![]() |
|
[Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia (/showthread.php?tid=561) Strony:
1
2
|
[Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia - Florence Bulstrode - 23.11.2022 Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie "Piszę, więc jestem".
[sesja otwarta dla osób, które skręcą sobie nogi, jeśli ktoś by chciał fabularnie pomocy uzdrowiciela, to niech po prostu wbijaXD Jak ktoś jest w lokacji też, poradzimy sobie - w razie czego podsumuję na priv, jak wygląda ostatnia sytuacja ]Las był podstępny. Taka myśl tkwiła w głowie Florence, chociaż uzdrowicielka opuściła obszar poszukiwania jajek cała i zdrowa. I to z jej powodu zamiast ruszyć dalej, rozstawiła się gdzieś w pobliżu. Narzuciła kawałek materiału na kamień i na nim przysiadła. Jej udało się uniknąć wszystkich niecnych pułapek, jakie zastawiała przyroda - splątanych korzeni drzew, wystających z ziemi, wykopów, skrytych pod mchem, kolczastych gałązek - ale istniała możliwość, że ktoś nie będzie miał tyle szczęścia. Była poza Mungiem, ale pewne odruchy były zbyt mocno zakorzenione, aby się ich pozbyć. Ot posiedzi sobie tutaj, odpocznie po tym "spacerze dla zdrowotności na łonie natury", który regularnie zalecała pacjentom, a który sama odbyła pierwszy raz od lat. I przy okazji upewni się, że Knieja Godryka nikogo nie zaatakowała. (Podobno niektóre drzewa tutaj to byli umarli. Florence wprawdzie niezbyt to wierzyła, ale co jakiś czas zerkała podejrzliwie w stronę najbliższego dębu, na wypadek, gdyby zechciał nagle przemówić albo walnąć ją gałęzią.) Tymczasem zajęła się doprowadzaniem swojego stroju do idealnego porządku. Różdżką usunęła plamę zieleni z kolana, pamiątkę po nieszczęśliwym upadku, gdy potknęła się o jajko. Wygładziła zagięcia na rękawie. Z torby wyciągnęła lusterko i upewniła się, że fryzura dalej jest taka, jaka miała być i żaden kosmyk nie ośmiela się z niej wyzwolić. Skupiona z jednej strony na tych oględzinach, z drugiej na upewnianiu się, że Knieja Godryka nagle nie dostanie nóg i nie ruszy na wojnę niczym enty, na moment nawet zapomniała o snach, znakach, popiele i własnym niepokoju. Gdy skończyła, lusterko wrzuciła z powrotem do torebki i zajęła się głównie obserwacją kolejnych osób, wychodzących z jajkobrania. Na razie nikt nie wyglądał, jakby potrzebował pilnej pomocy uzdrowiciela, ale nie z Florence takie numery. Rok temu miała w Ostarę dyżur w szpitalu i pamiętała, że na oddział dwa piętra niżej trafiło siedem osób ze złamaniami, trzy z poparzeniami, a jej samej przyszło uporać się z pięcioma przypadkami urazów pozaklęciowych, gdy ktoś sknocił jakiś czar, zapewnie po pijanemu. U jej stóp stał koszyk. Z ośmioma, idealnie ułożonymi w nim jajkami. Dziewiąte porzuciła gdzieś w trawie, tylko dlatego, że nie pasowało do układu, a utrzymywanie porządku było małą obsesją Florence. RE: [Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia - Patrick Steward - 25.11.2022 Zanim Mavelle z Brenną pomogły Patrickowi dostać się do Florence Blustrode, ten zdążył już trochę zblednąć i pozielenieć na twarzy. Kuśtykanie ze skręcona nogą było bolesne i męczące (nawet dla całej trójki, bo Steward nie był mężczyzną ani przesadnie drobnym, ani niskim). Co oczywiście nie przeszkodziło mu grać dobrej miny do złej gry, a także z uporem lepszej sprawy udawać, że wcale nie został właśnie upokorzony przez ten pierdolony, podstępny las.
Wielki Pan Auror. Prawa Ręka Dumbledore’a. Pokonany przez spróchniałą, oślizgłą gałąź. - Florence, kochanie, widzisz jak bardzo potrafię się poświęcić, byle tylko spędzić z tobą trochę czasu? – zapytał, siląc się na lekki ton. W rzeczywistości wyszedł mu na tyle lekki, na ile mógł w sytuacji, w której się znalazł. W dodatku zaczęły go dopadać już ciemne myśli. I to z rodzaju tych nieprzyjemnych, krążących po głowie w czasie silnego stresu. Może rzeczywiście nie powinien w ogóle wchodzić do tego lasu? Może trzeba było zachować się jak każdego roku, na moment pojawić się na straganach, a potem spędzić wieczór w zupełnie innym miejscu, zapalając znicze i przynosząc sporą wiązankę? Może, po prostu, trzeba było wcześniej trochę pomyśleć? - Trochę boli – rzucił chyba największym truizmem, jakim tylko mógł rzucić w takim momencie. Biorąc pod uwagę to, że Patrick bardzo kuśtykał, a stojąc w ogóle nie dotykał skręconą nogą do ziemi, nie musiał nawet dodawać co właściwie go trochę bolało. Trochę bardzo. Nawet bardzo, bardzo. Mocno. Cholernie. Cholernie mocno. RE: [Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia - Florence Bulstrode - 25.11.2022 Widok trzech osób, wychodzących z lasu, potwierdził tylko wszystkie przypuszczenia Florence. Wiedziała, że ten las niecnie czai się na ofiarę. Ona zdołała się mu wymsknąć, chyba cudem, ale musiał dorwać kogoś innego. Wprawdzie nie spodziewała się, że tym kimś będzie Patrick Steward, który na pewno był bardziej zaprawiony w wycieczkach terenowych niż ona sama, ale widać okoliczne drzewa były bardzo podstępne. Jego kuśtykanie i ogólna zieloność twarzy pozwalały już postawić wstępną diagnozę, nie pytała więc nawet, co się stało. Poderwała się zamiast tego z kamienia, robiąc miejsce dla Stewarda. Postępowanie w przypadku złamań i skręceń na szczęście było podstawą dla uzdrowiciela, więc nawet pracując na wydziale urazów pozaklęciowych, miała z nimi dostatecznie często do czynienia. Wyczarowała jeszcze jedno siedzenie, tak na wszelki wypadek, gdyby go potrzebowała albo pojawił się ktoś jeszcze. - Siadaj – poleciła, pomagając mu zająć miejsce tak, by jak najmniej nadwyrężał złamaną nogę. – To urocze z twojej strony, ale następnym razem możesz użyć jakiegoś pretekstu, na przykład „kupiłem ten mugolski posążek na wyprzedaży garażowej, chyba jest przeklęty”, zamiast od razu łamać kości – zażartowała, przykucając, by zabrać się za zdejmowanie mu buta z uszkodzonej nogi. Zupełnie tym nieskrępowana, była w końcu uzdrowicielką. Ledwo w tym tygodniu pozbywała się butów pewnego pana, którego zaklęte obuwie próbowało zjeść żywcem. Miała już doświadczenie w robieniu za księcia z Kopciuszka. Tylko takiego mniej miłego, który zamiast dać potem pół królestwa, wręczał listę zaleceń, co do dalszego traktowania niedawno złamanej kości i wołał kolejnego Kopciuszka do gabinetu. – Podejrzewam, że jakiś złośliwy kapłan zostawił na trasie pułapki. Omal nie zabiłam się po drodze – oświadczyła, poddając oględzinom kostkę. Miał szczęście. Żadnych przemieszczeń ani naderwanych mięśni, kostka pękła ładnie, czysto, wręcz podręcznikowo. – Dwie wiadomości, dobra i zła. Dobra jest taka, że transmutacją mogę to naprawić w dwie minuty. Zła, nie zabrałam eliksirów przeciwbólowych, więc przez dwie minuty będzie boleć nie trochę, a cholernie mocno. RE: [Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia - Patrick Steward - 25.11.2022 Och, ten las był wyjątkowo podły i wyjątkowo podstępny. A najgorsze były w nim niecne gałęzie, spróchniałe konary, obrastające mchem kikuty złamanych drzew. Czekoladowe jajka nie były tego wszystkiego warte.
A mimo to zamrugał, dostrzegając aż osiem czekoladowych jaj w koszyczku Florence. No naprawdę? I jak miał teraz pokazać jej swoje własne zbiory? Pojedyncze czekoladowe jajko (które teraz już z pełną premedytacją zamierzał zjeść, w ramach pocieszenia dla siebie i własnego ego) i mokra szyszka (nawet nie wiedział czemu ją wziął). Gdy usiadł, na jego twarzy odmalowała się wyraźna ulga. Dobrze było chociaż na moment kompletnie odciążyć bolącą kostkę i jeszcze lepiej było oddać się w czułe (a przede wszystkim biegłe) ręce uzdrowicielki. - Zobaczyłem, jak sobie przycupnęłaś na skraju lasu, a że w jego środku nie było żadnej wyprzedaży garażowej to musiałem improwizować – odpowiedział, ciągle siląc się na lekki ton. Co nie zmieniało tego, że syknął, gdy Florence zaczęła ściągać z jego lewej nogi buta. Dalej bolało. I pewnie Patrick powinien w tym momencie zgrywać wielkiego bohatera i udawać, że to nieprawda i wcale nie boli, ale nie umiał. Może też liczył na to, że dostanie za chwilę jakieś znieczulenie – najlepiej wyjątkowo mocne, bo kolejne słowa Bulstrode sprawiły, że skrzywił się paskudnie. - Jestem dzielnym pacjentem – wymruczał. – Przyszedłem tu z samego jądra leśnej ciemności. Czym będą dla mnie kolejne dwie minuty bólu? – zapytał filozoficznie. Nie znosił jak bolało, ale gotów był przemęczyć się byle odzyskać pełną sprawność w swojej lewej stopie. Wyciągnął z koszyczka wspomniane wcześniej jedyne, czekoladowe jajko i zaczął odwijać sreberko, żeby je czym prędzej pożreć. - Słyszałem, że czekolada jest dobra na ból – usprawiedliwił się. RE: [Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia - Seraphina Prewett - 25.11.2022 Powinna chyba się tym wszystkim martwić, ale jak to ona, mało kiedy bywała prawdziwie zmartwiona wszystkim, co się stało, przyjmując świat takim, jakim był, aby ewentualnie jeszcze spróbować go jakoś popsuć. Jej wszystkie myśli rozmywały się zazwyczaj, gdy nie miała czegoś, na czym mogła się skupić, tak więc było i teraz, gdy w pewnym momencie zaczęła gubić się w tym, co działo się dookoła – przestała aż iść i nawet mimo nagabywań, ze strony drugiej osoby, która teraz starała się do niej dotrzeć, chcąc prowadzić ją dalej w stronę namiotu, w którym urzędowała uzdrowicielka. Wszystko jednak na nic, bo spojrzenie błękitnych oczu uciekło gdzieś w dal i teraz, gdy mogła spoglądać na tyle rzeczy dookoła, nie umiała się skupić na stawianiu kolejnych kroków, dlatego też bezceremonialnie została ostatecznie podniesiona, tak aby zanieść ją już bezpośrednio do namiotu. Dopiero tam jej umysł powrócił do stanu jako takiej rzeczywistości i mrugając, orientowała się nie tylko w tym, kto ją niesie, ale również kto znajdował się w środku. Niezwykle entuzjastycznie pomachała w stronę swojej kuzynki, widząc ją na posterunku. W sumie nawet nie czuła się zaskoczona, znając to, że przede wszystkim Florence ceniła sobie złożoną przysięgę i miała nadzieję, że mimo to, znajdzie dla siebie chwilę czasu aby jednak pozwiedzać dobrze okolicę i mimo to sięgnąć po jakieś jedzenie na straganie. Zaraz umrze z głodu jak tu nikt nie zawita! Albo gdzieś znajdowały się sekretnie ukryte rogaliki, tylko jeszcze ich nie widziała. - Flo, popatrz, skręciłam kostkę! – Radośnie przywitała się kuzynką, na co niosący ją mężczyzna wymamrotał jedynie parę słów, odkładając pannę Prewett na najbliższe siedzenie. Seraphina pomachała w jego kierunku, spoglądając jeszcze i na koszyk i na swoją stopę. - Hej, ktoś chce jedno jajko? Nie przyda mi się na nic, bo z nim nie wygram. – A swojej kuzynce byłaby nawet chętna pomóc. Dopiero potem jej spojrzenie padło na rozmówcę Flo, znajdującego się również na miejscu. – Przystojny pan auror! – Co prawda Patrick miał imię, ale obstawiała, że takiego powitania nieczęsto się doczekiwał. RE: [Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia - Florence Bulstrode - 25.11.2022 Całe szczęście, że Patrick nie wiedział, że Florence znalazła dziewięć jajek. I że jedno nawet nie zjadła, a potraktowała bezlitośnie, wyrzucając je gdzieś w trawę tylko dlatego, że drażnił ją jego wzorek oraz fakt, że jakoś nierówno leżało w koszyku. - Na pewno wcześniej bohatersko pokonawszy wiele przeszkód i niebezpieczeństw, o których nie opowiesz z wrodzonej skromności - zgodziła się uzdrowicielka na słowa o leśnej ciemności, uśmiechając się do niego blado. Przestawianie kości za pomocą transmutacji nie należało do najprzyjemniejszych procesów, kiedy robiło się to na żywca i współczuła Stewardowi na tyle, że tym razem darowała sobie uwagi na temat nieostrożności. Ewentualnie pamiętała, jak sama wylądowała na ziemi, potykając się o jajko. - Naprawdę? Porozmawiam o tym z alchemikami w Mungu. Może pora zacząć dodawać do eliksirów przeciwbólowych czekolady. Przesunęła palcami po kostce, upewniając się, że nic nie trzeba nastawiać ręcznie. Na szczęście nie było takiej potrzeby. Obyło się też bez przemieszczenia albo, nie daj Merlinie, złamania otwartego. Florence cierpliwie poczekała aż Steward zje jajko - byłaby bardzo szkoda, gdyby się nim zakrztusił, bo podobno były całkiem smaczne - a potem stuknęła lekko różdżką w stopę. Korzystając ze swojej wiedzy o uzdrawianiu chciała użyć transmutacji, aby "naprawić" kość. Uczucie nie było przyjemne. Ostry ból przeszedł przez nogę Patricka, porównywalny do tego, z momentu samego złamania. Ale potem pojawiła się ulga. Noga jeszcze pobolewała, pulsując wspomnieniem niedawnego bólu, ale też pozostał siniak i lekki obrzęk: Flo zamierzała właśnie zabrać się do usuwania opuchlizny oraz krwiaka, gdy oto nadciągnęła kolejna osoba. - Sera - powiedziała Florence, trochę niepewna, czy śmiać się na to przywitanie, czy raczej rzucić, aby "ojojać" nogę kuzynki, którą "tragarz" posadził na siedzisku, niedawno wyczarowanym przez Bulstrode. - Tak, chętnie popatrzę z bliska. Chyba nawet będę musiała. Patrick, powinieneś oszczędzać dziś tę nogę. Możesz chodzić, ale żadnego skakania przez ognisko albo biegów przełajowych. Jeżeli dasz mi chwilę, zaraz zlikwidujemy tę opuchliznę, chociaż sama też zejdzie w parę godzin. Podniosła się, by tym razem usiąść przy Seraphinie. Było to swego rodzaju poświęcenie ze strony Florence, złożone na ołtarzu miłości do rodziny, bo przy Patricku kucała, nie chcąc pobrudzić sobie spódnicy. Ujęła ostrożnie jej nogę, ściągając bucik, pończochę, a potem układając stopę panny Prewett na własnym kolanie. Palce Flo przebiegły po kostce, gdy oceniała jej stan: wyglądało to na zwichnięcie, więc cała procedura mogła być nieco mniej bolesna niż u Stewarda. - Postaraj się nie ruszać, kochanie. Przez chwilę będzie niestety bolało, ale potem będziesz mogła już biegać po okolicy i szukać kolejnych, przystojnych panów aurorów. Tak przy okazji, czy któreś z was dostawało się tu siecią Fiuu? RE: [Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia - Patrick Steward - 26.11.2022 Tej nocy Patrick miał przeżyć tyle upokorzeń, że kolejne chyba nie zrobiło mu już większej różnicy. Siedział i wyglądał jak człowiek, który właśnie został pokonany przez życie, myślami błądząc wokół tego, że naprawdę powinien tej nocy robić dokładnie to samo, co robił niemal każdego, poprzedniego roku. Być może pogrążanie się w poczuciu straty było smutne i na dłuższą metę bezowocne, ale z pewnością lepsze niż skręcanie kostki w zdradliwym lesie.
- Żebyś wiedziała – rzucił, uśmiechając się trochę szerzej do Florence. Wsadzając sobie solidny kawałek czekoladowego jajka do ust, psychicznie nastawiał się na ból, który miał za moment poczuć. I to nie tak, że Patrick jakoś szczególnie obawiał się bólu – z racji na zawód, który wykonywał, musiał nawyknąć do myśli, że czasem bardzo bolało. Ale w tym przypadku chodziło o to, że skręcił tę nieszczęsną kostkę kompletnie bezmyślnie i głupio, raniąc nie tylko swoje ciało, ale także i dumę. Patrzył intensywnie na Florence, gdy ta badała jego stopę a potem zajęła się jej leczeniem. Na moment odwrócił głowę, obiecując sobie w myślach, że będzie więcej biegał, więcej ćwiczył i w ogóle nie pozwoli by następnym razem zaskoczyła go jakakolwiek spróchniała gałąź. Jakaś jego część nie chciała również, żeby uzdrowicielka widziała jak bardzo go bolało. I niby wiedział, że miała takich przypadków mnóstwo, ale nie zmieniało to tego, że w tym konkretnym chodziło o niego i jego urażoną dumę. - Nie było aż tak źle – zauważył kilka sekund po tym, jak nadeszła ulga. Chwilę później Seraphina została wniesiona do namiotu. Patrick ledwo dostrzegalnie pokręcił głową, znowu myśląc o tym, że prezentował się dzisiaj doskonale: już cztery kobiety, które znał wiedziały jakim był łamagą. A wolał nie myśleć kto inny jeszcze zdążył zobaczyć, jak łamał kostkę. - Moja partnerka od pierwszego tańca! – odpowiedział na jej powitanie. Coś w jego sylwetce wskazywało na to, że całkiem ucieszył się z jej widoku. Może okoliczności nie były najszczęśliwsze, ale… - Szlag, a tak chciałem poskakać przez ognisko – wymruczał na słowa Florence. Obserwował jak uzdrowicielka zaczęła zajmować się nogą Seraphine. - Nie, dlaczego pytasz? RE: [Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia - Florence Bulstrode - 16.01.2023 - Nie? – zdziwiła się szczerze Florence, gdy Patrick wspomniał, że nie było aż tak źle. – W takim wypadku za mało się starałam. Ludzie przecież muszą bać się uzdrowicieli, aby bardziej na siebie uważali. Przebiegła spojrzeniem między kuzynką a Stewardem. Wyraz jej twarzy nawet nie drgnął, chociaż kobieta była w głębi ducha trochę zaintrygowana, gdzie to tańczyli pierwszy taniec. (Nie skojarzyła, że mogło chodzić o bal Longbottomów: w sali pełnej ludzi nie miała okazji wypatrzeć Patricka, a chyba nawet nie spodziewała się, że mężczyzna dostał zaproszenie. Seraphinę oczywiście dostrzegła, bo jakżeby inaczej, skoro ofiarowała tysiąc galeonów za kolację z Erikiem?) Spuściła zaraz z powrotem wzrok na nogę panny Prewett. Wyszeptała zaklęcie, mające zaleczyć zwichnięcie, jak najstaranniej mogła, drugą ręką gotowa przytrzymać nogę, gdyby Seraphina odruchowo spróbowała nią poruszyć. Trochę bolało, chociaż nieprzyjemne sensacje zaraz ustąpiły. - No, i już prawie z głowy… Daj mi jeszcze chwileczkę, usuniemy tę opuchliznę, na ile to możliwe. Poślij koniecznie kogoś do apteki, żeby kupił ci maść, posmaruj kostkę dziś i jutro rano, a wszystko się ustabilizuje do pojutrze – poinstruowała kuzynkę łagodnym tonem, po czym machnęła różdżką. Raz, drugi, dwa zaklęcia, rzucone jedno przy drugim i opuchlizna zmalała, siny ślad zaczął znikać. Florence, jakoś tak odruchowo, założyła Seraphinie buta z powrotem, chociaż ta przecież mogła zrobić to sama. - I po krzyku – powiedziała z uśmiechem, po czym podniosła się i ruszyła z powrotem w stronę Stewarda, otrzepując odruchowo spódnicę, choć ta wcale nie była szczególnie brudna. Przykucnęła ponownie, chcąc zabrać się za usuwanie krwiaków i siniaków także z jego nogi, aby po opuszczeniu namiotu mógł w pełni cieszyć się Ostarą.- Będziesz musiał znaleźć inny sposób, na zaimponowanie kobietom, bo dziś przy ognisku wolno ci co najwyżej posiedzieć – oświadczyła i nawet pogroziła mu żartobliwie palcem, jakby spodziewała się, że faktycznie ruszy skakać przez ognie. Kolejne pytanie dostarczyło jej już pewnych trudności. Patrick mógł zauważyć lekką zmianę w jej aurze – zwykle bardzo stałej, bo Florence rzadko poddawała się gwałtownym emocjom i była kobietą mocno stąpającą po ziemi. Zmiana kolorów mogła zasugerować… niepewność. Uczucie tak bardzo do Bulstrode niepasujące. - Sama nie wiem. To pewnie głupota – stwierdziła w końcu, pochylając się, i powtarzając tę samą procedurę, którą chwilę wcześniej zastosowała na swojej kuzynce. Kość została połatana już wcześniej, a teraz Florence pozbywała się także innych pozostałości po leśnej przygodzie. Po chwili ból ustąpił właściwie zupełnie, chociaż kiedy Patrick postawił nogę na ziemi, mógł wyczuć, że jeszcze jego chód nie będzie aż tak pewny, jak parę godzin temu. – Miałam sen na ten temat – mruknęła dość niechętnie, bardzo cicho, sama niepewna, dlaczego to Stewardowi mówi. Może dlatego, że skoro już zaczęła, a on spytał, nie wypadało nie dokończyć? W Hogwarcie, na początkach kariery Krukonki, zdarzało się jej odpowiadać na niezadane pytania, Patrick zaś znał ją ja na tyle długo, że raczej mógł się domyśleć, co to oznaczało. – Chciałam użyć sieci Fiuu, ale zamiar tego zakrztusiłam się dymem. Niby zwykły sen, ale wydał mi się niepokojący. Zastanawiam się, czy ja albo ktoś, kogo znam, nie utknie gdzieś z problemami z transportem… Chociaż te cholerne omeny nigdy nie są jasne, dopóki coś już się nie wydarzy. RE: [Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia - Patrick Steward - 18.01.2023 Patrick posłał Florence słaby uśmiech. Było źle, ale przecież nie mógł się jej do tego przyznać. Bywały w życiu takie sytuacje, w których dorosły mężczyzna musiał zacisnąć zęby i udawać, że był bardziej dzielny i męski, niż naprawdę był. To była jedna z takich sytuacji.
- Uwierz mi, że czasem wystarczy twoje spojrzenie, by pacjenci trzy razy zastanowili się przed kolejną głupotą, którą zamierzają popełnić – sprostował. On już wiedział, że na pewno trzy razy się zastanowi, zanim po raz kolejny pojawi się na Ostarze i przejdzie mu przez myśl szukanie w lesie czekoladowych jajek. A poza tym planował intensywniej ćwiczyć w najbliższym czasie. Obserwował jak zajmowała się Seraphiną. Wiedział, że jeśli czegoś naprawdę nie należało robić, to przeszkadzać uzdrowicielowi podczas wykonywania jego obowiązków. - Może, zwyczajnie, zadowolą się piwem kremowym albo czymś słodkim ze straganów? – podsunął żartobliwym tonem, gdy zajęła się usuwaniem krwiaków i siniaków z jego nogi. Gdyby nie to, że potrzebował tej nogi tego dnia także po to, by pójść na cmentarz, sprzeciwiłby się jej działaniom. Nie do końca czuł się komfortowo w sytuacji, w której się właśnie znaleźli. Skupił uwagę na jej aurze, zastanawiając się, co tak zaniepokoiło Florence. Odpowiedź nadeszła kilka sekund później. Gdyby czarownica nie była jasnowidzką, Patrick z miejsca zacząłby mówić coś o tym, że to był tylko zły sen i nie powinna się przejmować. Ale wiedział, że w przypadku Florence Bulstrode to nie było aż tak proste a ona sama nie przejmowałaby się zwykłymi koszmarami, nawet jeśli te okazałyby się wyjątkowo nieprzyjemne. Powoli, jakby zastanawiał się nad własną reakcją, kiwnął głową. Starał się podchwycić jej spojrzenie. - Były jeszcze jakieś znaki w tym śnie? – podpytał równie cicho. Nie mógł jej powiedzieć, że wypytywał nie tylko dla siebie jako aurora i biura aurorów, ale również dla siebie jako dla członka Zakonu Feniksa. Zabawne, ale gdyby naprawdę mogło chodzić tylko o niego samego, Patrick wcale nie chciałby znać prawdy. RE: [Ostara 72] Las bywa niebezpieczny dla zdrowia - Florence Bulstrode - 18.01.2023 - Doskonale, to znaczy, że warto było tyle ćwiczyć przed lustrem. Chociaż nie ćwiczyła. I nawet nie uważała, że ma szczególnie morderczy wzrok. Acz z pewnością patrzenie z dezaprobatą wychodziło jej całkiem nieźle, może na skutek praktyki, wprawdzie nie przed odbiciem, a młodszym kuzynostwem oraz rodzeństwem. - Wiedziałam, że wpadniesz na jakiś plan - odparła na jego słowa. Sama nie czuła się ani trochę niekomfortowo, ale było to pewnie związane z tym, że dla niej leczenie było rutyną. A na wydziale miała naprawdę różne przypadki. Często tak dziwne, ze prawie nie do uwierzenia. Zdarzało się też, wprawdzie rzadko, ale jednak, że pod jej opiekę trafiali jacyś znajomi. Złamanie Patricka nie było więc dla niej czymś nadzwyczajnym. - Hm... - mruknęła. Żeby zyskać na czasie. Nie dlatego, że potrzebowała się zastanowić czy przypomnieć. Bo nie potrzebowała: każdy szczegół snu utkwił w jej pamięci. Spojrzała na niego, gdy szukał spojrzenia i uśmiechnęła się, trochę blado. Nie wiedziała, że dopytywał dla Zakonu. Ale owszem, szeptała mu teraz informacje cichym głosem, bo pomyślała, że może - a nuż - coś stanie się z siecią Fiuu albo podczas jakiegoś sabatu? I on jako auror powinien o tym wiedzieć? Chociaż sama, tak naprawdę, wcale nie pragnęła takich snów. - Właściwie to chyba nie. Wzięłam garść popiołu. Ale zamiast ognia i podróży zakrztusiłam się dymem. Pomyślałam, że sieć Fiuu nie działa: nie mogłam się nigdzie teleportować. Wszystko było tak realne, jakbym wcale nie spała. A... może jedno. Z jakichś powodów bardzo chciałam spojrzeć w tym śnie na kalendarz. Nie zdążyłam, bo się obudziłam - wyrecytowała Florence, po czym wstała. Cała procedura była już zakończona. – Wszystko gotowe. Jeżeli nie boli cię przy chodzeniu, możesz już wracać na sabat. Jeżeli noga by sztywniała albo cokolwiek się działo, zgłoś się koniecznie do uzdrowiciela – powiedziała. Chciałaby dać mu więcej szczegółów, ale ich nie miała. I nie domyślała się, co mogła oznaczać ta wizja. Była nazbyt niejasna. Nie miała też okazji dowiedzieć się, że nie ona jedna doznała niepokojącego snu. Potem Florence zamierzała sprawdzić, czy Seraphina nie potrzebuje jeszcze jakiejś pomocy. Spędziła w namiocie jakiś czas, upewniając się, czy ktoś po wycieczce do lasu nie będzie chciał skorzystać z pomocy i uzdrowiciela, by później zwinąć swoje mini stanowisko. Chciała w końcu jeszcze zerknąć na stragany oraz później odnieść koszyk miejscowym kapłankom. (I, choć tego pozostawała nieświadoma: odebrać nagrodę za zebranie dużej ilości czekoladowych jajek. Wypatrywanie uchybień stażystów najwyraźniej ułatwiało także znajdowanie słodkości ukrytych w głębokim lesie…) |