![]() |
|
[Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia (/showthread.php?tid=5685) Strony:
1
2
|
[Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia - Henry Lockhart - 06.02.2026 10.10.1972
Niemagiczny Londyn Tego wspaniałego dnia, dziesiątego października, Henry Lockhart kończył dwadzieścia lat. Dostał trochę życzeń, szczególnie w pracy, gdzie jak jedna osoba o tym pamiętała, wszyscy inni się podłączali. Tym razem tą pamiętającą osobą był sam Henry, który po prostu przyniósł tort do redakcji i poczęstował nim współpracowników. Ostatnio zresztą jego uczucia do nich zdecydowanie się ociepliły. Dostawał już do pisania krótkie notki prasowe. Stanowiło to niemal awans. Nie zaplanował żadnej imprezy. Uwielbiał swoich przyjaciół, ale obawiał się, że organizacja całego przyjęcia po całym dniu pracy sprawiłaby, że nie cieszyłoby go to spotkanie. Poza tym, był umówiony z Hestią. Jeszcze w Spaloną Noc dziewczyna zaproponowała mu pójście do kina. Po długich poszukiwaniach Henry znalazł odpowiedni pokaz, wysłał wycinek gazety przyjaciółce i byli umówieni. Właściwie to, że wszystko odbywało się w jego urodziny stanowiło raczej zbieg okoliczności. Szli na maraton najlepszych odcinków mugolskiej komedii: "Latającego cyrku Monty Pythona". Henry kojarzył to głównie z rozmów, które zasłyszał w klubie karate. Studenci z londyńskiego uniwerku kochali te skecze, więc chłopak uznał, że jako czarodziej też na pewno je zrozumie. Przynajmniej częściowo... Miał też nadzieję, że Hestia będzie się dobrze bawić. Spalona Noc sprawiła przecież, że ostatnio nie było zbyt dużo okazji do śmiechu. Niby minął miesiąc, ale wciąż Londyn pozostawał zmieniony, niektóre domy stały puste, a ludzie raczej powoli podnosili się po wszystkich stratach. Kusiło go, by coś jej kupić. Jakiś upominek lub kwiaty. Dziadkowie zawsze powtarzali mu, że jeśli wyjdzie gdzieś z dziewczyną, powinien czymś ją obdarować. Tak robił dobrze wychowany młodzieniec. No, ale... im chyba chodziło o randkę. A z Hesią... było to tylko przyjacielskie wyjście. Nie chciał, żeby było niezręcznie już na samym początku. A bardzo zależało mu, żeby miło spędzić czas. Dlatego uznał, że po prostu, z okazji swoich urodzin, ufunduje im obojgu popcorn. Czekał pod kinem, piętnaście minut przed dziewiętnastą. Ubrał się dość elegancko, choć nie sztywno. Jasnoniebieska koszula, dżinsy, krawat w paski. Na ramiona natomiast narzucił swoją czarną kurtkę, tą samą, którą powierzył Hannibalowi w Spaloną Noc, i która razem z Lockhartem przetrwała zgryzotę w Dunwich. Dla Henry'ego była ona niemal amuletem. RE: [Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia - Hestia Bletchley - 07.02.2026 Hestia zjawiła się na umówione spotkanie pięć minut przed czasem, chociaż gdy zobaczyła, że Henry już na nią czekał zaczeła nieco żałować, że nie wyszła jeszcze wcześniej i przyjaciel musiał na nią czekać. Ale hej. Przecież oboje byli przed czasem, więc na dobrą sprawę nie było żadnego problemu. – Hej. Mam nadzieję, że nie czekałeś na mnie zbyt długo – powiedziała wesoło, gdy podeszła do czarodzieja. Miała dzisiaj naprawdę dobry humor. Ubrana była oczywiście po mugolsku w niebieskie jeansy, na których nieco luźniejszych końcach widac było wyhaftowane kolorowe kwiaty, zwykłą, żółtą koszulkę i dość luźny, brązowy znoszony płaszcz, który chociaż nie wyglądał na stary, był ewidentnie niemą ofiarą pełnego chaosu życia kogoś, kto nie raz zaliczył upadek na ziemię, lub inną kontuzję. W ręku Hestia trzymała natomiast urodzinową torebkę. – I w ogóle wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję że ci się spodoba. Z tymi słowami podała mu paczkę. Jeśli Henry zajrzał do środka mógł zobaczyć ładnie wydany album ze zbiorem prac amerykańskiego fotografa Edwarda Westona, odręcznie namalowaną kartkę urodzinową z kreskówkowym tortem i dwudziestoma świeczkami, a także trochę cukierków. Nie miała pojęcia, czy mu się to spodoba. W ksiegarni, sprzedawczyni poleciła mu ten album chwaląc fotografa, który rzekomo walczył o to, aby fotografia i jego kreatywność. To przypadło jej do gustu. Potem jednak, gdy już przejrzała pozycję na spokojnie w domu, zaczeła się zastanawiać czy Henry w ogóle lubiłnfotografie jako sztukę. Zawsze mógł przecież woleć jedynie zdjęcia dokumentalne. A potem jeszcze, o zgrozo, zobaczyła że część zdjęć przedstawia coś, co nie dało się inaczej określić niż jako zakrwawające o erotyzm zdjęcia warzyw. RE: [Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia - Henry Lockhart - 09.02.2026 Uśmiechnął się promiennie na widok Hestii. Dawno nie widział jej w stroju innym niż mundur BUM-u. Ubrana była zresztą bardzo ładnie. Jak kwiat, może jaskier... Kojarzyło się to Henry'emu w słońce wychodzące zza chmur po wielu chmurnych dniach. – Przyszedłem dosłownie przed kilkoma minutami – odparł, wciskając ręce do kieszeni. – Bilety kupiłem już wcześniej, więc pozostał tylko popcorn. Nie mógł powiedzieć, że nie był podekscytowany jedzeniem prażonej kukurydzy z solą. Mugole zrobili z tego przekąskę o reputacji wprost sensacyjnej. Z pewnością potrafili coś zareklamować, dobrze sprzedać. Normalnie Henry nie dawałby się porwać temu konsumpcjonistycznemu szaleństwo, ale na Matkę... były jego urodziny. A i do kina chodził rzadko, właściwie prawie wcale. Spodziewał się prezentu, choć go nie oczekiwał od Hestii. Dlatego tym bardziej było mu miło, że o nim pomyślała. – Dziękuję, Hesiu. Jestem zaszczycony. Ale otworzę go, jak już usiądziemy – uprzedził dziewczynę, wciąż z uśmiechem na twarzy. Podsunął jej ramię, jak uczył go dziadek. Po dżentelmeńsku. Choć w jego wykonaniu wyglądało to raczej jak żartobliwy gest wobec przyjaciółki. – Zapraszam do kina, w takim razie. Zamiast tortu będzie popcorn. Miałem przynieść ci kawałek, ale pracownicy w Proroku to szarańcza, mówię ci. Nie zostawili okruszka. Szyld kina lśnił nad nimi jasnymi reflektorami, a poniżej ułożono czarnymi literami napis "Monty Python: maraton". Ludzie dookoła już wchodzili do środka, robili kolejkę do popcornu. A na dworze wieczór robił się coraz chłodniejszy. Chmury zbierały się na niebie, ledwo widać było zachodzące słońce. Najwyższy czas, by już wchodzić do środka. RE: [Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia - Hestia Bletchley - 13.02.2026 – Oh... Dziękuję. To miłe z twojej strony – powiedziała zaskoczona, gdy przyjaciel poinformował ja, że już kupił bilety. Przecież to były jego urodziny. Nie powinna mu kazać płacić za siebie w jego urodziny. Zwłaszcza że no. Nie miała do końca pojęcia jak finansowo stał Henry, ale wiedziała że raczej miał mniejsze wsparcie niż ona i wolała nie nadszarpywać jego budżetu. – Poczekaj zaraz ci oddam za swój bilet. Albo po prostu postawie nam popcorn i napoje? Wolałaby aby Henry otworzył prezent już I najwyżej straumatyzował się przed filmem, ale skinęła wesoło głową, jakby niczym się nie przejmowała. – Podobno to znany fotograf – powiedziała, już chcąc się wytłumaczyć z potencjalnie gorszących zdjęć natury warzywnej. Uśmiechnęła się jednak jeszcze szerzej widząc żartobliwie gest Henry'ego i wsunęła mu rękę pod ramię, zapominając na chwilę o tym że powinna się zamartwiać. – Nie przejmuj się. Znam to. W pracy zjedzą wszystko. Myślę, że zarówno u ciebie, jak i u mnie ludzie trochę jednak zajadają stres. Zresztą i tak miałam ochotę na popcorn. Ruszyli do środka, ustawiając się w nie aż tak tragicznie długiej kolejce po przysmaki. – Mało wiem o tym filmie – przyznała mu w końcu, jednocześnie zerkając na kolorowe plakaty. – No poza tym co mi mówiłeś wcześniej. Ale fajnie. Nie pamiętam kiedy byłam ostatni raz w kinie. Może gdzieś tak w lutym? RE: [Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia - Henry Lockhart - 15.02.2026 – Nie, nie, ja zapłacę. Ostatnio nie miałem jakichś sporych wydatków, więc jestem w stanie pozwolić sobie na ufundowanie popcornu. A za bilet możesz mi oddać później. Postawić kawę w kawiarni albo piwo w Dziurawym Kotle – zaproponował. – Normalnie bym i tak w ramach urodzin ufundował jakieś jedzenie. Z jego twarzy wciąż nie znikał uśmiech. To była dobra decyzja, żeby w ramach urodzin wyjść z Hestią na obiecany dawno film. Kiedy chwyciła jego ramię, poczuł łagodne ciepło, które szybko zbył, jako wyraz własnego stresu społecznego. Poniekąd rozumiał urok tego staroświeckiego zwyczaju. Chodzenie pod rękę z dziewczyną było dosyć miłe. A i albumu fotograficznego był ciekaw. Domyślił się, że to on znajdował się w paczuszce, którą podarowała mu Hestia. Nie mógł się doczekać aż go przekartkuje. – Ostatnio w kinie byłem rok temu, na Skrzypku na dachu. Świetny film, musical. Możemy kiedyś razem obejrzeć, jak uda mi się wypożyczyć kasetę i wreszcie ogarnąć, jak zainstalować odtwarzacz – odparł. Wciąż starał się nadgonić z wiedzą o mugolskich technologiach, ale taki projekt wymagał czasu i pieniędzy. Obu tych zasobów mu brakowało. Weszli do kina, okrągłej sali z kasami biletowymi po bokach. Ściany wyglądały trochę jak w The Globe, a na suficie wisiał kandelabr. Jako, że on i Hestia mieli już bilety, musieli pójść na wprost do pracownika kina, który pokierował ich na wprost, do hallu, w którym można było kupić sobie popcorn. Po bokach znajdowały się dwie sale kinowe, a po środku stały czerwone kanapy. – Patrz, kupiliśmy wcześniej bilety i od razu kolejka do popcornu jest krótsza. – Podeszli do stanowiska, za ladą którego stała maszyna do prażenia kukurydzy. – Zawsze się zastanawiałem, jak one dokładnie działają. Robią tak dużo popcornu w tak krótkim czasie. I to bez... – Henry rozejrzał się. Nie bardzo można było swobodnie używać słowa na "m". Trzeba było zmienić temat. I tak gadanie o maszynach do popcornu, po przemyśleniu sprawy, wydawało się mało pasjonujące. Nie chciał wyjść przed Hestią na niezręcznego, a jednak wydawało się, że wraz z samym myśleniem o tym, doprowadzał do czegoś w rodzaju samospełniającej się przepowiedni. – A odnośnie filmu, to właściwie ma być zbiór skeczy. Wybór najlepszych. Latający Cyrk Monty Pythona podobno robi furorę wśród m... mieszkańców naszego kraju. Ach, wpuszczanie czarodzieja do cywilizacji zawsze wiązało się z ryzykiem. RE: [Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia - Hestia Bletchley - 21.02.2026 – Ah, jasne. Możemy się i tak umówić – powiedziała, zadowolona że Henry nie kłócił się o te bilety i że najwyraźniej nie stanowiło to dla niego jakiegoś dużego problemu. A kawę lub piwo postawi mu i tak z wielką przyjemnością. – Odtwarzacz? Jeśli potrzebujesz pomocy to możemy pokombinować razem. Albo... Może mój tata może pomóc. On... Chyba powinien się trochę na tym znać – zasugerowała, jednocześnie wierząc w ojca i wyobrażając sobie jak klnął, gdy próbował podłączyć urządzenie. Weszli do środka i od razu skierowali się do pracownika popcornu, a następnie po popcorn, który z jakiegoś powodu pachniał tak doskonale, jak żaden domowy popcorn nie potrafił. Nie skrzywiła się na jego próby magicznego rozmawiania bez zdradzania się, że jest czarodziejem. – To strasznie trudne, nie? – spytała z uśmiechem, doskonale rozumiejąc jego problem. Chyba dlatego nigdy nie byłaby w stanie związać się z mugolem. Jasne, to nie tak że jej wybranek nie mógłby nic wiedzieć, ale jak miałaby wyjaśnić jego rodzinie czy przyjaciołom z czym się mierzy w pracy? Lub czemu martwi ją polityczna sytuacja tej części ich państwa, o której nie mają pojęcia? Pewnie jakoś dałaby radę to ogarnąć, ale... Chyba wolałaby nie. Już miała jakoś skomentować, że cieszy się na wybór filmu, ale w tym momencie nadeszła ich kolejka na zamówienie przekąsek, a gdy poprosili o popcorn sympatycznie wyglądający pracownik kina obrzucił ich spojrzeniem, puścił im oczko i zamiast wyciągnąć zwykłe pudełko na prażoną kukurydzę, wziął całe czerwone z różowymi serduszkami. Hestia nagle utkwiła wzrok w wystawionych czekoladkach. RE: [Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia - Henry Lockhart - 26.02.2026 Henry uśmiechnął się lekko. Wyobraził sobie ojca Hestii klnącego po hiszpańsku nad splątanymi kablami. Widział go tylko kilka razy w życiu, a jednak ten obraz rysował się wyraźnie w jego głowie. Może to z winy charakterystycznego wąsa? – Jeśli by miał kilka chwil i spory zapas cierpliwości, to jasne. – Odpędził od siebie wcześniejsze wyobrażenie. Maszyna od popcornu wydawała z siebie szum połączony z pykaniem kukurydzy. Henry ciekaw był tego, jak po raz pierwszy odkryto tę właściwość. Jak zdziwić się musieli ludzie z zamierzchłej przeszłości, kiedy nagle te żółte ziarenka zaczęły im wybuchać pod wpływem ciepła? Czy spowodowali to czarodzieje czy mugole? – Okropnie. Chociaż ma to swój urok. Można się poczuć jak pod przykrywką. Przypomniał sobie wydarzenia w Dunwich, jeszcze przed zaginięciem Brynji. Wtedy on sam podszywał się pod mugolskiego dziennikarza. Czuł się wtedy... fajniejszy niż normalnie. Henry Lockhart był nudziarzem w porównaniu do tamtego tajemniczego bohatera, którego wymyślił i przez chwilę odgrywał. Wtedy właśnie przyszła ich kolej na zamówienie popcornu. Najwidoczniej jednak sprzedawca nie potrafił przyjąć do wiadomości, że dwoje przyjaciół, chłopak i dziewczyna, poszli we dwoje do kina. A jeszcze gorsze było to, że przez przemykającą szybciutko myśl, że to, co robili wyglądało jak randka, Henry zarumienił się i wlepił spojrzenie w zawartość kubełka z popcornem. Miał nadzieję, że jego twarz stanie się tym samym mniej widoczna. Gdy już zapłacił, ich dwoje odeszło od lady w stronę sali kinowej. – Um... Mamy jeszcze chwilę, więc może... może zobaczę ten prezent? – Zmiana tematu wyszła mu mniej zręcznie niżby zakładał. Usiadł na jednej z czerwonych kanap i zaczął wyjmować rzeczy z torebki. Na pierwszy ogień poszła książka, która okazała się albumem ze zdjęciami. – Weston! Słyszałem o nim i trochę czekałem na wystawę, tu w Londynie – uśmiechnął się i otworzył książkę na losowej stronie. To, co ujrzał, w pełni uzasadniało wcześniejsze tłumaczenie się przez Hestię. Była to... chyba papryka. Przypominała jednak niepokojąco ludzkie ciało. – To dość niesamowite, że... tak to udało mu się uchwycić. Nie pomyślałbym tak o jedzeniu. I też chyba trudno mi będzie spojrzeć teraz na paprykę. RE: [Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia - Hestia Bletchley - 11.03.2026 Hestia skinęła i zapisała sobie w głowie, aby przy pierwszej lepszej okazji zapytać ojca, czy nie mógłby pomóc Henry'emu. Coś czuła że mógłby się on zgodzić głównie po to, aby pokazać sobie i innym że doskonale znał się na takim majsterkowaniu. Uśmiechnęła się. – Chyba wolę być pod przykrywką tak tutaj z tobą niż w pracy – powiedziała szczerze, bo tutaj mogli przynajmniej pożartować, a w pracy... W pracy musiała się natomiast wiecznie stresować czy przypadkiem nikt nie rozpozna w niej Brygadzistki. To znaczy... Nikt nie kazał się jej stresować. Sama się stresowała, nie że to cokolwiek zmieniało. Od stoiska z przekąskami odeszła lekko zaczerwieniona i na twarzy i paznokciach, ale kiedy Henry powiedział że w takim razie wreszcie otworzy prezent czerwień na twarzy została taka sama, ale jej "manicure" szybko stał się trupioblady. Herny usiadł na jednej z kanap. Ona stała, jakby szykowała się na to że zaraz będzie musiała uciekać. Henry zobaczył okładkę. Znał fotografa. Ucieszył się. Ale Hestia dalej stała. Henry otworzył na losowej stronie. O nie. Papryka. A jednak... A jednak Henry nie uznał, że terroryzuje go jakąś warzywną pornografią, lub że jej prezent byl zbyt bezczelny. Odecthnęła z ulgą i wreszcie usiadła na kanapie obok przyjaciela. – Nie spodziewałam się że da się w taki sposób ochwycić jakiś obiekt – powiedziała, teraz już znacznie pewniej patrząc na warzywo. – Bo wiesz... Gdyby on to narysował, mógłby po prostu ułożyć jej... Eee... fałdy, w odpowiedni sposób. Ale aby zrobić takie zdjęcie. Nie mam pojęcia jak to zrobił. RE: [Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia - Henry Lockhart - 12.03.2026 Wiedział, że praca Hestii, szczególnie w ostatnim czasie, musiała być wykańczająca. Nie dało się być zwykłym krawężnikiem w czymś, co można było nawet podciągnąć pod stan wyjątkowy. Cały Londyn wciąż czuł na karku oddech Śmierciożerców. Nawet mugole wydawali się permanentnie zaniepokojeni. Tym bardziej cieszył się, że zaprosił ją na to wyjście. Zasługiwała na chwilę odpoczynku. Na to, by przez chwilę nie być brygadzistką, lecz zwyczajną, wesołą dziewczyną ubraną w kolorowe ciuchy i śmiejącą się z komedii w kinie. Henry po Dunwich sam czuł ten niepokój i potrzebę zrobienia sobie przerwy. Pogadania z przyjaciółmi, wyjścia gdzieś. Bycia normalnym dwudziestolatkiem. Kiedy więc usiadł i patrzył raz to na paprykę, a raz na zmieszaną minę Hestii, zdołał zachować powagę tylko przez chwilę. Potem parsknął śmiechem. Ostatnio rzadko mu się to zdarzało. Tym bardziej, że ona sama mówiła o czymś tak absurdalnym jak odpowiednio erotyczne uchwycenie fałd papryki. Nie potrafił tego wszystkiego brać poważnie. – Fałdy papryki... Matko droga – wydusił przez śmiech. – Wiesz, myślę, że takie przedstawienia jedzenia mają swoją przyszłość. Kiedyś może ktoś stworzy o tym film? A bohaterowie będą posyłać sobie gorące spojrzenia przy krojeniu papryki albo ugniataniu ciasta. Ale tak na poważnie, te zdjęcia są rzeczywiście świetne – przyznał. Następnie wyciagnął z torebki kolejny element prezentu. Była to kartka i to nie byle jaka. Henry wiedział, że Hestia rysowała, jednak już dawno nie widział jej rysunków. Widział tym, jak doskonaliła swoją technikę i jak dobrze jej to wychodziło. A teraz dostał jeden z jej rysunków. – To komiksowy styl, prawda? Czasem przechodzę obok sklepu z komiksami i oglądam okładki na wystawie. Ale to jest takie... oryginalne. Ładniejsze niż tamte. Dziękuję. – Położył rękę na sercu i skłonił lekko głowę. RE: [Jesień 72, 10.10] Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji – Henry i Hestia - Hestia Bletchley - 18.03.2026 Teraz i ona nie mogła się powstrzymać od śmiechu. Gorące spojrzenia przy krojeniu papryki. Jakie to było... Absurdalne. Z drugiej strony... Sama raczej nie czytała powieści romantycznych, ale doskonale pamiętała, kiedy na szóstym roku w Hogwarcie jej koleżanki z dormitorium dorwały jedną taką książkę i pewnego razu urządziły sobie czytanie jej w nocy. Podobno starsza siostra jednej z nich strasznie ją zachwalała. Opowieść miała dostarczać rumienców na twarzy, a okazała się... Pełna właśnie takich dziwnych półsłówek, napięcia przy zwykłych czynnościach i szczerze mówiąc to problemów o niczym. Plus był taki, że przynajmniej spędziły miło kilka nocy, czytając wspólnie tę powieść i raz po raz krzycząc na główną bohaterkę za głupie wybory życiowe i słabość do fikcyjnego mężczyzny, przy którym nawet ich koledzy z roku wydawali się lepszym wyborem. – Obawiam się tylko, że w literaturze już i tak są gorsze rzeczy – powiedziała wesoło. – Ale cieszę się, że ci się podoba. Niby zrobiła tę kartkę sama i znając Henry'ego spodziewała się, że o ile mu się spodoba, to na pewno skomplementuje jej pracę, a mimo wszystko gdy jej podziękował to poczuła się dziwnie. W końcu to był tylko prosty rysunek i to w stylu, który zapewne większości ludzi się mógł nie podobać. Skinęła głową. – Tak, niektórzy też mówią na to pop art, ale sama nie wiem czy chcę lub powinnam tak się określać. No bo nie skupiam się nawet na rysowaniu w jednym stylu, a raczej po prostu wyobrażam sobie, że moje ilustracje mogłyby być w takim klasycznym komiksie? W każdym razie cieszę się, że ci się podoba. – Oj. Chyba już to przed chwilą mówiła. – To co? Wchodzimy już na salę? |