Secrets of London
[14.10.72, Wenecja] Dea Vittoria - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26)
+--- Wątek: [14.10.72, Wenecja] Dea Vittoria (/showthread.php?tid=5689)

Strony: 1 2 3 4


[14.10.72, Wenecja] Dea Vittoria - Christopher Rosier - 09.02.2026

[Obrazek: imgproxy.php?id=6DId0Fw.png]

Christopher Rosier nie był człowiekiem, który uznawał półśrodki i byle jakość, a że miał sporo pieniędzy i kilka ładnych znajomości. Dodajmy do tego, że słowa „zaskocz mnie” wypowiedziane na balu Lestrangów potraktował jako pewnego rodzaju wyzwanie, i chociaż nie był pewny, czy faktycznie zdoła Victorię zaskoczyć, to na pewno zamierzał spróbować. Najbardziej oczywiste opcje – jak choćby Zorza – odpadały więc przed biegach, bo wprawdzie sprawdziłyby się dobrze, ale na pewno nie były zaskakujące. Nic na Pokątnej i Horyzontalnej nie wchodziło więc w grę, w Hogsmeade, choć klimatycznie, bywało teraz trochę za bardzo zatłoczone i za mało eleganckie, a mugolskie restauracje, nawet te najdroższe, w większości były pozbawione pewnego rodzaju klasy. Odpadała nawet Francja, jako ten cel nazbyt częsty dla angielskich czarodziejów, zwłaszcza że Lestrange byli z tym krajem powiązani.
Zorganizowanie wszystkich zajęło parę dni, nawet nie dlatego, że musiał poświęcić na to tyle czasu, ale że rezerwację oraz świstokliki trzeba było załatwić i oznaczało to oczekiwanie, podobnie jak skombinować sobie tłumacza, który ogarnie kilka rzeczy za niego. Przepchnięcie na szczyt oczekujących na pewien bardzo konkretny rodzaj torebki z Rosierów jednego nazwiska, drobna łapówka w postaci zniżki na zakup sukni ślubnej oraz butelka drogiej whiskey pozwoliły ruszyć parę sznurków i przyspieszyć sprawy. W końcu więc Christopher napisał do Victorii liścik, prosząc o zarezerwowanie terminu i ubiór z kategorii tych „eleganckich, ale w których czuje się swobodnie i można w razie potrzeby ostatecznie wyjść na mugolską ulicę”, a potem pojawił się wieczorem pod wskazanym adresem ze świstoklikiem. Sam miał na sobie ciemne spodnie, zieloną koszulę i ciemną marynarkę, a do tego długi płaszcz, z nowej kolekcji jesiennej swojego ojca - pora roku w końcu była już taka, że jakieś okrycie było wskazane.
*

Punkt aportacyjny, w którym ostatecznie się pojawili po dwukrotnej wymianie świstoklików, znajdował się w mało reprezentacyjnym mieszkaniu w kamienicy, wyglądającej na bardzo starą: kiedyś bez wątpienia te wnętrza uchodziły za eleganckie, ale widać było, że meble postawiono tu przed laty, a tapeta lekko łuszczyła się. W środku panował już półmrok, bo słońce powoli chowało się za horyzontem, i można by pomyśleć, że Christopher popisał się równym brakiem wyczucia co Aidan, ale…
– Musimy zejść na dół, nie mamy daleko, ale transport powinien już czekać – stwierdził Rosier, zerkając na zegarek, co sugerowało, że jednak nie planował podawać posiłku w tym wnętrzu, a ot było miejscem, z którego korzystali czarodzieje, pojawiający się w okolicy za pomocą świstoklików.
No i było coś jeszcze.
Wyglądając przez okna kamienicy, można było zobaczyć dziesiątki podobnych, zdecydowanie nie angielskich kamienic, ciągnących się na kilka pięter, poustawianych bardzo gęsto, tak że uliczki między nimi należały do raczej wąskich. Ich okna były wysokie, a ściany niektórych pomalowano na różne kolory. Tym co jednak zwracało uwagę przede wszystkim, był fakt, że tych wąskich uliczek w zasięgu wzroku nie było wiele – w oczy rzucała się bardziej główna „ulica”, zalana wodą. Sieć kanałów, przecinających miasto na wodzie: Wenecję.


RE: [14.10.72] Dea Vittoria - Victoria Lestrange - 09.02.2026

Victoria była zaintrygowana – a to nie zdarzało się aż tak często. Bywało, że zainteresował ją jakiś temat, o którym właśnie usłyszała, czy przeczytała, do stopnia, że czuła w kościach, że musi się o tym dowiedzieć nieco więcej, aż zaspokoi ciekawość. Bywało, że w toku swoich rozmyślań natury alchemicznej wpadała na jakiś pomysł i gotowa była przekopać księgi, byle tylko się upewnić, czy ma to jakiś głębszy sens i czy warto spróbować taką a nie inną ścieżkę do zbadania w kotle. Bywało, że jakaś sprawa w pracy zajmowała jej myśli na długo, gdy już ściągnęła mundur i odznakę, a zagadka nie dawała jej spać… Ale żeby zaintrygowały ją ruchy jakiegoś mężczyzny, to zdarzało się rzadko, a poczuła zaintrygowanie, gdy w jej ręce wpadł podesłany do niej liścik.

Zarezerwowała sobie wybrany przez Christophera termin, to była ta łatwiejsza część. Ta znacznie trudniejsza sprawiła, że Lestrange spędziła przed swoją szafą stanowczo za dużo czasu, w końcu jednak zdecydowała się na czarną, zwiewną sukienkę w kwiaty, bardzo dobrze podkreślającą wąską talię i kobiece kształty. Sukienka była z rodzaju tych eleganckich, ale nie do przesady – raczej nie wzbudziłaby sensacji, gdyby przeszła obok mugoli, to znaczy większej niż obrócenie się za nią, bo właśnie zobaczono bardzo ładną dziewczynę. Niemal czarne włosy zasłaniały rozcięcie na plecach, gdzie z pewnością widać byłoby kawałek blizny z maja, zaś jej ręce, w tym blizny na lewej, były widoczne i nijak nie skryte pod rękawiczkami, jak podczas balu. Victoria zaczynała się uczyć, jak żyć z bliznami, jak nie czuć wstydu, nosząc je na skórze. Może nie były widoczne bardzo i na pierwszy rzut oka, bo ciągle dzielnie smarowała je maściami, ale na tyle wyraźnie, że nie było to dla niej aż tak łatwe. To znaczy to wszystko byłoby widoczne, gdyby nie jesienny płaszczyk narzucony na ramiona raczej dlatego, że pora roku tego wymagała, a nie dlatego, by faktycznie uchronić się przed zimnem.

Victoria była zaintrygowana i nie kryła tego, gdy Chris pojawił się u niej w domu nad jeziorem ze świstoklikiem. A nawet dwoma, bo taki też skok wykonali i to już dało jej jakiś tam wgląd w to, że prawdopodobnie „uciekają” z Wielkiej Brytanii (chyba, że Christopher próbował ją skołować, to mu się w takim wypadku udało) – i to intrygowało ją jeszcze bardziej, chociaż nie była wcale pewna kierunku, bo opcji było nieco zbyt wiele. A miejsce, w którym ostatecznie wylądowali, choć niezbyt piękne, to powodowało, że miała tych pytań jeszcze więcej niż mniej, choć wcale w tym momencie nie pomyślała sobie o tym, że to poziom Aidana. Oj nie nie.

Lestrange tylko krótko wyjrzała przez okno kamienicy, co upewniło ją w tym, że absolutnie musieli opuścić nie tyle Anglię, co całą Wielką Brytanię, nie zdążyła się jednak przyjrzeć zbyt dobrze… Choć gdy się odwracała, by wyjść wraz z Chrisem i zejść na dół, to błysnęła jej woda i to zaświeciło się w jej głowie lampką.

– No dobrze, panie Rosier – odparła, do cichego stukotu zgrabnymi szpileczkami. – Ma pan moją pełną uwagę – może i nie przyznała tego na głos, ale z pewnością w jej słowach pobrzmiewały nuty zainteresowania. A już na pewno były tam, gdy nie zwracała się do Christophera po imieniu, to zupełnie jak wtedy, gdy zaskoczył ją tym, że sam upiekł pudding świąteczny.




RE: [14.10.72] Dea Vittoria - Christopher Rosier - 10.02.2026

Christoper uważał, że skoro miał zaskoczyć, to było swego rodzaju wyzwanie. Jakąś tam restaurację tuż za rogiem, nawet najdroższą, mógł wybrać w takiej sytuacji Skeeter czy Lockhart, nie Rosier. I oczywiście, że zostawił instrukcje do stroju. Można było mówić, że nie szata zdobi człowieka, ale ubrania były częścią atmosfery miejsc i wydarzeń, sposobem na wyrażenie siebie, a także, zdaniem Chrisa przynajmniej, wpływały na samopoczucie. Mało kto czułby się dobrze w eleganckiej restauracji, gdyby miał na sobie domowe ubranie, a otaczali go wystrojeni ludzie. Ale i niedobrze wybrać coś mało swobodnego, jeśli chciało się też przejść uliczkami miasta… a byłoby jednak grzechem, gdyby już człowiek pofatygował się do tej Wenecji i zadowolił jednym posiłkiem, bez choćby krótkiego spaceru.
– Doskonale, panno Lestrange, bo nie zadowoliłbym się niczym mniej – stwierdził, posyłając jej uśmiech, zanim otworzył drzwi, odblokowywane i zablokowywane prostym zaklęciem, rzucanym na zamek – ot było to coś, co każdy czarodziej znający sekret miał w prosty sposób obejść, ale by nie wleźli tutaj jacyś mugole.
Zeszli po schodach, bardzo wąskich, po których Victoria musiała poruszać się ostrożnie, ze względu na stopień ich wysłużenia: były aż powycierane od tysięcy stóp, które pokonywały je przez całe lata. Po chwili jednak znaleźli się już w bocznej, wąskiej uliczce, wzdłuż której ciągnęły się ściany kamienic. Były wysokie, ale i nic dziwnego: Wenecję w końcu nie raz, nie dwa zalewało, i wtedy te niżej położone lokale nieraz zostawały zmoczone.
Christopher podał jej dłoń i ruszyli w stronę jasno oświetlonej, głównej „ulicy”, czy raczej kanału, przepływającego przez miasto. Jesień nie była może szczytem turystycznym, ale Wenecja wciąż przyciągała ludzi i minęli kilkoro ludzi, a ich uszu dobiegały różne języki – tu ktoś mówił po włosku, tu po angielsku, tu w ogródku restauracji siedziała grupka rozmawiająca w dziwnej, szeleszczącej mowie, szybko wyrzucając z siebie słowa.
Woda błyszczała odcieniem tej dziwnej zieleni, której blisko do niebieskiego, w blasku lamp. Pod mostem, przez który przechodzili, przepłynęła gondola, a Christopher skierował się ku schodkom, obok których stała kolejna, wąska łódka.
– Lorenzo Rossi? Jestem Rosier – zawołał, chcąc się upewnić, że to ta, której wynajem wcześniej załatwiał. Gondolier kiwnął głową, a Rosier znowu się uśmiechnął, bardzo z siebie zadowolony, z pierwszej reakcji Victorii zresztą takoż, choć to zadowolenie próbował chyba ukryć.
– Nie mamy szczególnie daleko, ale szybki spacer na obcasach pewnie nie byłby wygodny na początek wieczoru – stwierdził, jakby tylko o to w tym chodziło, a wcale nie o to, że postanowił wziąć sobie to „zaskocz mnie” do serca. Jako pierwszy zszedł na schody, by ewentualnie pomóc Victorii. – Ostrożnie, jest tutaj ślisko.


RE: [14.10.72] Dea Vittoria - Victoria Lestrange - 11.02.2026

Tak po prawdzie, to to zdecydowanie wyzwanie było, choć nie takie, w którym Christopher mógłby cokolwiek stracić, bo poprzeczka nie była zawieszona zbyt wysoko. Czy to przez wzgląd na to, że wychowała się z Aidanem i przywykła do jego leserstwa (choć to ona tłukła mu do głowy zasady dobrego wychowania i może to całkiem nie poszło w las), czy przez to, że w ostatnich miesiącach spotykała się z Saurielem Rookwoodem, z którym z początku chodziła do restauracji, ale nie dlatego, że on chciał ją tam zabrać, a dlatego, że rodzice mu kazali. Później, gdy się spotykali to na przykład w Dziurawym Kotle, raz zabrał ją do Nory Nory, no i raz wylądowali na jakimś kompletnym zadupiu w opuszczonym zamku, z którego Victoria sama z siebie nie mogła wyjść… To by było na tyle. Ach, no było jeszcze to, że zabrał ją na cmentarz i wyciągnął tam alkohol… Tak, poprzeczka była zajebiście nisko, więc tak naprawdę cokolwiek by Chris nie zrobił, zapewne nic by na tym nie stracił. A jak to się mówiło: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana…

Schodziła rzeczywiście ostrożnie, by przypadkiem nie poślizgnąć się na wysłużonych stopniach, ale nie można było Victorii odmówić miękkości ruchów i gracji kogoś, kto potrafił się poruszać w takich butach, jakby to było coś naturalnego. W rzeczywistości jednak matka przymuszała ją do ćwiczeń z obcasami gdy była nastolatką, by w przyszłości nie przyniosła wstydu tak sobie jak i rodzinie.

Przyjęła podaną jej rękę, a gdy szli do umówionego miejsca (o którym niewiele Victoria wiedziała), to rozglądała się z wyraźną ciekawością po zabudowie wzdłuż uliczki, architektura zdecydowanie przyciągnęła jej uwagę, w przeciwieństwie do mijanych ludzi.

– A jednak da się nie zniszczyć wody, która płynie przez miasto – zauważyła gdzieś po drodze, patrząc na wodę w kanale. Była kompletnie inna od Tamizy, która była tak zanieczyszczona, że zabito jej cały ekosystem, nic nie było w stanie w niej urosnąć ani żyć.

Nie dało się nie zauważyć pewnego zadowolenia, jakim teraz emanował Rosier, na całe szczęście czarnowłosa nie miała w sobie tej dziwacznej ochoty, którą emanowały niektóre kobiety, by mu ten uśmieszek z ust zetrzeć.

– Nie mam problemu z tym, żeby się przejść, w razie czego – nie przegięła, bo nie była pewna czego dokładnie się spodziewać, a blondyn pisał jej o ewentualnym wyjściu na ulicę, więc ten obcas nie był przesadnie wysoki, a taki, by dało się jeszcze wygodnie chodzić, choć w tych bardziej śliskich miejscach wolała przyjąć pomoc i nie udawać, że sobie ze wszystkim poradzi sama. – Ale dostosuję się. Póki co. Pokaż mi swoją wizję – bo jakąś miał, jakiś plan ewidentnie, skoro to wszystko zorganizował, nie zamierzała mu tego teraz psuć, tym bardziej, że przecież sama chciała, by ją zaskoczył. Usiadła w gondoli, gdy już udało jej się do niej wejść i się przy tym nie wywalić. – Skąd ten wybór? – zapytała, autentycznie ciekawa dlaczego akurat Wenecja, ale musiała przyznać, że był to naprawdę niezły strzał, bo Victoria nie miała dotychczas okazji odwiedzić Pływającego Miasta.




RE: [14.10.72] Dea Vittoria - Christopher Rosier - 11.02.2026

– Nie jestem pewny, czy chciałbym brać w niej kąpiel. Chyba zresztą to zakazane, bo nie jest taka czysta – stwierdził Christopher, spoglądając na wodę. Miał wrażenie, że swój kolor mogła zawdzięczać oświetleniu oraz faktowi, że de facto była to woda morska, nieustannie przepływająca przez miasto i jesienne deszcze oraz przypływy też zrobiły swoje… ale chyba po prostu nie chciał się zastanawiać, czy mugole wypuszczają do niej kanalizację. Nie znał się na takich rzeczach jak mugolskie „bakterie” i „wirusy”, ale jakoś podświadomie spodziewał się, że w weneckich kanał mogły czekać różne rzeczy, z którymi jego organizm nie chciałby się zapoznawać.
Na całe szczęście, mieli pokonać ten kanał w łódce, a nie wpław. Nie był to też upalny dzień, bo w takie niekiedy unosił się w okolicy niekoniecznie najpiękniejszy zapach.
Po prawdzie gdyby chciała zetrzeć mu uśmiech z twarzy, pewnie po prostu nie próbowałby więcej. Ale chwilowo starał się, by wieczór był miły i faktycznie zaskakujący – a Victorii chyba też zależało na tym, by dobrze się bawić. Dzięki temu usiedli w gondoli, a chwilę później ta zakołysała się lekko, gdy ruszyli wodą, przepływając pod mostkiem, który chwilę temu pokonali.
– Paryż wydał mi się zbyt banalny, za mało zaskakujący – powiedział, spoglądając na Victorię, gdy płynęli po tej wodnej ścieżce, mijając kamienice oraz restauracje. W niektórych wciąż działały jeszcze ogródki, bo choć jesienna pogoda bywała kapryśna, w tej części świata było jednak cieplej niż w Anglii. Niektóre kamienice były odrapane, inne kolorowe i odmalowane, jasno oświetlone. Na niektórych budynkach w dolnych częściach widać były ślady, wskazujące, gdzie czasem sięgała woda.
Paryż: bywał w Paryżu wielokrotnie, wszak ta była stolicą mody. Ale Paryż był właśnie… dla kogoś takiego jak oni dość bliski. Miły do odwiedzenia, świetny na weekendową wyprawę, ale czy na pewno zaskakujący, zwłaszcza gdy Lestrange wywodzili się z Francji i ledwo co mieszkała tam młodsza siostra Victorii? Christopher podejrzewał, że ta odwiedziła Primrose parę razy.
Detale. Christopher Rosier zawsze był człowiekiem, który zwracał uwagę na detale. Przynajmniej jeśli nie był czymś niemożliwie znudzony. Wybór nie był w żadnym razie przypadkowy.
– Niemcy nie mają takiego uroku: powiedzenie zjadłam kolację w Wenecji zdaje mi się mieć więcej czaru niż „wczoraj byłam w Berlinie”. Toskania jest najlepsza, gdy rozkwita lawenda, a Wiedeń czy Alpy lepiej odwiedzić zimą. Na zorganizowanie Grecji potrzebowałbym paru dni więcej. Poza tym… przekonasz się, gdy dotrzemy do celu – dodał, znów się uśmiechając, trochę po ślizgonońsku. – Byłaś kiedyś w Wenecji?
Tego nie mógł być pewien. Nie miał w końcu żadnej siatki szpiegowskiej, a gdyby spytał wprost wcześniej, żadne zaskoczenie nie byłoby możliwe.
Rejs wynajętą gondolą faktycznie nie był bardzo długi: dopłynęli do celu po jakichś dziesięciu minutach, dość, aby móc się nim cieszyć i rozglądać po mieście tuż po zmierzchu, nie dość, by się znudzić. Przy okazji świadczyło to o tym, że cała sprawa została wcześniej zorganizowana, bo zwykle kursy gondoli odbywały się po takich samych trasach, i nie wybierało się, gdzie się z nich wysiądzie. Znów ruszyli w jedną z bocznych uliczek, a potem w ślepy zaułek, gdzie niewiele było ludzi.
– Obiecuję, że w środku wygląda lepiej niż na zewnątrz – rzucił, ukradkiem wyciągając różdżkę i stukając w odrapane drzwi jednego z budynku. Mogło być to coś jak Dziurawy Kocioł: ot magiczna lokacja, która z zewnątrz musiała wyglądać niezachęcająco, by mugole trzymali się z daleka.


RE: [14.10.72] Dea Vittoria - Victoria Lestrange - 12.02.2026

Uśmiechnęła się pod nosem na komentarz Christophera.

– Nie miałam na myśli pływania. Po prostu Tamiza została tak mocno zanieczyszczona, że jest praktycznie martwa. To toksyczny ściek, tam nie są w stanie przeżyć żadne wodne rośliny, a co dopiero mówić o zwierzętach. Więc jak widzę to – tu kiwnęła głową w kierunku kanału. – To myślę sobie, że jednak da się całkowicie nie zniszczyć wody przepływającej przez miasto – odwróciła przy tym głowę do Rosiera. – Mówimy tu o poprzeczce zawieszonej tak nisko, że szoruje po bruku. Co nie oznacza, że chętnie bym wskoczyła do tej wody – całkiem lubiła wodę, zwłaszcza na nią patrzeć, inaczej nie wybrałaby sobie domu w pobliżu jeziora. Natomiast po tym, co miało miejsce nad jeziorem Windermere w sierpniu, o czym doszły ją nawet jakieś plotki (na szczęście nie mówiły o tym, że po tym, co miało tam miejsce, robiła za miss mokrego podkoszulka), Victoria dwa razy by się zastanowiła przed wejściem do nieznanej jej wody. Pod pewnymi względami Lestrange była straszną sztywniarą i zaliczało się w to właśnie robienie szalonych rzeczy. Szkoda by jej było sukienki czy ułożonych włosów, nie mówiąc już o tym, że nie była przekonana, czy ta woda jest czysta, nawet jeśli wyglądała o niebo lepiej od Tamizy.

Powinna chyba zerkać na otoczenie, oglądać widoki, jakie mijali, gdy gondola już ruszyła, ale zamiast tego, Victoria wpatrywała się w Rosiera, słuchając jego odpowiedzi. Zgadza się, nie chciała psuć tego spotkania, ogólnie rzadko przejawiała sobą tak skrajne i wybuchowe emocje, a przecież nie wyszła z Chrisem tylko po to, by jemu ten wieczór obrzydzić, szkoda by jej było na to czasu.

Paryż rzeczywiście wydawał się być banalnym. Fakt, była tam kilkukrotnie na przestrzeni całego swojego życia, było to dość blisko, a Lestrange jakoś ciągnęło do Francji tak z samej definicji. I była przekonana, że Chris również, właśnie choćby dlatego, że był uważany za stolicę mody. A poza tym, choć nie miała pewności, wydawało jej się, że rodzina Rosier również musiała się wywodzić z Francji. Chodziło o ich nazwisko i o jego etymologię, bo choć Victoria może i nigdy nie nauczyła się francuskiego, to znała podstawy, i miała pewne niejasne wrażenie, że nazwisko Rosier musiało mieć coś wspólnego z różami, zapis wyglądał francusko, no i metka z różą Domu Mody też nie wzięła się z powietrza…

– Tak myślałam, że to całkowicie przemyślana decyzja, w której zostały wzięte pod uwagę różne szczegóły – to był komplement, może powiedziany nie wprost, ale nadal. Nie, nie miała Christophera za kogoś, kto robi rzeczy przypadkowo. Suknie, jakie szył, całkowicie temu przeczyły i mówiły dokładnie, jak dużą wagę zwracał na pozornie nieistotne rzeczy. – Trafiłeś, bo jestem tu pierwszy raz – przyznała niemal od razu, gdy zapytał.

Choćby pod tym względem ją zaskoczył.

A w końcu zaczęła zerkać na te wszystkie kamienice, ogródki restauracyjne i na wodę, która mieniła się w świetle wieczoru i szybko zapadającego zmroku.

– Daleko temu do budy z hot-dogami – dodała, gdy stanęła tak, by w razie czego zasłonić fakt, że Christopher wyciągnął różdżkę, gdy już zatrzymali się w zaułku.




RE: [14.10.72] Dea Vittoria - Christopher Rosier - 12.02.2026

Christopher znał się trochę za mało na przyrodzie, roślinach i ekosystemach, aby był w stanie powiedzieć cokolwiek o możliwościach przetrwania czegoś w weneckich kanałach. Tak na oko, na pewno były tutaj jakieś zielone roślinki porastające niektóre wiodące do wody stopnie w miejscach, gdzie poziom często się podnosił… ale wydawały mu się raczej oślizgłe. Ale nie zamierzał ani zastanawiać się, ile ścieków wpuszczano do kanałów, ani czy było tu czyściej niż w Tamizie – skoro Victoria twierdziła, że tak, być może miała rację. Kiwnął więc jedynie głową, zanim oboje wsiedli do weneckiej gondoli.
Paryż nie był mu obcy. Nie mówił po francusku – znał parę podstawowych zwrotów, ale wszystkie lekcje brane za dzieciaka wyleciały mu z głowy – ale zwykle pod ręką miał jakiegoś pracownika, który ten język znał. Zresztą niewiele trzeba było, jeśli chciałeś zrobić zakupy albo szykowałeś pokaz i wiele spraw ogarniali inni. Znał też nieźle Mediolan, niemal równie popularny co Paryż, gdy szło o modę. W Wenecji był dotąd raz, i przyszła mu do głowy trochę przez wzgląd właśnie na to, że zdała się mu niebanalna, trochę – ze względu na miejsce, do którego zmierzali.
– Czy wyjdę na ignoranta, jeżeli przyznam, że nie mam pojęcia, czym są hot dogi? – spytał, trochę ostrożnie. To nie tak, że nie wiedział o mugolach niczego. Interesowała go nie tylko czarodziejska moda, ale właściwie każda, lubił ją znać, nawet jeśli rozwiązań nie stosował. Ale jeśli szło o ich jedzenie, to zetknął się co najwyżej z kawą w jakiejś włoskiej kawiarni czy posiłkiem w eleganckiej restauracji.
I wydawało mu się trochę przerażające, że mugole jedzą psy na gorąco. Sądził, że kuzyn tylko go straszył tymi opowieściami, aby przekonać, jak okropni są mugole.
Drzwi stuknięte różdżką się otworzyły. Za nimi ruszyli po schodach, pogrążonych w półmroku – na piętrze już jednak przywitał ich jasno oświetlony hol, wazony z kwiatami, jasna posadzka w geometryczne wzory i posąg, który stał przy przejściu, przedstawiający skrzydlatą kobietę z wieńcem laurowym na głowie. Poruszyła lekko skrzydłami, gdy się zbliżyli: nad wejściem, obok niej, umieszczono nazwę restauracji: Dea Vittoria.
- Christopher Rosier, rezerwacja na osiemnastą – powiedział Christopher do posągu, a ten skinął głową i wskazał na drzwi, które otworzyły się przed nimi, ujawniając salę w jasnym wystroju, w której ustawiono kilka okrągłych stolików, wygodne, obite materiałami krzesła oraz sporo waz z kwiatami. Pracownik pojawił się przy nich jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, aby wziąć płaszcze i poprowadzić do stolika przy jednym z wąskich, wysokich okien: trudno było powiedzieć, czy znaleźli się przy zatoce, czy tylko zostały tak zaklęte, ale widać było przez nie wodę. Zarówno ściany, jak i sufity były zdobione charakterystycznymi, ruchomymi malunkami, niewątpliwie czarodziejskimi, prawdopodobnie przedstawiającymi sceny z historii Wenecji.
Rosier odsunął Victorii krzesło, a kelner wręczył obojgu menu.


RE: [14.10.72] Dea Vittoria - Victoria Lestrange - 13.02.2026

Zagadnienia związane z przyrodą interesowały ją głównie ze względu na składniki eliksirów czy maści, które tworzyła, oraz w dużej mierze z powodu roślin, którym oddała swoje serce jeszcze w szkole (chociaż biorąc pod uwagę, że jednak przy warzeniu eliksirów korzystało się też ze składników odzwierzęcych, naturalnie uczyła się i o magicznych stworzeniach, nawet jeśli nie z takim zapałem jak o florze, prawda była jednak taka, że Victoria lubiła wiedzieć, a nie mieć braki). W żadnym razie jednak nie wymagała od innych nadążania za nią, czy interesowania się dokładnie tym samym. Zainteresowania ludzie mieli w końcu różne, a ona dzieliła się tylko spostrzeżeniem, nie chcąc tego nadmiernie komplikować. Zupełnie nie rozumiała, dlaczego Stanley reagował na nią tak, jak reagował, bo to nie o „pszyrkę” chodziło tak w ogólności, a o to, że siał popłoch i zniszczenie, a „pokaż notatki” stosowała dlatego, że działało, nie dlatego, że chciała, by inni uczyli się dokładnie tego, co ona uznawała za ciekawe.

– Nie, ani trochę – uspokoiła go i uśmiechnęła się pod nosem. – Z tego co zrozumiałam, to niezbyt wyszukane danie. To po prostu hmm… parówka albo kiełbasa w bułce, polane sosem? – sama nie jadała takich rzeczy, ale nieraz krążyła po niemagicznym Londynie i widziała te dziwaczne budy (i jakoś tak jej się skojarzyło z „niehigieniczną budą” do której Lyssę zabrał Aidan, a że to przy rozmowie o tym wyszło im to wyjście, które poskutkowało pojawieniem się w Wenecji, to naturalnie do tego nawiązała). No i Aidan kiedyś jej o czymś w tym stylu paplał, pamiętała tylko, że raczej nie chciałaby tego próbować, ale ostatecznie po zastanowieniu nie brzmiało tak strasznie, to tylko nazwa była dość makabryczna i niezrozumiała. – Nic specjalnego. Ale nie pytaj mnie skąd taka nazwa, bo nie mam pojęcia – to równie dobrze mógł być żart, znając mugoli.

Teraz już z nieskrywaną ciekawością przypatrywała się wnętrzu, w którym się znaleźli, zwłaszcza posągowi i nazwie restauracji, do której właśnie weszli i choć nie umiała włoskiego, to wiedziała czyja to była rzeźba. Na jej ustach pełgał się zagadkowy uśmieszek, który nie zniknął nawet, gdy już usiedli do stolika i Lestrange patrzyła teraz na Christophera, zamiast do menu, które otrzymali, albo na te ściany czy sufit. Teraz już, gdy nie mieli płaszczy, gdyby przyjrzeć się lewej ręce Victorii, to można było dostrzec ślady z majowego ataku.

– Miałeś rację, w środku wygląda znacznie lepiej – odparła i nawet zmrużyła lekko oczy, bo sobie żartowała: nie było nawet do czego porównywać. – Wiesz, tak sobie pomyślałam, że zmiana otoczenia to był bardzo dobry pomysł – do smutnego obrazu Anglii i Londynu można się było przyzwyczaić, ale ich kraj doznał rany, które nadal krwawiły. Przede wszystkim jednak Victoria musiała przyznać przed samą sobą, że Christopherowi udało się dopiąć tego, o co chodziło, choć przecież wcale się nawet nie założyli. – Mogę ci już teraz powiedzieć, że faktycznie mnie zaskoczyłeś – bo jakkolwiek nie będzie wyglądać to spotkanie, fakt był właśnie taki. – Swoją drogą, ostatecznie zdecydowałeś się na kilka dni wyjazdu czy cały czas byłeś w Londynie? – zagaiła, nawiązując do ich rozmowy z kuchni u Rosierów i uśmiechnęła się delikatnie.




RE: [14.10.72] Dea Vittoria - Christopher Rosier - 13.02.2026

– Trochę mi ulżyło, bo miałem w głowie wizje z gatunku tych mało przyjemnych – przyznał Christopher. Kiełbaska w bułce? Brzmiało jak coś, co mógłby na upartego zjeść na śniadanie i nawet zaintrygowało go na tyle, że byłby skłonny spróbować. Ostatecznie to nie tak, że codziennie posiłku serwował mu absolutny mistrz gotowania. Zdecydowanie jednak preferował trochę inną kuchnię, i dzisiaj poza tym, że był zadowolony z siebie, że cel zaskoczenia został osiągnięty, to też zwyczajnie cieszył się na posiłek. Bo dlaczego nie? Może i zagraniczne restauracje nie było dla niego nowością, ale też nie zdążyły mu spowszednieć.
– Miałem powiedzieć odnośnie tej nazwy, że mugole robią naprawdę dziwaczne rzeczy, ale przypomniałem sobie fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta – dodał jeszcze, gdy szli, a jego usta wygięły się w dziwacznym grymasie, ni to uśmiech, ni to grymas, gdy przypomniał sobie, jak raz poczęstowano go taką o smaku zgniłych ziemniaków. – Na szczęście tu ich na pewno nie podają.
I rzeczywiście, we wręczonych im menu znajdowały się spore wybory dań z makaronem, z których słynęły Włochy, zupa minestrone i osso buco, pizza, risotto i arancini, a wśród deserów tiramisu, panna cotta i cannoli, oraz bogata oferta win i magicznych drinków. Ale na pewno niczego, co mogłoby smakować popsutymi ziemniakami. Jeszcze nim zresztą wybrali, na stół przyniesiono focaccia, włoski chleb z ziołami i oliwą, oraz butelkę z wodą i kieliszki.
– Londyn tonie teraz w szarości i nie mam na myśli tylko pogody. Nie pojmuję, jak dla kogoś to może być triumfem – skwitował, może dość nieostrożnie, ale przy Victorii nie musiał jakoś szczególnie kryć swojej irytacji tym, że jego mieszkanie pełne było sadzy, a on omal się nie udusił: sama wspominała w końcu o szlafrokach, i ogólnie nie wydawała mu się kandydatką do przykładnego ukarania go za nie dość entuzjastyczny stosunek do Voldemorta. – Mógłbym wybrać Hogsmeade albo poszukać jakiegoś magicznego lokalu w Irlandii, ale całe wyspy zdają mi się ponure i pełne… zmęczenia. – I tak, sprawiało mu satysfakcję, że wybór zdołał ją zaskoczyć. Teraz pozostawało więc się przekonać, czy to zaskoczenie będzie ostatecznie pozytywne, chociaż uważał, że naprawdę niewiele osób mogłoby narzekać na odwiedziny w Wenecji. Ale cieszmy się dziś barwami Wenecji. Wybrałaś, na co masz ochotę, poza deserem? – spytał, sam prosząc kelnerkę w uniformie o zupę minestrone oraz jedno z droższych win. – Rozglądam się za jakimś domem na prowincji albo w okolicach Bath. Nawet jeżeli nie zamieszkam tam na stałe, dlaczego nie mieć miejsca, do którego można czasem uciec?


RE: [14.10.72] Dea Vittoria - Victoria Lestrange - 14.02.2026

– Też tak myślałam, ale to tylko nazwa jest taka okropna – ostatecznie mugole pod tym względem raczej nie byli tacy dosłowni… W przeciwieństwie do czarodziejów i ich fasolek dosłownie wszystkich smaków, albo czekoladowych żab, które się poruszały. Pod względem smakołyków czy potraw mugole byli wręcz zaskakująco (a może wręcz zupełnie niezaskakująco…) nudni. – Byłam ostatnio na wyjściu z przyjaciółką i objadłyśmy się tych fasolek, nie powiem, żeby miała wielkie szczęście – Victoria westchnęła wręcz cierpiętniczo, bo jedzenie fasolek Bertiego Botta zawsze wiązało się z ryzykiem, na które obie były tego dnia gotowe. – Całe szczęście, bo nie wiem jak bym to zniosła – zmrużyła oczy w uśmiechu, bo nawet by jej do głowy nie przyszło, że w restauracji mogliby podawać te fasolki, no a poza tym byli w Wenecji… Victoria w sumie się nie orientowała, czy poza granicami Wielkiej Brytanii w ogóle znano ten… smakołyk.

Zerknęła w końcu do menu, na całe szczęście w samych Włoszech bywała, może niezbyt często, a ostatnio w lipcu, co prawda na Sycylii, ale miała przynajmniej jakiekolwiek pojęcie o tym, na co właśnie patrzy.

Czy ostrożność była wymagana, gdy byli tak daleko od Anglii? Na ulicach Londynu wygłaszać takie twierdzenia mogło być skrajną głupota, tam nigdy nie wiadomo, kto cię słucha, ale w Wenecji raczej nic im nie groziło za zbytnią szczerość.

– Jeśli chciało się zaprowadzić terror, to pewnie o triumfie można mówić. O rządach strachem, skoro ludzie potracili dobytki, zdrowie a nieraz i bliskich – uniosła na Rosiera spojrzenie znad karty. – Ale nie wiem jak można się cieszyć z ludzkiego cierpienia – dopuszczała po prostu do wiadomości, że niektórzy ludzie pławili się w zadawaniu bólu i w niszczeniu, czarnoksiężnicy zwłaszcza, choć nie tylko. Ale daleko jej było do akceptacji takiego stanu rzeczy. Została wychowana w bardzo konserwatywnych, czarodziejskich wartościach, nigdy nie pałała przesadną miłością do mugoli, a do mugolaków była uprzedzona ze względu na swoją poprzednią pracę, ale to nie było nigdy tak, że pochwalała zabijanie, tortury i tak dalej. Metody Voldemorta i jego popleczników były jej od zawsze dalekie. – Październikowa aura na pewno im nie pomaga się nieco… rozchmurzyć – stwierdziła z pewną ostrożnością dobierając słowa, a na koniec się uśmiechnęła, bo aura Wenecji, choć wieczorna, była zupełnie inna od Anglii i faktycznie zamierzała się tym cieszyć. Atmosfera była odmienna, ludzie nie chodzili przygarbieni, nie patrzyli z podejrzliwością, zastanawiając się, czy za chwilę znowu nie stanie się coś, co wyrzuci w powietrze wszystko, na co pracowali. – Wybrałam – stwierdziła, nie komentując nawet tego „poza deserem”, bo miała wrażenie, że to już stała się jakaś wiedza powszechna, że Victoria nie potrafi sobie odmówić czekoladki tu, ciasteczka tam… Sama poprosiła o makaron spaghetti alla carbonara i o to samo wino. – A więc dom, a nie wyjazd na kilka dni? – po części to rozumiała: mieć opcję zawsze przenieść się do swojego miejsca, uciec w każdej możliwej chwili, bez konieczności szukania dogodnego terminu i dogodnej okolicy… Po części sama to robiła, tylko teraz w drugą stronę, bo przeniosła się z dala od zgiełku dużego miasta, zostawiając sobie opcję, by w każdej chwili mieć gdzie wrócić do Londynu. – Bath to urocza okolica. Przez moment też się tam rozglądałam – ale dość szybko inne opcje mocniej przykuły jej uwagę i zrezygnowała z tego kierunku.