![]() |
|
[Yule 1967] święta trójca sama w dormitorium| Heather, Cameron i Charles - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [Yule 1967] święta trójca sama w dormitorium| Heather, Cameron i Charles (/showthread.php?tid=5451) |
[Yule 1967] święta trójca sama w dormitorium| Heather, Cameron i Charles - Heather Wood - 10.12.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/f2/b3/f6/f2b3f642f3c0f44202a6d40d41578259.jpg[/inny avek] Ogień płonął w kominku. Dormitorium Gryfonów idealnie wpasowywało się swoimi barwami do Yule, złoto i czerwień, do tego ktoś wniósł tu wielką choinkę, która stanęła w kącie. Mieniła się światełkami we wszystkich kolorach tęczy, dzięki niej w pokoju pachniało lasem, paliło się też sporo świec o zapachu pomarańczy, więc i jej zapach roznosił się po pomieszczeniu. Ruda leżała rozwalona na kanapie, w dłoni miała butelkę ajerkoniaku, jedną z kilku, które udało jej się przemycić do zamku, tak samo jak przemyciła Lupina do ich dormitorium. Była nażarta i szczęśliwa, wraz z nią siedzieli tu jej ulubieni chłopcy - czego Wood było więcej trzeba do szczęścia? No chyba niczego. - To nasze ostatnie wspólne święta tutaj, musimy zrobić coś fajnego. - Tak się złożyło, że Charlie był rok wyżej od niej, dwa od Camerona, więc nie mogli tego już więcej powtórzyć. Musieli odwalić coś głupiego, żeby mieć kolejne wspomnienie do kolekcji. Pociągnęła spory łyk z butelki, likier był przepyszny, słodziutki ledwie dało się wyczuć w nim posmak alkoholu. - Zjadłabym pianki, myślicie, że jak nadzieje je na pogrzebacz i wsadzę do kominka, będą smakować jak te z ogniska? - To nic, że była nażarta tak, że ledwie się ruszała, żal było nie skosztować każdej potrawy, która znajdowała się na stole, skrzaty naprawdę się dzisiaj postarały, jednak nie mogła się oprzeć, by nie wepchnąć w siebie jeszcze czegoś słodkiego. Upiła kolejny łyk ajerkoniaku, po czym uniosła butelkę w górę. - Chcecie trochę? Obawiam się, że jak sama wypiję tę butelkę to zacznę mieć problemy z chodzeniem, wolałabym nie zasnąć na tej kanapie, bo rano obsiądą mnie dzieciaki. - Tak, liczyła na drobne wsparcie w opróżnieniu tej buteleczki. RE: [Yule 1968] święta trójca sama w dormitorium| Heather, Cameron i Charles - Julien Fitzpatrick - 15.12.2025 - Coś fajnego, masz na myśli coś tak dojebanego, aby za rok nauczyciele dziękowali losowi, że została im już tylko wasza dwójka? - siedział na fotelu, z nogami przewieszonymi o podłokietnik i jednym ramieniem nonszalancko oplatającym oparcie. Tasował bardzo zużytą talię kart, jakby od niechcenia, spojrzenie skupiajac wszędzie indziej, tylko nie na swoich dłoniach. Nie miał ochoty wracać do domu na święta, więc ku niezadowoleniu starszego brata, pozostał w murach zamku. Od następnego roku zacznie świecić oczyma na rodzinnych zbiegowiskach, Finneas powinien rozumieć, że ma prawo do ostatniego roku laby i ominięcia kłótni z wujem Chesterem czy kimkolwiek innym. Poza tym, widzenie absolutnie zblazowanej przez niezadowolenie ze swojego życia gęby ojca nie grało z jego idealną wizją świąt, wolał wpatrywać się w ochoczo migoczące światełka na gryfońskiej choince niż w pustkę oczu matki, w których jakiekolwiek iskierki zgasły lata temu. Spore, brązowe buty stały obok kominka odsłaniając dwie, niedopasowane skarpety Rookwooda, ich barwy nijak zgrywały się z wystrojem pokoju wspólnego, królował fiolet, złoto, zieleń i pomarańcz, układające się w bliżej nieokreślone paski i kropki, wyblakłe przy piętach ze względu na otarty materiał. Ciemne jeansy miał tez poprzecierane, ale było to definitywnie częścią looku. Na wypłowiałą, czerwoną koszulkę miał zarzucony czarny sweter z logo The Rolling Stones, nową zdobycz, którą dostał w duchu świąt od kolegi pochodzącego z Mugolskiej rodziny. - Ogień to ogień - wzruszył ramionami, starając się być jak najbardziej nonszalanckim, jak tylko mógł, w końcu nie wiadomo było kto i jak bardzo piękny czy przystojny wejdzie właśnie do pomieszczenia (prawdopodobnie nikt, bo niewiele osób zostawało w zamku na święta) - Chyba, że wiesz, lubisz jakieś takie nuty danego drzewa, na przykład cedrowe czy sosnowe, to wtedy już słabiej, bo nie mam pojęcia co za drewno wrzucają do tych kominków. I w ogóle kto to robi. Widzieliście kiedyś kto to robi? Myślicie, że te same skrzaty, co je trzymają w piwnicy jak niewolników, aby gotowały nam żarcie? Trochę pojebany koncept, ale może tylko się doszukuje dziury w całym - wyraził swoje zdanie, ale w duchu uprzywilejowanego nastolatka, nie przejął się sytuacją na serio, ot, chciał zabrzmieć 'cool'. - Mam jeszcze jakieś wińsko od Jima, te co smakowało jak obszczane jagody spod chaty gajowego, ale ej, jeżeli zabraknie nam innych opcji, możemy z niego spróbować zrobić grzańca. Na razie zacznij kółeczko przyjaźni i dzielenia butelki, jako właściciel trunku. Albo Cameron, ty jako gość, może chcesz? - rzucił Lupina kartą, która akurat wysmyknęła się z talii. - Nie mów mi co wylosowałeś, zgadnę - ożywił się, jeżeli Lupin podniósł kartę, którą został sekundę temu zaatakowany. Charlie przywołał na twarz minę największego skupienia, która zapewne zarezerwowana była tylko na najdłuższe posiedzenia na kiblu. - Wylosowałeś twoją starą najebaną, prawda? - wyszczerzył zęby w chochliczym uśmiechu i rozłożył ręce, jakby słowa, które padły z jego ust były recytowaną przepowiednią. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=nojNvrp.jpeg[/inny avek] RE: [Yule 1967] święta trójca sama w dormitorium| Heather, Cameron i Charles - Heather Wood - 16.12.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/f2/b3/f6/f2b3f642f3c0f44202a6d40d41578259.jpg[/inny avek] - Oczywiście, chociaż bardziej coś tak dojebanego, że spróbują się nas pozbyć razem z Tobą. Bardzo bym tego chciała, nie podoba mi się w ogóle wizja tego, że w przyszłym roku Cię już z nami nie będzie, może zaliczysz kibel? Chociaż jeden raz, a Camerona popchną rok wyżej bo jest wybitny, dzięki temu wszyscy skończymy edukację w tym samym czasie. - Marzenie, to by była najlepsza z możliwych opcji, szkoda tylko, że niestety nie uda im się jej zrealizować. Życie było okrutne, nie umiała sobie wyobrazić ich bez Rookwooda, jak to tak z trio miał zrobić się duet, ogromna lipa. Spoglądała na przyjaciela spod przymrużonych powiek, robiło jej się całkiem błogo na tej kanapie na której zdążyła się rozjebać, nie zamierzała jednak jeszcze spać, co to to nie, noc była przecież młoda. - Drewno jest ważne przy miotłach, tata zawsze o tym mówi, nie znam się na drewnie, które ma wpływ na jedzenie. - Jej rodzina niby interesowała się drewnem, ale trochę w innej formie, więc nie do końca wiedziała, o czym mówi do niej Charlie. - Mam wrażenie, że one się ciągle same palą? Jest to w ogóle możliwe, na pewno jest, może są to jakieś specjalne kominki, wiesz, dyrektor na pewno zadbał o to, by się przy tym za bardzo nie napracować. - Dumbledore miał w końcu swoje tajemnice, na pewno umiał zrobić tak, żeby kominki zawsze płonęły. Nie wydawało jej się, aby trzymał niewolników w piwnicy, chociaż z drugiej strony, kto go tam właściwie wiedział. - Być może stary ma niewolników, nigdy nie wiadomo, rzucił na nich czar niewidzialności, żebyśmy ich nie zauważali. - Nie ważne jak smakuje, ważne że sponiewiera, nie ma co wybrzydzać. - Oj, tego smaku się nie zapominało, niestety, ale nie mieli zbytniego wyboru, musieli raczyć się tym, co zostało. - Łap to Kamiś. - Rzuciła w jego stronę butelką, która znajdowała się w jej dłoni, sama przy tym wstała z kanapy, bo zamierzała spełnić swoje marzenie. Złapała paczkę pianek, zobaczyła na opakowaniu, że była to jakieś specjalne wydanie o smaku puddingu świątecznego. Ciekawe. - Dobra, sprawdzę to. - Nie obchodziły ją ich karty, bo zamierzała sobie upiec piankę w kominku. Ruszyła w jego stronę nadziała kilka pianek na pogrzebacz i wsadziła go do środka, usiadła przy tym przed kominkiem po turecku i czekała aż się upieką.[/a][roll=O] [rzucam na rzemiosło, piekę pianki ◉○○○○) RE: [Yule 1967] święta trójca sama w dormitorium| Heather, Cameron i Charles - Cameron Lupin - 22.12.2025 Cameron zachowywał się tego wieczoru nieco ciszej niż zazwyczaj. Po tym, jak został przerzucony z Pokoju Wspólnego Krukonów do dormitorium Gryffindoru, nie porzucił swojego zadania na dziś: chociaż było już Yule, on dalej miał sporo rzeczy na głowie związanych z nauką i teraz ścigał się z czasem, aby dokończyć kolejną porcję notatek, co by móc jeszcze skorzystać trochę z ich ostatniej wspólnej przerwy świątecznej w szkole. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=tdlVdlK.png[/inny avek]
— Wszystko da się załatwić, ale to byłoby kosztowne. Na wielu płaszczyznach — skomentował pod nosem, kreśląc piórem po pergaminie. Nie nawiązywał kontaktu wzrokowego z dwójką przyjaciół, jednak co jakiś czas kiwał głową na znak, że cały czas ich słucha. — Może udałoby mi się urobić Cecylię albo Cedrica, żeby dostarczyli mi parę składników do eliksirów pobudzających. Spałbym mniej... Uczył się więcej... Musielibyście mnie podszkolić z OPCM-u, to może udałoby się coś zdziałać u opiekuna domu i dyrekcji. Upływ czasu jest do dupy, skomentował bezgłośnie, wsuwając do ust końcówkę ołówka i wodząc wzrokiem po zapiskach dotyczących receptur alchemicznych z zajęć dodatkowych. Ech, jak to on żałował, że wszyscy nie urodzili się w jednym roku... O ile prostsze byłoby ich życie, gdyby mogli przejść wspólnie przez wszystkie etapy edukacji. A tak? Jeszcze parę miesięcy i Charles wyniesie się ze szkoły, a w przyszłym roku przyjdzie pora na Heather… Cameron zacisnął usta w cienką linię. Wolał nawet nie myśleć, jak będzie wyglądało jego codzienne życie bez tej dwójki wariatów. A na pewno nie zamierzał szukać sobie nowych przyjaciół. Co to, to nie! Oni byli po prostu niezastąpieni. — Nie będzie to smak pianki z ogniska, ale na pewno będzie niezapomniany — wtrącił z teatralnym westchnieniem, zerkając na Charliego i Heather znad zestawu ręcznych notatek z Eliksirów. Po świętach miał zdawać dodatkowy egzamin dla ''chętnych'' uczniów, więc wolał zacząć powtarzać sobie notatki, póki najnowszy materiał miał jeszcze na świeżo w głowie po ostatnich zajęciach w grudniu. — Pył, rdza, sadza, popiół... Nie zdziwiłbym się też, gdyby ktoś go zarzygał po jakiejś imprezie. Wyjdzie ci pianka z nutą spalenizny i intensywnej goryczy. Pokręcił powoli głową. W sumie, czy był jakikolwiek sens w tym, aby przestrzegać Rudą przed konsekwencjami jej działań? Nie od dziś było wiadomo, że dziewczyna nie wybiegała myślami za bardzo do przodu, a najlepiej uczyła się na swoich własnych błędach. Jak w sumie cała ich trójka. Bądź co bądź, takie lekcje pozostawały z człowiekiem najdłużej, czyż nie? — O taaak… Nawet nieźle się trzyma jak na najebaną — potwierdził Cameron, oddając Rookwoodowi kartę z damą trefl. Kobieta na ilustracji miała na sobie koronę, średniowieczne brązowo-zielone szaty, zaczerwienione poliki (niewątpliwie nabyte przez długotrwałą konsumpcję alkoholu) i wyjątkowo sukowaty wyraz twarzy. — Dobre geny. Mimowolnie wypuścił z rąk notatki i książkę służącą mu za podkładkę, gdy Heather rzuciła ku niemu butelkę. Cameron rzucił się ku niej, praktycznie przytulając ją w locie, byleby tylko nie dopuścić do tego, aby rozbiła się na ziemię. Kiedy upewnił się, że jego zdobycz dalej była w jednym kawałku, pociągnął spory haust ajerkoniaku prosto z butelki, aby zaraz przekierować naczynie do Charliego. — Hmm… Pięć knutów, że to ona zarzyga ten pogrzebacz? — rzucił do przyjaciela z krzywym uśmiechem na ustach, przyglądając się z fascynacją, jak Ruda mocuje się z opakowaniem pianek, aby zaraz zasiąść przed kominkiem. |