Secrets of London
[15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus (/showthread.php?tid=5357)

Strony: 1 2


[15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus - Nicholas Travers - 19.11.2025

15 września 1972.
Loughton / Anglia

Loughton, miasteczko wysunięte na północny wschów od Londynu. Posiadające okolicę średnio zamieszkaną, ale za to, w pobliżu obszernego lasu. Lasu, skrywającego swoje tajemnice. Cokolwiek próbowano mugolskiego osiągnąć, kończyło się klęską. Bagienne tereny, gęstość lasu i dużo zwierzęcych mieszkańców, nie była sprzyjająca dla społeczności niemagicznej. To w tej dzielnicy, Travers zlokalizował idealne miejsce do zamieszkania dla siostry. On sam, tutaj by nie zamieszkał. Ale Faye?

Nicholas teleportował siebie i Rodolphusa na terenie przybrzeżnym lasu. Bezpieczny, gdzie nikt ich nie zobaczy. Wymijając trzy drzewa, aby znaleźć się na otwartym terenie, mogli z paru metrów w oddali ujrzeć jednopiętrowy dom. Z zewnątrz, wyglądający na myśliwski. Być może mieszkała tutaj jakaś rodzina. Nie wiadomo. Ostatnio, gdy Nicholas badał miejsce, nie dostrzegł nikogo. A światła były zgaszone. Teraz, w jednego okna wychodziło światło. Dom ten był kilometry oddalony od miasteczka. Gdyby weszło się na jego dach, albo balkon, można byłoby ujrzeć w oddali oświetlenia latarni i jakieś budowle.

- To ten. Jest oddalony od miasta, a także blisko lasu. Spełnia wygórowane wymagania mojej siostry, ale jest jak widać. Zamieszkały.
Przedstawił Rodolphusowi posiadłość. Pozostaje pomyśleć, co zrobić z właścicielami tego miejsca.
- Raczej nie chcę tracić czasu na szukanie czegoś zastępczego. Jakieś pomysły?
Zapytał towarzysza. Czy chciałby coś zasugerować? Miał może jakieś propozycje? Nie musi to być nic legalnego. Nie problem byłoby się tych właścicieli pozbyć. Albo też poznać. Kim są? Na sprawdzenie ich, Nicholas nie miał czasu. Gdyby Lestrange nie zechciał teraz zobaczyć tego miejsca, być może do następnego wspólnego "wyjścia na spacer", mieliby dużo informacji.





RE: [15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 28.11.2025

Nie znał Faye i nie planował jej poznawać. Jeden Travers w jego otoczeniu był wystarczający - szczególnie że z tego co słyszał od Nicholasa, jego siostra przyprawiała o ból głowy. To, że ktoś ochronił jej dom, było jednak niepokojące. Nick nie domyślał się, kto to mógł być, ale jedno było pewne: Faye nawiązała znajomości tak niebezpieczne, jak głębokie, skoro ktoś zdecydował się ją ochronić. To nie była jego sprawa i nie zamierzał jej drążyć, ale dobrze że jego towarzysz chciał trzymać rękę na pulsie.

Gdy znaleźli się niedaleko domu, Lestrange rozejrzał się. Czy on sam by tu zamieszkał? Być może. Okolica wydawała się spokojna, chociaż dla niego obecność natury była niepokojąca. Ale najwyraźniej siostra Nicholasa potrzebowała tej obecności, więc... Dobrze, że to uwzględnił w swoich poszukiwaniach.
- Opcji jest kilka - odpowiedział mu, mierząc wzrokiem zarówno okolicę, jak i sam dom. - Jeżeli mielibyśmy odkupić ten dom, to musielibyśmy wymienić pieniądze na mugolskie. Formalności zajmą też trochę czasu. A podejrzewam, że nie masz go za dużo.
Czy specjalnie przeciągał to, co było nieuniknione? Gdyby Nicholas chciał po prostu odkupić dom, to by to zrobił. Lestrange przeczuwał, czego Nick od niego chciał. Czuł przyjemne mrowienie, które wzbierało w dole jego brzucha i szło wyżej, wzdłuż kręgosłupa. Żądza krwi rozlewała się po jego ciele i płynęła w jego żyłach, pompowana przez zczerniałe od czarnej magii serce.
- Możemy też po prostu usunąć niewygodną przeszkodę - zaproponował tonem tak bezbarwnym, jakby właśnie proponował Nicholasowi wspólną herbatę i miły wieczór, a nie wyrżnięcie wszystkich mieszkańców chatki myśliwego. - Mogę zmienić twarz i sprawdzić, ile jest osób. Chyba że skorzystasz ze swojej umiejętności i zrobisz to teraz? Będę cię chronić.
Widział, jak umiejętność Nicholasa wpływała na jego ciało. Był wtedy bezbronny, naturalnym było, że jeżeli się na to zdecyduje, to będzie trzeba go osłaniać.

@Nicholas Travers


RE: [15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus - Nicholas Travers - 01.12.2025

Gdyby to był ktoś, kogo Nicholas zna, niepokój byłby mniejszy. Wiedziałby, co należy uczynić. Ta niewiedza jednak była upierdliwie męcząca. Mogła mieć znajomość ze śmierciożercą, nie być tego nawet świadomym. Jeżeli z kimś, kto pracuje po przeciwnej stronie od śmierciożerców i dysponuje szeroko pojętymi zaklęciami ochronnymi, nie jest to dobre dla niego. Tu nie chodziło o bezpieczeństwo siostry, którą karmił takimi słowami. Dbał o siebie. O swoją reputację i tożsamość, aby prawda nie wyszła na jaw. Sytuacja zmuszała go do tego, aby mieć siostrę bardziej pod kontrolą. Miał serce tak zimne, że gdyby trzeba było, to w ostateczności pozbyłby się jej.

Traversowie byli przyzwyczajeni do mieszkania blisko natury. Nicholas wychowywał się także w rezydencji, która mieściła się w pobliżu lasu. Skażeni członkowie rodziny lykantropią, musieli gdzieś przebywać. Albo w piwnicach rezydencji, aby w terenie otwartym. W zależności od opanowania przekleństwa. Dlatego dokładniej zbadał okolice na mapach i dokonał wstępnych oględzin, trafiając na to miejsce, ten dom. Zadał pytanie Rodolphusowi, aby poznać jego zdanie, jego propozycje na rozwiązanie problemu. A tym samym, dając mu także możliwość działania.

- Formalności to nie problem. Znam kogoś, kto mi załatwi potrzebne papiery.
Nawiązał do papierologii, która była tutaj według Nicholasa mniej problematyczna. Wiedział do kogo się zwróci. Z usług tej osoby, korzystał także Robert. Przynajmniej chłopak będzie miał co robić.
- Czekałem aż to powiesz.
Travers był cierpliwy. Prawda, że gdyby chciał ten dom kupić i zmusić właściciela do sprzedaży, zrobiłby to sam. Już podczas wspólnego atakowania Londynu, zauważył jak bardzo Lestrange lubi siać mord i chaos. Ze względu na swój stan zdrowia, Nicholas potrzebował obok kogoś takiego właśnie jak Rodolphus czy Stanley.

Nicholas zmarszczył brwi, patrząc w oddali na budynek, kiedy towarzysz wspomniał o jego zdolności Eksterioryzacji. Spojrzał na niego, jakby badał możliwość zaufania mu. Nie zostawił go w muzeum, nie zostawi go pewnie tutaj. Choć było blisko… zaryzykować? Istniała też pewna obawa, że może to się nie udać. Jeżeli zdrowie mu nie pozwoli.

- Spróbuję.
Zgodził się. Obejrzał się za siebie, aby poszukać odpowiednie miejsce na spoczęcie. Takie, gdzie usiądzie pod drzewem, w otoczeniu krzewów. Jesień miała jednak ten cholerny minus, że wiele roślinności zrzucała liście, pozostawiając gołe gałęzie. Coś udało się jednak znaleźć i Nicholas skierował się w tamtym kierunku. Licząc, że Rodolphus pójdzie za nim. Różdżką ogarnął sobie miejsce, pozbywając się resztek jakichś liści, gałęzi czy szyszek i innych śmieci. Następnie, chowając ją, usiadł pod drzewem. Czekał też na znak Lestrange’a, czy jest gotowy aby strzec go i otoczenia. Jeżeli tak, Nicholas oparł się wygodniej, złączając ręce ze sobą. Zamknął oczy, koncentrując się na użyciu eksterioryzacji.

Rzut na nekromancję, użycie Eksterioryzacji
[roll=Z]

Cudem, ale udało się. Rodolphus mógł jednak zauważyć, że Nicholas marszczył brwi, jakby miał problemy u życiem zdolności. Aż się udało. Nicholas opuścił duszą swoje ciało. Wstał z miejsca, w którym siedział, pozostawiając za sobą siebie. Spojrzał na Rodolphusa, czuwającego przy nim a następnie udał się w kierunku domostwa, który był jego celem. Przeszedł przez drzwi, aby ocenić sytuację wewnątrz. Dzięki temu, widział wnętrze. Idealne dla człowieka specjalizującego się myślistwem. Zajrzał na piętro. Wszedł do jednego pokoju, gdzie spało dziecko. Przeszedł do następnego, a tam dorosła osoba, w wieku studenckim. Przeszedł dalej, aż znalazł właścicieli. Małżeństwo. On w łazience, ona przygotowująca łóżko do spania. Wycofał się, wracając do obejrzenia raz jeszcze wnętrza, ocenienia, kim ów rodzina jest. Wtedy, dostrzegł na stole różdżkę, a obok zeszyt dziecka do nauki. Nazwisko jakim było podpisane, nie wskazywało na rodzinę czystokrwistą, jakie znał. Mieszańce? Mugolak z czarownicą? Zrobiło mu się niedobrze od tego patrzenia. Opuścił dom i wrócił do swojego ciała. Otworzył oczy i spojrzał na Rodolphusa, łapiąc głęboki oddech. Położył także dłoń na miejscu swojego serca, jakby poczuł tam niewielki ból. Z takim stanem zdrowia, za dużo mógł ryzykować.

- Jest ich czworo. W tym dziecko. Jedno z nich musi być czarodziejem. Widziałem różdżkę.
Zdał na razie skrócony raport.





RE: [15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 19.12.2025

Lestrange skinął głową. Dobrze, skoro tak miało być... Kącik ust Rodolphusa drgnął. Wiedział, że Nick tylko czekał na te słowa. Ale on się nie spieszył ani trochę z wypowiedzeniem ich. Prawda była taka, że Travers sam doskonale by sobie poradził bez jego pomocy, ale zawsze dobrze było mieć jakieś zabezpieczenie w postaci zaufanej osoby, która w razie czego rzuci odpowiednie zaklęcie chroniące. Albo po prostu popilnuje ciała, gdy Nicholas będzie stosował te swoje sztuczki, których już raz był świadkiem.

Gdy jego towarzysz ułożył się odpowiednio, Rodolphus wyciągnął różdżkę. Tak na wszelki wypadek. Czekał cierpliwie, obserwując otoczenie, bo to ono było w tej chwili największym zagrożeniem dla Nicholasa. Mogli się poróżnić, mogli się nie zgadzać we wszystkim, ale nie tak łatwo było przekreślić wszystko, co ich łączyło do tej pory. Gdyby sytuacja tego wymagała, ochroniłby go - nawet za cenę swojego zdrowia. Widział, że Nicholasowi było ciężko. Marszczył brwi, musiał się bardziej skupić. Coś poszło nie tak? Lestrange powstrzymał się przed uklęknięciem przy mężczyźnie i dotknięciem go. Musiał zaufać, że sobie poradzi, nie chciał mu też przeszkadzać. Nie wiedział, jakie konsekwencje miałby dotyk na tę umiejętność. Czekał więc cierpliwie, obserwując otoczenie.

Gdy Nick wrócił do swojej postaci, Rodolphus uklęknął przy nim. Położył lekko dłoń na jego ramieniu, jakby chciał się upewnić, że wszystko poszło zgodnie z planem.
- Potrzebujesz odpocząć? - zapytał, z początku ignorując jego lakoniczny raport. Dziecko... Nie lubił zabijać dzieci, chyba że w ich żyłach płynęła szlamowata krew. Musiał się zastanowić, co dalej. Spojrzał w kierunku domku w milczeniu.

Różdżka mogła należeć do mugolaka. Mniejsza jednak o to - stanowiła zagrożenie. Potrzebował Nicholasa w pełni sił, szczególnie jeżeli co najmniej jedna osoba z różdżką znajdowała się w domku. A co do dziecka...
- W jakim wieku jest dziecko? - zapytał, powracając wzrokiem do Nicholasa. Może jeżeli było na tyle małe, by nic nie pamiętało... To mogliby je oszczędzić? Pewnie mogliby też zmienić twarze, by dzieciak go nie rozpoznał, ale to i tak było ryzykowne. No i co potem z nim zrobią? Musieli działać możliwie po cichu.


RE: [15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus - Nicholas Travers - 19.12.2025

Gdyby miał sam dokonać Eksterioryzacji i zbadania rodziny od środka, musiałby znaleźć bardzo bezpieczne miejsce, aby tego dokonać. Pobliski dom, lub dwie ulice dalej. Odpowiednio zabezpieczony i w otoczeniu świec jak i kadzideł. Szybciej sprawniej i bezpieczniej. Jak to zrobił ostatnio na prośbę Roberta. Lecz wtedy pomagał mu Sauriel. Na otwartej przestrzeni był wystawiony na niebezpieczeństwo.  Dlatego tutaj, mógł liczyć na wsparcie Rodolphusa.

Eksterioryzacja przebiegła pomyślnie, z małymi problemami. Travers nie chciał ryzykować zbyt długiego przebywania poza ciałem, zważając na swój stan zdrowia. Nie był wstanie rozejrzeć się dłużej i dokładniej. Dlatego też pobieżnie powiedział co widział. Ile osób.

Siedząc pod drzewem, musiał dojść do siebie, trzymając się za serce. Na pytanie Rodolphusa, kiwnął głową potwierdzająco. Przymknął przy tym oczy i brał głębokie wdechy i wydechy. Na spokojnie. Nikt ich nie gonił. Nie robili też nic nieodpowiedniego w tej chwili, gdyby przypadkiem ich obecność kogoś by zainteresowała.

Nie wiadomo też, czy faktycznie był w tym domu tylko jeden czarodziej. Czy było ich dwoje. Czy różdżka należała do dziecka, czy dorosłej osoby? Biorąc pod uwagę okoliczności czasowe, gdyby dziecko było ze zdolnościami magicznymi, nie byłoby obecne w tym domu, bądź nie byłoby właścicielem magicznej broni.

Słysząc pytanie o dziecko, Nicholas otworzył oczy i spojrzał na Rodolphusa. Skąd mu się wzięło pytanie akurat o dziecko?
- Gdzieś w wieku początkowo szkolnym. Dziewięć, dziesięć może bym dał. Dlaczego pytasz?
Dla Nicholasa nie miało to żadnego znaczenia. Nie miał problemu z zabijaniem dzieci. Często to robił, jeżeli inny śmierciożerca niedomagał. Jego serce mocno skute lodem, nie odczuwało przy tym żadnych emocji i poczucia winy. Kierował się myślą, że jeżeli to są szlamy, nie ma co ich żałować.
Travers kaszlnął parę razy. Lecz już nie tak, jak wtedy dusząco. Eliksir pomagał łagodzić objawy i nieco zniwelować na tyle, że nie był zbyt męczący.





RE: [15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 27.01.2026

Pokręcił głową, a jego wzrok powędrował w kierunku domu. Milczał, zamiast odpowiedzieć, ale wyraz jego twarzy nie był już tak nieprzenikniony, jak wcześniej. Widać było po nim, że myśli, rozważa różne opcje, analizuje różne scenariusze w głowie. I żaden nie zakładał w tej chwili oszczędzenia dziecka. Było za duże, by je oszczędzić.
- Żeby uzyskać ostatni element układanki - odpowiedział enigmatycznie, nie dzieląc się z towarzyszem swoimi rozterkami. - W takim razie idziemy, jak tylko poczujesz się gotowy.
Nie zakładał, że ktokolwiek wyjdzie z tego domu żywy, więc zmiana twarzy nie była potrzebna. Dom stał na uboczu, Lestrange rozejrzał się jeszcze by upewnić się, że nie było w okolicy nikogo, kto mógłby się zaplątać w okolicy i zepsuć ich plan, a potem poczekał aż Travers zbierze się z ziemi i podąży za nim. Mieli dużo czasu, nikogo nie było w pobliżu. Mógł odpoczywać ile chciał.

Zaczynało zmierzchać, gdy mogli w końcu ruszyć. Rodolphus miał kilka opcji w głowie, kilka planów, lecz nie podzielił się nimi z Nicholasem, chyba że ten zapytał. Plan był w zasadzie prosty: podejść jak najciszej, nie pukać do drzwi. Spróbować je otworzyć, bo być może nie były zamknięte na zamek. A jeżeli były... Zawsze można było je wyważyć odpowiednim zaklęciem. Być może narobią przy tym trochę hałasu, lecz Nicholas wybrał domek na uboczu, nikt nie powinien się zainteresować tym, co się tu będzie działo.

Raz jeszcze omiótł otoczenie spojrzeniem, by upewnić się, że nikt nie składa myśliwemu wizyty, a potem razem z Nicholasem ruszył w kierunku domku, wyciągając różdżkę. Nacisnął klamkę, cicho i delikatnie, chcąc się zorientować, czy gospodarz zamknął drzwi. Zaskoczenie było ich ogromną przewagą.

Czy drzwi są zamknięte?
[roll=TakNie]

Nie były. Idiota, przemknęło mu przez myśl. By może hałas by ich ostrzegł, być może mogliby podjąć walkę gdyby zostali zaalarmowani. Ale postanowili nie zakluczać drzwi, czym podpisali na siebie wyrok. Lestrange wślizgnął się do środka.


RE: [15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus - Nicholas Travers - 30.01.2026

Śmierciożerca nie pyta o wiek dziecka, chyba że ma z tym jakiś korzystny interes. Nicholas obserwował Rodolphusa, unosząc brew ku górze, na usłyszaną odpowiedź. Dziecko układanką? Do czego? Chyba nie myślał o jego oszczędzeniu?
Nie odpowiedział mu na te słowa, a skinął głową w potwierdzeniu na kolejne. Dochodził do siebie powoli. Najwyraźniej błędem było używanie w takim stanie Eksterioryzacji, ale przynajmniej go nie zabiła. Nie poczuł tego, co w śnie iluzji.

- Wszyscy są na piętrze. Dzieciaki mają swoje pokoje. Są pierwsze od wejścia na górę. Ostatni pokój należy do właścicieli.
Dodał dla informacji, gdyby i tego Lestrange potrzebował do analizy planu działania. Miał też odpowiednią ilość czasu, aby dokonać zmian ich twarzy. Znacznie mniejsze ryzyko zostania rozpoznanym, gdyby ofiara im uciekła. Nie wszyscy, ale nawet jedna. Skoro mieli tam czarodzieja, to czy potrafił się teleportować?

Nicholas oznajmił gotowość do działania i podniósł się z pomocą Rodolphusa. Otrzepał swój płaszcz, poprawił go na sobie, a następnie wyjął różdżkę.

- Rozsądniej byłoby, gdybyś zmienił nam twarz.
Zasugerował, kiedy przemierzali ścieżkę w kierunku domostwa. A kiedy dotarli, Nicholasa nie zdziwił fakt, pozostawienia otwartych drzwi. Niektórzy myśliwi możliwe, że wychodzili na nocne polowania. W innym przypadku, zamykają domy przed dosłownym udaniem się spać. Nicholas był za Rodolphusem. Także poruszał się po cichu. Wszedł do środka, rzucając zaklęcie wyciszenia na cały dom. Aby żadne krzyki, nie były słyszalne na zewnątrz. Tym samym, zamknął drzwi za sobą, wycelował w ich zamek różdżkę, aby zamknąć dosłownie. Uniemożliwić im ucieczkę. Gdyby ta miała nastąpić. Rodolphusowi wskazał pierw kierunek do pomieszczenia, gdzie widział różdżkę. Wciąż leżała na dużym stole, obok zeszytów szkolnych. Nie były to jednak żadne im znane zagadnienia. Podręczniki były mugolskie. Mogło to oznaczać, że różdżka mogła należeć do kogoś z dorosłych. Trzeba było ją zabrać. Jeżeli nie zrobił tego Rodolphus, zrobił to Nicholas.

Kierując się następnie na górę, musieli wciąż zachować ciszę. Na korytarzu piętra, Nicholas wskazał Rodolphusowi drzwi do pokoju dziecka, które niewinnie spało sobie w najlepsze, nieświadome zagrożenia. Travers, wskazał również drzwi do kolejnego pokoju, gdzie spało kolejne, dziecko właścicieli, w wieku studenckim. Na swój cel wybrał główny pokój właścicieli. Z zamiarem uciszenia ich i pokazaniu im konsekwencji wynikających z życia jakie prowadzili.

Nim jednak Nicholas ostatecznie zdecydował się udać do głównej sypialni, chciał zobaczyć, jak Rodolphus radzi sobie z dziećmi. Dlatego też stał na tak zwanych czatach, gdyby coś poszło nie po ich myśli. 




RE: [15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 02.03.2026

Rozsądniej... Zatrzymał się zanim ruszył w stronę domku. Nie planował nikogo oszczędzać, ale Nicholas miał rację - nie mieli masek, do których byli przyzwyczajeni. Jeżeli byli w środku czarodzieje, mogli uciec przy pomocy magii, dlatego też Lestrange zatrzymał się i kiwnął głową.
- Masz rację - powiedział, wyciągając różdżkę. Chciał najpierw zmienić twarz Nicholasowi, a potem sobie. Zmieniał ich wygląd tyle razy, ile było trzeba, żeby osiągnąć zadowalający efekt i by na pewno nikt ich nie rozpoznał. Mieli wszak sporo czasu w zapasie, mógł poprawiać ich twarze tyle razy, ile chciał.

Przewaga: jeszcze piękniejsi

Gdy dokonał trwałej transmutacji na sobie i Traversie, ruszył w końcu do tego nieszczęsnego domku. Otwarte drzwi, cisza... Lestrange pokręcił głową, a potem podszedł do stolika. Zabrał leżącą na blacie różdżkę i schował ją do kieszeni. Im szybciej rozprawią się z domownikami, tym lepiej - a różdżka mogła tylko prowokować ich do walki. Nicholas rzucił zaklęcie wyciszające, dobrze. Powolnym krokiem ruszył w kierunku schodów. Dbał o to, by jego kroki nie wydawały niepotrzebnych dźwięków. Mieli czas - wszyscy spali lub zaraz będą spać. Przed sobą miał dwoje drzwi. Jedne należały do najmłodszego dziecka, drugie: do starszego. Nim planował się zająć na początku (stanowił większe zagrożenie), lecz nie miał pojęcia, w którym pokoju ten spał. Zawahał się przez ułamek sekundy, a potem wybrał drzwi po prawej.

1 pokój najmłodszego 2 pokój starszego
[roll=1d2]

Trafił do pokoju najmłodszego dziecka. To spało niewinnym snem, zapewne marząc o przyszłości, która miała nigdy nie nastąpić.

Trigger Warning: śmierć dziecka (Odkryj)
Gdyby to było niemowlę, to być może miałoby szansę, jeżeli okazałoby się czystej krwi. Może mieliby okazję do wychowania kogoś, kto krzewiłby postulaty Czarnego Pana tak, jak krzewili i oni. Bez dyskusji, bez sentymentów i emocji. Lecz to było dziecko, które było już za stare na to, by wyprać mu mózg na tyle bezpiecznie, by mogli ryzykować. Dlatego też Lestrange wślizgnął się cicho do pomieszczenia. Był sadystą, ale swoje plany wolał zachować na kogoś, z kogo będzie miał więcej pożytku.

Miał plan, w którym to starsze dziecko pod wpływem uroku zabiła młodsze - bardzo chciał sprawdzić, czy jego zaklęcia były na tyle potężne, a to była doskonała okazja, by przeprowadzić mały eksperyment. Trafił jednak do nie tego pokoju, więc po prostu uniósł różdżkę i spróbował bezgłośnie wytworzyć energię, która najzwyklej w świecie poderżnie śpiącemu dziecku gardło

Rzut na kształtowanie 2K - wytworzenie energii która poderżnie gardło dziecku
[roll=N]



RE: [15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus - Nicholas Travers - 12.03.2026

Przezorny, zawsze zabezpieczony. Nie mając masek, powinni nie być rozpoznawani przez domowników, jak i okolicznych sąsiadów, jeżeli tutaj zabłądzą. Biorąc pod uwagę, że tam jest czarodziej. Miło zatem, że Rodolphus zgodził się z sugestią Nicholasa i dokonał zmiany twarzy na nich. I choć Travers tego nie lubił, zgodził się po raz kolejny temu procesowi poddać.

Będąc w budynku, mieli czas się rozejrzeć po jego wnętrzu. Lestrange zabrał obcą różdżkę na przechowanie. Aby nikt z domowników z niej nie skorzystał. Jaki czarodziejski idiota, taką broń zostawia bez własnego nadzoru?

Udali się na górę. Nicholas zostawił towarzyszowi drzwi do pomieszczeń dzieci. Na siebie wziął dorosłe osoby, znajdujące się w swojej sypialni. Rodziców tych dzieci. Właścicieli tego domu. Uniósł różdżkę w gotowości do działania. Drugą ręką w rękawiczce, otworzył drzwi do pomieszczenia. Wszedł do środka niczym zapowiedź ich śmierci. Oboje od razu spojrzeli w jego kierunku, z narastającym strachem. To żadne z ich dzieci tutaj weszło. To był ktoś, kogo kompletnie nie znali, odzianego w czerń.

- Kim jesteś?! Wynoś się!
Zaczął krzyczeć mężczyzna i ruszył od razu w kierunku swojej strzelby, jaką miewał posiadać także w sypialni, na wszelki wypadek. Nicholas widząc ten ruch, machnął różdżką w jego kierunku, rzucając niewerbalne zaklęcie uśmiercające.
Kobieta w tym czasie, próbując z trudem nie panikować, szukała sposobu na wyjście z sypialni, aby dotrzeć do swoich dzieci. To jednak było trudne, zważywszy na obecność Traversa przy samych drzwiach.

Rzut na nekromancję, w celu użycia zaklęcia Avada Kedavra
[roll=Z]

Zielony promień wystrzelił z różdżki opanowanego Nicholasa, z zimną krwią zabijając mężczyznę, którego ciało upadło z hukiem na posadzkę. Było tak blisko, aby dobył swojej broni. Kobieta widząc martwe ciało męża, zalała się łzami.
- Tom!
Krzyknęła. i spojrzała nienawistnie na Nicholasa. Travers różdżkę skierował w jej kierunku. Spojrzał na nią zimnym wzrokiem, jakby miał spojrzeniem ją także zabić. Palec wskazujący wolnej dłoni, przyłożył do ust, na gest aby była cicho.



RE: [15.09.1972r.] Dom myśliwego | Nicholas & Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 23.03.2026

Zaklęcie się nie udało. I pewnie byłby je szybko powtórzył, gdyby nie fakt, że Nicholas rozpoczął swoje niszczycielskie dzieło. Krzyk ojca wybudziłby umarłego ze snu - zapewne starsze dziecko już zrywało się z łóżka. Nie miał więc czasu na działanie: gdy młodsze poderwało się na łóżku, Lestrange ponowie rzucił zaklęcie, byleby tylko uniemożliwić młodemu krzyk. Po raz drugi spróbował bezgłośnie wytworzyć energię, która najzwyklej w świecie poderżnie śpiącemu dziecku gardło.

Rzut na kształtowanie 2K - wytworzenie energii która poderżnie gardło dziecku

[roll=N]

Trigger Warning: śmierć dziecka (Odkryj)
Tym razem się udało. Magiczna energia przecięła cienką skórę na gardle, przebiła się przez tkanki i rozcięła mięśnie, żyły oraz aortę. Zamiast krzyku z ust dziecka wydobył się cichy bulgot, a spomiędzy warg spłynęły strużki krwi. Lestrange odwrócił się, lecz nie dlatego, bo nie mógł znieść tego widoku. Odwrócił się, bo doskonale wiedział, że to nie koniec. Słyszał krzyk kobiety oraz huk z pokoju obok. Starsze dziecko wstało.

Lestrange przyczaił się przy drzwiach z różdżką w pogotowiu. Gdy starszy syn pary otworzył drzwi, był już przygotowany.
- Mamo?! - krzyknął, próbując wyjść. Był uzbrojony: w dłoni ściskał kij. Rodolphus nie czekał: rzucił zaklęcie, które miało podpalić piżamę oraz włosy dzieciaka. Nie chciał umożliwić mu dotarcie do Nicholasa i zaatakowanie go od tyłu.

Rzut 2K na kształtowanie - płomienie które podpalą ubranie i włosy nastolatka
[roll=N]