Secrets of London
[Yule 1970] Christmas is here - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [Yule 1970] Christmas is here (/showthread.php?tid=5440)

Strony: 1 2


[Yule 1970] Christmas is here - Brenna Longbottom - 09.12.2025

Podobno istniało coś takiego, jak zachowanie umiaru i rozsądku, ale w przypadku świąt w Warowni zazwyczaj można było włożyć to między legendy. Listopad 1970 roku przyniósł napięcia, dziwne ataki, a wreszcie zapowiedź Voldemorta, że przejmie władzę… i to może wpłynęło trochę na tegoroczne, grudniowe plany, nikt jednak chyba nie pojmował – albo nie chciał pojąć – grozy sytuacji w pełni. I Yule w domu w Dolinie Godryka planowano jak zwykle z rozmachem. Tym opartym głównie na rodzinnej atmosferze i spędzaniem ze sobą czasu, ale też na…
…dekoracjach.
– Mam pewne obawy, że w tym roku przesadziłam i mama postanowi mnie zamordować – oświadczyła Brenna z pewnym namysłem, rozglądając się po jadalni. Dywan znikł w powodziach magicznego śniegu, nietopniejącego i nie tak zimnego, jak prawdziwy, a co więcej z sufitu spadały białe płatki, znikające tuż za stołem. Wszystkie meble pod wpływem zaklęć zmieniły kolor na czerwony i zielony, jemioła porosła sufit, a wielka, żywa choinka, błyszczała od ozdób – wiele z nich wykonywały ręcznie, z dużym poświęceniem całe pokolenia dzieci z Warowni oraz ich przyjaciół, przez co choinka sprawiała wrażenie mało… porządnej, ale Brenna właśnie za to ją lubiła. Najnowsze, kolorowe łańcuchy, zostały pracowicie splecione rękami Franka i Alice.
Na samej górze iskrzyła się magicznym światłem gwiazda, a przy wejściu znajdował się koszyk z drobnymi upominkami i fiolkami zabawnych eliksirów. Oczywiście, że pod drzewkiem leżały prezenty, ale takie losowania zawsze były zabawne.
Za oknami śnieg spowijał sad oraz ogród, a pomiędzy drzewami uganiała się rodzina bałwanów, ożywiona jakimś sprytnym zaklęciem, które powinno już stracić moc, ale – może za sprawą świątecznej magii – wciąż działało.
– Hej, ktoś wie, ile właściwie osób będzie na tym Yule? – zastanowiła się jeszcze Brenna, spoglądając na stół, na który dopiero zaraz miały zacząć być przynoszone świąteczne potrawy. Ich zapach już zaczynał roznosić się po domu: można było spodziewać się barszczu, szarlotki, świątecznego puddingu, ciasteczek, pieczeni… oraz wielu innych potraw.
Lista gości w Warowni lubiła się zmieniać, bo czasem ktoś zaproszony w ostatniej chwili jednak dostawał zaproszenie i od swojej rodziny, czasem ktoś pojawiał się niespodziewanie, a czasem ktoś kogoś po prostu przyprowadzał. W związku z tym Brenna od paru lat praktykowała zwyczaj „nie zostawiamy pustego miejsca, tylko szacujemy, ile będzie osób, i dodajemy tak plus cztery”, ale teraz miała pewne obawy, że zgubiła się w rachunkach…

/Dodatkowe info w spoilerze!/



RE: [Yule 1970] Christmas is here - Nora Figg - 09.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=dAd6e1k.jpeg[/inny avek]

Nora w tym roku spędzała Yule u babci Lizzy, pomagała jej w karczmie, kiedy nadeszła jednak odpowiednia pora postanowiła wybrać się do Warowni. Było zbyt późno, aby wracała do rodzinnego domu, gdzie znajdowali się wszyscy, jutro miała nadrobić ten czas. Dzisiaj jednak po skończonej pracy znalazła się w domu swoich przyjaciół.

Nie pojawiła się z pustymi rękoma, oczywiście przygotowała specjalne wypieki na tę okazję, wszak Yule zdarza się raz w roku. Zjawiła się więc w progu Warowni z rękoma pełnymi pudełek z pierniczkami, babeczkami, ciastami, ledwie była w stanie to unieść, ale czego się nie robiło dla najbliższych.

Trafiła do kuchni, Malwa nie była z tego powodu szczególnie zadowolona bo panna Figg zabierała jej zajęcie, jednak Norka nie umiała usiedzieć w miejscu, doskonale znała kuchnię Longbottomów, wszak dosyć często się w niej pojawiała, ba tak samo całą warownię, miała tu przecież nawet swoją własną sypialnię, nie był to pierwszy raz kiedy wpadła do nich na święta. Ich dom przypominał jej ten rodzinny, u nich też zawsze było gwarnie i tłoczno.

Kursowała między kuchnią, a jadalnią, gdzie ustawiała kolejne półmiski z jedzeniem, niby nie była u siebie, ale trochę się rządziła jeśli chodzi o to, co miało stać koło czego, nie sądziła aby ktokolwiek chciał wchodzić jej w drogę, wszak była w swoim żywiole.

- Nikt nie wie, ale szczęśliwi gości nie liczą? - Odpowiedziała Brennie, uśmiechając się przy tym od ucha do ucha, dobrze będzie spędzić ten dzień z przyjaciółmi i ich przyjaciółmi, mogli zapomnieć o tym, co zaczynało dręczyć magiczne społeczeństwo.




RE: [Yule 1970] Christmas is here - Millie Moody - 09.12.2025

[inny avek]https://wallup.net/wp-content/uploads/2016/02/31149-Antonina_Vasylchenko-brunette-women-748x1121.jpg[/inny avek]
–Ding, dong, ding, dong, ding
Ding, dong, ding, dong, ding
Ding, dong, ding, dong, ding
Ding, dong, ding, dong
Ding, dong, ding, dong
Ding, dong, ding, dong
Ding, dong, ding, dong
Hark how the bells, sweet silver bells
All seem to say, "Throw cares away"
Christmas is here, bringing good cheer
To young and old, meek and the bold
Ding-dong, ding-dong, that is their song
With joyful ring, all caroling
One seems to hear, words of good cheer
From ev'rywhere, filling the air
Ding, dong, ding
Ding, dong
– śpiewała sobie, mając głęboko w dupie, że to nie bardzo te święta, chociaż umówmy się mugole trochę ukradli, więc można było kraść im co nie? Jakiś tam ktoś tam szopa, dziewica z brzuchem (dziewica! dobre sobie!). Ale nutę mieli dobrą. Miles jako że w kuchni raczej przeszkadzała niż pomagała, to zajmowała się wieszaniem ozdób. Konkretniej przewieszaniem ozdób z punktu A do punktu B, bo przecież te już dawno były powieszone. Trzeba było jakoś ogarniać kompulsywną chęć robienia czegokolwiek, gdy wszystko było już zrobione. I może nie powinna otwierać whisky, ale jakoś jej smak kojarzył jej się z wykurwiście rodzinnym Yule, gdzie jej najbliższa rodzina spędzała czas na dyżurach bo nikt inny nie chciał ich brać. Ale ona nie była frajerką. Ona chciała mieć coś z życia i uważała, że TA bombka lepiej wyglądała w TYM rogu. No i mogła śpiewać o bimbających jajcach. Znaczy dzwonkach.

– Nosz kurwa mać! – poszło echem, bo szklana ozdóbka wyrwała się spod wątpliwej koncentracji. Może jakby miała trzecie oko, to by przewidziała, że to się wydarzy. Morfina, gdzie jestes jak Cie kurwa potrzeba?! – Ja to ogarne!– krzyczała dalej – nie podchodźcie! – w kilku susach chochlik ukryty w Erikowym Wcale Nie Ukradzionnym Brenna Mi Dała świątecznym swetrze podbiegł do uszkodzonej ozdoby. Drobny mak. Co ona kurwa kopciuszek? Westchnęła teatralnie i bardzo, bardzo ostrożnie spróbowała translokacją wydobyć szkiełka z desek wiekowej Warowni. Może powinna się owinąć izolacją i poczekać do kolacji?


RE: [Yule 1970] Christmas is here - Erik Longbottom - 09.12.2025

Yule zdecydowanie było w tym roku wyjątkowo zakręconym okresem. Zarówno jeśli chodziło o życie prywatne, jak i o kwestie zawodowe. W zwykłych okolicznościach okres świąteczny uchodził za wyjątkowo nerwowy przez przygotowania do rodzinnej biesiady i branie udziału w patrolach BUMu, ale teraz do całej teraz parady zmartwień doszły jeszcze kwestie ataków Śmierciożerców. Bo te, chociaż zdarzały się już od jakiegoś czasu, to wcale nie zdawały się tracić na sile. Coś o tym wiedział. Bądź co bądź, jeszcze kilka dni temu ostrzegał Norę, aby przykładała większą wagę do zabezpieczeń karczmy Lizzie.

Naprawdę mam nadzieję, że to na razie wystarczy, pomyślał przelotnie Erik, schodząc niespiesznie po schodach na parter Warowni. Kto wie, może pomimo orędzia Czarnego Pana do czarodziejów i czarownic z Wielkiej Brytanii cała sprawa rozejdzie się jakoś po kościach? W końcu to nie był pierwszy czarnoksiężnik, który próbował przejąć przysłowiową ''władzę nad światem''. Albo przynajmniej nad krajem. Nad Wyspami Brytyjskimi. Gdyby tylko wszystkie koła zębate wprawiające w ruch maszynę o nazwie ''Ministerstwo Magii'' zaczęły działać razem, to na pewno by sobie poradziły jakoś z tym kryzysem, czyż nie?

Słysząc głos Brenny, momentalnie skręcił i zamiast w stronę kuchni (w której i tak nie był mile widziany) ruszył w stronę jadalni. Przez chwilę przyglądał się siostrze; wiedział, że będzie musiał z nią prędzej czy później porozmawiać o tym, co powiedziała mu Nora. O jakiejś tajnej grupie. Stowarzyszeniu, z którym powiązany był Patrick Steward z Biura Aurorów, a które miało się ponoć skupiać na nieco mniej oficjalnych działaniach związanych z poczynaniami Śmierciożerców… Tylko jak tu wyczuć dobry moment, skoro od kilku dni kręciło się tu mnóstwo ludzi, a do nowego roku zapewne pojawi się ich jeszcze więcej? Erik pokręcił gwałtownie głową.

Nonsens — skontrował Erik, zgarniając z komody pucharek ze sporą porcją grzanego wina. Strzelił oczami na wszystkie strony, zawieszając na dłużej wzrok na jemiole zwisającej z sufitu i przemalowanych meblach. Kto wie, może ubrania gości też miały przejść podobną metamorfozę, kiedy zbierze się większość grupy. — Wszystko jest w normie. Dom przystrojony, choinka gotowa, z kuchni dochodzą nas boskie zapachy... A no i w powietrzu unosi się niepowtarzalny zapach twojej satysfakcji wywołanej tym, że odwaliłaś kawał dobrej roboty. Gratuluję.

Uścisnął dłoń siostry wolną ręką, próbując przy tym nie parsknąć śmiechem, ale jego pół-uśmiech zaraz został złamany, gdy szklana bombka nagle rozbiła się o ziemię.

Mills…? Jesteś pewna, że nie potrzebujesz pomocy? — rzucił w przestrzeń, poruszając lekko pucharkiem, z którego wciąż unosiła się para. Dzięki Merlinowi za zaklęcia podgrzewające. Po chwili Erik zwrócił się do Nory. — Widzisz, mówiłem, że jeszcze się w te święta spotkamy. — Mrugnął do niej porozumiewawczo. — Mabel jest u Lizzie czy kręci się gdzieś tutaj?

Rozejrzał się mimowolnie, jakby oczekiwał, że chrześnica zaraz wyskoczy spod stołu.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=kyqyonj.png[/inny avek]


RE: [Yule 1970] Christmas is here - Dora Crawford - 10.12.2025

Dora siedziała w fotelu, którego umiejscowienie wspaniale pozwalało jej śledzić poczynania Millie, odnośnie przewieszania kolejnych ozdóbek. Na kolanach miała ułożoną twardą podkładkę, a na niej karteczki gdzie skrobała co chwilę piórem brakujące metki do prezentów, które znajdowały się już na swoim miejscu. Przez większość czasu jednak zamiast pisać, patrzyła na Moody i na szklaneczkę z whisky którą sobie przysposobiła.

To były jej pierwsze święta od dawna, gdzie nie miała możliwości zdecydowania, czy zostać w szkole czy może jednak wrócić do Warowni. Nie to, żeby jej to przeszkadzało, ale zawsze chociaż trochę kusiło ją by przesiedzieć Yule w dormitorium, z tymi paroma koleżankami które nie miały możliwości wrócić do własnych rodzin - oczywiście, głównie po to żeby dotrzymać im towarzystwa. Zajadały się wtedy po nocy słodyczami, spijały sok dyniowy zabrany z Wielkiej Sali i wymieniały drobnymi prezencikami. W Warowni natomiast... tu zawsze były pełno prezentów, pełno jedzenia i pełno ludzi. I pełno rozbitych bombek.

- Na pewno ci nie pomóc? - zapytała zatroskana, niemal w chórku z Erikiem, przechylając się w fotelu i wyglądając zza podłokietnika na rozsypane po podłodze drobinki. - Tylko uważaj, żeby się nie pokaleczyć...


RE: [Yule 1970] Christmas is here - Brenna Longbottom - 11.12.2025

– Mam tylko nadzieję, że dla wszystkich wystarczy jedzenia – powiedziała Brenna Norze, co było chyba wczesnym objawem pojawienia się paranoi, bo każdy o zdrowych zmysłach wiedział, że mieli tutaj dość jedzenia, aby wykarmić w razie potrzeby ze trzy tuziny osób, a i tak jeszcze zostanie.
Uśmiechnęła się do brata, gdy ten pojawił się u jej boku i odruchowo ścisnęła jego dłoń. Po salonie rozejrzała się rzeczywiście z pewną satysfakcją, ALE mieli jeszcze trochę czasu i jej umysł zaczął od razu podsuwać rzeczy, które można by w tym czasie zrobić.
– Tak, ale tak sobie pomyślałam, że może jeszcze zdążę przystroić ten świerk w pobliżu wejścia? Wiesz, na zewnątrz. I zastanawiam się czy nie powiesiłam za mało światełek na balkonach, a poza tym trzeba pomóc Norze w kuchni… – zaczęła odpowiadać Erikowi, ale trzask sprawił, że przerwała i spojrzała ku Mllie.
Coś w środku szarpało ją, aby rzucić się Moody na pomoc, ale zdołała się opanować. Po pierwsze, bo Dora i Erik już się zaoferowali, po drugie, bo nie była pewna, czy to Miles tylko nie zawstydzi. To znaczy… mogło się wydawać, że Millie nie zna czegoś takiego jak wstyd, ale jakby wszyscy zaczęli wokół niej skakać, bo potłukła bombkę, jeszcze poczułaby się niezręcznie. A Brenna bardzo nie chciałaby, aby ktokolwiek w Warowni poczuł się tego wieczora niezręcznie.
Brenna przypatrywała się jej przez chwilę, odzianej w sweter Erika – własny miała znaleźć pod choinką, pośród piętrzących się tam paczek – i uśmiechnęła się lekko. Obserwowała wprawdzie, czy Moody się nie pokaleczy, ale nie pobiegła póki co przynajmniej oferować pomoc i wsparcie.
– Myślę, że tutaj jest już idealnie, Miles, ale właśnie się zastanawiam, czy powinnam iść pomóc przygotować w kuchni więcej grzańca czy może dowiesić więcej lampek na balkonie na piętrze… Chcesz z czymś pomóc? Dora, jak sądzisz, czy wystarczy nam ciastek czekoladowych, czy powinniśmy wrzucić na blachę jeszcze jedną porcję?


RE: [Yule 1970] Christmas is here - Millie Moody - 15.12.2025

[inny avek]https://wallup.net/wp-content/uploads/2016/02/31149-Antonina_Vasylchenko-brunette-women-748x1121.jpg[/inny avek]
Przyjaciele zlecieli się jak muchy do gówna, ale od tego przecież byli żeby ignorować jej gorące zapewnienia, że ma wszystko pod kontrolą. Była w chuj nerwowa, jakoś tak wszyscy byli uśmiechnięci i życzliwi i nie to, żeby poza Yule nie byli uśmiechnięci i życzliwi, ale zwyczajnie… Yule kojarzyło jej się z pracą obowiązkiem i samotnym śledziem w lodówce. I dużą ilością wódki.

Westchnęła.

- No co jak co, ale nie odmawiajcie mi prawa do zajebistej translokacji, z Was wszystkich to bym kurwa najlepiej sprzątała, gdyby mi się tylko chciało! - żachnęła się, machając różdżką to w prawo to w lewo, czujnym okiem ej szukającej wyłapując lśniące drobinki z podłoża. W końcu zebrała ten pył i odeskortowała go do śmieci.

- Ej ja wstawie!- rzuciła przez ramię, gdy jej ucho złapało prośbę Brenna na temat ciasteczek czekoladowych. Co mogło być w tym trudnego? Na pewno nic dla takiej artystki jak Miles!

Rzemiosło ◉◉◉○○ na pieczenie tradycyjnych longbottomskich ciasteczek czekoladowych w kształcie penisów grzybów
[roll=Z]

Podrasowała ich kształt, znalazła lukier i pociągnęła pędzlem główki. Nie znała się na grzybach, ale na pewno część z nich ma taki właśnie kształt. Idealne do udekorowania tego dużego ciasta udającego pieniek drzewa. Będą się prezentować, doskonale. Aż jej się humor poprawił.


RE: [Yule 1970] Christmas is here - Nora Figg - 16.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=dAd6e1k.jpeg[/inny avek]

Coś stuknęło, najwyraźniej ktoś rozbił bombkę, Norka ustawiała wtedy jeden z wielkich półmisków na stole, więc nawet się nie odwróciła, to było normalne podczas świąt, szczególnie, gdy w jednym miejscu znajdowało się tak dużo ludzi, zawsze coś musiało paść na ziemię, stłuc się, pojawiały się straty, mniejsze lub większe. Longbottomowie na pewno byli na to przygotowani.

- Mabel? W Little Whinging, możemy więc dzisiaj zrobić sobie wieczór pełen kolorowych drinków, jutro ktoś mi ją tu podrzuci, ale w ludzkich godzinach, zdążymy więc nawet przespać ewentualnego kaca. - Spojrzała na Erika z blaskiem w oczach, oczywiście, że zamierzała w pełni wykorzystać jeden z nielicznych wieczorów, kiedy nie musiała być mamą na pełen etat i oczywiście, że to on miał jej w tym towarzyszyć, przecież był jej najlepszym przyjacielem, no kto inny odnalazłby się lepiej w tej roli, a wiedziała, że jak ona uwielbiał kolorowe drinki, już się postara stworzyć takie, żeby nie mógł jej odmówić.

- Jakby miało zabraknąć jedzenia, to na szybko coś wyczarujemy, wiesz, że to żaden problem, nic takiego, szybka sprawa, rachu ciachu i już. - Nie spodziewała się, że w ogóle istniała taka możliwość, jednak musiała jakoś uspokoić Brennę, miała ją, a w kuchni mało kto był w stanie jej dorównać - nie oszukujmy się, miała doświadczenie w karmieniu ludzi i to w ilościach zdecydowanie większych niż ta, jaka miała się tutaj dzisiaj pojawić. Przepracowała u Lizzy niezliczoną ilość godzin, wykarmiła tysiące ludzi, i przygotowywała jedzenie na naprawdę ogromnej ilości przyjęć. Nie ma szans, że zabraknie im jedzenia.

Odstawiła ostatni z półmisków, po czym spojrzała na Brennę. - To może ja zrobię grzańca, mam nową, wspaniałą recepturę, mam nadzieję, że Malwa mi wybaczy. - Wiedziała, że skrzatka Longbottomów miała zmysł bimbrownika i sama uwielbiała zajmować się alkoholem, ale nie tym razem.

Figgówna znalazła się w kuchni, rzuciła okiem na to, co robiła Millie, nie wchodziła jej jednak w drogę, dzisiaj nie musiała się zajmować ciastkami, zresztą swoje już upiekła i przyniosła.

Sięgnęła po wielki gar, do którego wlała jakieś dziesięć butelek wina, na taką ilość osób, potrzebowali ich naprawdę wiele, później dorzucała tam przypraw korzennych, miodu, goździków, dolała odrobinę soku malinowego, i mieszała, mieszała, aby mieć pewność, że wszystko na pewno będzie doskonałe. Przyjemny zapach grzańca zaczął ulatniać się po kuchni i zmierzał dalej, już niedługo przesiąknie nim cała Warownia.



[roll=PO] (rzemiosło ◉◉◉◉○) + przewaga gotowanie


RE: [Yule 1970] Christmas is here - Dora Crawford - 17.12.2025

Nie wątpiła, że Millie była najbardziej kwalifikowaną osobą, do wprawiania miotły w ruch za pomocą magii, ale kiedy tak wyglądała zza podłokietnika, na rozsiane po podłodze drobinki bombki, Dora nie mogła oprzeć się wrażeniu, że najlepiej sprawdziłaby się tutaj klasyczna zmiatka i łopatka. Do tego wprawione w ruch siłą rąk, a nie za pomocą różdżki. Nie zamierzała jednak nikogo pouczać na temat tego jak powinien sprzątać, bo kiedy komuś szło to kiepsko, to nie widziała problemu żeby po nim poprawić. Oczywiście w momencie, kiedy ten ktoś był odwrócony plecami i tego nie widział.

- Jedzenia nigdy za wiele - odpowiedziała Brennie. Przecież jeśli nie zjedzą tego podczas uroczystej kolacji, to będzie na potem, więc żadna strata. Yule natomiast miało to do siebie, że było niemal tym samym co mugolskie święta, a więc jedną z tradycji było rozdawnictwo. Po kolacji należało zapakować jedzenie w słoiczki, buteleczki i inne opakowania, a następnie rozdać je gościom, który rozchodzili się do domów lub na dalsze świętowanie. Wszystko było magicznym kręgiem i nie należało go przerywać.

Crawleyówna wstała ze swojego fotela i zbliżyła się do prezentów, dopinając odpowiednie karteczki do pakunków przy których ich brakowało, a które zostały jej wskazane do uzupełnienia. Nie zajęło jej to długo, więc w końcu ruszyła w ślad za resztą ekipy do kuchni, oczywiście z zamiarem dorobienia jedzenia. Podobnie jak Moody, wzięła się za ciasteczka, ale ona miała zamiar powycinać śnieżynki i pokryć je potem lukrem, dlatego w pierwszej kolejności zabrała się za zbieranie składników.


RE: [Yule 1970] Christmas is here - Brenna Longbottom - 19.12.2025

– Nie krępuj się! – zawołała Brenna za Millie, sama nie od razu rzucając się do kuchni za resztą towarzystwa. Puściła dłoń brata, by najpierw obejść miejsce, w której chwilę temu doszło do małej katastrofy i upewnić się, że na podłodze nie ostał się żaden odłamek, przebiegle skryty w sztucznym śniegu, który mógłby kogoś zranić. – Co racja, to racja – zgodziła się z Dorą, bo jeśli szło o jedzenie, to Brenna była jego wielką zwolenniczką.
A potem wyjrzała jeszcze na balkon, by dowiesić te światełka, poprawiła jeszcze jemiołę pod sufitem… i gdy weszła do kuchni, wokół roztaczały się już smakowite zapachy. Ciasteczka wyciągnięte przez Millie pachniały oszałamiająco, Dora pichciła coś sama – całe szczęście, że kuchnia Longbottomów była duża, z blatami ciągnącymi się wzdłuż dwóch ścian, z szafkami na nimi i dużym stołem w środku pomieszczenia.
– To… eeee… grzybki? – spytała Brenna, zaglądając Miles przez ramię, by spojrzeć na jej dzieło, i nie była pewna, czy zacząć się dusić ze śmiechu, czy załamać ręce. A potem sięgnęła, złapać jedno z ciasteczek, wciąż gorących, by wpakować je sobie do ust. Musieli zjeść je w ogóle jak najszybciej, tak żeby nie pchać ich przed oczy Godryka, ale Brenna była absolutnie gotowa na to poświęcenie. – Sfą bafdzo dobfe – pochwaliła, wciąż z pełnymi ustami, przegryzając ciasteczko.
Grzaniec pachniał faktycznie oszałamiająco: przyprawy i ciepłe wino roztaczały wokół upojne wonie, i Brenna nawet przez sekundę zaczęła się zastanawiać, czy nie spróbować, ot łyka albo dwóch, nawet jeśli wolała nie wychylać całego kufa. Yule nie Yule, nie chciała pozwolić sobie na stratę czujności, ale…
Najwyraźniej garnek, który złapała Nora, był trochę uszkodzony, bo nagle rozległ się nieprzyjemny dźwięk, jakby coś pękało, część alkoholu wyciekła, i padła na ogień, podsycając go. Brenna obróciła się gwałtownie w tamtą stronę, gdy usłyszała syk i wyciągnęła różdżkę, chcąc ugasić ten mały pożar, zanim zdąży się rozprzestrzenić.

kształtowanie
[roll=W]

Zaklęła (niezrozumiale, bo w ustach wciąż miała ciasteczko), gdy czar nie zadziałał i spróbowała ponownie, tym razem starając się stworzyć bańkę, która odetnie ogień od dostępu powietrza...
[roll=W]

- Nic ci nie jest, Norka? - zatroszczyła się, podchodząc do Figg, gdy Malwa rzuciła się do sprzątania, ledwo ogień wygasł, zostawiając pęknięty garczek.