![]() |
|
[14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Szkocja (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=127) +--- Wątek: [14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło (/showthread.php?tid=5381) Strony:
1
2
|
[14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło - Bard Beedle - 28.11.2025 Część fabuły posępnej wyspy ZFu. To nie była gra świateł. Jonathan wcześniej dostrzegł błyśnięcie w jednej z wież, niedługo po zmierzchu – jak się potem okazało dość mocno zniszczonej, z częściowo zawalonym dachem. Wiodące do niej schody były w oczywisty sposób niestabilne, nikt nie odpowiadał na wołania, a na górze znajdowały się stare, solidne drzwi. Dawno temu zapewne je zaklęto, może wykonali je magiczni rzemieślnicy, bo do tej pory nie dało się tam dostać – ale też nie znaleźli żadnych śladów świadczących o tym, że Finn albo Cormac mogą być po drugiej stronie, a w zamku było kilka innych tak niedostępnych punktów, próba dostania się akurat tutaj niekoniecznie stanowiła bezwzględny priorytet. Ale… Kiedy Selwyn wyjrzał nocą przez jedno z okien ponownie dostrzegł blask. I tym razem był już pewny tego, co widzi, zwłaszcza że ten wygasł, a potem znów się pojawił. I po prawdzie, zważywszy na to, gdzie byli… wyglądało to na magiczne światło. Czy któryś z mężczyzn mógł tam jednak pójść, pomimo pajęczyn i kurzu, które zdawały się świadczyć o tym, że miejsce pozostało nienaruszone? Utknął tam, i nie mógł albo nie chciał odpowiedzieć, kiedy spróbowali przy ogólnym sprawdzaniu nawoływać przy schodach…? * Schody wiodące do wieży były strome, bardzo wąskie, wymuszające ostrożne poruszanie się i podpieranie o ściany, w dodatku popękały w niektórych miejscach. Im wyżej się wchodziło, tym zimniej było: chłód wniknął głęboko w mury zamku McClivertów, a teraz wchodzili w górę jesiennej nocy. Na ich górze czekały drzwi, które musieli sforsować. RE: [14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło - Erik Longbottom - 02.12.2025 Erik podciągnął suwak od grubej bluzy pod samą szyję, Na jego czole malowała się siatka zmarszczek ilekroć zerkał w górę, w kierunku przejścia do wieży ulokowanego u szczytu schodów. Zerknął na Dorę i Jonathana.
— Jakieś pomysły jak się przebijemy przez te drzwi bez zwracania na siebie nadmiernej uwagi, kiedy już wejdziemy na samą górę? — rzucił Erik, oświetlając okolicę za pomocą różdżki. — Zaklęcie eksplodujące raczej nie wchodzi w grę. Coś na pewno by to zauważyło. Nie mówiąc już o tym, że cała wieża mogłaby nam spaść na głowę. Akurat tego wolałby uniknąć. Mimowolnie zaczynał oswajać się z myślą, że jeśli cała ta misja skończy się sukcesem, to faktycznie będzie mógł na poważnie rozważać przejęcie pieczy nad tym zamczyskiem. Ciekawe, co wyperswaduje mu ten pomysł z głowy jako pierwsze? Rozmowa z Godrykiem? Powrót do Doliny Godryka? Świadomość tego, że powinien skupić się teraz na Zakonie Feniksa i pracy w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów? Wzdrygnął się na tę myśl. Z drugiej strony, przecież taki zameczek mógłby bardzo przydać się sprawie. Kto wie, ile tajnych skrytek znajdowało się w tych murach? — No dobra, to ja pójdę jako pierwszy — zadecydował Longbottom, wchodząc na schodki prowadzące na górę. Starał się poruszać ostrożnie i nie spieszyć się za bardzo. Chociaż kamienne stopnie wydawały się dość mocne, tak były nad wyraz wąskie i strome, co w połączeniu ze wzrostem Erika stanowiło dość trudną do pokonania kombinację. Siłą rzeczy musiał uważać, jeśli nie chciał dojść na górę z siniakami i przetarciami. Manewrując między spękanymi schodami, mężczyznę w pewnym momencie przeszedł zimny dreszcz, który wpełzł pod jego ubranie. — Chyba mamy gdzieś tutaj dziurę — rzucił przez ramię, starając się informować na bieżąco drużynę o sytuacji. — Nie wiem, czy to gdzieś przy schodach, czy na samym szczycie, ale robi się coraz zimniej. O ile nie jest to jakaś pułapka z rozregulowanym zaklęciem zamrażającym, skomentował jeszcze w myślach, jednak zaraz pokręcił głową, kontynuując wspinaczkę. I tak już nie mieli wyjścia; obrali sobie za cel wejście do tej wieży, to teraz musieli dopełnić wszelkich starań, aby spróbować zrealizować to zadanie. RE: [14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło - Dora Crawford - 03.12.2025 Migające światła rzadko kiedy zwiastowały coś dobrego. Zrzędzenie teraz nie wydawało się najlepszą możliwą opcją, dlatego Dora stała obok Erika i patrzyła ku górze, na szczyt wieży, wyraźnie się zastanawiając. Może faktycznie był to któryś z zaginionych mężczyzn, a może coś specjalnie wabiło ich ku sobie. W zasadzkę. - Może będą zwyczajnie otwarte? - zapytała, wyraźnie próbując troszkę zakląć rzeczywistość. Tak byłoby zwyczajnie prościej i łatwiej, ale pewnie nie mogli liczyć na taki łut szczęścia. - Może dałoby się przeciąć zawiasy? Albo wysadzić tylko zamek, tak od środka? W sensie nie że takie wielkie bum, ale takie... małe? Ostatecznie może da się te drzwi jakoś transmutować? - zaczęła proponować, chociaż sama nie wydawała się do niczego specjalnie przekonana. Głównie dlatego, że nie wiedzieli jak te drzwi w ogóle wyglądali. No i ważniejsze - czy nie były jakoś magicznie zabezpieczone. Kiwnęła głową, kiedy poinformował że pójdzie pierwszy, a potem obejrzała się jeszcze kontrolnie na Jonathana, uśmiechnęła do niego krótko i ruszyła za Erikiem, wspinając się po schodach. Były kręte i strome, więc szła powoli, ostrożnie stawiając kolejne kroki, trzymając w dłoni różdżkę z zapalonym na jej końcu światełkiem. - Chyba bardziej bym się bała, gdyby o tej porze w takim starym zamku zaczęło się robić ciepło - zauważyła z pewnym wahaniem, mimowolnie poprawiając chustę, która wcześniej owinęła szyję dla lepszego zachowania ciepła. - A może... a może oprócz kwintopend mamy tu też duchy. RE: [14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło - Jonathan Selwyn - 03.12.2025 Jonathan nie miał jeszcze pojęcia, czy magiczne światło z okna wieży było dobrym, czy złym znakiem, ale był przynajmniej z siebie zadowolony, że to właśnie on je wypatrzył. Szkoda tylko, że nie ruszył tam od razu, uznając że mimo wszystko mogła być to jedynie gra świateł. – Zobaczymy w jakim w ogóle stanie będą te drzwi i wtedy zadecydujemy – powiedział przyglądając się na razie wąskim schodom prowadzącym na górę. – Ale zdecydowanie nie powinniśmy robić hałasu o ile nie będzie to konieczne. Podoba mi się pomysł z transmutacją i zawiasami. Może udałoby się też rzucić na chwilę jakieś zaklęcie wyciszające. Jonathan uśmiechnął się w stronę Dory i gestem wskazał jej, aby ruszyła przed nim, samemu, tak na wszelki wypadek, zamykając ich pochód. Zdecydowanie nie znajdowali się w zamku z jego marzeń, ten byłby z pewnością przytulniejszy, bardziej ozdobny no i pozbawiony potencjalnych zagrożeń ze strony potworów. – W sumie nie obraziłbym się za jakiegoś ducha. Właściwie to trochę się dziwię, że przy historii tego zamku jeszcze na żadnego nie natrafiliśmy. – powiedział z pewnym niezadowoleniem odkrywając że jego ciepły, czerwony sweter, najwyraźniej nie był aż tak ciepły. – Przydałby się ktoś, kto wie co tu się wydarzyło. To znaczy o ile byłby to duch, który chciał z nimi w jakimkolwiek stopniu współpracować. RE: [14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło - Erik Longbottom - 06.12.2025 — To byłby chyba najlepszy możliwy scenariusz — odpowiedział Erik, zerkając przez ramię na Dorę. — Chociaż sądząc po tej kryjówce, którą znaleźliśmy z Heather w trakcie pierwszego zwiadu, to wygląda na to, że zabarykadowanie się przed tymi kwintopedami jest względnie dobrym rozwiązaniem. Jeśli podczas całego tego kryzysu ludzie wpadli na podobny pomysł, to nie zdziwiłbym się, gdyby sporo sali było zamkniętych na cztery spusty.
Nie był pewien, jak wiele osób było obecnych na wyspie, kiedy pojawiły się kwintopedy. Jak wiele czasu zajęło tym stworzeniom oczyszczenie wyspy? Jak długo co poniektórzy ocaleli mogli się ukrywać w murach zamku czekając na ratunek lub okazję do ucieczki? — Może wszyscy woleli przejść dalej niż spędzić wieczność z towarzystwie tych całych kwintopedów — rzucił bez przekonania Erik słysząc słowa Jonathana. — Chociaż co prawda to prawda... Znalezienie naocznego świadka tamtych zdarzeń byłoby teraz na wagę złota. A tak, niestety, będziemy żyć z myślą, że sytuacja tutaj była tak tragiczna, że nawet duchy wolały siedzieć w zaświatach niż ryzykować powrót tutaj. Jeśli faktycznie ktoś kiedyś zajmie się tym zamkiem, to zdecydowanie trzeba będzie wezwać ekipę deratyzacyjną i jakąś drużynę egzorcystów z kowenu, skomentował bezgłośnie. Mimowolnie nie potrafił przestać myśleć o tym, jak sam by się zajął ta budowlą. Wydawała się oferować całkiem dużo, jednak... Naprawdę musiałby wpakować w nią całą masę pieniędzy, żeby doprowadzić zamek do stanu używalność. Kto wie, może gdyby chciał tu zamieszkać, to musiały przeprowadzać remont stopniowo, skupiając się na poszczególnych skrzydłach i piętrach? Pokręcił głową. To był temat na inne czasy. Kiedy już pozbędą się głównego źródła panujących tu problemów. — No dobra, to zobaczmy, co my tutaj mamy — zapowiedział, podchodząc nieufnie do drzwi. Ostatnie kilka stopni pokonał wyjątkowo ostrożnie z obawy przed nagłą utratą równowagi. Kiedy znalazł się już na pozycji pozwalając mu na w miarę swobodne ruchy Erik nacisnął na klamkę, a gdy ta nie ustąpiła, spróbował pchnąć drzwi barkiem. Te odpowiedziały jedynie głuchym dudnięciem ewidentnie informując przybyszy, że nie podda się tak trywialnym próbom sforsowania. Longbottom westchnął ciężko i obejrzał się na towarzyszy. — Czyli... Najpierw zaklęcie wyciszające, a potem próbujemy jakoś się przebić. Super. Erik uniósł różdżkę i uderzył jej czubkiem o pobliską ścianę. Może tym razem szczęście będzie po ich stronie? (Transmutacja) Nadanie ścianom właściwości wygłuszających x1
[roll=N]RE: [14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło - Dora Crawford - 09.12.2025 - Może dałoby się jakiegoś ducha wywołać? - zasugerowała, spoglądając to na Erika, albo raczej jego plecy, to na moment odwracając się przez ramię na Jonathana. - Tylko do tego potrzeba chyba pełne imię, prawda? Ale na pewno są tu jakieś stare zapiski, albo coś co się nie rozsypało pod upływem czasu? - nie to, żeby była pierwsza do takiego nawoływania kogoś zza grobu, ale jeśli nadarzyłaby się okazja, to czemu nie. Erik miał rację - posłuchanie naocznych świadków mogłoby być zwyczajnie bezcennym doświadczeniem, a może też przybliżyłoby nieco prawdę o kwintopendach. Odnosiła jednak wrażenie, że jeśli coś takiego miało być możliwe, to stałoby się dawno i pewnie z ramienia Ministerstwa. W końcu pozbycie się tych krwiożerczych potworów wydawało się jak coś, co powinno stanowić ich priorytet. Drzwi przywitały ich, oczywiście, zamknięte na głucho. Dora spojrzała na nie uważnie, ale jeśli miała jakieś ostatki nadziei, odnośnie ich otwieralności, to te bardzo szybko zostały rozwiane; Erik nacisnął klamkę, próbując otworzyć drzwi nawet barkiem, ale te ani drgnęły. Przynajmniej tyle, biorąc pod uwagę że kiedyś ktoś mógł wpaść na sprytny pomysł obłożenia ich zaklęciem. Podczas gdy Erik mocował się ze ścianami, ona postanowiła podejść do tego z innej strony, biorąc pod uwagę że była zwyczajnie okropna w transmutacji. Machnęła różdżką, chcąc wyczarować dookoła nich strefę, która nie przepuszczałaby dźwięku na zewnątrz - tak by obejmowała także drzwi. [roll=Z] RE: [14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło - Jonathan Selwyn - 17.12.2025 – Tak, rzeczywiście można spróbować – powiedział Jonathan, jakby utwierdzając się samemu w swoim własnym duchowym pomyśle, a następnie skupił swoją uwagę na drzwiach. Uśmiechnął się nieznacznie. – Chociaż... Kto wie? Może zaraz okaże się, że właśnie próbujemy włamać się do prywatnych kwater jakiegoś byłego właściciela i naoczny świadek znajdzie się sam. Właściwie to nie musiał być to nawet nauoczny świadek początku klątwy tego miejsca. Jonathan zadowolilby się jakąkolwiek zbłąkaną duszą o ile nie byłaby to dusza któregoś z ich zaginionych towarzyszy. I o ile nie będzie wobec nich agresywna, oczywiście. Erik spróbował otworzyć drzwi, ale najwyraźniej były one na tyle mocno zamknięte, że nie dało to pożądanycb rezultatów, a przecież Longbottom do słabowitych zdecydiwanie nie należał. Odczekał, aż Dora spróbuje wyczarować strefę ciszy, a gdy czarownica rzuciła swoje zaklęcie on sam podszedł do drzwi i najpierw zapstrykał kilka razy palcami w okolicy klamki, aby upewnić się, że żaden hałas na pewno się nie rozniesie. Wtedy wyciągnął różdżkę i spróbował utworzyć pęd ciśnienia, kierując je w stronę zamka, tak aby jego siłą wyłamać mechanizm. Rzut na kształtowanie (III) tworzę niewielkie pęd powietrza o na tyle mocnym ciśnieniu, aby rozwalić zamek. [roll=Z] RE: [14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło - Erik Longbottom - 18.12.2025 — … Nie wiem, szczerze mówiąc — przyznał z lekką niechęcią Erik, marszcząc nos. — Może udałoby nam się jakiegoś zawołać, gdyby uśmiechnęło się do nas szczęście, ale chyba takie bardziej ''agresywne'' wywoływanie to nie nasza działka. A przynajmniej nie moja. Chyba, że wy macie jakieś ukryte talenty o których jeszcze nie słyszałem?
Zerknął badawczo na dwójkę swych towarzyszy. Wprawdzie nie obcował za bardzo z duchami na co dzień, ale przez tyle lat obcowania z kowenem podczas sabatów oraz pracownikami Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami podczas śledztw zdążył zorientować się, że przywoływanie duchów nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać. Na pstryknięcie palcami żaden duch raczej by do nich nie przyszedł z Limbo. Potrzebowaliby tego no... Medium? Tak to się to chyba fachowo nazywało. Po tym, jak jego zaklęcie nie przyniosło oczekiwanego rezultaty, Longbottom pozwolił Jonathanowi i Dorze przejść do rzeczy. Cóż, najwidoczniej magia dzisiaj im bardziej sprzyjała. Erik pozwolił tej dwójce wejść do środka na początku, kiedy drzwi zdecydowały się puścić pod wpływem napierającej na nie energii magicznej. — Widzę tutaj wyraźne przedłużenie pewnego stylu architektonicznego — skomentował bezwiednie, gdy i jemu przyszło rozejrzeć się po wnętrzu. Omiótł wzrokiem pomieszczenie, nie zwracając jednak większej uwagi na kotły i zestawy starych składników rzemieślniczych. Zamiast tego skupił się na kolejnej partii schodów. — Wszystko się rozpada. — Westchnął cicho. — Szkoda, że nie zabraliśmy większej liczby mioteł. Mam wrażenie, że podlecenie na drugie piętro byłoby bardziej bezpiecznie niż wspinanie się po tych stopniach. RE: [14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło - Dora Crawford - 18.12.2025 - Nigdy nie wywoływałam ducha, ale bardzo bym kiedyś chciała. Znaczy, przynajmniej przy czymś takim być - odpowiedziała, na te ewentualne ukryte talenty. Szczerze wątpiła, że jakikolwiek szanujący się duch przyszedłby na jej wezwanie, bo zwyczajnie brakowało jej siły przebicia. - Ale parę dni temu byłyśmy z Brenną na cmentarzu i tam wyskoczył na mnie z grobu pan Gideon Lockhart, świeć Panie nad jego duszą - niemal automatycznie przeżegnała się, jak to jej tata miał czasem w zwyczaju. - I nie chciał mi dać spokoju, póki nie opowie mi caaaaałej historii swojego życia. Pewnie gdyby nas Brenna nie teleportowała, to faktycznie by mu się udało, w każdym razie... może mam jakiś magnes? Może i tutaj coś na nas wyskoczy bo tu jestem? - rozejrzała się badawczo dookoła, ale chyba faktycznie nie zanosiło się na to, by w zasięgu wzroku pojawił się jakiś zagubiony duch. Może lepiej. Bo dzięki temu chyba udało im się nieco lepiej skoncentrować i otworzyć opierające się drzwi. Całą trójką zagłębili się do wnętrza, które wyglądało równie tragicznie co reszta zamku. Wpisywało się w profil zaniedbania, rozpadu i rozkładu, chociaż nie można było się temu dziwić, w końcu stało to wszystko puste od dekad. - Ale chyba nie widać tutaj śladów pazurów, więc może kwintopendy tu nie dotarły. RE: [14.10.72, po zmroku, Wyspa Posępna] Światło, które nie zgasło - Bard Beedle - 18.12.2025 W nosy uderzał dziwny zapach, mieszanka kurzu, gnicia, ale też innych woni. Ich źródłem mógł być sprzęt alchemiczny, buteleczki, skrzyneczki i woreczki, które od razu przyciągały spojrzenie Dory. To wszystko było stare, zdecydowanie mało nowoczesne, ale te sto czy dwieście lat temu musiało być bardzo imponującą pracownią alchemiczną, na której urządzenie przeznaczono wiele środków, czasu i zapewne i energii, bo musiano albo wykonać te sprzęty i zebrać składniki na wyspie, albo sprowadzić je z kontynentu. Jeden kociołek leżał przewrócony, a na podłodze pozostały wypalone ślady. Nie wydawało się jednak, aby stoczono tutaj jakąś walkę: kwintopedy raczej nigdy nie dotarły aż tutaj. Prędzej jakby ktoś narobił trochę bałaganu, może przewrócił kociołek niechcący czy z frustracji. Niektóre woreczki leżały pootwierane i puste, podobnie jak skrzynki: z niektórych wyjęto część składników, a pozostałe zdążyły w nich dawno temu zgnić i teraz zamieniły się w szarawą masę. Dotykanie tego wszystkiego na pewno było niebezpieczne. Na piętrze nad nimi coś nagle trzasnęło. A potem z brzegu drugiego poziomu spojrzały na nich wielkie, przerażone oczy, osadzone w wychudłej, szarawej twarzy. Młoda dziewczyna wyglądała okropnie: włosy zwisały jej w strąkach, od dawna niemyte, skóra opinała się ciasno na kościach, ubranie wisiało na niej, zbyt duże, i ewidentnie bardzo brudne. - Wy żyjecie? - wyszeptała, a głos miała nie tylko słaby, ale i chrapliwy, jakby od dawna nieużywany. Rzućcie proszę na percepcję - każdy ma jeden rzut, możecie przypatrywać się i dziewczynie, i wcześniej rozglądać po wnętrzu. Odpisy do rana 23.12, daję więcej czasu, bo wiem, że gorący okres. |