![]() |
|
[14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Szkocja (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=127) +--- Wątek: [14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy (/showthread.php?tid=5401) Strony:
1
2
|
[14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy - Bard Beedle - 02.12.2025 Fragment fabuły ZF z Wyspą Posępną Kwintoped to bardzo niebezpieczne zwierzę mięsożerne, które wyjątkowo rozsmakowało się w ludziach. Jego nisko zawieszony tułów, podobnie jak pięć nóg, z których każda była zakończona zdeformowaną stopą, porośnięty był grubą, czerwonobrązową sierścią. Kwintoped występuje wyłącznie na Posępnej Wyspie, najdalej wysuniętym na północ punkcie w Szkocji. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć
Chociaż dokładniejsze przeszukania zamku i ewentualne ruszenie tropem Cormaca - który najwyraźniej opuścił zamek - musiały poczekać do świtu, tej nocy niewiele mieli zaznać snu... i na pewno nie wszyscy na raz. Erik i Heather objęli jedną z wart. Mogli równie dobrze pełnić ją na nogach, jak na miotłach: to już zależało od nich, ale musieli sprawdzić najpierw okolicę pomieszczeń, w których została reszta, a potem upewnić się, że nic nie wlezie na dziedziniec. W zamku McClivertów panowała cisza, a sama budowla, tu i ówdzie się sypiąca, wciąż pełna obgryzionych kości, pozostałych po dawnych panach tego miejsca, sprawiała upiorne wrażenie. Człowiek wręcz spodziewał się, że zaraz natknie się na jakiegoś ducha albo potwora… …właśnie. Potwora. To one były tutaj potencjalnie największym zagrożeniem, a choć nie natknęli się na nie dotychczas w zamku, kwestią czasu pozostawało, aż któraś z bestii odkryje, że „największy przysmak” dla kwintoped, czyli nie mniej, nie więcej, a ludzie, dotarł na Posępną Wyspę. Starali się przed tym zabezpieczyć – runy Thomasa i Dory, jak się okazało pułapka, którą pewnie zostawił na dziedzińcu Cormac, na wypadek, gdyby któreś z monstrów tu przywędrowało (uruchamiająca się pod wpływem ciężaru i chwytająca tego, kto tam wszedł), opuszczona krata, warty, najpierw sprawdzenie zamku… Podczas swojej warty Erik i Heather wypatrzyli jednak coś, co wcześniej uszło ich uwagi – nic specjalnie niezwykłego, bo przybyli tu o zmierzchu, a zamek był wielki i pełen zakamarków – mur w jednym miejscu był uszkodzony. I wyglądało na to, że przez szczelinę, widoczną tylko, jeśli popatrzeć na nią pod jednym kątem, coś mogło na upartego się przecisnąć… RE: [14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy - Heather Wood - 02.12.2025 Wood nie obawiała się tego, co mógło ich spotkać na zamku. Nie przerażała jej upiorna, stara budowla, chociaż u większości ludzi mogła wzbudzić pewne obawy, kto bowiem wiedział, co może czaić się w ciemnych zakamarkach, do których nikt dawno nie zaglądał. Jej odwaga, często mogła być brana za lekkomyślność, ale już tak miała, ciężko było u niej wzbudzić strach. Nie przeszukali całego zamku, mieli to zrobić rano. Jasną sprawą było to, że nie mogli wszyscy położyć się spać, a więc podzielili się na zespoły, które miały objąć warty. Była zadowolona, że trafiła na Erika, w końcu był jedną z bardziej jej znanych osób w Zakonie Feniksa, miała już przyjemność kilka razy walczyć z nim różdżka w różdżkę i wiedziała, że dobrze się z nim współpracuje. W zamku panowała cisza, Ruda nie lubiła cieszy, więc co chwilę szeptała do Longbottoma jakieś głupoty, ale fajne okrągłe schody, ale duże okna, ale wielkie ściany. Nie przestawała dziamdziać, co może i było dobre, bo przynajmniej nie mieli szansy pomyśleć o zmęczeniu i śnie. Spacerowali po zamku, przemierzali piętra, robili obchód, czymś musieli się zająć podczas tej długiej nocy. Ruda nasłuchiwła, musiała być czujna, bo od tego przecież zależało ich bezpieczeństwo. Nie mogli dać się zaskoczyć. Z tego, co słyszała od innych kwintopedy bardzo lubiły jeść ludzi, a oni byli ludźmi, więc musieli uważać, żeby nie zostać ich późną kolacją. Przechadzali się wokół zamku, wtedy zauważyli, że mur w jednym miejscu był uszkodzony. - Niedobrze, coś lub ktoś na upartego mogłoby się przez to przecisnąć, nie sądzisz? - Powiedziała do swojego towarzysza uważnie przyglądając się pęknięciu. Oglądała je z każdej strony, szukała znaków, które mogłyby zasugerować, czy przypadkiem to już się nie wydarzyło. Odsunęła się na bok, gdy skończyła oględziny, aby Erik też mógł spojrzeć na to swoim czujnym okiem. Ruda obserwowała również okolicę, nasłuchiwała, nie mieli przecież pojęcia, czy w środku było bezpiecznie. Niby Thomas i Dora nałożyli runy, które miały ich ochronić przed nieproszonymi gośćmi, ale przezorny zawsze zabezpieczony - tego się trzymała. [roll=Z] (percepcja 3k) RE: [14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy - Erik Longbottom - 06.12.2025 — Nie znam się za bardzo na architekturze, ale to jest chyba taki budynek, który specjaliście nazwaliby ''wnętrzem z potencjałem'' — odmruknął Erik po kolejnym komentarzu Heather na temat mijanego przez nich filaru. — Oczami wyobraźni praktycznie widzę, jak to miejsce ożywa po wpompowaniu w niego tych wielu tysięcy galeonów. Wyburzyłbym za to parę ścian na parterze, żeby z kilku mniejszych sali zrobić jedną dużą. Jadalnie? Salon? Barek na kameralne imprezy?
Chociaż Longbottom nie należał do ludzi wyjątkowo strachliwych, tak atmosfera Posępnej Wyspy dość szybko zaczęła mu się udzielać. Niepokojąca cisza panująca w całym kompleksie, brak jakichkolwiek zwierząt w okolicy (przynajmniej na pierwszy rzut oka) i przede wszystkim stan zamczyska sprawiały, że nie potrafił w pełni odpędzić od siebie wątpliwości związanych z tym miejscem. Na dobrą sprawę nie wiedzieli zbyt wiele na temat tego, co się wydarzyło na wyspie. Wiedzieli, że mieli do czynienia z kwintopedami, ale czy ktokolwiek wcześniej próbował odbić jakąkolwiek ich siedzibę? Czy ktokolwiek zdał w przeszłości raport z tego, jak się zachowują, gdy ktoś rzuca im wyzwanie? W jak dużych grupach działają? Takie pytania powinien zadawać Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, zamiast zamartwiać się stanem błotoryjów gigantów na odludziach, skomentował bezgłośnie Erik, odsuwając jednak zaraz od siebie tę myśl. Może gdyby urzędnicy przykładali większą wagę do swoich badań niż tego jak traktować inwazyjne gatunki, to czarodzieje biorący udział w misjach terenowych mieliby dostęp do większej ilości informacji? Westchnął cicho, ruszając nieznacznie różdżką, aby oświetlić sobie drogę, która wiodła po popękanej posadzce. — Hmm? — Zerknął w kierunku dziewczyny, gdy ta zwróciła uwagę na pęknięcie w murze. Podszedł bliżej, starając się jak najlepiej oświetlić uszkodzoną ścianę. — No, nie wygląda to zbyt dobrze. Raczej mało prawdopodobne, żeby to było w pełni naturalne. Z zewnątrz mury wydawały się dość mocarne. — Wyciągnął wolną rękę ku szczelinie, macając okolice głównego otworu. — Uszkodzenie początkowo mogło być mniejsze, ale jeśli coś się tam wepchnęło, to mogło dodatkowo powiększyć przejście. Zwłaszcza, jeśli przyprowadził ze sobą kumpli. Rzut na scenariusz
[roll=4]RE: [14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy - Heather Wood - 08.12.2025 Pokiwała głową, gdy usłyszała komentarz Erika. Faktycznie miał rację, to miejsce na pewno można było nazwać takim z potencjałem, tylko ktoś musiałby w to wpakować jakąś szaloną ilość galeonów, na pewno znalazłby się jakiś amator takich zamków. Gdyby nie to, że znajdował się on na takim odludzi, to pewnie sama mogłaby się tym zainteresować, ale była zdecydowanie za młoda, żeby szukać sobie takiego miejsca do życia. Kochała Londyn, kochała zgiełk, uwielbiała mieć wszystko na wyciągnięcie ręki, tutaj? Tutaj pewnie umarłaby z nudy, więc szkoda, ale nie było to miejsce dla niej, mimo swojego ogromnego potencjału, który zauważył i Erik. - Wiesz, Ty jesteś stary, przydałoby Ci się takie miejsce, w którym mógłbyś sobie spokojnie egzystować, może Ty wydobędziesz z niego potencjał? - Zasugerowała mu to, bo czemu nie. Też był bogaty i pewnie nie potrzebował tyle rozrywki, co ona, a widziała, że podoba mu się ten zamek, może potrzebował kogoś, kto mu podsunie taki pomysł. Ruda wcale się nie bała. Jasne, Wyspa była nieco dziwna, opuszczona, ponoć mieszkały na niej jakieś stwory, co lubiły jeść ludzi, ale czy to pierwszy raz, kiedy znaleźli się w sytuacji, w której ktoś mógł chcieć ich zabić, albo zrobić sobie z nich obiad? No nie, to nie był pierwszy raz, nie było więc sensu bać się nieznanego, zresztą wiedziała, że są w stanie sobie poradzić ze wszystkim, przecież nie byli jakimiś mięczakami, umieli radzić sobie z magią, byli tu we dwójkę, co tylko im sprzyjało, raczej nie było opcji, aby coś faktycznie mogło zrobić im krzywdę. Naprawdę w to wierzyła, ta jej odwaga... cóż, mogła być brana za brawurę, nie obchodziło jej to jednak jakoś szczególnie. Spoglądała na dziurę, która zwróciła jej uwagę, przesunęła się, by zrobić miejsce swojemu towarzyszowi, chciała, żeby też na to spojrzał, dzięki temu dowie się, czy doszli do podobnych wniosków. - Dobra, czyli myślimy podobnie, też uważam, że coś tędy przelazło. - Zaczęła się rozglądać i wtedy zobaczyła ślady, nachyliła się, aby dokładnie je obejrzeć, nie przypominały śladów pozostawianych przez ludzi, to musiało być coś innego. - Widzisz, coś tędy szło. - Pokazała Erikowi to, co znalazła. - Może podążajmy za tropem, tak chyba będzie najprościej? - Powinien ich doprowadzić do zainteresowanego. RE: [14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy - Erik Longbottom - 21.12.2025 Po tylu latach wychowywania się w Dolinie Godryka, Erik zdołał przywyknąć już do życia z dala od Londynu czy innych tego typu metropolii. Może czasem nieco żałował, że nie może z rana wyjść na balkon zlokalizowany w jednej z ekskluzywnych kamienic na Ulicy Pokątnej i po prostu cieszyć się otaczającą go społecznością, ale Dolina była... Całkiem niezłym kompromisem. Bądź co bądź, czarodziejskie środki transportu były na tyle rozwinięte, że podróże na duże dystanse nie sprawiały jakiejś wielkiej trudności. Oczywiście, niektórzy czarodzieje mieli problem ze sztuką teleportacje, a inni byli zmuszeni do wydłużenia podróży w czasie, jeśli przenosili się poza granicę kraju, jednak to były wyjątki. Odstępstwa od reguły, do których Longbottom na co dzień się nie zaliczał. Za jednym machnięciem różdżki mógł w ciągu kilku sekund przenieść się z rodzinnej posiadłości w samo serce tętniącej życiem stolicy.
I może dlatego zamek McClivertów nie wydawał mu się takim złym miejscem do zamieszkania. Owszem, zakupienie go w obecnym stanie znacząco uszczupliłoby jego oszczędności, a może i rodzinny skarbiec (zwłaszcza pod odnowieniu Warowni), ale kiedy już pozbędą się szkodników, zapoznają się nieco bliżej z historią wyspy, to kto wie, może okaże się, że to nie był to wcale taki zły interes? Nawet gdyby zdecydowałby się tu osiąść, to przecież nie musiałby odizolować się od reszty świata. Chociaż może wyszłoby mi to na dobre, pomyślał przelotnie, wzdrygając się mimowolnie na wspomnienie o artykule, który pojawił się na początku miesiąca na łamach Proroka Codziennego. Gdyby całkowicie zniknął z przestrzeni publicznej, to Arista Black mogłaby odtrąbić swoje wielkie zwycięstwo. Ciekawe, ilu by jej przyklasnęło? — C-co? Kto ci powiedział, że jestem stary? Bo wiesz.. Nie jestem? — rzucił, kręcąc gwałtownie głową. — Zostały mi jeszcze praktycznie całe dwa tygodnie do moich trzydziestych urodzin. A nawet kiedy przekroczę tę magiczną datę, to wcale nie znaczy, że nagle stanę się jakimś zdziadziałym czarownikiem. Ja dojrzewam. Jak dobre wino. A sądząc po mężczyznach z mojej rodziny, z wiekiem mogę wręcz wyglądać coraz lepiej. A mentalnie jestem bardzo młody. Bardzo, Heather. — Spojrzał na dziewczynę z wyraźnym wyrzutem wypisanym na twarzy. — Będziemy musieli nad tym popracować, wiesz? Dobrze sobie radzisz, ale widzę, że Brenna pominęła parę rozdziałów z ''Podręcznika młodego Brygadzisty''. Fale wzięły priorytet nad tym, jak odpowiednio odzywać się do starszych. Ach ta młodzież. Wolał podejść do tego od bardziej żartobliwej strony niż robić dziewczynie jakiejś kazania. W końcu, jakby nie patrzeć, spisywała się całkiem nieźle. Nie tylko jako pracownica Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, ale też agentka Zakonu Feniksa. I chociaż nie zawsze towarzyszyło im szczęście, tak, gdyby nie ona akcje pokroju obrony Polany Ognisk podczas Beltane czy magicznej dzielnicy Londynu w czasie Spalonej Nocy mogłyby skończyć się dużo gorzej. Nie oznaczało to jednak, że mogła tak po prostu nazywać najprzystojniejszego czarodzieja Wielkiej Brytanii staruszkiem. Szanujmy się. — Nie mamy większego wyboru — stwierdził, wzruszając sztywno ramionami. — Jesteśmy zwiadowcami, więc musimy badać takie ślady. Po prostu... Bądź czujna. Akurat to Brenna na pewno ci wpoiła, co? — Uśmiechnął się półgębkiem. Czy po wszystkim zamierzał naskarżyć siostrze, że jej protegowana wyzywa go od staruchów? Tak. Oczywiście, że tak. Młoda po prostu miała dowiedzieć się o tym jako ostatnia. — Panie przodem? Puścił Rudą przodem, skupiając się na uważnym badaniu okolicy. Bądź co bądź, skoro natknęli się już na jeden zestaw śladów, to nie wykluczone, że w okolicy znajdowało się jeszcze więcej znaków. A jednak dobrze by było wiedzieć, czy mieli do czynienia z całą armią, czy raczej odosobnioną jednostką, która akurat tej nocy postanowiła przespacerować się po ruinach zamku. Po paru minutach spaceru przez kolejne korytarze para dotarła w okolice dziedzińca, a ich oczom dość szybko ukazała się sylwetka tego... przedziwnego stworzenia, przez które znalazła się tutaj cała ekipa Zakonu Feniksa. Erik momentalnie zacisnął mocniej palce na rączce swojej różdżki. RE: [14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy - Heather Wood - 14.01.2026 Ruda spojrzała na Erika zdziwiona. Trzydzieści lat... naprawdę był stary, okropnie stary. - Musisz zacząć szykować sobie trumienkę, przekroczysz trzydziestkę, to będzie tylko gorzej, zobaczysz, nim się obejrzysz osiwiejesz i nie będziesz już taki zwinny. - Wydawała się brzmieć bardzo poważnie, chociaż tylko się z nim droczyła, odrobinę. Wiedziała, że trzydzieści lat to jeszcze nie koniec świata, chociaż to była dosyć spora liczba, przynajmniej jej zdaniem. W wieku trzydziestu lat chyba trzeba było już być poważnym i ogarniętym, trzydzieści brzmiało jak ktoś kto już był dorosły, na szczęście jej to póki co nie groziło. Nie potrafiła sobie wyobrazić siebie jako statecznego człowieka, ani teraz, ani za dziewięć lat. - Zdecyduj się, raz mówisz, że mentalnie jesteś bardzo młody, a za chwilę zachowujesz się jak typowy dziaders, któremu nie podoba się zachowanie młodych, jak nic jesteś stary, sam się wkopałeś. - Dodała jeszcze, oczywiście, że łapała go za słówka, bo czemu miała tego nie robić, lubiła się drażnić. Miała szacunek do starszych, ale uważała to za całkiem zabawne. - Wiesz, jak korzystamy z fal nie ma czasu na niepotrzebne sentymenty, weszło mi to w krew. - Tak naprawdę Heather zawsze była dość bezpośrednia w kontaktach, nigdy nie zwracała do końca uwagi na wiek rozmówcy, jakby to nie miało najmniejszego znaczenia. Nie umknęło jej to, że wspomniał, iż sobie dobrze radzi. Szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy, doceniała to, że ją doceniał, lubiła takie niewymuszone komplementy, naprawdę się starała i miło jej się zrobiło, że ktoś faktycznie to zauważał. Jeśli już się w coś angażowała to robiła to naprawdę w pełni, tak było z pracą jako brygadzistka i z działaniami związanymi z Zakonem Feniksa. - Zawsze jestem czujna, byłam czujna już jako szukająca, nigdy nie wiadomo przecież gdzie chowa się znicz, nic mi nie umyka. - Dodała jeszcze bardzo pewnym tonem... no, czasem zdarzało się, że nie wszystko widziała od razu, ale wolała o tym nie wspominać, zdecydowanie lepiej było mówić o sobie w samych superlatywach. Kiwnęła głową, gdy Erik puścił ją przodem. Szła powoli, rozglądając się bardzo uważnie po okolicy, nie zamierzała pozwolić na to, by cokolwiek jej umknęło, musieli wykonać swoje zadanie, sprawdzić, czy byli w tym miejscu bezpieczni, to było ich priorytetem, odwracała głowę to w prawo, to w lewo w poszukiwaniu śladu potworów, które mogły nawiedzać tę wyspę. Różdżkę miała uniesioną do góry gotowa do tego, aby się obronić, jeśli coś zamierzało na nią wyskoczyć, czy ją zaatakować. [roll=Z] [roll=Z] ◉◉◉○○ percepcja - Ruda się rozgląda RE: [14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy - Erik Longbottom - 22.01.2026 — Zobaczymy w jakim stanie będziesz ty, kiedy zaczniesz dobijać do trzydziestki — burknął Erik, próbując odbić piłeczkę, chociaż w dość dziecinny sposób. — Robię, co mogę, żeby utrzymać kondycję, okej?. To wcale nie jest takie łatwe. Wiesz, jak trudno jest znaleźć dobrego sparing-partnera w tych czasach? Nawet pośród czystokrwistych! Jeszcze do pojedynków czarodziejów idzie kogoś znaleźć w krótkim czasie, ale taka szermierka? Dla większości to przeżytek.
Pokręcił powoli głową. Na palcach jednej ręki mógł wymienić osoby spoza własnej rodziny z którymi mógłby się umówić na trening i dostałby pozytywną odpowiedź. Na czele oczywiście stała Geraldine i to zazwyczaj na nią właśnie padało. Bądź co bądź, miała najwięcej doświadczenia z tego typu sportami, bo korzystała z broni na co dzień przy swojej pracy. Gdyby zaczął pisać po wysoko urodzonych, to możliwe, że musiałby się bardzo powstrzymywać podczas ćwiczeń. Raczej nie każdy był gotów zaryzykować przyjście do biura w siniakach i bliznach po cięciach. — Taa... To w sumie ma dużo sensu — przyznał po dłuższej pauzie, gdy Heather wytłumaczyła mu, jak korzysta z fal w stosunku do Brenny. — Nie powiedziałbym, że to zwalnia z zachowania pewnych zasad podczas rozmowy, ale powiedzmy, że rozumiem skąd wynikają takie a nie inne naleciałości w twoich... sposobach komunikacji. W sumie, czy miał ją za co winić? Chociaż odnajdywała się w roli funkcjonariuszki BUMu, tak przecież nie była to jej oryginalna ścieżka kariera. Z tego co wiedział, to na początku swojej kariery zawodowej kierowała się raczej ku quidditchowi i tam miała się spełniać przez swoje lata młodości. Przestawienie się na BUM na pewno udowodniło, że potrafi się szybko adaptować do nowej sytuacji, pomyślał przelotnie. Wprawdzie latanie za zniczem rzadko kiedy wymagało asysty ze strony innych graczy, tak czas spędzony na boisku na pewno nauczył ją współpracy. I tej bezpośredniości. W trakcie rozgrywek nie było czasu na grzeczności, bo liczył się czas działania i odpowiednie reakcje. — Mhmm, kobieta wielu talentów — podsumował, bo akurat tutaj nie miał co się z nią spierać. Kiedy znaleźli się na dziedzińcu, Erik nie potrafił oderwać wzroku od potwora. Kwintoped był... Cóż, szkaradną istotą. Głowa zwierza zdawała mu się wyjątkowo nieprzyjemna, a nisko zawieszony tułów z pięcioma nogami, z których każda była zakończona zdeformowaną stopą, wcale nie poprawiał sytuacji. To zdecydowanie nie był jakiś ''zdziczały pluszak'', a niebezpieczny oponent. Erik szarpnął delikatnie za rękę Heather i wskazał powoli na stwora, poruszając bezgłośnie ustami, ostrożnie, jakby mogło to sprowokować coś, czego oboje woleliby uniknąć. Erik wycelował różdżką w kwintopeda. Z tyłu głowy zakiełkowała mu myśl, że najlepiej byłoby ją unieruchomić za pomocą otaczającą ją ziemi. Zaraz jednak odsunął ten pomysł na bok; nie widział jeszcze tych stworzeń w akcji, toteż nie wiedział, jak zachowają się podnóża, jeśli znajdą się częściowo pod ziemią. Kto wie, może to ułatwi im ucieczkę? Wtedy to dopiero będziemy w dupie, skomentował bezgłośnie, po czym wykonał zdecydowany ruch różdżką. Jego celem było wyczarowanie grubych świetlistych lin, które z jednej storny miały obwiązać się wokół odnóży potwora, a z drugiej przyczepić się do ścian lub ozdobnych kolumn dziedzińca. To powinno ułatwić Heather zdecydowany atak, czyż nie? (Kształtowanie) Wyczarowanie magicznych lin do unieruchomienia kwintopeda x1
[roll=PO]RE: [14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy - Heather Wood - 25.01.2026 - Będę we wspaniałym stanie, dbam o odpowiednią konserwację. - Rzuciła zaczepnie, nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. Erik nie musiał się o nią martwić, wcale. To było zupełnie niepotrzebne. - Nie dziwi mnie to jakoś specjalnie, po co machać mieczykiem, skoro można różdżką? Jaki to ma sens? Te wasze nożyki nie mają szans z magią, soreczka. - Najwyraźniej miała swoje własne zdanie na ten temat. Nie rozumiała trochę tej całej szermierki, jej zdaniem był to zwyczaj, który już dawno powinien zostać zapomniany, po co im szpady, skoro mieli magię? One nie mogły się z nią mierzyć, to nie miało najmniejszego sensu. Pewnie nigdy nie miała tego zrozumieć. - Zawsze masz jeszcze latanie na miotle, tutaj nikt nie jest Ci potrzebny do szczęścia, sam możesz dbać o swoją własną kondycję. - Oczywiście, że zamierzała wspomnieć o najważniejszym sporcie, który istniał (no przynajmniej zdaniem panny Wood). Już na wejściu wymieniła mu jego przewagę nad tą całą szermierką, chociaż nie wiedziała, czy to dla niego byłaby przewaga, tak to mógł sobie tłumaczyć swoją kondycję tym, że nie miał z kim ćwiczyć, w tym przypadku takie wytłumaczenie odpadało. - Najważniejsze, aby sposób komunikacji był konkretny, rozumiesz co do Ciebie mówię, co nie? To znaczy, że działa, a skoro coś działa, to po co właściwie to zmieniać? - Wydawało jej się to całkiem proste i logiczne, być może nie była osobą, która się szczypała, która uważała na słowa, ale musieli jej to wybaczyć, taki już miała charakter, nigdy nie owijała w bawełnę. - Bardzo wielu, podejrzewam, że mam ich w sobie jeszcze więcej, tylko jeszcze wszystkich nie odkryłam. - Jak widać nie do końca wiedziała, czym jest skromność. Cóż, rodzice powtarzali jej przez lata to, że jest wyjątkowa, zaczęła w to wierzyć, w sumie to może nawet za bardzo w to uwierzyła. Była kurewsko pewna siebie, lubiła zadzierać nosa, mimo wszystko miała jednak dobre serce, to przynajmniej ją ratowało przed tym, aby nikt nie darzył ją sympatią. Była jedną z tych osób, które łatwo było nienawidzić za jej podejście do życia i własne osoby. Trafili na dziedziniec, znaleźli potwora. Erik szarpnął ją za rękaw i pokazał stworzonko, nie, to nie było stworzonko, to było obrzydliwe stworzenie, naprawdę paskudne, chyba nigdy nie widziała niczego bardziej paskudnego, skrzywiła się okropnie, kiedy je zobaczyła, nie była w stanie zapanować nad wyrazem swojej twarzy. - Paskudne. - Mruknęła szeptem do swojego towarzysza, szkoda, że nadal nie nauczył się fal, mogłaby mu to powiedzieć bezgłośnie, dzięki czemu nie ryzykowaliby tego, że tamten ich usłyszy. Erik uniósł różdżkę, próbował rzucić zaklęcie, ale mu nie wyszło, nie zwlekała, uniosła swoją, machnęła nią zdecydowanie, głośno powiedziała zaklęcie. Unieruchomić, chciała ją unieruchomić przy pomocy pnączy. [roll=PO] ◉◉◉◉○ kształtowanie - na wyczarowanie pnączy, które spętają stworzenie RE: [14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy - Bard Beedle - 02.02.2026 Kwintoped, do tej pory węszący przy ziemi, uniósł głowę, zaalarmowany czy to ich wymianą zdań, czy zapachem i wyszczerzył pysk, ujawniając masę zębów, które zdawały się wręcz nie mieścić w paszczy. Istota wyglądała groteskowo, z pięcioma nogami, zakończonymi czymś, co przypominało zdeformowane, ludzkie stopy – jeśli było coś w legendach o tym, że niegdyś te stwory były członkami szkockiego klanu, to te stopy właśnie stanowiły jedyne podobieństwo do humanoidów… a wciąż podobieństwo to było wypaczone. Kilka kropelek śliny pociekło na ziemię, a potem pysk poruszył się, jakby kwintopeda wyczuła zapach swojej ulubionej potrawy. W końcu stwory rozsmakowały się w ludzkim mięsie. Ruszył w ich stronę na pięciu nogach, szybko nimi przebierając. Liny wyczarowane przez Erika minęły ją więc, nieszkodliwie opadając kawałek dalej. Pnącza wystrzeliły z ziemi, trafiając lepiej i oplotły stworzenie, owijając się wokół nóg i tułowia. Człowieka prawdopodobnie powstrzymałoby to przynajmniej na parę minut – ale bestia zaczęła się szarpać, dziwnie wywijając swoimi odnóżami. af, przerwanie pnączy [roll=PO] Pnącza trzeszczały, ale wytrzymały... jeszcze. Mieli kilka sekund na reakcję. RE: [14.10.72, noc, Wyspa Posępna] Gdzie grasują kwintopedy - Erik Longbottom - 03.02.2026 Przekrzywił nieco głowę, spoglądając z boku na Heather. W sumie to trochę dziwiło go to, że jego siostra nie wkomponowała do ich wspólnych ćwiczeń elementów walki bronią białą. Bądź co bądź, Brenna była równie mocno utalentowana pod tym względem, co i on. A rudowłosa brygadzistka miała całkiem niezłe warunki do tego, aby dość szybko przyswoić kilka przydatnych ruchów; była dość niska, a przy tym szalenie sprawna, a instynkt wyrobiony dzięki treningom qudditcha mógł tylko działać na jej korzyść. Może gdyby spróbowała walki szpadą, to nawet przypadłoby to jej do gustu?
— Głęboko wierze, że wszystkie te sporty mogą istnieć jeden obok drugiego — stwierdził Erik, starając się jak najdokładniej przekazać jej swój punkt widzenia. — Różdżki towarzyszą nam od dawna i spełniają swoją funkcję, temu nie mogę zaprzeczyć. Trudno jednak nie zauważyć, że obecnie są przedmiotem... codziennego użytku. Używamy ich w końcu w każdej sferze życia: przy obowiązkach domowych, w pracy, do zajmowania się ogrodem, na salach operacyjnych... To po prostu przedłużenie naszej woli? A ''mieczyki''? Wypowiadając ostatnie słowo, mimowolnie wykonał w powietrzu charakterystyczny gest: dwa krótkie, dość ostentacyjnie ''nawiasy'' złożone z palców wskazujących i środków, które zarysowały niewidzialne apostrofy. Ugh, naprawdę chciałby, aby więcej ludzi doceniało tę zapomnianą już dość mocno sztukę pojedynkowania się. Wprowadzenie tego w Hogwarcie to zapewne marzenia ściętej głowy. Nawet biorąc pod uwagę niepokoje w kraju, pomyślał z krzywą miną. Dumbledore pewnie prędzej zorganizowałby klub pojedynków w murach szkoły, niż pozwolił uczniom biegać w te i we wte z zaklętymi szpadami czy szablami. — One wcale nie mają konkurować z magią. Mają być po prostu czymś... eleganckim. Czymś związanym z naszymi dawnymi tradycjami. Czymś co pozwala nam połączyć się z naszą przeszłością. — To nie była tylko zabawa ostrymi nożykami. To była metafizyka. — Może nie jest to najczystszy sposób na rozwiązywanie konfliktów, ale na pewno dość finezyjny. Niektóre pojedynki przypominają wręcz taniec! Każdy krok się liczy, a przez to, że walka wymusza obie strony do bliższego kontaktu, to wszystkiego nabiera dużo bardziej personalnego wymiaru. Wypuścił głośno powietrze przez usta, ucinając po chwili temat. Wolał się za bardzo nie zapędzić. Miłość do szermierki zaszczepiono mu jeszcze za dzieciaka, toteż trudno było mu po prostu zaakceptować, że ktoś postrzega ten sport za nieefektywny, a przez to na pewien sposób bezużyteczny. Ciekawe, jakby się poczuła, gdyby quidditch nagle straciłby na popularności, a czarodzieje zaczęliby ganiać za magicznymi krążkami na łyżwach po zamarzniętym jeziorze, pomyślał przelotnie. Ohh, to mogłaby być szalenie ciekawa dyskusja, skoro Heather była kiedyś w profesjonalnej drużynie. — Strach pomyśleć, co będzie kiedy odblokujesz je wszystkie — odbił piłeczkę. — A na mieście mówią, że nie niby nie można być alfą i omegą. — Spojrzał prosto na Wood. — Najwidoczniej jeszcze cię nie poznali. Paskudne? Mało powiedziane. To było jakieś kompletne szkaradztwo i wywoływało w Eriku na tyle duży niepokój, że w głowie miał tylko jedną myśl: to coś trzeba było zabić. Najlepiej ogniem. A pozostałe prochy podzielić i rozrzucić w odseparowanych od siebie miejscach, żeby ten stwór przypadkiem nie mógł wrócić do życia. Ktokolwiek wplótł w strukturę klątwy wygląd tego potwora miał wyjątkowo chorą wyobraźnię i... Och, obdarzył to coś zdecydowanie zbyt dużą bystrością umysłu. Ta cholera ich zauważyła. Nawet więcej! Zdołała uchylić się przed magicznymi linami i ruszyła prosto na nich. Na szczęście Heather stanęła na wysokości zadania; jej pnącza wyskoczyły spod ziemi, zamykając stwora w ciasnym uścisku. To jednak nie powstrzymało kwintopeda. Walczył wyjątkowo gorączkowo, żeby oswobodzić się z tej pułapki, a Erik... Cóż, nie chciał mu na to pozwolić. Liczyło się przede wszystkim wyeliminowanie zagrożenia, a nie separacja go. Musieli jak najdłużej pozostać niezauważeni przez resztę stada, jeśli chcieli faktycznie przeprowadzić tutaj pełne śledztwo. — Uwaga! — rzucił do dziewczyny, kreśląc różdżką dość agresywny ruch w powietrzu. Jego celem było stworzenie magicznej błyskawicy, która (w najlepszym razie) miała spopielić uwięzionego potwora, a w... każdym innym oszołomić go na tyle, aby Ruda mogło dokończyć robotę. Pytanie tylko, czy fortuna była tym razem po jego stronie? (Kształtowanie) Magiczna błyskawica w kwintopeda x1
[roll=PO] |