Secrets of London
[Jesień 1972, 3.10 okolice Bath | Keyleth & Lewis] Bo w Londynie c*uja widać - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [Jesień 1972, 3.10 okolice Bath | Keyleth & Lewis] Bo w Londynie c*uja widać (/showthread.php?tid=5676)



[Jesień 1972, 3.10 okolice Bath | Keyleth & Lewis] Bo w Londynie c*uja widać - Keyleth Nico Yako - 31.01.2026

Była noc i było jej smutno, choć z oczywistych względów teraz było jej smutno mniej.

Siedziała na jakimś murku i zadzierała głowę do góry, wypatrując najjaśniejszej z gwiazd.

Bo w Londynie chuja widać

Tak było. Miasto zionęło chłodem, śmiercią i smutkiem.

Ale tutaj gdzie Lewis ją zabrał było więcej zieleni, nawet jeśli była to zieleń wyspy.

– Ej widzisz tamtą posępną posiadłość? Myślisz, że mieszka tam wampir? No wiesz, hrabia Dracola. Nie czekaj, Dracula? Czytałam kiedyś taką książkę na zaliczenie, strasznie śmieszna. - zapytała zezując teraz na blachę sernika, która to blacha nie została jeszcze zainicjowana.

– Wiesz, gwiazdy u mnie wyglądały zupełnie inaczej. To pewnie przez równik. – rozmyślała, znów patrząc na niebo i nie wiedząc za bardzo co ze sobą począć, poza tym, że wypadało w końcu się rozluźnić i poczuć moc przepływającą nad ziemią i z góry w dół ku nich. – Dobrze, że wczoraj nagotowaliśmy tyle potrawki, że dzisiaj pan Woody nas puścił. – dodała, jakby nie było tak, że po prostu patrzyła i od czasu do czasu mieszała w garze. – Czasem dobrze jest spojrzeć na niebo. Prawda? Czy nie prawda?


RE: [Jesień 1972, 3.10 okolice Bath | Keyleth & Lewis] Bo w Londynie c*uja widać - Lewis McKinnon - 31.01.2026

Nie znam się na wampirach, ale chyba tak na wsi to kiepsko z jedzeniem dla nich? — zaczął rozmyślać o logistyce gryzienia i żywienia się ludźmi, kiedy nie ma dostępu do ludności napływowej, ale zaraz je porzucił, bo były ważniejsze pytania.

Lewis wzruszył ramionami.

Nie zwracam na to uwagi w sumie. Rzadko w ogóle patrzę w górę. Mam wrażenie, że to tego, no... — pstryknął palcami, szukając słowa. Był zmęczony, nie sypiał dobrze od Spalonej Nocy, ale kto to robił? Bogacze, oto kto, którym nie robiła jedna czy dwie spalone posiadłości. — Przywileju, o. Żeby patrzeć się w niebo. Nie mogę patrzeć o tam, jak tutaj jest źle. Chyba nigdy nie widziałem nawet spadającej gwiazdy, a astronomię to w szkole prawie oblałem.

Wręczył Nico metalową łyżkę, drugą sam sobie wziął i wbił w deser. Nabrał sporą porcję i wsadził sobie do buzi. Przemielił, myśląc poważnie.

Patrzył na gwiazdy, ale chyba tylko po to, żeby zrobić Nico miło. Dojrzał jakieś bardzo jasne, mrugające i jakby... kolorowe? Na raz też zauważył, że się ruszają. Samolot mugoli. Westchnął. Najwyraźniejsza chyba była ta przy tym jakby wózku. Tak, widział ją i nic mu to nie mówiło. Jasny błysk, który był obojętny wobec wszystkiego. Zimno tylko zaczynało się robić i tyle.

Czego tam u was uczą o gwiazdach?