Secrets of London
[lato 1962] forcibly grounding | Deirdre & Cassandra - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [lato 1962] forcibly grounding | Deirdre & Cassandra (/showthread.php?tid=5640)



[lato 1962] forcibly grounding | Deirdre & Cassandra - Deirdre Malfoy - 21.01.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=s6gfFJs.png[/inny avek]

Weź tę miotłę, nie tamtą i pilnuj, żeby klapki koszyka się nie podnosiły — drygowała Ivanka, wciskając córce koszyk w dłonie. Młoda Deirdre wydęła policzki, nadal zaciskając ciasno zęby. Nie potrzebowała dodatkowych instrukcji od swojej matki, wiedziała jak latać na miotle, która stanowiła obecnie jedyny samodzielny środek transportu nastoletniej czarownicy, skoro teleportacja była dla niej wykluczona, a rodzice nie posiadali własnego magicznego powozu. Nie lubiła latać, ale jeśli miała wybierać, preferowała to, niż spędzenie całych wakacji w Little Hangleton. Nawet jak na nią, nie było tu co robić.

Deirdre umówiła się z Laną Dolohov, swoją kuzynką i przyjaciółką z dormitorium na zwiedzanie nawiedzonych ruin, więc wiedziona wnioskiem, że ruiny mają ogród, dziewczyna przygotowała koszyk z przysmakami na piknik po zwiedzaniu. Małej Malfoy nie interesowały zamki ani pałace, jeżeli nie mogła w nich zamieszkać, robić notatek w ich wykuszach i błąkać się po nocy z kandelabrem w koszuli nocnej, strasząc służbę. Zgodziła się jednak na tę wycieczkę, bo dwa tygodnie wcześniej zaciągnęła Dolohov na wystawę magicznych gadów i płazów. Zresztą, nawiedzony piknik brzmiał dużo lepiej niż kolejny dzień pośród murów domu rodzinnego.

Już, zostaw mamo. Startuję. Będę na kolację — powiedziała czternastoletnia czarownica, przekładając nogę przez kij, co spotkało się z cmoknięciem dezapropaty, więc zaraz wróciła do siedzenia, jak dama, dużo mniej stabilnego, bokiem. Miotła uniosła ją w górę, a błękitna sukienka w drobną karteczkę, zatrzepotała.

Deirdre Malfoy stanowiła przeuroczy widok ze słomianym kapeluszem, trzymającym się jej jaśniutkich włosów za pomocą czerwonej wstążki zawiązanej pod brodą, pasującej do czerwonych guziczków na przodzie sukienki oraz wisienek na bluzeczce z kołnierzykiem i bufiastymi, krótkimi rękawami, założonej pod pinaforę.


***

Tego nie było w planach Deirdre. Kilka minut wcześniej, na etapie jeziora, powinna skręcić nad jego taflą na wschód i pofrunąć w stronę wzgórza, ale jej miotła za nic nie chciała jej słuchać. Ani magia ani próba szarpania drążkiem, ani przechylanie się na strony. Nie dawały żadnego efektu. Na szczęście była wysoko w górze, więc tylko raz musiała unosić stopy w górę, aby nie zahaczyć stopami o koronę drzewa. Na nieszczęście leciała bardzo szybko i z każdą sekundą przybliżała się do śmierdzącej chmury dymu, wydobywającej się z mugolskiej fabryki, która stała w niedalekiej odległości od mugolskiej wioski.

Dziewczyna zaczynała coraz bardziej panikować.

Nie chciała umrzeć, rozbijając się o komin mugolskiej fabryki. Jak to w ogóle brzmiało! Co napiszą w gazetach? Rodzina pogrążona w smutku, córka zabita przez mugolską fabrykę. Już i tak była przekonana, że zaburzenia w magii lotu na miotle wynikają z zanieczyszczeń produkowanych przez te paskudne zwierzęta, jakimi są niemagiczni. Gdyby nie była tak sparaliżowana strachem, pewnie złorzeczyłaby cały czas, ale milczała, próbując zatamować łzy w oczach.