Niespieszny walc tkał swoje istnienie pośród tańczących par. Wśród nich byli oni, zasłuchani w dźwięki muzyki, poddający się jej powolnemu, dogasającemu pulsowi, pełnemu nostalgii i sentymentu, zaszytego w tkance dźwiękowej smyczków.
Emocja, afekt unoszący się w powietrzu, znajdował swoje odbicie na przystojnej twarzy czterdziestoletniego czarodzieja, dyplomaty, polityka, osoby obracającej się w wysokich sferach, nadającej kierunek i trajktorie niektórym ciałom niebieskim tego czarodziejskiego firmamentu. Dziś, elegancko ubrany, ze srebrzystymi gwiazdami wyszytymi na szacie ciężkiej kobaltową głębią, prowadził półkrwistą czarodziejkę w tańcu na moment zapominając czemu tu byli.
On... z oczywistych względów musiał być na tym balu, tak jak bywał na każdym balu od momentu przyjęcia na swoje barki nominacji na ambasadora brytyjskiego we Francji i objęciu misji dyplomatycznej. Reprezentował kraj i jego interesy, tak wczoraj jak i dziś: godnie, z szacunkiem i właściwą sobie elegancją. Ktoś mógłby powiedzieć - z właściwą sobie przebiegłością i giętkością wężowego cielska.
Donos był banalnie prosty do złożenia, szczególnie, gdy już wcześniej usuwał swoich przeciwników politycznych kilkoma sprawnie przekazanymi informacjami do biura aurorskiego, dłońmi związanego z nim swoistym
gentelmans agreement Bletchleya. Jakież było więc zdziwienie Shafiqa, gdy nie tylko wybrano go jako cichego wspólnika śledztwa, ale i przydzielono aurora absolutnie innego od starego dobrego Juliana.
Cassandra oczywiście o wiele bardziej wpasowywała się w anturaż zimowego balu organizowanego w jednostce dyplomatycznej nikt też nie zadawał zbędnych pytań jej obecność nie wzbudzała podejrzeń.
Jeśli czarnomagiczne księgi będą spisane w dowolnie innym języku, pana pomoc może okazać się nieoceniona – anonimowy donos, a wybrano do tego właśnie jego! Początkowo był oburzony, mimo wszystko zgodził się na tę szaradę. Rozgrywka tego typu mogła umilić mu nadchodzący bal, a aparycja i gracja panny Cavendish, jego partnerki, zdawała się przysłaniać wątpliwą jakoś pochodzenia.
Dlatego teraz tańczyli, w milczeniu, w skupieniu. Za moment muzyka ustanie, a im przyjdzie odnaleźć pokoje marokańskiej delegacji i zweryfikować bagaż, znaleźć winnego. Nie był to pierwszy ruch w tej grze, ale niespieszne zbliżanie się do finałowego mata napełniało go ekscytacją. Orkiestra umilkła na moment, a on ukłonił się nisko i ucałował dłoń młodej, ale wciąż niebezpiecznej i dla niego i dla jego interesów kobiety.
– Czy miałaby pani ochotę obejrzeć zebraną na piętrze kolekcje rzeźb? – Niedługo miała wybić dwunasta, goście byli wystarczająco zmęczeni alkoholem, za kwadrans miały pojawić się mięsa. Godzina wilka na przyjęciach, grzechem byłoby nie skorzystać z nadarzającej się do tego niewinnego śledztwa okazji.