![]() |
|
marzec 1972, Sophie & Castiel - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: marzec 1972, Sophie & Castiel (/showthread.php?tid=558) Strony:
1
2
|
marzec 1972, Sophie & Castiel - Sophie Flint - 22.11.2022 Od samego początku miała podejrzenia, że coś jest ewidentnie nie tak. Facet, który sprzedawał jej świstoklika, informował, że jest zarejestrowany, że ma ustawione odpowiednie parametry nawigacyjne. Sophie uwierzyła mu bez najmniejszego nawet sprzeciwu z dwóch, istotnych powodów. Po pierwsze, miała kompletnie dosyć podróżowania. Od kilku dni nieustannie dręczyły ją bardzo ciężkie nudności tym spowodowane. Nienawidziła teleportacji a niestety używanie świstoklików, bardzo ten sposób transportu przypominało. Po drugie, po prostu chciała już znaleźć się w Londynie. Wiedziała, że jeśli tylko spotka Cynhtię, na pewno wszystko się ułoży. Kuzynka wysłucha ją, zrozumie i co najważniejsze, pomoże obmyślić jakiś strategiczny plan działania. Tak, to było proste i zrozumiałe. Musiało się udać. W życiu nie podejrzewałaby, że ostatni etap podróży nie pójdzie tak, jak pójść powinien. I gdyby ktoś ją zapytał, nawet przez myśl by jej nie przeszło, że spadnie prosto na Merlinowi winnemu chłopaka! Świstoklik "wypuścił" ją ze swojego wnętrza na ulicy Pokątnej, kilka metrów nad ziemią, co wystarczyło, aby znalazła się nad głową jakiegoś mężczyzny i na niego gruchnęła. Nawet nie zdążyła krzyknąć, czy cokolwiek powiedzieć. Łup! Oboje leżeli na ziemi. Potrzebowała dłuższej chwili, aby zrozumieć, co się stało i w zasadzie dlaczego. W głowie jej się kręciło, zjedzona poprzedniego dnia kolacja podeszła niebezpiecznie wysoko ku górze. - Oh Merlinie... - Zdołała tylko wystękać, zanim nie stoczyła się z mężczyzny na bruk, byle tylko uwolnić go od swojego ciężaru. Jakaś kobieta przechodząca obok tylko prychnęła i napomknęła coś o "tych głupich zabawach". Ale ona miała to w nosie. Martwiła się o tego biednego faceta. - Ja bardzo przepraszam. Mój świstoklik był wadliwy. Nie planowałam te... Castiel?! - Ostatnie słowa ugrzęzły jej w gardle, gdy zorientowała się, na kogo spadła. Co prawda chciała zobaczyć Cynthię, ale jej bliźniak w sumie też mógł się nadać. RE: marzec 1974, Sophie & Castiel - Castiel Flint - 22.11.2022 Co miałby robić na Pokątnej o tej porze? Wyszedł od Heather, po prostu. Obejrzał się ostatni raz na kamienicę, w której mieszkała dziewczyna i chwilę później ruszył spacerem wzdłuż ulicy. Miał w planach kupić sobie kremowo-waniliowej kawy bo od rozmowy na temat klątwy zaschło mu w gardle i do tego znów spierzchły mu usta - wystarczy, że zapomni się odpowiednio nawodnić, a kiedy zajmował się "klientami" to z reguły o sobie myślał na samym końcu. Cynthia nie raz nie dwa suszyła mu głowę za tak lekceważące podejście do swojego zdrowia. Potarł wnętrzem dłoni twarz, czując na niej oznaki zmęczenia. Nigdy w życiu nie spodziewałby się, że coś na niego runie. Usłyszał nagle donośny trzask i nim w ogóle zorientował się z której strony nagle z głuchym łoskotem wylądował na chodniku, przygnieciony czyimś ciałem. Z głębi jego trzewi wydostało się na wydechu nieprzyzwoite "kurwa". Cały impet poleciał na jego lewy bark. Złapał tę osobę i zaczął ją z siebie zsuwać ale ta szybko opuściła swoje zacne leże jakim był Castiel. Z grymasem na twarzy podnosił się do siadu. - Możesz uważać jak lądujesz?- wypluł z siebie te słowa bo jednak przerwano mu miłe przemyślenia w dosyć brutalny sposób. Przyłożył rękę do obolałego barku i sięgnął po leżącą na ziemi walizkę. - Skąd…?- w końcu popatrzył na swojego napastnika. Napastniczkę. Zamrugał, przyjrzał się ale nie kojarzył tej twarzy za nic w świecie. Uciekł zaraz wzrokiem bo napastniczka okazała się mieć w sobie coś na kształt ostrości, pazura. - Skąd znasz moje imię?- cóż rzec, był nieco oderwany od rzeczywistości jeśli chodzi o relacje z dalszą częścią rodziny. - Nic ci nie jest?- zapytał ze zrezygnowaniem bo konwenanse konwenansami ale była kobietą i wychowanie nakazało okazać troskę. RE: marzec 1974, Sophie & Castiel - Sophie Flint - 22.11.2022 Czy to spotkanie mogło zakończyć się jeszcze gorzej? Owszem, mogło. Castiel mógł rzucić w nią jakąś klątwą, więc w zasadzie Sophie powinna być wdzięczna, że tego nie zrobił. Jedynie jej nie poznał. Nie poznał jej... Merlinie, jakim cudem?! No dobrze, może i nie byli najbliższym kuzynostwem na świecie i nie traktowali się niemalże jak rodzeństwa, ale w końcu ona doskonale wiedziała, jak wyglądał jej kuzyn! Może jednak naprawdę powinna rozważyć opcję, jakoby to z nią było coś nie tak. Niestety, nie miała na to czasu w tamtym momencie. Całe przemyślenia na temat tego, że Castiel jej nie poznał, zajęły jej może kilka sekund, a potem poczuła, że dłużej już nie utrzyma wczorajszej kolacji w swoim żołądku. Zdążyła się tylko odsunąć na bezpieczną odległość, po czym zwróciła na bruk mocno przetrawione kiełbaski i Merlin raczył wiedzieć co jeszcze. Torsje mocno wstrząsały jej ciałem, przypominając o tym, jak bardzo nienawidziła teleportacji i wszystkiego, co z tym związane. W tamtej chwili bardzo nienawidziła swojego życia i wszystkiego, co z nim związane. Żałowała, że wyrwała się ze Stanów do Wielkiej Brytanii. Żałowała, że w ogóle zaczęła się zastanawiać nad swoim życiem. A przede wszystkim żałowała, że wzięła tego cholernego, ostatniego świstoklika... Kiedy polepszyło jej się na tyle aby uzyskać pewność, że otworzenie ust nie wywoła kolejnych wymiotów, otarła usta wierzchem i tak brudnego płaszcza po czym spojrzała na Castiela. - Wyczarujesz mi wodę? - zapytała, nieco zachrypniętym głosem. Przymknęła powieki, próbując dojść do siebie, co wcale nie było takie proste. Otworzyła oczy a widząc konsternację na twarzy chłopaka, pstryknęła kilka razy palcami, jakoby pospieszając go do podania jej tej cholernej wody. Dopiero, kiedy upiła nieco i paskudne pieczenie w gardle zelżało, ponownie przyjrzała się chłopakowi. - Casti, ja nawet znam rozmiar twoich majtek - powiedziała, uśmiechając się szeroko. - Ale szczerze mówiąc, nie tak wyobrażałam sobie nasze spotkanie po latach. Miałam nadzieję, że nie będę wtedy rzygać na bruku. - Po tych słowach upiła nieco wody. RE: marzec 1974, Sophie & Castiel - Castiel Flint - 22.11.2022 Wstał i otrzepał spodnie z piachu i wydeptanej trawy. Zszedł z samego środka chodnika, gestem dłoni sugerując dziewczynie dokładnie to samo. Wystarczająco zwracali na siebie uwagę lądując z hukiem na kafelkach. Bark bolał coraz mocniej ale był dobry w ignorowaniu własnych bolączek. Mimo wszystko spadła na niego dorosła osoba więc to cud, że się nie połamali. Ledwie zadał jej pytanie, ledwie popatrzył na jej twarz kiedy do jego oczu dotarła charakterystyczna bladość policzków. Nie znał się na medycynie ale ta dziewczyna wyglądała jakby… Cofnął się o jeden krok kiedy nagle zaczęła wymiotować. Och, właśnie. Wyglądała jakby było jej niedobrze. Miał nadzieję, że to nie na jego widok bo tak właśnie to wyglądało. - Uhm. - skomentował to wylewnie ale zaraz to podszedł bliżej niej, po drodze wyciągając z kieszeni ciemnogranatową materiałową chusteczkę. Nie umiał pomagać… radził sobie z klątwami ale nie z wymiotami. O Merlinie, najpierw dostał łomot a teraz ma pomagać, kiedy nie wie jak. - Jeśli potrzebujesz wizyty u uzdrowiciela to cię podrzucę. - przy okazji sprawdzę czy kość mojego barku nie postanawia się ze mnie wydostać. Czekał cierpliwie choć w międzyczasie rozglądał się ukradkiem. Zwracali na siebie niepotrzebną uwagę, niedobrze. Czekał, gapił się na dziewczynę, na ludzi i dopiero kiedy przywołała jego myśli z powrotem do rzeczywistości zorientował się, że coś do niego mówiła. - Woda, tak. Już.- wyciągnął różdżkę i po jednym zgrabnym machnięciu i niewyraźnej inkantacji przed dziewczyną pojawił się półlitrowy kufel na herbatę ale z czystą wodą wewnątrz. Podał jej chusteczkę i zaraz to jego twarz oblała purpura kiedy usłyszał jej słowa. - Co proszę? D-dlaczego zachowujesz się jak… jak…- był zbulwersowany i zawstydzony! Jak śmiała… tak kłamać! Zmrużył oczy i zacisnął mocniej kwadratową szczękę nie tylko z bólu promieniującego z ramienia ale i z oburzenia. Damie nie przystoi tak się wyrażać! - Na brodę Merlina, Cynthia za tym stoi? Przysłała cię po coś?- był wyjątkowo toporny w skojarzeniu osoby przed nim ze swoją kuzynką, którą ostatnio widział chyba z dziesięć lat temu. Nie myślał o niej przez ten czas bo to Cynthia była z nią blisko, a on woli spotkania bezpośrednie aniżeli stosy listów. Schował różdżkę i przełożył walizkę z jednej ręki do drugiej, aby odciążyć bark. Potarł kłykciami swoje brwi i głęboko westchnął. - Porozmawiam sobie z nią w domu. A ty, możesz przejść do rzeczy?- zdenerwował się i zaciskał te nerwy w mięśniach swojej twarzy. RE: marzec 1974, Sophie & Castiel - Sophie Flint - 22.11.2022 Nie ma co, to spotkanie było naprawdę ciekawym, choć w odczuciu Sophie równie mocno żenującym. Naprawdę nie czuła się dobrze tak siedząc na bruku i wymiotując. Nie pomagała też świadomość, że jej własny kuzyn nie wiedział, kim ona jest. Zdecydowanie jej pierwsze minuty pobytu w Londynie od wielu lat, szły tak, jak iść nie powinny. - Nie potrzebuję nigdzie iść - odpowiedziała stanowczym głosem, rzucając w niego mocnym spojrzeniem jasnych tęczówek. W połączeniu z bladością jej twarzy musiało to wyglądać przynajmniej niepokojąco. Jednak nie przejmowała się tym faktem. Zamiast tego postanowiła użyć niewielkich zakresów siły, która jej pozostała, aby podnieść się z ziemi. Oparła się ciężko o ścianę pobliskiego budynku i przymknęła oczy. Na szczęście świat przestał już wirować, mdłości powoli odchodziły w niepamięć. Jeszcze raz napiła się wody i otworzyła powieki, kiedy usłyszała reakcję kuzyna, na jej kolejne słowa. - Zachowujesz się jak? - zapytała, pozornie niewinnie. Uśmiechnęła się przy tym delikatnie, choć temu wyrazowi twarzy daleko było do niewinności. Prychnęła rozbawiona na wspomnienie o Cynthii. Biedna Flint nie miała z tym nic wspólnego, a miałaby oberwać za to, że Sophie się tutaj pojawiła? Jeszcze tego brakowało... Pokręciła głową z dezaprobatą, próbując wymyślić jak mu to wszystko wytłumaczyć. Bo niewątpliwie należały mu się jakieś wyjaśnienia. obca kobieta spada na niego na środku Pokątnej... To nie jest zdarzenie z którym ma się do czynienia na co dzień. - Śmieszne, że o niej wspomniałeś, bo właściwie to na nią miałam nadzieję trafić - przyznała, dalej przyglądając się kuzynowi. Wyciągnęła z kieszeni kurtki paczkę papierosów po czym wetknęła jednego do ust i schowała resztę. Odpaliła go niewerbalnie i oczywiście bez użycia różdżki. Dopiero kiedy się mocno zaciągnęła ponownie skupiła wzrok na Castielu. Ty naprawdę nie wiesz, kim jestem?- Widziała niepewność w jego oczach delikatnie zabarwioną zdenerwowaniem. Wypuściła dym z płuc, zastanawiając się, jak to ubrać wszystko w słowa. - Sophie Flint. Mówi ci to coś? - Ostatecznie postawiła na prostotę. Sytuacja i tak była już na tyle skomplikowana, że nie było sensu bawić się w jakieś zagadki, które niewiele dadzą. RE: marzec 1974, Sophie & Castiel - Castiel Flint - 22.11.2022 Zmęczenie nie sprzyja w zachowaniu spokojnej rozmowy, zwłaszcza kiedy spada na Ciebie kobieta, obija Ci bark a potem jeszcze wymiotuje na bruku i zachowuje się tak... tak... drażniąco. Wtłoczył do płuc haust powietrza aby się otrząsnąć. Zacisnął palce i przypomniał sobie o bólu, co go skutecznie otrzeźwiło. Skinął ugodowo głową na znak, że nie będzie jej nigdzie zaprowadzać ani zanosić jeśli tego sobie nie życzy. Nie był typem osoby narzucającej swoje zdanie. Wywrócił oczami kiedy domagała się dokończenia jego odpowiedzi. Pierwsze chwile spotkania a wnioskował, że nie była byle trzpiotką, porcelanową dzierlatką. Nie wiedział co się tutaj dzieje i denerwował się na myśl, że Cynthia kogoś na niego nasłała. Nie zdziwiłby się gdyby zaaranżowała mu randki w ciemno z odpowiednio wyselekcjowanymi kandydatkami. - Skoro znasz Cynthię to powinnaś wiedzieć, że nie znajdziesz jej ani na Pokątnej ani tym bardziej na mojej głowie. - nie lubił takiego przeciągania sedna sprawy a czuł, że musi już wiedzieć co tu się wyprawia. Powinien ochłonąć ale ciężkie dni nie pomagały pokazać się z najlepszej strony. Zamknął na moment oczy kiedy podpalała papierosa, a więc nie spostrzegł, że użyła magii bezróżdżkowej. Te kilka sekund pomogło mu zebrać myśli. - Słucham? Sophie Flint? - zmarszczył brwi i przyjrzał się jej jakby pierwszy raz widział ją na oczy. - Ty nią jesteś? O Merlinie, myślałem, że Sophie... że masz co najwyżej siedemnaście lat. - jego źrenice rozszerzyły się w niemym szoku. Potrząsnął głową i odstawił walizkę, podchodząc do dziewczyny odpowiednio blisko. - Na brodę Merlina, przepraszam. Nie widziałem cię szmat czasu. Co ty tu robisz? Dlaczego nie uprzedziłaś, że przyjedziesz? Czemu spadłaś mi na głowę a nie przypłynęłaś statkiem do portu? Przecież moglibyśmy po ciebie popłynąć. - zarzucił ją tysiącami słów, jakby próbując zreflektować swój opór przed rozpoznaniem jej. Rozmasował czoło, odsuwając przy okazji pokręcone i potargane włosy ze skroni. Było mu głupio, bardzo głupio. - Ja naprawdę... naprawdę myślałem, że jesteś jeszcze nastolatką. Nie przyszłoby mi na myśl, że... - gubił w tym wszystkim słowa. Ona nie miała siedemnastu lat, oj nie. Dopiero teraz kiedy nałożył sobie jej obecny wyraz twarzy z tą Sophie ze wspomnienia to zaczął zauważać podobieństwa. Nie był domyślnym mężczyzną, może dlatego nie miał jeszcze żony. RE: marzec 1974, Sophie & Castiel - Sophie Flint - 23.11.2022 Miała świadomość faktu, jakoby nie zgotowała swojemu kuzynowi najlepszego powitania. Szczerze mówiąc sama sądziła, że jej pojawienie się w Wielkiej Brytanii będzie przebiegało zgoła inaczej. Że bez problemu dotrze do Cyntii, opowie jej o tym, co się stało, wysłucha jakiejś kojącej rady bądź chociaż zostanie zrugana za swoje postępowanie. Tymczasem ten głupi facet spłatał jej nie lada figla, przez co wylądowała Castielowi na głowie. Merlinie uchowaj... - Nie wiem, jak tutaj, ale u mnie, znać kogoś, a wiedzieć, gdzie się ten ktoś znajduje, to zasadnicza różnica - oznajmiła, nieco zrzędliwym tonem. Może jeszcze kilka minut, a już w ogóle poczuje się tutaj, jak u siebie w domu? Na pewno fizycznie czuła się nieco lepiej, o ile w ogóle można powiedzieć coś takiego w jej stanie. Była brudna, śmierdziała, właśnie zwymiotowała pozostałości treści żołądkowej. Fizycznie było źle. Psychicznie to była jakaś masakra, o której chwilowo starała się nie myśleć. Zaciągnęła się ponownie papierosem i pokiwała głową, gdy zapytał ją czy ona to na pewno ona. Merlinie, jak on wolno łapał, co się do niego mówiło. Parsknęła śmiechem słysząc kolejne jego słowa. - Uwierz, chciałabym mieć znów siedemnaście lat - stwierdziła z lekką nutką tęsknoty mocno wyczuwalnym w jej głosie. Strzepnęła nadmiar popiołu na bruk i ponownie zaciągnęła się papierosem. W innych okolicznościach zapewne uznałaby jego słowa za miłe, ale teraz nie miała na to ochoty. Marzyła jej się kąpiel i czyste ubrania. Miała szczerą nadzieję na szklaneczkę czegoś mocniejszego, albo chociaż na gorącą herbatę. Tymczasem otrzymała miliony pytań od swojego kuzyna. - Uwierz mi, że gdybym miała czas powiadamiać was o swoim przyjeździe zapewne zadbałabym też o to, żeby nie pojawić się nagle na samym środku Pokątnej. - Czasami zastanawiało ją, jakim cudem ludzie potrafią być tacy niedomyślni. Ona sama miała wysoko rozwiniętą intuicję, bo po prostu tego wymagano od niej w pracy... Myśl o pracy zabolała, przez co Sophie skrzywiła się w dosyć widoczny sposób. Przez chwilę zapomniała nawet o tym, że ona nie ma już pracy... - ... Że w końcu mam cycki? - Uprzejmie dokończyła zdanie, którego rozwinięcia Castiel nie mógł odnaleźć. Zaśmiała się nawet na własne słowa. Bo faktycznie, kiedy kuzyn widział ją po raz ostatni, w tych rejonach swojego ciała miała poważne braki. RE: marzec 1972, Sophie & Castiel - Castiel Flint - 23.11.2022 Przekonany był, że sytuację miał opanowaną. Udało się dowiedzieć kim jest dziewczyna i choć przeżył szok, gotów był teraz poświęcić jej mnóstwo uwagi. Gdzieś na tyłach głowy czuł jednak, że Sophie rozczaruje się swoim kuzynem. Był dosyć… nijaki, pospolity. Nie wyróżniał się ani wyglądem ani cechami charakteru. Potężne charaktery bezproblemowo go przyćmiewały. Pierwszy raz od dawna zmartwił się co ona sobie o nim pomyśli. Nie wykazywał się zniewalającymi cechami bo przecież… ich nie miał. Nie był nawet jakoś specjalnie uzdolniony. W czasie tych krótkich chwil uzmysłowił sobie, że chciał zrobić dobre wrażenie, a dziewczyna w jego towarzystwie wymiotowała. Coś tu poszło nie tak, ewidentnie. Zacisnął mocniej żuchwę i zepchnął tę troskę w odmęt myśli. - Rozumiem, masz prawo nie wiedzieć.- przyjął łagodną taktykę (aby się pokazać) choć miał ochotę zgryźliwie napomknąć, że Flintowie są jedyną "czystokrwistą" rodziną zajmująca się od lat żeglarstwem i bardzo łatwo jest ich znaleźć. Powinna to wiedzieć skoro nosiła takie samo nazwisko. Przełknął jednak swoje prawdziwe zdanie i zmienił taktykę na życzliwą. - A ile masz teraz lat? Przyznaję się bez bicia, że wiele słów Cynthii wyleciało mi z głowy. Nie mów jej tego, jeśli mogę prosić. - próbował się trochę uśmiechnąć ale nie wyszło to tak jakby chciał. Stłamsił swoje zdenerwowanie i oburzenie. Sophie wywoływała w nim kalejdoskop uczuć i to dlatego miotał się wcześniej w słowach i myślach. Nie umiał jednak do końca stłumić oburzenia jej tekstami. - Sophie.- niemal wysyczał jej imię przez zaciśnięte zęby. - Nie zachowuj się tak wulgarnie. Nie jest to absolutnie konieczne.- był ostatnią osobą, która powinna ją pouczać, zwłaszcza że nie miał pojęcia co przeszła. Cóż stwierdzić, był bardzo wyczulony na punkcie tego co wypada a co nie. Tak jak i postawa Loretty go drażniła z jej zasobem słownictwa w towarzystwie, tak i teraz był zbulwersowany. - Proponuję żebyśmy przenieśli się do domu. Wieczorem wszyscy powinni się zebrać choć mój ojciec przypłynie do portu dopiero pojutrze. - nie będą przecież omawiać takich problemów na środku ulicy. - Czujesz się na tyle dobrze abym nas teleportował? Zapewniam, że nie będzie żadnych turbulencji.- mistrz taktu, jak nic. Nie powiązał jej nudności ze świstoklikiem. Jeśli chodzi o klątwy to nic mu nie umknie, jednak kwestia relacji ludzkich pozostawiała wiele do życzenia. - Gdzie masz swój bagaż?- rozejrzał się po chodniku gotów nieść walizkę pomimo obitego barku. RE: marzec 1972, Sophie & Castiel - Sophie Flint - 25.11.2022 To, jaki był Castiel na co dzień, w tamtym momencie obchodziło ją najmniej. Zapewne będzie miała jeszcze milion okazji do tego, aby go bliżej poznać, zrozumieć jego sposób działania w niektórych sytuacjach. Obecnie po prostu cieszyła się z faktu, że trafiła na kogoś znajomego. Musiała przyznać sama przed sobą, że cała ta podróż napawała ją niemałym strachem. Kompletnie nie wiedziała, na co powinna się pisać, jak to rozegrać, aby przyniosło jak najlepsze korzyści. I zwyczajnie przerażała ją perspektywa, że pojawi się w obcym kraju zupełnie z niczym, bez żadnego planu na przyszłość. Sophie zawsze miała plan na przyszłość. Wiedziała, co chce zrobić, osiągnąć. Jakie kroki powinna podjąć, aby jej plany zostały zrealizowane. Tymczasem teraz... nie miała nic. Nie mogła powiedzieć nic na temat tego, co ją czekało. I to przerażało ją najbardziej. Może też stąd te jej odzywki i zachowanie. Ludzie w stresie reagowali różnorako. - Wiesz, nie powinno się pytać damy o wiek - odpowiedziała z uśmiechem. Co prawda całe jej dotychczasowe zachowanie kompletnie przeczyło temu jakoby mogła się ona podawać za damę z dobrego domu, no ale cóż... Dogryźć mu musiała. - Dwadzieścia sześć - dodała w końcu, po tym gdy pozwoliła, aby jej poprzednie słowa zawisły na dłużej w powietrzu. Zaciągnęła się znów papierosem. Westchnęła głośno słysząc jego kolejne słowa, które skierował w jej stronę. Irytacja wzrastała w jej ciele, co za tym szło, końcówki jej włosów delikatnie pofarbowały się na zielono. - Castiel, w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin, uciekłam sprzed ołtarza, płynęłam statkiem na obcy kontynent, używałam pięciu różnorakich świstoklików i nieomal na Ciebie zwymiotowałam. Naprawdę sądzisz, że akurat teraz moja wulgarność jest największym problemem? - Naprawdę starała się być cierpliwa i wyrozumiała. W końcu nie mógł mieć pojęcia, dlaczego jej zachowanie było takie, a nie inne. Co w ogóle robiła w tym kraju. Ona naprawdę próbowała to wszystko zrozumieć. Tyle że miała nadzieję na nieco późniejsze tłumaczenie tych spraw. Nie sądziła, że będzie to robić na środku Pokątnej w obrzyganej kurtce! Od razu zmieniła swoje nastawienie, gdy wspomniał o swoim ojcu. Nie widziała wuja od wielu lat, jednak nie wątpiła, że prawdopodobnie szybko poinformował by jej ojca, gdzie znajduje się jego córka. Szybko odrzuciła niedopałek papierosa na bruk i dwoma dłońmi złapała za poły Castielowego płaszcza. - Cas, nikt, ale to nikt nie może się na razie dowiedzieć, że tu jestem! Miała wiedzieć tylko Cynthia, ale cóż, los zadecydował inaczej. - Puściła jego kurtkę i odsunęła się na krok, jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że może nieco za blisko kuzyna podeszła. - Żadnej teleportacji. Jakbyś nie zauważył, dopiero co po niej wymiotowałam - oznajmiła głosem nie znającym sprzeciwu. Co prawda opróżniła swój żołądek doszczętnie, ale nie wątpiła, że w razie konieczności ten znajdzie jakieś zgromadzone w zakątkach zapasy, których to można by się pozbyć. - Mam miotłę - oznajmiła, delikatnie wzruszając ramionami. I zamiast odpowiadać na jego pytanie o bagaż, zdjęła nieduży plecak, który ze sobą zabrała. Dzięki zaklęciu zmniejszająco-zwiekszającemu, zdołała zmieścić tam naprawdę wiele rzeczy. Zajrzała do środka, aby się upewnić, że wszystko posiadała - Niestety, tylko jedną. Nie brałam zapasów na miesiące - dodała, dalej grzebiąc w czeluściach plecaka. RE: marzec 1972, Sophie & Castiel - Castiel Flint - 29.11.2022 Posłał w jej stronę wymowne spojrzenie bo wyrażała się zgoła inaczej niż wymaga się tego od damy. Pluł sobie w brodę wobec świadomości jak niewiele wie o Sophie. Byli rodziną ale widział ją raptem kilka razy w życiu i wstyd przyznać, ale nie zwracał na niej szczególnej uwagi - jeśli się sporadycznie spotykali to Cynthia z nią szczebiotała, a on z Baldurem czuwali czy ojciec nie zaczyna kolejnej wielkiej kłótni z wujkiem Anthonym. Czas nadrobić to chociaż trochę bo skoro spadła tutaj znikąd, bez uprzedzenia to znaczy, że musiało coś się wydarzyć. Czyżby zdrowie wujka było zagrożone? Ta myśl go przeraziła, wyprostował ramiona i gotów był zarzucić ją kolejną falą pytań. Lubił pytać, poznawać odpowiedzi i układać je w puzzlach myśli. Zapisał w głowie jej wiek, słabo ukrywając zaskoczenie związane z liczbą wszak w jego wyobrażeniu uchodziła za młodszą. Pokiwał głową i nie rozwodził się nad tym dłużej. Wcięło go na nowe wieści. - T-tego się nie spodziewałem usłyszeć. - wydusił z siebie po dłuższej chwili, patrząc na jej twarz skąpaną w dymie papierosowym. Zmarszczył jasne brwi, standardowo przy tym zaciskał mięśnie żuchwy i analizował jej słowa, krok po kroku. - Jak to, uciekłaś sprzed ołtarza? - nie podnosił głowy ale popatrzył na nią z trwogą. Jeśli się to rozniesie echem poza granice Ameryki to, słodki Merlinie, Flintowie będą mniej atrakcyjni "na rynku" osób do zamążpójścia i ożenku. Co innego odwlekać małżeństwo tyle ile się da, a co innego uciekać sprzed ołtarza. - Czemu wyglądasz i brzmisz tak poważnie... Na gacie Merlina. - zaklął szpetnie i zakrył swoje oczy ręką aby choć trochę zataić szok i zbulwersowanie. Przecież to odbije się echem od ich nazwiska! Wiedział ile to znaczy dla jego ojca, Cynthii i chyba dla Baldura (choć tego ostatniego nie był pewien). Zacisnął górne zęby na dolnej wardze i powstrzymał falę niedowierzania, starając się wydostać na pierwszy plan przede wszystkim empatię. To była krótka acz intensywna walka. Nabrał powietrza do płuc. - Dobra, musimy ochłonąć i przede wszystkim stąd pójść. To nie jest rozmowa na środek tej ulicy. Niedługo zrobi się tu wielki tłok, wierz mi. - godziny szczytu to moment kiedy najlepiej jest stąd się ewakuować - chyba, że ktoś lubi tłok i nie przeszkadza mu wszędobylski ścisk. Gdy dopadła do niego i załapała go za kurtkę to od razu pokazała zalążek swojego temperamentu. Nie była łagodna i spokojna jak wody, po których Flintowie żeglują. Ona była energią napędzającą wiosła do ruchu i donośnym okrzykiem z bocianiego gniazda. Położył dłoń na zgięciu jej łokcia, niemo sugerując aby pilnowała wymaganej przestrzeni między dwójką osób, zwłaszcza w miejscu publicznym. - Niestety, ale nie mogę ukrywać twojej obecności, nie przed ojcem. Im prędzej się dowie tym lepiej. Nie chcę aby konflikt między nim a wujem Anthonym zaostrzył się gdyby zarzucono, że cię ukrywamy. - zależało mu aby zrobić to, co należy w kwestii spraw rodzinnych. Myślał już przyszłościowo względem relacji Flintów. Jego postawa jak najbardziej miała prawo nie spodobać się Sophie i przy okazji wyjaśnić dlaczego to Cynthia była tą osobą do zatajania, ukrywania, kombinowania. Mina Castiela mogła zasugerować, że nie zmieni zdania choćby nie wiadomo co miało się zdarzyć ani jakie słowa wybrzmią. Był uparty jak porządny tebo. - Miotły również nie wchodzą w grę. - westchnął bo za nic w świecie nie wzniesie się w powietrze. To było dla niego dziwne - mają iść na niemal dwugodzinny spacer, aby dotrzeć do portu? To było niekomfortowe. - Możemy przejść do kawiarni gdzie odpoczniesz i kiedy poczujesz się na siłach, przeniosę nas łagodnie do domu. To zdecydowanie za daleko aby się do nas przetransportować na pieszo. Pozostaje również kominek z siecią Fiuu, który skróci nam powrót. - w jego głowie odezwał się głos Cynthii pytający groźnie czy jest pewien, że chce przenosić się tunelem teleportacyjnym (i to z drugą osobą!) podczas gdy coś nie tak jest z jego barkiem? Zignorował ten głosik bo jednak teraz miał ważniejszą sprawę na głowie aniżeli swoje samopoczucie - Sophie. |