Secrets of London
[Yule 1971] It's beginning to look alot like christmas - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [Yule 1971] It's beginning to look alot like christmas (/showthread.php?tid=5436)



[Yule 1971] It's beginning to look alot like christmas - Asena Greyback - 09.12.2025

Rejwach

- Pada śnieg, pada śnieg...! - nuciła Asenka jakąś mugolską przyśpiewkę, która niestety ale strasznie dobrze wpadała w ucho. Niestety oczywiście dla wszystkich innych, którzy mieli dzisiejszego dnia z nią do czynienia, bo śpiewała to od ostatnich pięciu godzin, o ile nie dłużej. Najgorsze było chyba w tym wszystkim to, że niespełna godzinę temu doszła do porozumienia ze samą sobą, że jest to idealny moment by nauczyć Enjorlasa nowej pozycji do repertuaru. Było ich więc dwoje; on nuciła, a on nucił i pobrzdękiwał sobie na lutni, upewniając się że pamięta melodię. - sypie kamieniami... - kobieta przetarła szmatą kontuar i spojrzała na salę. Było troszkę posępnie, bo w tego typu lokalach podczas świąt zdawały się przesiadywać same smutasy. Ci, którzy nie mieli rodzin, albo potrzebowali odpowiedniego wstawiennictwa, by zmierzyć się z tym co czekało na nich w domu - najlepiej od Przenajświętszej Ognistej. Ktoś nawet machnął na nią ręką, podłapując jej kontrolne spojrzenie, więc dobrodusznie złapała za butelkę i rytmicznym krokiem ruszyła w kierunku stolika. - a Mikołaj dostał w głowę, leży pod saniami....
Znała oczywiście prawidłową wersję tej piosenki, ale nie mogła przecież tak zwyczajnie zanudzać, nie kiedy tłum i tak nie bawił się przesadnie dobrze. Kończąc jedną zwrotkę, szybko więc przeszła do kolejnej, również zmodyfikowanej i raczej wyrwanej z kontekstu. - Pada śnieg, pada śnieg...! - wróciła do baru, flaszkę zostawiwszy za sobą, na stoliku spragnionego delikwenta. Mógł się obsłużyć sam, a ona miała teraz ważniejszy cel. Zaplecze. - Renifery to frajery ciągną Mikołaja, a Mikołaj to zboczeniec ciągnie je za jaja -  zanuciła wyraźnie w twarz Woodiemu, opierając się nonszalancko o framugę drzwi i przez moment uważnie się mu przyglądając. - Tak sobie pomyślałam... odnośnie dzisiejszego menu, co nie? Może świąteczna pieczeń? Położy się na niej... eee... żurawinę i się z miejsca zrobi świąteczniej. Albo wyczaruje czerwone kulki.


RE: [Yule 1971] It's beginning to look alot like christmas - Woody Tarpaulin - 12.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=m2F4VE1.png[/inny avek]
Słyszał, jak wilkołaczyca się zbliża. Jak zmora krąży za drzwiami. Każdy krok mógł być tym, któremu zawtóruje skrzypienie drzwi. Drapieżnica nuciła ofierze swoje złowieszcze kołysanki, które docierały stłumione na zaplecze.
W desperacji Woody połknął ostatni kęs i odwrócił się zlękniony, gdy jęknęły zawiasy.
No, fajne im te świąteczne bułeczki z farszem zostawił Lewisek. Trzy dla Woody’ego, trzy dla Aseny. Palce lizać. Tyle że takiego biznesu to trzeba sobie pilnować, jak się chce przysmakami świątecznymi raczyć.
Gdy Greyback wkroczyła na pogrążone w tajemniczym półmroku zaplecze, Woody siedział pochylony nisko nad blatem kuchennym i właśnie kończył szóstą bułeczkę. Nawet jeśli nie zdradziła go skryta w kuchennym cieniu mina winowajcy, zdradziły go okruszki na brodzie — ujawnione, gdy wstał i wyszedł ku światłu wpadającemu z sąsiedniego pomieszczenia.
Tak, oczywiście. Zrobimy świąteczną pieczeń — zadeklarował Tarp, od razu, bez zbędnych przepychanek, żeby… ukryć swoje zbrodnie? A może już wiedział, że ona wie, i po prostu chciał ją udobruchać? — He, to co? Ja wyjmę MagicMixa.
Patrzcie go, potulny jak baranek, poszedł bez szemrania szukać zaklętego kociołka kuchennego. Puchaty pompon mikołajowej czapki obijał się o szerokie bary, gdy kucał to przy tej, to przy innej szafie.
No i gdzie to… — mamrotał. — Czerwone kulki? Ty, słuchaj, może byś poszła szczurów odłowić i wyłupić im oczka. Akurat do dekoracji. Poza tym żaden ze mnie zboczeniec… jak zawsze powtarzam, zboczeńcy się wykluwają na Podziemnych… i w życiu bym nie tknął jąder. Nie gadaj tak brzydko, bo ci Bogini jęzor upierdoli. — Plótł tak trzy po trzy, żeby pozamiatać wokół tematu bułeczek.


RE: [Yule 1971] It's beginning to look alot like christmas - Asena Greyback - 13.12.2025

Asena raz w życiu chciała najpierw odjebać robotę, a potem raczyć się dobrami doczesnymi. Raz. No dobra, nie raz, ale bycie ułożoną uczennicą podczas nauki w Hogwarcie się nie liczyło za specjalnie dwadzieścia lat później. Te paszteciki to miała być kolacja, jej i jego, a zamiast tego? Pozostał tylko zapach.

Asenka pociągnęła nosem i zmarszczyła nieznacznie brwi, kiedy to zatrzymała się nonszalancko w tej drzwiowej framudze. Nie pachniało tak intensywnie jak powinno, a do tego Tarpowi jakoś tak źle z oczu patrzyło. Jak komuś, kto popełnił przestępstwo albo gorzej, wpierdolił komuś obiad. Kobieta zmrużyła więc oczy podejrzliwie, kiedy on deklamował tę swoją zasłonę dymną w postaci regularnej gadki. To chyba jeszcze bardziej wzbudziło jej podejrzenia, bo za mało tutaj było uszczypliwości.

- Ty stary dziadzie! - złapała go za poły obrania i potrząsnęła. - Nie wierzę w to co widzę! Szczurami mi tutaj oczy będziesz mydlić, gdzie moje BUŁECZKI??? - rozejrzała się, niczym zwierzyna co ją właśnie dźgano kijem przez kratki. - Nie mogę. NO NIE MOGĘ. No zaraz popuszczę wilka, jak Matkę przenajświętszą kocham - puściła go i złapała się za głowę. - Nie. Nie Asena, to tylko bułeczki z farszem. Prawdziwe, porządne bułeczki z farszem, zrobione przez Lewiska. Takie normalne, a nie co się nawinie... - dłonią sobie oczy zakryła, wspierając o framugę na nowo, ale już bardziej w słabości i próbując stosować ćwiczenia oddechowe, które jej parę lat temu poleciła ciocia. Raz, dwa, trzy - liczyła sobie w głowie. Cztery, pięć... - Wypluwaj.


RE: [Yule 1971] It's beginning to look alot like christmas - Woody Tarpaulin - 13.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=m2F4VE1.png[/inny avek]Od początku powinien wiedzieć, że nie grał na wiarygodność, tylko na zwłokę. Nie myślał po prawdzie bardzo, na co gra — po prostu grał, tak z impulsu i z przyzwyczajenia.
Gdy nadszedł wilczy wybuch, Woody Tarp był gotów. Nic mu to szarpanie nie robiło — dopóki wilkołaczyca nie była wilkołaczycą, miał nad nią znaczącą przewagę rozmiaru. Mogła poszarpać mu kubrak, ale sam chłop stał jak dąb, uginany jedynie poczuciem winy.
Co się stało, to się nie odstanie. Niestety, był jednym z tych ludzi, którzy łatwo zapominali o konsekwencjach i rzucali się na nagrodę, gdy ta była w zasięgu ręki. A co będzie potem, to potem. No i potem nadeszło.
Aseno, nie denerwuj się — spróbował niezdarnie załagodzić stary głupiec. — Przyjdzie rano Lewis, to ci zrobi całą blachę tylko dla ciebie, jak babcię kocham. Nic nie popuszczaj.
Chuj, przejebał koncertowo. Nie było co kryć. W święta odjebać taką fuszerę… Przypomniał sobie w tamtej chwili to samo poczucie winy, jak gdy wygarniała mu takie pozorne drobnostki Tessa. Wtedy dopiero na takiej połajance zdawał sobie sprawę z popełnionych błędów i snuł się następnych kilka dni jak skopany psiur ze zwieszoną głową, struty i konsumowany przez wyrzuty. Oj, gorzko pokutował, jak gorzko. A potem popełniał dokładnie te same błędy.
— No nie przejmuj się, dziecko. Mamy produkty, zrobimy sobie lepszą kolację. — Wygrzebał wreszcie spod klamotów MagicMixa. Chińskie ustrojstwo gruchnęło o blat. — Jakie wypluwaj? No nie wypluje ci przecież, cholera jasna. — Rozejrzał się po kuchni w poszukiwaniu ratunku. Wzrok padł na kosz pełen kuchennych odpadków. Tak idealnie pełny, że prawie się przesypywało. — Ja idę wyrzucić śmieci. I dokupić… mleka. Bo wyszło. I żurawinę do twojej pieczeni. A ty tu poczekaj chwilę. Zaraz wracam.
Zarzucił czarny, tłusty wór na plecy i ulotnił się, zanim Greyback skończyła liczyć.
Gdzie wysypywało się śmieci na Nokturnie? Ano gdzie bądź, a najlepiej to pod drzwiami Białego Wiwerna.
Nie tam jednak teleportował się stary. Co to to nie. Jak trwoga, to do… Doliny Godryka.
Wylądował na ośnieżonej ścieżce prowadzącej do swojego dawnego domu. Wiedział, że kolacja w Warowni jeszcze trwała, więc o ile żony nie dotknęła migrena, na pewno wciąż tam była. I miał rację, bo światła były pogaszone. Wszystkie poza tymi lewitującymi w salonie wiecznie jasnymi świeczuszkami ozdobnymi, które zaklinało się raz na sezon i magiczne ogniki na nich tańczyły do lutego. Aktywowało się je zaklęciem szeregowym i co roku Woody psioczył, że sprzedali mu zepsute, szedł kupić nowe, wracał, nowe też zepsute, znów próbował odpalać stare — i działały. Pierdolone dziadostwo.
Do domu państwa Longbottom zbliżył się więc rosły święty Mikołaj w czerwonym kubraku i czapie, z worem śmieci z pubu na plecach. Właściwie... zawrócił w pół drogi i wór zostawił pod wiatą śmietnikową przy wyjściu.
Tak, zdecydowanie, wszedł do wnętrza nieobciążony smrodem gnijącego mięsa, choć wciąż unosił się za nim obleśny fetor wódy i starego oleju, na którym smażyli świąteczną rybę od... nieważne, zapraszamy serdecznie do Rejwachu.
Drzwi odemknął znaną sekwencją magiczną, błogosławiąc żonie, że nie zmieniła jej mimo lat, i oto otworzyły się przed Tarpaulinem wrota raju. Zapach poprowadził go prosto do kuchni. Czego tam nie było! Oczywiście, że Tessa upiekła paszteciki, a oprócz tego ciasto pekanowe, pasztet domowy, chleb ziołowy i do niego ziołowe masełko.
Wszystko, co Woody Tarpaulin uczynił, uczynił, działając w stanie wyższej konieczności. Dziad wziął i do pudełka zaczął sobie nakładać wszystkiego tego po dwie słuszne porcje. Poza tym przetrzepując spiżarnię w poszukiwaniu żurawiny (Tessa miała jej cały worek ususzonej… znaczy już nie miała), znalazł też pieczeń ze śliwką, ale wstrzymał się. Przecież mieli z Asenką sami piec pieczeń, to pieczeni nie.
Tak wyposażony złodziej zamknął drzwi i puf! wrócił do Rejwachu w mniej niż dziesięć minut, aby zrobić Asenie Greyback domowe święta stulecia.


RE: [Yule 1971] It's beginning to look alot like christmas - Asena Greyback - 19.12.2025

- Dla mnie całą blachę? Przecież ani się nie obejrzę, a znowu opierdolisz połowę! - oj nie z nią przecież takie numery, już ona go znała. Podstępny to był człowiek, w końcu innych na Nokturnie nie dało się znaleźć bo każdy musiał tutaj być przynajmniej odrobinę skrzywiony. Potarmosiła go jeszcze chwilę, ale bardziej się musiała skupić na tym żeby ją framuga podtrzymała i ćwiczeniach oddechowych dla spokojności ducha. Głupio przecież byłoby coś faktycznie tutaj popuścić.

- Po mleko?! - zatchła się prawie, bo ona już znała to męskie wychodzenie po nabiał i chyba trochę właśnie się spodziewała, że Tarp nie wróci do końca dnia. Ale ten złapał za worek ze śmieciami i pyknął, znikając jej z pola widzenia.

Przyniesienie jej najwykwintniejszych potraw, pewnie nie uleczyłoby jej wilkołaczego serduszka. Znaczy może trochę by uleczyło, ale dla zasady nie dałaby poznać, że to cokolwiek zmienia. Była jednak głodna i nie zamierzała czekać w nieskończoność na to czy szanowny pan Woody wróci czy też nie, dlatego nastawiła MagicMixa. Wrzuciła do niego mieszankę mięs pod tytułem; prosimy nie pytać o dokładny skład, zasypała to przyprawami i pomodliła się na wszelki wypadek, zanim nie nastawiła mieszania. W międzyczasie przygotowała foremkę, do której po chwili pracy magicznego mieszacza, wrzuciła mięsną papkę i wsunęła do piekarnika.

rzemiosło ◉○○○○ na gotowanie
[roll=O]


RE: [Yule 1971] It's beginning to look alot like christmas - Woody Tarpaulin - 02.01.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=m2F4VE1.png[/inny avek]— To będzie bardzo duża blacha! — rzucił jeszcze na odchodne, bo… cóż, zarzutu o to, że wyciągnie łapy i po nową partię odeprzeć nie miał jak, gdyż Asena miała rację.

Kiedy się człowiek dobrze przyjrzy, to dostrzeże, że wszystkie kobiety są takie same. I w ostatecznym rozrachunku, czy córka, czy żona, ma znaczenie tylko w sypialni, bo w kuchni to jedno i to samo.
Dlatego też Woody — powróciwszy z wyprawy na żer — zapieklił się, ujrzawszy Asenę w garach. I chuj, okazało się, że wrócił na gotowe. I wiedział, co to oznacza. W takich sytuacjach kobieta mówi: w niczym mi nie pomagasz! Łajdaku, na nikogo nie da się w tym domu liczyć! Żadnej wdzięczności! Dziękuję bardzo za taką pomoc! I nawet gdyby jej wyrwał tę blachę z rąk przed włożeniem do pieca i sam zapakował, to by nic nie pomogło. Nic już się nie dało zrobić.
— Przyniosłem ci żurawinę — burknął Woody, podsuwając Asenie woreczek ze spiżarni Tessy. Był pasywnie wkurwiony, bo niby wiedział, że spierdolił, a jednak wkurwiało go, że jest za to spierdolenie karany. On przecież niespecjalnie… tak? — I inne. Częstuj się. — Postawił na blacie z grzmotnięciem pudełko świątecznych frykasów ukradzionych z Doliny.
Stary strzepał z mikołajowej czapeczki resztki śniegu, wytupał mokre błoto w progu kuchni i zakręcił się po pomieszczeniu jak smród po gaciach, nie wiedząc, co dalej ze sobą zrobić.
— Co chcesz? Co mam zrobić? — zapytał, jak przystało na chłopa, co nie rozumie, czego się od niego oczekuje i trochę niby chciałby się poprawić, ale nie pomyśli, że wypada pomyśleć samemu o formie zadośuczynienia. — To ja ci do tego meatloafa zrobię Yorkshire pudding — zdecydował w końcu nachmurzony.
Składniki były banalnie proste, wymieszanie ciasta rach-ciach w MagicMixie (od oka przetartym ścierą po tym mięsie) — jajca, mleko, mąka, woda. Piec był akurat nagrzany, to wystarczyło wlać puddingi do formy i zapakować do środka.
No i się piekło.

rzemiosło
[roll=O]


RE: [Yule 1971] It's beginning to look alot like christmas - Asena Greyback - 05.01.2026

Duża blacha była jakimś argumentem, zdecydowanie pozytywnym, ale i tak się przecież wściekła. Na całe szczęście całe to przygotowywanie ciasta, znaczy mięsnej papki, nieco ją uspokoiło bo musiała się na tym chociaż odrobinę skoncentrować. Nerwy więc się rozluźniły do czasu aż Woodrow na nowo zagościł w progach swojego przybytku i nawet nie było to tyle dobrze dla niego, bo go nie chciała już zwyzywać, co mogła na spokojnie coś zjeść bo jak wiadomo - jak się człowiek pieklił to mu jedzenie na żołądku źle siadało.

Kiedy drzwi do kuchni skrzypnęły, a stary oznajmił że przyniósł żurawinę, Senka stała przy oknie i wyglądała na zewnątrz. Ciemno było, bo o tej porze roku w sumie szybko zapadał zmrok, ale Nokturn też miał to do siebie że panowała tutaj okropna ciemnica. Trochę przez charakter miejsca, a trochę dlatego że alejki były stosunkowo ciasne, a budynki wysokie. Taka architektura, bo pewnie płaciło się od metrażu parteru, a przynajmniej słyszała że tak się niekiedy robiło w dawnych czasach. Udało jej się nawet od tego patrzenia wypatrzeć na tej ciemnicy jasną gwiazdę, która była widoczna chyba tylko dlatego, że ze wszystkich świeciła najmocniej. Może powinna Scylki zapytać jak się nazywała. Ale to potem.

- I co się tak teraz pieklisz co? To ja się powinnam wkurwiać - oznajmiła, zabierając woreczek i zaglądając do niego. Faktycznie, była tam żurawina. Sceptycyzm szybko zagościł na jej twarzy, szczególnie kiedy Woody trzasnął całym kartonem dobroci. No bo skąd je wziął? - Żeby tylko nie miały na sobie zaklęcia namierzającego - mruknęła, przeglądając zawartość i powoli wyciągając na blat kolejne rzeczy. Paszteciki, ciasto pekanowe, pasztet domowy, chleb ziołowy...

- Zaraz ten meatloaf będzie gotowy, więc idealnie - rzuciła wreszcie ugodowym tonem, no bo miał chęci, tak? W Rejwachu większość rzeczy się na nich opierała. - Tessa się nie zdenerwuje? - zapytała jeszcze, bo nie spodziewała się że Tarp wydał na to jedzenie pieniądze, ani nie wiedziała skąd tak szybko by mógł to zwinąć. Strzelała więc, ale znając jego dotychczasowe wybryki i zażyłość w stosunku do byłej żony... no, nie było aż tak ciężko.


RE: [Yule 1971] It's beginning to look alot like christmas - Woody Tarpaulin - 07.02.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=m2F4VE1.png[/inny avek]Legenda głosi, że kiedyś nad Nokturnem zaświeciło słońce, lecz tej bajki nie potwierdzają nawet najstarsze zakapiory. Od wszystkich rzeczy, jakie mieli w Rejwachu najlepsze — jedzenie, alkohol, muzyka, wystrój, personel — odstawał ten nie najlepszy widok z okna, który wychodził na szarą ulicę. Nie sięgała Nokturnu magia białych świat, ponieważ śnieg tutaj mieli czarno-brunatny z żółtym refleksem. Nic to, nie można mieć wszystkiego. Stary nawet nie próbował tych gwiazdeczek na nocnym firmamencie szukać, szkoda czasu.
— No co się pieklę, co się pieklę — mamrotał, sprzątając z mąki i innych składników stację roboczą po swoich fantastycznych yorkshire puddingach. — No pieklę się kuźwa, bo miały być święta. No zepsułem. Co ci teraz poradzę? Przepadło. — Przyznawał się dziad do winy, ale przepraszam jakoś wciąż nie wybrzmiało. Ciężko szło przez mordę. — A chuj z tym, poleję nam coś. Od razu się atmosfera coś ten tego. Kuźwa.
Jak wiadomo nie od dziś, rozwiązanie wszelkich niesnasek kryło się w alkoholu. Na otwarcie świątecznej libacji na skwerku Nokturnie Woody przygotował im obojgu po gorącym zimowym drinku hot buttered rum z brązowym cukrem, rumem, korzennymi przyprawami i odrobiną masełka — tak, żeby tego dnia była kompletna francja-elegancja. Na przetarty naprędce ścierą stół w rogu kuchni wjechały napoje, wjechał cieplutki meatloafik i jeszcze cieplejsze wypieki Woody’ego, a także dodatkowe smakołyki wyniesione z domu Quintessy.
— Bogini, pobłogosław ten posiłek — zaintonował doniośle Tarp i se klapnął na rozklekotanym stołku. — Nic ci tu nikt nie będzie namierzał. Co ty się zresztą będziesz bała mojej jędzy? No a jakby tu nawet przyszła, to co się niby stanie? Na psiarskich mnie w święta sprzeda za kawałek ciasta?
To powiedziawszy, ukroił sobie plaster ich meatlofa, po czym — parząc paluchy i sycząc, jakby się temperatury nie spodziewał; bo kto by pomyślał, że się toto chwilę temu piekło? — wrzucił sobie na talerz jedno z tych gniazdek, co je sam upichcił. No to degustacja — sądząc po wynikach, niebo w gębie.
Ty coś częściej zmieniałaś Lewisa na kuchni w tym roku? Inaczej zapamiętałem twoje gotowanie. — Pieczeń była… naprawdę dobra. — Nie żebym twoje gotowanie kiedykolwiek za jakieś złe uważał — zastrzegł od razu, aby uniknąć kolejnej wpadki.


RE: [Yule 1971] It's beginning to look alot like christmas - Asena Greyback - 14.02.2026

Jak była mniejsza, to była pewna że ktoś na Nokturnowskie ulice rzucił klątwę, przez co zawsze było tutaj tak ponuro, wilgotno i słońce zdawało się świecić odrobinkę mniej. Widoki nie mogły się umywać do takiego Hogwartu, gdzie słońce świeciło jasno i przyjemnie nad rozległymi błoniami i nawet Zakazany Las wydawał się bardziej przyjemny niż spacer wzdłuż ulicy czarnoksiężników. Jak dorosła to co prawda wiedziała, że nie była to prawda, ale jakaś jej część przekonana była że to dziecinne wytłumaczenie byłoby łatwiejsze i przyjemniejsze niż zwyczajne przyznanie, że taka już była uroda tego miejsca. Że to jego mieszkańcy i klientela dokładali wszelkich starań by to miejsce pozostało takie chłodne i niedostępne, niczym moralnie szary młodzieniec z powieści romantycznych dla nastoletnich czarownic. Tylko na Nokturnie śmierdziało dodatkowo.

Asenka westchnęła i spojrzała na Tarpa nieco oceniająco, a także wciąż trochę z niesmakiem wywołanym jego grzechem obżarstwa. Zachłanny stary dziadyga przepraszał, jakby to nie był pierwszy raz kiedy odstawiał taki cyrk. Miał dobre serce, ale czasem nie była przekonana gdzie potracił na przestrzeni życia te wszystkie komórki mózgowe, które powinny dać mu możliwość odróżnienia dobra od zła, albo że akcje mają konsekwencje. Dobrze może że nigdzie tam pomiędzy nie wkradło się jasne i wyraźne przepraszam, bo tylko by wywróciła na niego oczami. Po co przepraszać, kiedy nie było przy tym poprawy?
Niby to wciąż kręcąc nosem, nie skomentowała jego mamrotania wcale i pozwoliła mu zająć się alkoholem, bo to akurat wychodziło mu bardzo dobrze, o ile oczywiście nie postanowiłby wychlać obu przygotowanych porcji. Całe jednak szczęście, rum trafił przed nią w całości, kusząc kolorami i masełkiem. Obok ustawiona została pieczeń i reszta podkradzionych Tessie jedzenia. Jak tak na to się spojrzało, to była cała uczta.

- Ja cię sprzedam, bo są święta a ty kradniesz dobrej kobiecie jedzenie ze stołu - prychnęła złośliwie, bo przecież Tessę lubiła i może Woody był jej szefem, ale czasem się czuła jak dziecko rozwiedzionych rodziców. Dlatego pewnie wzięłaby stronę pani Longbottom gdyby ta się tutaj pojawiła szukając swojego jedzenia. W ślad za Tarpem ukroiła sobie pieczeni, dorzuciła gniazdek, parę innych rzeczy i złapała za widelec.

- Wypraszam sobie. Ja jestem tym... prodiżem w tej dziedzinie. Wystarczy dać mi pole do popisu i proszę - zakomunikowała, oczywiście z pełnymi ustami. - Następnym razem zrobię taką dwudaniową kolację, co ty na to? - zaproponowała, bo nawet chyba trochę uwierzyła w swój kucharski talent. Było pyszne, a popitka przygotowana przez Tarpa wspaniale dopełniała smaku pałaszowanego jedzenia. W sumie to wcale nie były złe takie święta na kolanie.


Koniec sesji