Secrets of London
[Yule 1953] Dear Santa just give me your Gringott's cheque - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [Yule 1953] Dear Santa just give me your Gringott's cheque (/showthread.php?tid=5441)



[Yule 1953] Dear Santa just give me your Gringott's cheque - Lorien Mulciber - 09.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JbOfXMf.png[/inny avek]
Mulciber Manor
Ferie zimowe miały kilka szalenie istotny zalet. Po pierwsze - nie trzeba było się uczyć. Podręczniki od eliksirów, historii magii czy transmutacji lądowały w kufrze przytarganym na święta, bo przecież każde z nich obiecywało, że odrobi wszystkie zadania domowe! Po drugie - można było spać dłużej bez obawy, że się utknie na cholernych ruchomych schodach. Kołderka była cieplutka, pomimo śniegu leżącego na parapercie. W tym roku przypruszyło mocniej niż zwykle. Po trzecie - święta to był czas prezentów, pieczonych perliczek z żurawiną i grzanego wina, serwowanego po kolacji razem z plasterkami pomarańczy i goździkami. Święta pańskiego roku 1953 nie różniły się niczym szczególnym. Mulciber Manor było przystrojone na wieczorną kolację, służba uwijała się jak w ukropie, żeby zdążyć umieścić wszystkie prezenty dla młodych. Zwłaszcza, że zarówno Duncan jak i aktualnie siedzący w salonie i raczący się świąteczną brandy Philip mieli paskudny nawyk prześcigania się w ilości podarunków. Lorien wraz z rodzicami przyjechała rano. Nie “rano, rano” ale na tyle wcześnie, że część domowników jeszcze spała, jak to została poinformowana przez starą guwernantkę. Oczywiście najpierw przywitała się z ciocią i wujem. Pozwoliła się wycałować i nawet się nie skrzywiła, że na pytanie “Czy Donald będzie może na kolacji?” usłyszała, że dziedzic Mulciberów jest zapracowany w kancelarii babki i raczej się nie pojawi. No może odrobinę jej mina zrzędła. Po cholerę więc zabierała najładniejszą sukienkę? Nie zdołało to jednak pannie Crouch popsuć humoru. Były święta. W dodatku zaczął sypać śnieg.

Pozwoliła zabrać swoje ulubione futerko i beret, po czym podskakując radośnie pobiegła na pierwsze piętro. Wyhamowała dopiero przed drzwiami pokoju Alexandra. Niektórzy jeszcze śpią. No to za długo sobie nie pośpią.
Uchyliła cichutko drzwi. Bezszelestnie. Łatwo było być cichym ważąc tyle co niewyrośnięty kundel. Zdecydowanie sama jej obecność nie była wystarczająca, żeby jaśnie pan Mulciber się obudził, więc… wzięła rozbieg. Raz dwa trzy i hyc - już była na Alexowym łóżku.
- AAA-LEE-EEX WSTAWAJ!- Potrząsnęła nieszczęsnym chłopakiem. Pobudka. Wstajemy! Nie ma takiego opierdalania się w samo Yule!- ŚNIEG SPADŁ!
Cóż. Panna Crouch nie należała specjalnie do zbyt subtelnych dziewuszek, to trzeba było jej przyznać.


RE: [Yule 1953] Dear Santa just give me your Gringott's cheque - Alexander Mulciber - 10.12.2025

Niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie zarwał nocy, żeby przeczytać wciąż jeszcze pachnącą nowością książkę. Bo niby ten następny rozdział miał być już ostatnim, ale Alexander chciał wiedzieć, co będzie dalej, więc zaczynał czytać następny, i następny, i następny... Aż w końcu zasnął. A czytał przecież o niczym innym, jak o wróżbitach skazanych na karę ukamienowania! Z wypiekami na twarzy pochłaniał podania traktujące o magach akadyjskich w Mezopotamii. Pochodzące z około dwunastego wieku przed naszą erą przetłumaczone listy Aszurbanipala, który odgrażał się, że skaże na śmierć wszystkich swych wróżbitów, jeżeli nie przepowiedzą mu zwycięstwa w boju. Odtworzone przez magihistoryków przekazy beduińskie z terenów Półwyspu Arabskiego wspominały o kapłanach zwanych "kuhhān", "widzących", którzy zabijani byli, jeżeli rzucili na kogoś przekleństwo zwane "złym okiem". Wszyscy wróżbici i astrologowie z terenów Antochii, zostali brutalnie ukamienowani w ramach masowych rozruchów po zakazującym praktyk magicznych edykcie cesarza rzymskiego Teodozjusza. Alexander chłonął straszliwe opowieści o czasach dawno minionych z szeroko otwartymi oczyma, ze zgrozą przewracając kolejne kartki, na których uwieczniono dzieje czarodziejskiej martyrologii. Zanim zasnął, zawędrował w czasie aż do dziesiątego wieku. Może dlatego pobudka zdawała się tak ciężką. Jak gdyby ciężar tych wszystkich wieków zwalił się nagle na głowę młodocianemu prorokowi... Chociaż, gdyby dłużej się nad tym zastanowił, ciężar wieków wydawał się nadspodziewanie lekkim. Gdyby Lorien nie darła jak zarzynana Kasandra, Alexander pomyślałby, że to pies wkradł się do pokoju, i wskoczył na łóżko, żeby uciąć sobie drzemkę ze swym panem.

Śpię – mruknął Alex, wyciągając po omacku rękę, żeby nakryć się na głowę kocem. Trafił zamiast tego na rękę Lorien, którą potrząsnął lekko, nie otwierając oczu, jak gdyby się z nią witał. Wymruczał wówczas pod nosem coś po cygańsku...  Proste "cześć" wydawało się jednak przekraczać możliwości zaspanego chłopaka. Włosy miał pokręcone, w nieładzie. Walnięta byle jak książka leżała obok stosu poduszek, w otoczeniu których sypiał panicz Mulciber. Padające na twarz światło dnia raziło niemiłosiernie jego nadwrażliwe oczy. Cały świat wydawał się zalany bielą... Zaraz, co?

Alexander otworzył nagle oczy, podrywając się gwałtownie do pozycji siedzącej.

ŚNIEG? – wrzasnął na całe gardło. – ALE PRZECIEŻ WYWRÓŻYŁEM, ŻE DOPIERO JUTRO SPADNIE?!

A zawsze tak wyśmiewał się z tych, którym nie wychodziły wróżby natury meteorologicznej. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/4685f22a2fb8dbb4a11bcddc74452465/71aa30e4c59b2b78-d8/s1280x1920/7e32f5a9693b50166d231eff9c7da798097e8545.jpg[/inny avek]


RE: [Yule 1953] Dear Santa just give me your Gringott's cheque - Lorien Mulciber - 09.03.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JbOfXMf.png[/inny avek]

Nie wypadało rzucać kamieniami.
To nie leżało w naturze takich małych dam jak Lorien, żeby rzucać czymkolwiek w kogokolwiek. Od tego miało się Hati’ego Greybacka kolegów skorych do pomocy. Co prawda pannie Crouch zdarzyło się (i to dość niedawno) przysnąć nad książką, ale z pewnością była to o wiele ciekawsza książka niż ci jego ukamienowani wróżbici, którzy sobie na pewno na to zasłużyli, bo wtykali nosy w cudzą przyszłość!
Bo przecież ona dostała na wcześniejszy prezent świąteczny, za całkiem ładne oceny na pierwszy semestr w szkole, wielką księgę o dwóch największych mugolskich wojnach ostatniego wieku. Takich światowych, że walczył cały świat, a nie tylko pojedyncze państwa co było szalenie nudne! Jedna zakończyła się niecałe dziesięć lat temu, co było bardzo bardzo interesujące, bo choć Lorien nieszczególnie interesowała się samymi mugolami - to ich taktyki wojenne i strategie pochłaniała z wypiekami na policzkach.
Nawet przywiozła ją ze sobą, żeby Alexandrowi pokazać taki jeden rozdział co się nazywał “Atak umarłych”, ale wcale nie chodziło o to, że mugole odkryli jak tworzyć ghoule (a szkoda, chociaż tata mówił, że wtedy byłby straszny problem), tylko była tam cała opowieść o bitwie z 6. sierpnia 1915 roku, gdzie broniono twierdzy Osowiec (tata obiecał, że jak będą mieli jakieś sprawy do załatwienia za żelazną kurtyną to ją tam zabierze i pokaże dokładnie twierdzę!). I tam wojska Cesarstwa Niemieckiego, których było ponad 2000 mugoli, wypuściły trujący gaz (co jak rozumiała był jakimś ichniejszym rodzajem alchemii), który miał zabić wszyscy. Ale był tam wielki, rosyjski, dowódca, który powiedział do tych co przeżyli, a miał ich chyba 60 żołnierzy, “Nie! Nie damy się” czy jakoś tak, ale dużo dumniej. I on się nazywał Władimir Kotlinski i poprowadził kontratak tej zagazowanej piechoty. I Niemcy byli tak przerażeni i zaskoczeni, że zaczęli się cofać i wpadać na własne bagnety i we własne zasieki. Nawet miała w książce dokładnie rozrysowane pozycje poszczególnych oddziałów piechoty, co by mogli się później pobawić magami Alexandra w bitwę o twierdzę Osowiec. I nawet jeśli nie będzie chciał być Rudolfem von Freudenberg (który przegrał jak ostatni frajer), to mogła się zgodzić, żeby był Kotlinskim. A ona byłaby zamkniętą w twierdzy damą, którą należało bronić przed złymi mugolami.
Na szczęście książka leżała ukryta pod jej sukienkami w kufrze, co by pani prababka Philomena nie zauważyła. Starsza pani prababka nigdy nie lubiła mugolskiej historii, a przynajmniej tak się Lorien wydawało. Więc lepiej było książkę schować, niż dać ją skonfiskować.

Ale Alexander spał, więc nie szło się nawet pobawić. Ani w wojnę, ani nawet na śniegu. Śpię.
- Nie śpij!- Potrząsnęła nim, wkładając w to całą siłę jaką miała. Choć było jej niewiele. Ale gdy tylko próbowała ściągnąć z niego kołdrę, Alexander poderwał się do siadu, a ona… poleciała do tyłu. Miękka puchowa kołdra przykryła ją w całości i przez chwilę na łóżku zamiast panny Crouch leżał nieduży kokon. W końcu zdołała się wygrzebać spod warstw materiału.
- Ha! Ale spadł dzisiaj!- Oświadczyła, machając palcem w stronę okna i pokrytych białym puchem parapetów.- Wuj powiedział, że możemy wziąć Kopernika na spacer. I to PRZED ŚNIADANIEM! Tylko nie możemy iść daleko.
Odgarnęła z twarzy wszystkie naelektryzowane loki, które przesłaniały jej widok na świat i Alexandra. Na tego zresztą patrzyła bardzo wyczekująco, gdy wreszcie zeszła z jego łóżka. No ileż można czekać!