![]() |
|
[01.09.1972] Wine not? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +---- Dział: Dziurawy Kocioł (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=44) +---- Wątek: [01.09.1972] Wine not? (/showthread.php?tid=5462) |
[01.09.1972] Wine not? - Victoria Lestrange - 12.12.2025 1 września 1972, wieczór
Był już wieczór i po prawdzie okazał się to być bardzo pracowity dzień dla Victorii. Rano odstawiła najmłodszą siostrę na pociąg, później spędziła kilka długich godzin w bibliotece kowenu, a teraz była tym zmóżdżaniem się tak zmęczona, że wybrała się na spacer wzdłuż Pokątnej. Miała w planie wziąć na wynos jakieś jedzenie, albo zjeść w jakiejś knajpie i w ten właśnie sposób stanęła przed Dziurawym Kotłem, zastanawiając się, kiedy ostatnio tutaj była. Dawno. Chyba dobre pół roku wcześniej, chyba z Brenną… Przeczesała palcami włosy i ostatecznie uznała, że co jej szkodzi? Weszła do środka, zastając standardową już wrzawę w chyba najpopularniejszym, a na pewno najcharakterystyczniejszym pubie w Londynie (zwłaszcza tym magicznym). Oparła się o blat baru, czekając aż barmanka obsłuży innych klientów, a kiedy przyszła jej kolej, zapytała tak po prostu, co może jej dzisiaj polecić. Dziewczyna stojąca za barem rozpoznała ją właściwie od razu, a aurorka pomyślała sobie, że pewnie w Dziurawym Kotle zwłaszcza plotkowano po Beltane, że pracownicy musieli się nasłuchać, pewnie tez naoglądać zdjęć w gazetach… – Zaczęła się szkoła, niedługo jesień, więc wprowadzamy do oferty grzańce. Może chce pani spróbować? – wydawało się to Victorii jakoś wcześnie, ale wtedy dziewczyna wyjaśniła jej, że próbują dopracować recepturę i że poleca ten korzenny. Czemu nie? – to była już któraś z kolei myśl tego typu dzisiejszego dnia, w którym pozwoliła sobie na bardzo wiele przypadków i mało planów, zupełnie jak nie ona. Bo życie Victorii Lestrange było zwykle poukładane, miała plan na niemal każdy dzień, od rana do wieczora, od a do z, nie było tam zbyt wiele miejsca na przypadki… A jednak czasami się zdarzały. Niedługo później dostała szklankę z grzańcem, który przywodził jej na myśl swoim zapachem późną jesień, zimne, krótkie, mokre dni, które najmilej było spędzać w domu przed kominkiem, przykryta kocem, z książką na kolanach… Prawie poczuła ciepło. Prawie. Jego widmo w pamięci ukuło kobietę jakąś taką nostalgią, łatwo było się przyzwyczaić do tego ciągłego, obezwładniającego wręcz, lodowatego zimna. Smak nie zawodził. Grzaniec był dobry, chociaż osobiście dodałaby tam nieco więcej słodyczy, może miodu? Z tą sugestią dokończyła grzane wino i niedługo później wyszła. Koniec sesji
|