Secrets of London
[06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja Horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan (/showthread.php?tid=5646)

Strony: 1 2


[06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan - Leviathan Rowle - 22.01.2026

Najbliżej piątek, godzina dwunasta - pani chciała, więc należało pojawić się o wyznaczonym czasie. Rowle oczywiście odpisał na jej list, zgadzając się na zaproponowany przez nią termin, a także podsyłając wymaganą dokumentację; należało wprowadzić poprawki do części pracowniczych umów, ale załączał to wszystko tylko po to żeby mieć wymówkę i Philomena nie mogła się do niego przyczepić, że przychodził z niczym. Bo przecież prawdziwy powód jego dzisiejszej wizyty był zupełnie inny niż sprawy rezerwatu.

Po prawdzie to gryzł się z ta kwestią już od dłuższego czasu, bo jakim cudem ktoś taki jak Philomena Mulciber, nie był po ich stronie? Jedynej, właściwej i takiej, która zasiadała dumnie obok Czarnego Pana w Kromlechu? Niezbadane dla niego były wyroki boskie, ale może to i lepiej, bo dzięki temu posiadał możliwość wcielenia jej w szeregi Śmierciożerców własnoręcznie, oczywiście o ile kobieta przystanie na jego ofertę.

Nie wątpił, że niewiele w nadchodzącej rozmowie będzie porywów serca - stara prawniczka nie wyglądała na kogoś, kto gwałtownie podążał za ideami, które wydawały się jej bliskie. Zamiast tego była chłodna, wykalkulowana i liczyła wszelkie straty i zyski. Gdyby nie to, nie utrzymałaby się przez tyle lat na swojej pozycji i nie siedziałaby dalej za adwokackim biurkiem, nie tylko pilnując spraw swoich petentów, ale też przedstawiając je przed Wizengamotem.

- Cieszę się, że znalazła pani dla mnie czas tak szybko - uśmiechnął się do niej lekko, grzecznie, kiedy już siedzieli po dwóch stronach biurka ustawionego w jej gabinecie. Ona na prawowitym miejscu, on tam gdzie siedzieli wszyscy petenci. Miłe przywitania mieli już za dobą i mogli zwyczajnie porozmawiać. - Czytałem ostatnio artykuł, do skomentowania którego zaprosiła panią Arista Black. Nie próbując być nawet nadmiernie grzecznym, mogę z czystym sercem powiedzieć że zdecydowanie przypadł mi do gustu fragment który wyszedł spod pani pióra. Mam nadzieję, że to nie tylko przelotna współpraca. Nić Ariadny wydaje się ciekawym projektem pani Black, ale widać że zwróciła się o pomoc do autorytetu.




RE: [06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan - Philomena Mulciber - 07.02.2026

Nie był tak pięknolicy jak Elliott Malfoy. Rowle nie reprezentował gładkiego wizerunku szlachetnego chłopca z czystokrwistej elity, którego można byłoby wyidealizować i umieścić na plakacie. Miał oczy zwierzęcia. Nie nadawał się na symbol uwznioślenia czarodziejów ze starych rodów i postawienia ich ponad inne klasy, gdy wyglądał na pół-dzikusa. Leviathan począł się z przeklętego nasienia. Rowle’owie z maszkarą-Lazarusem na czele byli gorzkim przypomnieniem, że arystokracja posiadała i brzydszą stronę.
Philomena nie opierała swoich opinii wyłącznie na wyglądzie, lecz nie podzielała naiwnych złudzeń właściwych ślepym idealistom: przyjemna prezencja liczyła się w świecie, a kto twierdził inaczej, okłamywał siebie i ludzi. Nie każdemu było pisane pełnić role reprezentatywne, co nie znaczyło, że nie byli przydatni w inny sposób. Z Rowle’ami łączyły Philomenę Mulciber nie tylko współdzielone wartości, lecz również obustronny interes — te dwa elementy w połączeniu stanowiły nadrzędny argument za utrzymywaniem przyjaznych relacji.
Stara od progu obserwowała jednak mężczyznę uważnie. Zawsze pozostawał cień obawy, czy aby przedstawiciel tego rodu nie zjawi się ze zwierzęciem. Obecność zwierząt innych niż sowy była w kancelarii surowo zakazana, a i samym ptakom wydzielono jedynie miejsce w surowych granicach niewielkiej sowiarni, do której Philomena osobiście nigdy nie zachodziła. Było to miejsce obrzydliwe. Skaza na wypolerowanych powierzchniach jej kamienicy. Wszystko tu wydawało się nie mieć skazy. Skóra foteli w gabinecie trzeszczała, jakby nigdy jej nie używano i dopiero miała się wyrobić. Ani jedna pękata księga na biblioteczce nie miała połamanych plecków czy przytartej okładki. Mulciberowa otaczała się w swoim przestronnym gabinecie antykami — lecz wyłącznie tymi najlepiej zachowanymi, tak jak ona sama zachowała się w tym pomieszczeniu niczym podstarzały artefakt czasów minionych, ozdobiony świeżością wymienianych co sezon najlepszych szat od Rosierów, gęstą chmurą luksusowych perfum i sznurami drogich pereł.
— Ależ to żaden kłopot, panie Rowle. Tego wymaga szacunek wobec lojalnych klientów, którzy są z firmą od lat — rzekła uprzejmie, po czym wysłuchała uważnie dalszych słów czarodzieja. Otworzył rozmowę w tonie podobnym do wizytującego ją ledwo miesiąc wcześniej Louvaina, co już wzbudziło w starusze pierwsze podejrzenie, że spotkanie bynajmniej nie miało nosić charakteru porady prawnej. — W rzeczy samej, to niezwykle obiecująca młoda autorka. Jestem niezmiennie zdania, że należy wspierać głos nowego pokolenia, aby nie zginął w morzu propagandy mugofilskiej zalewającej przestrzeń debaty publicznej. Rada jestem, że pomagam pani Black w zaskarbieniu posłuchu dla jej jakże potrzebnych tekstów wśród ludzi takich jak pan.


RE: [06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan - Leviathan Rowle - 04.04.2026

Leviathan nigdy nie posiadał złudzeń co do tego, jak się prezentował. Nigdy też nie zabiegał o to, by pełnić reprezentatywną rolę czegokolwiek, ale niestety ta przypadła mu z urodzenia, jako pierworodnemu synowi czarodzieja, który pochodził z czystokrwistego rodu z długą, wielopokoleniową tradycją. Wygląd nie był wszystkim, ale zdecydowanie w życiu pomagał; gdyby odjąć Leviemu łuski i oczy, przywrócić je do normalności, to pewnie można by bez mrugnięcia okiem powiedzieć, że był przystojny. Może nie tak... pięknolicy, jak Elliott Malfoy, bo należeli do dwóch różnych kategorii ludzi, ale tkwiąca w Rowle'u drapieżność pozostawałaby na tyle subtelna, że działałaby magnetycznie. A tak straszyła już na pierwszy rzut oka.

Może gdyby był rozsądniejszy, już dawno zacząłby napędzać narrację, że za ciążącą nad jego rodem klątwą, stał nie kto inny jak jakiś mugolak. Ktoś, kto sprzeniewierzał się tradycjom i zwyczajom czarodziejskim. Ktoś, kto chciał zniszczyć dobre rodziny, a przez to był zdolny do takich okropności jak wypaczanie ludzkiego oblicza. Nie miał na to do tej pory czasu czy głowy, ale może nie był to taki zły pomysł. Szczególnie w aktualnych nastrojach.

Rowle z pewnym bólem, ale zostawił swojego pupila w domu. Do kancelarii pani Mulciber nigdy nie przychodził ze smoczognikiem czy innym stworzeniem, szanując zasady jakie w tym miejscu panowały. Podobał mu się też wystrój, o jaki dbała Philomena. Czuło się, że miało się odpowiednią osobę na odpowiednim stanowisku. Kogoś, komu zależało.

Nie miał niestety świadomości, ze jakiś czas temu przed mecenas Mulciber gnieździł się Martes i rozpoczynał rozmowę w podobnym do niego tonie. Może wtedy spróbowałby podejść do tematu nieco inaczej - może, bo chyba sam nie byłby pewien, czy w ogóle obchodziło go na ile Philomena mogła się domyślać tutaj pewnych powiązań. Bardziej pewnie martwiłoby go, czy nie pojawił się tutaj na darmo, do kogoś komu wiadoma oferta została już złożona.

- Czyli wiedziona była pani niczym więcej jak dobroć serca i słuszność sprawy? - upewnił się, próbując jakoś utrzymać się na powierzchni mądrych słów, których używała tak łatwo, jakby było to dla niej powietrze. Rozumiał, przecież nawet jeśli Rowle'owie jako rodzina zajmowali się zwierzętami, to nie żyli pod kamieniem ani tez słoma nie wystawała im z butów. Piękne, kwieciste słówka uznawał jednak zazwyczaj za stratę czasu.




RE: [06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan - Philomena Mulciber - 08.04.2026

Ależ bez wątpienia istnieją takie czystokrwiste niewiasty, na które i z łuską Leviathan Rowle działa magnetycznie. Każdy potwór znajdzie swoją amatorzycę. Starczy się rozejrzeć!
Gdyby Leviathan Rowle był rozsądniejszy i tym konkretnym rozsądkiem podzielił się z panią mecenas, pani z pewnością odradziłaby mu rozgłaszanie plotek, jakoby ród Rowle cierpiał wskutek mugolaczej klątwy. Stanowczo odradzała! Cała sztuka napędzania nienawiści tkwiła w tym, aby stworzyć złudzenie bycia atakowanym, lecz samemu nie przyjąć pod tym sfingowanym atakiem łaty słabości. W naszym interesie klasowym jest tworzyć jedność poprzez pokrzykiwanie o tym, że wróg u bram (nic wszakże nie jednoczy tak dobrze jak wróg!), a jednocześnie podtrzymać grupowe morale poprzez budowanie narracji o naszej sile. Absolutnie nie przekonujmy nikogo, że oni mają moc pokaleczyć cały wiekowy czystokrwisty ród, panie Rowle, chyba że ten ród chcemy spisać na straty i poświęcić dla sprawy. Cóż by to była za plama na honorze nosić chorobę od mugolaka. Patrzcie tylko, to ten Leviathan Rowle, którego złamało i oklątwiło mugolactwo. A fe! Eksponujmy blizny po walce, w której ich zmiażdżyliśmy, nie tyfus, którym nas zarazili.
Należy panu Rowle również wiedzieć, że oferta, która została przez pana Lestrange’a złożona, nijak nie miała się do wciągania sz.p. mecenas w szeregi Czarnego Lorda. Pan Rowle był pierwszym, któremu ów szatański projekcik przyszedł do głowy, proszę się nie zamartwiać. A przynajmniej nie swoim pierwszeństwem.
Gdy bowiem stara Mulciberowa usłyszała pytanie młodego kawalera (sekretnie ożenionego, lecz dla świata — kawalera), który ją odwiedził, ogarnęła ją okrutna wesołość. Niczym się owa wesołość nie ujawniła poza protekcjonalnym uśmiechem, lecz pani Philomena nagle ujrzała przed sobą naiwne dziecko. Bo jakże inaczej nazwać wiarę w to, że choćby cała jej kariera była fałszem, stara harpia przyznałaby się do tego przed byle chłopcem?
— Panie Rowle — zaczęła starowina tonem pouczenia z katedry — cóż innego jak słuszność sprawy? Wierzę w to, co mówię. Podważyć to oznaczałoby podważyć lata całe mojego dorobku. Bynajmniej nie samej tylko publicystyki. Jest pan, jak sądzę, zbyt młody, aby pamiętać wydarzenia z okresu grindelwaldowskiego. Całą swoją reputację wówczas postawiłam na szali, aby bronić tych z nas, którzy odważyli się walczyć o jutro bez strachu przed mugolami, za co wielu ich potępiło. — Postawiła tu dłuższą pauzę, aby Rowle miał czas zastanowić się nad tym, co jej właśnie zasugerował. — Mam nadzieję, że to rozwiewa pańską wątpliwość.


RE: [06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan - Leviathan Rowle - 30.04.2026

Pani mecenas była niewątpliwie niezwykle światłą osobą i pewnie dlatego Rowle nie był śmiały by pochwalić się przed nią tymi swoimi przejawami rozsądku. Wciąż myślał, wciąż mielił to co miał w głowie i bardzo prawdopodobne było, że przez samą obeność takiej kobiety jak Philomena Mulciber (z jakiegoś powodu prawie napisałam Rowle) dojdzie w końcu do wniosku że rzeczywiście było to przemyślenie zwyczajnie złe. Leviathan bowiem bardzo nie chciał być postrzegany jako nacechowany słabościami, a coś co pokazałoby mugolaków w świetle siły, zadziałałoby na niego w bardzo negatywny sposób. Honor rodzinny można więc było traktować za chwilowo wciąż nietknięty, a w późniejszym czasie i uratowany.

Młody kawaler uśmiechnął się do starej raszpli- przepraszam, harpii - grzecznie, słuchając jej odpowiedzi. Splótł ręce przed sobą w pewnym zastanowieniu, bo może i niewiele w nim było wyuczonej charyzmy, ale nie znaczyło to że cokolwiek wylewało się z niego łatwo. Protekcjonalny uśmiech był czymś znajomym, ale jednocześnie aspektem od którego zdążył się odzwyczaić. Na jego poku kariery, niewiele było osób które mogły na niego w ten sposób spoglądać, albo które w ogóle chciało to robić. Nawet jego własny ojciec już chyba tego nie robił, zbyt zajęty innymi sprawami niż pokazowe rozczarowania nad swoim synem.

- Walka dla słuszności sprawy zawsze wydawała mi się niezwykle kwiecistą ideą i równie pustą wydmuszką. Brak w niej ambicji jednostki, a wydawało mi się, że jest pani niezwykle ambitną osobą, pani mecenas. Wystarczy się rozejrzeć dookoła, po chociażby samym gabinecie, żeby dojść do wniosku że nie tylko słusznością sprawy budowała pani to wszystko - nie poruszył się, przyglądając się jej z właściwą dla siebie manierą nieruchliwego gada. - Dla większego dobra, tak brzmiało hasło Grindelwalda, prawda? Jak pani myśli, jakie pasowałoby do Czarnego Pana?




RE: [06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan - Philomena Mulciber - 23.05.2026

Proszę się nie rozpędzać z tą Philomeną Rowle. Rozumiem, że skarbiec starowinki kusi, ale Hella by w życiu na smoka nie spojrzała już tak samo, gdyby się dowiedziała, że wziął żonę dla pieniędzy, i to jeszcze jakąś pozbawioną elementarnej wrażliwości starą babę.
Rachunek za narracyjny ratunek honoru rodziny Rowle przyjdzie pocztą.
Leviathan był oceniany i nic nie mógł na ten fakt poradzić. Każdego, kto stawał przed Philomeną, pani brała w podobne obroty i punktowała uchybienia — bądź w zaciszu własnej głowy, bądź w bezpośredniej krytyce, bądź w celnie wymierzonej, zawoalowanej uwadze. Nie było ucieczki przed starczym spojrzeniem, mimo że te rozwodnione oczy już nie dowidziały.
Wchodzić w słowną szermierkę z Philomeną Mulciber i udowadniać jej, że cokolwiek, co czyniła, czyniła z fałszywych pobudek, było marnotrawstwem własnego czasu i wysiłku. Leviathan miał rację, ależ oczywiście, że miał rację. Nigdy nie chodziło o misję, mimo że prezentowanym przez siebie ideom Philomena pozostawała co do litery wierna. Pieniądze, wpływy, władza, poważanie wśród ważnych i możnych — to były wartości, dla których żyła. Widać to pewno było, będąc choćby i niezbyt domyślnym, lecz żeby się pani Mulciber miała dać na tym wprost przyłapać?
— Gdyby mi zależało na własnej ambicji, proszę pana, prowadziłabym ścieżki kariery tak, aby sięgać do kieszeni wszystkich Brytyjczyków. Czy pan widział, aby mnie plakatowali po ulicach, jak plakatują Anthony’ego Shafiqa czy Dolohova? Dla wielu jestem personą antypatyczną, doskonale zdaję sobie z tego sprawę, lecz, drogi panie, szeroki poklask można zdobyć tylko wtedy, gdy się mówi do idiotów. Ja zarówno moich klientów, jak i czytelników, mam za ludzi inteligentnych, a tych, nad czym ubolewam, jest nie tak wielu. — Lecz jakże bogate w złoto były zwykle ich skarbce.
Leviathan mógł jej to próbować wytknąć, oczywiście, a wówczas zatoczyliby koło, wpadli w kolejną rundę po tej pętli, w której starucha znów będzie go z lekkością przegadywać i częstować nowym frazesem wypowiedzianym z wyższością. Podejmowanie prób udowodnienia Philomenie Mulciber, że jest zakłamana, było drogą donikąd.
— Voldemort sam własne hasła ogłosił i siebie obwołał władcą — powiedziała z pewnym zdegustowaniem dla tego karykaturalnego rozmachu wodza rebeliantów. — Jak widać, jeszcze niespełnionym. Nie widzę potrzeby, aby cokolwiek do jego manifestu dodawać. — Sposób prowadzenia przez Leviathana rozmowy był co najmniej podejrzany. To krążenie wokół motywacji Mulciberowej, tuż po tym nawiązanie do Czarnego Pana. Czuć z daleka było niezgrabność podchodów zmierzających do jakiegoś celu. W interesach zaś Philomena ceniła konkret i bezpośredniość. — Jeśli pan się chce do czegoś przyznać, panie Rowle, proszę mówić wprost. Nie obciążam własnych klientów. Rozmawiamy o wszystkim w tajemnicy.


RE: [06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan - Leviathan Rowle - 09.06.2026

Leviathan nie posiadał jakichś wielkich aspiracji, by cokolwiek Philomenie udowadniać. Nie dobitnie i nie po to żeby mówiła mu, że ależ oczywiście panie Rowle, ma pan racje. Mógł nie był wystarczająco charyzmatyczną osobą, by próbować bawić się w podobne gierki, ale nie znaczyło to że był kompletnie ślepy albo gorzej - nie znał gatunku ludzkiego. Patrzył na nią i mówił wprost; widzę cię. Czy jej się to podobało czy nie, to już była inna sprawa.

— Wtedy by to było zatraceniem własnych wartości — wzruszył ramionami. Anthony Shafiq prezentował się na wszystkich plakatach równie wyniośle co tanio. Prezentował się strasznie nowobogacko, jak ktoś kto nie pochodził ze starej, dobrze znanej rodziny z ugruntowaną pozycją, a dorwał się do pieniędzy przed sekundą i musiał teraz ogłosić całemu światu kim był.

— Nie chodzi mi o to co mówi Czarny Pan — wzruszył ramionami, wyraźnie nieco rozczarowany. — Ale niech już będzie, tajemnica adwokacka podobno bywa bardziej wiążąca jak ta kapłańska. Rozumiem, że nie popiera pani sposobu, w jaki Lord Voldemort obwieszcza całemu światu swoją pozycję. Do różnych ludzi trafiają różne metody, rozumiem. Tak samo zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy, też ci bardziej inteligentni, tacy do których lubi się pani zwracać w swoich artykułach mogą również mieć pewne wątpliwości. A ja bym chciał, żeby pani to zmieniła. Słowem, oczywiście. Te wydają się pani przychodzić niezwykle łatwo — prawdziwe czy też nie. — Nie mówię, że musi pani w nim przywoływać imię Czarnego Pana, opiewając jego dotychczasowe dokonanie. Obydwoje wiemy, że nie jest to w pani… pisarskim stylu.




RE: [06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan - Philomena Mulciber - 23.06.2026

Będąc kimś takim, jak Philomena Mulciber, naiwnością byłoby nie oczekiwać, że pewnego dnia zostanie złożona dokładnie taka wizyta. Osoby, czas, okoliczności — tego nie mogła być starucha pewna do ostatniej chwili, lecz od pierwszego dnia wiedziała, że przyjdą. Jedyny powód stojący za tym, że nie zjawili się wcześniej, to fakt, że była im przydatna taka, jaką była. Pisywała apologie terroru od pierwszego dnia. Mecenas Mulciber znalazła sposób, aby Albusa Dumbledore’a obwinić za Spaloną Noc. Zamordowanych przez Śmierciożerców mugolaków nazywała katami rasy czystokrwistej. Nawet jeśli między zdania wciśnięte bywało cienkie: przemoc jest godna potępienia, to nikt nigdy tego zdania nie zapamiętał z lektury jej artykułów.
Śmierciożercy nie musieli przychodzić, a jednak — zawsze wiedziała, że pewnego dnia zostanie złożona wizyta. Wiedziała, że gdy przyjdą, będzie to w celu zaznaczenia kontroli, nie rozwiązania kwestii praktycznych.
Leviathan Rowle zaproponował jej, aby czyniła dokładnie to, co zawsze czyniła. W rzeczy samej przyszedł jej tego dnia powiedzieć: widzę cię.
— Naturalnie. Cieszy mnie, że rozumie pan. W interesie żadnego z nas nie leży, aby drastycznie zmieniał się charakter moich publikacji. — Tym razem gdy się do niego uśmiechała uśmiechem zapadniętych warg pociągniętych szminką, zdawała się prawdziwie zadowolona. Nie musiała objaśniać chociaż tej kwestii. — Otwarta pozostaję na sugestie bądź wskazania tematów, które powinny zostać poruszone, lecz nie opatrzę swoim nazwiskiem żadnych z góry ułożonych treści. Ten warunek nie podlega negocjacji.
Zachowywała spokój. Splotła pokrzywione starością palce, składając dłonie na biurku przed sobą. Spojrzenie utkwione w Rowle’u było uważne, badawcze, lecz nie drapieżne. Czarodziej nie zasiadał tego dnia przed bestią, która czekała, aby zanurzyć triumfalnie kły w mugolakach. Philomena Mulciber dołączenie do ideologicznej wojny nawiązywała niczym kolejną relację biznesową.
— Jak pan widzi, nie jestem zdziwiona, co nie znaczy, że nie ma pan niczego do objaśnienia — rzekła. — Nie nawykłam współpracować na nieustalonych warunkach. Oczekuję jasnego wyłożenia oczekiwań, jak i uporządkowania kwestii organizacyjnych wokół tych kontaktów, jakie miałabym utrzymywać z organizacją.
Nie należała do osób naiwnych. Doskonale zdawała sobie sprawę, że warunki współpracy z osobami takimi jak Voldemort ewoluują podług jego zachcianek. Reguły gry będą zmieniać się w trakcie, lecz nie zamierzała ze względu na to pomijać ich wyjściowego kształtu.
— Jak rozumiem, przychodzi pan do mnie dziś reprezentując interes pewnej grupy, panie Rowle, lecz proszę nie zapominać o interesie własnym. Czy jest pan zainteresowany reprezentacją i rozszerzeniem naszego kontraktu w wypadku, gdyby pojawiło się skierowane w pańską stronę podejrzenie bądź oskarżenie?


RE: [06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan - Leviathan Rowle - 27.07.2026

— Proszę się nie martwić, jestem ostania osobą, która skłonna by była wkładać w pani ręce coś nakreślonego cudzą — uśmiechnął się do niej płasko i na wyraz grzecznie. Oczywiście, mogła znaleźć w jego zapewnieniu wyraźną lukę, ale jeśli chodziło o niego samego, on nie miał interesu by budować całe akapity wypocin i prosił, by się pod tym podpisała. Cokolwiek by wymyślił, ona opisałaby to tysiąc razy lepiej. Czy ktoś inny miał zamiar to robić, to już była inna kwestia, acz Rowle miał to do siebie, że niechętnie ustępował w warunkach, która nakreślił sobie z kimś innym.

— Warunki. A jakie warunki, dla długofalowej współpracy, najbardziej by panią satysfakcjonowały? Moim, wstępnym oczywiście i dla rozpoczęcia wspólnej działalności i wsparcia, byłoby przygotowanie przez panią artykułu. Artykułu, który traktowałby o tej pożal się boże sztuce, zaprezentowanej w The Globe, a która nastaje na dobre imię Merlina. Co pani na to? — zapytał, przez moment studiując uważniej wyschniętą sylwetkę staruchy. — Nikt nie będzie wymagał od pani niczego, co wykraczałoby poza pani kompetencje. A kontakty, cóż, jako osoba która przyszła do pani, można nazwać mnie pierwszym kontaktem. Oprócz mnie o pani oddaniu będzie wiedział Czarny Pan, oczywiście, a także osoby wyżej postawione w organizacji. Nikt przypadkowy nie będzie zawracał głowy. — A potem zamilkł na chwilę, jakby ważąc jej kolejne słowa. Oh nie, on nie zapominał. Fakt, że kiedyś zostałby złapany za gardło i oskarżony o nie wiadomo jakie rzeczy, wydawał mu się losem najgorszym, jaki tylko mógłby mu się przydarzyć. — Pani Mecenas, oczywiście, przyjmę od pani wszelkie wsparcie, w przypadku o jakim pani wspomina. Miło by było uważać, że taka sytuacja nigdy nie nastąpi, ale niestety zdaję sobie sprawę z tego, że może być to myślenie życzeniowe.




RE: [06.10.72] Aliud ex alio malum | Philomena&Leviathan - Philomena Mulciber - 01.08.2026

— Niech to będzie wiadome nie tylko panu, ale i pańskiemu przełożonemu. — Philomena bez trudu wychwyciła ów wykręt Rowle’a, który próbował umywać ręce, nie gwarantując wprost niczego.
Mulciberowa swojego imienia sprzedawać nie zamierzała. Świadczenie przez nią usług, jak pisanie na polityczne zamówienie czy obrona przed Wizengamotem, czerpało część swojej mocy właśnie z popularności owego imienia. W długiej karierze Philomena Mulciber starannie kreowała skojarzenia ze swoim nazwiskiem, pieczołowicie budowała jego renomę. Choć nie wszyscy sympatyzowali z jej poglądami, to nawet przeciwnicy żywili szacunek wobec tego, że odkąd tylko pani mecenas zaczęła zabierać głos w debacie publicznej, jej orientacja polityczna się nie zmieniła. Nie wchodziło w rachubę, aby poprzez podpisywanie się pod paździerzami wysyłanymi przez kogoś obcego Mulciberowa miała roztrwonić zasób, na który pracowała całe życie.
— Czy pan był na premierze? Nie miałam przyjemności zauważyć. — Choć pytanie brzmiało grzecznościowo i zostało zadane nienagannie uprzejmym tonem niewzbudzającym podejrzeń, to Mulciberowa badała, ile Rowle rzeczywiście wiedział o tym, co jej zlecał. Być może Leviathan widział sztukę w innym terminie, być może nie widział jej wcale i tylko ktoś trzeci mu ów pomysł podsunął. — Sporządzenie komentarza, rzecz jasna, nie stanowi problemu.
Opinie o Ekstazie Merlina Philomena miała nie najlepsze, toteż nie musiałaby wcale kłamać. Więcej niż na dobrym imieniu Merlina starucha skupiała się jednak na tym, jak żenującą promocją słabości był przekaz głoszony z desek The Globe.
Leviathan Rowle dostarczał pani mecenas niewiele konkretu i niejasne ogólniki, które bynajmniej jej nie satysfakcjonowały. Choć w tym braku zdecydowania ze strony mężczyzny Philomena miała otwarte pole do narzucania swoich warunków, to wciąż pracowała z niczym, a to groziło niedostrzeżeniem kluczowych kwestii, o których mogła nie mieć pojęcia.
— Sam pan przyzna, że to mgliste stwierdzenie — zauważyła cierpko, gdy usłyszała mający budzić złudne poczucie bezpieczeństwa frazes o tym, że żadna prośba nie wykroczy poza jej kompetencje. Mulciberowa nie obawiała się bowiem zleceń niemożliwych, obawiała się zleceń bezbrzeżnie głupich. Wszyscy Śmierciożercy, o których do tej pory wiedziała, byli młodymi mężczyznami, a takim nieraz brakowało rozumu. — Zatem ja przedstawię kolejny warunek. Mam nadzieję, że ten również wymieniam li tylko dla formalności. Otóż, panie Rowle, jeśli trafi do mnie wezwanie do walki bądź udziału w innej operacji podobnej ostatnim atakom, pozostanie bez odpowiedzi. Proszę i tego być świadomym.
Pani mecenas ledwo się ruszała, nie dowidziała już również. Zejście po schodach urastało w jej przypadku do poziomów wyzwania. Posłanie staruszki na ulice byłoby oczywistym absurdem, lecz nie takie decyzje pozbawione wyobraźni widywała w swojej karierze Philomena Mulciber, stąd bezpieczniej było zastrzec  to zawczasu.
— Czy wspomniane osoby wyżej postawione również będą nawiązywały kontakt? W jaki sposób wówczas określić, że mówią prawdę o swojej pozycji i można swobodnie dyskutować z nimi o sprawach organizacji? To zarówno sprawa bezpieczeństwa pańskiego oraz mojego, jak i zabezpieczenia informacji niejawnych, które mogłyby zostać podstępem wyłudzone.
Czarny Pan — rzekł Leviathan. Voldemort — mawiała Philomena, odmawiając mu godności pańskiej i lordowskiej. Częściej jeszcze tytułowała go szaleńcem, straceńcem, wywrotowcem. Dysponował on jednakże niezaprzeczalną siłą, toteż zignorowanie go jako nieszkodliwego wariata byłoby naiwnością i głupotą.
— Rozumiem, że na dziś nie ma niczego, co by mogło pana obciążyć? Proszę się nie krępować. Brakiem transparentności w kontaktach z obrońcą można sobie wyłącznie zaszkodzić — pouczyła Mulciber.