Secrets of London
[Jesień 72, 14.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [Jesień 72, 14.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October (/showthread.php?tid=5303)

Strony: 1 2 3 4


[Jesień 72, 14.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October - Anthony Shafiq - 03.11.2025

—14/10/1972—
Anglia, Londyn
Jonathan Selwyn & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=1UydvOB.png]

there’s a certain warmth that comes from the feeling of being understood. it’s not just about hearing the right words or receiving thoughtful responses—it’s more than that. it’s when someone truly gets you, sees past the surface of what you're saying, and taps into the heart of your emotions. it’s rare, and maybe that’s why it feels so intimate when it …



Październik.

Winmonath.

Czas ostatecznych zbiorów, czas spotkań, czas zadumy. Czas wypełnienia obietnic Matki, która opiekuńczym gestem rozdaje swoje dobra, szykując dzieci na trudną zimę. Winterfylleth, pierwsza zimowa pełnia, pierwsze przymrozki, to dopiero miało przyjść. Miało otulić ich śniegiem i szronem, snem ale też głodem i wyzwaniem, które niosła ze sobą spalona ziemia.

Czas próby. Czas, który nie powinien nieść ze sobą pogardy. Czas...

Świt był z oczywistych powodów późny. Wpadał nieśmiało przez zaciągnięte kotary sypialni, która od ponad tygodnia stała się jego miejscem wytchnienia. W powietrzu unosił się wciąż zapach nasennych kadzideł oraz ta subtelna woń kurzu rzeczy nie tyle co zaniedbanych, co po prostu starych. W powietrzu unosił się przede wszystkim miarowy oddech mężczyzny leżącego obok, który rozkoszował się niedzielnym porankiem pozbawionym gonitwy do biura. Bardzo wyraźnie sobie powiedzieli, że w tę sobotę do południa nie będą mieć żadnych zobowiązań. To znaczy będą mieć jedno... siebie na wzajem.

Anthony wciąż leżał, patrząc się na śpiącą twarz ukochanego, próbując wciąż ułożyć sobie w głowie i sercu co właściwie się stało. Październik. Czas zbiorów, więc i oni chwycili sierp i zebrali owoc pielęgnowanej przez lata relacji. Jesień zwykła ludziom kojarzyć się z wieczorem, z ciepłym kocem, ciastkami, z czasem gdy światy stapiały się ze sobą, a duchy wychylały na ulice częściej niż latem. Dla nich - tak jak tu i teraz, tak w sensie przenośnym - jesień była świtem. Nowym. Słodkim. Świtem, w którym budzisz się ze snu i odkrywasz, że rzeczywistość jest lepsza niż kiedykolwiek zakładałeś, że będzie.

Wyciągnął ku niemu dłoń, a szelest pościeli zdawała się być brutalnym wrzaskiem w ciszy, którą otuliła ich miniona noc. Dłoń opadła na nieco szorstki policzek pokryty ciemną szczeciną, a eksplorowanie znaczeń i symboliki zawiązanego związku nie ustępowały jednak prozie życia. Nowego życia.

– Full many a glorious morning have I seen flatter the mountain tops with sovereign eye,
Kissing with golden face the meadows green, gilding pale streams with heavenly alchemy
– szeptał mu powoli, czując jak spełnia się kolejny sen za snem, marzenie za marzeniem, kciukiem gładząc skórę dopieszczoną przed kilkoma godzinami pocałunkami. Przyjdzie czas, że brzękałby zirytowany faktem, jak szybko jego zarost kłuje, przyjdzie czas, że po prostu wstałby z łóżka, ignorując fakt tak cudnej istoty leżącej obok. Przyjdzie zima bieląca ich skronie, ale dziś... och dziś czyż nie liściaste laury zdobią głowy złotem? Czyż przeznaczenie nie kupiło się finalnie soczewką na łączącej ich linii w kolorze, którego nie mógł dostrzec, wiedział jednak o jego istnieniu. O kolorze wina. O kolorze miłości.  Kolorze jesieni...



RE: [Jesień 72, 15.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October - Jonathan Selwyn - 04.11.2025

Jego umysł jeszcze nie zdążył przebić się przez senną mgłę utworzoną z dymu kadzidełek i ciepła, a Jonathan już poczuł, jak do jego serca powoli wlewają się fale radość. Poruszył się nieco, gdy poczuł dotyk dłoni, na swoim policzku, ale to dopiero szeptane mu słowo w wykonaniu piękniejszym niż Szekspir był w stanie sobie to wyobrazić, przypomniały mu o źródle tego szczęścia.
Czarodziej powoli otworzył wciąż zaspane oczy wciąż i uśmiechnął się szeroko, a następnie... Przysunął ciało nieco bliżej do Anthony'ego i ponownie zamknął powieki z cichym westchnieniem.
Doceniam poezję, ale czy mogę podoceniać ją bardziej za chwilę? – mruknął sennie, bo gdy obok był Anthony, poranki wydawały się zbyt dobre, aby nie zatopić się jeszcze na chwilę w pościeli o jesiennych barwach i nie przysnąć na te kilka minut. W końcu przynajmniej do południa nie mieli mieć żadnych zobowiązań.
Poza sobą oczywiście.
Poruszył się niespokojnie. Coś mu to nie pasowało. O czymś zapomniał przez co ponowny powrót do krainy snów nie był na razie możliwy. Ponownie otworzył oczy, a jego wzrok spoczął na Anthonym. Jonathan nagle uniósł się lekko, nachylił w jego stronę i pocałował drugiego czarodzieja w czoło.
Tak lepiej – mruknął bardziej do siebie, niż Shafiqa, ale jego głowa nie wróciła ponownie na własną poduszkę, na rzecz wtulenia się w bok partnera. Ponownie zamknął oczy teraz gotowy spędzić kilka następnych minut w tym dziwnym stanie pomiędzy snem, a jawą, kiedy ciało chciało jeszcze chwilę odpocząć, a umysł czerpał przyjemność z leżenia w łózku tak blisko ukochanej osoby.


RE: [Jesień 72, 15.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October - Anthony Shafiq - 05.11.2025

To być może był tylko sen.

Jak inaczej można było wyjaśnić trwającą sielankę, która w oderwaniu od wojennej zawieruchy zdawała się tak piękna jak nierealna.

Morpheus powiedział mu: wszystko czego dotkniesz będzie rozkwitać. Czy Jonathan rozkwitał z powodu jego dotyku? Takim się zdawał, piękniejszym niż kiedykolwiek wcześniej, czulszym, troskliwszym, lśniącym w kroplach słonecznego poranka. I choć wróżba była na pracę, na życie zawodowe, trudno było Anthony’emu zinterpretować ją inaczej, jak wskazaniem na drogę, którą powinien obrać.

Droga miłości.

Aż go zemdliło od własnych refleksji.

Powiedzieć, że nie był nawykły to mało. Wszak po Alcuinie unikał jak mógł większych zobowiązań niż kilka wspólnych nocy. I nawet Erik i tkane z nim wspomnienia zawsze okraszone były przygodą. Krotochwilą. Przygodą. Albumem z wyjazdu, który można było odłożyć na półkę po przejrzeniu podobnych zdjęć.

Ciężar cudzej głowy na własnym ciele, ogień niewinnego w swej istocie pocaułunku… Miał poczucie, jakby Jonathan nakładał na niego pieczęcie za pieczęciami, jakby każdym gestem zaklinał go, podpisywał swoim ciałem, oddechem, słowem. Odbicie jego duszy nosiło blizny, eleganckie skaryfikacje chroniące go przed światem. On miał wypaloną pod skórą przynależność. Uwielbienie.

Palce podążyły ku splątanych czarnych kędziorów. Nie powinni zasypiać z mokrymi głowami, nie chciał nawet się zastanawiać w jakim nieładzie pozostawały jego włosy. Zaczął powoli i metodycznie rozczesywać włosy Jonathana. Zaczął powoli i metodycznie rozczesywać własne, może zbyt patetyczne myśli.

- Myślisz czasem o tym, co by było gdybym w szkole odważył się powiedzieć… cokolwiek? - zapytał cicho, zamykając oczy. Co odpowiedziałby na to pytanie Jonathan w jego snach? Czy znów miałby piętnaście, siedemnaście lat, czy zacząłby się śmiać i mówić mu, że przecież są w szkole. Może we śnie i on by odmłodniał, może to łóżko byłoby znalezione gdzieś w pokoju życzeń, o którym chodziło tyle legend za ich czasów? - Myślisz czasem o tym, ile straciliśmy przez to, że okazałem się tchórzem? - Nie zasłużyłem na Ciebie - tliło mu się w głowie, ale nie otwierał oczu, nie chcąc się z tym własnym wewnętrznym wyrzutem konfrontować.



RE: [Jesień 72, 14.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October - Jonathan Selwyn - 06.11.2025

Jonathan westchnął cicho rozkoszując się dotykiem palców ukochanego pomiędzy własnymi kosmykami włosów. Nie trwało to jednak długo zanim kolejne słowa Anthony'ego nie sprawiły, że nagle jego powieki stały się lższejsze, a umysł Selwyna zdecydowanie bardzo mocno rozbudzony. Głowa Jonathana, wciąż pozostając na drugim czarodzieju, przekręciła się tak, aby móc teraz patrzeć temu właśnie czarodziejowi w oczy, nawet jeśli te były zamknięte.
Czemu miałbym myśleć co by było wczoraj, gdy wolę skupić się na tym jak piękne jest dzisiaj – wymruczał,  przesuwając delikatnie dłonią po policzku Tony'ego. Zastanawiał się nad tym. Oczywiście, że zdarzyło mi się rozmyślać jakby to było, gdyby byli razem od lat. Nie były to jednak poważne, pełne wyrzutów myśli, a raczej drobna zagwozdka, która szybko traciła na znaczeniu w obliczu tego co mieli teraz. – I czemu zarzucasz sobie tchórzostwo, kiedy ja sam nie wiedziałem wtedy jakie mam zainteresowania? Sam przecież kilka lat później ci o nich nie powiedziałem. Podjęliśmy wtedy dezycje, które były dla nas najbardziej w tamtym momencie zasadne, nie ważne czym kierowane.
Umilkł, aby poprzyglądać mu się chwilę w milczeniu. Czystym zachwycie tego, że leżał właśnie z nim w łóżku i wszystko było tak idealnie. Za kilka godzin będzie musiał się zbierać. Zająć zakonnymi sprawami. Ale to za kilka godzin. Teraz miał go tylko dla siebie.
I wiesz co w tym wszystkim jest najważniejsze? – spytał, nieprzerwanie pieszcząc tak piękną twarz Shafiqa. – Że chociaż przez tyle lat nie wyznaliśmy sobie tego i pewnie nie raz nie rozumieliśmy, że powinniśmy to sobie wyznać, to nie ma ani roku, od początku naszej znajomości, z którego nie mam przynajmniej dwóch cudownych wspomnień z tobą. A nie raz jest ich zdecydowanie więcej. Nie wspominając już o tym, że zamiast wyrzucać sobie, że nie pocałowałeś mnie kiedyś, o wiele bardziej wolałbym abyś zrobił to teraz.


RE: [Jesień 72, 15.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October - Anthony Shafiq - 20.11.2025

Drgnął w pierwszym odruchu, gdy tylko poczuł ciepłą dłoń na własnej skórze, ale zaraz potem momentalnie nakrył ją własnymi palcami, by przypadkiem Selwyn nie poczuł, że nie jest w tym geście mile widziany. Więcej, nachylił twarz ku niemu, oparł policzek o skórę, otarł się powoli, próbując odegnać ten niechciany przecież atak nostalgii i rozżalenia.

Słowa ukochanego powinny przecież rozpierzchnąć melancholię, ale to im się jednak nie udało... Zatęsknił wręcz za utopią, za tym jak cudowny by był świat w którym jednym słowem uleczyć można duszę. Powiedzieć komuś złamanemu przez los - jesteś wartościowy - i patrzeć, jak on przyjmuje to i kiwa z uśmiechem główą, a potem idzie przed siebie dumnie wyprostowany.

Anthony wiedział, że wieczór Jonathana zarezerwowany byl sprawom, które były poza zasięgiem shafiq'owej wiedzy. Nowy układ. Rzecz która musiał przyjąć i przyjmował, wobec szczęścia jakim były wspólne chwile, ze względu na wspólne biuro nie było ich przecież mało. Z drugiej strony jednak wciąż drążyła go w tył czaszki ta niewiadoma: Kiedy znów się zobaczą? Nie wiedział. Czy znów się znowu zobaczą? Bał się wypowiedzieć choćby w myślach to pytanie.

Trzymał więc jonathanową dłoń, trzymał jego słowa i tonął. Zatapiał się w lazurze swojego istnienia. Jego aura - jak mu się wydawało, jak pamiętał z rozmów - była właśnie w tym kolorze, jednym z nielicznych, które potrafił dostrzec. Ponoć symbolizował chęć wzrostu i uduchowienie, choć jemu najbardziej kojarzył się mimo wszystko z woda. Był woda. Bał się wody. Miał wzbić się ku niebu, a gardło zaciskał mu strach topielca, nie mogącego odnaleźć się we własnych myślach i rozterkach.

I było ich czworo i po jednej z lekcji Wróżbiarstwa zamyślili się nad zadanym materiałem. Czwórka przyjaciół, cztery strony świata, cztery tarotowe królestwa. Ognisty Morpheus, Charlie, która nie mogła dostać nic innego niż ostrą stal miecza przeszywającego powietrze. I oni dwaj. Krukon i Gryfon ze skwaszonymi minami. Zabawne, jak z góry przydzielono im złociste, kobiece atuty. Kielichy z wodą dla Anthony’ego i Złote denary toczące się po ziemi dla drugiego. Och jak Jonathan był niezadowolony z tak - zdawało mu się wtedy - nudnego przydziału. Nie dostrzegał, że denary są zawsze pogodną wróżbą, jak on niemal zawsze był pogodny.

Był ich radością.

Był jego szczęściem.

Jest...

Morpheus powiedział: wszystko czego dotkniesz będzie kwitnąć.

Czy Jonathan rozkwitnie jeśliby go dotknąć? Przesunął powoli dłoń, która wcześniej gładziła ciepłe palce. Nadgarstek, przedramię ukryte w nocnej koszuli, bark, w końcu twarz, bliźniaczy gest. Odwrócił się ku niemu, trochę bojąc się, że Jonathan od razu dostrzeże to co próbował przed nim ukryć. Myśli nie ucichły, ale nie chciał ich ponownie kłaść między nimi. Wiedział, że odpowiedź Jonathana będzie taka sama, na cóż więc strzępić jego język? Być może Anthony rzeczywiście potrzebował usłyszeć ją jeszcze raz, tę cichą laudację na temat „teraz”, na temat „już zawsze”. Być może potrzebował usłyszeć to i tysiąc razy, jak wyznania miłości szeptane w jego skórę pośród alpejskich szczytów? A może winien te myśli przełykać samotnie, jak gorzkie łyki leczniczego eliksiru, w cichości ścian biblioteki pozbawionej osądzającego spojrzenia, zaczytany w poezji, w myśli i uczuciu ludzi współodczuwającej przez wieki tą samą rozterkę.

Tyle lat.

Teraz jednak zapatrzył się w twarz ukochanego, całkiem już obudzonego i zapragnął współodczuwać entuzjazm Jonathana. Jego ciepło i rozkochanie, tonąć nie we własnej niebieskości, a w ciepłych agatach dwóch lśniących oczu. Chciał czuć ziemię pod stopami, w jasny sobotni poranek, chciał zachwycić się złocistym blaskiem toczącego się pośród kwiatów denara. Uciec przed jesienią i zmierzchem w objęcia słońca.

– Popatrz na mnie – poprosił nagle szeptem, łapiąc resztki koncentracji, by wychynąć z jamy kamiennych ścian jaskini osłaniającej jego umysł. Oklumencka bariera opadła, a on tłumił odruch by postawić ją momentalnie na nowo. Aura i nici. Nici i aura. Jak często to robił? Możliwie rzadko. Możliwie wcale. – Popatrz i powiedz mi co widzisz… – Dłoń zsunęła się głębiej, między ciemne włosy, a Anthony przysunął się trochę bliżej, zmieniając ułożenie ich ciał w intencji zdecydowanie kolizyjnej, choć rozciągał to w czasie jak tylko się dało, teraz, gdy miał na sobie ubranie, okryty był kołdrą, a tak, jakby po porzuceniu wewnętrznej skorupy, stał w świetle nie mając na sobie nic. – Popatrz i powiedz mi, co próbowałem przed Tobą ukryć przez całe swoje życie – dodał, czując jak przez plecy przechodzi mu dreszcz, jakby nie całowali się dotąd wcale, jakby za każdym razem nie dowierzał. Ile potrzebnych będzie powtórzeń?

Może jedno.

Może tysiąc.



RE: [Jesień 72, 14.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October - Jonathan Selwyn - 23.11.2025

Gdy Jonathan zrozumiał o co prosił go Anthony, po jego plecach przebiegł mu przyjemny dreszcz. Bo przecież Jonathan, na prośbę Tony'ego, patrzył i to często, ale jednocześnie tak rzadko mógł patrzeć w ten konkretny sposób na niego samego.

Nie czekał więc ani chwili, aby spojrzeć na Shafiqa okiem, któremu zazwyczaj nie wolno było doświadczać tego widoku, samemu zdejmując na chwilę ochronną barierę. Nie odpowiedział na jego pytanie od razu, chłonąc piękno barw emocji, gdy jego płuca nabrały więcej powietrza w czystym zachwycie. Tak wiele zmieniło się w ich nici od sierpnia. Tak wiele nowych kolorów tańczyło teraz po lazurowej powierzchni przetykanej srebrnymi strumykami. Czy to dlatego, w chwilach takich jak ta, jego ukochany został osaczony przez burzowe chmury własnych myśli? Bo dążył do perfekcji, w której ich miłość kwitła od lat, a wszystko zostało od razu powiedziane tak jak należy? Nie odpowiadał dalej, zamglonym, niemal pijanym, spojrzeniem wciąż wpatrując się w kalejdoskop kolorów, próbując wyryć w swojej pamięci aurę ukochanego, jak i łączące ich uczucie. Było to spektakl… Piękny, intymny, hipnotyzujący, nie do opisania w słowach i dostępny tylko i wyłącznie dla niego. Wpatrywał się więc w Anthony'ego, gładzac jego policzek w próbie jakiegokolwiek uziemienia się, raz po raz powracając spojrzeniem do otoczonego lazurową aurą czubka głowy, tylko po to by, pełen ekscytacji, zjechać spojrzeniem nieco niżej i ponownie ujrzeć ich nić z zachwytem równym temu jakby za każdym razem widział ją po raz pierwszy. Barwa miłości tak pięknie lśniła, a jego serce waliło tak mocno za każdym razem, gdy na nią spoglądał.
Widzę… – wyszeptał w końcu, biorąc głęboki oddech, jakby chwilę temu zapomniał o oddychaniu. – Widzę ciebie całego. Wspaniałego ciebie, który mnie kocha i którego kocham z wzajemnością. I widzę naszą miłość utkaną z lat przyjaźni. I widzę że moje serce ma lazurowy kolor, ale też że obecnie coś je kłopocze. – Wreszcie pozwolił zamknąć powieki trzeciemu oku, aby już trzeźwiejszym spojrzeniem spojrzeć w równie piękny kolor szarego morza. – Czemu tak martwi cię „co by było gdyby” mój drogi? Proszę… Daj sobie cieszyć się z tego, że Alpy na zawsze będą dla nas tak drogie, bo stało się tam to, co się stało.


RE: [Jesień 72, 14.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October - Anthony Shafiq - 02.12.2025

Nie musiał widzieć kolorów, żeby widzieć lśniącą emocjami twarz Jonathana. Jego uśmiechy znał na pamięć, zajęty studiowaniem tej twarzy przez wiele lat. Subtelności mimiki potrafiły zachwycić, zwłaszcza w cichości, w intymności sypialni, w której było miejsce na to aby nie zakładać masek. Nawet tej ostatniej. Ostatecznej. Zwłaszcza jej.

Słowa, które dobierał Jonathan zdawały się jak pięknie nici z których tkany był gobelin. Miękki, puszysty, estetycznie wpisujący się w gusta nawet in potentia, nawet przed własnym powstaniem.

Zacisnął palce mocniej i przyciągnął jego głowę, miękką szarością wpisującą się w srebrne poblaski z aury wodząc po jego twarzy w duchocie emocji i myśli oplatających ich ciaśniej niż pojedyncza czerwona nić. Kochać i być kochanym. Czy nie to stanowiło sens ludzkiego istnienia? Czy nie o miłości była każda opowieść tego świata? Każda książka, każdy wiersz, poemat, pieśń…?
– Zmień to. Chcę być Twoim płótnem. – wyszeptał w słodkie wargi, upite od pierwszych minut świadomości po przebudzeniu. Dusza śpiewająca tęsknotą musiała się nauczyć, ciało drżące pragnieniem musiało nawyknąć. Krótkie chwile zapomnienia wpisać się musiały w rutynę.

Zakwitnij…


Chciał, żeby wróżba się spełniła, wiedział, że wróżba się spełni. Dotyczyła pracy, to fakt, mogła mówić o fundacji, o społeczności, o miłości bliźniego, która prowadziła do wzrostu. Mogła. Ale Anthony widział teraz tylko swoją miłość, ukochanego topiącego się w jego dłoniach, czuł tylko wargi i gorąc rozgrzanej słońcem ziemi. To wszystko dla Ciebie miły. Złote jabłko złożone w dłonie najpiękniejszego - myślał sobie, nie do końca prawdziwie, zdając się zapominać o całkiem wewnętrznej potrzebie samorealizacji, pchającej go do tych działań. Teraz jednak wewnętrzna potrzeba pchała go gdzie indziej, w tym dziwnym barwnym poranku, jakby był ich pierwszym, jakby mógł być ostatnim.

– Nie zamykaj oczu. Chcę… chcę, żebyś mnie widział, żebyś nas widział – poprosił między pocałunkami, choć nie wiedział, czy z tak bliska Jonathan będzie w stanie zobaczyć cokolwiek. Bardzo unikał opowieści aurowidza z alkowy, teraz zaś był jej bardziej niż ciekawy, teraz gdy nie musiał w końcu być zazdrosny, gdy mógł upajać się wrażeniem, jakby Jonathan zatopił się w nim w sposób ostateczny i nieodwracalny, otoczony przestrzenią energetyczną, której nikt w normalnych okolicznościach nie mógł doświadczyć.

Jestem Twój - snuł nieme koronki, wypierając burzę ze swojego serca, chciał wiedzieć, chciał usłyszeć co zmieni się się, czy zmieni się cokolwiek co Jonathan zdoła zobaczyć. Usłyszeć. Poczuć.



RE: [Jesień 72, 14.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October - Jonathan Selwyn - 03.12.2025

Anthony rzeczywiście nie potrzebował ani trzeciego oka, ani nawet tego pierwszego i drugiego, aby poczuć jakie emocje towarzyszyły Jonathanowi, gdy usłyszał jego prośbę. Selwyn nie wahał się, ani chwili, aby złączyć ich usta, nadając im mocniejszego, zaczerwienionego, koloru. Burzowe, lazurowe morze, nagle zostało rozjaśnione przez barwy wschodzącego słońca, gdy ich aury zbliżyły się do siebie podążając za kremowymi wyspami ich ciał. Jeden pocałunek. Drugi. Trzeci. Czwarty. Zamglone oczy pozostawały cały czas czujne, łapiąc każdą wstążkę barw, krążącą wokół nich. Podziwiając każdą zmianę w kolorach i z zaciekawieniem badając jak czerwień powoli wypełniała jego lazurowe serce, gdy czarno-złoty pasek piżamy Anthony'ego został niespiesznie rozwiązany przez ręce Gryfona. Odsunął się na chwilę, aby spojrzeć na niego w całości i chłonąć kalejdoskop kolorów, gdzie przyziemne barwy ciała, piżamy, czy pościeli mieszały się z tym co było widoczne jedynie dla jego oczu.
Kocham na ciebie patrzeć – wyszeptał oszołomiony, pozwalając sobie po prostu nurzać się w tym zachwycie, bo ileż to razy musiał po prostu szybko zerknąć na aury czy nici, bez możliwości dłuższego zachwycania się światem, które odkrywało przed nim jego trzecie oko. Niech więc ten poranek będzie inny.


RE: [Jesień 72, 14.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October - Anthony Shafiq - 03.12.2025

Zdawało mu się, że oczy Jonathana lśniły inaczej, że jego twarz zatopiona w barwach, twarz estety degustującego wzrokiem rozciągającą się przed nim i przy nim i wokół niego paletę odbija te wszystkie emocje, które były biegunowe od stanu, jaki towarzyszył mu niedługo po przebudzeniu. Jonathan zdawał się zawsze, a teraz tym bardziej, niespożytym źródłem energii, pasji i apetytu na życie, a Anthony musiał zmierzyć się z prawdą, że Jonathan miał również niespożyty apetyt na niego właśnie.

Prawie go nie usłyszał, zbyt ogłuszony waleniem własnego serca, teraz w tej psychicznej nagości, w której stanął przed nim nie na moment, a na czas odliczany minutami, może… może godzinami? Szarość lęku spotkała się z żółcią radości, mieszając się ze sobą i w sobie w obezwładniającą ekscytację.

Zdawało mu się, że czuje jak magia trzeciego oka dotyka go delikatnie, bada i poddaje próbie, zupełnie jakby ktoś położył dłoń na najdelikatniejszym fragmencie odsłoniętego ciała. Zaufanie. Tego chciał, tego szukał, to dostawał i dawał, teraz tak bardzo dawał. Bardzo świadomie tłumił odruch obronny, klatka piersiowa drżała nieregularnym, świszczącym oddechem.

– Kocham… – urwał na moment, nie chcąc rzucać słów na wiatr, nie chcąc by wyznanie nie miało pokrycia w rzeczywistości. Czy rzeczywiście to doświadczenie było dla niego przyjemne? Jak często byłby w stanie po nie sięgać? Na oślep szukał ust czy skóry, czy czegokolwiek w czym mógłby utonąć słowa, które potrzebowały potwierdzenia. W końcu jednak znalazł odpowiedź, rozkochany we wrażeniu, które niosło ze sobą przekonanie synergii w jaką wpadali. Owe odsłonięcie, sprawiało niekłamaną przyjemność Jonathanowi a on chciał, tak bardzo chciał mu sprawiać przyjemność. – kocham, gdy to robisz – dokończył w końcu, choć w obecnej chwili rzeczywiście preferowałby, żeby Jonathan robił to ze zdecydowanie bliższego dystansu.



RE: [Jesień 72, 14.10 Kamienica Jonathana | Jonathan & Anthony] Secrets of October - Jonathan Selwyn - 04.12.2025

Kolory wirowały między nimi. Kolory wypełniały jego ciało, które pchało go do działania, przypominając że nie tylko trzecie oko chciało być zaspokojone. Kolory, tak wiele kolorów, a wśród nich Anthony. Słysząc kolejne wyznanie Jonathan ponownie przyparł do drugiego mężczyzny i tym razem uczynił z tych barw tło, dekorację do tego co działo się między dwójką czarodziejów. Był zachwycony każdą minutą ich barwnej bliskości. Nić… Nić pozostawała w pewien sposób pięknie niezmienna, ale aura… Oh, aura Anthony'ego stawała się oszałamiająco intensywna o czym Jonathan raczył szeptać partnerowi pomiędzy kolejnymi pocałunkami, raz rzucając przy tym bardzo bezczelne Oh proszę, teraz widzę że od tego czerwienisz się bardziej niż zakładałem. Możliwe też, że napędzany ogólną radością i umiłowaniem obecnej chwili, gdy ich ciała okrywały już jedynie odcienie emocji, Jonathan zawisł na chwilę nad ukochanym, próbując skupić się na moment na wyśnionej twarzy.
A może – powiedział z oczami błyszczącymi pomimo mgły. – Może jednak wolisz iść teraz po prostu zjeść cynamonki? – dokończył, czując jak wszystko inne buntuje się w nim, pomimo tej chęci droczenia się z ukochanym.