![]() |
|
[09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia (/showthread.php?tid=5310) Strony:
1
2
|
[09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Hestia Bletchley - 05.11.2025 Londyn płonął i płonął, aż w pewnym momencie po prostu... Przestał płonąć. Płomienie powoli zaczęły dogorywać, podpalacze najwyraźniej przestali atakować kolejne cele i prawdę mówiąc Hestia czuła się obecnie jeszcze gorzej. Teraz gdy żar skrajnych emocji zostapiła po prostu spopielona pustka. Noc powoli zbliżała się do końca, gdy wraz z ojcem przeniosła się w okolice ich domu. Hestia rozejrzała się po okolicy i z ulgą zobaczyła, że budynek nie spłonął. – Patrz. Chyba nie jest źle – powiedziała w stronę starszego Bletchleya ze słabym uśmiechem i po raz pierwszy od kiedy powiedziano jej, aby zakończyła pracę na tę noc poczuła jakąś pozytywną emocję. Dalej miała na sobie zwykły szary strój brygadzistki, teraz dodatkowo jeszcze udekorowany śladami osmolenia, a to co miała na głowie już dawno nie przypominało kucyka, ale przynajmniej na jej twarzy pojawić się jakiś cień wesołości. Była wykończona. Całą noc biegała po Londynie próbując zapanować nad sytuacją i pomóc komu się tylko dało. Martwiła się o rodzinę. Martwiła się o przyjaciół. Martwiła się o dom i teraz przynajmniej wiedziała, że stał. Przynajmniej tyle. – Jeśli stoi cały to chyba większa szansa że ibw środku będzie wszystko dobrze, nie? Mama i Alice na pewno się ucieszą. Może zobaczymy co jest w środku, weźmiemy kilka rzeczy i hm... Skoczymy po nie do Munga? Nie było jednak takiej potrzeby, bo ledwo skończyła mówić to zdanie przed domem pojawiły się również pozostałe członkinie rodziny Bletchley, a Hestii z ulgi pojaśniały oczy. – Mamo, Alice! Żyjecie! Nic wam nie jest? – spytała podbiegając do obu kobiet. RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Alice Bletchley - 10.11.2025 Przez całą noc Alice nie mogła opanować roztrzęsienia. Wciąż nie trafiało do niej to, co się stało. Tyle nienawiści, cierpienia, śmierci... Po co? Za co? Nie potrafiła uwierzyć w to, ile zła wyszło na wierzch, a przecież nawet niespecjalnie wychodziła na ulice Londynu. Widziała jednak, co się działo w Mungu. Ilu było rannych. Zdążyła przelać chyba wszystkie łzy, jakie potrafiła. Najpierw z bólu, ponieważ to właśnie w ich własnym domu, ostry odłamek szkła poharatał jej policzek. Najpierw nic nie czuła, ostre pieczenie przyszło później. Nawet, jak została uleczona, wciąż czuła fantomową krew spływającą po policzku. A i blizna przez najbliższych kilka dni miała jej przypominać o tym zdarzeniu. Miała szczęście, że trafiła do mamy. Wtedy, kiedy stanęła przed nią w Mungu, czuła się jak mała, przerażona dziewczynka. Szybko jeden z doktorów uleczył ją prowizorycznym zaklęciem. Mama miała potem przywieźć jej po prostu maść, która sprawi, że szrama zniknie. Tuż nad ranem teleportowały się pod dom. Alice starała się pomagać w szpitalu na tyle, ile potrafiła, ale wciąż miała poczucie, że to wszystko na nic. Że małe dobro, które czynili zwykli ludzie nie mogło równać się temu, jak silne było zło. Jednak wróciły. Stanęły przed miejscem, w którym dla Alice wszystko się zaczęło. Popiół sypał się z nieba, a odłamki szkła latały po domu, który teraz ogarnięty został przez jakiś... mrok. Jakby ktoś zmienił paletę barw. To nie było jednak najważniejsze. Kiedy Hestia i tata wyszli Alice na spotkanie, inne sprawy przestały się liczyć. Oboje żyli. Byli cali i zdrowi. Alice przytuliła Hesię, która nadbiegła w ich stronę. Chyba jednak mogła zapłakać, bo tym razem łzy wzruszenia zeszkliły jej oczy. – Żyjemy, Hesiu. Na Matkę, jaka to ulga, że ty też jesteś cała! Tak się martwiłam! Nic ci się nie stało? – głos Alice słyszalnie się łamał, gdy to mówiła. Jej siostrzyczka żyła. Była taka dzielna! RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Jolene Bletchley - 11.11.2025 Mimo iż Jolene nie była uzdrowicielem, całą noc spędziła pomagając potrzebującym w Mungu. Eskortowała rannych, zanosiła opatrunki i pomagła w komunikacji między resztą pracowników kliniki. Pracując w tym miejscu już od dwudziestu lat, poniekąd przyzwyczaiła się do widoku ludzkiego cierpienia. Lecz to, czego doświadczyła tej nocy... Było gorsze od najokropniejszego koszmaru. Krzyki dzieci, swąd spalenizny, korytarze pokryte krwią... Jednak najgorszy w tym wszystkim był chyba chaos. Nikt nie wiedział ilu dokładnie rannych przebywało w Mungu, którzy uzdrowiciele opuścili budynek, a przede wszystkim, nikt nie był pewien co dokładnie działo się na zewnątrz i kiedy ataki w końcu się skończą. Istniała również obawa o to, że w końcu także i szpital stanie się celem Śmierciożerców. Pomimo ryzyka, które wiązało się z pozostaniem w klinice, Jo nie martwiła się o siebie, tylko o swoją rodzinę. O Juliana, który zawsze chciał iść na ratunek potrzebującym. O Hestię, która choć miała rangę brygadzistki, w oczach matki wciąż była małą dziewczynką. O Alice, która miała dobre serce i unikała przemocy, lecz w obliczu konfliktu pozostawała bezbronna. Dlatego na widok starszej córki w szpitalu, serce Jolene pękło. Nie miało znaczenia, że obrażenie nie było duże a znajomy uzdrowiciel szybko się nimi zajął. Matczyny instynkt powodował, że cały czas myślała o swoich bliskich, a zestresowany umysł podsuwał jej najczarniejsze scenariusze. Część Bletchley chciała opuścić klinikę i wyruszyć na poszukiwanie rodziny, ale wiązało się to z jeszcze większym niebezpieczeństwem. Poza tym, nie mogła zostawić potrzebujących w Mungu. Dopiero przed świtem, kiedy ataki ustały, wraz z Alice opuściły szpital. Teleportowały się pod dom, nie tylko po to, by sprawdzić stan budynku, ale też w nadziei, że znajdą tam pozostałą dwójkę Bletchleyów. Na szczęście tak właśnie się stało. Byli tutaj, cali i zdrowi. Na widok męża oraz Hestii, łzy napłynęły do oczu Jo. Gdy młodsza córka podbiegła, uścisnęła ją i Alice najmocniej jak potrafiła. Nie miała siły, by cokolwiek powiedzieć, ale z ulgi zaczęła płakać. !Trauma Ognia RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Pan Losu - 11.11.2025 Przez resztę sesji nie opuszcza cię wrażenie, że za moment to znowu się zacznie. W kącikach oczu widzisz snopy iskier. Wszystko wokół zdaje się cuchnąć sadzą i... chociaż coś w tobie próbuje krzyczeć: „to fikcja, nic się nie dzieje, opanuj strach!”, przeczucie narastającego zagrożenia pozostaje wyryte i nie opuszcza twoich myśli. RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Julián Bletchley - 11.11.2025 Nie pamiętał, kiedy ostatni raz czuł taką bezsilność. Ogień, który strawił zarówno Londyn, jak i Dolinę Godryka, wydawał się mu być żywym stworzeniem pożerającym wszystko, co napotkało na swojej drodze. Łącznie z nadzieją na wyjście z tego cało. A przecież był przyzwyczajony do kryzysów! Jak Julian Bletchley potrafił podejmować doskonałe decyzje pod presją czasu, tak tej nocy nie istniały żadne, które mogłyby przynieść pozytywne skutki. Cały czas teleportował się z miejsca na miejsce, pomagał obcym, próbował coś gasić, coś ratować, ale stolica Anglii i tak płonęła. I płonęłaby dalej, gdyby zaklęty ogień miał jeszcze co pożerać. — Masz rację, Sikorko — odparł cicho, a następnie przytaknął. — Wygląda na to, że mieliśmy trochę szczęścia. Nie wierzył we własne słowa i nie potrafił się uśmiechnąć. Jego własna rodzina przetrwała bez niego. Nie dzięki niemu. Bez niego. Nie zdążył zaproponować Hestii, żeby rzeczywiście sprawdzili wnętrze, ponieważ w powietrzu rozległ się znajomy dźwięk teleportacji. Obrócił się gwałtownie, a serce zamarło mu na moment. Na tle szarości stały Jolene i Alice. Następnie już tylko widział, jak najmłodsza z nich pobiegła w stronę matki i siostry, i jak trzy kobiety w jego życiu splotły się w jednym uścisku. Wtedy dopiero poczuł, że jego nogi drżały, adrenalina z całej nocy zaczynała w nim opadać. Nie miał prawa do nich podejść. Utracił to prawo. Mężczyzna, który nie był w stanie być przy rodzinie w chwili, gdy świat płonął? Nie potrafił nawet wcześniej powiedzieć Hestii, że się cieszył. Było coś upokarzającego w tym, że przetrwały pomimo niego. Zrobił krok w tył. Powoli. Tak, aby nie przerwać tego momentu. Niech zostanie ich — czysty, niezbrukany jego obecnością. Jeśli mieli zacząć od nowa, niech chociaż ten jeden ułamek sekundy będzie wolny od jego winy. !Strach przed imieniem RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Pan Losu - 11.11.2025 Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Mój triumf to porządek świata, w którym nie musimy ukrywać naszej magii.. RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Hestia Bletchley - 23.11.2025 Kiedy dała się zamknąć w objęciach mamy i siostry Hestia, pierwszy raz tej nocy poczuła, że słowa wszystko będzie dobrze nie były jedynie pustym zwrotem do poprawiania sobie humoru, a czymś co tak naprawdę niosło za sobą to właśnie znaczenie. Bo chyba naprawdę wszystko mogło być jednak dobrze, skoro jej rodzina była tutaj cała, a dom nie wydawał się zniszczony. Aż nie chciało jej się wierzyć, że zaraz usiądą w, może tylko nieco osmalonej, kuchni, jak każdego innego poranka. Tata zdecydowanie miał rację, gdy mówił, że mieli dużo szczęścia. – Nie, wszystko w porządku. Nic mi się nie stało – odpowiedziała w końcu siostrze jeszcze przez chwilę nie chcąc wypuszczać ani jej, ani mamy z uścisku. – Było trochę chaosu na ulicach, nawet nie wiecie jak ludzie potrafią być głupi w takich sytuacjach. Ktoś na przykład postanowił urządzić imprezę na ulicy. A ktoś uderzył Atreusa Bulstrode w twarz, ale nic nam nie jest i... Alice, szkło? Podobno byłaś zraniona? Wszystko dobrze? – spytała, nagle odsuwając się nieco, aby uważnie przyjrzeć się bliźnie na policzku starszej Bletchley. – W każdym razie przenieśliśmy się tutaj z tatą i... Zerknęła na tatę jakby nieco zaskoczona, że jeszcze do nich nie podszedł, ale nie poruszyła w żaden sposob tego tematu, uznając, że chyba z nerwów nadmiernie rozstrząsała wszystko, co przecież nawet tego rozstrząsania nie potrzebowało. – I dom chyba jest cały. RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Alice Bletchley - 24.12.2025 Uściskała Hestię, a i nawet obdarowała ją słabym uśmiechem. Jej siostrzyczka była taka... dorosła. Zapewne całą noc pomagała ludziom jak prawdziwa brygadzistka. Alice pamiętała swoją młodszą siostrę biegającą po podwórku, na którym właśnie stali. Bawiły się razem, a potem wracały do domu, by napić się przyrządzonej przez mamę lemoniady. Teraz natomiast w domu zagościła ciemność. Pył pokrył szyby, jedna zbiła się i rozharatała Alice policzek. – Nie martw się. W Mungu się mną zaopiekowali – powiedziała, po czym spojrzała na stojącego w oddali tatę. Podeszła do niego, położyła rękę na jego ramieniu. Wyglądał, jakby noc potraktowała go wyjątkowo źle. Nic dziwnego. Nie tylko był odpowiedzialny za rodzinę, ale również za bezpieczeństwo londyńczyków. – Tato... trzymasz się? – zapytała cicho. RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Jolene Bletchley - 26.12.2025 Wtuliła twarz we włosy swoich dziewczynek, by zamiast spalenizny choć przez chwilę poczuć jakiś znajomy zapach. Łzy zmieszały się z popiołem, ale to nie miało znaczenia; najważniejsze, że byli razem. A raczej razem poza jednym Bletchleyem, który z jakiegoś powodu nie chciał się przytulić. Kiedy Hestia i Alice w końcu się odsunęły, Jo skierowała wzrok na męża. Stał z boku, jakby bał się do nich podejść. Jakby się czegoś wstydził. Jolene nie zamierzała teraz roztrząsać jaka była przyczyna tego zachowania; znając Juliana, zapewne znów wymyślił sobie jakiś absurdalny powód wynikający z jego poczucia obowiązku. Tak czy siak, nie mogła pozwolić mu tak się dystansować. Podeszła zdecydowanym krokiem do Bletchleya i bez ostrzeżenia mocno wtuliła się w niego. – Co ty wyprawiasz kretynie, chodź tutaj. – wyszeptała, oparta o jego ramię. – Cały czas tak się bałam, że... – i wtedy ją to naszło. Wrażenie, jakby Śmierciożercy znowu mieli nadejść. Przed jej oczami pojawił się ogień, dym i poparzone ciała. Choć był to tylko wytwór wyobraźni, ciało Jolene reagowało jak na rzeczywiste zagrożenie. Przez ciało kobiety przeszedł dreszcz i zaczęła się trząść w objęciach męża. RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Julián Bletchley - 28.12.2025 Auror drgnął, gdy Jolene wtuliła się w niego bez ostrzeżenia. Stał sztywno z rękami zawieszonymi bezradnie w powietrzu, aby następnie natychmiast objąć ją mocno. Jedną dłonią przyciągnął ją bliżej, drugą oparł na jej plecach. Wiedział, że Alice i Jolene coś do niego mówiły. Dawno nie czuł się tak… bezużyteczny. Zarówno w obliczu wydarzeń w stolicy, jak i tego, co miało nadejść, odczuwał przytłaczający ciężar spoczywający na jego barkach. Tym razem nie słyszał głosów, nie miał wizji takich jak wtedy, gdy Millie Moody wyciągnęła go spod runącego budynku. Strach był jednak podobny — i równie nie na miejscu. Wtedy bał się o to, że nie mial przy sobie. W tym momencie miał przy sobie całą rodzinę, więc dlaczego… Wojna nauczyła go, że organizm czasem reagował szybciej niż rozum. Lęk potrafił przyjść bez zaproszenia. Oddychał więc głęboko, próbując się uspokoić. Coś było nie tak. — Nie… — wydusił tylko mężczyzna, a język zdradził pierwszy. Następnie mięśnie szczęki napięły się boleśnie. Serce przyspieszyło, dłonie zadrżały. W głowie miał pustkę, a jednocześnie coś obco nachalnego poruszyło jego ustami. — Mój triumf to porządek świata, w którym nie musimy ukrywać naszej magii. Auror cofnął się gwałtownie. Żołądek ścisnął się w bolesnym skurczu, obrzydzenie podeszło mu do gardła na myśl, że podobne słowa przeszły przez niego. — Nie… — powtórzył już własnym głosem. — To nie ja... |