![]() |
|
[Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? (/showthread.php?tid=5644) Strony:
1
2
|
[Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? - Brenna Longbottom - 21.01.2026 Dom, na którego zakup zdecydował się Alexander, może nie był wymarzony, ale na pewno całkiem dobrze odpowiadał na jego potrzeby i spełniał wymaganie, jakie mogła mieć Yelena odnośnie posiadania ogródka. Należało oczywiście wykonać w nim kilka prac remontowych, a także zadbać o rzeczony ogródek, w którym po poprzednich właścicielach pozostało mnóstwo śmieci oraz uschniętych krzaków, ale wszystko wskazywało na to, że już wkrótce to miejsce będzie spełniało nawet wysokie wymagania przyszłej pani Aristov. Problem pojawił się jednak dość szybko, i dotyczył właśnie ogródka. Został zidentyfikowany przez mężczyzn, którzy zostali zatrudnieni do usunięcia uschniętych krzaków i drzewek, które wkrótce miały być zastąpione… Brenna w sumie nie wiedziała czym. Może trawą, może krzewami róż, może jakimś ładnym poletkiem, w których Alex będzie mógł zasypywać trupy, a może hodowlą niedźwiedzi. Czymś w każdym razie na pewno. W każdym razie, jeśli już o zasypywaniu trupów mowa… – TRRRRRUP! Krzyk dobiegł z zewnątrz, kiedy Brenna właśnie rozmawiała z Alexanderem w salonie, odnośnie przeprowadzonych w niej modernizacji, i próbowała mu udowodnić, że różowe zasłonki byłyby świetnym pomysłem, który dopełni nowego wystroju pomieszczenia, przełamie wzorce obowiązujące w okolicy i wyróżni ich na tle sąsiadów, i Yelena na pewno będzie zachwycona, a w ogóle to dlaczego nie spytać jej o zdanie, przecież to kobiety częściej przyjmują gości w salonach, i tak w ogóle, Alex, no nie mów, że odrobina różu naruszy twoją męskość. Zamarła na moment, a potem niewiele myśląc wyskoczyła na zewnątrz oknem, bo wrzaski o trupach w Little Hangleton mogły oznaczać wszystko. Że oto wizytę składał sąsiad, niezdrowo blady Fawley, który może był ghulem, a może nie, ale niegrzecznie tak krzyczeć o ludziach, że są trupami. Że pod twoim domem jakiś czarnoksiężnik kogoś zamordował. Albo że z Lasu Wisielców wyszedł infernus i za moment kogoś pożre. Ale kiedy jakieś dwadzieścia sekund po tym krzyku Brenna dotarła na miejsce, już z różdżką w ręku, nie zobaczyła na szczęście albo nieszczęście nieumarłych, gotowych atakować każdego żywego, a tylko bardzo bladego ogrodnika, i wystającą z ziemi przy usuwanych krzewach gnijącą rękę. RE: [Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? - Alexander Aristov - 25.01.2026 Nie to, żeby Alexander się jakoś specjalnie irytował siedząc tam i omawiając z Brenną to jak będzie urządzony dom, jak wszystko poukładać, jakie będą stoły, jakie komody, szafy i fotele. Czy łóżko może jednak z baldachimem, a może zupełnie proste? Może królewskie, a może wodne? Czy ogrodzie grusze, a może jabłonie? Ale, przepraszam za słownictwo, do chuja, różowe zasłony!? Różowe!? Czy on wyglądał jak Ken? No dobra, może i był przystojniakiem, ale bez przesady. Nie wyglądał jak przystojniak o blond włosach i błękitnych oczach zrobiony z tworzywa sztucznego. Wywrócił jeszcze raz oczami, chcąc postawić kolejne stanowcze nie, jednak Brenna była uparta. I och, jak on się cieszył, że nie było przy tym Leny. Bawiłaby się doskonale, przeciskając go tak z Brenną do muru. Ubaw po same kurwa pachy. Jednak Alexander szybko zamknął swoje usta, słysząc krzyk dochodzący gdzieś z ogrodu. W następnej sekundzie Brenna już wyskakiwała przez okno. Nawet na moment Aristov wstrzymał oddech, był przekonany, że dziewczyna zahaczy nogą o framugę i wyląduje na trawie plackiem. Jednak nic takiego się nie stało i Alexander wypuścił powoli powietrze z płuc przez nos. Z drugiej jednak strony w końcu działo się coś ciekawego i nie musiał zajmować się wyborem zasłon do salonu. -Nareszcie, cholera, coś ciekawego. - powiedział sam do siebie i uśmiechnął szeroko. Jakaś tajemnica wymagała rozwiązania, może Brenna w międzyczasie zapomni o tym różu i da mu spokój. Bał się też, że jeśli Brenna zapyta Yelenę o te zasrane zasłony to obie będą w stanie go przekonać. A bardzo nie chciał różu w salonie. Wstał więc i bardzo powolnym krokiem wyszedł z domu, dołączając do Brenny w ogrodzie. Ogrodnik wyglądał jakby... No jakby dopiero co znalazł jakieś zwłoki. Sam Alexander wyciągnął swoją różdżkę i podszedł bliżej, ominął ogrodnika i kucnął obok wystającej z ziemi ręki. -Popatrz! Rzeczywiście. - powiedział z nieukrywanym zainteresowaniem Alexander, odwracając głowę w stronę Brenny, wskazując różdżką na gnijącą rękę. -Ciekawe do czego doszło w tym domu. I chyba wiemy, czemu był tak tani. O cholera. Jak tylko Yelena się o tym dowie to wpadnie w szał. Może... Może lepiej trzymać to w tajemnicy. Alexander przygryzł delikatnie swoją dolną wargę i wrócił do ogrodnika, wsadzając swoją dłoń w kieszeń spodni i grzebiąc tam przez chwilę, jakby czegoś w tej kieszeni szukał. W końcu wyciągnął garść galeonów i wcisnął w dłoń ogrodnika. -Będę bardzo wdzięczny za trzymanie języka za zębami. - powiedział głosem suchym i zimnym jak pękający lód. Po tych słowach wrócił spojrzeniem do gnijącej ręki, a potem przeniósł je na Brennę. -Zakładam, że powinniśmy postąpić właściwie? Nie możemy tego po prostu... Utylizować? - westchnął głęboko Alexander. No tak. Brenna zapewne będzie chciała zrobić wszystko z literą prawa, wezwać kogoś, poinformować. Wiec zanim jeszcze Panna Longbottom odpowiedziała, Aristov wywrócił oczami. Nie było sensu się z nią kłócić. -Dobra, dobra. Rób co musisz. Machnął ręką, jakby nie bardzo się tym przejmował. Z jednej strony to tylko głupie ciało, z drugiej był ciekaw historii, która kryła się za tymi zwłokami. Do kogo należały i dlaczego ktoś ukrył je tak... słabo? No bo przecież, gdyby nie krzewy to ręka byłaby widoczna. Był to bardzo płytki pochówek, więc albo ktoś się śpieszył, albo nie wiedział co robi. Albo zbrodnię popełniono w afekcie i ktoś się po prostu wystraszył. RE: [Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? - Brenna Longbottom - 26.01.2026 Brenna oczywiście odnotowała sobie w myślach, żeby przesłać Yelenie katalog i zaznaczyć w nim te kolorowe zasłony, kilkoma wykrzyknikami, i oczywiście różwe. Tak ogólnie to wtrącała się tu o tyle, o ile mogła doradzić, który rzemieślnik zrobi świetny stół, u kogo zamówić najlepsze dywany, i w którym antykwariacie sprzedają nie antyki, a stare buble, bo oczywiste, ale uważała, że ten dodatek absolutnie spodoba się pannie Karkaroff! A Alexander był tutaj uparty z jakichś dziwnych, niezrozumiałych powodów. Sprawa różowych zasłonek (albo czarnych, jak dusza Alexa, skoro tak bał się kolorów) szybko jednak zeszła na dalszy plan, zepchnięta na boczny tur przez znalezienie trupa. Ostrzegała Aristova, że do czegoś takiego może dojść, ale… …chyba sama wtedy sądziła, że żartuje. – Panowie, proszę się cofnąć, i niczego nie dotykać – poprosiła z miejsca pracowników, sama przyklękając na ziemi, ale w pewnym oddaleniu od wystającej z gruntu ręki, by przypadkiem nie naruszyć miejsca zbrodni. Ręka bez wątpienia gniła. Brenna nie była patologiem, nijak nie mogła więc stwierdzić na sto procent, ile przeleżała w ziemi, ale widziała, że ciało nie jest ani świeże – nie na tyle, by ktoś zginął tutaj w tym tygodniu na pewno – ani nie leży tu od jakichś stu lat. Znaczy się… część ciała. Istniała możliwość, że pod spodem była reszta, ale równie dobrze mogli mieć tutaj tylko fragment. – Nie będziesz się nudził w Little Hangleton – westchnęła, gdy Alexander do niej dołączył. – Na twoje szczęście, praktycznie na pewno trafił tu przed zawarciem umowy, więc niekoniecznie trzeba o tym wspominać Yelenie. A przynajmniej zakładała, że to ją miał na myśli mówiąc o tym trzymaniu języka za zębami. Skoro oficjalnie on był nabywcą, to jeżeli potwierdzą, że ciało leżało tu od jakiegoś czasu, nie będą musieli przesłuchiwać Yeleny. Bo co do utylizacji, to tylko rzuciła mu spojrzenie, z gatunku tych „no – chyba – sobie – żartujesz”. Niech się przyzwyczaja, nie byli w Rosji. Znaczy się na takim Nokturnie pewnie ten i owy by owszem utylizował, ale jednak to stanowiło raczej wyjątek nie regułę… no i mieli tu paru świadków. – Skorzystam z kominka, dobrze? – poprosiła. Puści wiadomość do Departamentu. A potem trochę się tu rozejrzy. * Pięć minut później wiadomość trafiła do Departamentu przestrzegania prawa, jeden z pracowników dostał ataku paniki, a drugi siedział pod domem na starej ławce, pozostałej jeszcze po poprzednich właścicielach, z ponurą miną. Brenna zaś poprosiła Alexa, żeby lepiej przyniósł dokumenty kupna,b o będą potrzebować danych poprzednich właścicieli, a potem pod postacią ciemnej wilczycy, biegała po ogródku – znaczy się głównie po ścieżkach, żeby przypadkiem czegoś nie zniszczyć, chociaż biorąc pod uwagę modernizacje w ogrodzie, to ślady i tak dawno zadeptano – z nosem przy ziemi, próbując wychwycić jakieś zapachy. percepcja [roll=PO] RE: [Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? - Erik Longbottom - 31.01.2026 Wiadomość o znalezieniu trupa w Little Hangleton obiegła Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów lotem błyskawicy. Erik z początku nie przywiązał do niej większej wagi, bo i czemu? Podobne zgłoszenia pojawiały się od czasu do czasu i chociaż takie wezwania nie należały do najprzyjemniejszych, tak były stałym elementem pracy Brygady Uderzeniowej. Wprawdzie wzmianka o zgniłej ręce, znalezionej w dość osobliwym miejscu, wydawała się nieco podejrzana, tak to, co przykuło jego uwagę, było znacznie bardziej osobiste. Informację o znalezisku przekazała jego własna siostra.
Ona nigdy nie zrobi sobie dnia wolnego, pomyślał, narzucając na ramiona służbową szatę. Kilku funkcjonariuszy zdążyło już ruszyć na miejsce, lecz Erik zamierzał do nich dołączyć. Czemu? Chociażby po to, aby dowiedzieć się, jakim cudem akurat Brenna znalazła się w pobliżu takiego znaleziska. Szukała wrażeń na własną rękę? Przy śniadaniu nie wspominała o żadnej podejrzanej wyprawie. A może to kłopoty znalazły ją same? To by do niej pasowało. Pocieszające było jedynie to, że Brenna miała nie tylko talent do pakowania się w tarapaty, ale i do błyskawicznego wychodzenia z nich w jednym kawałku. Po upewnieniu się, że miał ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy, Erik udał się do sali zwolnionej z zakazu teleportacji na terenie placówki i przeniósł się do wioski. ~~*~~
Widok jednego z młodszych funkcjonariuszy, który łapał powietrze jak po długim biegu, nie napawał optymizmem. Drugi wyglądał niewiele lepiej: cały blady, spięty, rozglądający się nerwowo po okolicy. Czy to tylko irytacja wywołana nagłym wezwaniem, czy może faktycznie trafili na coś wyjątkowo paskudnego? — Wszystko w porządku? Widzieliście Brennę? — rzucił, choć już w chwili, gdy słowa opuściły jego usta, pożałował pierwszego pytania. Jeśli stan zwłok był choć w połowie tak zły, jak sugerował raport, to pytanie o samopoczucie mogło zabrzmieć jak kiepski żart. Skierowano go w stronę ogródka. Gdy stanął przed wejściem, przekrzywił głowę w swoim charakterystycznym geście. Brenna, w wilczej postaci, krążyła między rabatkami, pochylona nad ziemią, jakby tropiła coś, czego ludzkie zmysły nie byłyby w stanie wychwycić. Wiedział, że jej zwierzęca forma dawała jej przewagę, ale w tej scenerii wyglądało to niemal dramatycznie: jakby lada moment z ziemi mogły wyrosnąć kolejne kończyny, niczym groteskowe strachy na wróble. Erik wzdrygnął się na tę myśl. — Na twoim miejscu bym uważał! — zawołał, posyłając wilczycy zmartwione spojrzenie. Uniósł głowę, rozglądając się po podwórzu, po czym zaczął po kolei wyłamywać palce, strzelając kostkami. — Cholera wie, w co tam wdepniesz i jaką zarazę z tego złapiesz. Właściwie… gdybyś coś podłapała, to powinniśmy iść z tym do magizoologa czy raczej do mugolskiego Londynu? Nie mogę sobie przypomnieć jak wyglądają oficjalne procedury w tego typu przypadkach. Humor może i był nie na miejscu, ale po latach w Brygadzie Uderzeniowej człowiek uczył się, że czasem to jedyny sposób, by przetrwać najgorsze zgłoszenia. Oby to konkretne nie wylądowało na liście jednego z najgorszych, pomyślał ponuro. RE: [Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? - Alexander Aristov - 05.02.2026 Brenna zrobiła swoje. Wysłała wiadomość przez kominek w jego NOWYM domu. Jego. Nadal brzmiało to absurdalnie. Alexander nawet zaczął się zastanwiać gdzie go to wszystko doprowadzi. Czy mieli w ogóle z Yeleną jakieś szanse? Czy mieli w ogóle przed sobą jakąkolwiek przyszłość? Czy ten dom był początkiem czegoś wspaniałego? A może być gwoździem do trumny? Czy może mieli się w domu domu pogodzić? Poznać? Zakopać topór wojenny? A może mieli się do siebie zrazić na tyle, że nic nie będzie w stanie ich już uratować? Czy te myśli przyprawiały go o dreszcze? Tak. Zdecydowanie tak, czuł jak coś zimnego, nieprzyjemnego wspina mu się po plecach. Jak coś przylega do jego kręgosłupa i nie chce się stamtąd ruszyć. Strach? Czy to był strach? Jeśli tak, to Alexander nie polubił tego uczucia. I czego tak właściwie się bał? Tego, że mógłby rzeczywiście się z Yeleną zejść, czy tego że mógłby ją stracić na zawsze? Nawet trup w jego ogródku nie robił na nim takiego wrażenia, jak myśl o Yelenie. Wszystko, dosłownie wszystko, kręciło się obecnie w jego życiu wokół niej. Od kilku miesięcy nic Alexandra tak nie ruszało jak to. Jak ona. Więc co się z nim stanie? Jeśli ktoś odbierze mu tak wielką część jego jestestwa? Jeśli ktoś wyrwie z niego tę część, któa tak Yelenę kocha, która tak ją nienawidzi? Skoro całe obecne życie Alexandra kręciło się wokół niej, to obawiam się, że nie zostanie nic. Że zostanie pusta skorupa, która będzie działa automatycznie. Więc, czy w takim wypadku nie lepsza byłaby... W tej chwili jednak ważniejsze było, to co się aktualnie działo w ogrodzie. Więc Alexander skupił się na tym, mimo że myśl o stracie nadal gdzieś tam nawiedzała tył jego głowy. I nieważne jak bardzo się starał, jak bardzo nie próbował, strach zalęgł się na dobre w jego sercu. O ile to co Alexander posiadał można było jeszcze nazwać sercem. Byłzły na siebie, za to jak łatwo dał się rozegrać. Jak bardzo nienawidził Yelenę, a jak bardzo ją potrzebował. Podszedł więc, do tego ogrodnika, która znalazł rękę trupa i położył mu dłoń na ramieniu, odciągając go od wilczej postaci Brenny. No tak. Nie zauważył nawet jak dziewczyna zmienia się w animagiczną formę. Wielu rzeczy jeszcze o Brennie nie wiedział, taka samo jak ona nie wiedziała o nim, ale to? To był zdecydowanie coś czego Aristov zupełnie się nie spodziewał. Rzucił jeszcze raz spojrzeniem na wilczycę i pokręcił głową. Odciągnął więc ogrodnika na drugą stronę ogrodu, chcą wypytać go o całe zajście, ale nie wiele się dowiedział. Mógłby przecież wyciągnąć z niego informację w bardzej... bezpośredni sposób, ale nie gdy Brenna była w pobliżu. Zapewne jako wilk miała znacznie lepiej wyczulone zmysły, więc rzucanie legilimencji nie wchodziło w grę. No i oczywiście zaraz mieli pojawić się urzędnicy z ministerstwa. Nie chciał trafić teraz za kratki tylko dlatego, że był nieostrozny i chciał rozwiązać tę zagadkę na własną rękę. Wypytał więc ogrodnika o wszystko spokojnie, profesjonalnie, jak prawdziwy Pan Domu, ale nie dowiedział się niczego interesującego, ani niczego czego już by nie wiedział wcześniej. Wtedy do ogrodu wpadli ludzie z ministerstwa i od razu zbledli. Alexander pokręcił głową. Mięczacy. Jasne, ciało było już w dość daleko posuniętej formie rozkładu. Ręka nie wyglądała na taką pierwszej świeżości, ale żeby profesjonalni magowie tak zareagowali na zwykłego trupa? Potem zaraz wszedł do ogródka ktoś jeszcze, mężczyzna przypatrywał się Brennie, gdy ta niuchała podłoże w wilczej postaci, a potem odezwał się do niej bezpośrednio. Ze słów tamtego Alexander mógł wywnioskować, że znali się dość dobrze, może nawet bardzo dobrze. Nie to jednak było najciekawsze. Mężczyzna ewidentnie reagował kompletnie inaczej niż wcześniejsi magowie. Był bardziej spokojny, niewzruszony trupem, które leżał w pobliżu. Bardziej przejmował się Brenną i tym, żeby nic jej się nie stało. Zadziwiająca troska. Czy Alexander byłby zdolny do tego samego? Jeśli chodziłoby o Anastazję, to tak. Tylko o nią mógłby się tak troszczyć. I ta myśl natchnęła go. Czyżby ten jegomość i Brenna byli rodziną? To chyba najlepszy strzał jaki miał na ten moment. Ruszył więc w stronę mężczyzny, oczywiście prowadząc ogrodnika ze sobą. Wiedział, że pojawią się pytania do osoby, któa znalazła ciało. To nie było w końcu Alexandra pierwsze rodeo, wiedział co i jak, jak żmudna i powolno czasem była to robota. I jak dużo pytań trzeba było zadać i na jak wiele odpowiedzieć, zanim coś ruszy się w kierunku rozwiązania sprawy. Dlatego tak zaskoczyło go to, że Brenna ruszyła od razu do akcji. Zdecydowanie wolała akcję, to jednak już zdążył zauważyć lata temu. -Dzień... - to jednak Alexander zawahał się, wyciągając dłoń do mężczyzny, prawdopodbnego krewnego Brenny. "Dzień dobry" nad trupem to raczej nie było najlepsze przywitanie. -Witam. Nazywam się Artistov. Alexander Aristov. Ta posiadłość od niedawna należy do mnie, Brenna pomagał mi z urządzeniem domu, kiedy ogrodnik zaczął krzyczeć coś o trupie. I rzeczywiście. Jest i trup. -Aristov machnął niedbale w stronę ręki wystajacej z ziemi jakby to była dziwna forma marchewki, a nie czyjaś ręka. RE: [Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? - Brenna Longbottom - 06.02.2026 Brenna, nieświadoma dylematów Alexandra, skupiała się w tej chwili wyłącznie na tym, co mogła wychwycić wilczym nosem. Uderzały w niego zwykłe zapasy – wilgotnej po ostatnim deszczu ziemi, uschniętych roślin, które usunęli pracownicy, piwa, które jeden z nich zapewne wypił gdzieś tu ukradkiem. Zapach jej własnego szamponu, bo na szczęście dziś nie użyła perfum, woń potu ogrodników, zbutwiałe deski tej części płotu, który trzeba było wymienić. Rozlanego alkoholu: kiedy podążyła za tym tropem w krzakach pod uszkodzonym ogrodzeniem, całkiem blisko miejsca, gdzie znajdowało się ciało, znalazła trochę porzuconych butelek, brudnych już, i parę wdeptanych w ziemię papierosów. I oczywiście zgnilizna. Woń psującego się ciała i starej krwi. Gdy usłyszała nawoływania Erika, ruszyła w jego kierunku, niemal równo z Alexandrem. Najpierw stąpał ku nim wilk, a potem jego kształty rozmazały się i przez zarośnięty trawnik wędrowała kobieta. – Cześć, braciszku – przywitała się, po drodze machając jeszcze do dwóch Brygadzistów, którzy z nieszczęśliwymi minami zabrali się do wstępnych obfotografowywania i zabezpieczania miejsca zbrodni. – Jaki ty dziś jesteś zabawny. Jeżeli chodzi o dziwne przypadki medyczne, jestem wierna moim ulubionym medykom. Byliby rozczarowani, gdybym zabrała im materiał do badań – stwierdziła pół żartem, półserio, zanim się zbliżyła. – Nie czuć ani odrobiny czarnej magii, albo zginął w zwykły sposób, albo wywietrzała. Brak zapachów kogokolwiek poza nami i robotnikami i sądząc po tej woni, leży tu już jakiś czas i pod spodem jest… więcej, więc to nie tylko ręka. Musiało do tego dojść przynajmniej kilkanaście dni temu, ale tak sobie myślę, że raczej to nie gość, który sprzedał Alexowi ten dom, bo chyba wpadłby na to, że ogródek może zostać przekopany… Zakopany płytko, blisko płotu, i to tej uszkodzonej części. W krzakach są butelki i papierosy, na moje oko mugolskie – stwierdziła, wskazując kciukiem na miejsce, gdzie znalazła te rzeczy. Mogły być oczywiście tutaj przypadkiem, ale w tej chwili musieli zwrócić uwagę na wszystko. – Ktoś od trupów w drodze, chłopcy?! – zawołała jeszcze, oglądając się na Brygadzistów, bo póki jakiś antropolog nie obejrzy tej ręki wystającej z ziemi, nie mogli wykopać reszty… co może powie im więcej. – Zaraz będzie! – Witamy w Little Hangleton, Alex, to powitanie w sam raz na miarę tego miejsca – westchnęła, przenosząc spojrzenie na Alexandra. Nie żeby nie ostrzegała, ale istniało duże prawdopodobieństwo, że jej nie uwierzył. Przynajmniej brak uroczego zapaszku czarnej magii wskazywał na to, że mogli mieć tu zwykłą sprawę. – Masz papiery? Dobrze sprawdzić, jak długo nikt tutaj nie mieszkał, może to coś nam podpowie. RE: [Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? - Erik Longbottom - 11.02.2026 — Co mogę powiedzieć, miałem bardzo spokojny poranek — odpowiedział siostrze, próbując usprawiedliwić się ze swojego dobrego humoru. — Mam szczerą nadzieję, że uda mi się jeszcze dzisiaj wrócić do tego stanu. Planowałem nawet podsumować dyżur w biurze, omawiając z Bonesem ostatnie partie raportów.
Bez względu na to, jak dobrze Brygada Uderzeniowa nie sprawowałaby się w terenie, jedno pozostawało niezmienne: dokumentacje. A ostatnimi czasy można było odnieść wrażenie, że jej ilość, zamiast maleć, to dodatkowo wzrastała, jakby szefostwo próbowało dokręcić im jakąś śrubę. A czy naprawdę była taka potrzeba? W sumie, nie wszyscy w zespole są erudytami, zdał sobie sprawę Longbottom. Dobrze, że przynajmniej mieli do dyspozycji samopiszące pióra, co redukowało liczbę błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. W większości przypadków. — Miło poznać. Erik Longbottom, Brygada Uderzeniowa — przedstawił się krótko, gdy Alexander do nich dołączył, aby po chwili uścisnąć wyciągniętą ku niemu rękę. Obco-brzmiące nazwisko w pierwszej chwili go zmyliło, jednak starał się nie dać tego po sobie poznać. — I brat... szanownej pani dekoratorki. — Wskazał ruchem głowy na Brennę. — Miło widzieć, że spełnia się nie tylko zawodowo. Jest istną geniuszką, jeśli chodzi o wystrój. Ktoś w końcu był odpowiedzialny za wygląd wnętrza podczas tych wszystkich przyjęć, które były wyprawiane w Warowni. Przynajmniej naprawdę nie szukała kłopotów, pomyślał Erik. — Może to ktoś z okolicy...? — skomentował, marszcząc wyraźnie czoło, próbując sobie przypomnieć, czy ktoś zgłaszał ostatnio w biurach Brygady Uderzeniowej jakieś zaginięcie. — Trzeba by było rozpytać wśród sąsiadów albo w centrum wioski. Nie rzuciły wam się w oczy żadne plakaty rozwieszone w okolicy? Plotki? A najlepiej byłoby sprawdzić dodatkowo u nas, dodał bezgłośnie, rozglądając się niespiesznie na prawo i lewo. Wprawdzie zgłoszenia zaginięć wpływały do nich stosunkowo szybko, ale jeśli facet nie miał rodziny lub jego krewni zakładali, że po prostu gdzieś się zawieruszył, to mogli odłożyć wizytę u funkcjonariuszy w czasie. Pokiwał głową na tłumaczenia Brenny. Jeśli nikt nie mieszkał w rezydencji od dłuższego czasu, to było to całkiem niezłe miejsce na ukrycie ciała, biorąc pod uwagę, że podwórze zdążyło trochę zarosnąć przez ten czas. To dodatkowo sugerowało, że była to lokalna sprawa; jeśli ktoś uznał to miejsce za dobre na ukrycie zwłok, to musiał wiedzieć, że mało kto interesuje się posiadłością. RE: [Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? - Alexander Aristov - 12.02.2026 Skinął głową jeszcze na słowa Brenny i spojrzał na jej brata. Czyli dobrze Alexander obstawiał, że byli rodziną. To pewnie ta jego żyłka do hazardu mu to podpowiedziała. Spojrzał jeszcze raz na ogrodnika, który stał nieopodal i pokiwał głową na słowa Erika. Zdecydowanie musiał się z nim zgodzić. Brenna miał wiele talentów, poza tymi zawodowowymi. O większości Alexander zapewne nie miał pojęcia. To kolejny znak, że byłby z niej dobry cyngiel. Oczywiście nie powiedział tego głośno, bo co by jeszcze pomyślał jej brat? Był w zasadzie ciekaw, zy Brenna opowiadała mu o tej małej wycieczce, o koniu, o zgubieniu się Petersburgu i... o tym co działo się później. Spojrzał na obojga, przenosząc spojrzenie z jednego na drugie, zastanawiając się nad tym przez chwilę. -Ach tak. Dokumenty. - przypomniała mu o nich Brenna bo Alexander oczywiście zajął się czymś innym i zupełnie zapomniał, że miał ich poszukać. Oddalił się na moment więc do domu w ich poszukiwaniu. Nie powinno zająć mu to dużo czasu, w domu nie miał zbyt wielu swoich rzeczy, jescze, więc znalezienie kilku papierów raczej nie było ektremalnie trudne. Zaraz więc wrócił z naręczem papierów, nie było ich sporo, ale od razu podał je Erikowi, nie zaglądając nawet do środka. W zasadzie po co, skoro i tak nie znał żadnego z tych nazwisk. Dla niego były jedynie literkami odpitymi na białej kartce. Natomiast Erik i Brenna...? No cóż może im podpowie coś, któreś imię zapisane w dokumentach, rzuci się w oko któreś z nazwisk. -Szczerze mówiąc... Nie. Dopiero co zaczynam się wprowadzać, nie miałem czasu odwiedzać sąsiadów z babeczkami i ciastkami. - powiedział spokojnie. Oczywiście, że miał na to czas. Miał dużo czasu, ale nie miał zamiaru tego robić. Nie potrzebował sąsiadów do szczęścia. A przynajmniej tak było wcześniej. Teraz trochę żałował bo sytuacja stawała się coraz bardziej interesująca, a on nie mógł wnieść do niej niczego nowego. No chyba, że znajdą coś w dokumentach. To wtedy przyniósł dokumenty... -I dziękuję za to przemiłe powitanie Brenno. Czuję się od razu jak w domu. - uśmiechnął się chłodno, ale nie było w tym ani grama złośliwości. Raczej chciał podkreślić jeszcze bardziej ironię tej sytuacji. Przewrócił oczami jeszcze jak artysta na scenie. Za dużo czasu spędzał z Yeleną i niektóre z jej nawyków, jak właśnie przewracanie oczami, przeszły na niego. -Co z ogrodnikiem? Będzie wam potrzebny, czy mogę odesłać go do domu? RE: [Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? - Brenna Longbottom - 14.02.2026 – Widzę wyraźnie, że jak nie ma mnie w pracy, strasznie się nudzisz. Dobrze, że na to zaradziłam – odparła Erikowi. Cóż, pierwszy dzień wolny od tygodnia, a wyglądało na to, że już przed południem jednak znowu skończyła w pracy. – Prawda? A Alex nie ufa mojemu zdaniu w kwestii wyboru zasłonek. Nie powiem, czuję się tym trochę zraniona – westchnęła Brenna, klepiąc dłonią ramię brata. Nie była tak naprawdę wesoła: nie mogła być, kiedy mieli tutaj ciało i, prawdopodobnie, sprawę morderstwa, bo przecież ten człowiek sam nie zakopał się pod ziemią. Ale z czasem faktycznie człowiek pewne rzeczy zaczynał przyjmować spokojniej. Dopiero potem przyjdą te trudne momenty. Jak identyfikacja. Czy powiadamianie rodziny o tym, że kogoś znaleźli. – W okolicy nie ma żadnych plakatów, oboje wiemy, że rejestr zaginionych w Little Hangleton jest stosunkowo bogaty, ale ostatnio nie przepadł nikt od nas, a przynajmniej nie wpłynęło żadne zgłoszenia. Trzeba będzie sprawdzić, czy nie zaginął jakiś mugol – wyrecytowała Brenna bez zająknięcia, bo sprawdzając domy dla Alexa przy okazji sprawdziła też, czy nie dochodziło w nich do jakichś straszliwych zbrodni, poprzedni właściciele nie zaginęli i tak dalej, więc z rejestrami zbrodni z Little Hangleton, podobnie jak tajemniczych zaginięć, była stosunkowo na bieżąco. Ale było trochę gorzej z mugolskimi: tych nie mieli przecież w Ministerstwie, coś mogło umknąć jej uwadze. W każdym razie w ogródku mógł leżeć jakiś niemagiczny, ale też czarodziej, który nie mieszkał w okolicy, a po prostu się tutaj pojawił. Gdy Alex wrócił z dokumentami, Brenna zajrzała bratu przez ramię i sięgnęła, by przewrócić stronę, a potem następną. – Hm, wychodzi na to, że poprzedni właściciel tu nie mieszkał od dobrych dziesięciu lat, miejscowi mogli uznać to miejsce za opuszczone… i mugole, i czarodzieje. Te rzeczy pod płotem? Tak sobie myślę, że raczej nie robotnicy je tam porzucili, leżą tam najmniej od paru dni. Może ktoś tutaj właził na teren? Będzie trzeba załatać tę dziurę w ogrodzeniu, jak tylko skończymy. Co do ogrodnika, to chłopcy wezmą jego dane i mógłby stąd spadać, ale on chyba pochodzi stąd, można go spytać, czy nie słyszał o jakichś zaginięciach albo co, jak teraz się uspokoił… – stwierdziła Brenna, z pewnym namysłem oglądając się na krzaki, w których znalazła butelki i papierosy, całkiem blisko miejsca, gdzie w płytkim, prowizorycznym grobie zakopano ciało. Pracownik sam raczej nikogo nie zabił, więc wypytywany przez Alexa nie wiedział, co powiedzieć, ale odpowiednie pytania mogły go na coś nakierować. /W zależności od waszego wyboru: może być tura na gadanie albo możecie zadeklarować jakieś poczynania (np. chcę zajrzeć do sąsiadów, przyjrzeć się czemuś, rozejrzeć po ogrodzie, spytać o coś ogrodnika) + rzucić na percepcję. Jeżeli nie macie inwencji, to was pociągnę dalej Brenną w kolejnej turze/ RE: [Lato 1969] Co można znaleźć w ogródkach w Little Hangleton? - Erik Longbottom - 21.02.2026 Przygryzł dolną wargę, starając się powstrzymać uśmiech, który zdecydowanie nie pasował do okoliczności, w jakich się znaleźli. Wprawdzie ufał Brennie w stu procentach, jeśli chodziło o dekorowanie sal balowych, bankietowych czy przyjęć ogrodowych, tak miał wrażenie, że sugerowanie się jej gustem w kwestii wystroju, chociażby sypialni mogło nie przypasować każdemu. Inne gusta.
— Ah, rozumiem. — Skinął powoli głową na komentarz Aristova. — A od jakiego czasu kręcili się tu ludzie związani z przeprowadzką? — Przekrzywił lekko głowę. Jeśli przez ostatnie dni kręciła się tutaj ekipa przeprowadzkowa lub dostawcy paczek o niestandardowych gabarytach, to też wypadało do nich jakoś dotrzeć, co by uzyskać parę oświadczeń z ich strony. — Ktoś oglądał dom w ramach przygotowania do remontu? Kwestię przesłuchania najętego przez Alexandra człowieka pozostawił Brennie. Osobiście nie widział potrzeby przeprowadzania jakiegoś szeroko zakrojonego przesłuchania, ale zadanie mu paru dodatkowych pytań raczej nie mogło w niczym zaszkodzić. Zawsze to dodatkowy wpis do akt sprawy, o który będzie można się oprzeć na kolejnych etapach śledztwa. Bądź co bądź, to właśnie pierwsze godziny czy dni bywały najbardziej kluczowe w takich przypadkach. A że ciało odnaleziono dość niespodziewanie, to przyda im się jak najwięcej informacji. — Skoro chcesz porozmawiać z ogrodnikiem, to mogę w tym czasie przejść się po sąsiadach — zaproponował bez większych oporów. Chociaż przewyższał siostrę pod względem wieku i stażu pracy, to nie miał problemu z tym, aby podporządkować się jej ewentualnym zaleceniom. Często bywała dużo lepiej zorganizowana od niego. — Nawet jeśli nie zaginął nikt z domostw w okolicy, to może chociaż skojarzą, czy w okolicy nie kręcił się ktoś podejrzany. Little Hangleton to nie Londyn, mogli coś zauważyć. W stolicy nikogo nie obeszłoby, gdyby ktoś nieoczekiwanie wylądował na środku Alei Horyzontalnej miotłą wyścigową spoza Anglii. Ot, kolejny lokalny bogacz lub zagraniczny turysta, który pojawił się w magicznej dzielnicy w sprawach służbowych. Wystarczyło jednak zmienić miejsce lądowania na mieścinę pokroju Little Hangleton lub Doliny Godryka, a nagle okazywało się, że dosłownie wszyscy wiedzieli o tej wizycie, a o tajemniczym przybyszu plotkowano by do końca wakacji. Wprawdzie Erik nie spodziewał się, że sprawca zjawił się tutaj w podobnych okolicznościach, ale zasada była taka sama: ludzie z mniejszych miast po prostu zauważali więcej, bo na tutejszych ulicach działo się mniej, więc każdy dziwny wypadek zapadał w pamięć. Jeśli go nie powstrzymano, Longbottom skierował się w stronę wyjścia z podwórza, zamierzając przejść się po okolicznych domach. (Percepcja) Wynik zwiadu po sąsiadach x1
[roll=Z] |