![]() |
|
[10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) (/showthread.php?tid=5399) Strony:
1
2
|
[10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Astoria Avery - 02.12.2025 10.09.1972
posiadłość Avery Hall na obrzeżach Londynu Dzień odpoczynku okazał się zbyt krótki, by zmyć z niej skutki dymu i napięcia. Astoria wciąż była słaba; kaszel, najpierw nagły i ostry, przechodził teraz w długie, męczące serie, które ściskały jej klatkę piersiową i zostawiały smak spalenizny na języku. Każdy krok kosztował wysiłek. Matka nie dawała jej spokoju; uporczywie wmuszała w nią eliksiry, napary i maści wyjęte z Czarownicy. Dziewczyna przyjmowała je z uprzejmym skinieniem, wypijając gorzki napar i ściągając z ust porządne, ale sceptyczne myśli - nie wierzyła w te cudowne receptury, które obiecywały natychmiastowe oczyszczenie z dymu; miała nadzieję raczej, że czas i spokój zrobią swoje. Wolała nie iść do Munga teraz, kiedy pacjentów było aż nadto. Mimo osłabienia pragnienie, by zobaczyć Renigalda, było silniejsze od rozsądku. Chciała mieć pewność, że nie ucierpiał niczym więcej niż reszta miasta. Z tego powodu zaprosiła go na obiad - pretekst równie praktyczny, co osobisty. A skoro jej własne mieszkanie wciąż było nieużywalne, posiadłość rodziców wydawała się więc jedynym rozsądnym miejscem spotkania - bezpiecznym i gotowym przyjąć gościa. Zleciła skrzatom w kuchni przygotowanie potraw, które miały przypaść do gustu Malfoyowi. A sama zajęła się przygotowaniem w mniejszym saloniku na piętrze, tym, który rodzina wykorzystywała na prywatne spotkania. Pomieszczenie było skromne, lecz gustownie urządzone: niskie fotele obite ciemnym aksamitem, nieliczne bibeloty starannie wybrane i ustawione, regał z opasłymi tomami poświęconymi historii sztuki i konserwacji. Z saloniku rozciągał się widok na północną część ogrodu i księżyc - tej nocy, za zasłoną pyłu i chmur, wyglądał bardziej blado niż zwykle. Zadbała, by stół prezentował się nienagannie. Dopiero wtedy mogła zająć się swoim wyglądem, który pozostawiał wiele do życzenia - podkrążone oczy, skóra przygaszona, włosy pozbawione blasku. Sięgnęła po prostą, lecz elegancką szatę z głębokiego granatu. Makijażem poprawiła niedoskonałości, tuszując cienie, aż kontury twarzy wydawały się bardziej wyspane. Usta przyciemniła neutralnym odcieniem. I kiedy na końcu spojrzała w lustro, uznała że wygląda przyzwoicie, jak na to, co przeżyła w ciągu ostatnich dwóch dni. Dom wydawał się pusty w tej godzinie, głównie przez pożar i jego konsekwencje - nawał pracy spadł ojcu na głowę, a matka zajęła się fundacją i pomocą charytatywną. Czego się nie robi dla reputacji... Sama też byłaby w wirze działania, gdyby zdrowie jej pozwoliło. Kiedy zgasły ostatnie światła w kuchni, a skrzaty poprzestawiały naczynia, Astoria wstała. Przymknęła oczy na chwilę, zebrała oddech i ruszyła, by przyjąć Renigalda w saloniku. Chciała, by spotkanie było godne, by zobaczył nie tylko kobietę, której płuca paliły dymem, lecz też tę, która potrafiła zachować porządek i smak nawet w czasie katastrofy. - Dobrze cię widzieć - podeszła powoli, by nie złapać zadyszki i cmoknęła go w policzek. - Niech no cię obejrzę - zaczęła, jakby nie do końca wierzyła, że nic mu się nie stało w tym szaleństwie. Na pierwszy rzut oka nie widziała jednak żadnych ran. - Mam nadzieję, że nie jesteś już na mnie zły? @Renigald Malfoy RE: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Renigald Malfoy - 19.12.2025 List z zaproszeniem na wspólny obiad od Astorii, przyszedł niespodziewanie szybko. Renigald był przekonany, ze dziewczyna zechce zrekompensować mu się za kilka dni. Nie chciała widocznie czekać. A on i tak nie miał co robić. Mógł zająć się szukaniem nowego mieszkania. Gdyż go tego już raczej nie wróci. Nie to miejsca, w którym rządziło się obłąkane krzesło. Matka zadbała o to, aby Renigald wyglądał odpowiednio. Szata butelkowa, z biała koszulą i ciemnymi spodniami. Udało się jej coś znaleźć w swojej pracowni i jedynie wprowadziła kilka poprawek. Jedyne co też Renigald usłyszał od ojca na wyjściu to mocne słowa "Nie przynieś wstydu". Przestroga przed tym, co odwalił z Weasleyową latem. Przed miejscem zamieszkania Astorii, zjawił się punktualnie. Po drodze kupił jeszcze jakieś ocalałe kwiaty z kwiaciarni, żeby nie pojawić się tak z pustymi rękoma. Wiedział, że była chorowita. Ale nie wiedział, a może i nie pamiętał, czy miała uczulenie na kwiaty. Właściwie to chyba żadna kobieta nie ma na nich alergii. Zapukał. Czekając na otworzenie drzwi, poprawił jeszcze swoje włosy, trzymając w drugiej dłoni kwiaty i swoją podręczną drewnianą laskę. Kiedy Astoria wyszła, uśmiechnął lekko na jej widok. - Ciebie również.Odpowiedział na jej stwierdzenie. Pozwolił dać sobie buziaka, a żeby jej to ułatwić, pochylił się. Wręczył jej tym samym skromny bukiet róż, gdy w między czasie mu się przyglądała. Ran żadnych nie miał. Na twarzy też wyglądał zdrowo. Pomijając jedynie problemy ze snem. - Powiedzmy, że zapomniałem. Puścił jej oczko i wszedł do środka, jeżeli pozwoliła. - Jak się czujesz? Zapytał, od razu przenosząc na nią poważniejsze spojrzenie. Przyglądając jej twarzy. Nie mógł się teraz na nią złościć, pamiętając jej stan zdrowia ostatnim razem. RE: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Astoria Avery - 16.01.2026 Gdy otworzyła drzwi i zobaczyła go stojącego na progu - nienagannie ubranego, wyprostowanego, z bukietem w dłoni - napięcie, którego nawet nie była do końca świadoma, odrobinę zelżało. Zdążyła już przywyknąć do myśli, że tej nocy wszystko może wyglądać gorzej, niż powinna, że dym, zmęczenie i choroba odbiją się na niej wyraźniej, niż by chciała. Tymczasem on wyglądał dobrze. Zdrowo. Bez śladów poparzeń, bez bandaży, bez tej pustki w spojrzeniu, która towarzyszyła wielu innym tej nocy. Zanotowała to odruchowo, jak konserwator oceniający stan dzieła i poczuła, jak napięcie w piersi rozluźnia się o kolejny stopień. Przyjęła róże ostrożnie, jakby bała się, że znikną i skinęła głową w niemym podziękowaniu. Już w progu zauważyła drobne szczegóły - starannie ułożone włosy, idealnie dopasowaną szatę. Odsunęła się nieco, robiąc mu miejsce, i jednym płynnym ruchem zaprosiła go do środka, prowadząc w głąb saloniku. Astoria poruszała się wolniej niż zwykle, jednak każdy jej ruch pozostawał przemyślany, elegancki; nawet gdy musiała na chwilę oprzeć dłoń o poręcz schodów, robiła to z naturalną gracją, nie pozwalając, by słabość zdominowała obraz. Wskazała stół gestem pełnym naturalnej elegancji, zapraszając, by zajął miejsce. - Cieszę się. Ostatecznie najważniejsze, że żyjemy - uśmiechnęła się lekko, nie wspominając jak ciężko było pozostać przy życiu. Na samą myśl przeszły ją ciarki, dlatego nie zamierzała drążyć tematu. Nie, dziś chciała oderwać się myślami i spędzić czas w miłej atmosferze. - Nowa szata? - zapytała z uniesioną brwią. Zastanowiła się, czy wystroił się w ten sposób specjalnie na kolację z nią, czy może wcześniej czekało go inne spotkanie, równie oficjalne, równie wymagające. Myśl ta pojawiła się i zniknęła szybko, nie niosąc ze sobą ani zazdrości, ani rozczarowania. - Wciąż kaszlę, ale jest lepiej - nie chciała go martwić, jednak jej wygląd mówił więcej, niż słowa były w stanie ukryć. Nadal była słaba, nadal dym czaił się gdzieś w płucach i gardle, ale jutro zamierzała odwiedzić Świętego Munga. A raczej była przymuszana przez nadopiekuńczą matkę. - A ty? Zanim jednak usiadła, sięgnęła po bukiet, który jej wręczył. Przez krótką chwilę przyglądała się kwiatom, jakby ten prosty gest wymagał od niej skupienia, po czym podeszła do kredensu i wyjęła smukły, szklany wazon. Napełniła go wodą lekkim ruchem różdżki, a następnie ułożyła róże na środku stołu, dbając o każdy detal, by żaden płatek nie był zgnieciony, by całość wyglądała harmonijnie, niemal wystawowo. Kwiaty wprowadziły do pomieszczenia delikatny zapach i odrobinę życia, kontrastując z ciszą domu pozbawionego dziś obecności rodziców. Dopiero wtedy usiadła naprzeciwko niego, prostując się w krześle z wyuczoną swobodą. - Jak się mają twoi rodzice? - zapytała, sięgając po kielich z winem. Choć wyglądała na zmęczoną, emanowała spokojem i kontrolą, jakby ten wieczór był jednym z niewielu momentów, które chciała - i musiała - przeżyć normalnie. - Mam nadzieję, że jesteś głodny. Skrzaty przygotowały prawdziwą ucztę. RE: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Renigald Malfoy - 18.01.2026 Musiał zrobić dobre wrażenie. Musiał wyglądać nienagannie i odpowiednio, jak na kawalera czystej krwi z rodu Malfoy przystało. Tego oczekiwał od niego ojciec. Zwłaszcza, że Renigald dostał zaproszenie do rodzinnego domu Astorii Avery. Spodziewając się najpewniej, spotkania z jej rodzicami. Wchodząc do środka, blondyn wręczył dziewczynie kwiaty. Najstaranniej dobrane róże, zaklęciem potraktowane na intensywność ich zapachu, czy tam skropione specjalnym eliksirem. Aby ich zapach trwał odrobinę dłużej i przysłonił ten, który pozostawia po sobie ogień. Renigald zapłacił więcej kwiaciarzowi, aby ten bukiet był wyjątkowy. Nie patrzył na to ile musiałby dać galeonów. Mógłby jej nawet i kosz kwiatów wręczyć, ale po co? To i tak zwiędnie. Będzie musiała wyrzucić. Czy aż tak zależałoby mu na względach Astorii? Tego oczekiwał jego ojciec. - Tu się zgodzę.Przyznał jej rację. Najważniejsze, że przeżyli ten cały rebeliancki atak. Nadal był przekonany, że mieszkanie mu spalili mugole. Nie widział w tym innej opcji. Po co zwolennicy Czarnego Pana mieliby mu to robić? Niczym im przecież nie podpadł. A może o czymś nie wiedział? Ktoś spiskował na ulicach śmiertelnego Nocturmu i chciał mu zaszkodzić? Czy będzie musiał bawić się w szukanie szczura? Kreta? Jak to mugole takich spiskowców nazywają? Nie obrażając szczurzycy kuzynowskiej Baldwina. Udał się za Astorią do jadalni, gdziekolwiek w tym domu mieli zjeść obiad. Już wtedy zarejestrował dziwną ciszę. "Jesteśmy sami?" – zastanowił się, oglądając wnętrze pomieszczeń, które mijali. Oczywiście na wejściu, zdjął z siebie płaszcz, wieszając go na haku czy oddając do odniesienia. Bystrość panny Avery wciąż go zaskakiwała. Dostrzegła, że miał na sobie nową szatę. - Tak… Spłonęła mi garderoba, musiałem kupić u matki coś nowego. Na szczęście jej butik nie ucierpiał zbyt mocno.Wyjaśnił i potwierdził. Wystroił się dla niej. Dla jej rodziców, aby pokazać, że Malfoye to przecież nie menelene. Dbają o swój wizerunek gdziekolwiek się nie pojawią. Tego dnia nie miał żadnych innych spotkań. Jedynie obiad z Astorią. Nie zajął miejsca przy stole. Jedynie stanął obok krzesła. Czekając, aż Astoria do niego dołączy. Kultura nakazywała, żeby poczekać aż dama pierwsza zasiądzie przy stole. Wtedy mężczyzna mógł uczynić to samo. Tego był uczony. Tak też na stojąco udzielał odpowiedzi na jej pytania, obserwując jak zajmuje się wazonem do wręczonego jej wcześniej bukietu róż. Przyznał szczerze. Nie przebywał zbyt dużo czasu na zewnątrz. Nie zatruł się do takiego stopnia, aby przeżywać katusze. Bogactwo w skrytce pozwalało nawet na szybszy zakup sprawdzonych eliksirów na kaszel. Usiadł na krześle przy stole, kiedy to uczyniła Astoria. Odłożył swoją laskę na bok, podpierając o stół. Wyprostował się, sięgnął po serwetkę, aby rozłożyć ją i położyć na kolanach. - Moi rodzice? Powiedziałbym, że dobrze. Ojciec jest zapracowany w Ministerstwie. Zwłaszcza po tych atakach. Mało bywa w domu. Matka liczy straty w butiku i planuje remont.Odpowiedział na jej pytanie, dotyczące jego rodziców. Spojrzał zaraz w stronę wejścia do jadalni, a zaraz na Astorię. - Twoi rodzice nie dołączą do nas? Zapytał w końcu. Nie ukrywając zaskoczenia, może nawet i ulgi, że ta chwila, zarezerwowana była tylko dla nich. Dla dwojga. - Bardzo chętnie spróbuję tutejszej kuchni. Posłał jej uprzejmy uśmiech, sięgając także po kielich z winem, jakby chciał z nią wznieść toast. Upił łyk, aby degustować smak tutejszego wina, jakim go poczęstowano. RE: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Astoria Avery - 28.01.2026 Przyjęła jego wyjaśnienia z lekkim skinieniem głowy, a informacja o spalonej garderobie wywołała w niej krótkie, niemal niezauważalne ukłucie współczucia - strata rzeczy materialnych była czymś, co potrafiła zrozumieć aż za dobrze, nawet jeśli sama uczyła się traktować je z dystansem. Wiedziała jednak, jak bardzo Renigald przywiązywał wagę do rzeczy materialnych - do ich formy, jakości, symbolicznego ciężaru. Utrata ubrań nie była więc tylko niedogodnością, była naruszeniem porządku, który dawał mu poczucie kontroli. - Przykro mi. Nie udało się niczego uratować? Jej spojrzenie na chwilę powędrowało po linii jego ramion, po idealnie skrojonej szacie, po drobiazgach zdradzających, że nic tu nie było przypadkowe. Pojawiła się myśl, krótka i niechciana, że ten wysiłek nie był tylko spełnieniem ojcowskich oczekiwań. Nie pozwoliła jej jednak urosnąć. Zbyt łatwo było przypisać intencje tam, gdzie mogła kryć się jedynie dobrze wyuczona rola. Przynajmniej butik jego matki nie został zniszczony. W tak ciężkich momentach trzeba dopatrywać się nawet najmniejszych pozytywów. Uspokoiło ją też to, że nie zatruł się dymem. - A więc miałeś wiele szczęścia - posłała mu uśmiech. Ta informacja przyniosła wyraźną ulgę, choć nie pozwoliła jej w pełni rozluźnić ramion; wciąż miała w sobie napięcie ostatnich dni, które nie znikało tak łatwo. Jej własny kaszel przypomniał o sobie krótkim, stłumionym odchrząknięciem, które zamaskowała uniesieniem kielicha do ust. Przełknęła łyk wina powoli, ostrożnie, pozwalając, by ciepło rozeszło się po gardle. Nie chciała teraz roztrząsać swoich dolegliwości, nie chciała widzieć zmartwienia w jego oczach. Kiwnęła głową na wzmiankę o jego rodzicach. - Nie sądzę. Podobnie jak twoi rodzice, moi także są teraz bardzo zapracowani. Ojciec praktycznie nie wychodzi z galerii, a mama poświęca wolny czas fundacji. Wielu młodych artystów potrzebuje nagłej pomocy - odparła rzeczowo. Każde z nich w swoim żywiole, każde reagujące na kryzys tak, jak ich nauczono. Astoria pomyślała, że dom bez nich wydawał się jednocześnie zbyt duży i zaskakująco cichy. Ta cisza nie była jednak pusta - miała w sobie ciężar decyzji, które zapadały gdzie indziej. - Mówiąc całkiem szczerze trochę dziwnie się tu czuję. Zapomniałam już, jak to jest mieszkać z rodzicami. Troska mamy bywa przytłaczająca, chociaż wiem, ile ta sytuacja ją kosztuje - wyznała cicho, bo przecież doskonale rozumiała perspektywę matki. Po stracie najstarszego dziecka, drżała o każde kolejne, które znalazło się w niebezpieczeństwie. - Ale poinformowałam ich, że cię zaprosiłam i cieszyli się... naturalnie - spojrzała na niego znacząco, acz z lekkim rozbawieniem. Obydwoje zdawali sobie sprawę z prób swatania ich przez rodziców, ale nic sobie z tego nie robili. Fakt, że byli sami, nie był ani zaplanowanym gestem, ani przypadkiem, który należało tłumaczyć, raczej konsekwencją chaosu, w jakim znalazł się świat. Świat, który wciąż pachniał dymem i stratą, dlatego ta kolacja stała się próbą zachowania pozorów normalności. A ona, perfekcjonistka z natury, nie zamierzała pozwolić, by choćby jeden detal wymknął się spod kontroli. - To właściwie twoja kuchnia. Poleciłam im przygotować twoje ulubione dania - przyznała po krótkim toaście. - Chcę ci tym sposobem podziękować za pomoc. Gdybyś zabrał mnie od razu do Św. Munga, tak jak proponowałeś, oszczędziłbyś mi wiele zmartwień, ale wciąż... jesteś jedną z osób, bez których nie przeżyłabym tamtej nocy - opuściła wzrok z zawstydzenia. Nie lubiła tych momentów bezbronności, gdy trzeba przyznać się do błędu. - Dziękuję. @Renigald Malfoy RE: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Renigald Malfoy - 01.02.2026 Ubrania były ważne dla społeczności ludzkiej, aby okryć swoje ciało. Dla niektórych miały nawet wyższe znaczenie, aby też odpowiednio się w nich prezentować. Jak dobrze Astoria pamiętała, Renigald poświęcał temu wysoką uwagę i cenił sobie odpowiedni wygląd. W dodatku pochodząc z bogatej rodziny, mógł pozwalać sobie na zakup odzież z najlepszych marek, a także korzystać z najlepszych krawców. Widok spalonej garderoby jak i sypialni, bolał go bardzo, lecz co to dla takiego bogacza jak Malfoy, który może sobie kupić nowe ciuchy? - Niestety nie. Zdołałem ugasić pożar, zanim rozprzestrzenił się na pozostałe pomieszczenia.Odpowiedział zgodnie z prawdą. Tam nie dało się już mieszkać i nie miał gdzie spać. A opętane krzesło denerwowało za każdym razem, gdy tam był. Zmuszony został przenieść się do rodziców, chociażby do czasu, aż nie załatwi sobie czegoś nowego. Czy miał wiele szczęścia? On sam tak. Ale jego ubrania nie. Ubolewał nad tym faktem, lecz nie mówił o tym za często na głos. Kuzynka listownie zwróciła mu uwagę i to stosowną, co powinno być ważniejsze od zwyczajnego materiału, jaki nosimy na sobie. Od rzeczy materialnych, które przecież mogą kupić ponownie. Tak więc, w odpowiedzi jedynie kiwnął potwierdzająco głową. Słuchając odpowiedzi na pytanie o jej rodziców, poczuł niejaką wewnętrzną ulgę, że nie musi się za bardzo starać, gdyż państwo Avery nie byli obecni w domu. Był jednak przygotowany na taką ewentualność, gdyby którekolwiek postanowiło wcześniej wrócić z pracy. - Czyli nie tylko moi rodzice sądzą, że coś z tego będzie.Przyznał z uśmiechem, sięgnąwszy po kieliszek z winem, upijając łyk. Delektując się jego smakiem. Przełknął. Bardzo dobry rocznik. Wracając zaś do rozmowy, kontynuował: - Przyznam ci również, że i mnie ciężko się mieszka u rodziców. Póki nie kupię nowego mieszkania, muszę tam pozostać i znosić uwagi ojca. Wywrócił teatralnie oczami, jakby paplanie ojca było nudzące. Rodzic jedyne czego od niego oczekiwał, to zajęcie się karierą zawodową i znalezienie żony. Nie akceptował jego leniwego trybu życia obiboka. - Jestem pod wrażeniem. Skomentował szczerze, spoglądając na przygotowane potrawy. Doceniał to jak bardzo się postarała. Ale też uważał, że nie musiała. Czy może naprawdę liczyła na coś więcej? Próbowali. Tak bardzo się różnią, że wieczność pod jednym dachem mogłaby ich kiedyś zabić. - Astoria… Naprawdę, nie musiałaś. Doceniam ten gest podziękowania. Wiesz, że mając pieniądze, załatwiłbym Ci pierwsze miejsce w kolejce do uzdrowiciela. Tak, po przyjacielsku. Wyszło trochę inaczej, to cieszy mnie fakt, że przeżyłaś tę koszmarną noc. I to, że z Twoim zdrowiem jest lepiej. Odparł łagodnie, obserwując to jak się rumieniła z zawstydzenia. - Przy mnie możesz być sobą. Dodał. Naprawdę ją lubił, pomimo chwil gdzie mieli różne zdanie. Różne poglądy. Podobnie było z Penny. Różnica między tymi dziewczynami była tylko w ich czystości krwi. - To co? Skosztujemy potraw? Zapytał z uśmiechem, chcąc odwrócić już ten temat na inny. Aby Astoria, mogła czuć się już bardziej zręcznie, w końcu jest u siebie. RE: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Astoria Avery - 27.02.2026 Gdy wspomniał, że zdołał ugasić pożar, zanim objął resztę mieszkania, kiwnęła lekko głową. Widziała go później, natomiast teraz wyobraziła go sobie pośród dymu, z determinacją w oczach, próbującego zatrzymać coś, co wymykało się spod kontroli. Ten obraz nie pasował do jego codziennej postawy, a jednak wydawał się prawdziwy. Był to intrygujący kontrast. - Czyli jednak potrafisz ratować coś więcej niż własny wizerunek - posłała mu ten swój złośliwy uśmieszek, jakby nie mogła się powstrzymać, by nie wprowadzić do rozmowy odrobinę ich naturalnej dynamiki. Jej spojrzenie na moment zatrzymało się na jego ramionach, na linii kołnierza, na precyzji, z jaką wszystko było dopasowane. Wiedziała, że ubrania były dla niego czymś więcej niż tkaniną - były zbroją. Symbolem statusu. Kontrolą nad chaosem. Utrata garderoby musiała go zaboleć bardziej, niż chciał przyznać. Tym bardziej cieszyła się, że pomyślała o drugiej niespodziance. - Najwyraźniej - odparła miękko, przypominając sobie zachęcające komentarze matki. Pomyślała, że rodzice zawsze widzą w takich spotkaniach więcej, niż sami zainteresowani chcieliby przyznać. Sojusze, nazwiska, przyszłość zapisaną w herbach i kontraktach. A ona wcale nie chciała być elementem czyjejś kalkulacji. Uniosła kielich i spojrzała na niego znad szkła, a światło świec zatańczyło w jej oczach. - Zresztą spójrz na mnie, jestem idealną partią dla wszystkich młodych dżentelmenów z wyższych sfer. - w jej głosie brzmiała nuta, którą większość myliła z wyniosłością, choć to raczej taka zaczepka - z odrobiną prawdy, ironii i rozbawienia. Cieszyła się, że rodzice nie zmuszali jej do zamążpójścia, nawet jeśli wyrażali swoje preferencje w otwarty sposób. - Wiesz, że chce dla ciebie jak najlepiej - uśmiechnęła się miękko. Uwagi z ust najbliższych potrafią ranić najgłębiej, ale też bywają siłą napędową do realnych zmian. - Planujesz zakup nowego mieszkania? Ze starym już nic nie da się zrobić? - sama nie zamierzała tak łatwo się poddać, choć przypuszczała, że pozbycie się dymu nie będzie prostym zadaniem. Na razie nie miała planu, musiała się skupić na swoim zdrowiu. Uśmiechnęła się jeszcze, gdy docenił jej starania, by kolacja była jak najlepiej przygotowana, mimo nietypowych okoliczności. Rumieniec, który pojawił się na jej twarzy, nie był już czystym zawstydzeniem. Był reakcją na to, że rozmowa zahaczyła o coś bardziej osobistego. Gdy powiedział, że przy nim może być sobą, przez chwilę milczała, obracając w palcach nóż, jakby badała jego wyważenie. A jednak w jej ramionach pojawiło się minimalne rozluźnienie. Plecy nie były już tak sztywno wyprostowane, oddech nieco głębszy. - Wiem. I ty także - doceniała jego pomoc, bo choć w przeszłości potrafili spierać się o najmniejsze głupoty, tak udowodnili sobie, że w trudnych momentach potrafili okazać wzajemne wsparcie. Za chwilę jednak pokręciła głową, by nadać rozmowie lżejszy ton. - Ale uważaj z tymi deklaracjami. Wiesz, że nie zawaham się tego wykorzystać. Nagła duszność przerwała uśmiech, a jej ciałem wstrząsnął zryw kaszlu, ciężkiego do opanowania. Dopiero po kilku chwilach odzyskała panowanie. Chwyciła szklankę z wodą i łapczywie upiła kilka łyków. Na jego propozycję spróbowania potraw skinęła głową, wdzięczna za zmianę tematu. Sięgnęła po sztućce z elegancją wyuczoną latami, lecz tym razem jej ruchy były mniej sztywne. W powietrzu unosił się zapach pieczonych ziół i delikatnego sosu, który skrzaty przygotowały zgodnie z jej poleceniem. I choć nadal była zmęczona, choć w piersi wciąż czuła ślad po dymie, w tej chwili pozwoliła sobie na na odrobinę spokoju. - Mam nadzieję, że skrzaty nie zawiodły renomy Averych - rzuciła jeszcze. - Choć uprzedzam, nie przyjmuję reklamacji. RE: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Renigald Malfoy - 04.03.2026 Ratował swój cenny dobytek, jaką była sypialnia i garderoba. To, co należało do niego. Gdyby znajdował się w innym miejscu, które dotknąłby pożar, najpewniej zwiałby z miejsca zdarzenia. Udawałby najpewniej, że go tam nie było. Naburmuszył się trochę na słowa Astorii. Nie do końca może rozumiejąc, co miała na myśli. Ratował swój wizerunek, to przecież oczywiste! A szafa z ubraniami była jego częścią, której – nie zdołał uratować. Zatem część jego wizerunku nie została odratowana i musi posiłkować się sklepem matki. Na nowo ją uzupełniać. Tutaj, nie odpowiedział nic. Nawet na jej złośliwy uśmiech. Wyglądał jakby się lekko obraził. Ratował coś więcej? Jedynie pomógł jej dostać się do galerii, jak go prosiła. To było już znacznie wiele jak na jego możliwości. - Nie zaprzeczę.Zgodził się z jej słowami, że była idealną kobietą, którą mógł posiąść każdy kawaler. Tak samo on. Był kawalerem do wzięcia. Choć bez pracy. Nie mógłby żony utrzymać, gdyby pieniądze zaczęły kończyć się w skrytce. Nie mógł także chwalić się na lewo i prawo, że zarabia na haraczu, ratując w ten sposób tyłki nocturmowskim biznesmenom. Bo miał nazwisko. Bo miał status. Czy uważał, że ojciec chce dla niego najlepiej? Naciskając na pracę? Licząc, że pójdzie w jego ślady? Nie odpowiedział na to. Odstawiając kieliszek na blat stołu. - Remont może potrwać. Ale nie uśmiecha mi się mieszkać z czymś, co opętało.. krzesło. Łatwiej sprzedać i kupić nowe. Zbyt leniwy jestem na szukanie klątwołamacza czy jakiegoś egzorcystę.Odparł zgodnie z tym co planował zrobić. A może nawet i jego mieszkanie stanie się dla kogoś nowym dachem nad głową, pomimo klątwy. Aż tak dalekich znajomości nie miał. Zlecenie komuś, aby tego kogoś poszukał, też trochę trwa. Jak miałby tak każdemu płacić za zlecenie, to już wolałby kupić nowe lokum mieszkalne. Zaprawdę, nie musiała przy nim udawać. W tym pomieszczeniu byli sami. Nie towarzyszyli im jej rodzice. Nie musieli trzymać się ścisłej etykiety, choć wyuczeni jej byli od dziecka. Mogli być sobą i tego od niej oczekiwał. Zaniepokoił się, kiedy zakaszlała. Nie umiał w pierwszą pomoc, gdyby nagle musiałby jej udzielić. Na całe szczęście, interweniować nie musiał, poza samą obserwacją. Kaszel ustąpił i dziewczyna zgodziła się na zmianę tematu skupiając to chwilowo na potrawach. Również ujął w dłonie sztućce i nałożył sobie trochę warzyw i mięsa. Kosztował po trochu, delektując się smakiem doprawionych potraw. - Najwyżej zwolnisz i zatrudnisz innego.Wzruszył ramionami. Jakby zatrudnienie nowego skrzata nie było jakimś problemem. Może nie dla Malfoyów. Posłał jej uśmiech, jakby odrobinę żartował. Na jedzenie nie narzekał. Smakowało mu i mógłby przyznać, że było odpowiednio przygotowane i smaczne. RE: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Astoria Avery - 13.03.2026 Kąciki jej ust uniosły się powoli, a w oczach zamigotał błysk satysfakcji, który pojawiał się zawsze wtedy, gdy udało jej się doprowadzić rozmówcę dokładnie tam, gdzie chciała. Uśmiech, który mu posłała, był lekki, lecz wyraźny - drobne zwycięstwo zapisane w spojrzeniu. Ten rodzaj uśmiechu, który mówił więcej niż słowa i który Renigald znał już bardzo dobrze. Pozwoliła temu trwać tylko chwilę, zanim znów opuściła wzrok na talerz. Widelec przesunął się po porcelanie z cichym, miękkim dźwiękiem, który wypełnił krótką przerwę w rozmowie. Jej myśli odpłynęły do mieszkania. Martwiła się. Pamiętała zapach, który osiadł na wszystkim jak ciężka, lepka warstwa. Czuła go wtedy wszędzie. W ustach. We włosach. Na skórze. Dym, który nie chciał odejść. Delikatnie przesunęła palcem po krawędzi kielicha, biorąc do płuc głęboki oddech, który znowu sprawił jej ból. Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała tam wrócić. Nie dało się uciec od rzeczy, które do niej należały - nawet jeśli w tej chwili wygodniej było udawać, że ich nie ma. Najpierw jednak miasto musiało się uspokoić. Kurz musiał opaść. Dosłownie i w przenośni. Martwiła się, że nie będzie miała gdzie wracać, że straci wszystkie swoje rzeczy. Chociaż na razie to i tak zdrowie było jej największym problemem. Powoli uniosła wzrok znad stołu, wracając do teraźniejszości. Światło świec znów odbiło się w jej oczach, a w powietrzu unosił się zapach róż. - Masz rację. Remont może być problematyczny - westchnęła ciężko, ale za moment potrząsnęła głową, jakby chciała wyrzucić niepotrzebne scenariusze. Dopóki nie zna stanu faktycznego, nie było sensu tego roztrząsać. Przez dłuższą chwilę jedli w milczeniu. Musiała walczyć o oddech po każdym kęsie, ale próbowała tłumić odruchy, nie pokazywać słabości. Nie musiała przy nim udawać, ale była zbyt dumna. To była raczej sztuka panowania nad tym, co inni mogliby zobaczyć. - Nie, nie. Moja rodzina jest przywiązana do swoich skrzatów - nie jako anonimowe istoty krzątające się w cieniu, lecz jako część samego domu. Pamiętała ich twarze równie wyraźnie jak twarze dalekich krewnych. Ich głosy, sposób, w jaki kłaniali się przy powitaniu, drobne przyzwyczajenia, które z czasem stawały się tak oczywiste, że nikt już nie zwracał na nie uwagi. Relacja między panem a skrzatem była oczywiście jasna. Hierarchia była częścią świata, w którym dorastała. Skrzaty służyły rodzinie, a rodzina sprawowała nad nimi władzę - tak było od pokoleń i nikt nie udawał, że jest inaczej. Ale w domu Averych ta relacja nigdy nie była brutalna. Gdy skończyli posiłek, skrzaty przyniosły im deser - Crème brûlée. - Jak myślisz, kto za tym stoi? - odezwała się po chwili, bo to pytanie trapiło ją niemal od początku. Wiele informacji było sprzecznych, każdy miał swoje zdanie, jedna strona zwalała na drugą i tak naprawdę nikt nie wiedział, co się dzieje. Jej na razie ciężko było się w tym połapać, ale znów nie miała tak dużo czasu na rozmyślanie. To tylko sprawiało szybsze bicie serca, potem kołatanie i problemy z oddychaniem. Przeklęta choroba. Tylko dodawała jej teraz zmartwień. RE: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Renigald Malfoy - 30.03.2026 Wiedziała jak się z nim droczyć. Wiedziała jak z nim rozmawiać i że jego oburzenie pewnymi stwierdzeniami, szybko mijało. Przyjmował do siebie fakty, że powinien może robić pewne rzeczy inaczej, tak jak inni, ale żył po swojemu. Miał swoje zadufane ego, które pielęgnował. Ale jak trzeba było pomóc komuś, kogo zna i mu na tej osobie zależy, poświęci się. Nie sądził, że dożyje dnia wojny, ataku na miasto, będąc przekonanym, że te czasy już minęły. Skupił się kosztowaniu przygotowanych potraw, udzielając odpowiedzi na pytania, czy też kontynuując rozmowę na temat jego mieszkania. W połowie spalonego, pokrytego spalenizną, sadzą i nieprzyjemnym zapachem z opętanym krzesłem. No tam nie da się mieszkać. Zwłaszcza, ze spłonęło tam także jego ukochane łóżko. Każda rodzina w różny sposób traktowała swoje skrzaty. Jedni szanowali, drudzy traktowali bardziej jako niewolników. Zawsze każąc za nieodpowiednie zachowanie lub kablowanie. Wyuczone posłuszeństwa, powinni się dobrze sprawować. - Rozumiem.Tyle w tym temacie odpowiedział, nie ciągnąc dalej tematu. Każdy miał na to inne spojrzenie. Dla Renigalda było ważne, aby skrzat porządnie sprzątał i przygotowywał jedzenie. Wiele razy karał skrzaty w swojej rodzinie, gdy tam mieszkał, kiedy coś było źle zrobione. Jakby myślał, że tak je nauczy dyscypliny i nie popełniania błędów. Po skończonym głównym posiłku, pojawił się deser. Na szczęście nie był to w postaci standardowego ciasta, co by mogło przepchać żołądek. Więc powinien go jeszcze zmieścić. Wtem jednak Astoria zadała pytanie, jakby chcąc jeszcze porozmawiać o tym, co miało miejsce kilka dni temu. Co miał odpowiedzieć?- Trudno stwierdzić. W przypadku swojego mieszkania, zakładam, że to jakiś szlamolubca albo brudnokrwisty podpalił mi mieszkanie. Patrząc później na całokształt zniszczeń, musiała dodatkowo stać za tym jakaś organizacja. Bo raczej nie przypominam sobie z gazet wzmianek o jakiejś mugolskiej rewolucji. Wzruszył ramionami. Jakby mniej tym faktem się przejmował. Ataki były niespodziewane, zaskakujące i oderwały każdego od swoich zajęć. W jedną noc, wszystko runęło. Trudno pewnie teraz wskazać winnego. Nawet jego ojciec, pracując w ministerstwie, niewiele wie na ten temat, albo za wiele nie może powiedzieć. Nawet go o te sprawy za bardzo nie wypytywał. Jakby, nie interesował tym za bardzo. Żyje i to się liczyło. - Jakie jest Twoje zdanie? Zapytał teraz Astorię, jak ona to widzi. Może wie coś więcej? |