![]() |
|
jesień, 17 września 1972, dom Helloise - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: jesień, 17 września 1972, dom Helloise (/showthread.php?tid=5424) Strony:
1
2
|
jesień, 17 września 1972, dom Helloise - Dægberht Flint - 06.12.2025 | 17 września
@Helloise Dægberht teleportował się tutaj z Londynu, ledwie chwilę po opuszczeniu Necronomiconu. Droga do chatki Helloise była mu znana, ale i tak zdołał się zgubić. Nie dlatego, że sposób w jaki żyła kobieta diametralnie się zmienił, po prostu... Zmieniła się Dolina. Wypływał tak często, że ciężko mu było nadążyć za wszelkimi zmianami, a w dodatku Spalona Noc mocno przetrzepała tutejszą okolicę. Czuł się więc trochę, jakby poruszał się po zupełnie nowym mieście. Do miejsca docelowego dotarł dlatego, że któraś z chat na obrzeżach lasu musiała należeć do niej - a kiedy już znalazł się blisko Kniei, ta najbardziej abstrakcyjna wizualnie była oczywistym wyborem. Dom zielarki był ostatnim przystankiem podczas dzisiejszego roznoszenia uwarzonych elikisrów. Śmiało, głośno zapukał do drzwi. Jak jej nie zastanie, to zostawi wszystko na ganku. RE: jesień, 17 września 1972, dom Helloise - Helloise Rowle - 06.12.2025 Zakątek Helloise zmienił się, jak i cała Dolina. Mimo że pozostawał na uboczu, nie ominęły go ataki Spalonej Nocy. Na podwórzu wciąż straszyła sterta zniszczonych framug okiennych, a gdyby roztrącić stopą tę czy inną kępę chwastów, natknąć się można było na szklane okruchy szyb. Zdążyła już jednak czarownica wstawić pachnące nowością okna, chata nie straszyła więc szczerbatym uśmiechem. Mimo to było wokół jakoś… pusto? Martwo? Zniknęły kurczaki, które zawsze pałętały się dookoła. Z komina nie leciał dym, w żadnym oknie nie łopotała firana — a przecież oczywiste są korzyści z wietrzenia w domu o każdej porze roku. Przyszedł Flint niedługo po Ceolsige, która odwiedziła Helloise wcześniej tego dnia. Nie dziwota więc, że gdy gospodyni usłyszała pukanie, założyła, że to Burke czegoś zapomniała. Otworzyła drzwi, spodziewając się kogo innego, co dało się poznać po wymalowanym na jej twarzy zdumieniu. — Dægberht… jak miło… wchodź — zachęciła go, choć nie dało się nie zauważyć ponaglenia w tym zaproszeniu do środka. Szczególnie gdy wiedźma podejrzliwie wyjrzała ponad ramieniem czarodzieja w stronę, którą szło się do Kniei. Spod tego lasu ledwie trzy dni wcześniej wypłoszyły ich z Louvainem widma, a cień zasianego przez nie lęku wciąż mieszkał z tyłu głowy Helloise. RE: jesień, 17 września 1972, dom Helloise - Dægberht Flint - 06.12.2025 Mężczyzna zaciągnął się wszechobecnym smrodem spalenizny i przekroczył próg domostwa Helloise, ulegając niezwerbalizowanemu ponagleniu. Obejrzał się nawet za siebie, ale sam nie był pewien tego, czego tam szukał prócz zamkniętych drzwi. - Niechaj będzie pochwalone imię Matki - skinął do niej głową, od razu grzebiąc w podróżnej, skórzanej torbie, jaką miał przewieszoną przez ramię. - Przyszedłem nie w porę? Nie bój się mnie wygonić jeśli tak, nie lubię się narzucać. - Czasami nie lubił w ogóle być z ludźmi i chyba za bardzo do tego nawykł. Odkąd wrócił ze swojej najdłuższej zamorskiej wyprawy, miał wrażenie, że... zdziczał. Jakby zostawił tam za wielką wodą część siebie. Teraz może nie było go aż tak długo, ale to wciąż było coś, co obarczyło jego duszę skutkami długiej rozłąki. Na statku nikt się z nim nie witał. Nikt go nie obejmował na powitanie, nikt się nie uśmiechał, nikt nie łapał go za rękę i nie prowadził w miejsca. Okazywało się, że charyzmatyczność mogła zawierać w sobie absurdalnie wielkie pokłady dziwactwa i niezręczności. - Przyniosłem ci coś w prezencie. Dzięki bogom moje zapasy nie spłonęły w pożarach, więc mogłem dalej eksperymentować. - To powiedziawszy wyciągnął spory flakon z ukiszonym syropem, który wręczył jej już teraz, jeszcze zanim wszedł w głąb izby. RE: jesień, 17 września 1972, dom Helloise - Helloise Rowle - 08.12.2025 Dægberht zostawił część duszy za morzem, Helloise w Kniei. I pod tym względem się dobrali, że każdemu z nich brakowało kawałka siebie. — Niech nam pobłogosławi — odpowiedziała na pozdrowienie czarownica. Szczere przywołanie Jej imienia w progach chaty przez kogoś innego niż sama gospodyni przyniosło jej niespodziewane poczucie komfortu. Modlitwy wołane więcej niż jednym głosem nabierały zawsze w jej odczuciu nowej mocy, innej niż te ciche modły szeptane w zakamarkach własnej duszy. — Czy kiedykolwiek była zła pora? Choć była zmęczona, na jej twarz przebił się uśmiech. Na odwiedziny u Helloise zawsze była dobra pora. Szczyciła się tym, że przyjmuje każdą istotę, która zagląda w jej progi, a jej dom nie zamyka się przed nikim, kto nie jest jej wrogo nastawiony — czy to człowiek, czy zwierzę. — Dziękuję. Co to takiego? — Odebrała od Flinta flakon i odkorkowała go, aby sprawdzić, czy może będzie w stanie rozpoznać zawartość po zapachu. — Masz więc za co dziękować najbliższego sabatu — zauważyła, gdy pochwalił się przed nią swoimi zapasami. — U mnie również większość przetrwała, choć część ziół, których nie zdążyłam ususzyć i przesypać do szczelnych opakowań, zgniła. Poszły okna, a zanim wstawiłam nowe, weszła wilgoć. — Machnęła ręką. Dalsze tłumaczenie było zbędne. — Lecz pozostaję wdzięczna. — Wyjrzała przez okno na podwórze. — Zmiotło wszystkie szyby w domu. Ale szklarnia… Nic. Boska interwencja? Czym innym jest tak wyjątkowy łut szczęścia? Czarownica wykruszyła z materiału spódnicy resztki zastygłego wosku pozostałego po tworzonych niedawno świecach. W całej chacie już na pierwszy rzut oka trwały przygotowania do Mabon. W każdym wolnym kącie rozłożony był jakiś napoczęty projekt rzemieślniczy. — Zrobić ci herbaty czy spieszysz się? RE: jesień, 17 września 1972, dom Helloise - Dægberht Flint - 15.12.2025 - Nie wiem - przyznał. - Mam wrażenie, że z jakiegoś powodu nasze społeczeństwo zmieniło się kiedy byłem na morzu i zaczęło się zapowiadać. Czuję się przez to jakbym niektórych nachodził. - Tylko niech mu nie mówi, że te jego wrażenia są durne, bo wcale durne nie były. Durne to były te społeczne zasady i pytanie się ludzi o grafik, zamiast po prostu wyjść z domu i zapukać do drzwi sąsiada. - Ta flaszka ma wywar, który przywołuje dobre wspomnienia. Na takie męczące wieczory, kiedy się człowiek wyzbyć złych myśli nie potrafi. I chociaż czarodzieje udawali, że byli w stanie tak po prostu wrócić do porządku dziennego, Flint uważał, że się oszukiwali. Dusili w sobie strach i takich złych myśli pojawiało się więcej i więcej. Pewnie wielu oburzyłoby się na wieść, jak łatwo sięgnął po rozwiązanie jakim było odurzenie się, on jednak jako marynarz zamknięty przez znaczną część roku na łajbie uwięzionej po środku morza, uważał takie rozwiązanie za idealne remedium na problemy i wcale się tego nie wstydził. - Nic już nie mam do roboty. - To mówiąc zrobił krok w przód, żeby wyjrzeć przez to samo okno, przez które ona patrzyła. Widać było, że jest ciekaw i swojego otoczenia i samej Helloise, ale nie zadawał żadnych pytań. RE: jesień, 17 września 1972, dom Helloise - Helloise Rowle - 16.12.2025 — Nie byli tacy zawsze? — zapytała, marszcząc brwi. Nie była pewna, bo sama ani się nie zapowiadała, ani nie zwracała uwagi na to, czy jest odebrana jako nachalna. Choć przyznać też trzeba, że zwykle to nie ona odwiedzała, lecz była odwiedzana. — Ludzie zawsze wydawali mi się mistrzami we wkładaniu między siebie i na siebie barier. To ich oddala. Od siebie nawzajem, siebie samych, od świata. Flaszka dobrych wspomnień była dokładnie tym, czego Helloise potrzebowała. Uściskała więc w podzięce Flinta i odstawiła butelkę do swojej kolekcji, myśląc o tym, że wypróbuje ją ledwo żeglarz wyjdzie. Lub jeszcze nim wyjdzie. Zależnie od tego, jak nieznośna stanie się pokusa skonsumowania obietnicy nowego rodzaju przyjemności. Sprezentowana mikstura krążyła jej natrętnie po głowie, ale czarownica nie chciała sięgać po nią od razu, jakby to miało zdradzić, jak głęboko zaplątała się w ostatnich dniach w odurzenie. Że rytm jej dnia wyznaczało to, jak długo od rana wytrzymała bez swoich opiumowych kropelek na uspokojenie, które dogniatały do łóżka mgłą błogiej niemocy, przez którą nie przedzierały się złe myśli. Bo choć z każdym Śmierciożercą poznanym bez maski jej strach przed nimi topniał, to bała się obsesyjnie czego innego: widm. Dlatego też nie spędziła przy oknie zbyt wiele czasu — wciąż myślała o tym, czy idą, czy wyszły, czy idą. Wróciła do kuchni i postawiła na ogniu czajnik. — Twoje zapasy nie spłonęły… to znaczy, że wciąż masz gdzie spać? Przesunęła po blacie wieżę pustych słoiczków, żeby zrobić miejsce na kubki, które wypełniła liśćmi czarnej herbaty, suszonymi owocami i korzennymi przyprawami. Nie miała przygotowanego na poczęstunek niczego imponującego. Ostatnio ani jej było w głowie piec placków, rogalików i innych przekąsek. Wysypała więc tylko do miseczki orzechów włoskich i skroiła świeże jabłka w kawałki do zjedzenia na dwa kęsy. Musiało wystarczyć. RE: jesień, 17 września 1972, dom Helloise - Dægberht Flint - 17.12.2025 - Nie - odpowiedział prosto. A później usłyszał ten charakterystyczny szept w swojej głowie. Jeszcze nie potrafił wyciągnąć z niego żadnych konkretnych słów, ale wiedział, że go karcono. - Przepraszam - mruknął jakby do siebie i szybko się poprawił: - Nie, ewentualnie zdziczałem na morzu. Czy skierowanie tego zwykłym „nie” było kłamstwem? Wydawało mu się, że niedopowiedzenia i półprawdy nie wzbudzały w głosach w jego głowie żadnych głębszych emocji. Aż do teraz. - To brzmi jakbyś mówiła o izolowaniu się - zauważył, odbierając to personalnie jako niezwykły przypadek odludka odcinającego się od świata na długie miesiące podróży - a mnie chodziło tylko o zmiany obyczajów. - To powiedziawszy podparł się rękoma o parapet i wciąż wyglądał z okno, nieświadomy jej lęków. Nie miał przecież okazji zerknąć się z potworami z lasu, znał je jedynie z opowieści, a te brzmiały jak coś podkoloryzowanego. - Mieszkanie w którym żyłem zostało przeklęte, więc żeby do rodziców nie wracać, wprowadziłem się do przyjaciela, który żyje niedaleko. Szkoda mi tego miejsca, bo tam zawsze ktoś był, a Peregrinus ciągle siedzi w pracy u tego widzącego-celebryty. RE: jesień, 17 września 1972, dom Helloise - Helloise Rowle - 12.01.2026 — Mówisz, jakby zdziczenie to było coś złego — odparła Helloise, siadając przy stole z nogą założoną na nogę. — A dobrze by zrobiło większości. Choć sama w kwestii izolowania się była hipokrytką, nie przeszkadzało jej to stawiać się w roli kogoś, kto miał jedyne poprawne opinie. Bo to nie tak przecież, że żyła na uboczu, ponieważ odstręczali ją ludzie jako ludzie. Utrzymywała uparcie, że jedyne, co jej przeszkadza, to sposób, w jaki ułożyli społeczeństwo. Ze wszystkimi tymi zasadami etykiety, sztucznymi prawami spisanymi na papierze, umowami wciskanymi wszędzie siłą, normami zachowań. Biurokracja i formalności — co za smutna strata ludzkiego potencjału! — Zmiana obyczajów nie bierze się z powietrza. Jeśli to prawda, co mówisz, i ludzie teraz oczekują zapowiadania się, to tylko znaczy, że pozamykali się w zagrodach samotniczego komfortu, które muszą z wyprzedzeniem specjalnie uchylać na przyjście gości. — Nie podejrzewała nawet, że Flint może poczuć się tą dyskusją personalnie zaatakowany. Helloise bowiem znajdowała doskonałą ilość usprawiedliwień dla siebie samej. — Sam zauważasz, że twój kolega ciągle siedzi w pracy, wyizolowany od własnego życia. Kolejny symptom tej choroby. Widzący celebryta natomiast mógł być tylko jeden. Do Vakela Helloise miała mieszane uczucia: zmieszane z głębokiej fascynacji darem jasnowidzenia, chciwości wróżb oraz wstrętu do komercjalizacji i celebryctwa. Prorokiem powinno się być z czystym powołaniem, nie dla pieniędzy. — Może powinnam i Dolohova zapytać, czy widzi coś w przyszłości lasu. Już znalazłam jednego jasnowidza, który będzie dla mnie patrzył, ale im więcej oczu skierowanych na tę katastrofę… — zadumała się. RE: jesień, 17 września 1972, dom Helloise - Dægberht Flint - 18.01.2026 Uśmiech mężczyzny poszerzył się momentalnie. Od razu widać było, że się z nią nie zgadza, ale nie odezwał się – bo nie widział sensu w tworzeniu tutaj konfliktu. Tekst Helloise uznał jednak za zwyczajnie głupi. Chciała poczuć się mądrzejsza? Nie udało jej się, bo Flint był w tym co mówił bardzo klarowny. Pozostawał więc uśmiech. Piękny uśmiech kogoś, kto był uroczy, ale też bezczelnie oceniał wszystko wokół. Helloise używała zbyt wiele trudnych słów i za mało śmierdziało jej z ust, żeby była tym kim chciała być. Było na to jak żyła słowo: pozerstwo. Coś, co go odrzucało, bo sam przecież wiódł życie pozbawione kłamstw i fałszu. Ułuda czaiła się i rozpościerała widmo grozy nad ich relacją. Nawet w momentach, kiedy czuł jedność z jej słowami. – Dla Peregrinusa wróżbiarstwo od zawsze stanowiło największą pasję, on się nie izoluje, tylko tym żyje – powiedział od razu, tonem jakby stawał w jego obronie, chociaż nie było to potrzebne. Nie mógł się jednak powstrzymać, bo swojego przyjaciela bardzo szanował. – Ludzie, z którymi tam siedzi muszą wiedzieć co robią, a i rzucą ci na to innym spojrzeniem. A właściwie... Jak ci się tu żyje, jeśli mogę spytać? RE: jesień, 17 września 1972, dom Helloise - Helloise Rowle - 05.02.2026 Przywykła do tego, że częściej się z nią nie zgadzano niż zgadzano. Czytała uśmiech Dægberhta, lecz nie bardzo się przejmowała tym, jaka ocena za nim szła. Helloise wierzyła w swoją rację — nawet jeśli była to hipokryzja czy pozerstwo — i wierzyła, że Flint kiedyś wszystko to, o czym ona mówi, zrozumie. Bąknęła coś w odpowiedzi na to, jak się angażuje w pracę Peregrinus, lecz nic ważnego, bo będzie nam już obgadywania własnych postaci. Temat tymczasem zawędrował w zdecydowanie bezpieczniejsze rejony. — Ostatnimi czasy gorzej i gorzej. — Czarownica zamknęła z westchnieniem oczy, odchylając się na oparcie krzesła. — Nie ma dokąd chodzić. — Wspomniała w myślach te niegdysiejsze poranki, gdy słońce zaglądało na jej podwórze, gdy mogła wyjść z domu tak po prostu i ruszyć przez łąki ku lasowi prowadzona jedynie świergotem ptaków, bez żywej duszy człowieczej ni widmowej na horyzoncie. — Podejrzewam, że to tak, jakby ciebie zostawić na brzegu bez łódki. Widzisz morze, ale nie masz jak pożeglować. Jeśli ja dziś chcę gdzieś iść, mogę iść tylko w stronę ludzi. — Machnęła ręką orientacyjnie gdzieś tam, gdzie stała Dolina Godryka. — Rozmawiam więc z tymi, z którymi nie musiałabym inaczej rozmawiać. Straciłam źródło wielu surowców. Straciłam wiele zajęć. |