Secrets of London
[07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+--- Wątek: [07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? (/showthread.php?tid=5543)

Strony: 1 2


[07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? - Lyssa Dolohov - 24.12.2025

Lyssa patrzyła w lustro i poprawiała makijaż. Maska leżała obok, na blacie szafki, bo dziewczyna oprócz drobnych poprawek musiała spojrzeć sobie prosto w zastanowić się, czy po wszystkich balach chodziły walnięte na głowę prorokinie. No dobrze, nie walnięte na głowę, to było chyba odrobinę zbyt nieprzyjemne określenie, ale kiedy słuchała tamtej kobiety, nagle wezbrała w niej cała niechęć do wszystkiego co mogło jej wydrzeć przyszłość z jej własnych rąk i możliwości podejmowania decyzji.

Pierwszy znak.
Czuła jak nieprzyjemny dreszcz na nowo wspina się po karku. Bardzo nie podobała jej się wizja, ze cokolwiek zatrzęsie się w posadach i przestanie stać pewnie. Lubiła swoje życie, o tyle o ile. Wciąż czuła się w nim odrobinę niepewnie, bo na obcej ziemi, ale nie mogła przecież powiedzieć że było to życie złe. Pełne luksusów, bezpieczeństwa, z obecnością ojca na czele - to wszystko było dobre i wcale nie chciała tego tracić.

Drugi znak.
Nie zamierzała też słuchać żadnych szeptów przyszłości. Przyszłość była jej wrogiem, szczególnie ta określana jej przez innych i czająca się w kartach, kryształowych kulach czy wizjach. Czuła się, jakby niewiele wtedy miała niewiele do powiedzenia w temacie tego, co dla niej najważniejsze. Wolała pozostawać nieświadoma, tylko momentami prosząc o rozkłady i to raczej dla zabawy.

Trzeci znak.
Nie chciała się bać, bo kto by chciał? Za strachem krył się brak stabilności, a ona tego potrzebowała, szczególnie wyrwana z bezpiecznych murów Francji. Nie interesowały jej nowe drzewka, szczególnie kiedy te które aktualnie hodowała, nie zapuściły jeszcze pewnych korzeni i nie rozwinęły pąków.

Ciekawa była, ilu gości zaczepiła ta kobieta. Ilu wytrąciła z równowagi i co ważniejsze, czy szanowni organizatorzy w ogóle zdawali sobie sprawę z tego, że ktoś taki im się tutaj pałętał.

Przyjrzała się uważniej swojemu odbiciu i delikatnie poprawiła szminką usta, zanim nie zakręciła jej i schowała, uznając całość czynności za zakończonych. Wciąż jednak jeszcze nie założyła maski, niepewna gdzie dalej iść i czym się zająć, kiedy już opuści bezpieczne wnętrze łazienki.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5KDJmIP.png[/inny avek]


RE: [07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? - Brenna Longbottom - 24.12.2025

– Uważaj, Bulstrode po swoim eliksirze miał ochotę zamordować pierwszego Lestrange’a, który wpadnie mu w ręce. Chociaż teraz może mu już przeszło. Ale te maski to było genialne posunięcie, widziałam na przykład kogoś całującego na wejściu powietrze, tak przynajmniej nie wiadomo, kto to był – mówiła Brenna przyciszonym tonem do Victorii, gdy przy akompaniamencie szelestu sukien weszły do jednej z łazienek, które udostępniono gościom. – Z ciekawostek, usłyszałam też, że podobno macie topielce kręcące się po ogrodzie, ale kto inny wspominał o wampirzycach i wilkołakach, przechadzających się tutaj nocami, więc… – Kąciki ust drgnęły jej lekko, gdy powiedziała o tych wampirzycach i wilkołakach. Być może swego czasu zobaczył je jakiś ogrodnik, który nie mógł zasnąć i wybrał się na nocną przechadzkę, a teraz legenda zataczała coraz większe kręgi.
Była zmęczona tym balem trochę bardziej niż zwykle tego typu przyjęciami, i to wcale nie z powodu eliksirów, po które przecież sama nie sięgnęła. Wyjście do łazienki dawało szansę nie tylko na poprawienie fryzury, bo pojedyncze kosmyki zaczynały powoli wymykać się z niewoli spinek, ale też choć na moment opuszczenia tłumu i oddalenia się od źródła dźwięków.
Widząc w środku młodą dziewczynę, może nawet nastolatkę jeszcze, uśmiechnęła się odruchowo – maska nie zakrywała jej dolnej części twarzy, więc było to widoczne. Nie rozpoznała dziewczyny, bo choć kojarzyła nazwisko, pojawiające się pod obrazami, wystawianymi latem na koncercie Muzy, to samej Lyssie Dolohov nie miała dotąd okazji się przyjrzeć na tyle, by rozpoznać ją w tym stroju i makijażu, nawet jeżeli ta odłożyła maskę na bok.
– Świetny makijaż – rzuciła krótko, skoro zdjęta maska nie skrywała kresek, wykonanych wokół oczu. Sama podeszła do umywalki obok i wysunęła z włosów jedną ze srebrzystych spinek, by lepiej pochwycić włosy, które miewały tendencje do nieposłuszeństwa, nawet jeżeli teraz w ryzykach trzymała je częściowo Ulizanna, nałożona w bardzo dużych ilościach.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]


RE: [07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? - Victoria Lestrange - 24.12.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]

Chyba każda dziewczyna na takim wydarzeniu prędzej czy później musiała trafić do łazienki, gdzie mogła przypudrować nosek, poprawić szminkę i fryzurę. Nie inaczej było z Victorią, która miała przechadzkę po ogrodzie, ale też wypiła eliksir, drinka i objadła się owoców w czekoladzie.

– Chcę to zobaczyć – parsknęła, słysząc słowa Brenny na temat Atreusa. – A co mu się stało, że miał w sobie taką żądzę mordu? – zapytała jeszcze, uśmiechając się pod nosem. – Prawda? Można odwalić akcję życia, a potem się wykpić, że co złego to nie ja oznaczało to, że ludzie byli trochę bardziej wyluzowani, niż byliby bez tych masek, impreza spełniała więc swoją rolę idealnie. Choć niektórym to luzowało gatki aż za bardzo, jak choćby tej czarownicy, która podeszła do Christophera wyznając mu miłość, po czym chciała go pocałować. – Nie mamy żadnych topielców w sadzawce – skwitowała krótko, marszcząc przy tym brwi. – Wampirzyce i wilkołaki – parsknęła, bliska przewrócenia oczami. Wampiry na pewno odwiedzały ogród, jakieś wilkołaki pewnie też, ale obie z Brenną wiedziały, że chodzi o coś zupełnie innego. Weszły już do łazienki i ta cicha rozmowa, choć może nieco wyrwana z kontekstu, była słyszalna też dla jeszcze jednej osóbki, która już tutaj była, ale Victoria nie miała nic do ukrycia.

Spojrzała na nią zresztą, po uwadze Brenny i sama uśmiechnęła się do młodej czarownicy, którą akurat znała. Nie jakoś dobrze, ale na tyle, by być w stanie ją rozpoznać w makijażu i bez maski.

– Cześć, Lysso – przywitała się z dziewczyną i podeszła do jednej z umywalek. – Jak się bawisz?

Zerknęła krytycznie w lustro. Usta rzuciły jej się w oczy, bo szminka minimalnie jej się zjadła chyba razem z tymi owocami w czekoladzie, którymi się uraczyła. Ale przy tym spojrzała też na resztę twarzy widocznej poniżej maski zasłaniającej tylko jej górną część, tu i ówdzie makijaż wymagał poprawek, zresztą tak samo jak fryzura, postanowiła więc na chwilę ściągnąć maskę – delikatnie, i położyła ją na umywalkę, po czym wydobyła podręczną kosmetyczkę.




RE: [07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? - Lyssa Dolohov - 30.12.2025

Topielce, wampiry i wilkołaki. To niewątpliwie były bardzo ciekawe tematy, ale w tym momencie po głowie Lyssy chodziło zupełnie co innego. Wracała pamięcią do jednego z ogłoszeń, które czytała w gazecie jeszcze na początku września. Było krótkie i pewnie gdyby nie to, że nie mogła o nim zapomnieć, to dawno wyrzuciłaby je z pamięci. Tym bardziej teraz, bo dotyczyło przecież Aidana.

Słabo jej się trochę robiło na myśl, że mogłaby go tutaj spotkać. W końcu był czystokrwistym czarodziejem, prawda? Więc na pewno dostał swoje zaproszenie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie wyglądał jak ktoś, kto miałby się tu dobrze bawić.

Dolohov obejrzała się, trochę niewidzącym wzrokiem na początku, który przeskoczył najpierw na Brennę, a potem na nowo w kierunku lustra. No tak, makijaż.
- Dziękuję - uśmiechnęła się do kobiety zdawkowo, pogłębiając ten wyraz w odpowiedzi na przywitanie Victorii. - Jakaś dziwna kobieta próbowała przepowiedzieć mi przyszłość - wyjaśniła krótko, wyraźnie tym faktem trochę zirytowana. Szybko jednak westchnęła, przegnała z głowy szaloną wieszczkę i spoważniała.

- Aidan to twój kuzyn, prawda? - pauza była krótka i tylko grzecznościowa, bo Lyssa niespecjalnie czekała by Victoria faktycznie na to zareagowała. - Byłam z nim ostatnio na randce i myślę że powinnaś wiedzieć, że jego najlepszym tekstem na podryw jest opowiadanie dziewczynom o tym, że miał wielką srakę w 69 roku. Musiało to być niezwykle ważne wydarzenie w jego życiu, chociaż mam wrażenie że prędzej powinien o nim opowiedzieć lekarzowi. Brzmiał jakby doznał wtedy permanentnych obrażeń - psychicznych. Uśmiechnęła się lekko, przyglądając przez chwilę Victorii, jakby wcale a wcale jej to nie ruszało. Wewnątrz jednak gotowała się, na samo tego wspomnienie i nawet niespecjalnie nie przeszkadzała jej obecność drugiej kobiety. Nie znała jej, ale Lestrange najwyraźniej już tak, więc najwyżej jakaś jej koleżanka tez to usłyszy. Niczego nie straci, jak ją to do Aidana zniecheci.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5KDJmIP.png[/inny avek]


RE: [07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? - Brenna Longbottom - 31.12.2025

– Zastanawiam się, czy jeśli ci powiem, zaginę wkrótce w tajemniczych okolicznościach, utopiona w jednej z sadzawek w Maida Vale i sama stanę się tym utopcem… – stwierdziła Brenna, z pewnym namysłem, jakby faktycznie rozważała, czy Atreus po zdradzeniu jego tajemnicy ją zamorduje (nie żeby nikt nie widział tej przemiany…). – Mówisz, że maski dodają odwagi? – mruknęła, to zdanie wypowiadając jednak już bez śladu poprzedniego zastanowienia czy wesołości.
Za maską ginąłeś.
W masce mogłeś popełniać największe zbrodnie, bo byłeś bezkarny…
Jej skojarzenia zdecydowanie biegły w złym kierunku.
Całe szczęście, że Victoria wymieniła imię Lyssy, bo jeszcze Brenna na słowa o dziwnej kobiecie spytałaby, czy to był ktoś z Dołohovów: a tak jednak zorientowała się, że prawdopodobnie mają przed sobą córkę Vakela.
– Powiedziała chociaż coś ciekawego? Gdyby to był sabat, pomyślałabym, że chodzi o Szeptuchę, ale nie wyobrażam sobie, aby ją tu zaproszono – stwierdziła, wpinając srebrzystą spinkę z powrotem na miejsce, chociaż miała wrażenie, że chyba czesała się dziś po pracy w zbyt dużym pośpiechu i fryzura nie dotrwa do północy. A potem zamarła, z dłonią wciąż uniesioną, z palcami przy umykającym niewoli spinek kosmykiem włosów, ale patrzyła nie na swoje odbicie, a na to Lyssy. I z jej ust wyrwało się coś, co brzmiało, jakby kaszlnięciem próbowała zamaskować… jakiś inny dźwięk. Może śmiech, może jęk rozpaczy.
– Czy powinnam kupić Aidanowi podręcznik zachowania na randkach? – spytała, może ich, a może siebie samej, chwytając w końcu zagubiony kosmyk i poprawiając spinkę. Cieszyła się, że nie zdążyła zdjąć maski, i ta wciąż przynajmniej częściowo kryła wyraz jej twarzy… chociaż gdy skierowała spojrzenie na Lyssę, to po prawdzie bez tej maski jej mina wyrażałaby po prostu współczucie. Sama prawdopodobnie nie byłaby szczególnie poruszona taką opowieścią, ale kiedy ona gdzieś z kimś szła, czasem kończyło się to wypadkami samochodowymi i pościgami. A Lyssa była młodą dziewczyną, która chyba przyjechała do Anglii stosunkowo niedawno. Brenna nieraz ocierała łzy koleżanek w Hogwarcie, dla których pierwsza randka kończyła się czymś w rodzaju „bo powiedziaaaał, że Heidi na niego leeeci!”. – Domyślam się, że kolejnej randki nie będzie.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]


RE: [07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? - Victoria Lestrange - 01.01.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]

– Wyłowię cię – odrzekła pogodnie, jakby to miało załatwić cały problem z topielcami i topieniem w sadzawce, bo Bulstrode miał jakąś tajemnicę, związaną z chęcią zamordowania pierwszego Lestrange’a jakiego zobaczy. – Poza tym nie masz na nazwisko Lestrange, więc chyba nie masz się o co martwić? – dodała jeszcze i zerknęła kątem oka na Brennę która nad nią górowała i to pomimo wysokich obcasów, jakie dobrała do sukienki. – Nie powiedziałabym, że dodają odwagi. Raczej odejmują poczucie wstydu – bo to były tylko maski, bez płaszczy. Ludzie nadal zachowywali swoją sylwetkę, kobiety można było odróżnić od mężczyzn, kolory włosów, wzrost i tak dalej.

Na wzmiankę o Szeptusze, Victoria skrzywiła się wyraźnie.

– Przepowiadanie przyszłości bez zgody powinno być karane przynajmniej mandatem – mruknęła pod nosem, patrząc w lustro, w którym widziała też odbicie Lyssy i Brenny. Miała na to akurat bardzo jasne zdanie, tym bardziej podbite właśnie przez Szeptuchę, której nikt nie pytał, a i tak gadała, jakby była do tego proszona. Milczenie naprawdę czasami było złotem.

Wyciągnęła puder i delikatnym puszkiem poklepała się po czole. Przeszła właśnie do policzka, kiedy padło pytanie Lyssy, na które zdążyła odpowiedzieć bardzo krótko:

– Mhm – nie była to żadna tajemnica. Lyssa jednak nie czekając na żadną większą reakcję, kontynuowała. Victoria oczywiście doskonale wiedziała, że to z Lyssą Aidan poszedł na randkę, bo jego matka, zdenerwowana na swojego syna, który (nie) wysyłał ogłoszenia do gazet, że szuka żony, postanowiła wziąć sprawę w swoje ręce, a kuzyn napisał o tym Victorii, zupełnie nieświadomy, że to była jej zemsta. O której zresztą nawet go poinformowała, ale biedny nawet nie połączył kropek. Nieważne, bo i tak się nie dowie. Lyssa więc opowiadała, a Victoria słuchała, dodając tego pudru, aż ręka jej zamarła i po prostu patrzyła w lustrze w odbicie Lyssy. Trwała tak jeszcze chwilę nawet, gdy Dolohov skończyła, po czym nastąpiło ciche kliknięcie, gdy Victoria po prostu zamknęła swój puder i teraz już się odwróciła do dziewczyny, uśmiechając się na wpół współczująco, a na wpół… Brenna z pewnością znała ten uśmieszek. Nie oznaczał raczej nic dobrego i to najpewniej właśnie dla Aidana.

– Opowiadał ci o… – nie było sensu nawet powtarzać. – Musiałaś mu się bardzo spodobać, skoro poczuł się aż tak swobodnie – powiedziała niemalże bez wyrazu, ale można było dostrzec jak drży jej kącik ust. – Aidan czasami nie ma żadnego filtra do tego co mówi, a do tego ma niezwykle barwną wyobraźnię – co kończyło się… różnie. Victoria na ten przykład otrzymywała z tego powodu stos gadżetów z rybami i dostała też wyjca z piosenką autorstwa Aidana, co w ogóle rozpoczęło ten bajzel. – I sprawia w ten sposób pozór wyluzowanego gościa, co nie jest tak do końca prawdą – to był ten typ faceta, który głęboko ukrywał to, że tak naprawdę ma łeb jak sklep. Inaczej tiara w życiu nie przydzieliłaby go do Ravenclawu. Victoria miała całe życie doświadczenie z Aidanem, wiedziała więc do czego był zdolny. I był ten drugi osobnik, zachowujący się bardzo podobnie, który w ten sposób próbował ukryć swoje uczucia – zdążyła to już rozgryźć, gdy była z nim zaręczona, choć nie miało to teraz większego znaczenia, bo nie było ani zaręczyn, ani osobnika. – Porozmawiam sobie z nim. Sraka z 69 roku będzie najmniejszym z jego zmartwień – uśmiechnęła się uprzejmie. – Mam nadzieję, że poza tym zachowywał się przyzwoicie?




RE: [07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? - Lyssa Dolohov - 01.01.2026

- Powiedziałabym, że nic porywającego czy wyrywające się normom jakim charakteryzują się przypadkowe, przez nikogo nieproszone wizje. Przez ciernie do gwiazd - odpowiedziała z kwaśną miną, bo jak się tak nad tym zastanawiała, to była to dość oklepana interakcja. Chociaż może powinna się cieszyć, że nie przepowiedziano jej całkowitego zniszczenia i wywrócenia życia do góry nogami, bez perspektyw na świetlaną przyszłość. Ciężko jej jednak było czuć się wdzięczną, kiedy przyszła na ten bal maskowy by się bawić, a teraz nie mogła się powstrzymać by nie rozkładać na części pierwsze tego, co usłyszała.

Zmarszczyła jednak w pewnym momencie brwi, wpatrując się w Brennę przez moment. Niby była już na paru sabatach, na przykład Ostarze, Beltane czy Lithcie, ale nie przypominała sobie by wspomniane przez kobietę miano, przewinęło się w jej otoczeniu.
- Kim jest Szeptucha? - zapytała kontrolnie, chociaż dość szybko przeleciało jej przez głowę, czy w ogóle musiała to robić. Czasem niewiedza była błogosławieństwem, bo nie musiała sobie zaprzątać myśli niepotrzebnymi rzeczami.

Sposób w jaki zareagowała Victoria, chyba bardzo dobrze podsumowywał to, co właśnie powiedziała Lyssa. Cisza, a potem kliknięcie zamykanej puderniczki. Pewnie gdyby to ona słyszała podobną historię, to niedowierzałaby dokładnie tak samo, w tej ciszy starając się utopić wszystkie niepożądane myśli, które krążyłyby jej po głowie i języku.
- Proszę, nie mów tak nawet - odpowiedziała sucho, nie mogąc sobie wyobrazić co Aidan mógłby faktycznie do niej mówić, gdyby rzeczywiście mu się podobała. Bo nie dopuszczała do siebie myśli, że cała jego opowieść wynikała właśnie z sympatii. Musiał jej nienawidzić, skoro gadał takie głupoty. - Myślę sobie... - zaczęła, spoglądając na Brennę i skubiąc skrzydełko jakiegoś motylka, którego miała w tym momencie pod ręką. - Że końmi by mnie tam nie zaciągnięto na powtórkę z tych opowieści - uśmiechnęła się smutno. W najśmielszych snach chyba, nikt w Prawach Czasu nie byłby w stanie przewidzieć, o czym przyjdzie jej słuchać. Karty natomiast przedstawiały jej wizję związku, nad którym musiałaby się napracować, a chwilowo absolutnie do Parkinsona nie chciała wyciągać pojednawczo ręki, bo jeszcze by ją obsrał. - Victorio, on ma dwadzieścia sześć lat - zauważyła dziewczyna z uśmiechem, który starał się być grzeczny, ale kąciki ust usilnie ciągnęły w dół. - Ja się obawiam, że jeśli on mówi takie rzeczy teraz, to będzie już tak do końca życia. Czy... czy wszyscy w Departamencie Prawa, a może i Biurze Brygady Uderzeniowej, mają podobny sposób... bezpośredniego wyrażania myśli? - nie ważne jak bardzo Lestrange próbowałaby w tym momencie sprzedać Lyssie obrotność Aidana, nie byłoby to w stanie przebić się przez kałowy mur, który mężczyzna dookoła siebie zbudował. - A czy... czy mogłabyś to zrobić tak, żeby nie było aż tak oczywiste, że na niego... naskarżyłam? Teoretycznie sobie zasłużył, ale... no rozumiesz - uśmiechnęła się prosząco, bo mogła jej się nie do końca podobać cała interakcja, którą zafundował jej Aidan, ale jednocześnie bardzo chciała stwarzać jakiekolwiek pozory. - Ale oprócz tego... oprócz tego tak, można powiedzieć że zachowywał się przyzwoicie. Zabrał mnie tylko do jakiejś... budy z jedzeniem, która na pewno nie spełnia wytycznych sanitarnych i gadał o jedzeniu psów.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5KDJmIP.png[/inny avek]


RE: [07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? - Brenna Longbottom - 01.01.2026

– Elf. Zamieniło go w elfa – szepnęła i krótko do Victorii, oszczędzając już innych szczegółów, zresztą chwilę później znalazły się przy umywalkach obok Lyssy, więc nawet gdyby chciała wspomnieć o jego wściekłych krzykach, skrzydłach czy miniaturowym wzroście, to nie zrobiłaby tego przy dziewczynie.
A opowieść o Aidanie, wielkiej srace, budce – o bogowie, zabrał tam… na oko nastolatkę z czystokrwistego domu? – i jedzenie psów, całkowicie pochłonęła jej uwagę.
– Nikt tak naprawdę nie wie, kim ona jest. Ale wie o ludziach rzeczy, których nie powinna… i czasem daje wskazówki – wyjaśniła krótko, bo wprawdzie nigdy nie została przez tę kobietę zaczepiona, ale pamiętała, o czym opowiedział jej Patrick Steward.
Czy Szeptucha wiedziała, że ten trafi do Limbo?
– Myślę, że jest wyluzowany. Po prostu chowa za tym wyluzowaniem to, czego wygodniej mu nie pokazywać – mruknęła chwilę później odnośnie Aidana, może do Victorii, może do Lyssy, a może głównie do samej siebie. Nie byli przyjaciółmi, bo Aidan za nią wyraźnie nie przepadał, ale współpracowali przy paru sprawach i miała wrażenie, że akurat wyluzowanego nie udawał. Za to uchodzenie za mniej spostrzegawczego czy inteligentnego niż był jej zdaniem praktykował, bo okazywało się zwyczajnie wygodne – choćby dlatego, że w efekcie nie oczekiwano od niego za wiele i wiele rzeczy stawało się łatwiejsze. Może i myliła się, bo sama lubiła nie przyznawać się do tego, na ile dobrze radzi sobie z niektórymi rzeczami, i mierzyła go trochę swoją wiarą, ale z jednej strony absolutnie nie miała go za głupiego, z drugiej nie sądziła, by to zabieranie Lyssy do budki było jakąś formą udawania. Pewnie naprawdę lubił jedzenie, na które ją zabrał... ewentualnie chciał się jej pozbyć, ale obstawiałaby to pierwsze.
Westchnęła, spoglądając na dziewczynę ze współczuciem. Aidan miał dwadzieścia sześć lat. Dla niego było to po prostu spotkanie, zapewne zabawne. Dla młodej dziewczyny, dla której być może była to jedna z nielicznych randek, na których była, stawało się to czymś na podobieństwo drzazgi, której nie można się pozbyć. Brenna pewnie nie przejęłaby się, gdyby kawaler się jej nie podobał, ale mogła postawić się w cudzej sytuacji i domyśleć, że dla niektórych takie spotkanie stawało się potem powodem wręcz do zawstydzenia.
– Daję słowo, że część pracowników BUM wie, jak zachować się w towarzystwie. – Chociaż wszyscy mieli też styczność z rynsztokowym słownictwem, ale o tym wolała nie wspominać, bo… jak sama wspomniała, umiała zachowywać się w towarzystwie. – Czy chciałabyś poznać więcej czarodziejskiej młodzieży w swoim wieku, Lysso? Niekoniecznie z BUM.
Na myśl przychodził jej choćby Nikolai, też tu obcy, i cóż, też czystokrwisty, więc gdyby poszła z nim może nie na randkę, a zwiedzanie, pewnie jej rodzina nie powinna protestować...
Zerknęła przy okazji kątem oka na Victorię, ciekawa, co ta wymyśli w ramach nie robienia oczywistym, że to Lyssa naskarżyła. Plotkę?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=x4Us90M.png[/inny avek]


RE: [07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? - Victoria Lestrange - 02.01.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3UQX4gf.png[/inny avek]

Zdążyła się tylko uśmiechnąć na wizję Atreusa-efla, aż żałowała, że nie miała okazji tego zobaczyć.

– Wskazówki – Victoria prychnęła. – To wiedźma, która często pojawia się na sabatach i zaczepia ludzi, którzy niekoniecznie sobie tego życzą, przepowiadając im przyszłość, albo opowiadając jakieś swoje wizje, najczęściej niezbyt miłe – ona akurat miała to nieszczęście, że Szeptucha ją zaczepiła. Ją i Sauriela na Beltane. – Ale to nie jest sabat i jakoś nie wyobrażam jej sobie w balowej sukni – zakończyła dyplomatycznie i uśmiechnęła się nieco przepraszająco.

Była bardzo bliska położenia Lyssie na ramieniu ręki, by poklepać ją i dodać jej nieco otuchy, powstrzymała się jednak. Uśmiechnęła się do niej jednak lekko. Tak, to była młoda dziewczyna, może spotykała się w szkole z jakimiś chłopcami, ale czy była kiedykolwiek na takiej prawdziwej randce? Był to prawdziwy pech, że poszła z Aidanem akurat po tej katastrofie, która spaliła dużą część Londynu, wiele przybytków, do których można było ją zabrać, były zwyczajnie nieczynne, ale czy gdyby działały, to Adi wziąłby ją do prawdziwej restauracji, a nie do jakiejś budy? Tego Victoria nie wiedziała (lecz zamierzała się dowiedzieć).

– Moja babka zwykła mówić, że mężczyźni dojrzewają do szóstego roku życia, a potem już tylko rosną. Z biegiem czasu myślę sobie, że w tych słowach jest sporo prawdy – odparła Lyssie. W sumie to wielu mężczyzn, których znała, właśnie tak się zachowywało, jakby było dużymi dziećmi i wiek niewiele tutaj zmieniał. A potem spojrzała na Brennę. – Aidan bardzo wiele rzeczy robi na pozór i na pokaz, bo tak mu jest wygodnej – ale potrafił się też przejąć i stanąć na wysokości zadania, wiele spraw jednak udawał, że go nie interesuje, by nikt mu nie zawracał dupy. A na samą randkę raczej się nie cieszył, na ile go znała, to był zdenerwowany samym faktem, że musiał na nią pójść, dlatego bardzo wątpiła, by był wyluzowany, choć nie podejrzewała go o to, by chciał, by było niemiło. Ale to była kolejna rzecz, którą musiała z niego wyciągnąć, a teraz miała przynajmniej do tego pretekst.

– Fakt, część wie jak się zachować, Brenna ci może więcej opowiedzieć – kiwnęła tutaj na przyjaciółkę. – Ale tak całkiem serio, no to przy tej pracy ma się do czynienia z różnymi ludźmi, co trochę wymusza, hmm… to bezpośrednie wyrażanie myśli – wielu brygadzistów czy aurorów było więc… trudnych w obyciu, szorstkich. Częściej dotyczyło to mężczyzn niż kobiet. I tak jak na co dzień Victoria wyrażała się ładnie, to też potrafiła rzucić soczystą kurwą, albo wymówić takie słowo jak „sraka”, co zresztą już zrobiła. Brenna miała też rację w innej rzeczy – Lyssa pewnie nie miała tu za dużo znajomych. I może należało jej trochę pomóc, by nie czuła się zbyt samotna w Anglii? – W razie czego moja młodsza siostra niedawno wróciła z Francji, gdybyś chciała towarzystwa damy, która zna jednocześnie Anglię i Francję – i zawsze mogły porozmawiać ze sobą po francusku, jeśli Lyssa czuła taką potrzebę.

– Nie martw się. Aidan mówił mi, że wybiera się z tobą na randkę, więc go po prostu… delikatnie podpytam o to i o tamto – i przyciśnie tam gdzie trzeba, wplątując przy tym niby od niechcenia, że ma nadzieję, że nie wymawiał zakazanych przy damach słów i tak dalej. „Delikatnie” w tym przypadku było ogromnym niedopowiedzeniem i Victoria uśmiechnęła się niemalże niewinnie. – O jedzeniu psów? – Victoria zdumiała się wyraźnie.




RE: [07.10.72] Bal u Lestrange | Dlaczego kobiety chodzą do łazienek stadnie? - Lyssa Dolohov - 10.03.2026

Lyssa zmarszczyła nos w jakimś średnio zadowolonym wyrazie, bo Szeptucha wcale nie brzmiała jakoś super przekonująco. Kolejna wariatka, a przynajmniej na taką mogła brzmieć. Skoro wiedziała o ludziach rzeczy których nie powinna, to Dolohóvna tym bardziej nie miała zamiaru się kiedykolwiek na nią natknąć. Aczkolwiek pozostawało pytanie czy Szeptucha nie miała zamiaru natknąć się na nią, bo biorąc pod uwagę to co mówiła Victoria, to mogło się tak zdarzyć.

- Masz bardzo mądrą babkę - odpowiedziała, odpowiadając równie lekkim uśmiechem. Mężczyźni byli... głupi. Była w tym twierdzeniu jakaś nastoletnia buta, kogoś kto mężczyzn kojarzył głównie ze szkolnych korytarzy. No dobrze, nie mężczyzn, chłopców. Ale do niedawna to właśnie wokół nich kręciła się przede wszystkim uwaga Lyssy. Nie przeszkadzało jej to jednak w tym, by podobne zarzuty wycelować w i starszych przedstawicieli tej płci, skazując na potępienie połowę ludzkiej rasy. Może dlatego tak bardzo drażniło ją w pewien sposób, kiedy ktoś się jej podobał - zaraz po słodyczy zauroczenia przychodziła gorycz uświadomienia sobie, że wcale nie było czym się zauroczyć.

- Pracujesz w BUMie? - zapytała grzecznie, przenosząc spojrzenie na Brennę. Nie miała za dużo styczności z przedstawicielami angielskiego prawa. Chociaż w sumie... Victoria, Aidan, no i ten nieszczęsny Moody na Beltane. Lista robiła się powoli coraz dłuższa i dłuższa. Pytanie czy to dobrze czy źle. - Nie wiem - odpowiedziała na propozycję Longbottom całkiem szczerze. - Wszyscy do tej pory wydawali się... - zbyt angielscy. - Zawodem.

Na wzmiankę Victorii o Primrose, pokiwała głową. Trochę niepewnie z początku, wyraźnie się zastanawiając, ale wreszcie ulegając pokusie. Posiadanie kogoś z kim mogła porozmawiać po francusku i do tego dziewczyny, zawsze wydawało się miłą opcją.

- Tak, jedzeniu psów. Bo ta buda gdzie mnie zabrał miała obrazek takiego wielkiego psa w bułce... - urwała z boleściwą miną, pozwalając by cisza odpowiednio wybrzmiała, a kobiety dopowiedziały sobie same jak się tak rozmowa potoczyła.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5KDJmIP.png[/inny avek]