Secrets of London
[późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia (/showthread.php?tid=5333)

Strony: 1 2


[późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia - Brenna Longbottom - 12.11.2025

Zdążyło się już ściemnić i londyńskie ulice tonęły w ciemności i mgle, jedynie częściowo rozpraszanych przez blask ulicznych latarni. Brenna, jakiś czas po tym, jak już opuściła kamienicę przyjaciółki, aportowała się w ciemnym, ślepym zaułku kawałek od wskazanego jej adresu, by potem znaleźć właściwy budynek. Narzuciła na siebie bury, niekształtny płaszcz, a jego kaptur, głęboko naciągnięty na twarz, w połączeniu z szalikiem, chronił i przed chłodem, który nadciągał wraz ze zmierzchem, i przed tym, by ktoś ją tutaj w okolicy zapamiętał.
Była bardziej nerwowa i ostrożna niż zwykle: może nawet przesadnie, nie tylko z powodu wszystkich skutków Spalonej Nocy. W ostatnich dniach starała się trzymać z dala od niemagicznego Londynu, nie do końca ufając sama sobie: paniczny lęk przed ogniem wprawdzie umknął wraz z kilkoma wspomnieniami, wydartymi jej z pamięci hipnozą, ale omamy, choć zdaniem Phil miały wkrótce ustąpić, czasem powracały. I chociaż uprzedziła Olivię, to i tak po tym, co wydarzyło się w ciągu ostatnich paru dni, miała pewne obawy. Ale listy Quirke dość jasno pokazywały, że to nie mogło i nie powinno dłużej czekać. Brenna martwiła się i o bezpieczeństwo kobiety i jej partnera, i o to, co ta może postanowić zrobić, zostawiona samej sobie.
Może miała parę pomysłów, chociaż też nie była pewna, ile z nich faktycznie okaże się przydatnych.
Musieli jednak próbować.
Ktokolwiek poprosi o pomoc, zawsze ją dostanie.
Gdy znalazła się pod właściwymi drzwiami, zapukała, ściągając jednocześnie kaptur z głowy.
– To ja – rzuciła, jeszcze nim te się otworzyły, wyobrażając sobie, że pukanie do drzwi może w tej chwili wywoływać pewną nerwowość, nawet jeżeli się umówiły. – Cześć. Mam nadzieję, że naprawdę masz pod ręką wiadro z wodą – dodała, gdy te się otworzyły, ani trochę nie w żartach. Olivia wspominała, że Tristan boi się ognia, a jeżeli objawiało się to tak samo, jak u Brenny… to problem należał do kategorii „poważne”, niestety. Zwidy, głosy, a nawet magia wymykająca się spod kontroli.

!Trauma Ognia


RE: [późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia - Pan Losu - 12.11.2025

Przez resztę sesji nie opuszcza cię wrażenie, że za moment to znowu się zacznie. W kącikach oczu widzisz snopy iskier. Wszystko wokół zdaje się cuchnąć sadzą i... chociaż coś w tobie próbuje krzyczeć: „to fikcja, nic się nie dzieje, opanuj strach!”, przeczucie narastającego zagrożenia pozostaje wyryte i nie opuszcza twoich myśli.


RE: [późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia - Olivia Quirke - 13.11.2025

Olivia była bezpieczna, podobnie jak Tristan. Ale na jak długo? Jak długo uda im się uniknąć prześladowań, patrząc na to, co stało się 8 września? Millie ukryła ją, Tristana i jej rodziców w jednym z mieszkań w sieci Moody, ale przecież Olivia nie chciała się wiecznie ukrywać. O czym zresztą Brenna doskonale wiedziała. Coś w kobiecie pękło tamtej nocy - nigdy nie wypowiadała się w taki sposób, jak wtedy w liście do niej, który spłonął.

Olivia czekała na Brennę, obracając w dłoni różdżkę. Tristan siedział obok niej, w kuchni. Rodzice byli w innym mieszkaniu, ale tak było lepiej. Olivia uznała, że lepiej będzie się rozdzielić - tak na wszelki wypadek. Dobrze się stało, bo potem nadszedł list od w sumie przyjaciółki - bo chyba tak mogła nazywać Brennę, prawda? Łączyły ich nie tylko interesy Zakonu, ale także światopogląd i najzwyklejsza w świecie sympatia. Gdy rozległo się pukanie do drzwi, Olivia wstała i z różdżką w pogotowiu do nich podeszła. Wiedziała, że nikt poza zaproszonymi nie może tutaj trafić, a przynajmniej święcie w to wierzyła. Gdy otwierała drzwi, na jej twarzy malował się niepokój.
- Brenno - powiedziała z ulgą, chwilę po tym przytulając ją mocno. Wpuściła Longbottom do środka, a potem szczelnie zamknęła drzwi i rzuciła na nie odpowiednie zaklęcia. - Tak, mam kilka wiader, są w różnych częściach mieszkania.
Może to był głupi pomysł, ale skoro na nią działało, to na Tristana też powinno, prawda? Zaprowadziła Brennę do jadalni, w której znajdował się Tristan.
- Brenna przyszła - rozmawiała z Tristanem o tym, że przyjaciółka będzie potrzebowała ich pomocy. Niestety ale nie mogła pozwolić na to, by zostawić Tristana na dłużej niż kilka godzin, zbytnio się o niego bała. Musiały więc wymyślić później, jak omówią sprawy Zakonu tak, by mężczyzna wciąż nie pozostawał częścią tego spisku. Cokolwiek by się działo, Olivia nigdy by nie naraziła ukochanego na niebezpieczeństwo, które wiązało się z byciem w Zakonie.

!Strach przed imieniem


RE: [późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia - Pan Losu - 13.11.2025

Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Przyjmijcie ten porządek, a odnajdziecie sens; sprzeciwcie się, a zostaniecie wymazani z kart historii..


RE: [późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia - Tristan Ward - 13.11.2025

Jeszcze jakiś czas temu, jako auror, to on nosił innym pomoc. Zapewniał schronienie, bezpieczeństwo, walczył ze śmierciożercami. Teraz, jakby sytuacja miała odwrotne miejsce. Otrzymywał pomoc, o którą nie prosił. Był ktoś, dla kogo był naprawdę ważny. I choć sam chciał jej pomóc, to nie bardzo potrafił, kiedy trauma ognia się w nim pojawiła. Próbował to zwalczyć samodzielnie. Wmawiać sobie, ze odczucia jakie doświadcza, nie są prawdziwe. Nie zawsze to działało.

Wielokrotnie zapewniał Olivię, aby nie przejmowała się nim, gdy musiała wyjść i coś załatwić. Obiecywał, że nigdzie ruszać się nie będzie, póki nie wróci. Z drugiej strony, ze swoją nogą, także wiele nie zrobi. Bywał w tych paru godzinach czujny, gdy zostawał sam w nieznanym im domu. Lecz nie długo, gdy dostali nowe miejsce zamieszkania, będące nowym schronieniem. Ward był wdzięczny przyjaciółce Olivii, za taką pomoc. Nie tylko mieszkanie okazało się być dużą pomocą, ale i potrzebna odzież. Przynajmniej wziął to do siebie za pomoc tymczasową, póki nie pozbierają się porządnie i pójdą na swoje. Ale kiedy to nastąpi?

Przebywając w kuchni, przeglądał swój notes, którym często posługiwał się w komunikacji z innymi osobami. Oczekując przyjścia Brenny, o której wizycie był poinformowany. Poniekąd ciekaw, o jaką pomoc może chodzić.

Z chodzeniem nie miał już poważnych problemów, ale wciąż musiał wspomagać się choćby jedną kulą ortopedyczną. Eliksiry i maści, jakie dostał w ostatniej wizycie w Mungu, zdziałały cuda, czego mugolski szpital by najpewniej mu tego nie zagwarantował. Fizycznie, dochodził do siebie znacznie lepiej, niż psychicznie. Z zewnątrz mógł się nieco zmienić. Zapuszczenie zarostu, mogło być bardziej zauważalne.

Usłyszawszy pukanie, spojrzał na Olivię, która udała się sprawdzić kto ich odwiedził. Zapobiegawczo sięgnął po swoją różdżkę i położył na stole. Na wszelki wypadek. Jak się jednak okazało, to była Brenna. Odczuł ulgę. Wsta z miejsca, chciąc się z nią także przywitać. Choćby samym uściskiem dłoni.

W kwestii porozstawianych wiader z wodą, nie wiedział do końca po co Olivia je przygotowała. Musiało mu wystarczać wyjaśnienie, że są na wszelki wypadek.



!Trauma Ognia



RE: [późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia - Pan Losu - 13.11.2025

Nie dotykają się żadne omamy, ale trauma ognia pozostaje silną. Kiedy w trakcie trwania tej sesji widzisz płomienie, na moment zastygasz w bezruchu przepełniony strachem. Wydaje ci się, że nadchodzą. Kto? Oni... One? Te istoty złożone z dymu i lęków...


RE: [późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia - Brenna Longbottom - 13.11.2025

Woda pod ręką mogła się przydać, bo, niestety, Brennie zdarzyło się po prostu coś podpalić. I nie była wtedy w stanie skutecznie tego ognia zgasić zaklęciem. Nie od razu: panika utrudniała wykonanie potrzebnego gestu i stąd sama w swojej sypialni zaczęła trzymać wiadro, by w razie czego szybciej zgasić pożar. Jeżeli Tristan faktycznie cierpiał na podobną przypadłość do niej, to obawiała się, że mieszkanie w niemagicznym Londynie bez przygotowania może źle się skończyć. Nie chciała niepotrzebnie straszyć Olivii, bo być może było z nim lepiej niż z nią, ale nie mogła też udawać, że takie rzeczy się nie zdarzały...
Objęła Quirke, mocnym uściskiem. Pragnęłaby powiedzieć jej, że wszystko będzie dobrze, unikała jednak takich kłamstw, nawet białych. Kłamstwa nie pomagały. Może przez krótki moment, ale zbyt często powtarzane nie stawały się wcale prawdą, a mogły tylko wywołać więcej pęknięć.
– Damy sobie radę - stwierdziła więc zamiast tego, bo to było coś, w co mogła uwierzyć sama. Odsunęła się nieco, by uścisnąć Tristanowi rękę na powitanie.
Krok za krokiem, powtórzyła sobie w myślach. Nie mogli zrobić wszystkiego na raz, ale nie mogli też po prostu czekać.
– Zakładam, że chcecie porozmawiać o konkretnych sprawach. Zaczęłabym od tego, co jest wam potrzebne na początek… i omówienia, co możemy zrobić, żeby zwiększyć bezpieczeństwo – stwierdziła. Może powinna zacząć raczej od tego, jak się mają, ale nietrudno było wyobrazić sobie, jak brzmiałaby szczera odpowiedź. Nie byli bezpieczni w miejscu, gdzie mieszkali do tej pory, a Pękata Fiolka została przeklęta. Mieszkanie Moodych pewnie miało swoje zabezpieczenie, ale to po prostu nie wystarczyło.
Olivia wyraźnie bała się o Tristana, chwilowo więc wydawało się to najistotniejsze, zwłaszcza jeśli o szczegółach listu kobiety nie miały rozmawiać przy jej ukochanym. Zabezpieczenia i kontakt, to było coś, co zaprzątało głowę Brenny od lata, a teraz stało się jeszcze bardziej… palącą sprawą.
– Znam osoby, które mogą pomóc z zabezpieczeniami i pułapkami, ale to dotyczy przede wszystkim mieszkania, a z tego kiedyś trzeba wyjść… Tristanie, myślałeś kiedyś o nauce fal? – spytała. Nie znała go na tyle, by wiedzieć, że nabył tę umiejętność w ostatnim roku po ataku, a w tej chwili wydawało się jej istotne, by mógł w razie czego poinformować kogoś, że coś się dzieje. Lusterka dwukierunkowe w jego wypadku nie wchodziły zaś w grę, za to ona fale ostatnio opanowała, więc... to byłby zawsze jakiś sposób na szybkie wezwanie pomocy.
Zapach dymu w pierwszej chwili był ledwo wyczuwalny, ale Brenna stała się już na niego wyczulona. Odruchowo rozejrzała się po pomieszczeniu, jakby spodziewając się, że dostrzeże jakieś mugolskie kable, które zaczęły się nadpalać. Niczego jednak nie było i nawet nie mogło jej to zaskakiwać. Już nie.


RE: [późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia - Olivia Quirke - 14.11.2025

Udawała, że się trzyma. Ale tak naprawdę w środku była przerażona. Nie była w stanie wydusić z siebie tego plugawego imienia osoby, która była odpowiedzialna za to wszystko. Gdy Brenna ją uścisnęła, panika sięgnęła zenitu. Z zewnątrz wyglądała na osobę opanowaną, lecz słowa, które wydobyły się z jej ust...
- Przyjmijcie ten porządek, a odnajdziecie sens; sprzeciwcie się, a zostaniecie wymazani z kart historii.. - szepnęła ze łzami w oczach. Odruchowo je wytarła wierzchem dłoni, a potem tą samą dłonią zasłoniła usta. - Przepraszam. Nie wiem... Nie wiem dlaczego to powiedziałam.
Miła odpowiedź na "damy sobie radę", prawda? Spojrzała z niepokojem w oczach na Brennę, a potem przełknęła ślinę. Nie, nie było z nią w porządku - z nikim, kurwa, nie było w porządku.

Olivia usiadła przy stole obok Tristana. Ścisnęła jego dłoń mocno, patrząc na niego z obawą, zanim nie spojrzała znowu na Brennę.
- Millie zapewniła nam wszystko, nam i rodzicom, ale... Nie chcemy tu zostawać wiecznie - powiedziała ostrożnie, przeczesując rude włosy palcami. - Mimo to my mamy wszystko. Chciałabym upewnić się, czy Pękata Fiolka dalej będzie mogła funkcjonować. Nadal nie wiem, co tam się stało. Pisałaś mi w liście o klątwołamaczu - jedyną osobą, którą znam, jest brat Nory. Myślisz, że potwierdziłby te wnioski? Znasz go lepiej.
Zapytała, odruchowo gładząc dłoń Tristana. Na myśl o tym, że musiałaby go znowu zostawić, jej serce drżało. Wiedziała, że muszą porozmawiać też o tym zleceniu, o którym jej pisała, ale to mogło poczekać. Olivia westchnęła.
- Nie wiem, Brenn... Chyba musimy się przenieść - powiedziała cicho, zerkając na ukochanego. I tak mieli to zrobić, prawda? Wciąż pamiętała tę rozmowę. - Tylko nie wiem, gdzie. Anglia to mój dom, mam tu rodzinę. Moi rodzice przyjęli Tristana jak swojego syna, również są w niebezpieczeństwie, ale nie uciekną ani z miasta, ani z kraju. Ja... Nie wiem. Muszę mieć ich na oku.
Powoli wpadała w paranoję. Ona chciała mieć KAŻDEGO na oku. A to było przecież niemożliwe.


RE: [późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia - Tristan Ward - 14.11.2025

Tristan miał raczej odwrotną sytuację reakcji na widok ognia, którego próbował ugasić wszelkimi dostępnymi pod ręką przedmiotami. Był może bardziej ostrożny i różdżkę wyjmował w ostateczności. Już raz zdarzyło się, że świece gasił gołymi dłońmi.

Nie umknęły jego uwadze zaszklone oczy Olivii, mimo iż wycierała łzy. Uścisnął jej dłoń, kiedy usiadła obok niego, po odpowiednim przywitaniu się z Brenną. Kontrolnie obserwował zachowanie Olivii, która miała w sobie sporo odwagi, ale była również w emocjonalnej rozsypce. Słuchał też propozycji Brenny i kiedy zadała mu pytanie o Fale, kiwnął głową potwierdzająco. Nabył wspomnianą naukę i opanował. Nie uczył tego Olivii żeby z nią się komunikować przez myśli. Uznał, że język migowy okazał się być łatwiejszy dla niej no i z drugiej strony, chciał słyszeć jej głos. Nie ciągle myśli. W obliczu tych wydarzeń, może dobrze aby i Olivia się tego nauczyła?

Gdy Olivia zabrała głos, otworzył swój notes, aby zapisać swoje uwagi i przedstawić pewne rozwiązania. A także poprzeć to, co powiedziała Olivia, gdyż dużo o wszystkim ostatnio rozmawiali między sobą. Spojrzał na ukochaną, kiedy wspomniała o ich wspólnej decyzji o przeniesieniu się. Domyślał się jakie to dla niej trudne. Jak bardzo rodzice są dla niej ważni. Zabrał dłoń, którą trzymała i położyła jej plecach, rozmasowując jakby w geście dodawania otuchy, wsparcia. Dopisał coś jeszcze w notesie, a następnie odwrócił w stronę Brenny, aby mogła przeczytać:

"Fale opanowałem w ostatnich miesiącach lata. Niestety gdy mnie TEJ nocy zaatakowali, nie udało mi się wezwać wsparcia. Może sytuacja uniemożliwiała mi skoncentrować się. Nie wiem. Walczyłem, aby jakkolwiek przeżyć.

Jak powiedziała Olivia. Dobrze będzie się przenieść gdzie indziej. Choćby też tymczasowo do czasu, aż będzie wiadomo co z Pękatą Fiolką. Jeżeli problem z klątwą uda się rozwiązać i usunąć, będzie można na to miejsce rzucić zaklęcia zabezpieczające i pułapki o których wspomniałaś. Myślałem, czy nie znalazłby się jakiś dom z piwnicą na obrzeżach Londynu, w którym moglibyśmy zatrzymać się z rodzicami Olivii."

W obliczu tej sytuacji, Tristan wiedział, że Olivia rodziców nie zostawi. Sama to również powtórzyła przy Brennie. Więc rozwiązanie zamieszkania w jednym domu z nimi razem, nie przeszkadzało mu. Zyskał nową rodzinę, więc czuł w obowiązku im zapewnić od siebie także wsparcie i bezpieczeństwo. Był aurorem. To czego się nauczył i jak pracował, nie wyszło z niego, nie zapomniał niczego.

Gdy Brenna przeczytała, przysunął notes do Olivii, aby też była w temacie. Niemożność mówienia, wydobycia z siebie jakiegoś głosu, była utrapieniem.




RE: [późny wieczór 26.09.72] Na granicy cienia - Brenna Longbottom - 14.11.2025

Dłoń Brenny na moment mocniej zacisnęła się na ramieniu Olivii, gdy z jej ust padły słowa… tak bardzo do niej nie pasujące. Przypatrywała się jej uważnie, nie do końca pewna, co właśnie się stało, nie od razu wiążąc wypowiedziane słowa z dymem i ogniem Spalonej Nocy – wiedziała o lęku przed płomieniami, o problemach z wymawianiem imienia Voldemorta, ale to było coś jeszcze innego.
Coś zaiskrzyło, jej żołądek zwinął się w supeł, kiedy jednak odwróciła spojrzenie od Quirke, zobaczyła tylko Tristana. Żadnego ognia. Kolejne złudzenie.
Przynajmniej teraz nie wywoływało już tak wielkiej paniki, jak wcześniej.
– Nie szkodzi. Chodź, pogadajmy – poprosiła, zanim zajęła miejsce. Milczała, gdy Olivia mówiła, a potem pochyliła się nieco, bo odczytać słowa wypisane przez Tristana. I walczyła sama ze sobą, by nie oglądać się co chwila, ilekroć zdawało się jej, że na samej granicy widzenia błyskają jakieś iskry. Jej spojrzenie na moment pomknęło ku oknu: widziała za nią ciemność londyńskiej jesieni, ale żadnej łuny, żadnego popiołu, padającego z nieba…
– W porządku, po kolei więc. Jeśli chodzi o fale, to doskonale, bo też niedawno się ich nauczyłam. Spędzam teraz w Londynie mnóstwo czasu w pracy, więc w razie potrzeby możesz spróbować się ze mną skontaktować.
To było pomocne w dwie strony: nie tylko, gdyby sam znalazł się w niebezpieczeństwie, ale także jeżeli Brenna musiałaby szybko przekazać jakąś wiadomość Olivii.
– Mogłabym was zabrać do swojej kamienicy, ale domyślam się, że nie o to chodzi. – Byli tutaj, mieli schronienie, ale ewidentnie zależało im na czymś, co będą mogli traktować jako własne, a przynajmniej takie odnosiła wrażenie. Nawet jeżeli wynajęte, to nie na takich zasadach, jak stałoby się tam – gdzie kamienica miała służyć i innym. – Kwestia to jak to zorganizować. Moglibyśmy poszukać czegoś w Walii albo Hogsmeade, jeżeli jednak chcecie, by Pękata Fiolka znów funkcjonowała, rodzice Livy muszą zostać w Londynie. Widzę kilka opcji, wybór zależy od waszych potrzeb – wyliczała. Mówiła teraz trochę inaczej niż w sytuacjach prywatnych, gdy gadała dużo, szybko, chętnie wpadając w dygresje czy skacząc z tematu na temat. Słowa padały wolniej i przeszła w tryb… bycia znacznie bardziej rzeczową. – Jeden. Horyzontalna albo Pokątna. Znalezienie tam nieruchomości nietkniętej, wystawionej na sprzedaż, będzie teraz niemal niemożliwe, ale dużo ludzi będzie chciało pozbyć się tych uszkodzonych albo przeklętych. Prawdopodobnie po niskich kosztach. Thomas rzeczywiście jest klątwołamaczem, zna się też na renowacji. Znam jeszcze przynajmniej dwóch innych klątwołamaczy i kilku rzemieślników. Mogą pomóc w przywróceniu takiego mieszkania do ładu. Dwa. Mugolski Londyn albo przedmieścia, jak Little Whinging. Tam o zakup czegoś powinno być łatwiej, także z piwnicą. Ten pierwszy wybór ma zaletę bliskości patroli i sąsiadów, trudniej aby ktoś na przykład się włamał. Ten drugi… że łatwiej zniknąć ludziom z oczu. Jeżeli chodzi o koszty, mogę zaoferować, że ja dokonam zakupu i będziecie wynajmować budynek ode mnie albo udzielę wam nieoprocentowanej pożyczki na zakup, tyle, ile wam do tego zabraknie. Formą spłaty może być po prostu realizacja moich zleceń. Oboje macie nieocenione umiejętności, a potrzeby są teraz ogromne i to będzie znacznie cenniejsze niż goblińskie złoto.
W gruncie rzeczy oczywiste, że nie wymagałaby od nich żadnych pieniędzy za wynajem, ale Olivia nie była kimś, kto łatwo by na coś takiego przystał: nie długoterminowo. Brenna nie była i pewna, czy ta propozycja zostanie zaakceptowana, ale próbowała znaleźć jakiejś sensowne rozwiązanie. A to byłoby korzystne dla obu stron - bo przecież i tak musiała dbać o zasoby, a to oznaczało znalezienie kogoś z odpowiednimi umiejętnościami i zapłacenie mu...
– Nie musicie odpowiadać teraz. Millie chyba was stąd nie wykopuje za drzwi. I może uda się też znaleźć więcej możliwości, na które na razie nie wpadłam – dokończyła, posyłając Olivii uspokajający uśmiech. Dłonie zaciskała w pięści, ale pod stołem, poza zasięgiem ich wzroku. Kontrola oddechu. Zapach dymu to tylko złudzenie. Prawda? – Z kilku miejsc udało się zdjąć te… klątwy? Nawet nie wiem, czy tak je nazwać. – Thomas ściągnął zaklęcie, które wniknęło w ściany Warowni. Runa przestała się pojawiać. Wierzyła, że Ministerstwo też nad tym pracowało, ale jednocześnie chyba większe nadzieje pokładała w zapiskach zdobytych tamtej nocy.
– Będziemy próbować dalej i z Fiolką. Na razie może udałoby się nam zorganizować prowizoryczny warsztat i sprzedaż wysyłkową? Zapotrzebowanie wzrosło, więc na pewno znajdą się chętni, a dla twoich rodziców to będzie źródło dochodu, dopóki sklep nie wznowi stacjonarnego działania? Może mogłoby to zadziałać, gdyby skupili się na wytwarzaniu trzech - czterech najbardziej pożądanych w tej chwili eliksirów i maści?
Czy ten pomysł miał sens? Nie wiedziała: Olivia znała ten biznes lepiej, dlatego spojrzała na nią pytająco. Wiedziała, że to będzie mniej wygodne i na pewno stanie się działaniem na mniejszą skalę, ale... było najlepszym, co mogła wymyśleć jako "doraźne", póki nie zdołają ogarnąć sytuacji długoterminowo.
– Olivia wspomniała, że boisz się ognia. W tym dymie było coś, przez co niektórzy mają… omamy. W Mungu klątwołamacze nie byli w stanie z tym pomóc, ale chyba hipnoza działa lepiej. Millie twierdzi, że zna dobrego hipnotyzera, ja też znam specjalistkę. Żadne z nich nie jest może… entuzjastą odejścia od tradycji, ale przyjmują różnych klientów i nie wspierają Voldemorta. A przynajmniej nie robiła tego Philippa, która po prostu żyła swoim życiem, i Brenna miała nadzieję, że podobnie jest z ekspertem, którego znała Miles. - Jeśli poczujecie, że to dobry pomysł, któraś z nas może spróbować umówić wizytę.