![]() |
|
[Yule 1971] Przy Bercikowym stole - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [Yule 1971] Przy Bercikowym stole (/showthread.php?tid=5503) |
[Yule 1971] Przy Bercikowym stole - Bertie Bott - 17.12.2025 Był wczesny ranek, ale dom Bertiego już wypełniał po brzegi aromat gotowanych potraw i pieczonych słodkości. W końcu było Yule - święto, które starał się od zawsze dzielić z innymi, szczególnie że było coś takie w leżącym na ziemi śniegu, co nakłaniało do bycia dobrym. Jakby ta kołderka, którą okryty był teraz cały świat, podświadomie namawiała do tego by sięgnąć po taką prawdziwą i nakryć nią wszystkich potrzebujących i tych niedokochanych. A że Bott wychodził z założenia iż należało kochać wszystkich, nie oszczędzać nikogo, szykował dania nie tylko na 'rodzinne' spotkanie, ale także to o wiele bardziej wymagające, czyli dla biednych i potrzebujących. Gotował więc zupy w wielkich garach, marynował mięso, obierał ziemniaki i konstruował sałatki. Część potraw miał już ładnie zapakowane i gotowe do transportu, który miał pojawić się gdzieś około godziny ósmej, żeby zabrać cały dobrobyt do miejsca docelowego. Dla rodziny, to znaczy Alastora i Millie przede wszystkim, miał już zapakowane prezenty, które leżały grzecznie pod choinką. Co roku Bertie nalegał, by otwierali je osobiście, w jego domu i pod jego czujnym okiem, chociaż poszedł na pewnego rodzaju ustępstwo i mogli to zrobić w dowolnym innym terminie po Yule, jeśli zdarzyło się że tego dnia mieli akurat dyżur w Ministerstwie. RE: [Yule 1971] Przy Bercikowym stole - Bertie Bott - 27.12.2025 Wreszcie przyszedł moment, kiedy trzeba było wziąć się należycie za mięso. Wcześniej marynujące się przez całą noc w lodówce, zostało wydobyte na światło dzienne. Bott miał zamiar zrobić pieczeń - soczystą, pyszniutką i będącą wspaniałym dodatkiem na świąteczny stół. Wyciągnął więc mięso z marynaty i przełożył je do brytfanki, odpowiednio jeszcze doprawiając, zanim włożył ją do nagrzanego piekarnika. rzemiosło ◉◉◉◉○ + gotowanie [roll=PO] RE: [Yule 1971] Przy Bercikowym stole - Bertie Bott - 29.12.2025 Pieczeń piekła się w piekarniku i wszystko wskazywało na to, że miała wyjść dokładnie taka, jaką zaplanował sobie Bertie - znaczy znakomita. Kuchnię szybko wypełnił jej zapach, ale Bott nie mógł tak zwyczajnie osiąść na laurach, dlatego zabrał się za jedną z babek, która do tej pory stygła po wyjęciu z piekarnika. Wysoka, przypominająca wulkan i tylko czekająca na to, by obsypać ją cukrem pudrem. Złapał więc za sitko i zaczął przesiewać, nadając jej bielutkiego kolorytu co przypominało ośnieżone górskie szczyty. Zabawne, przeszło Bottowi przez głowę, kiedy tak obserwował jak kolejne fragmenty babki pokrywają się cukrem, bo ostatnio śnił mu się śnieg. Dokładniej chatka w górach, gdzie mógł sobie odpocząć i zmuszony był pobyć odrobinę zbyt długo sam ze sobą, bo go tam zasypało. Co prawda kiedy mu się to śniło, całość miała nieco bardziej klimat horroru, ale teraz nie chciał tego rozpamiętywać, żeby nie psuć sobie humoru. RE: [Yule 1971] Przy Bercikowym stole - Bertie Bott - 23.01.2026 (...)
Yule dobiegało końca. Potrawy trafiły kolejno na stół, a wreszcie z niego zniknęły. Goście przyszli i odeszli, zabierając ze sobą przygotowane prezenty. Reszta jedzenia została zapakowana i przekazana potrzebującym. Panowała teraz cisza i spokój, kojąca zmysły które musiały pracować przez cały dzień na wyższych obrotach. Bertie mógł otworzyć wino, nalać sobie i usiąść w fotelu przed kominkiem, kontemplując podskakujące tam płomienie. To był dobry dzień. Szybki, pełen pracy, ale dobre, a takie dni chyba lubił najbardziej. Parę łyków dalej już nie patrzył na kominek, a przez znajdujące się obok okno, spoglądając ku górze, na ciemne niebo i migające na nim oczka gwiazd. Czarowały, obiecywały że cokolwiek się nie stanie, one wciąż tam będą. Szczególnie jedna przykuła jego uwagę, oczywiście ta najjaśniejsza i przez moment nawet zastanawiał się nad tym, jak się nazywa, ale nie był na tyle obeznany w ciałach niebieskich by się zdecydować. Dopił więc wino, powoli, bez pośpiechu, a kiedy wreszcie mu się udało ruszył do sypialni by udać się na spoczynek. Koniec sesji
|