanie w aparacie (a już na pewno nie podziwiał tego, jak Henry potrafi rozmontować i zmontować swój sprzęt tak, że na stole nie zostaje garść zagubionych śrubek, jak to się przytrafiło jemu samemu, kiedy próbował odczyścić z sadzy swoją maszynę do szycia).


RE: [18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm - Electra Prewett - 08.12.2025

– Okej... – mimo zapewnień Lockharta, nie była do końca przekonana. W ogóle atmosfera w mieszkaniu wydawała się momentami dziwna, jakby istniało napięcie między dwójką chłopaków. A może to Electra naiwnie myślała, że jej pobyt tutaj będzie wyglądał jak parodniowe nocowanie? W końcu trauma po Spalonej Nocy musiała odcisnąć na nich swoje piętno, niezależnie od tego jak bardzo próbowaliby temu zaprzeczyć.

Ech, byłoby o wiele prościej, gdyby chłopaki wprost powiedzieliby, co im leży na sercu. Najwyraźniej nawet przedstawiciele płci męskiej o artystycznych skłonnościach nie potrafili się przełamać. W tej sytuacji Prewettówna sama musiała znaleźć sposób na przełamanie napięcia, czy im się to podobało czy nie!

– To jakie macie plany na dzisiaj? Jeśli chcecie, możemy porozwiązywać quizy z mugolskich magazynów. Nie musicie się martwić, że czegoś nie zrozumiecie, bo wtedy jest nawet śmieszniej. – spojrzała po twarzach kolegów, próbując odcyfrować ich emocje. – Pamiętam, że jeden z pierwszych, które rozwiązałam nosił tytuł "Który z Beatlesów najbardziej pasuje do ciebie". Byłam mega skonfundowana, kiedy wyszedł mi gość o imieniu Ringo, no bo co to za głupie imię. Ale w sumie czarodziejskie imiona potrafią być jeszcze dziwniejsze...


RE: [18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm - Henry Lockhart - 21.12.2025

Niemal przewrócił oczami na słowa Hannibala. Jego słowom zaskakująco często towarzyszył ten charakterystyczny ton przechwałki. Jakby wielki pan aktor był lepszy od wszystkich, jakby nie wystarczyło mu bycie gwiazdą sceny i musiał być nią również w domu. A przecież tak często Selwyn śpiewał, gdy Henry chciał zaznać chwili ciszy i świętego spokoju. Mimo, że był to dobry głos, to po słyszeniu go kilka razy dziennie, zaczynał on niemiłosiernie drażnić chłopaka.

– To nie jest zły pomysł – powiedział, wymuszając uśmiech. – Swoją drogą, jak dostałaś Ringo, to znaczy, że masz klasę. Ja obstawiam, że dostałbym McCartneya. Wiesz, mam adapter na winyle i jedną płytę Beatlesów. Możemy posłuchać.

Odłożył narzędzia i wstał z miejsca. Muzyka ponoć łagodziła obyczaje. Choć Henry nie lubił jej zwykle słuchać, nie będąc w domu sam. Wstydził się, nie wiedzieć czemu, swojego gustu muzycznego. No ale skoro Ellie wspomniała o Beatlesach, mógł zapodać jakiś ich kawałek. Wziął z półki płytę z Abbey Road, położył ją na obracającym kole i ostrożnie ustawił igłę na jej brzegu. Po chwili rozległy się pierwsze nuty "Come together". Henry znał to na pamięć, podobnie jak resztę piosenek. Nie śpiewał jednak, bo swojego głosu także się wstydził. Nie chciał też zachęcać jednej z obecnych tu osób.

Henry przysiadł obok Ellie, wziął do ręki kolorowy magazyn i podał jej z powrotem.

– Śmiało, wybierz jakiś quiz. Najlepiej taki, do których nie będzie można specjalnie dobierać odpowiedzi, żeby uzyskać dany wynik.



RE: [18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm - Hannibal Selwyn - 31.12.2025

Ze wszystkich Beatlesów Hannibalowi najbardziej podobała się ich muzyka. Fizycznie jakoś żaden z tej czwórki nie był w jego typie i nie miał pojęcia, który mógłby do niego pasować. No, może frontman, bo Hannibal też zawsze lubił grać główną rolę.
- Ale mówimy o tym, który jest podobny, czy który do ciebie pasuje pasuje? W sensie pary? - uśmiechnął się do Electry ponad stołem - A propos imion, wiecie, że jeden z kuzynów Mony ma na imię Leviathan? Sam nie wiem, czy zazdroszczę, czy współczuję, brzmi imponująco, ale przecież lewiatan to jakiś mityczny wieloryb, nie?
Przeciągnął się, wyciągając ręce w górę i wyginając plecy w łuk. Podążył wzrokiem za wstającym Henrym.
- Nie mówiłeś, że słuchasz Beatlesów! - powiedział, zanim zdążył się powstrzymać. Miał ochotę dosiąść się do przyjaciółki i zaglądać jej przez ramię do tego, co czytała, ale Lockhart ubiegł go, więc tylko przewrócił się na brzuch i oparł brodę na dłoniach, machając nogami w powietrzu, jak dzieciak.

Dźwięki utworu wypełniły pokój. “Come together” było jednym z tych kawałków, do których Hannibal wolał tańczyć, niż śpiewać. ”Here come old flat-top, he come groovin' up slowly
He got ju-ju eyeball, he one holy roller”
- w jego uszach brzmiało to, jak bełkot. Podejrzewał, że zawiera jakieś dwuznaczności, ale jak dla niego pozostawały one bardzo grubo zawoalowane. Dodał to zagadnienie do swojej mentalnej listy tematów do rozmowy z poznawanymi w klubach mugolami - ktoś mógłby mu to wyjaśnić, a przy odrobinie szczęścia, skierowałoby to rozmowę na… ciekawe tory.
Rytm falował przyjemnie w tempie w sam raz odpowiednim do sensualnego, miękkiego kołysania we dwoje. Wystarczająco szybko, by nie relaksować i nie usypiać, ale wystarczająco niespiesznie, żeby pozostawiać przestrzeń na więcej.
Ciekawe, czy Henry, miłośnik poezji i literatury, miał jakąś swoją interpretację tekstu…
Nie, żeby zamierzał w najbliższym czasie pytać. Henry nie zachowywał się jak ktoś mający ochotę dzielić się własnymi przemyśleniami. Hannibal czasami zastanawiał się, co poszło nie tak, pomiędzy Spaloną Nocą, owszem, piekłem na ziemi, ale wypełnionym całkiem przyjazną komitywą, a ich wymuszonym okolicznościami chwilowym wspólnym mieszkaniem, pełnym napięcia i dystansu.

”Come together right now, all over me”
Hannibal bezgłośnie zaśpiewał wraz z Lennonem, jedynie poruszając ustami wokół słów. Koniecznie musi kupić sobie tę płytę.  Z miną dziecka, które robi świetny psikus, spojrzał na parę za stołem.
- Dawaj ten quiz, aż jestem ciekaw - wyciągnął się, by chwycić z półeczki ołówek i jakąś zagubioną kartkę, gotów zapisywać swoje odpowiedzi, by potem móc je porównać z kluczem. Mugolskie quizy były rozrywką, której często oddawali się z Ellie w Hogwarcie - Pamiętasz ten, co kiedyś rozwiązywaliśmy? "Jakim rodzajem pieczywa jesteś?" Żadni Beatlesi nie będą bardziej absurdalni od tamtego!


RE: [18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm - Electra Prewett - 02.02.2026

– Oo widzę to. – skinęła głową z aprobatą. Faktycznie, ze wszystkich Beatlesów to właśnie McCartney najbardziej kojarzył jej się z Lockhartem. Nie tylko przez to, że mieli tak samo na imię; obaj łączyli łagodność z niebywałą kreatywnością. Natomiast Hannibal swoim nonkonformistycznym podejściem zdecydowanie przypominał Lennona. Być może właśnie dlatego nie mogli się dogadać. – Hm, dobre pytanie. Chyba chodziło o parę, ale ostatecznie wychodzi na to, który jest bardziej do ciebie podobny. W końcu ciężej stwierdzić, jaki dokładnie typ osoby im się podoba. A może właśnie woleliby kogoś o zupełnie przeciwnym charakterze? – zastanowiła się na głos. Nie była aż tak zaangażowana w życie prywatne celebrytów, by znać wszystkie szczegóły na temat ich związków (może poza dramą wokół utworu "Layla", bo Electra uwielbiała tę piosenkę).

Prychnęła na wspomnienie o Leviathanie, choć imiona jej i Hannibala nie były wcale lepsze. Przeszła jej też przez głowę myśl, że być może niedługo kuzyni Mony staną się także jej kuzynami. Wtedy ona i Hanni byliby spowinowaceni, co jeszcze niedawno wydawałoby się jej absurdalnym konceptem.

Gdy rozbrzmiały dźwięki dobrze znanego jej utworu, Prewettówna zaczęła instynktownie kiwać się do rytmu oraz nucić. Beatlesi byli jednym z pierwszych zespołów, które odkryła poznając kulturę mugolską, więc ich muzyka zawsze będzie bliska jej sercu. Jej głos z pewnością nie był aż tak wytrenowany jak Selwyna, ale nie był też zły. Zresztą, gdy wczuwała się w słowa nie miało dla niej znaczenia, jak brzmi.

– Haha, racja. Chociaż w sumie tamten test był dość nudny, bo większość odpowiedzi dotyczyła wyglądu. – przewertowała strony, szukając czegoś ciekawego. Większość testów dotyczyła kwestii romantycznych, ale w tym momencie wolała uniknąć jakichkolwiek kontrowersyjnych tematów. Kto wie, może chłopaki pokłócili się o dziewczynę? W końcu jej wzrok padł na coś odpowiednio głupiego, a zarazem nieszkodliwego. – Co powiecie na "Jakim babcinym przekleństwem jesteś"? – spytała spoglądając raz na jednego, raz na drugiego chłopaka.


RE: [18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm - Henry Lockhart - 14.02.2026

Wspólne zrobienie jakiegoś głupawego quizu było w tej sytuacji całkiem niezłym pomysłem. Mogło pomóc rozładować trochę ciężkawą atmosferę. Już z muzyką Henry podjął niezręczną próbę. Podobno łagodziła ona obyczaje. Chociaż wiedział, że i w przemyśle muzycznym zdarzały się potężne afery. Może więc takie gadanie było tylko naiwną bujdą tych wszystkich hipisów, którzy myśleli, że za pomocą kolorowych ciuszków, muzyki i trawki dało się na świecie zaprowadzić pokój.

A jednak Henry chciał, żeby atmosfera się poprawiła. Nie czerpał przyjemności z bycia skłóconym z innymi. Czuł w takiej sytuacji jakieś ciążenie na własnej duszy. Poczucie winy za to, że czuł wobec kogoś urazę. Dlatego uznał, że lepiej będzie starać się jak najmocniej. Lubił przecież Hannibala, razem przeszli przez koszmar Spalonej Nocy, wspierali się. A jednak ten czas poharatał ich obu. Podniszczył coś, co potem trzeba było odbudować. A to łatwe nie było.

– Dobra, zróbmy ten quiz – uśmiechnął się. Zajrzał do pisemka Electry. – Pierwsze pytanie: Jakie jest najbardziej odpowiednie miejsce do przeczekania upału? Basen, las, ochładzany pokój, działka, kawiarnia, park rozrywki, plaża, hałda węgla... Zaraz? Hałda węgla? – parsknął śmiechem. Komuś musiało się nudzić, gdy wymyślał ten quiz. – A co tam. Ja biorę hałdę węgla. Zaklepane, wy musicie coś innego. Także, Han? Ellie? Jaki jest wasz wybór?


RE: [18.09.1972 Electra, Hannibal & Henry] Three’s a charm - Hannibal Selwyn - 16.02.2026

Porzucił podśpiewywanie, chociaż wciąż machał lekko nogami do rytmu. Jakim babcinym przekleństwem jesteś? brzmiało absurdalnie, ale może tego właśnie potrzebowali? Odrobiny bezsensownej, prostej rozrywki?

- Hałda węgla? Gdzie w ogóle można zobaczyć takie coś? - Hannibal parsknął śmiechem, wyobraziwszy sobie Henry’ego siedzącego w palącym słońcu na kupie węgla i patrzącego w zamyśleniu w dal. Może w stroju górnika. Przemysłowy krajobraz dobrze kontrastowałby z jego typem urody. Co właściwie nosili górnicy? - Co ja mam wybrać… może… basen? Najlepiej w jakimś luksusowym kurorcie? Jak myślisz, Ellie? - wzruszył ramionami.
Najpierw ciekawostka Electry o Bangladeszu, a teraz rozmyślania o upale, plaży albo basenie, podsunęły mu myśl, że fajnie byłoby rzucić to wszystko, przeklęty przypalony Londyn i wyjechać gdzieś daleko?
Z westchnieniem uświadomił sobie, że najwcześniej może planować takie wakacje w listopadzie - koledzy z pracy zlinczowaliby go, a reżyser dostałby apopleksji, gdyby wziął urop tuż przed premierą, a z kolei w październiku Ekstaza Merlina trafiała na deski teatru. Bycie gwiazdą było pracą cięższą, niż się mogło wydawać.
Zanotował swoją odpowiedź na karteczce.
A skoro już myślał o pracy…

- Słuchajcie - zaczął ostrożnie, nie do końca pewny, czy temat nie jest zbyt drażliwy, by go teraz poruszać - Jak w ogóle u was w pracy? - spojrzał na Henry’ego i pozwolił, by na jego twarzy odmalowała się troska - Ja wiem, że jest weekend i w ogóle, ale mówiłeś, że straszny rozpierdol w redakcji, a Ty - zwrócił się do Electry - na pewno jesteś bezpieczna w tej mugolskiej agencji?
Nie chciał się mieszać w nieswoje sprawy. Wiedział, jak wrażliwy na tym punkcie jest Lockhart, ale nie mógł nic poradzić na to, że się martwił. Być może napięta atmosfera ostatnich dni miała mniej wspólnego z nimi personalnie, a więcej z przedpremierowym napięciem w teatrze i niepewną sytuacją zawodową Henry’ego? Spalona Noc odcisnęła piętno na każdym, a kolejne dni, jak się okazało, wcale nie przynosiły ulgi.