Secrets of London
Jesień 1972, Spalona Noc - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: Jesień 1972, Spalona Noc (/showthread.php?tid=5344)



Jesień 1972, Spalona Noc - Dægberht Flint - 14.11.2025

| realizuję spaloną kartę – narastająca nienawiść

Flint przyzwyczaił się do czystego powietrza, zimnej, morskiej wody i wietrznych, piaszczystych plaż. Powietrze Londynu od zawsze gryzło go w gardło i nos – dym licznych kominów, a od dłuższego czasu także powiększająca się ilość mugolskich zakładów pracy i maszyn na czterech kołach sprawiały, że nie stolicy Anglii nie wracało się z szerokim uśmiechem. Owszem, tęsknił za swoimi przyjaciółmi, kowenem i sprawami, które tu zostawiał, ale kiedy przebywał tutaj... tęsknił za powietrzem.

Ta tęsknota wgryzała się w niego teraz ze zdwojoną, może i nawet strojoną siłą.

Musiał jakoś dostać się do swojego mieszkania, a to nie była sprawa łatwa ani przyjemna. A jak nie do swojego mieszkania, to może do Peregrina? Może znalazłby się dla niego kawałek podłogi w Prawach Czasu, albo gdziekolwiek, gdzie co chwila nie błyskało obok światło płynące z różdżki, a unoszący się w powietrzu popiół nie karał za każdy głębszy oddech.

Bolały go płuca. Bolały go nogi, dusza i serce.

Przeszedł spory kawałek drogi, ale z każdym kolejnym krokiem coraz mocniej powątpiewał w to, że dobrze robił. Może powinien uciekać gdzieś poza Londyn? Gdyby się znalazł poza polem walki, mógłby na przykład teleportować się do Menchesteru, albo do portu w Dover, ale... nikt mu przecież nie mógł obiecać, że tam również nie czekała na niego śmierć.

Spocony, brudny, obolały, toczył się więc ulicami miasta i próbował uniknąć spotkania kogokolwiek mogącego mieć jakieś złe zamiary i... cóż, jak zawsze zresztą miał zwyczajnego pecha. Wiele można było Flintowi zarzucić, ale na pewno nie to, że chciałby jakiejkolwiek krzywdy Dzieci Matki. Tylko skąd ktokolwiek miał to wiedzieć? Miasto ogarnął chaos, odór czarnej magii i śmierci ledwo przebijał się przez spaleniznę i kurz zniszczonych budynków. Widział w swoim życiu wiele śmierci (przecież był – na Panią Księżyca – egzorcystą!) i to nie powinno przerażać go tak bardzo, ale nie potrafił powstrzymać piętrzących się wewnątrz emocji. Drżał.

Kiedy nieznany mu mężczyzna warknął, Flint nawet nie usłyszał, bo ten drugi miał do powiedzenia. Nie zaprzeczył, ani nie potwierdził niczego, a widząc lecący w jego stronę czar, nie zdążył nawet wyciągnąć różdżki wystarczająco szybko. Niczym skończony dureń przyjął je z całym impetem, a następnie ryknął i zaniósł się żałosnym szlochem, próbując ugasić ogień trawiący jego włosy i szczątkowy zarost. Tyle w tej scenie było szczęścia, że napastnik nie kontynuował ataku – uciekł stąd tak samo szybko jak się pojawił – marynarz nie zdążył nawet wyłapać jakiegoś detalu, który pomógłby mu w jakiejś identyfikacji, a...

A teraz pogrążył się w bólu przeszywającym go na wskroś. Sporo osób mówiło mu, że ta śliczna twarz średnio pasowała do jego charakteru. Rozległe oparzenie pokrywające jej lewą część zapewne ujmowało widziane przez nich paskudztwo nieco lepiej.