![]() |
|
[03.09.72] Róż i szarość - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [03.09.72] Róż i szarość (/showthread.php?tid=5670) Strony:
1
2
|
[03.09.72] Róż i szarość - Kate Barclay - 28.01.2026 Trudno było znaleźć kogoś, kto bardziej nie pasowałby do zakładu pogrzebowego niż Kate Barclay. Teleportowała się na ścieżce wiodącej do Nox Aeterną, przed sobą mając kamienny, szary budynek, za nim las, rodem wyjęty z koszmarnych snów, w których ścigają cię zabójcy, a za sobą mogiły miejscowego cmentarza. I zachwiała lekko, omal nie przydeptując rąbka szaty, kolorowej, utrzymanej w tonacjach różu i fioletu, zdobionej w jaśniejsze nieco wzory. W ciemnych włosach, sięgających aż do pasa, pobłyskiwały spinki, których rolą było trochę powstrzymywanie kosmyków od wciskania się do oczu, ale przede wszystkim zdobienie, gdy migotały bielą, różem i fioletem. Była kolorowym ptakiem w morzu tej szarości, niemożliwym do przeoczenia. Kate od małego wiedziała, że nie zdoła schować się w tłumie, nie tyleż ze względu na jakieś piękno, co wygląd przywodzący na myśl dalekie krainy. Kiedyś w Hogwarcie pewien chłopiec śmiał się, że jest taka ciemna, bo pewnie za rzadko bierze kąpiele – wylała wtedy mu na głowę sok z dyni, a potem oglądała w szorowanych w ramach szlabanu pucharach odbicie własnej, zagniewanej twarzy, myśląc sobie, że tę inność będą jej jeszcze pewnie nie raz wytykać. I może dlatego zaczęła tę nosić jako płaszcz, zamiast się chować tylko ją podkreślać, jakby chciała być tą plamą kolorów, jakby chciała powiedzieć: wolę odstawać. Jak chcesz, bądź sobie jedną z wielu owiec, ja nie zamierzam. Ruszyła ścieżką i minęła płot, wchodząc od strony cmentarza, i rozejrzała się przelotnie, czy nie dostrzeże jakichś petentów. Nie było jednak ponurych ludzi w czerni ani szarościach, wyglądało więc na to, że akurat ani nie odbywał się żaden pogrzeb, ani takiego nie organizowano. – Othello?! – zawołała więc głośno, bez żadnych oporów ledwo pchnęła drzwi wejściowe, w końcu jeśli jakiegoś umarłego faktycznie by tym krzykiem obudziła… to powinien być szczęśliwy, że doszło do tego teraz i nie będzie potem wygrzebywał się z grobu. Wyobrażała sobie, że mogłoby to być szalenie problematyczne, zwłaszcza jeśli rodzina nie oszczędzałaby na trumnie i kupiła taką porządną, dębową. Zmarszczyła lekko nosek, kiedy uderzyła w niego woń kadzideł, a później ruszyła ku przejściu na piętro, gdzie mieszkał Fawley. RE: [03.09.72] Róż i szarość - Othello Fawley - 30.01.2026 Z kupowaniem zaczarowanych bibelotów na aukcjach wyprzedających majątek zmarłych hrabianek zawsze wiązało się lekkie ryzyko. Można było wszak natrafić na coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało ciekawie, a okazywało się tanie i nudne. Kupujący, rozmiłowany w takowych aukcjach, myślał zwykle odwrotnie: za bezcen kupić mógł przedmiot niezwykły, o niemal epokowej wartości. Jednak i tu istniała trzecia, sekretna ścieżka: artefakt okazywał się zbyt ciekawy. U Othella działanie przedmiotu, zdobionego gotyckimi ornamentami lusterka, zaczęło objawiać się niedługo po tym, jak pierwszy raz ujrzał w nim swe odbicie. Wydało się mu dziwne, że z każdym kolejnym zerknięciem w taflę odbijającą światło, zauważał, że jego cera – zwykle blada, a nawet szarawa – przybierała coraz bardziej rumianą barwę. Nie czuł przy tym, by krew napłynęła mu do policzków. To musiało być coś magicznego. Do tego przyszedł drugi skutek: objawiający się nie w wyglądzie i, całe szczęście, nie w piśmie. Uszkodzone zostało jednak jedno z jego głównych narzędzi pracy. Dlatego czym prędzej zwrócił się do swojej przyjaciółki, którą również interesowały magiczne przedmioty różnej maści. Kiedy otrzymał od niej odpowiedź, poczuł ulgę, że nie został z tym sam. Chociaż przypadłość, która nim owładnęła, obok rumianej cery, sprawiała, że droga Kate Barclay miała wkrótce zapewne zmienić zdanie o swoim koledze z zakładu pogrzebowego. Nie odpowiadał jej. Pozwolił jej na wspięcie się na piętro, a gdy znalazła się u szczytu schodów, otworzył jej drzwi. Musiał jakoś się z nią przywitać. – Witaj, Kate droga, w mych skromnych progach. Mam nadzieję, że twa podróż pomyślną była. Miło mi, że prędko do mnie pospieszyłaś – zadeklamował, po czym westchnął. – Mą przypadłość słychać wyraźnie, a przez te rymy przeżywam tu kaźnie. Wpierw jednak się rozgość, płaszcz mi proszę podaj. Możesz na sofie osiąść. Do picia herbata czy woda? RE: [03.09.72] Róż i szarość - Kate Barclay - 30.01.2026 Wspięła się po schodach na piętro, podtrzymując poły spódnicy, by nie plątały się przy różowych pantofelkach na płaskich obcasach. Trochę zdziwiło ją, że Othello nie odpowiadał, ale mógł być po prostu pochłonięty pracą. – Dzień dobry, wyglądasz dziś bardzo dobrze, gdzie ten przedmiot? – wyrecytowała na powitanie, ledwo przed nim stanęła, niemal na jednym wdechu. Dostrzegła, że zazwyczaj bardzo blady Fawley (gdyby nie znała go ze szkoły, podejrzewałaby chyba, że był ghulem, jakoś kojarzyło się jej to z tą rodziną) dziś prezentuje się zadziwiająco zdrowo i przyjęła ten objaw z zadowoleniem. Tym, co interesowało ją jednak szczególnie, był rzecz jasna jego nowy zakup. Gdy jednak mężczyzna zaczął mówić, w sposób równie nietypowy dla niego jak rumieńce pokrywające zwykle wampirzo (lub ghulo) blade policzki, Kate w pierwszej chwili spojrzała na niego z konsternacją, a w kolejnej na jej twarzy pojawiło się zrozumienie. – Och – podsumowała, przekraczając próg i zsuwając z ramion okrycie, czyli ciepły, fioletowy szal, chroniący nieźle przed pierwszym chłodem i dobrze pasującym do jej stroju. – Herbatę, bardzo proszę. Czy dobrze rozumiem, że rymujesz z powodu swojego nowego artefaktu? – spytała, siadając na sofie. Obok siebie położyła torebkę, niewielką i próbowała sobie przypomnieć czy zabrała rękawiczki: jeśli przedmiot miał jakieś specjalne właściwości albo został przeklęty, lepiej było nie dotykać go gołymi dłońmi. W głębi ducha poczuła się odrobinę rozczarowana na myśl, że niezwykłość przedmiotu mogła być związana głównie z klątwą, która na tym ciążyła. Postanowiła jednak robić dobrą minę do złej gry: ostatecznie jeszcze go nie zobaczyła. Poza tym, pocieszyła sama siebie, ludzie jednak chyba dość rzadko przeklinali przypadkowe grzebienie, a też Othello zapewne by takiego nie kupił. – Czy to trwa już od wczoraj? – spytała, tknięta nagłym współczuciem, bo ostatecznie listy wymieniali wczoraj. Nie pojawiła się od razu, bo jednak wychowywano ją w przekonaniu, że wizytę warto najpierw zapowiedzieć, a wszak sowa musiała donieść list. RE: [03.09.72] Róż i szarość - Othello Fawley - 06.02.2026 Kate była niezwykle życzliwą osobą, bo sam Othello uważał, że wyglądał podle. Jak różowa świnka. Zupełnie, jakby spalił się słońcem. Albo ogólnie się przypalił. Zdarzyło mu się przecież chować ofiary poparzeń. Straszny widok... Taki właśnie miał, gdy patrzył w lustro. – Zostawiłem przedmiot na stole. To jemu zawdzięczam mą dolę – westchnął, po czym wskazał Kate, gdzie powinna się kierować. Strasznie męczyły już go te rymy. Musiał odwołać wszystkie spotkania z klientami, ale nie mógł tego ciągnąć w nieskończoność. Jak miałby w tym stanie prowadzić uroczystości pogrzebowe? Układać wierszyki o zmarłych? To byłoby... groteskowe. Przyniósł lusterko Kate, by lepiej mu się przyjrzała. Był to przedmiot, który od razu przyciągnął jego uwagę. Uwielbiał barokowe zdobienia przywodzące na myśl Szekspira i vanitas. Tyle, że klątwa, która się z tym wiązała w ogóle... nie pasowała do tego decorum. Ramę lustereczka pokrywały zdobienia tworzące obraz kostuchy. Uchwyt na dole przypominał sierp, a czaszki i kości formowały się w kwiatowe dekoracje. To było coś w stylu Othella. Tak jakby ktoś zastawił na niego pułapkę. – Tylko nie dotykaj go, bo na ciebie przeniesie się to – uprzedził, po czym poszedł do kuchni zrobić herbatę. Wcześniej wolał milczeć, a teraz zmuszony był mówić. Być może to miał być ostatni raz, gdy zarymuje. Nienawidził brzmieć jak błazen. Jeszcze brakowało mu kolorowego wdzianka i dzwoneczków! Po niedługiej chwili przyniósł do salonu dzbanek z herbatą. – Ile twoja cierpliwość pomieści? Długą czy krótką wersję opowieści? – zapytał, siadając na fotelu naprzeciwko Kate. RE: [03.09.72] Róż i szarość - Kate Barclay - 06.02.2026 Jeśli szło o Kate, to uważała te rymy za nawet urocze, ale musiała przyznać, że prawdopodobnie nie były zbyt stosowne podczas rozmów z bliskimi pogrążonymi w żałobie. Spojrzała więc na Othello ze współczuciem, choć jej myśli wciąż biegły do przedmiotu, który skusił go i, najwyraźniej, dotknął jakimś czarem, być może klątwą. A kiedy pokazał tajemniczy przedmiot, będący przyczyną nieszczęścia, szybko to na nim skupiła uwagę. - Och, mistrzowska robota - zachwyciła się Kate. Wprawdzie bogate, iście barokowe zdobienia nie były do końca jej stylem - sama preferowała finezyjne, nieco delikatniejsze ornamenty, ale doceniała precyzję wykonania i sama tematyka rzeczywiście sprawiała, że lusterko wydawało się jakby stworzone dla Othella. Każdy piątek wykonano z wielką starannością, a rączka, choć mało poręczna, stanowiła małe dzieło sztuki. - Niewątpliwie rączkę i ramę zaklęto, dla trwałości, widzę tu pieczęć, ale nie mogła być przyczyną klątwy... brak podpisu twórcy, ale to styl, który kojarzy mi się z wytworami Xaviera Avery'ego z XVIII wieku, mamy tu albo któregoś z jego uczniów, albo kogoś, kto się nim inspirował - oceniła, a potem wydobyła z torebki rękawiczki, które na szczęście jednak zabrała oraz szkło powiększające. Mrucząc do siebie oglądała najdrobniejsze szczegóły lusterka, zgodnie z przestrogą starając się go nie dotykać, i nie zauważyła chyba nawet momentu, w którym Fawley wyszedł, aby zrobić herbatę. Drgnęła i omal nie upuściła szkła powiększającego, kiedy pojawił się z powrotem i usłyszała za sobą rym. - Kusi mnie ogromnie, by prosić o tę długą opowieść, ale to można by chyba uznać za chęć torturowania cię. Wystarczy mi więc krótka. Mam już też pewną teorię... Czy zacząłeś odczuwać skutki uboczne, gdy go dotknąłeś, czy kiedy się w nim przeglądałeś? I co do tego, co powodowało konkretnie to rymowanie, i jak sie go pozbyć. Choć jeden sposób się jej nie podobał, a drugi wymagał klątwołamacza. Niestety, znała się na magicznych przedmiotach, nie na zdejmowaniu przekleństw. RE: [03.09.72] Róż i szarość - Othello Fawley - 12.02.2026 Nie było zupełnie wykluczone to, że niegdyś lusterko zostało wyrzeźbione przez Xaviera Avery'ego lub przynajmniej kogoś, kto wiedział, jak wyglądają jego dzieła. Othello wcześniej nie pomyślał o tym twórcy, lecz im dłużej przyglądał się kunsztownym zdobieniom, tym bardziej prawdopodobna wydawała się owa teoria. Zdołał więc pokiwać głową, choć odczuł, jakby nawet ten gest jakimś cudem się rymował, a przynajmniej był bardziej rytmiczny niż zakładała to konwencja. Jak już wrócił z kuchni, nalał im obojgu herbaty do filiżanek zdobionych również w motywy memento mori. Othello dla siebie wziął naczynie ze złoconą podobizną kostuchy, a Kate, z racji jej pogodnego usposobienia, podał napitek przystrojony motywem danse macabre. Zawsze wydawał mu się bardziej radosny niż reszta tych wanitatywnych motywów. – Opowieść zaczyna się tu, w mym zakładzie, lusterko to zjawiło się na ladzie, kiedy chowali Macley Ionę, której wcześniej nikt nie wziął za żonę. Bliskich nie miała, więc tu się nie chowała, lecz zdołałem nieco pomóc w formalnościach, a przy niewielkich pełnomocników możliwościach, przesłali mi jeden ze skarbów swej pani, owo lustereczko, przedmiot wszak nietani. Przybył do mnie w paczuszce małej, i przy niecierpliwości mej całej, odpakowałem ją bez sprawdzenia, myślałem, że to przecież akt mnie docenienia. Po odrzuceniu papierka i dotknięciu lusterka, nie czułem nic dziwnego, żadnych śladów działania magicznego, przynajmniej dopóki mojego odbicia nie zobaczyłem, wtedy dopiero całkiem się zmartwiłem. Sama wiesz, że u mnie róż jest niecodzienny, a do tego wstyd mój staje się bezdenny. Różowość cery wszak można przypudrować, ale rymowania już nie ma gdzie schować – wygłosił mowę, która normalnie wywołałaby pewną wesołość. Dla Othella jednak była tragicznie żenująca. – Więc odpowiadając na twoje pytanie, zgubne było raczej przeglądanie. Staraj się więc w jego taflę nie spoglądać, klątwa będzie rymów od ciebie żadać. RE: [03.09.72] Róż i szarość - Kate Barclay - 13.02.2026 Kate odłożyła lusterko, by przyjąć filiżankę, choć wzrok wciąż uciekał jej ku cennemu eksponatowi. Filiżanka, swoją drogą, była całkiem ładna, i bardzo pasująca do Othello, który uczynił słowa memento mori niewątpliwym hasłem przewodnim swojej egzystencji i myślą przewodnią codziennych działań, ale jednak nie aż tak niezwykła, jak zaprezentowany jej przedmiot z kolekcji Iony. – Och, chyba o niej słyszałam! – ucieszyła się, omal nie podskakując na fotelu, w którym usiadła z herbatą, gdy Fawley znów się pojawił. Jeśli szło o tematy związane z zaklętymi przedmiotami, amuletami i biżuterią, to umiały one przełamać zwykłą spokojną pogodę, jaką prezentowała, zastępując tę ekscytacją. – Zgromadziła ogromną kolekcję, nie miałam pojęcia, że umarła, bo na pewno spróbowałabym coś kupić. Pewnie umknęło mi to w tym całym zamieszaniu po tegorocznym Beltane… Skryła się wtedy w pracowni w Walii i spędzała tam całe dnie, nie wystawiając niemal nosa za próg, z daleka od zamieszania panującego w kraju. Mogła więc przegapić ten moment, gdy rzeczy zaczęły trafiać na rynek. A może dalecy krewni nie mogli dojść do porozumienia i na razie wyprzedawano te rzeczy po trochu? Albo Iona wrzuciła je po cichu do różnych miejsc, zanim zmarła? – Intrygujące, czy kupiła je przeklęty, czy może sama go przeklęła? Zdaje mi się, że była klątwołamaczką, więc może umiała i klątwy rzucać… Słyszałam, że w jej posiadaniu był bardzo cenny amulet, który potrafił… och, przepraszam, odbiegam od tematu – urwała, posyłając mu uśmiech znad filiżanki. – W każdym razie, zdaje mi się, że klątwą obłożono szkło. Jeśli się je rozbije, powinna przeminąć, bo sam przedmiot wydaje mi się od przekleństwa wolny. Mogłabym je potem naprawić. Jeśli nie chcesz ryzykować, będziemy potrzebować klątwołamacza z prawdziwego zdarzenia, niestety zdjęcie tej klątwy przerasta moje możliwości. Jeżeli cię to pocieszy, spotkałam się kiedyś z amuletem, który miał podobny efekt na posiadacza, więc jest to w pełni odwracalne… Znów przerwała i jej uśmiech stał się trochę bardziej figlarny. – Ale może najpierw powinieneś spróbować ułożyć parę żałobnych trenów? Zdaje się, że masz do tego talent. RE: [03.09.72] Róż i szarość - Othello Fawley - 21.02.2026 Othello nie znał Iony Macley za życia, a nawet po śmierci nie widział jej na oczy. Nie pasjonował się tematem angielskiej społeczności klątwołamaczy, choć z pewnością było to zagadnienie, którym powinien interesować się bardziej niż obecnie. Być może taka wiedza uchroniłaby go przed głupią wpadką. – Kolekcję krewni wciąż posiadają i sukcesywnie ją wyprzedają. Jednak myślę, że było tego tyle, że wciąż zaskoczyć możesz się mile – odparł, po czym upił łyk herbaty, by trochę uspokoić zszargane rymowaniem nerwy. – Być może klątwa już wcześniej tam leżała, a Ionę po prostu raptem przeczekała. O amulecie kiedy indziej mi powiedz, kiedy powróci mi językowe zdrowie. Rozbić szkło... Tak, brzmiało to jak niezły plan. Oczywiście szkoda mu było wiekowej tafli lusterka, ale przy pomocy Kate mogło po renowacji wyglądać jeszcze lepiej. Dlatego Othello kiwnął głową. Musiał jak najszybciej pozbyć się tej klątwy. Nienawidził bowiem być śmiesznym. Mógł jawić się jako niepokojący, dziwaczny, ale nigdy nie przepadał za doprowadzaniem ludzi do śmiechu. Czuł się wtedy nieważny, nietraktowany poważnie. Szczególnie, że różowość i rymowanie prowokować mogły jedynie szyderę. Dlatego, gdy Kate wspomniała o trenach, zdobył się na jak najpoważniejszą odpowiedź, która oczywiście taka być nie mogła. Nie, kiedy rymował. – Rymy w trenach wychodzą z mody, nie widzi się już w nich urody. Bardziej się rytm odpowiedni ceni i cechę, która powagą się mieni. – Grymas na jego twarzy wydawał się niemal grobowy. – Czy jakiegoś młotka potrzebujesz? Czy zaklęciem szkło przeklęte rozkujesz? RE: [03.09.72] Róż i szarość - Kate Barclay - 22.02.2026 Kate wydała z siebie westchnienie, z gatunku tych cierpiętniczych, bo obawiała się, że Othello wybierze to rozwiązanie, a bolała ją sama myśl o uszkadzaniu lusterka, nawet jeżeli dało się je potem naprawić. Rzuciła ku zwierciadłu spojrzenie przepełnione żalem, naprawdę smutna, że nie potrafiła zwyczajnie odczynić klątwy: ale by móc załatwić to w ten sposób musieliby kontaktować się z klątwołamaczek, a Fawley chyba dość miał tych run. - Oj, nie, nie będę ryzykować z zaklęciem - przeraziła się. Może i z kształtowaniem radziła sobie całkiem dobrze, ale wystarczyłoby tutaj, by ręka odrobinę się jej omsknęła i katastrofa gotowa! A pewności swoich dłoni ufała znacznie bardziej, gdy trzymała w nich narzędzia rzemieślnicze niż używała czarów rozbijających. – Mam w torebce dłuto, myślę, że precyzyjne uderzenie będzie tutaj najlepsze… – oświadczyła, a potem przez chwilę grzebała w rzeczonej torebce, dopóki nie wyciągnęła z niej faktycznie dłuta oraz dużej, kolorowej chusteczki. Chusteczką starannie rozłożyła na blacie. Dłonią, skrytą pod rękawiczką, sięgnęła po lusterko i ustawiła je tylną stroną do swojej twarzy, a tą szklaną zwróciła do chusteczki. Tak trochę pod kątem, aby móc lepiej uderzyć. Miało to na celu i zebranie kawałków szkła tak, by nie musieli ich dotykać – uważała, że bezpieczniej jeśli Othello jednak przy okazji pokaże je jakiemuś klątwołamaczowi – i by mogła je rozbić nie spoglądając sama w taflę. Wprawnie ujęła dłuto i uderzyła z dołu, pod kątem i niezbyt mocno: nie chciała w końcu uszkodzić ramy ani zasypać sobie palców dużą ilością odłamków. Uderzenie było więc delikatne, by spowodować pęknięcie, a potem usunęła resztę szkła. – Co za szczęście, że nie jestem przesądna i nie wierzę w siedem lat nieszczęścia – powiedziała pogodnie, bo i prawda była taka, że już zdarzało się jej usuwać szkło z lusterka, by takie naprawić albo wykorzystać do czegoś innego. – Czy teraz możesz już mówić bez rymów? – spytała, spoglądając na Fawleya. Miała nadzieję, że to taki sam przypadek, jak z ostatnim przedmiotem tego typu, rzucającym klątwę na człowieka, z którym miała do czynienia i się udało... RE: [03.09.72] Róż i szarość - Othello Fawley - 05.03.2026 Kiedy Kate rozbiła taflę przeklętego lusterka, wzrok Othella się zamroczył, skroń zapłonęła bólem, a przed oczami wymalowały się różnokolorowe plamy. Trwało to jednak tylko krótką chwilę. Ostre i szybkie doznanie zastąpiła szara, tak dobrze znajoma Othellowi rzeczywistość. Chciałoby się powiedzieć, że Odyseusz powrócił na Itakę, ale wtedy trzeba by powołać się na brata naszego bohatera, do którego ten naprawdę nie chciał być porównywany. Fawley spojrzał w wiszące w salonie lustro. Bladość powróciła na jego twarz, cera na powrót stała się idealnie trupio ziemista. Wygląd właściciela odpowiadał przybytkowi, którym zarządzał. Każdy przyzwoity zarządca zakładu pogrzebowego musiał wyglądać, jakby był gotowy na własny pochówek. Byle znaleźć się na własnym cmentarzu. Pozostała tylko jedna kwestia, która nie ujawniała się, dopóki się milczało. – Czy mogę? – zapytał sam siebie i pozwolił sobie na chwilę ciszy. Nie było już potrzeby dopowiedzenia czegokolwiek. Żadnej głupawej kwestii zakończonej na "podłogę", "nogę" lub "trwogę". Othello niemal się uśmiechnął. Nie. Inaczej: uśmiechnął się jak tylko potrafił. Co oznaczało, że jego twarz wykrzywił nienaturalny niemal grymas. – Jak mogę ci się odwdzięczyć? Othello zawsze rozumował na zasadzie transakcyjności. Nawet wśród przyjaciół starał się stosować zasadę "przysługa za przysługę". U wrogów przeradzała się zaś w "oko za oko". Dwie strony tej samej monety. – Może byś chciała poznać przeszłość tego lusterka? – zasugerował. Wiedział, że Kate lubiła przedmioty z historią. A któż mógłby lepiej ją przybliżyć niż uzdolniony widmowidz? – Jeśli byś chciała, możesz też zabrać je do siebie. |