Secrets of London
[Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Wątek: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore (/showthread.php?tid=5305)

Strony: 1 2


[Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Anthony Shafiq - 03.11.2025

—19/09/1972—
Anglia, Londyn
Victoria Lestrange, Atreus Bulstrode & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=X8WnMRB.png]

Of all the scents that I adore
Coffee's aroma I can't ignore
Its fragrance so bold
Can wake up the old
And keep them awake for much more.



To nie było zaplanowane spotkanie, pewne rzeczy jednak się wydarzają i to przy względnie małym nagięciu się rzeczywistości.

Drugie piętro znane było z ruchliwości i sporego przepływu urzędników, jak również z niesamowicie kiepskiej kawy, ciężko było to nazwać inaczej. Anthony nawet zakładał, że po prostu urzędnicy nic nie robią ze wspomnianą lurą, aby nie musieć zmieniać boleściwej narracji, w której zmuszani są przez Ministrę do tego, aby tę lurę pić. Gdy więc zobaczył parę aurorów pochylających się nad cieczą, która zdawała się ledwie popłuczynami po naparze z prawdziwego zdarzenia, pospiesznie zabrał ich na przerwę do siebie.

Gdy potem o tym myślał, gdy już znaleźli się w jego jasnym biurze, a on translokował fotele, by mogli siedzieć blisko siebie, było to dość niecodzienne spotkanie. Dwóch walczących z czarnoksiężniczkami, oboje dotknięci chłodem przez Limbo. Oboje - jak wspomniała mu przed miesiącem Victoria - bardziej niż wyjątkowi. Anthony wciąż po Spalonej Nocy nie doszedł do siebie, zarówno po pożarze jak i wszystkiemu niematerialnemu co spłonęło w okolicach tamtej feralnej daty.

Plany...

Czy wciąż istniały?

Cały gabinet, którego sufit wyścielała mapa świata po której krążyły niewielkie wskaźniki pokazujące przepływ dóbr do i z magicznej Anglii wypełniony był aromatem kawy. Siedzieli bliżej biurka Anthony'ego, obok którego stał koksownik wypełniony jasnym, drobniusieńkim piaskiem. Kociołek zakopany w nim zabulgotał, a gospodarz ujął hebanową rączkę i skierował się do własnego biurka gdzie czekały trzy czarki. Czarna i wściekle słodka. Nie chodziło o preferencje. Chodziło o doświadczenie.

– Cieszę się, że przyjęliście oboje moje zaproszenie. Dziś wyjątkowo w spokojnych okolicznościach, a nie pośród... innych ludzi. Rzadka możliwość, akurat Jonathan utknął u Rowle'a zakładam. Magazyn do oclenia tychże spłonął, a nowy, jak się domyślacie, jeszcze nie powstał. – wskazał na puste biurko przed sobą, po drugiej stronie pokoju. Szefowie OMSHM-u, tak na nich mówiono, choć oficjalnie była to funkcja pełniona tylko przez jednego z nich. – Niemniej. Jak wasze samopoczucie? Jak... śledztwo? – chciał zapytać o sprawę Florence bezpośrednio, ale nie wymówił jej imienia głośno, pozostawiając Atreusowi decyzję, czy chce w to wchodzić, czy chce wymówić się jakimkolwiek innym prowadzonym przez siebie śledztwem. Przysiadł przy tym na biurku, właściwie ledwie oparł biodro, chuchając delikatnie we wrzątek. Czarki były tak zaczarowane, aby nie parzyć palców, usta i podniebienie jednak wciąż mogły zostać ofiarą nieroztropności.

Za jego plecami fruwały w złocistej klatce papierowe samolociki i żurawie. Czekały na swoją kolej, na zdobycie uwagi przeszło czterdziestoletniego polityka, który pierwszy raz w życiu stracił swój azymut. Teraz jednak wolał się skupić na kimś o wiele bardziej żywym, materialnym. Na kimś z kim, mimo rezygnacji i upadku morale po spalonej nocy, łączyły go wspólne cele. Czy to jednak mogłoby wystarczyć?

Natłok myśli kumulował się w lekko zmarszczonym czole, ale głęboki oddech Kawą przez duże K, zwyczajowa inhalacja lepsza niż jakiekolwiek zaklęcie czy inny eliksir pomogły, by się zatrzymać w tej próżnej gonitwie. Zatrzymać i wsłuchać w odpowiedzi. W słowa młodszych, którzy być może widzieli teraz o wiele więcej niż on.



RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Victoria Lestrange - 09.11.2025

Prawdę powiedziawszy Victoria była bardzo daleka od stwierdzenia, że na drugim piętrze podają lurę. Może dla podniebień niektórych płateczków śniegu, którzy mieli zbyt dużo czasu na narzekanie, to tak. Ale Lestrange podchodziła do tego w ten sposób, że to miejsce pracy, a nie wygodnego kokoszenia się w fotelu przed kominkiem. Był czas na herbatę (o, to już z Atreusem tego dnia odbębnili), był i czas na kawę – normalną, nie taką, jaką pijało się w domu za grube pieniądze, ale na pewno też nie najgorsze ścierwo. Stawiała na nogi (a przynajmniej pozornie i nie ją, ale Victoria przeszła już przez chyba wszystkie stadia relacji z kawą jaką mogła mieć cierpiąc na chroniczną bezsenność już o wielu, wielu lat) w krytycznych momentach, a w innych była po prostu pretekstem do towarzyskiej interakcji. Jak na przykład teraz, gdy wylądowali w gabinecie Anthonego na piątym piętrze.

Victoria z umiarkowanym zainteresowaniem spoglądała na tygielek do kawy, z którym miała już do czynienia miesiąc wcześniej w Egipcie, gdzie wylądowała razem z Brenną na nie do końca wakacyjnej wycieczce i bardzo ją ten wynalazek fascynował.

– A razem z magazynem kolejna zagadka pokroju pustynnej mandragory? – zażartowała sobie i uśmiechnęła się lekko pod nosem, biorąc w ręce czarkę. Nawet przez moment nie zawahała się przed ujęciem ją w dłonie, nawet gdyby była gorąca jak diabli. Po pierwsze – tak bardzo brakowało jej ciepła, którego nie mógł dać nawet smoczy ogień, a po drugie, to musiałby być prawdziwy cud, by na jej ciele pozostały jakieś ślady oparzeń. Ogień ich nie pozostawiał. – Minęło dopiero półtorej tygodnia… To oczywiste, że Londyn będzie przez jakiś czas sparaliżowany – i nie tylko Londyn, ale też inne miejsca na mapie Wielkiej Brytanii, ograniczające się jednak tylko do Anglii. Domy zwykłych ludzi, uzdrowicieli, pracowników Ministerstwa – czy był ktoś, kogo całkowicie ominęła ta tragedia? Oprócz bałaganu na samym szczycie, był bałagan u samych podstaw, bo jak ludzie mieli dobrze wykonywać swoją pracę, gdy ich podstawowe potrzeby nie były do końca zaspokojone? Potrzebowali czasu.

Ale prawda była taka, że go nie mieli.

Co zaś się tyczyło samopoczucia… Victoria zerknęła kątem oka kontrolnie na Atreusa, który zdążył dzisiaj obrosnąć w piórka po tym, jak wygrał z nią zakład. Mężczyźni naprawdę bywali bardzo łatwi w obsłudze, a jemu się to zwyczajnie należało, bo wygrał uczciwie. – Mamy ogrom pracy tak naprawdę – podjęła temat. – Od półtorej tygodnia miałam jeden dzień przerwy i nie zanosi się, żeby to się w najbliższym czasie miało zmienić – i był to dzień przerwy na pogrzeb Florence. Nie na to, żeby leżeć na kanapie i odsypiać. – A twoje?




RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Atreus Bulstrode - 06.12.2025

Kawa na drugim piętrze to był raczej rytuał, niezbędny do dalszego funkcjonowania w biurze aurorów i pewnie brygady uderzeniowej też. Jej smak był wyraźnie przerysowany przez każdego, kto kiedykolwiek jej skosztował, jakby przykre słowa miały podkreślić jak momentami podła była ich praca. Odstraszało to też od dzbanka nieproszonych gości.

Bulstrode usiadł w fotelu, albo raczej - rozjebał się w nim. Rozparł, założył nogę na nogę - szeroko, opierając na kolanie kostkę - i z umiarkowanym zainteresowaniem przyglądał się beczce z piaskiem. Niesamowite to było, na co mogły sobie pozwolić osoby, których większość obowiązków polegała na wydawaniu poleceń i podejmowaniu decyzji. Ale zgadzał się, tego typu napitek był raczej doświadczeniem. Czymś, co fajnie było przeżyć przynajmniej raz w życiu, ale nie miało się zbytnio czasu bawić w to za często. Trzeba było przecież czekać, a on z kolei nie był aż tak cierpliwy.

Sufit też był fajny. Poruszające się po nim znaczniki nadawały mu życia i uświadamiały patrzącym, jak dużo dóbr znajdowało się właśnie w tranzycie. Aż mimowolnie człowiek się zastanawiał, czy po pierwsze, to wszystko działo się w czasie rzeczywistym i po drugie, czy w pełni pokrywało się z prawdą. Czy ktoś niepowołany mógł wyłuskać z tego jakieś interesujące informacje?

Obejrzał się biurko Selwyna, kiedy padła o nim wzmianka, ale niekoniecznie zainteresował się samym faktem, że go tutaj z nimi nie było. Spalona Noc starła z powierzchni ziemi wiele budynków i po prawdzie to skłonny był bardziej dziwić się, że Anthony miał czas ich do siebie zaprosić, zamiast też gdzieś utknąć.
- Bardzo dobrze. Wygrałem dzisiaj konkurs na najlepszego aurowidza w Biurze Aurorów i dzięki temu z mojego biurka zniknęły najnudniejsze raporty - poinformował z miną niewiniątka. Jeśli ktoś tutaj liczył na to, że wplącze go w rozmowę o uczuciach i przemyśleniach na temat śmierci jego siostry, to się trochę mógł przeliczyć. - A dopiero wczoraj wróciłem do pracy - dodał jeszcze, tak dla porządku. Śledztwo szło tak, że niezbyt chyba. Mieli dużo pracy, zgłoszenia piętrzyły się, a oni w tym zwyczajnie tonęli.

Przyjął czarkę z kawą, otulając ją dłońmi ale nie decydując się jeszcze na próbowanie. Ciało ciągnęło do ciepła, ale nie był Victorią i jemu gorąco mogło faktycznie zaszkodzić. To było zwyczajnie dziwne, ale sprawiło że musiał się trochę nauczyć obchodzić to nieczucie na zmiany temperatury. Przypominać sobie, ze coś mogło być za ciepłe i wywołać oparzenia.


RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Anthony Shafiq - 05.01.2026

Uśmiechnął się na wspomnienie incydentu z mandragorą. Słyszał od nim od Jonathana, przeglądał pobieżnie raporty. Teraz, po kryzysie Spalonej Nocy i w kryzysie tego co po niej nastąpiło, całość zdawała się śmiesznym żartem pochodzącym z zupełnie innej rzeczywistości.

– Wciąż nie możemy się doliczyć strat, ale... mam wrażenie, że to mało istotne zadanie w obliczu tego przed czym stanęło Ministerstwo.. – zawahał się. Spojrzał na Victorię, potem przeniósł wzrok na Atreusa. Na jego zimnych protegowanych, krewniaków, przyjaciół...– jakie zadania stają przed nami – dokończył nieco ciężej, zdecydowanie poważniej niż zwykł rozmawiać z nimi nim to wszystko, nim skala zagrożenia wpadła w końcu do jego percepowania.

– Mamy braki kadrowe, część ludzi nie powróciła po Spalonej do biura, część z oczywistych względów wniosła o urlop, część została przeniesiona do bardziej potrzebujących sektorów ministerstwa... Jest źle. A będzie... mam wrażenie jeszcze gorzej. – uśmiechnął się krzywo, wznosząc filiżankę w geście toastu – Przynajmniej tutaj nikt nam nie odmówi przerwy na dobrą kawę i chwilę pomyślunku. – upił nieco gorącego naparu i spróbował chociaż trochę się odprężyć, choć było to zwyczajnie trudne.

– Najlepszy konkurs na aurowidza w biurze aurorów... To nie brzmi jak cykliczna impreza integracyjna.. Cóż też miało miejsce? Czyżby Twój dar uchronił kogoś przed niesłusznym oskarżeniem? A może odwrotnie... całkiem słusznie mogłeś wnieść oskarżenie wobec winnego gorejącego poczuciem winy? – zaciekawił się na moment, po czym zmrużył oczy w zastanowieniu. – A jak wyglądają w ogóle Wasze aury po opuszczeniu Limbo? Nabrały innych odcieni?



RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Victoria Lestrange - 07.01.2026

– Te straty też są częścią Ministerstwa – zauważyła dość przytomnie i obdarzyła Anthonego uśmiechem. Jak można było mówić o Ministerstwie jako całości i nie brać pod uwagę poszczególnych problemów różnych Departamentów? Wszyscy na tym ucierpieli, wszyscy mieli od groma roboty. Ona na ten przykład musiała odłożyć w czasie swoje prywatne śledztwo, do kutego zresztą Harper Moody ją dopisała po rozmowie w cztery oczy. Były teraz trochę ważniejsze sprawy niż dziwne róże w ogrodzie rodzinnym. A może to był błąd, może powinna rzucić wszystko inne i składać te puzzle w całość? Ale prawdę powiedziawszy i tak chwilowo miała wrażenie, że natrafiła na ścianę.

– Czyli tak jak wszędzie – stwierdziła i przytknęła czarkę do ust, by upić kilka łyków. Przymknęła na moment oczy, pozwalając, by myśli rozpierzchły się na wszystkie strony. Słuchała ich, co mówią, jak mówią… Była zmęczona, ale nie miała tego luksusu, by się temu zmęczeniu oddać. Żadne z nich nie miało. – Oczywiście, że będzie gorzej. Ludzie łatwo zapomnieli o ataku na Beltane, bo był na małą skalę, ale przecież Dolina Godryka ucierpiała i życie stracili ludzie. Jedyne co wtedy zrobiło Ministerstwo to przydzielili śmieszną ilość funkcjonariuszy do patrolowania sabatu, a potem Niewymowni zajęli Polanę Ognisk i tyle ich widzieliśmy. Czy zrobiono coś więcej? Nie, bo po co. Śmierciożercy poczuli się więc pewnie no i teraz mamy to, spalony Londyn, spalone inne miasta. Zupełnie nie do przewidzenia, nie? – to ostatnie dodała już z sarkazmem, bo Śmierciożercy i Lord Voldemort rozzuchwalili się, ale tak po prawdzie na samo zaproszenie Ministerstwa. Dawali im do tego pole.

A potem przewróciła oczami tak potężnie, gdy Atreus zaczął się chwalić wygraną konkursu na najlepszego aurowidza, że Anthony wręcz nie mógł tego nie zauważyć.

– Nie wiedziałam, że to był konkurs – powiedziała sucho. – Poza tym byłeś jedynym uczestnikiem z trzecim okiem – dodała i spojrzała na Atreusa z ukosa, a potem wzruszyła ramionami. – Nie mam pojęcia. Nigdy nie widziałam swojej aury – Atreus opisywał jej ją dzisiaj, ale sama nie mogła stwierdzić, czy się jakoś zmieniła przez ostatnie pół roku.




RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Atreus Bulstrode - 20.01.2026

Atreus nie miał zbytnio pojęcia o co chodziło z tą całą mandragorą. Znaczy coś tam słyszał i widział że Victoria trochę wydawała się tym, jakby to powiedzieć, podkurwiona, ale jak tylko się dowiedział że chodziło o te przeklęte kwiaty, które darły twarze i do tego wyglądały jak dzieci owinięte w worki po kartoflach, to stracił całe zainteresowanie. Ot, komuś spadło i się popsuło, czy cokolwiek im się tam z tymi chwastami stało.
Grzecznie uniósł filiżankę, odpowiadając na toast Anthony'ego i upił nieco. Była dobra. Taka inna, ale chyba nie miał czasu sobie sprawić takiej grzejącej beczki żeby robić taką w domu.
- W sumie to nie wiem czy wiesz, ale niektórzy mieli wizje związane z tym co miało nadciągnąć - grzecznie zauważył, kiedy Victoria wspomniała o tym przewidywaniu. - Jasnowidzowie w sensie. Jak to jednak bywa z przepowiedniami, są niewiele warte do momentu kiedy nie odnajdujesz się w samych ich środku - wyrzucił to z siebie niemal wesoło, dławiąc w ten sposób ból ale i też zwyczajną gorycz. Ministerstwo wiedziało i nic to nie zmieniło. Przewidywania były, ale po prawdzie, chyba i tak większość ludzi uważała, że chodziło o Samhain, bo i jak mogło być inaczej? Dlaczego musiał być to pierdolony przypadkowy piątek wieczorem?
- Jedynym, który się liczył - zauważył kwaśno, spoglądając kątem oka na nią, jakby się z choinki urwała. - Ale nie, Anthony, zwyczajnie sobie trenowaliśmy. Victoria jest oklumentką więc ją bezwzględnie atakowałem, no i wygrałem - upił znowu łyk kawy, trzymając filiżankę do bólu elegancko i obowiązkowo wystawionym małym paluszkiem. Puszył się bezczelnie.
- Moja wygląda tak samo. Victorii raczej też, aczkolwiek mogę się mylić, bo się jeży. Dokładnie tak samo jak ty - zerknął na Shafiqa z dezaprobatą, bo w sumie to niezbyt lubił zdolności oklumentów. Należał się im za to podziw, jasne, ale czemu robili mu pod górkę. - A ciebie ktoś sprawdzał?


RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Anthony Shafiq - 15.02.2026

– Mam dziwne wrażenie, że Szefowie Departamentów z Ministrą na czele czekają, aż problemy rozwiążą się same – przyznał z rozbrajającą szczerością jak na ministerialne standardy. Może nie powinien tego mówić w ulu. ABSOLUTNIE nie powinien tego mówić w ulu. Prawda była jednak taka, że przy filiżance dobrej kawy wraz z parą aurorów, których obdarzał relatywnie wysokim poziomem zaufania, nie sposób było nie być szczerym.

Zaufanie. Szczerość. Waluta w tych czasach warta o wiele więcej niż złoto.

– Sądzicie, że Voldemort odkrył wędzidło i uzdę dla mocy płynącej z rozdartego Limba? Zakres tego czaru, tego... kataklizmu... tu pozwolę sobie na eufemizm: był prawdziwie oszałamiający. Mam wrażenie, że ignorowanie waszego stanu jest największym grzechem zaniedbania, ze strony Ministerstwa. – pozwolił sobie na to ciężkie oskarżenie, pozwolił aby ono opadło swoim gatunkowym ciężarem na barki jego i rozmówców. – Państwo musi działać i zawsze działało, bez względu na to kto był u steru. Możliwe, że gdyby to była garstka szalonych rebeliantów z maskami ukrywającymi ich twarze, możliwe, że wtedy ta opieszałość byłaby zrozumiała. Cóż... sam byłem w tym miejscu, sam myślałem, że problem nie jest aż tak... znaczący. – klątwa bycia uprzywilejowanym. W przeciwieństwie do swoich gości nie pracował w terenie. W przeciwieństwie do całej trójki, nie byli ani mugolakami, ani ludźmi pozbawionymi wpływów i pieniędzy, które mogłyby jakkolwiek stanowić tarczę ochronną.

Ale teraz spalono ich dom.

Na wspomnienie o wizjach, zamrugał kilkukrotnie oczyma. Czy Atreus mógł mieć na myśli Morpheusa? A może podczas spalonej z ust Anthony'ego wyszło więcej słów niż by tego chciał.
– Masz rację. I też nie jest to zbytni argument do działania, choćby nie wiem jak wprawny był jasnowidz. No chyba, że sam Dolohov opuściłby Prawa Czasu i wygłosił orędzie. Wtedy może Jenkins by posłuchała. – Choć słowa te mogłyby zabrzmieć szyderczo wobec celebryty, była w nich gorycz wobec Ministry o wiele głębsza niż jakakolwiek inna zadra, która mogłaby szarpać jego duszę. Przynajmniej w tym kontekście.

Temat konkursu aurowidza przywołał jednak na zmęczoną twarz odrobinę uśmiechu. Był wdzięczny, że znaleźli dla niego chwilę, był wdzięczny za odrobinę ciepła i dowcipu w tych ciemnych czasach.
– Oczywiście, że jest oklumentką. Sam pomagałem jej stawiać w tej sztuce pierwsze kroki – odpowiedział z rozrzewnieniem wspominając ten czas. – A co Ty ćwiczyłaś na nim moja droga? Mam nadzieję, że ten układ niesie w sobie odpowiedni poziom wzajemności? – Zagadnął, nie chcąc aby tak przyjemne przekomarzania skończyły się zbyt szybko. – Możesz spróbować, jeśli masz wystarczająco odwagi – rzucił finalnie Atreusowi, bo choć bardzo nie lubił, gdy ktoś próbował przebić się przez jego barierę, tak zdawał sobie sprawę, że nieustanna czujność powinna wiązać się z wrażliwością na wyczucie tych ataków, a to z kolei... wymagało praktyki. Przymknął oczy, skupiając się na wewnętrznych czakrach i zwizualizowanej linii ochronnej. – Dogrywka – nie proponował. Kącik ust mu zadrgał, choć próbował zachować powagę. Sam był ciekaw wyniku.



RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Victoria Lestrange - 16.02.2026

– W sensie, że biorą to wszystko na przeczekanie, aż sytuacja uspokoi się sama? – uśmiechnęła się uprzejmie, ale to był uśmiech do szefów i Ministry, nie do Anthonego, pełny zresztą kpiny i cichej złości, bo oni zapierdalali od rana do nocy (a czasami i w nocy, jak wtedy, gdy była na służbie dobre 20 godzin, bo płynęli sprawdzić niepokoje na morzu), żeby inni mogli robić… nic.

– Ja nie mam co do tego wątpliwości – stwierdziła, patrząc wprost na Shafiqa. – Zaniedbania i ignorancji. Pod pewnymi względami dla nas to lepiej, dla kraju zdecydowanie gorzej. Ale sami to na siebie sprowadzili – mruknęła i spróbowała się uśmiechnąć, bo niekoniecznie miała ochotę na powtórkę tego, co było z nekromantką z Egiptu. Stamtąd mogła zwiać, a gdyby byli regularnie śledzeni i chciano na nich eksperymentować tu, na Angielskiej ziemi, to zrobiłoby się bardzo nieciekawie. Wierzyła, że w niej i Atreusie drzemie ogromny, energetyczny potencjał, ale nie byli jedyni i to było martwiące – ich personalia były znane, a tej trójki co weszła do Limbo za Voldemortem niestety nie.

Anthony wydawał się być zdziwiony słowami Atreusa o wizjach, za to Victoria nawet nie mrugnęła. Słyszała o tych wizjach. Od Brenny. Od Laurenta. Dodała sobie dwa do dwóch. Nawet chciała podpytać o sprawę Vasilija Dolohova, ale nigdy nie otrzymała odpowiedzi na swoją wiadomość, nie wiedziała więc, czy doznał jakiegokolwiek objawienia. Lecz to, że wiedzieli w niczym nie pomogło. Myśleli, o Samhain. O Mabon. Nie o losowym piątku na początku września. Nie obróciła głowy do Atreusa, tylko obróciła oczy, jakby chciała na niego spojrzeć i przygryzła wargę. Jej dłoń podniosła się, ale zaraz lekko zacisnęła ją w pięść. Wiedziała, że Florence musiała mieć wizję. Że wiedział coś od siostry, której już nie było pomiędzy nimi… I w tym jednym, krótkim momencie chciała wyciągnąć do Atreusa dłoń, by złapać go za rękę i dodać otuchy. Nie zrobiła tego jednak. Jej dłoń z powrotem opadła na udo, gdzie za chwilę się rozprostowała. Nie wydawało jej się, by Atreus chciał takiego pocieszenia od niej.

– Jasnowidzowie już przed Ostarą mieli wizje na temat Beltane i nic nie zrobiono. Teraz były wizje i znowu żadnego przygotowywania, nawet mobilizacji, nic. Nie wiem, co potrzeba, żeby tych na samej górze otrzeźwić – stwierdziła w końcu z westchnięciem. – Chyba, że w Komnacie Tajemnic mają jakichś sabotażystów i nie przekazują informacji wyżej, bo nie wierzę, że żaden jasnowidz stamtąd nie doznał żadnej wizji. No albo góra jest naiwna, nie wiem – postukała się palcem po dolnej wardze w zamyśleniu. – Z drugiej strony Demartament Tajemnic zawsze był oporny. Mijają miesiące i nic… Poprosiłam nawet niedawno o zgodę na wejście na Polanę Ognisk, ciekawe jak długo będę musiała czekać na zgodę z ich strony, bo Moody się zgodziła – i obiecała jej, że da znać, jak tylko się czegokolwiek dowie.

A potem sięgnęła ponownie po swoją czarkę i uśmiechnęła się dużo pogodniej, gdy Anthony poinformował Atreusa, że to on ją uczył. To był miły czas, znacznie bardziej beztroski, kilka lat temu, gdy Anthony szkolił ją w magii rozpraszania i ćwiczył z nią panowanie nad emocjami, co było niezbędne, by móc później opanować oklumencję.

– Założyliśmy się po prostu. Uczciwie przegrałam, ale o włos, teraz mam trochę więcej raportów do wypełnienia – i gdy to powiedziała, to nawet puściła do Shafiqa oko tak, by Bulstrode tego nie widział. Nie, nie dała mu wygrać, wygrał uczciwie, ale uważała, że dobrze się stało, że wynik był właśnie taki. – Oczywiście, że też coś z tego miałam – uśmiechnęła się lekko. Nie, nie chodziło wcale o to, że miała z tego ból głowy, chociaż to trochę też. Ale dobrze było poćwiczyć, zmierzyć się z kimś, kto był jakimś wyzwaniem. – Tak jak ty się jeżysz, kiedy nie możesz dostrzec naszych aur na zawołanie – odbiła zresztą piłeczkę do Atreusa. To były dwie strony tej samej monety: oklumenci nie lubili, gdy patrzyło się na coś, co celowo kryli, a aurowidzowie nie lubili, gdy ukrywa się przed nimi coś, co dostrzegają normalnie bez wysiłku. Rozsiadła się wygodniej, zamierzając popatrzyć na to przedstawienie, które najpewniej miało zaraz mieć miejsce.




RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Atreus Bulstrode - 19.03.2026

Atreus siedział wygodnie w swoim fotelu i obracał w dłoniach filiżankę z gorącą kawą. Wpatrywał się przy tym w Anthony'ego z pewnym zastanowieniem, ważąc w głowie wypowiadane przez niego słowa i łapiąc się na jakiejś mało entuzjastycznej myśli, że Shafiq najwyraźniej nie bał się zanadto co to imię mogło znaczyć po Spalonej Nocy. Albo raczej co mogło za sobą nieść. Jeśli ktokolwiek tamtego wieczoru słuchał radia, na pewno nie ominął go rozpaczliwy wręcz komunikat nadany przez rozgłośnię radiową Nottów. Nie wymawiajcie jego imienia, czy jakoś tak i od tamtego dnia Atreus zaczął się trochę zastanawiać, czy nie leżała na nim jakaś klątwa. W końcu Czarny Pan związał Mavelle język w charakterystyczny sposób, uniemożliwiając jej jasne i wyraźnie wypowiedzenie jego miana w niewłaściwy sposób. Jaki więc był to problem wpleść w to jak się obwoływał odrobinę magii? Nie znaczyło to, że sam Bulstrode wzbraniał się od nazywania Voldemorta, cóż, Voldemortem, ale on przecież niczego się nie bał.

- Nie jeden jasnowidz - mruknął, upijając łyk ze swojego kubka. Gdzieś po drodze chyba zapomniał, że nie każdy musiał o tym wiedzieć. Nie każdy miał siostrę, która była jasnowidzem, a także wuja który był szefem Departamentu Tajemnic. Nie każdy też mówił innym wszystko. Przez moment obracał te myśli w głowie, z jakimś żalem, który ściągnął mu na moment brwi bo przecież uwikłana była w to wszystko Florence. To ona pokazała mu swoją wizję. Dosłownie, bo pochylał się nad jej kwestiami w Myślodsiewni należącej do Gregorego. - Wątpię nawet w tego Dolohova. Jeśli nikt nie doszedł do ich znaczenia w Komnacie Przepowiedni to, cóż... można było się spodziewać wszystkiego. Jeśli ktoś myślał o katastrofie to raczej spodziewał się jej na Samhain, nie teraz. I pewnie dalej się spodziewa - zerknął na siedzącą obok Victorię. Samhain miało być ciężkie i wymagające. Już teraz rozpościerało dookoła siebie pewien nieznośny ładunek emocjonalny, wisząc widmem nad ich przyszłością. Co powinni zrobić? Jak powinni zrobić? Akurat to kogo powinni prosić o pomoc nie wydawało się dla niego aż takim problemem, chociaż Mavelle i Patrick tkwili gdzieś za granicami kraju, zupełnie odcięci od tego z czym zmagali się on z Victorią.

Nie mówił nic na temat nieudolności Ministerstwa, bo wychodził z założenia, że jeśli coś się od kogoś chciało, nie należało źle o nim mówić w jego własnym domu, nie ważne czy siedziało się z nim w gabinecie, u niego w salonie, czy w piwnicy z innymi znajomymi. A Ministerstwo Magii w tym momencie było domem Eugenii Jenkins. Atreus natomiast miał wobec niej bardzo duże oczekiwania i plany, co nie zmieniało jednak tego że poruszane przez Shafiqa i Lestrange tematy były bardzo trafne. Może dlatego kiedy myślał o Ministrze, wydawało mu się że wie od której strony do niej i podejść aby podjąć temat w korzystny dla niego sposób.

- Departament Tajemnic jest oporny, ale nie uważam że tym razem wina tkwi aż tak bardzo po ich stronie - skrzywił się jakoś odruchowo, kiedy to mówił. - Chodzi mi o to, że żadne z nas nie było skore do podłożenia się do badań. Nikt nie wie co się dzieje. Zostało jasno powiedziane, że byliśmy pierwszymi którzy w ogóle do limbo weszli i z niego wyszli. Polana Ognisk to w sumie inna sprawa. Po co chcesz tam iść tak w ogóle? - zapytał jeszcze, bo czasu od Beltane minęło już bardzo dużo. Chciała sobie przypomnieć bo zapomniała jak wyglądają krajobrazy czy może ciągnęło ją tam coś zupełnie innego?

Na zaproszenie Anthony'ego uśmiechnął się lekko ze swojego miejsca, uważnie mu się przyglądając. Nie poruszył się, bo i nie miał coś przesadnie nad tym skupiać, kiedy cel miał tuż przed sobą, otwarty i dobrze widoczny. Spróbował - powoli, starając się być dokładnym, ale jakaś jego część podejrzewała że dzisiejsze ćwiczenia z Victorią mogły równie dobrze zrobić swoje.


// percepcja ◉◉◉◉○ na aurowidzenie antka
[roll=PO]


RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Anthony Shafiq - 27.03.2026

– Niejednokrotnie była to całkiem skuteczna taktyka. Wiesz... jeśli nie było się uczestnikiem kataklizmów zaserwowanych nam przez Voldemorta, to łatwo było je zbagatelizować. Spalona noc co prawda... przykuła uwagę i proszę z tego miejsca, żebyście wybaczyli mi ten eufemizm, niemniej, dalej uważam, że u steru są ludzie, którzy nie do końca wiedzą co z tym począć. Nawet jeśli hmm... cóż, to wciąż są moi ludzie, którzy są u tego steru. – skrzywił się nieco i uciekł wzorkiem. Czy byłby tak zgorzkniały, gdyby nie zawirowania wokół uniwersytetu? Być może nie. Jenkins jednak sama uczyniła sobie z niego wroga, nie tylko w logiczny sposób, zachowując się irracjonalnie i kompulsywnie, ale też ten małostkowy, karmiący negatywnymi wnioskami urażoną dumę polityka.

– Może oba, może przekazują i góra nie wie co z tym zrobić. Kto w ogóle zajmuje się tą Polaną Ognisk? Na pewno jest tam jakiś zarządca aczkolwiek, z całym moim szacunkiem do działalności badawczej, wydaje mi się, że Niewymowny nie powinien być u steru tego typu działań, no chyba że Longbottom, z racji wychowania w rodzinie policyjnej, który jako jeden z nielicznych jest świadom konieczności wynikających z obu ścieżek, a nie tylko jednej. – w zamyśleniu obrócił kilkukrotnie złotym sygentem z insygniami jego oddziału, pod którymi nieodmiennie od lat znajdowała się waga. Po spalonej nocy z Morpheusem nie było dobrze, ale może wypchnięcie go ku innemu zadaniu...
– Niestety, moja wpływy nie są takie mocne ani na drugim piętrze, ani na dziewiątym, żeby to przepchnąć, ale jeśli dostałaś zgodę... mogę to dla Ciebie sprawdzić. – Ruchem dłoni ściągnął ku sobie swoje pióro, by zanotować kilka słów, pozwalających mu zapamiętać to zadanie, nawet gdy młodzi aurorzy opuszczą jego gabinet. Za dużo zadań, za mało czasu...

Tak wiele, do zrobienia...

– Już mówiłem o tym Victorii i powtórzę to znów, może to nawet lepiej, ze Departament porzucił temat waszego stanu, daje to przestrzeń sektorowi prywatnemu, ale wydaje mi się, że i na to trzeba byłoby znaleźć miejsce i czas w naszych napiętych grafikach. Może... całkiem prawdopodobne, że może to się okazać kluczowe. Kto wie, czy zaklęcie doprowadzające pół kraju do ruiny nie było w oparciu nawet nie o szczelinę, a o moc zgromadzoną w naszych przeciwnikach. Z poziomu badawczego jesteśmy w plecy o kilka miesięcy, ale... – odetchnął i opadł na fotel, analizując zebrane do tej pory dane. Zasoby. Kapitał i ludzi.
– Chodzi mi po głowie projekt, którego jednym z efektów byłoby w Dolinie, niedaleko źródła umiejscowienie podziemnego laboratorium badawczego. Z jednej strony myślę o tym, że nie ma to zbyt wiele sensu, bo lepiej skorzystać z zasobów które już się ma, ale niestety Dolina dotąd pozostawała poza moim zasięgiem. – przyznał, by na moment odpuścić temat na rzecz konkursu tęgich umysłów.

Rozproszenie ◉◉◉◉○ gdyż ponieważ oklumencja
[roll=PO]

Dotyk ślepi aurora poczył niemal natychmiast i pospiesznie zdusił odruch wzdrygnięcia się. Chciałby mówić, że wpuścił go celowo, jednak nie byłoby to prawdą. Był osłabiony, był zmęczony, był niewyspany, był przede wszystkim rozkojarzony.

Jego aura była wciąż srebrzysta, choć nie sposób było nie zauważyć szarości rezygnacji i postępującego osamotnienia, z którymi Anthony cały czas walczył. Jego bieżący stan mienił się dyskomfortem wynikającym z wielu rzeczy, między innymi ten aurowidzowskiej potyczki ale też (a może przede wszystkim) słowami, które między nimi padły do tej pory, pokazującymi poziom trudności o wiele większej rozgrywki, w której przyszło im wziąć udział.

Żyli w ciekawych czasach.

– Brawo chłopcze. – pogratulował łagodnie, uśmiechając się nieco sztywno. – Niech Ci dobre oko w służbie służy – pozwolił przypomnieć sobie, dlaczego tak ważne było, żeby aurowidzowie wiedzieli jak najwięcej w miejsce rosnącej w sercu paniki, że jego umiejętności przestały jakkolwiek wystarczać na to wojenne pole.

bezróżdżkowa, oklumencja, wstępowanie i kłamstwo (wcale mnie to aż tak nie zabolało w serduszku)
drobny lęk (przejęcie kontroli), bezsenność)