Secrets of London
[16.09.72] Self-care queen. This woman treates herself to being a bitch today - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [16.09.72] Self-care queen. This woman treates herself to being a bitch today (/showthread.php?tid=5693)



[16.09.72] Self-care queen. This woman treates herself to being a bitch today - Lyssa Dolohov - 10.02.2026

Drzwi zamknęły się za nią cichutko, kiedy bardzo powoli docisnęła je do framugi, jakby bała się że szczeknięcie zamka wywróci całe Prawa Czasu do góry nogami. Kroki na schodach były spokojne i miarowe, kiedy szła na piętro omijając parterowe pomieszczenia. Czuła w środku siebie jakąś dziwną pustkę, jakby ktoś nagle wyrwał jej z wnętrza coś bardzo istotnego i nie zdążył włożyć tego na miejsce. A kiedy wreszcie dotarła na ostatni stopień, zatrzymała się niemrawo, z dłonią wciąż na poręczy i patrząc przed siebie niewidomym spojrzeniem.

Droga powrotna wcale nie dała rady jej uspokoić, ale przynajmniej była na tyle opanowana i wyrachowana, by nie robić niepotrzebnego zamieszania dookoła siebie. Myślała o paru rzeczach, starannie próbując uniknąć odtwarzania w głowie słów, które padły z ust Aidana, rozdrabniała się więc na temat Ekstazy Merlina i pomysłów jakie miała na plakaty, o niedawnym spotkaniu z Darcym w Dziurawym Kotle i książce z dedykacją, która leżała na nocnym stoliku koło jej łóżka. O Pożarach i niedawno wysłanych, kolejnych listach do Rookwooda na myśl o czym trochę na nowo wzbierała w niej złość. Gdyby nie wyjechał, nie musiałaby iść na tę głupią randkę. Znaczy to nawet nie była randka i wcale też nie zamierzała uznawać, że Ulysses miał jakiekolwiek pierwszeństwo w czymkolwiek, bo był okropnie nieznośny, ale przynajmniej mogłaby poudawać że miała adoratora. Randkowanie dla pijaru podobno niesamowicie działało na zainteresowanie ze strony innych.

Ile stała w miejscu, nie była pewna, ale nagle wreszcie drgnęła, wzdrygając się jakby nagle wybudzona ze snu i rozejrzała się dookoła, lustrując ściany uważnym spojrzeniem. Kolejne kroki postawiła pewnie, chociaż dłoń odrobinkę zbyt długo pozostała na barierce schodów, powolnym gestem odsuwając się od niej w ostatniej chwili, kiedy Lyssa weszła do pokoju gdzie zobaczyła Peregrinusa. Zmarszczyła brwi, jakby zobaczyła coś bardzo nieprzyjemnego, a usta wykrzywiły się jakby co najmniej rozgryzła właśnie całą cytrynę. Coś w niej drgnęło na nowo, otwierając oczy i budząc się z uśpienia w który wcześniej wprawił to powrotny spacer. Parę oddechów, coraz szybszych, jakby jeszcze wahała się, a może i nie chciała ulegać emocjom, ale przecież tych było tak strasznie dużo. Każda z nich wbijała się w ciało boleściwie, a kiedy nie robiła z tym nic to czuła, jak to wszystko unieruchamia ją na nowo i zamyka w jej własnym świecie gdzie nic do niej nie trafiało.

Lyssa krzyknęła. Z dłońmi rozczapierzonymi na wysokości głowy i głosem z głębi serca, jakby tą szybką i głośną deklaracją chciała z siebie wyrzucić wszystko, co się w niej kłębiło. Była w tym złość i frustracja, ale i też jakieś zwyczajne rozczarowanie, bo chyba przez moment nawet uwierzyła w te głupie wróżby głupich wróżbitów.

- Koszmar. To jest jakiś koszmar. Cholerny KOSZMAR - zatupała nogami o posadzkę. - Chcę zapomnieć o tym dniu. Błagam powiedz że znasz zaklęcie, które wymaże je z egzystencji!




RE: [16.09.72] Self-care queen. This woman treates herself to being a bitch today - Peregrinus Trelawney - 10.03.2026

To nie był zły dzień. Dzień pełen tego, czego pełne były dni Peregrinusa Trelawneya: pracy, bezsenności i oglądania się na Vakela Dolohova. Gdy zaś czarodziej wyczerpał się z mocy do intelektualnych wysiłków, zajął się w zaciszu kamienicy lekturą wybraną z biblioteczki Praw Czasu. Nie było to może zajęcie zupełnie ogłupiające, lecz poznawanie myśli cudzej, w przeciwieństwie do generowania własnej, przychodziło z wiekszą łatwością i wymagało mniej. Wróż siedział więc wciśnięty w jakiś wygodny fotel — czarna kupka dumania uwita z loczków, dymu papierosowego i wełny merino. Nadeszła bowiem ta chwalebna pora, gdy mógł znów wyciągnąć z szafy swetry, mimo że wszystkie zdawały się przegryzione swądem pożarów. A może to Londyn cały pachniał w ten sposób i on wraz z nim? Rany od szyby, która pokaleczyła wtedy Peregrinusa, goiły się dobrze i zostały po większości z nich już tylko blade czerwone blizny. Jakkolwiek okropna nie była ta katastrofa, która ogarnęła Anglię, rzeczy powoli zdawały się wracać na znajomy tor.
Trelawney nie usłyszał, kiedy Lyssa weszła. Ona była cicha, a on… cóż, niezainteresowany nasłuchiwaniem hałasów budynku. Czuł się w nim wciąż — mimo wydarzeń Spalonej Nocy — bezpiecznie.
Gdy tylko jednak zobaczył ją, wiedział już.
Gdy się wykrzywiła, wiedział już.
Gdy przyspieszył jej oddech, wiedział już.
Gdy zaczęła krzyczeć — był gotowy.
Przygotowywał się na ten moment, odkąd mimowolnie stał się powiernikiem kaprysów dziewczęcego serca. Sam jako młody chłopiec nie przejmował się zbytnio dziewczyńskimi uczuciami i patrzył z wysoka na ich rozterki, nie miał więc doświadczenia. Musiał szukać go w innych źródłach. Jak rasowy naukowiec, zaczął od skomponowania bibliografii, na której zamierzał bazować swoje studia. O szczęśliwości — w Prawach Czasu mieli archiwum Czarownicy, a w Czarownicy… dział listów od czytelniczek. Peregrinus wypisał do swojego notatnika kilka haseł, kilka modelowych odpowiedzi, sam próbował jakieś komponować. Szukał w tym bełkocie własnego głosu. Nie mógł przecież rozmowy z Lyssą otworzyć słowami: Kochana Lysso! Taki problem dotyka wielu dziewcząt w Twoim wieku. Nigdy nie zwróciłby się do niej słowami kochana. Jak sztucznie brzmiały wszystkie te listy! Wypracował jednak coś… coś… coś, co teraz miało dowieść swojej skuteczności w praktyce bądź obalić wartość jego starań.
Ona krzyczała, on wstał. Naprostował kołnierzyk wystającej spod swetra koszuli, jakby szykował się do wygłoszenia odczytu na ważnym sympozjum naukowym, a gdy Lyssa zamilkła:
Był okropny, prawda? Ten bałwan nie zasługiwał na twój czas. Cokolwiek zmaścił, mam nadzieję, że dałaś mu odczuć swoje niezadowolenie i nie zostawiłaś tego bez reakcji. Niech wie dokładnie, co o nim myślisz. — Mimo że miał to przećwiczone, w znaczeniu samego tonu i doboru słów, to jakże dziwnie smakowały te zdania w jego ustach, gdy wypowiadał je głośno.


RE: [16.09.72] Self-care queen. This woman treates herself to being a bitch today - Lyssa Dolohov - 12.03.2026

Lyssa spodziewała się oporu. Oczekiwała tarcia, które wystrzeliłoby jej niezadowolenie niemalże na orbitę, gdzie osiągnęłoby niesamowite wręcz rozmiary. Wściekłość, o to było coś, co niezmiernie chciała w tym momencie poczuć. Taka prawdziwa, paląca. Taką którą można nakręcić na drugiej osobie i ciężko było utrzymać samemu. Potrzebowała ofiary, znaczy partnera, a Peregrinus niestety zawsze był pod ręką. Teraz też.

Ale zamiast jakiegoś mantyczenia, żeby dała spokój, on wczuł się w temat. Dolohov zawahała się wyraźnie, na moment ściągając brwi w konsternacji i patrząc na Trelawneya jakby ten urwał się z innego świata. Ale jej zawieszenie trwało tylko krótki ułamek chwili, bo jeśli wróż sądził że jego przygotowania miały sprawić że Lyssa stanie się... mniej przepełniona pasją, to się zwyczajnie przeliczył.

Wzięła głęboki wdech i dopadła do niego w paru krokach, łapiąc go za sweterek na ramionach.

- Tak! Tak, tak, tak! Dokładnie tak! - głos wciąż był ostry i głośny, ale gdzieś była w tym autentyczna rozpacz i... ulga? Oh, czyżby wreszcie znalazła kogoś, kto był gotowy ją zrozumieć? Czy nagle świat stał się prostszy? Czy nagle Peregrinus poszedł po rozum do głowy i postanowił się nie stawiać? Przecież oboje wiedzieli że coś takiego nie miało najmniejszego sensu, bo ona była okropnie uparta. Darowała sobie tylko wzmiankę, że zmaścić to się można było w spodnie, bo chyba chodziło o różnicę kulturową. Ale skoro już o tym była mowa... - NIE WYOBRAŻASZ SOBIE co on takiego powiedział. Peregrinusie, ja byłam tam tak okropnie nieszczęśliwa, że miałam się ochotę zadławić tą obrzydliwą bułką, przysięgam. BUŁKĄ!!! On mnie zabrał na bułkę z parówą w jakiejś obrzydliwej budzie w mugolskiej dzielnicy, rozumiesz to?! Zamiast do jakiegoś porządnego lokalu na Horyzontalnej albo Pokątnej, albo.... - nabrała głęboko powietrza, bo w sumie jej się skończyło, i potrząsnęła mężczyzną, mocniej zaciskając na nim palce. - POWIEDZ MI!! Powiedz mi jak myślisz o czym można rozmawiać z taką dziewczyną jak ja. NO POWIEDZ. Z G A D N I J!!!!