Secrets of London
[15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125)
+--- Dział: Szkocja (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=127)
+--- Wątek: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności (/showthread.php?tid=5610)

Strony: 1 2 3 4 5


[15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Bard Beedle - 15.01.2026

Wieczór i noc wystarczyły, aby mogli stwierdzić ponad wszelką wątpliwość: przynajmniej jeden z mężczyzn, których szukali, musiał być w zamku przynajmniej dobę przed ich przybyciem. Teraz jednak w szkockim budynku objawiały się co najwyżej duchy, oszalałe i niekoniecznie zbyt przyjazne, a Cormac i Finn przepadli. Ich zapiski, mapy, nocna rozmowa Heather z duchami i wreszcie dziwna przygoda Dory i Thomasa naprowadzały jednak na dwa tropy. A rzucone tu i ówdzie uwagi sugerowały, że jeśli chcieli znaleźć kogoś żywego… musieli się spieszyć.
Wyglądało na to, że gdy ostatni McClivertowie zdali sobie sprawę z tego, że nie pokonają kwintoped, część z nich umknęła z zamku i mogła szukać schronienia w latarni morskiej – i że Cormac mógł wyruszyć tam ich śladem.
Drugą możliwością zaś były podziemia. Duch, zapętlony w chwilach tuż przed swoją śmiercią, odtwarzający je bez końca, może bo chciał, może bo musiał, sprawił, że Dora natknęła się na wejście, a Thomas mógł stwierdzić, że Cormac i Finn prawdopodobnie też tu dotarli. W notatniku, znalezionym w pracowni, znajdowały się zapiski, które w połączeniu z tym, co robił duch, sprawiały, że osoba wiedząca co nieco o runach miała możliwość otworzenia przejścia.
Nie mieli czasu z wielu względów – na ląd wzywała ich praca i sprawy Zakonu, jedna kwintopeda już odkryła, że w zamku są ludzie i nie chcieli czekać, czy wkrótce inne będą podążać jej śladem, a Cormac i Finn, jeśli jeszcze żyli, mogli być w tarapatach. Pozostawało się rozdzielić: sprawdzić latarnię i podziemia.
Wejście do, prawdopodobnie, laboratorium, znajdowało się na dolnej kondygnacji. W powietrzu unosiła się woń wilgoci i pleśni, na ziemi w jego pobliżu wciąż leżały szczątki kobiety, która szukała tu schronienia przed potworami. Po tak długim czasie pozostały po niej ledwo kości. Strzępy gobelinu, niegdyś wspaniałego, porzucono blisko ściany – nie dało się już zobaczyć, co przedstawiał, mogli jedynie zgadywać, że być może był to herb klanu i zawieszono go tu, by zasłaniał znaki, kiedyś pewnie dobrze widoczne na ścianie.
Kamienie, naciśnięte w odpowiedni sposób, po uzupełnieniu kilku symboli za instrukcjami z notatnika, zapadały się, aż w końcu ujawniło się przejście.

/odpisy do godziny 9.00, 19.01/


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Jonathan Selwyn - 17.01.2026

Bez względu na potencjalne zagrożenie ze strony potworów i otaczające ich przeszłe, jak i oby nie przyszłe, widmo śmierci, a także wszechobecną pleśń i zapach stęchlizny, Jonathan dalej naprawdę lubił zamki. No... Poza tym jednym konkretnym, w którym się obecnie znajdowali, bo z każdą kolejną chwilą Selwyn obawiał się, że nawet porządny remont i miła muzyka nie zrobi z tej budowli przytulnego miejsca.
No dobrze – powiedział do grupy, zerkając na otwarte przed nimi przejście. – Chyba nadeszła pora, aby jak najszybciej zakończyć naszą urokliwą szkocką eskapadę. Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś informacje, lub z jakiegoś powodu wolałby nie wchodzić dalej, to jest to najlepszy moment, aby o tym powiedzieć.
Nie że zakładał, aby tak było, ale przecież i tak lepiej było się upewnić.
Następnie, o ile ktoś nagle nie wykrzyknął jakiś nowych rewelacji, Jonathan wyciągnął przed siebie różdżke i kiedy wszyscy byli gotowi, stanął jako pierwszy, aby wejść do środka, a jeśli nikt nie zgłosił sprzeciwu, to ruszył przed siebie uważnie nasłuchując jakichkolwiek oznak niebezpieczeństwa.

Nasłuchuję problemów/potworów/nadchodzącej śmierci, percepcja III

[roll=Z]


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Erik Longbottom - 18.01.2026

Notatka na później: jeśli przyjdzie co do czego, to chyba najlepiej będzie po prostu wywalić wszystko z piwnicy i spalić, a potem zasypać niższe kondygnacje budowli, pomyślał Erik, zamykając ich trzyosobowy pochód, który przemierzał zamkowe podziemia w poszukiwaniu odpowiedniego przejścia. Unoszący się w powietrzu zapach stęchlizny i wilgoci nie napawał go wielkimi nadziejami; większość mebli znajdujących się w tym miejscu raczej nie nadawało się do użytku. A to z kolei poddawało w wątpliwości stan wyposażenia laboratorium i tego, co mogło kryć się jeszcze głębiej pod wiekowym zamczyskiem. Czy jeśli to tutaj leżał klucz do pozbycia się kwintoped z wyspy, to będzie w ogóle zdatny do użytku po takim czasie?

… Postarajmy się patrzeć pod nogi? — podsunął miękkim głosem Erik, rozglądając się nieufnie na boki, aby koniec końców opuścić wzrok na podłogę. — Nie wiemy na dobrą sprawę, co robili w tych podziemiach, kiedy zamek jeszcze w pełni funkcjonował. Możliwe, że zadbali o jakieś środki bezpieczeństwa. Niektóre pułapki dalej mogą działać. Albo coś mogło rozpaść się na tyle, aby stanowić faktyczne zagrożenie.

Longbottom puścił resztę grupy przodem, skupiając się tym razem na ubezpieczaniu tyłów. Jego wzrok raz po raz strzelał na boki; po tym, jak natknął się na jedno z tych stworzeń, podczas zwiadu z Heather wolał dmuchać na zimne. A skoro schodzili coraz głębiej i głębiej... Tym większa była szansa na to, że mogli natknąć się w jakimś bocznym pomieszczeniu na tunel wykopany przez kwintopedy. Ich tajne przejście, które mogło się okazać ich najgorszym przekleństwem. Czy one w ogóle są na tyle inteligentne, aby skoordynować atak z dwóch różnych stron?, zachodził w głowę Erik, wodząc wzrokiem po ścianach. Czy część stada mogła zaatakować od frontu zamku, podczas gdy inne osobniki skupiłyby się na ataku z podziemi? Mężczyzna wypuścił głośno powietrze z ust. Miał szczerą nadzieję, że nie będzie im się dane o tym przekonać.

(Percepcja) Rozglądam się po pomieszczeniu x1
[roll=Z]



RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Dora Crawford - 19.01.2026

Na nowo stali przed tajemniczym wejściem, który znalazła za pomocą ducha i na nowo też Dora przesunęła palcami po zimnych kamieniach, śledząc umieszczone na nich znaki i próbując wcisnąć je w odpowiedniej kolejności. Tak, by otworzyć przed nimi przejście.
Zapamiętała; przejście się otworzyło i oto mogli ruszyć w dół, badając skrywane tam tajemnice.
Dziewczyna nie oponowała na temat tego, kto zamierza zejść pierwszy, nie mając zamiaru robić tego pierwszej, chyba bardziej z przyzwyczajenia. Wszyscy zawsze pchali się przed nią i teraz na nowo przyjęła pasywniejsze podejście, dbając tylko o to by rozpalić różdżkę za pomocą lumos.
- Ten duch którego widziałam... coś zabiło go przed wejściem więc mam wrażenie że wewnątrz może być w miarę bezpiecznie... - chodziło jej oczywiście o obecność potworów, bo pułapki to było zupełnie co innego. Niemniej jednak, starała się uważnie rozglądać po otoczeniu, gdyby coś miało wydać się niebezpieczne, albo chociaż podejrzane.

// percepcja na otoczenie
[roll=N]


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Bard Beedle - 19.01.2026

Z przejścia nie dobiegały żadne dźwięki. Gdy Dora otworzyła przejście – kamienie poruszały się powoli, zmieniając położenie tak, jakby momentami się zacinały, może przez wzgląd na to, jak wiele czasu minęło, odkąd zajmowano się tym miejscem - zajrzeli do środka, ujrzeli jedynie ciemne schody, które zdawały się ciągnąć daleko, daleko w dół. Przy jednej ze ścian dostrzegli bardzo stare kratki, w których umieszczono coś, mającego zapewne służyć jako pochodnie, choć mogli spokojnie zamiast tego użyć lumos. Światło, które przywołała Dora, oświetliło stopnie. Jonathan, gdy się rozglądał i szukał potencjalnych niebezpieczeństw, kątem oka jeszcze przed ruszeniem w ciemność wyłapał jakiś ruch, mignięcie czegoś nie do końca widzialnego, a potem poczuł chłodny powiew.
Być może nie wchodzili do podziemnego laboratorium, o którym pisali ich zaginieni naukowcy, sami. Może kobieta, która lata temu liczyła, że znajdzie w nim schronienie przed potworami, ale nie zdążyła się dostać do środka, zamierzała im towarzyszyć.
Erik natomiast, gdy zrobił kilka kroków na schodach, odniósł wrażenie, że w bladym świetle blasku lumos Dory, widzi w pokrywającym je kurzu coś, co wyglądało jak ślady – być może świadczące o tym, że… jednak to miejsce nie było opuszczone przez dziesiątki albo setki lat.
Ktoś mógł zejść tutaj przed nimi. Niedawno. Ale to chyba dobrze, zważywszy na to, że przecież na to mieli nadzieję: że znajdą tutaj jeśli nie obu, to przynajmniej jednego z zaginionych. Pytaniem było jednak… jeżeli tu wszedł, to co powstrzymało go przed wyjściem?
Trzy kolejne kroki. Dość czasu, by wymienić parę zdań, jeśli chcieli poinformować się nawzajem o tych drobnych odkryciach. A potem…
Potem poczuli coś, co mogło się im przydarzyć kiedyś w Hogwarcie.
Stopnie pod ich stopami zaczęły się poruszać.
Prawdopodobnie zaklęto je w jakiś sposób, by broniły przejścia intruzom lub trzeba było zrobić coś, by temu zapobiec. I niekoniecznie ten ruch był tak nieszkodliwy, jak tych hogwarckich…

Proszę was wszystkich o wykonanie rzutów na af!
Odpisy proszę do 22.00 22.10



RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Erik Longbottom - 22.01.2026

Zatrzymał się na chwilę przed okratowanymi uchwytach na pochodnie. Przejechał po nich wzrokiem, próbując wyliczyć, czy jakiejś brakowało, a przed pójściem dalej dotknął palcami ich czubków, jakby chciał sprawdzić, czy da się wyczuć jakiegokolwiek ciepło po ich ostatnim rozpaleniu.

Ciekawe, jak stare mogą być tutejsze systemy zabezpieczeń. Zaklęcia ochronne, pułapki, jakieś przejścia... Część zapewne pochodzi z czasów przed kwintopedami, ale kto wie, co zostało wplecione w te ściany wcześniej? — skomentował, słysząc słowa Dory.

Cały ten zamek może być jedną wielką śmiertelną pułapką, pomyślał przelotnie. W sumie powinni byli się tego spodziewać. Zakon raczej nie wysyłał bojówki na misje do zabytkowych, zadbanych miejsc. To praktycznie zawsze były jakieś jaskinie, porzucone domostwo, dzikie lasy lub wypizdowa na końcu świata, po których nie wiadomo było czego się spodziewać. A ta budowla? Zapuszczona, zniszczona, nawiedzona i nękana przez potwory-kanibale. Nie mówiąc o tym, w jakim stanie mógł być cały system zabezpieczeń. Ciekawe, czy to samo tyczyło się innych budowli znajdującej się na wyspie, jak na przykład ta cała latarnia?

Erik zwolnił nieco kroku, gdy zauważył coś w świetle różdżki Menodory. Zmrużył oczy i przybliżył się do pobliskiej ściany, przyglądając się dość nietypowym śladom. Nietypowym raczej ze względu na to, że znajdowali się w opuszczonym miejscu, niż tym, że w samym swoim wyglądzie wzbudzały podejrzenia. Nie dotykając niczego, Longbottom zaczął wodzić spojrzeniem po śladach.

Chyba faktycznie ktoś tu trafił przed nami — poinformował na głos, wskazując palcem na pokrytą kurzem ścianę. Pod odpowiednim kątem dało się jednak dostrzec, że nie był to zwykły brud. Wyglądało to raczej tak, jakby ktoś nieumyślnie przejechał parę razy ręką po brudnych kamieniach, a kurz jakiś czas później pył ponownie uderzył w to miejsce, pozostawiając znak po czyjejś interwencji. — Pytanie tylko, jak dawno... Mam nadzieję, że się nie minęliśmy, bo wyszłoby, że cały czas tylko idziemy po ich śladach.

Wypuścił głośno powietrze z ust. Ech, gdyby nie to stado kwintopedów, to mogliby spróbować posłać w niebo jakiś komunikat. Magiczną flarę, sieć iskier... Cokolwiek, co mogłoby zwrócić uwagę zaginionych członków Zakonu Feniksa. A tak, o ile chcieli zachować się odpowiedzialni, to musieli jednak działać po cichu. Zaledwie kilka kroków później okazało się, że nawet działanie ''na spokojnie'' nie było w stanie ich uratować przed niespodziankami, jakie miało jeszcze w zanadrzu zamczysko, ponieważ... Schody nagle zmieniły się w zjeżdżalnię. Ciało Erika mimowolnie wygięło się do tyłu, gdy mężczyzna próbował zachować równowagę lub jakkolwiek zamortyzować nieuchronny wypadek.

(AF) Czy Erik utrzyma równowagę/Jak mocno się poślizgnie na schodach? x1
[roll=W]



RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Jonathan Selwyn - 22.01.2026

Chyba ktoś tu jest – wyszeptał w stronę towarzyszy, licząc że ktokolwiek, lub cokolwiek postanowiło im towarzyszyć nie usłyszało jego cichego ostrzeżenia. Przynajmniej to nie mogły być potwory, prawda? Potwory raczej nie przenikałyby w cieniu, a już by ich zaatakowały.
Chociaż nie jestem fanem takiego finału, to muszę przyznać że byłoby to niezwykle komiczne – odpowiedział na uwagę Erika. – Jeszcze by się okazało, że podtreptami ich śladami do Londymu, gdzie wszyscy napijemy się ciepłej herbaty.
Na pewno byłby to znacznie bardziej szcześliwszy scenariusz, ale skoro już tutaj byli i musieli chodzić po tych wstrętnych korytarzach, wypełnionych dziwnymi kobietami w nieidentyfikowalnych ubraniach, to... To możliwe, że troche chciał być teraz bohaterem i uratować zaginionych towarzyszy.

Niestety, wredne, paskudne, parszywe schody, zamkowa konstrukcja architektoniczna o woli gorszej od woli samego Voldemorta, magii paskudniejszej niż maski Śmierciożerców i najwyraźniej wyczuciu czasu znacznie bardziej nietaktownym, niż pojawienie się clowna na czyimś pogrzebie, postanowiły zacząć się ruszać.
Jonathan zacisnął zęby i śladem za resztą, spróbował utrzymać równowagę.

Rzut na utrzymanie się na schodach, af II

[roll=N]


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Dora Crawford - 23.01.2026

- Byli chyba jakimiś mistrzami klątwołamania czy coś takiego, dobrze pamiętam? Jeśli tak to może być tu pełno nieznanych zabezpieczeń. Ale raczej nie ma kwintopend - sprostowała swój wcześniej, w sumie dość optymistyczny, komentarz. Miło było sobie chociaż przez moment pomyśleć, że byli w jakiś sposób bezpieczni, ale całkowite w to uwierzenie było zwyczajnie mało mądre, w końcu byli w świecie pełnym czarów i magii. Tu wszystko mogło się wydarzyć. Mogli nawet sami zmienić się w pięcionożne potwory, jeśli zejdą na sam dół.

- Póki nie widać, żeby się cofały, to chyba nie jest tak źle? Znaczy że gdzieś doszły - i bardzo liczyła na to, żeby należały one do któregoś z panów, którzy im się tutaj zagubiły, a nie jakiegoś marudera który skończył tutaj setki lat temu. - Oh, to by było bardzo przyjemne rozwiązanie. Nie pogardziłabym herbatą. Strasznie zmarzłam przez to lunatykowanie - pociągnęła trochę nosem, bo może jeszcze nie była chora, ale chodzenie na bosaka w październiku i to po nocy, a do tego po kamieniach, nigdy nie mogło skończyć się dobrze.

Długo jednak o tej herbacie nie mogła myśleć, bo coś się zmieniło. Schody zadrżały, zaczęły zmieniać kąt położenia i trzeba było łapać równowagę. Dora instynktownie próbowała przesunąć się pod ścianę, jakby tam miało przyjść jej to łatwiej, ale starała się nie wypuścić różdżki, żeby nie zgubili światełka.


// af ◉○○○○ na utrzymanie równowagi
[roll=O]


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Bard Beedle - 23.01.2026

Schody drżały pod ich stopami, wprawione w ruch jakąś starą, być może nie do końca już sprawną pułapką, albo kiedyś zaklęte. Dora i Erik, choć poczuli, że tracą grunt pod stopami, nie polecieli jednak na łeb na szyję – ani na Jonathana, który schodził jako pierwszy, i jakoś usiłując utrzymać równowagę instynktownie zrobił jeszcze krok na przodu, a stopień, na którym oparł stopę, już się nie trząsł.
Selwyn zdołał więc ustać i pozostał bezpieczny.
Erik i Dora nie mieli takiego szczęścia.
Schody ich nie zrzuciły: dosłownie ich połknęły. W jednej chwili dwójka Gryfonów znajdowała się na stopniach, schodząc gdzieś w ciemność, w kolejnej zaś ich nie było. Jonathan zdążył jeszcze zauważyć kątem oka, jak zostają wciągnięci w dół, w jakąś pułapkę, usłyszeć zdławiony okrzyk, który wydała z siebie Dora… a potem był sam.
Nie. Nie sam.
Migotliwa postać, na półprzezroczysta, czekała na samym dole schodów, w mroku.
*

Dora zapadła się gdzieś w dół, a potem wylądowała na zimnej, twardej posadce. Światło na jej różdżce migotało, to rozpalając się, to wygasając, i w bladym blasku widziała tylko najbliższe otoczenie, a w nim… nic właściwie. Żadnych mebli, żadnych ścian nawet: ginęły w mroku.
A potem gdzieś z ciemności odezwał się głos, dziwnie znajomy.
Jej własny.
– Wszystko w porządku? – spytała Dora Crawley, wychodząc z mroku… Nie. Wyłaniając się z niego: jakby nie tyleż kryła się do tej pory w ciemnościach, co stanowiła ich część, została z tej ciemności ukształtowana. Jej ciemna sukienka zdawała się utkana z mroku, a ciemne nitki poruszały się po dłoniach i twarzy, jakby wrośnięte częściowo w skórę, wciąż jednak ruchome.
*

Erik spadał.
W takich chwilach wnętrzności wywijają koziołki, adrenalina wystrzeliwuje, wydaje się, że serce zaraz wyrwie się z piersi. Upadek zwykle trwa chwilę: czasem, jeśli spadasz z naprawdę dużej wysokości, zdążysz jeszcze pomyśleć, że umierasz. Przypomnieć sobie swoich najbliższych. Dokonać rachunku grzechów.
Może wypowiedzieć słowa modlitwy.
Ale jego upadek nie kończył się.
Spadał.
I spadał…
…i spadał.
W dół. W pierwszej chwili szybko, potem jednak wolniej, coraz wolniej, tak że nawet gdyby w coś uderzył, nic by mu się pewnie nie stało, lecz otaczała go nieskończona ciemność i nie wydawało się, że to upadanie kiedykolwiek dobiegnie końca.

/Odpisy proszę do 26.01, godzina 21 – chyba że ktoś potrzebuje dodatkowego dnia, to niech mnie tyrpnie od razu/


RE: [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności - Jonathan Selwyn - 26.01.2026

W pierwszej chwili Jonathan uśmiechnął się triumfalnie, gdy dotarło do niego, że nie dał się podłym schodom. Potem jednak uśmiech zniknął z jego twarzy, gdy kątem oka zobaczył, jak jego towarzysze znikają w tych właśnie schodach. Świetnie. Cudownie. Genialnie. Do tej pory myślał, że stopnie w najgorszym wypadku zafundują im jedynie kilka siniaków, ale najwyraźniej się pomylił. Najwyraźniej schody po prostu pochłaniały ludzi! I już miał rzucać na te kilka przeklętych stopni, wszelkie mu znane zaklęcia rozpraszające, aby spróbować uwolnić przyjaciół, ale niestety coś mu przeszkodziło. Bo nie dość, że Dora i Erik właśnie wpadli w pułapkę, to co gorsza, najwyraźniej nawet po tym zdarzeniu, nie był w pomieszczeniu sam. Jonathan zacisnął usta i zrobił kilka kroków do przodu, gotowy na konfrontację, wciąż zachowując jednak przy tym bezpieczny dystans i co prawda jeszcze nie wycelował zacisniętej w dłoni różdżki w stronę półprzezroczystej istoty, ale w każdej chwili był na to gotowy. Zupełnie tak jakby rzeczywiście mógł zadać fatalnym obrażenia duchowi.
Kim jesteś? – spytał zdecydowanym tonem. – To ty stoisz za tą pułapką? Jeśli tak to wypuść moich przyjaciół. Nie są groźni. Żadne z nas nie ma złych zamiarów. Szukamy tylko naszych towarzyszy. Znajdziemy ich i już nas nie ma.