![]() |
|
[1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka (/showthread.php?tid=5316) Strony:
1
2
|
[1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Cathal Shafiq - 06.11.2025 W snach Cathala wiły się węże i żmije. Nie było to nic zaskakującego, kiedy byłeś Ślizgonem, mieszkającym w podziemiach, a lochy twojego Domu szczodrze zdobiono symbolem czcigodnego Patrona. Ale czasem w tych snach węże mówiły, niekiedy sysząc słowa, które Cathal rozumiał, a czasem przemawiając ludzkimi głosami. To były różne głosy – jego własny, ojczyma, i ten, co do którego szczerze wierzył, że należał do Slytherina. Może to była klątwa Salazara, płynąca w jego krwi, może szaleństwo, typowe dla Gauntów, może tylko wyobraźnia, ale ten ostatni lubił powtarzać, by Cathal oczyścił szkołę ze szlamu. I siedemnastoletni czarodziej po przebudzeniu raz w półśnie jeszcze mruknął coś o tym, że naprawdę Salazar mógł ogarnąć w swoich czasach stworzenie bardziej elitarnej placówki dla czystokrwistych, by przebić Hogwart, a nie tracić czas na jakieś uśpione grozy z nadzieją, że kiedyś jakiś dzieciak naprawi jego błędy. Ale czasem te sny były bardziej natarczywe, i Cathal orientował się nagle, że kręci się przy łazience na drugiej piętrze, z głową pełną myśli o wężu, umieszczonym przy umywalce. Zwykle umykał stamtąd równie szybko, jak przyszedł, nie tyleż przerażony swoim postępowaniem, do którego popychały go głosy w głowie, co nieco zawstydzony, że ktoś mógłby go zacząć podejrzewać na przykład o próby śledzenia drugoklasistek do łazienki. Cieszył się, że wkrótce opuści szkołę. Cieszył się, że niedługo po tym opuści i Anglię. Kilka kursów, a potem byle zaczepić się na wyprawie, a nie wątpił, że zdoła to zrobić. Nazwisko otwierało wiele drzwi, on zaś z pychą typową dla siedemnastoletniego chłopca uważał, że już jest w dziedzinie pieczętowania oraz historii prawdziwym specjalistą. Mury Hogwartu od dawna zdawały się mu zbyt znane już, za ciasne, ograniczające. Cathal był głodny: głodny świata, podróży, nowych widoków, zapachów, smaków i dźwięków. I miał może jakąś naiwną nadzieję, że z dala od tego miejsca, na którym Salazar Slytherin odcisnął tak mocne piętno, głosy umilkną. Lub przynajmniej łatwiej będzie je zagłuszyć. I nie będzie tam żadnych, przeklętych łazienek, z rysunkami węży, pomyślał, gdy zdał sobie sprawę z tego, że pozwolił myślom płynąć, że zatracił się gdzieś pośród wspomnień, wyłączył wręcz, nie mogąc ich uporządkować… i zaszedł prosto pod łazienkę Marty. Pamiętał, oczywiście, samą drogę. Pamiętał wszystko. Ale w tym tez tkwił problem – ta pamięć czasem przytłaczała. RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Helloise Rowle - 07.11.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=O9KYQ6C.png[/inny avek] Jeśli Helloise mogła w czymś utożsamić się z Cathalem, to z pewnością było to poczucie przytłoczenia murami Hogwartu. Przebywanie w monumentalnej twierdzy i sztywna szkolna rutyna skutecznie wyprały z wszelkiej pogody ducha to wcześniej niezłomnie radosne dziewczę zawsze gotowe na nowe harce. Została nieszczęśliwie smutna, rozkapryszona, wstrętna nastolatka. Nie bardzo lubili się z nią w Hogwarcie zadawać, bo ta delikwentka zdawała się nie znać granic. Tak jak buta niektórych nastolatków jest podziwiana i czyni ich prowodyrami wybryków będących po latach najpiękniejszymi wspomnieniami szkolnymi, tak buta Helloise Rowle — nawet jeśli znalazłby się ktoś, kto ją za odwagę podziwiał — była szorstka i nieprzyjemna. Gdy już udało się dziewczynie podkusić kogoś do towarzyszenia jej w aktach ignorowania zasad, kończyło się to raczej przykro, bo ta nie oglądała się na komfort towarzyszy i potrafiła zdradliwie obrócić przeciwko nim. Niewykluczone — patrząc po lichych wynikach w nauce — że uważali ją przy tym za zwyczajnie głupią. I po części pewnie mieli rację. Taki właśnie bardzo nieprzyjemny i bardzo głupi pomysł nastoletnia Hela niosła tego dnia ukryty pod szatą, gdy natknęła się na Cathala przed drzwiami łazienki Jęczącej Marty. Lecz nie uprzedzajmy faktów. — Nienawidzę dziewczynek, które za głośno jęczą — odezwał się zuchwały dziewczęcy głos zza pleców Cathala. — Ani trochę się nie dziwię, że ją zabili. Bo przecież mimo swojego nieszczęścia i rozżalenia w tęsknocie za domem Helloise nie jęczała i nie roztkliwiała się nad sobą. Mogła więc poczuć się w tym lepiej od Marty. Mogła też obwieścić, że jest od niej lepsza. Jeśli Rowle miała bowiem jakąś słabość, była nią uwaga chłopców. Chłopców między innymi takich jak Cathal. Zdaje się, że mignęło jej kiedyś na korytarzu jego nazwisko. Starszy, czystokrwisty Ślizgon? Gratka. Helloise wyminęła młodego czarodzieja, pchnęła drzwi łazienki bez grama zawahania, lecz nim przekroczyła próg, odwróciła się, aby zerknąć na Shafiqa pytająco. — Wchodzisz czy tylko oglądasz? Może przydać mi się pomocna dłoń. Tak oto znalazła się przed Cathalem ta nieco wymizerowana, choć zdradzająca oznaki nerwowej ekscytacji twarz jasnowłosej nastolatki, która bez dwóch zdań zapraszała go właśnie do jakiejś niecnej konspiry. Jej szata obszyta była barwami Hufflepuffu — codzienny rytuał upokorzenia dla smoczej królewny. Krawat miała jednak krukoński — ukradła go z kuferka Leviathana i nosiła jak własny. Jedną rękę trzymała teraz cały czas wciśniętą między poły obszernej szaty, pod którą odznaczał się ostrymi krawędziami kształt opasłego tomiszcza. RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Cathal Shafiq - 08.11.2025 Cathal stał, niby zamieniony w posąg, aż do momentu, w którym tuż za nim odezwał się dziewczęcy głos. Hellosie Rowle była jedną z tych osób, które osiadały w pamięci Cathala, ponieważ musiał je pamiętać, nie dlatego, że pamiętać chciał. Kolejna twarz mijana na hogwarckich korytarzach, widywana w Wielkiej Sali, w niekończącym się korowodzie nudnych, szkolnych dni. Uwagę Shafiqa trudno było przykuć – nie, żeby ludzie mieli szczególne powody, aby starać się ją zdobyć – a bycie młodszą Puchonką, nieprzyjemne pomysły i liche oceny na pewno nie sprawiały, że zyskiwała w jego oczach. Gdy zresztą obrócił się, by na nią spojrzeć, zdawała się mu straszliwym dzieciakiem: była niska i chuda, tak że wyrośnięty ponad miarę Cathal uwierzyłby, gdyby ktoś mu powiedział, że jest trzecioklasistką. Nie odpowiedział od razu. Mierzył ją tylko spojrzeniem bardzo jasnych oczu, a wyraz twarzy miał taki, jakby jej nie widział. Może znów odpłynął na moment myślami, bo w głowie zakłębiło się zbyt wiele wspomnień? W końcu przesunął wzrok nieco niżej… ale nie, niestety albo stety, zupełnie nie na jej biust: wpatrywał się w krukoński krawat, jakby nagle doznał jakiegoś dysonansu poznawczego, i nie mógł wpasować tego elementu do świata swoich wspomnień. Wykrzywił w końcu lekko usta, w nieładnym grymasie, zastanawiając się, czy dziewczyna dobrała słowa w ten sposób przypadkowo, czy celowo chciała, aby zabrzmiały dwuznacznie. Próbowała zrobić wrażenie? Flirtować? – Wydaje mi się, że pomocnej dłoni z radzeniem sobie w łazience przestaje potrzebować średnio rozgarnięty sześciolatek – odparł po prostu, bo Cathal bywał równie nieprzyjemny jak Helloise. Może nie dla wszystkich, ale to była w końcu tylko młodsza Puchonka, a Cathal darzył pewną sympatią zaledwie pojedynczych Puchonów: tych, którzy błyszczeli na zajęciach ze starożytnych run, numerologii czy historii magii. – I co, u chłopców ci to nie przeszkadza? – dorzucił jeszcze, może w jakiejś typowej dla niego bezczelności, a może ze względu na swoje przywiązanie do logiki. Jakby na zawołanie, w tym momencie drzwi do łazienki otworzyły się i dobiegło stamtąd głośne zawodzenie. Jeśli Helloise słyszała o Marcie – a pewnie będąc dziewczyną ciężko było o niej nie usłyszeć – łatwo mogła się domyśleć, że to ona. RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Helloise Rowle - 09.11.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=O9KYQ6C.png[/inny avek]Świadomość, że Helloise żyje w głowie Cathala wbrew jego woli i ku jego niezadowoleniu z pewnością dostarczyłaby dziewczynie mnóstwo złośliwej satysfakcji. Niestety, nie miała pojęcia o jego chorobie i jej konsekwencjach, więc pozostawała nieszczęśliwie nieświadoma tego, że jej wspomnienie jest dla niego na zawsze. Był dla niej w tamtej chwili tylko i wyłącznie ładnym, niemiłym chłopakiem otoczonym tą aurą niedostępności, przez którą z taką satysfakcją można się przedostać. Hela Rowle była przecież inna niż wszystkie — tyle że Shafiq zdawał się na razie jeszcze tego nie dostrzegać, jeśli czarownica miałaby wnioskować po tym, jak krzywi się i opryskliwie odpowiada. Nie był to bynajmniej pierwszy raz, gdy ktoś był dla niej nieprzyjemny. Mieczem wojujesz, od miecza giniesz — lecz zamiast ginąć, ona wyhodowała grubą skórę. Z pozoru przynajmniej, bo gdzieś w nastoletniej główce piętrzyły się wszystkie te starcia mniejsze i większe, dając o sobie co czas jakiś dotkliwie znać. — Jak chłopak jęczy i się mazgai, to nie ma prawa się w ogóle nazywać chłopakiem — odparła, wydymając w zdegustowaniu usta. Było to oczywiste. Balansowała po jego złośliwościach gdzieś na granicy wkurzenia się i tupnięcia nogą a rosnącą chęcią przyciągnięcia jego uwagi. Zwyciężyła ta druga: powściągnęła gniew, stłamsiła czający się na końcu języka obrzydliwy przytyk o tym, że jeśli Cathal nie chce iść z nią do łazienki, musi być kochającym inaczej. — Zawsze tak udajesz głupiego? — zapytała zamiast tego oschle, wywracając oczami. — Ile razy widziałeś, żeby ktoś tam szedł do łazienki? Mogłabym ci coś pokazać, jeśli umiesz zachować sekret. — Podążyła po sobie wzrokiem za jego zniżającym się spojrzeniem. — Nie to. — Nie wydawała się urażona, choć zanim zorientowała się, że chodzi o krawat, coś ją w głębi duszy na moment niewygodnie ubodło. Wychyliła się na korytarz, aby sprawdzić, czy aby nikt się do nich nie zbliża, po czym wyciągnęła ukrytą pod materiałem szaty książkę. Czy można wyobrazić sobie bardziej stereotypową książkę do wiedzy zakazanej? Obita czarną nadpleśniałą skórą, pożółkłe strony i unoszący się w powietrzu obleśny smrodek piwnicy na Nokturnie — bez dwóch zdań Helloise nie zwędziła jej ze Szkolnego Działu Ksiąg Zakazanych, lecz przyniosła z zewnątrz. Mimo to księga nie przedstawiała wcale wielkiej wartości, a opisane tam rytuały i zaklęcia zaliczały się do bajek mchu i paproci, które nokturńscy handlarze wciskali co naiwniejszym. Jako że jednak Rowle dostała książkę w prezencie, otaczała ją specjalnymi nadziejami. Drgnęła nerwowo, gdy drzwi się otworzyły; na powrót schowała książkę, jakby przestraszona, że wycie Marty ściągnie nieproszoną uwagę. — Nie bądź tchórz. Uciszymy ją raz na zawsze — syknęła do Cathala z naciskiem, wchodząc do zachlapanej, obdartej łazienki, w której duch na razie był bardziej słyszalny niż widoczny. RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Cathal Shafiq - 11.11.2025 Miał przyjść dzień, gdy Helloise faktycznie będzie inna niż wszystkie kobiety swojego pokolenia – i choć dla jednych uczyni ją to dziwaczką, to czarnoksiężnicy zaczną pielgrzymować pod jej drzwi. Ale Cathal nie był obdarzony choćby namiastką trzeciego oka, jego noga nigdy nie postała w klasie wróżbiarstwa i zdobycie teraz jego zainteresowania mogło faktycznie nastąpić głównie dzięki podejrzanym, potencjalnie zakazanym księgom. – Skąd mam wiedzieć, panno Rowle? Bierzesz mnie za odźwiernego w łazience dla dziewczyn? – parsknął. W końcu nie wystawał tu aż tak często. Co najwyżej gdy głosy w głowie i koszmary stawały się bardziej intensywne, ale na pewno nie zamierzał się do tego przyznawać przed Puchonką. – A to byłoby coś wartego pokazania? - wystrzelił bezczelnie, może w odruchu, wzdrygając się na samą myśl, że uznała, że przypatrywał się jej biustowi i jak typowy, niezbyt miły chłopiec musiał zapewnić, że nie jest zainteresowany, a może chcąc się jej pozbyć… Ale trzeba przyznać, że tomik, który wydobyła, przyciągnął spojrzenie jasnych oczu Shafiqa. Widywał już czarnomagiczne księgi, niewiele, trzy albo cztery. Nie w Dziale Ksiąg Zakazanych, a raczej rodzinnych, pilnie strzeżonych zbiorach, i nie zapamiętałby tego, gdyby nie to, że obrazy pozostawały w jego głowie na zawsze – po prostu niektóre z nich zaczynał rozumieć z czasem. Tamte, z którymi miał do czynienia, były zaskakująco normalne, w okładkach ze skóry, i z pierwszymi stronami o wyjątkowo nudnych tematach, o których nie chciałby czytać nikt o zdrowych zmysłach. Trzeba było przyznać, że ta w rękach Helloise wyglądała znacznie bardziej czarnomagicznie: a on nie był w stanie na pierwszy rzut oka ocenić, czy jest bezwartościowa, czy może zapisano tam jakieś mroczne tajemnice. A jego zawsze ciągnęło do tajemnic. – Panno Rowle – powiedział, i tym razem w głosie nie pobrzmiewała pogarda, a raczej jakby zaczątki tłumionego śmiechu, a kącik jego ust drgnął lekko. Bo obie opcje wydawały mu się równie ciekawe: i jeżeli w tej księdze zapisano informacje o rytuałach wartych odprawienia, i jeśli dziewczyna zaraz zrobi z siebie pokazową idiotkę. Co poradzić? Cathal nie należał do tych nielicznych, miłych Ślizgonów… – Z największą przyjemnością. – Stoicie tam i mnie obgadujecie, tak?! Tak?! A może Irytek was na mnie nasłał?!!! – padło z łazienki, a potem rozległ się dźwięk, jakby z wielu kranów wypływała woda. RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Helloise Rowle - 18.11.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=O9KYQ6C.png[/inny avek]Cathal Shafiq znał więc jej imię. Och, czyż mógł być dobitniejszy dowód tego, że zwracał na nią uwagę? Tym słodziej smakowało obwieszczenie w odpowiedzi na jego złośliwość: — Mam chłopaka — co brzmiało w jej uszach jak potężne zaklęcie. — Nie miałbyś na co liczyć. Helloise nie miała wielu okazji, aby się tym chwalić, więc mimo powierzchownej nonszalancji rozkoszowała się tą chwilą. Nie powinna się chwalić, kazał jej się nie chwalić — lecz co taki Cathal byłby w stanie z jej słów wyciągnąć? Nie zdradziła mu przecież, co to za chłopak, a jedynie, że jakiś był. Gdy wyciągnęła księgę, nie mogła przegapić zmiany ani w tonie głosu nowego kolegi, ani w jego mimice. A zatem to czarna magia pociągała Ślizgona — jak przewidywalnie. Zmiana w nim była jednakże tak nagła, że nawet naiwna Hela zaczęła podejrzewać Cathala o podłe intencje. Nie dostrzegła ich, kiedy docinał jej i wyzłośliwiał się — w końcu kto się czubi, ten się lubi. Dostrzegła to dopiero teraz, gdy zrobił się miły. — Dobra decyzja — pochwaliła, bo skoro już w to zabrnęła, nie zamierzała się wycofywać. Miała przecież godność; nie była też pierwszą lepszą, żeby jakiegoś kretyna nie przegadać w razie potrzeby. Ściskając pod szatą książkę, dziewczyna weszła do łazienki sprężystym krokiem, który stracił na rezolutności, ledwo jej śliczny balerinek chlapnął w pierwszą kałużę i bryzgnął wodą z brudnych płytek na jej szatę. Zagryzła zęby — to przecież głupota, a ona nie była delikatną dziewuszką, żeby się tym przejmować. A jednak: łazienka Jęczącej Marty wydawała się bardziej obrzydliwa niż sterty smoczego łajna. Cała ta woda zebrana na podłodze, gdzie zostawały brudne odciski butów, cuchnące kabiny, dziwny nalot na ścianach i coś paskudnego rozsmarowanego na lustrze… — Przyznaj, że obgadujecie mnie!! — zaskowyczał duch Marty, który nagle wynurzył się z sufitu tuż przed Helą. Rowle drgnęła zaskoczona tym nagłym objawieniem, lecz zaraz ściągnęła gniewnie brwi. — Każdy cię w tej szkole obgaduje — odparła opryskliwie, przechodząc bezceremonialnie przez grymaszącą zjawę. — Dajesz nam powody. Mimo dalszych utyskiwań ducha, na jednym z parapetów czarownica rozłożyła książkę i wzięła się za szukanie odpowiedniego rozdziału, który zamierzała zaprezentować dumnie Cathalowi… lecz Marta podryfowała tuż za nią, zawisła nad jej ramieniem i próbowała czytać kartkowane strony pełne szatańskich diagramów i bluźnierczych ilustracji. — Co macie? Co to takiego? — zasypywała pytaniami. Zirytowana Helloise z głuchym łoskotem zatrzasnęła okładkę księgi. Odwróciła się do Shafiqa z wyrzutem w oczach, jakby to on miał być odpowiedzialny za wybryki wścibskiego ducha. — Nie pokażesz biednej Marcie!! — zaszlochał nad jej uchem rozhisteryzowany duch. — Wszyscy się na mnie uwzięliście. RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Cathal Shafiq - 20.11.2025 – Niewielka strata – rzucił jeszcze, z tą złośliwością chętnie przypisywaną Ślizgonom, ale w istocie objawiającą się przecież ogólnie u wielu nadmiernie pewnych siebie, nastoletnich chłopców – o, u takich Gryfonów na przykład. Podejrzewał, że Helloise kłamie, tak naprawdę jednak nie miało to dla niego znaczenia. Tak samo, jak nie przejąłby się tym, że dziewczyna spotyka się z jakimś dorosłym, podejrzanym typem z Nokturnu: był jeszcze trochę za młody i zbyt skupiony na innych rzeczach, aby do niego dotarło, jak wielkim draniem był ten gość. Helloise miała jednak zapewne rację. Jego nagła uprzejmość była bardziej podejrzana niż złośliwość. Zgodził się pod wpływem impulsu i ciekawości, skąd Helloise wzięła tę księgę i czy znajduje się w niej coś ciekawego. Ledwo jednak weszła do łazienki, Shafiq niemal natychmiast pożałował, że to zrobił. Wszedł za nią do środka z pewnym ociąganiem, a potem podparł się plecami o ścianę tuż przy wejściu, ramiona zaplatając na klatce piersiowej. Nie zwracał uwagi na wodę, która pokryła posadzkę, na uchylone drzwi kabiny, ani nawet na Martę, która wyłoniła się z sufitu i opadła obok Helloise. On miał okazję ją już tutaj spotkać: wprawdzie widział ducha może ze dwa razy, ale w jego pamięci zapisał się każdy szczegół jej wyglądu i tony, w jakie wpadała, gdy zaczynała histeryzować. I zamiast jej współczuć zwykle myślał, że nic dziwnego, że nikt jej nie lubił. Teraz jednak spojrzenie utkwił w umywalce. Z tej odległości nie widział węża, umieszczonego w pobliżu kranu, ale jego umysł podsuwał usłużnie obraz rysunku. Nie sprawdził – celowo – kto odpowiadał za renowację tutaj, bo nie wątpił, że nie był to Slytherin. Łazienka była zbyt nowoczesna. Ktoś z Gauntów prawdopodobnie zamaskował wejście i… Nie chciał wiedzieć. Chciał wiedzieć. Pogrążony we własnych myślach, we wspomnieniach, nie zwracał najmniejszej uwagi na toczącą się obok rozmowę. Nie spojrzał nawet na książkę, która jeszcze parę sekund tak bardzo go intrygowała, myśląc o wężach i o śmiechu, rozbrzmiewającym w jego głowie. – Jesteś tak samo okropna, jak Olivia! – oceniła Marta, pociągając nosem. – Och, dostała za swoje, kiedy umarłam. Ty też jeszcze zobaczysz!!! RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Helloise Rowle - 03.12.2025 Gdy powiedział, że brak perspektyw na związek z nią to żadna strata, Helloise wcale się tym nie przejęła. Miała przecież przy takiej deklaracji furtkę otwartą na dalsze drażnienie Shafiqa — wystarczyło wymyślić odpowiednią ripostę. O nie, Cathal przeskrobał sobie nie tą złośliwością, a tym, że przestał zwracać na dziewczynę uwagę. Ledwie się czarownica zorientowała, że pod parapet podeszła samiutka z duchem za całe towarzystwo, ukłuły ją pierwsze igiełki niezadowolenia. Co takiego ciekawego było w jakimś durnym zlewie, czego ona nie miała?! — Mógłbyś podejść mi pomóc? — zapytała z wyrzutem. — W tych warunkach, z tym duchem ciężko pracować. — Czymże bowiem innym były zapędy do urządzania diabelskiego egzorcyzmu, jeśli nie wymagającą pracą? — Co ty tam niby masz? Próbowała sama zbliżyć się do Cathala, ale uczepił się jej ten przeklęty duch, kluczenie między mokrymi plamami na podłodze sprawiało trudność — Rowle zaczynała się coraz bardziej denerwować. — Jaka u licha znowu Olivia? — warknęła w stronę Marty, przystając przy jednej z umywalek. Niewiele się interesowała do tej pory Martą i jej historią. Jak przystało na kapryśną nastolatkę, nic jej nie obchodziło, wszystko miała w głębokim poważaniu, a w ogóle to wszyscy powinni ją najlepiej zostawić w świętym spokoju i się odczepić raz na zawsze. — Nic mi nie zrobisz. Ja mogę wyjść w każdej chwili, a ty tu zostaniesz wąchać kible do… do końca świata — opryskliwie odparowała Marcie Hela, bo co też mógł zrobić taki duch? Pokrzyczy, pogrozi, poszantażuje, ale koniec końców Helloise odejdzie w siną dal, a Jęcząca Marta tu zostanie. Zdecydowanie bardziej niż Marta interesował Rowle ładny Ślizgon. Dotychczasowe starania nie dały efektów. Trudno. Ogień zwalczać ogniem: nie chciał się z nią bawić, to ona z nim też nie chciała. Złośliwy rys na twarzy Puchonki złagodniał, gdy ponownie zwróciła się do ducha. — Kiedy ostatnio ktoś ci czytał książkę, Marto? — zapytała, ostentacyjnie ignorując obecność Cathala. — Chciałabyś, żebym ci poczytała? Założę się, że takiej książki jeszcze nigdy nie widziałaś. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=O9KYQ6C.png[/inny avek] RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Cathal Shafiq - 04.12.2025 Pierwsze słowa Helloise jakby w ogóle do niego nie dotarły. Kolejne wyrwały go wreszcie z dziwnego transu, w którym zdawał się tkwić, i sprawiły, że rzucił Puchonce spojrzenie – ewidentnie nieco nieprzytomne. – I co mam zrobić z tym duchem? Przytrzymać go? – spytał po prostu. Umywalka jak umywalka. Ta, na którą Cathal spoglądał, zdawała się absolutnie typowa i niczym nie różniąca od pozostałych, ciągnących się w rzędzie… Przynajmniej na pierwszy rzut oka. W istocie różnice były dwie. Po pierwsze, kran przy tej umywalce nigdy nie działał, chociaż było wątpliwe, aby Shafiq o tym wiedział (i nie wiedział, nawet jeśli krążył w pobliżu, nie wchodził do środka). Po drugie, umieszczono przy niej symbol węża, co w szkole, która miała węża w godle, znowu zaskakujące samo w sobie nie było, choć zazwyczaj chyba nie umieszczano takich motywów w losowych łazienkach. – Była tak samo okropna jak ty. Wyśmiewała moje okulary! Dostała za swoje, jak przyszła mnie tu szukać i odkryła, że umarłam. Och, jak pięknie potem zepsułam wesele jej brata! – Na twarzy Marty przeszła dziwna przemiana: od pewnego zainteresowana książką, przez tradycyjny dla niej, płaczliwy wyraz, gdy wspomniała o wyśmiewaniu okularów, aż po uśmiech, który pojawił się na jej nieładnej twarzy, gdy wspomniała o zrujnowaniu wesela. – Błagam, tylko nie znowu tragiczna historia twojej śmierci – westchnął Cathal, mierząc spojrzeniem ducha i Helloise. Marta przylewitowała nieco bliżej Puchonki i zajrzała jej przez ramię, jakby faktycznie zainteresowana tym, co takiego znajdowało się w księdze, ale na słowa Shafiqa uniosła głowę i wbiła w niego spojrzenie oczu, które ponownie zaszły łzami. A Cathal zaczął się zastanawiać, czy sprawdzenia autentyczności tej książki faktycznie jest warte znoszenia towarzystwa tej wiecznie łkającej i użalającej się nad sobą zjawy… RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Helloise Rowle - 03.01.2026 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=O9KYQ6C.png[/inny avek]— Jak to: co zrobić? Wykazać się. I tak oto wszyscy w tej łazience mieli siebie nawzajem dość. Trójka nastolatków (w tym jeden martwy) taplała się w maratonie złośliwości jak świnki w korycie i trudno powiedzieć, kto był najbardziej owym zajściem rozdrażniony. Helloise rozdrażniona była bardzo — zarówno Cathalem, który nie poświęcał jej wystarczająco zaangażowanej uwagi, jak i Martą, która wprost ją znieważyła. — Kim ty myślisz, że jesteś, idiotko bez nazwiska? — fuknęła Rowle na ducha, gdy w odpowiedzi na uprzejmą ofertę przeczytania nieboszczce książki, usłyszała, że jest okropna jak jakaś równie bezimienna Olivia. — Wszyscy moi bracia mają ślub. Możesz pomarzyć o takim numerze. Zresztą, tak samo jak pomarzyć sobie możesz o własnym ślubie. Hela przecież tak postarała się dla tej wstrętnej duszy i chciała uczynić Marcie przysługę — czy z dobroduszną intencją, czy nie, bez znaczenia. Próbowała być dla niej dobra, a otrzymała w zamian niewdzięczność. Ten sam instynkt, który kazał jej wcześniej obrazić się na Cathala i zmienić front na duszkę, podpowiadał ponowną zamianę drużyny, ale… nie mogła Shafiqa znieść. Bo jeśli Helloise była okropna jak Olivia, to Cathal był równie okropny jak Helloise… A Marta… Marta też była okropna, nie ukrywajmy. Helloise podjęła więc jedyną logiczną decyzję w tej sytuacji: przestała próbować się komukolwiek przypodobać i pozwoliła się porwać nienawistnej spirali. Dziewczyna wypuściła gniewnie powietrze nosem. Uśmiechnęła się paskudnie do Cathala i wyciągnęła zamaszystym ruchem różdżkę spod szaty — próbowała dodać sobie w ten sposób powagi, lecz licha była to groźba, jako że w magii praktycznej czarownica prezentowała się żenująco słabo. — Znowu? Czyli jednak tu przesiadujesz i słuchasz tego skowytu umarlaczki. Poprzewracało ci się od tego w głowie. Co jest z tobą nie tak? |