Secrets of London
[Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni (/showthread.php?tid=5324)

Strony: 1 2


[Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni - Brenna Longbottom - 10.11.2025

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VII

Nad Warownią migotały gwiazdy.
We wczesnym jesiennym mroku, można by prawie uwierzyć, że wszystko jest normalnie. Że jest dobrze. Nic jednak takie nie było, ani tutaj, w domu, który przestał być domem, pełnym zniszczeń, skrytych teraz przez ciemność, ani w całej Dolinie i Londynie, wciąż przeżartymi wonią sadzy i wspomnieniami ognia. Nawet żółknąca powoli trawa pod butami wciąż była pokryta resztkami popiołów.
Brenna przymknęła oczy i przetarła powieki samymi opuszkami palców. Była zmęczona: tym rodzajem zmęczenia, który bardziej dotyczył umysłu. W głowie wręcz jej wirowało od nadmiaru myśli, a plany, możliwości, ryzyka i szanse, zmiany i kontynuacje dotychczasowych strategii, listy potrzeb, nazwiska do sprawdzenia, skakały gdzieś po umyśle, przynajmniej na razie niemożliwe do uporządkowania. Zebranie wyciągnęło z niej większość sił, mimo to odstawiła Norę do Londynu, porozmawiała z Dorą, skreśliła pośpiesznie liścik do Philippy – musiała, po prostu musiała coś zrobić z tym lękiem przed płomieniami, inaczej czekała ją Lecznica Dusz – a potem pojawiła się tutaj, zgodnie z paroma zdaniami zamienionymi z bratem, gdy rozstawali się przy Strażnicy.
Najlepiej było działać krok po kroku. Voldemorta tej nocy na pewno nie upolują, wielkich strategii przeciwko śmierciożercom nie wdrożą ani w tydzień, ani w miesiąc, więc można było zacząć od własnych szeregów. Wierzyła – musiała wierzyć – że pęknięcia da się jeśli nie usunąć, to przynajmniej jakoś posklejać. Bo jeżeli nie, to o co w ogóle wciąż walczyli?
Wokół panowała cisza. Zdawało się, że po tym, jak przez Dolinę przetoczył się ogień, umknęły stąd nawet owady.
Odetchnęła. Otworzyła oczy, pokonała stopnie, wiodące do wejścia i przekręciła klucz w zamku. Wymiana drzwi wejściowych mogła wydawać się bezsensu na początku, gdy ledwo co zdjęto klątwę, i uprzątnięto pomieszczenia na parterze, pozbywając się z nich sadzy, a piętro czekało na ogarnięcie, podobnie jak dach, ale nie chcieli w środku żadnych niezapowiedzianych gości. Krok po kroku, tak? Tu też musieli zająć się tym krok po kroku.

!Trauma Ognia


RE: [Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni - Pan Losu - 10.11.2025

Pożerający cię strach osiągnął szczyt. Doświadczasz omamów, które doprowadzają cię do obłędu. W tej sesji rzucasz zaklęcie kształtujące ogień, wymierzone w najbliższą osobę lub przedmiot. Wszystko wokół płonie, bo... powinno spłonąć!

OGIEŃ WAS OCZYŚCI.


RE: [Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni - Brenna Longbottom - 10.11.2025

...a klamka pod jej dłonią zapłonęła.
Brenna gwałtownie cofnęła się i spadła ze schodków, prosto na trawę, wilgotną od rosy i pokrytą sadzą. Ogień, który pochłaniał drzwi, istniał tylko w jej umyśle: ale panika... panika była prawdziwa. Pełznąc po ziemi odczołgała się dalej, drżącą ręką sięgając po różdżkę.
Chyba chciała ugasić ten ogień.
Czy dało się pomylić inkantację wodnego zaklęcia z tym wyczarowującym płomienie...? Brenna jeszcze niedawno powiedziałaby, że nie: ale jakimś cudem zdołała to zrobić. A może to głos rozbrzmiewający w jej głowie, krzyczący o ogniu, o oczyszczeniu, sprowadził myśli ku płomieniom i sprawił, że to właśnie ten czar cisnęła przed siebie? Niepewną, drżącą ręką?

kształtowanie
[roll=W]

Drzwi nie płonęły. Nie było tam żadnego ognia: to była tylko ułuda, doprowadzające do obłędu omamy.
Za to ogień, który buchnął tuż przy schodach, był już prawdziwy. I Brenna poderwała się wreszcie, w panice po prostu próbując odsunąć się od tego ogniska. Nie gasiła go: chyba w pierwszej chwili nie była w stanie.


RE: [Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni - Heather Wood - 10.11.2025

Spotkanie w Strażnicy było dość intensywne. Tym razem, na szczęście to nie ona znajdowała się wśród stron, które dość głośno chciały wymieniać się swoją opinią. Siedziała wyjątkowo cicho, jedząc pączki, co było nie najgorszym rozwiązaniem na tamtą chwilę. Na szczęście Brenna z dyrektorem wrócili dość szybko, więc nie nastąpiła jakaś większa eskalacja, chociaż i tak padło dużo słów, które zdaniem Wood nie były do końca potrzebne. Całkiem wygodnie jej się jednak spoglądało na to z boku.

Zamieniła ze swoją przyjaciółką kilka słów. Miały zamiar porozmawiać dłużej w Warowni, także tam się skierowała po tym, jak wyszła ze Strażnicy. Usiadła na miotłę i pomknęła po niebie zmierzając do domostwa Longbottomów. Wiatr przyjemnie plątał jej włosy, uwielbiała znajdować się w powietrzu, miała wrażenie, że nie mogą jej tam dosięgnąć żadne problemy, może trwało to tylko chwilę, ale było miłym i orzeźwiającym uczuciem. Pozwoliło jej też nieco ukoić nerwy, które zaczęły pojawiać się podczas spotkania Zakonu Feniksa.

Być może była młoda, niezbyt wiele w życiu widziała, jednak ona również odczuwała to całe napięcie. Nie do końca wiedzieli co robić, u kogo szukać wsparcia, komu ufać. To wcale nie było takie proste, jakby się mogło wydawać. Tak samo jak metody walki o których wspominali, nie chciała być jak tamci, nie chciała zabijać ludzi, nie wydawało jej się to najlepszym pomysłem, bo przecież łatwo będzie im przekroczyć granicę i stać się tym samym z czym mieli walczyć.

Heather całkiem szybko znalazła się przy Warowni. Znała drogę doskonale, od jakiegoś czasu dosyć często bywała w tym miejscu. Nadal nie do końca pogodziła się z tym, co mu się przytrafiło. To było przerażające, że jedno z najbardziej strzeżonych miejsc tak ucierpiało podczas ostatniego ataku śmierciożerców. Posiadali ogromną siłę, a to oni musieli z nimi walczyć.

Ruda zmniejszyła wysokość swojego lotu, powoli zbliżała się do głównego budynku, wtedy dostrzegła na niebie dziwną łunę światła, bardzo znajomą. - Kurwa mać. - Mruknęła pod nosem, bo wiedziała, że ma do czynienia z ogniem. Nie zwlekała, przyspieszyła lot, by jak najprędzej znaleźć się przy drzwiach.

Zeskoczyła z miotły, dostrzegła Brennę przed wejściem. Nie czekała, machnęła różdżką i mruknęła pod nosem zaklęcie. Chciała wyczarować strumień wody, który ugasi ogień. Dopiero wtedy miała zamiar zapytać się przyjaciółkę, co się tutaj właściwie wydarzyło.



kształtowanie ◉◉◉◉○
[roll=PO] kształtowanie strumienia wody


RE: [Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni - Erik Longbottom - 10.11.2025

Longbottom opuścił budynek Strażnicy chwilę po swojej siostrze, jednak droga powrotna do domu zajęła mu dużo dłużej. Gdyby był w lepszym nastroju, to niewykluczone, że pokusiłby się o to, aby zostać w kwaterze nieco dłużej. Może spróbowałby porozmawiać z niektórymi członkami organizacji i poukładać sobie ostatnie wydarzenia w głowie poprzez dialog z innymi ludźmi. Nie mógł się jednak wyzbyć wrażenia, że akurat tego dnia jakakolwiek próba dyskusji skończyłaby się tylko frustracją, a może nawet wymianą paru nieprzyjemnych słów.

W gruncie rzeczy zawsze mogło być gorzej, pomyślał Erik, maszerując samotnie przez ciche ulice Doliny Godryka. Ech, ciężko było mu uwierzyć, że jeszcze parę miesięcy temu wiózł tą trasę Norę Figg w taczce po nocnej imprezie. Jeszcze bardziej przerażające było to, że zaczynał odczuwać nostalgię w stosunku do wydarzeń, które wcale nie wydarzyły się tak dawno temu. A może była to kolejna oznaka tego, jak mocno odcisnęły się na nim ostatnie wypadki?

Westchnął cicho. Niezaprzeczalnie, mogło być dużo gorzej. Bądź co bądź, Zakon Feniksa dalej funkcjonował i nie siedzieli bezczynnie. Mieli jakiś plan. A przynajmniej plan, który za jakiś czas miał wprowadzić w życie szereg innych mniejszych planów. A to już było coś. Bądź co bądź, transformacja organizacji była nieunikniona. Zwłaszcza po tym, jak Patrick musiał wycofać się z aktywnej pracy na rzecz Zakonu. Tyle dobrego, że Brenna wciąż jest na posterunku, skomentował bezgłośnie.

Może pokładał ostatnimi czasy w siostrze bardzo wygórowane nadzieje, ale Spalona Noc skutecznie wbiła mu do głowy, że potrzebowali kogoś takiego jak ona na wysokim stanowisku. Prawa Ręka, Lewa Rękę - to już było drugorzędne. A Jonathan wydawał się rozsądnym czarodziejem, toteż Erik miał sporą wiarę w to, że współpraca między nim a Brenną doprowadzi do odpowiednich rezultatów. W końcu im wszystkim zależało na osiągnięciu tych samych celów. A kto wie, może nawet Matka w końcu zacznie im sprzyjać i...

Ja pierdole — wymsknęło mu się, gdy Warownia znalazła się w jego polu widzenia i nieopodal wejścia zauważył niepokojące światło Podobne do tych, które widział tamtej okropnej nocy jeszcze w Dolinie Godryka czy nawet Londynie.

Od razu przyspieszył kroku, który dość szybko zmienił się w bieg; w emocjach nawet nie przyszło mu do głowy, aby próbować się teleportować na tak krótki dystans. Oczami wyobraźni widział już jak płomień rozpełza się na wszystkie stronę, wdrapując się po ścianach coraz wyżej i wyżej, aby dostać się na najwyższe kondygnacje budynku, gdy... Łuna przygasła, a kiedy Erik dotarł na miejsce zobaczył przy wejściu do domu nawet nie jedną a dwie osoby: Brennę i Heather.

Domyślam się, że to nie był żaden spontaniczny samozapłon? — rzucił bezosobowym tonem, wpatrując się z kwaśną miną w parę unoszącą się tuż nad schodami; efekt zderzenia się zaklęcia gaszącego z gorejącym płomieniem. — Ech. — Podszedł bliżej i przykucnął przed schodami. — Najpierw prawie rujnują nam posiadłość, a teraz co, ktoś zastawia na nas pułapki na progu?

!Strach przed imieniem



RE: [Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni - Pan Losu - 10.11.2025

Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.


RE: [Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni - Brenna Longbottom - 11.11.2025

W gruncie rzeczy Brenna – i Warownia – mieli szczęście, że Heather pojawiła się właśnie w tym momencie. Ogień wywoływał w Brennie panikę, i w efekcie nie byłaby pewnie w stanie ogarnąć się na tyle, by go ugasić. Nie od razu przynajmniej. Tutaj, na otwartej przestrzeni, mogła uciec i… choć naprawdę nie przywykła do uciekania… ten raz prawdopodobnie by to zrobiła.
Nie dostrzegła nawet w pierwszej chwili Wood. Tylko wodę, która sprawiła, że ogień wygasł z sykiem, a w górę wzbiły się kłęby dymu i gorącej pary. A Brenna spoglądała przez moment na miejsce, gdzie chwilę wcześniej tliły się płomienie, nie do końca pewna, czy były prawdziwe. Naprawdę czuła dym, czy może to też było dzieło jej wyobraźni? W tej chwili niesamowicie cieszyła się, że napisała do Philippy, choć do niedawna myśl o wizycie u hipnotyzera tak ją przerażała.
– Dzięki – powiedziała w końcu, a potem odwróciła się, słysząc głos brata. Odruchowo posłała mu uśmiech, chociaż tak naprawdę była bardzo daleka od wesołości, a i w ciemnościach nie mógł tego zauważyć. Gdy pomyślała o tym już zamierzała spróbować rzucić lumos, ale…
…co jeżeli znów rzuciłaby nie ten czar?
Co jeżeli tym razem skrzywdziłaby któreś z nich?
Musiała coś z tym zrobić. Do diabła, skoro w Mungu nie pomogli, jeżeli hipnoza nie zadziała, pozostanie jej… Nie. Nie mogła zgłosić się do Lecznicy Dusz, za dużo wiedziała. Zamknie się w piwnicy Warowni? Bez różdżki?
– To nie była pułapka. To znaczy… nie wydaje mi się. Spadłam ze schodów i sknociłam zaklęcie – wyjaśniła, bardzo starając się nie pozwolić, by głos jej zadrżał. Kłamała? Nie, oczywiście, że nie: faktycznie zleciała ze schodków, przewróciła się i naprawdę schrzaniła czar wyczarowujący wodę tak, że bardziej już się nie dało. W końcu zamiast wody przywołała ogień. A nie chciała ich bardziej denerwować po tym wyczerpującym wieczorze. – Ale raczej spadłam z nich w wyniku własnej inwencji, nie jakieś pułapki.
Przesunęła wzrokiem po zniszczeniach. Cóż, po tym, co tutaj się stało kilkanaście dni temu, nie wyglądały aż tak źle.
– Nikogo nie widzieliście w pobliżu? – upewniła się jeszcze. Sama teleportowała się, ale Heather widziała okolicę z góry. Niestety, niewiele było miejsc, w których mogli faktycznie bezpiecznie porozmawiać, a Warownię wybrała głównie dlatego… że raczej nikt nie powinien spodziewać się, że mieszkańcy pojawią się tutaj teraz w środku nocy. – Spytałabym, co dokładnie się działo, kiedy byłam za drzwiami, ale chyba zacznę od innego pytania. Czy chcecie o tym mówić?


RE: [Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni - Heather Wood - 12.11.2025

Ruda pojawiła się we właściwym momencie. Zareagowała odruchowo, zeskoczyła z miotły, ścisnęła mocniej różdżkę, wypowiedziała odpowiednie zaklęcie, a strumień wody poleciał w kierunku płomieni. Udało jej się je ugasić. Był to odruch - widziała niebezpieczeństwo to reagowała. Później miała się zastanawiać nad tym dlaczego w ogóle pożar wybuchł w Warowni, kolejny pożar... ogień ostatnio zbyt często pojawiał się blisko niej. Powoli zaczynała mieć do niego uraz, szczególnie, że jej własnym żywiołem w przeciwieństwie do tego czego można by się spodziewać po jej wyglądzie i charakterze okazała się być woda.

Opuściła różdżkę dopiero w momencie, gdy sytuacja została opanowana. Smród spalenizny i dym unosił się w powietrzu, zasłoniła dłonią usta, aby przypadkiem się tego nie nawdychać, po Spalonej Nocy wiedziała już, że opary również powodują szkody, które mogą mieć wpływ na organizm, zwłaszcza te, które były spowodowane przez magię.

Za plecami usłyszała głos, spojrzała przez ramię, najwyraźniej i Erik był świadkiem tego przedstawienia. Mogli razem ustalić, co właściwie się tutaj wydarzyło. Czy był to kolejny atak na ich rodzinę? Najwyraźniej dość mocno zaleźli za skórę tym złym, skoro ciągle próbowali ich zabić, czy to miejsce w ogóle było jeszcze bezpieczne? Może powinni pomyśleć o tym, aby tymczasowo się gdzieś przenieść.

- Zawsze do usług. - Rzuciła lekko do Brenny, w końcu to nie było nic wielkiego. Zobaczyła ogień - musiała go ugasić, proste. Każdy na jej miejscu zrobiłby to samo.

- Jak bardzo musiałaś sknocić zaklęcie, że spowodowało ogień? - Zmrużyła oczy i przyglądała się Brennie przez dłuższą chwilę. Nie do końca wydawało jej się, aby to było prawdą. Wiedziała, że Longbottomówna jest wprawioną czarownicą, jej koordynacja również nie należała do najgorszej... spadła ze schodów i sknociła zaklęcie. Ta, jasne, a niedługo świnie zaczną latać...

- Nie, nikogo nie było w okolicy. - Miała szansę obserwować włości Longbottomów z góry i nie widziała nigdzie, żadnego ruchu. Nikt nie ucierpiał podczas tego dziwnego pożaru.

Brenna dość szybko zmieniła temat. Ruda nie chciała drążyć, jeśli zechce się z nią kiedyś podzielić tym, co naprawdę się wydarzyło, to pewnie to zrobi.

- Musimy o tym mówić. - Wydawało jej się to całkiem jasne po tym, co stało się na spotkaniu Zakonu. Brenna została dość istotną osobą w strukturach organizacji, powinna wiedzieć, jakie nastroje panowały wśród tych, którzy zostali na spotkaniu, gdy ona poszła porozmawiać z dyrektorem Hogwartu.

- Mam wrażenie, że nasi towarzysze broni mają bardzo różne podejście do sprawy. - Było to całkiem delikatnie powiedziane jak na Wood, ale nie do końca wiedziała jak zacząć. Może Erikowi będzie łatwiej dojść do konkretów.




RE: [Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni - Erik Longbottom - 14.11.2025

Och. Rozumiem — skomentował, gdy Brenna przyznała, że powodem całego zamieszania był wypadek, a nie zastawiona przez kogoś pułapka.

Pokręcił głową, gdy siostra spytała o podejrzaną aktywność w okolicy. Było na tyle późno, że po ulicach wioski nawet w zwykłych okolicznościach kręciłoby się wyjątkowo mało osób. A biorąc pod uwagę to, że miasteczko dalej dochodziło do siebie po Spalonej Nocy... Cóż, nocni spacerowicze raczej nie pojawią się na zewnątrz zbyt szybko. Może dopiero w okolicy Samhain? Lub Yule? O ile ktokolwiek odważy się wyjść z dziećmi podczas obchodów, pomyślał przelotnie, jednak zaraz odpędził od siebie tę negatywną myśl.

Eh, a w którym konkretnie momencie wyszłaś? — rzucił z krzywym wyrazem twarzy.

Zerknął kontrolnie na Heather, jakby krótka wymiana spojrzeć miała pomóc mu ustalić, co właściwie powinien przekazać Brennie. I jak dokładnie ubrać to w słowa. Bądź co bądź, padło tam parę słów, które mogłyby zostać odebrane przez jego siostrę nieco kontrowersyjnie. Głównie przez to, że dotyczyły jego samego. A przecież nie chciał na tym etapie wieczora jeszcze dokładać jej kolejnych zmartwień. Zwłaszcza, że właśnie spadły na nią kolejne obowiązki - wprawdzie podobne do tych, którymi zajmowała się do tej pory, ale jednak nie do końca identyczne.

Delikatnie mówiąc — wtrącił w ramach przejęcia inicjatywy po wstępnym komentarzu rudowłosej brygadzistki. Westchnął cicho. Zdecydowanie wolałby, aby organizacja była bardziej jednogłośna, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Niestety. — Wszyscy bardzo otwarcie wyrażają swoje zdanie, a więc na plus na pewno można zaliczyć to, że spotkania organizacyjne na pewno nie będą przebiegać w ciszy. Ostatnie wydarzenia mocno wpłynęły na całą grupę. Niektórzy uważają, że powinniśmy reagować bardziej zdecydowanie. Bardziej brutalnie. Bardziej śmiertelnie.

Zmarszczył brwi. Czy to był odpowiedni sposób na opisanie tego, że padły dość konkretne sugestie na temat tego, że powinni zabijać Śmierciożerców? Przestać traktować ich jak żywe istoty? Jak ludzi? Z drugiej strony nie było to coś, co można było komukolwiek narzucić. To tak jakby Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów nagle dostał informację z góry, że mogą korzystać z zaklęć niewybaczalnych bez względu na okoliczności. Zakon mógł wydać komunikat, że od tej chwili w starciach ze Śmierciożercy nie obowiązują żadne zasady, ale koniec końców każdy będzie kierował się własnym instynktem czy moralnością. A nie powinni się dziwić, że każdy kolejny atak czarnoksiężników zaostrzał nastroje wewnątrz Zakonu Feniksa.

Oprócz tego... — Wzruszył bezwiednie ramionami. — Moja przemowa nie spotkała się z powszechną aprobatą. Najwyraźniej nie powinienem w ogóle poruszać temat nienarażania osób z naszego otoczenia, jeśli możemy tego jakoś uniknąć. Ponoć powinienem się wstydzić i jestem żałosny. Nie radzę więc poruszać tej konkretnej kwestii w taki sposób jak ja to zrobiłem. — Złota rada na cudowne czasy. A musiał jej jakoś o tym powiedzieć. W przeciwnym razie zrobiłaby to Heather. Albo ktoś inny w ciągu najbliższych dni. — Poza tym... Burza mózgów, tak myślę. Próby określenia tego w jaki sposób wykorzystać zasoby, które już teraz mamy pod ręką, żeby zdobyć jakąś przewagę. Nie wtrącałem się, po prostu słuchałem. Podobnie jak Heather. Bardzo mądra i dojrzała postawa.

Skinął głową Rudej. Zamiast niepewności wolał się dopatrywać w tym czegoś pozytywnego. Może tego, że towarzystwo Brenny pomagało dziewczynie nieco okiełznać młodzieńczy zapał. A biorąc pod uwagę nastroje panującego w Zakonie, trzymanie się na dystans w wyjątkowo zaognionych dyskusjach mogło się okazać wręcz zbawienne. Przynajmniej szło się rozeznać w tym, jak rozkładało się poparcie dla pewnych kwestii. I można było w spokoju zastanowić się, po której stronie leży więcej racji.



RE: [Noc z 20.09 na 21.09] Doliny cieni - Brenna Longbottom - 14.11.2025

– Sknociłam je naprawdę wybitnie – przyznała Brenna, otrzepując spodnie z popiołu i trawy, a potem ostatecznie pchnęła drzwi domu – wcale nie płonące, to był omam, kolejny omam i weszła do środka. Cieszyła się, że jest tam ciemno. Nie chciała pokazywać twarzy, bo wciąż miała trudności w zapanowaniu nad roztrzęsieniem, a słowa, które wypowiadali, wcale jej nie uspokajały.
Różne poglądy mogły być naturalne. Bardziej brutalne i bardziej śmiertelne reakcje… To mogła po części zrozumieć. Wiedziała, że może kiedyś przyjść dzień, gdy sama stanie przed wyborem, i wybierając między życiem kogoś ze swoich towarzyszy, a śmierciożercą… byłaby chyba gotowa na zrobienie tego, co trzeba i na życie z konsekwencjami tego wyboru. Ale rozumiała także to, że ktoś nie był skłonny do wkroczenia na tę ścieżkę, wiodącą w ich świecie na manowce.
Każde kolejne słowo Erika brzmiało jednak coraz gorzej i gorzej, i Brenna zacisnęła na moment powieki, gdy stali w tym, co zostało z ich rodzinnego domu, po Beltane i po Spalonej nocy, które odebrały im Derwina, Knieję, to miejsce, poczucie bezpieczeństwa, może zdrowie psychiczne i wiele, wiele innych rzeczy, drobnych, ale tak ważnych. A potem sięgnęła ku jego dłoni, splatając ich ręce. Żałosny? Człowiek, który od samego początku walczył w tej wojnie, stał przeciwko śmierciożercom w Beltane, gasił ognie Spalonej Nocy? Który publicznie nazwał śmierciożerców terrorystami?
Tak wiele pęknięć. W ciemności pod powiekami ten raz nie widziała ognia, a lód, pokrywający się rysami.
Co zrobić, by nie wpaść do lodowatej pułapki pod nim?
– Nie jesteś żałosny. Nikt nie jest żałosny, bo ma serce – powiedziała w końcu, otwierając oczy. Może dobrze, że stamtąd wyszła. A może źle? Nie miała już się tego dowiedzieć i nie było co gdybać. – Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie rozumiem tego gniewu. I że mogę potępić kogoś za gotowość do zabicia śmierciożercy. Może przyjść dzień, gdy ktoś z nas nie będzie miał innego wyboru. Nie dało się walczyć na wojnie i nie ponosić żadnych ofiar. I tym co poświęcano nie zawsze było własne życie. A jednocześnie bardzo bała się tego, co może zobaczyć pewnego razu w oczach kogoś z Zakonu: co może zobaczyć w lustrze.
Nie chciała stracić żadnego z nich. Choć wiedziała, że uniknięcie tych strat nie zawsze będzie możliwe i że mogą przyjść w różny sposób.
– Ludzie dołączają z różnych powodów i różne punkty widzenia są normalne. Mogą różnić się jeszcze bardziej, jeśli do naszych szeregów mają dołączyć ludzie, którzy są przydatni i chcą zakończyć wojnę, nawet jeżeli niekoniecznie dzielą nasze poglądy.
Czy się jej to podobało? Nie: miała wiele wątpliwości. Ktoś, kto chciał skończyć wojnę, bo była straszna i nie miał w niej interesu, nie dlatego, że od początku sprzeciwiał się mocno śmierciożercom, mógł zmienić zdanie. Ktoś, kto robił to dla bliskich mógł zobaczyć pod maską śmierciożercy brata i postanowić go kryć. Ale przyjęła do wiadomości, że większość chce tej zmiany – i walka z nią mogłaby tylko wywołać rozłam.
Jej ostrożność mogła być przesadna.
Jeśli szło jednak o narażanie, to wiele osób poprosiła, by nadstawiały karku. Innym za to za nic nie chciała mówić o Zakonie: bo uważała, że jeśli nie muszą o nim wiedzieć, tak jest lepiej. Nie mogło to ich ochronić przed ogniem i popiołem, ale była mniejsza szansa, że sekret się wyda, co z kolei utrudni im działanie.
– Ale nie jesteśmy śmierciożercami. Nie możemy działać jak oni i na pewno nikt nie powinien być potępiany, bo nie chce parać się czarną magią. Porozmawiam z Jonathanem.
Być może omówienie pewnych spraw we dwoje ułatwi później i działanie w szerszym gronie. Zwłaszcza że nie wiedziała, co tam dokładnie padło. Czasem w emocjach łatwo było o brak zrozumienia i niedomówienie.
– Nad zasobami pracuję w sumie od początku lata. Najpierw były lokacje… teraz chcę skupić się na kontakcie i zabezpieczeniach. Wojnę medialną i propagandę zostawię Jonathanowi, na pewno lepiej się w tym odnajdzie niż ja.
Brenna uważała, że była dobra w analizowaniu i chwytaniu dziesięciu srok za ogony tak, by nie zwiały. Ale niekoniecznie w zjednywaniu sobie serc.