Secrets of London
[10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło (/showthread.php?tid=5512)

Strony: 1 2


[10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Victoria Lestrange - 17.12.2025

Był to widok doprawdy przykry.

Victoria nie miała czasu do tej pory zobaczyć w jakim stanie był ich dom rodzinny, ale widziała go Primrose, którą dzień po Spalonej Nocy odebrała z Lecznicy Dusz, by zabrać ją do siebie na Pokątną. Teraz jednak stały przed tymi ruinami – bo nie można było tego nazwać inaczej. Musiały się tutaj teleportować, nie było innej rady; sieć Fiuu nadal nie działała, o świstoklikach nie było co mówić, więc ciemnooka po prostu stała i czekała, aż Prim dojdzie do siebie, w tym czasie oglądając to, co zostało z ich domu, który znajdował się na obrzeżach Doliny Godryka, najdalej od mugolskich zabudowań jak tylko się dało.

Smród. Został smród spalenizny. Niegdyś piękna rezydencja teraz składała się z resztek ścian, zawalonego szkieletu budynku, zgliszcz ich wspomnień i dziecięcych marzeń pogrzebanych pod pierzyną popiołu. Victoria nie potrafiła nawet dobrze określić, czy to co czuje, to swąd czarnej magii, czy mieszanki tego wszystkiego co spłonęło, choć gdyby miała strzelać, powiedziałaby, że jednego i drugiego.

Nie weszły jeszcze do środka, stojąc przy bramce, a raczej tego, co z niej zostało… Victoria rozglądała się po znajomo nieznajomym terenie, oczami wyobraźni widząc niegdyś piękny ogród, który najpierw ucierpiał w dzikim wietrze jaki zerwał się 1 maja, będąc kropką nad i bardzo nieszczęśliwych obchodów Beltane, a teraz... Teraz z kwiatów, które tak pielęgnowała, nie zostało już nic, prócz wypalonych placków ziemi.

Westchnęła, czując narastającą w niej złość, której upust dała na razie zaciśnięciem pięści, aż poczuła ból przez paznokcie wbijające się w miękką tkankę wnętrza dłoni. Może i wyniosła się z domu po wielkiej kłótni z matką, ale cholera jasna, to przecież też był jej dom.

– Pierdoleni Śmierciożercy – odezwała się w końcu, kopiąc butem resztki czegoś, co kiedyś mogło być płotkiem oddzielającym pasmo rosnących kwiatów od dróżki prowadzących do schodów i drzwi wejściowych do budynku. Odwróciła przy tym głowę, by upewnić się, że Primrose już jakoś doszła do siebie, albo czy nie potrzebuje pomocy, bo może myśl o tym, ile tu straciła, jakoś ją przygniotła. Victorię z pewnością to gniotło, ale starała się być twarda. Nie dla siebie, ale dla siostry, która tego potrzebowała znacznie bardziej: tego, by można było się na niej oprzeć, choć to młodsza była tą wyższą. – Tyle mówili o wyższości czystej krwi nad mugolską, tak się nad tym spuszczali, a ostatecznie co. Dla ognia wszystko jest jednakowe, tak samo łatwopalne – może prócz nich, w końcu siostry Lestrange nie płoną. – Wiesz, że ponoć cyrk prowadzony przez mugolaków w ogóle nie zajął się ogniem? – rzuciła i rozkaszlała się okropnie, aż przyłożyła do ust lodowatą dłoń. Nawdychała się przez noc i cały wczorajszy dzień tyle tego pyłu, że miała wrażenie, jakby coś siedziało w jej płucach i drapało, paląc przy tym żywym ogniem od środka.




RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Primrose Lestrange - 19.12.2025

Primrose zdążyła się już na to napatrzeć.

Na to, co widziały przed sobą i na stan, kiedy dom jeszcze płonął, trawiąc wszystkie ich wspomnienia, przeobrażając właściwie cały jej dobytek w stertę popiołu. Zdążyła rozesłać wszystkim listy o prezentach, jakich nakupowała w Paryżu, a teraz mogła zanieść swoim przyjaciołom co najwyżej kilka grud ziemi.

Z jakiegoś powodu wiecznie tchórzliwa i przerażona własnym cieniem Primrose wyglądała teraz odważnie. Nie miała pojęcia co mogło dodawać jej takiej siły. Może to, że na przekór tym, którzy być może tego chcieli, żaden z mieszkańców tego domu nie podzielił losu ich własności. Przesunęła palcami po osmolonej bramce i westchnęła. Chyba... nie powinna tego mówić.

- Myślałam o tym, wiesz...? - Czemu w ogóle zaczynała to od takich słów? Czy był ktokolwiek, komu to zdarzenie nie siadło na głowę tak, że nie mógł spać. Młodsza Lestrange nie czuła się jednak pewnie z tym, co chciała powiedzieć, a więc szła do sedna tak naokoło jak tylko się dało. - Prawdę mówiąc myślałam o tym niezdrową ilość czasu, kiedy spałam w lecznicy na tej przeklętej, twardej wersalce bo nie miałam jak dotrzeć na Pokątną... Mhm... Wiesz, najpierw sobie pomyślałam, że to mogło być losowe, ale to durne jednak przekonanie. Jakby... Vicky pomyśl o tym, spłonęła Warownia Longbottomów, którzy mają na czole wypisane, że się temu sprzeciwiają, chociaż to była WAROWNIA. Nikt by nie zakładał, że tam da się włamać, a co dopiero puścić budynek z dymem. Jednocześnie ogrody naszej rodziny, na które tego popiołu napadało multum, mają się dobrze. - Czyli co, WAROWNIA płonie, a ogrody w centrum pożogi mają się dobrze, tylko narosło tam chwastów? - To nie jest losowe, bo to nie miałoby sensu. - No i tutaj zaczynał się problem. Widać było, że Primrose traci na tej odwadze i zaczyna skubać sobie skórki przy paznokciach, a jeszcze nawet nie weszły do domu. - Potem sobie pomyślałam tak: nasi rodzice myśleli właśnie w ten sposób - nie sięgnie nas gniew tej rebelii, bo jesteśmy czystej krwi. Longbottomowie też się czuli zbyt bezpiecznie. A tacy Bellowie? Pewnie jak tylko zobaczyli, że coś jest nie tak, to spakowali manatki i uciekali gdzie pieprz rośnie, bo zetknięcie ze Śmierciożercami to dla nich pewna śmierć, a i tak już z tego co zrozumiałam nadużyli gościny Londynu. - Ściszyła głos. - I wtedy to do mnie dotarło. Wiesz, bo... Skoro Maida Vale ma się dobrze... Vicky... A co jeśli to była kara? Czy nasi rodzice... Kolaborują jakoś z Ministerstwem, a reszta rodziny nie? Albo z Longbottomami? Myślisz, że by nam o tym nie powiedzieli?

Albo ty nie mówisz o tym mi...




RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Victoria Lestrange - 21.12.2025

Victorii nie chodziło o te materialne rzeczy, które stracili w ogniu. Byli bogaci, skarbiec z pieniędzmi i niektórymi kosztownościami znajdował się w banku Gringotta, który nie ucierpiał w wyniku ataków wcale i wszystko mogli kupić czy wybudować na nowo, potrzeba było na to jedynie czasu. Chodziło o zasady. I chodziło o te rzeczy, które były ulotne, a których życie poszybowało w górę, niesione liźnięciami żółtego, a może nawet i białego ognia, który rozszalał się na tej posesji, zostawiając kupę gruzów.

Słuchała słów Primrose, lecz na nią nie patrzyła. Kucnęła teraz na kamiennej dróżce i dłonią przejechała po wypalonej ziemi, na której nie ostała się nawet trawa, po czym spojrzała na swoją dłoń. Była czarna od pyłu, który jeszcze w całości nie wywietrzał. Ale słuchała słów siostry bardzo uważnie, wszystkich jej bolączek i rozmyślań nad tematem. Rozmyślań, które i jej zaprzątały głowę, zupełnie nieproszone, przez kawał tej strasznej nocy i wczorajszy dzień.

Primrose miała rację: to nie było losowe. To nie było przypadkowe. Victoria długi czas zastanawiała się, kiedy przyjdą konsekwencje tego, że weszła wraz z innymi do Limbo i stanęła przeciwko Voldemortowi. Cisza rzeczywiście uśpiła czujność (Alastor byłby bardzo niepocieszony), ale… kto mógł przewidzieć, że skończy się to w ten sposób? Że spłonie cały dom jej rodziny, która wcale nie była mu przeciwna?

Milczała przez dłuższą chwilę, aż w końcu podniosła się i otrzepała rękę, a przynajmniej próbowała to zrobić, aż w końcu odwróciła się do siostry, by na nią spojrzeć.

– Nie sądzę, że rodzice kolaborują – powiedziała w końcu. – Ale masz rację, że to mogła być kara. Za mnie pozwoliła temu wybrzmieć, zawisnąć w powietrzu, nim odetchnęła i kontynuowała. – W Limbo… On był tam. Nie sam, tylko ze swoimi pomagierami, którzy tak się wstydzą pokazywać twarz, bo boją się konsekwencji tego co robią. Chciał, żebyśmy się do niego przyłączyli. Mówił, że prędzej czy później będziemy musieli przed nim uklęknąć. Ale ja nie uklęknęłam, Prim. Nie będę przed nikim klękać – dodała ciszej. – Jestem aurorem, moją pracą jest wyłapywać takich jak oni i od… prawie od zawsze przyjaźnię się z jedną z Longbottomów i to nie jest i nigdy nie była żadna tajemnica – nie robiła nic poza pracą i nawet… nawet chroniła tożsamość jednego Śmierciożercy, który przyznał się jej, pokazał jej znak, a ona nic z tym nie zrobiła, ale… To akurat była tajemnica. – Moje mieszkanie przetrwało, ale ten dom… Może to było ostrzeżenie. Może kara. Nie wiem. Może nie wiedzieli, że się przeprowadziłam? – to jedyne sensowne, logiczne wyjaśnienie.




RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Primrose Lestrange - 22.12.2025

Żyła daleko od domu od tak dawna, że pozostawało jej zaufać temu, co mówiła Victoria. No i tak poza tym… nawet przed tym rokiem, który spędziła w Paryżu – czy można było powiedzieć, że zauważyłaby dziwne zachowanie matki lub ojca? Nie była kimś tępym, nie potrafiącym połączyć łatwych w zauważeniu punktów, ale nie była też kimś bardzo spostrzegawczym. Będąc tego w pełni świadomą i celowo manipulując sytuacjami tak, żeby nie musieć niczego się domyślać, Primrose wychodziła z założenia, że wiele detali mogących potwierdzić jej teorię o kolaboracji, mogło jej zwyczajnie umknąć. Jej siostra za to utrzymywała się z prowadzenia śledztw. Nie musiała sięgać głową i oczyma wybitnym wieszczom, żeby Primrose miała ją za wzór kogoś o wyjątkowo czułej percepcji.

Może to zabrzmi niestosownie w okoliczności tego, że spłonął nam dom… – zaczęła niepewnie, unosząc wzrok na przysmolony dach. Wczoraj, kiedy to wszystko stało jeszcze w ogniu, wyglądał tak źle, że bała się obejść budynek i zobaczyć jak wygląda z drugiej strony. Spodziewała się zobaczyć tam wielką, wypaloną dziurę w miejscu, w którym niegdyś znajdował się jej pokój. Czy to było możliwe, że mogła tam zginąć, gdyby nie uratował jej Bertie Bott? – Ale gdyby to była prawda, to chyba dobrze? Bo to by znaczyło, że ten cały Lord Voldemort nie ma obok ciebie nikogo, kto by o tym wiedział. Czyli wśród twoich znajomych nie ma Śmierciożerców? – Nie zdawała sobie sprawy z tego, jak naiwne było to założenie, bo zwyczajnie nie potrafiła myśleć o świecie w kategorii takiej jak wojna. Jej głowa nie tworzyła scenariuszy, w których chciała kogoś zastraszyć jednocześnie ukrywając swoją tożsamość. No bo czemu miałaby to robić? Najgorszym co w życiu zrobiła, było udawanie na statku do Anglii jakiegoś Hindusa, żeby rozbawić znudzone, wyłożone na leżakach cnotki, które znała ze szkoły. Nigdy by nikogo nie zaatakowała, a co dopiero knuła jak zniszczyć mu życie, jak go ukarać, jak kogoś zniszczyć bez brudzenia sobie rąk i rzucania na siebie światła podejrzeń.




RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Victoria Lestrange - 23.12.2025

Gdyby Victoria miała coś wskazać względem ich rodziców, to prędzej to, że zakładali maski i płaszcze. A przynajmniej, że to z tym ugrupowaniem sympatyzują, nie zaś, że próbują się temu przeciwstawić – choć kto wie, może los jedne z ich córek, a następnie to, jak skończył ich dom, tknie ich do przemyśleń, czy to jest właśnie ta słuszna droga. Lestrange dowodów na rodziców jednak nie miała, nic więc nie powiedziała, nie chcąc tworzyć mętliku w głowie siostry, która musiała się tu czuć wyjątkowo zagubiona. Spędziła ostatnie lata we Francji, przyjeżdżając tylko na święta, a gdy wróciła, to w ciągu kilku dni straciła absolutnie wszystko, na co pracowała i co tutaj zostawiła. Victoria żyła w tym świecie od czasu ogłoszenia manifestu przez Voldemorta, a Prim była gdzieś obok tego, ten problem ją nie dotyczył, aż do teraz, gdy wszystko spadło na nią na raz jak grom z jasnego nieba, a nie po kawałkach, mogąc to sobie jakoś ułożyć.

– Gdyby to była prawda, to tak. Ale istnieje jeszcze możliwość, że ma obok ludzi, którzy o tym wiedzą, a uderzyli tutaj, żeby zabolało mocniej – tym bardziej, że Victoria wiedziała, że Voldemort ma przy sobie przynajmniej jedną osobę, która wiedziała o jej przeprowadzce. Która miała nawet klucz do jej kamienicy, bo opiekowała się kotami pod jej nieobecność. Nie chciała wierzyć, że ustawił jej rodzinny dom jako cel, nawet jeśli z głębi serca nienawidził ich matki – bo prosiła go, by nic jej nie robił. Isabella Lestrange to był jej problem. Jakież to było wszystko ironiczne. – Trudniej przełknąć, że twoi bliscy cierpią z twojego powodu, niż to, że to tobie dzieje się krzywda – dodała ciszej i podeszła do Primrose. Wyciągnęła do niej ręce, łapiąc ją za dłonie, ścisnęła je delikatnie, chcąc jej dodać trochę otuchy, choć jej dotyk nie mógł być przyjemny, był przecież dojmująco zimny. – Chodź, Pierwiosnku – powiedziała pieszczotliwie i miękko do siostry, zupełnie nie tak, jak zwracała się do nich ich matka. – Może jakimś łutem szczęścia coś się w tym domu ostało… – Victoria liczyła na to, że przetrwały chociaż ich książki, w końcu matka nauczyła je, jak je zabezpieczyć przed wszelkim ogniem, nawet smocza oliwa nie była im straszna. Ale może Voldemort był w stanie pokonać i to…





RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Primrose Lestrange - 30.12.2025

Primrose zmarszczyła brwi. Jeszcze kilka razy otworzyła usta i zamykała je, kiedy docierało do niej, że myśl co jej przez głowę przebiegła i przez sekundę wydawała się błyskotliwą, w rzeczywistości nie wnosi do rozmowy niczego mądrego. Ciężko było przegadać Aurorkę, więc nie zamierzała robić sobie z tego powodu wielkich wyrzutów, ale też nie mogła powstrzymać się ani od analizowania sytuacji, ani od potrzeby ciągnięcia rozmowy. Przez moment szła prosto wypaloną ścieżką, odtwarzając wspomnienia ze Spalonej Nocy. Wielka to była katastrofa, również w Dolinie. Nie tak wielka jak w Londynie, to nie ulegało jej wątpliwości, ale płonące sady i poparzeni ludzie błagający w Lecznicy o jakąkolwiek pomoc będą się jej pewnie śnili jeszcze długo.

Odwróciła się w kierunku siostry, pozwalając chwycić swoje dłonie. Bijący od nich chłód mógł przerażać innych, ale młodsza Lestrange nie wzdrygnęła się nawet. Otoczyła jej palce swoimi, przez moment patrząc na nie i porównując ich stan. Nieważne co się działo, odnajdowała komfort w relacjach z rodziną, nawet kiedy były wzburzone lub skrywały w sobie wiele dyskomfortu i cierpienia.

Vicky… ja chyba nie wierzę już w takie cuda… – przyznała, dobitnie uświadamiając sobie, że po wpatrywaniu się w płomienie całą noc, przyszła tu jedynie obejrzeć resztki ścian i brudny, marmurowy płat jakiegoś kredensu czy ściany kominka, o ile nie popękały od gorąca.

Mimo tego odetchnęła i ruszyła przed siebie, nie puszczając jej ręki. Po wyrazie jej twarzy i włosach, które momentalnie zakręciły się od narastającego w niej napięcia, dało się domyślić, że nie porzuciła snucia w głowie różnych scenariuszy.

Mhm… ale jak ktoś komuś grozi, to też chyba powinien przedstawić jakieś swoje oczekiwania? No nie palisz komuś rodzinnego domu tak dla zasady, mówisz mu najpierw: jak nie zrobisz tego i tego, to ci spalę dom? – Jej głos przybrał wręcz błagalny ton, jakby próbowała udowodnić przed samą sobą, że nie miała aż tak ograniczonej wizji świata. – A w ogóle, to… A czemu ja w ogóle zakładam, że zrobili to Śmierciożercy? – Zmarszczyła brwi jeszcze mocniej.


RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Victoria Lestrange - 05.01.2026

Ona sama nie rozumiała co się tutaj właściwie stało. Czym zasłużyli sobie na to, by ich dom spłonął doszczętnie, by był nie do odratowania. Nawet Warownia Longbottomów, którzy dość jawnie sprzeciwiali się Voldemortowi, choć w stanie niezdatnym do zamieszkania, nie była tak kompletną ruiną jak ich dom. Trudno było uwierzyć w przypadek, gdy patrzyło się na tę karykaturę domu rodzinnego, rezydencji na tyle dużej, że gdy komuś na tym zależało, to przez całe dnie mógł nie wchodzić w drogę innym domownikom, dokładnie tak, jak unikała się Isabella i Victoria po wielkiej kłótni o zerwane zaręczyny, nim ta druga wyprowadziła się z domu.

– Miej nadzieję na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze – odparła jej na to i uśmiechnęła się lekko, prowadząc siostrę ze sobą do środka. Sama widząc stan domu, nie spodziewała się tu w zasadzie niczego, prócz kupy popiołu, czarnych od sadzy ścian, które jeszcze stały… Meble – jeśli cokolwiek z nich zostało, to raczej nie na tyle, by dało się tego jakkolwiek używać.

Victoria nie zawahała się, gdy przekraczała próg do ich zniszczonego domu. W środku… unosił się zapach spalenizny. Duszący pył wszystkiego, co zostało tej nocy stracone.

– Mówimy o psychopacie, który ogłosił się Czarnym Panem i uznał, że mugole i mugolacy zasługują tylko na to, by byli niewolnikami albo jakimiś sługami – czy przedstawił jakiekolwiek oczekiwania względem mugoli? Oprócz „podporządkujcie się lub umrzyjcie”, znaczy się. – O psychopacie, który na czarodziejski sabat spuścił z nieba mugoli. O psychopacie, który zaatakował świętujących tam czarodziejów. O psychopacie, który… – Victoria urwała i głośniej wypuściła powietrze. – Który wszedł do Limbo i próbował, nie wiem, ukraść energię, która tam krąży? – coś z pewnością próbował tam zrobić, Victoria pamiętała jak kamień krążący wokół błękitnego ognia rozrywał ziemię, ale cel był jej nieznany. – To nie jest osoba, która zachowuje się logicznie. To fanatyk, który chce podporządkować sobie świat gwałtem i przemocą. Albo jesteś z nim, albo przeciwko niemu. Dla niego nie ma nic pomiędzy – Śmierciożercy zakładali maski i płaszcze, ukrywali swoją tożsamość i mordowali, zostawiając za sobą mroczny znak wiszący na niebie. Primrose mogła to przeczytać jedynie w gazetach, w listach, mogła czuć, że to nie dzieje się naprawdę. Lecz była to ich szara rzeczywistość. Rozkaszlała się przy tym i musiała zasłonić sobie usta dłonią. – A kto inny? – Śmierciożercy byli w Londynie, sama spotkała przynajmniej jednego. Byli też inni zwolennicy Voldemorta, jak choćby człowiek, którego aresztowała, mówiący o tym, że chciał oczyścić świat z plugastwa, a jego ręce były całe zwęglone i zdawał się tego nie zauważać. – Nie bój się, nie pozwolę, żeby coś ci się stało – to była obietnica, lecz czy mogła jej dotrzymać?




RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Primrose Lestrange - 10.01.2026

Chociaż Primrose dzielnie towarzyszyła siostrze i spróbowała odpowiedzieć na jej serdeczny uśmiech własnym, wielkie oczy obserwujący każdy krok Victorii zdradzały ją w tym, jak niepewnie czuła się w absolutnie wszystkim, co mówiła. Pobyt we Francji zrobił dla niej sporo dobrego – prezentowała się lepiej, może nawet dumniej (jeśli można było to tak ująć). Nosiła się teraz jak większość Paryskich dziewcząt i przestała chodzić przygarbiona, ale... obdarł ją ten staż z gotowości na zetknięcie ze stanem, w którym znalazła się teraz Wielka Brytania.

To się zaczęło później, wiesz? Najpierw płonęły inne domy, dopiero później nasz.

Przez złociste oczy przepływały setki błysków. Uzdrowicielka szła przed siebie, ale jej świadomość utkwiła jeszcze na zewnątrz. Zaczęła przy tym nieelegancko przygryzać paznokcie, co niezbyt dobrze zgrywało się z wcześniejszym dotykaniem osmolonego płotu. Drugą rękę miała blisko siebie. Szczupłe palce zaciskała na materiale sukienki.

Jesteś młoda, w twoim kraju swoją iskrę wznieca rebelia. W atakach do tej pory zginęło sporo osób, ale nigdy nie przerodziło się to w coś na wzór pełnoskalowej wojny. Tylko, że to tylko kwestia czasu. Wreszcie sięga to twojego miasta. Widzisz biegających wokół ludzi, płomienie trawiące drzewa starsze od ciebie, ogień buchający w kierunku świętych dla czarodziejów miejsc. Musisz czuć w sobie jakiś gniew, a... takie emocje przecież potrzebują ujścia. Gdzie go znajdziesz, skoro na ulicy nie znajdujesz nikogo w ciemnej szacie? Nasza rodzina została wystawiona takim emocjom na pożarcie. – Oh, jakże to piękny był przepis na pożarcie setek ludzkich istnień. Zwieść ich na drogę, z której nie było już żadnego ratunku. Drogę gniewu i rozpaczy, tak gęstą od dymu nienawiści, że nawet ci o najcieplejszym sercu nie dostrzegą próbujących przebić się przez to snopów światła. Ściągnąć kogoś na kolana i pokonać doświadczeniem w brodzeniu w sadzawce pełnej czarnej magii. Takie rzeczy zaczynały się niewinnie. Decyzją o tym, którego sąsiada dom wart jest ratunku, a którego nie. – Może... może nie znam się głęboko na działaniach wojennych i walce, ale na emocjach... na nich się znam. I dlatego mówię to z pewnością – która zdecydowanie nie wybrzmiewała teraz w tonie jej głosu – że nie wszystkie domy w Dolinie spalił tej nocy Lord Voldemort.


RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Victoria Lestrange - 18.01.2026

Zauważała tę zmianę: to, że Primrose prezentowała się teraz bardziej jak pewna siebie dama niż skryta w cieniu (siostry) dziewczyna i to była dobra zmiana. Taka, która cieszyła oko i sprawiała, że Victoria uśmiechała się z pewną ulgą, że ten kwiat zakwitał tak pięknie, choć teraz przykrywała go cienka warstwa pyłu po Spalonej Nocy. Nie dziwiło, że Primrose nie potrafi się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości, o której dotychczas mogła czytać tylko w gazetach i listach; wszak to nie to samo, co zobaczyć to na własne oczy, być tego częścią. Kto normalny chciałby, by tak właśnie wyglądało jego życie?

– W Londynie też nie wszystko płonęło od razu. Budynki zapalały się w różnych miejscach z różną częstotliwością – a ona nawet domyślała się dlaczego: nawet jeśli nie zrobił tego pył, który nagromadzał się i osiadał na suchych materiałach, w końcu doprowadzając do zapłonu, to byli ludzie, którzy w tym pomagali. Ludzie, którzy nie dbali o własne zdrowie i życie. Wciąż miała przed oczami klęczącego na bruku mężczyznę w trakcie jakiegoś… rytuału najpewniej, którego ręce były wręcz zwęglone, a on wcale nie wrzeszczał z bólu. Był w jakimś transie.

Victoria kaszlnęła, gdy dym, kurz i popiół w zrujnowanym domu zakręciły się, wzbite w powietrze, gdy weszły do środka. Oglądała spopielone kupki popiołu, do połowy zwęglone ramy obrazów, regały, szafy bez drzwi, drzwi bez skrzydeł, wywrócone stoliki, z których zostały tylko pokraczne nogi. Był to obraz rozpaczy, który ściskał Victorię za serce, gdy patrzyła na to, co mijały. Gdy Primrose mówiła, a ona słuchała, nie mogąc pojąć po co to wszystko, po co ta cała nienawiść, po co ta zemsta, po co…

– Oczywiście, że wszystkie, Prim. Może nie własnoręcznie i nie osobiście, ale to on sprawił, że pył zaczął sypać się z nieba, to on zaczął tę masakrę i on jest powodem walk na ulicach, nienawiści i chęci zemsty za tą nienawiść… – odwróciła się do Primrose, ponownie łapiąc ją za rękę, tę, którą zaciskała tak blisko siebie, chcąc sprawić, by rozluźniła ją choć trochę. – Gdyby nie Voldemort i jego cholerny manifest, gdyby nie jego banda fanatyków, których zebrał wokół siebie, to nie mielibyśmy… tego. Tego gniewu, który szuka ujścia – mogły winić za to wszystko anonimowych ludzi, którzy nieśli pochodnię, choć raczej po prostu podłożyli ogień magią, by ten był tak mocny, że strawił to wszystko co tu mieli bezlitośnie. Ale Victoria odmawiała, by nie obarczać winą Czarnego Pana, który był początkiem tego wszystkiego. – Może nawet ogień podłożył ktoś inny, ale… – Victoria rozejrzała się, spoglądając na te wszystkie drogocenne rzeczy, które nie nadawały się już do niczego. – Gdyby nie on, to ten dom byłby cały – dokończyła i przejechała z pewną czułością po knykciach Primrose, o ile ta nie zabrała dłoni. Stały teraz tak, że Victoria kątem oka widziała wejście do kuchni i mogłaby przysiąc, że stało tam coś dziwnego: całkiem dobrze zachowane krzesło, sztuk jeden. – A to co? – mruknęła, wychylając się za siostrę.




RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Primrose Lestrange - 05.02.2026

Primrose zacisnęła oczy i pokręciła głową. Kilka kosmyków falowanych włosów wydostało się z upięcia srebrną szpilką, ale dziewczyna nie poprawiła ich, jedynie westchnęła.

Jak zobaczyłam wyniki moich egzaminów i wiedziałam, że nie mam szans na kurs aurorski, to zaniosłam się szlochem. – Jak najgorsza, najbardziej irytująca gówniara chciała zniszczyć mundur Victorii z czystej, ludzkiej zazdrości. Był to jedynie przebłysk bycia podłym człowiekiem i nie zrealizowała tej myśli, ale niewątpliwie się tam pojawił – przez to właśnie nie potrafiła wyrzucić tej sceny z pamięci. Wstydziła się tego. Ten gniew podszyty ludzką słabością był czymś, co nigdy nie powinno się w niej znaleźć, ale nie mogła zaprzeczyć jego istnieniu. Miłość... była skomplikowana. O wiele bardziej skomplikowana niż to, w jaki sposób próbowały tłumaczyć ją podręczniki i pieśni kowenów. – Teraz zastanawiam się jak ty się w ogóle trzymasz, kiedy musisz analizować to wszystko i...Tak wiele od ciebie zależy.

Przełknęła głośno ślinę i zacisnęła swoje palce na dłoni siostry. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale jej wzrok szybko opadł tam, gdzie spoglądała teraz zdziwiona Victoria. Primrose zacisnęła wargi, zbadała to swoim niezbyt uważnym spojrzeniem, ale ta scena wcale uwagi nie potrzebowała. Bo tutaj nie było żadnej skomplikowanej zagadki – to był zwyczajny absurd. To wtedy dopiero puściła jej dłoń i skierowała swoje kroki do pomieszczenia, w którym się znajdowało. Wszystko wokół było czarne jak sadza, zniszczone od czarnomagicznej klątwy, którą temu szaleńcowi udało się objąć cały kraj. Nie udało mu się zniszczyć tylko tego drewnianego krzesła.

Znów otworzyła usta, ale wpierw tylko po to, żeby niezręcznie mlasnąć. Dopiero przy drugiej próbie zebrała konkretną myśl. Wygłosiła ją stojąc tuż obok, z dłonią wspartą o biodro. Wyglądała na mocno zbitą z tropu.

Znasz jakiegoś egzorcystę od mebli i wyrobów snycerskich? Albo głęboko religijnego cieślę?

Ona by na tym nie siadała...