Secrets of London
[jesień 1972] Art is chaos taking shape - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [jesień 1972] Art is chaos taking shape (/showthread.php?tid=5711)



[jesień 1972] Art is chaos taking shape - Prudence Fenwick - 14.02.2026

14.10.1972

Był wieczór, wczesny wieczór. Przez okno wpadało do niewielkiej biblioteczki światło stojącej nieopodal latarni. Prudence znalazła się w tym miejscu nie do końca przypadkowo, było nieco oddalone od ich sypialni. Zdołałaby jednak stąd usłyszeć Benjy'ego, który powinien znajdować się w łóżku, już ona się postarała o to, aby utknął tam na kilka dni, to znaczy sam to sobie zrobił. Zajrzała jeszcze do niego dyskretnie, nim znalazła się w tym pomieszczeniu. Nie do końca chciała, aby przyłapał ją na tym, czym zamierzała się teraz zająć. Gdyby usłyszała kroki to zdołałaby udać, że siedzi tu i czyta, o ile nie pojawiłby się znikąd co również często mu się zdarzało. Te jego umiejętności bezszelestnego przemieszczania się bywały nieco problematyczne.

Nie znalazła się tutaj z tego powodu co zawsze, to znaczy poniekąd, miała jej towarzyszyć książka, zaopatrzyła się w poradnik, który miał jej pomóc z realizacją pewnego pomysłu. Prudence lubiła planować, być przygotowana na to, co miało wydarzyć się w przyszłości, a że Yule powoli się zbliżało, to zamierzała zrobić dla swojego męża coś specjalnego. Pomysł pojawił się zupełnie znikąd, nie była specjalistką od ręcznych robótek, tak właściwie to nigdy nie było coś, co by ją interesowało, ale chciała zrobić dla niego coś własnoręcznie, tak jak wtedy ponad piętnaście lat temu bransoletkę. Szalik wydał jej się być całkiem bezpieczną opcją, nie brzmiał, jak coś skomplikowanego, sweter... sweter na pewno był bardziej problematyczny dla laika. Trzeba było stworzyć rękawy, zainteresować się wymiarami, jakoś złożyć to w całość, szalik, szalik był bardziej uniwersalny, będzie w stanie go zrobić na oko, a przynajmniej tak się jej wydawało.

Nie bez powodu zamierzała usiąść do tego w połowie października, miała świadomość, że to mogło potrwać sporo czasu, bo zupełnie nie wiedziała, co robi. Jej zdolności manualne... istniały. Umiała całkiem zgrabnie trzymać w dłoni skalpel i ciąć nimi ludzkie ciało, ale to byłoby na tyle. Podeszła więc do tego całkiem odpowiedzialnie. Miała praktycznie trzy miesiące na to, żeby stworzyć to cudo. Tak, to musiało być cudo, to nie mógł być jakiś pierwszy, lepszy byle szalik, zamierzała zadbać o to, aby ubranie było naprawdę wyjątkowe.

Była to jej pierwsza próba, pierwsze podejście. Kupiła włóczki, leżało ich kilka na niewielkim stoliku, który znajdował się przy fotelu, w którym się rozsiadła. Miała też druty i szydełko, jeszcze nie wybrała metody z której korzysta, nie wybrała też koloru, póki co musiała zająć się teorią, właśnie dlatego dzierżyła w swojej dłoni ten poradnik, który miała zamiar teraz przeczytać, była przygotowana - jak zawsze, dbała o to, aby mieć wiedzę na temat dziedziny, w którą miała zamiar się zagłębić.

Usłyszała stukot, nie był jednak na tyle głośny, aby zwiastować przybycie jej męża, gdyby wybrał swój magiczny sposób poruszania to po prostu znalazłby się gdzieś za nią, zupełnie znienacka, więc spodziewała się zobaczyć w otwartych drzwiach kota, który szukał towarzystwa. Nie myliła się, wszedł przez nie po krótkiej chwili, od razu ruszył w jej kierunku po to, aby wspiąć się na jej kolana. Łaknął towarzystwa, nie był już bezimiennym kotem, podczas ostatnich dość nieprzyjemnych zdarzeń zyskał imię, co było chyba największym pozytywem z nich wynikającym. Haint ułożył się wygodnie na jej kolanach, przejechała lewą dłonią po jego futerku, w prawej trzymała bowiem swój poradnik, który zamierzała dzisiaj przeczytać.

Nie był to dzień, w którym miała zacząć praktyczną część wymyślonego dla siebie zadania, chociaż i do tego się przygotowała, wiedziała, że najpierw musi poświęcić chwilę na przyswojenie wiedzy, to miało się teraz wydarzyć. Przejrzy tę książkę, to znaczy przeczyta i nie będzie musiała więcej sięgać po instrukcję, to było sporym plusem tego, w jaki sposób działał jej umysł, wystarczyło, aby raz coś przeczytała, a zostawało jej to w głowie. Ułatwiało jej to teoretyczne zdobywanie wiedzy, oby jej palce okazały się być chociaż odrobinę zwinne. Szydełkowanie i robienie na drutach kojarzyło się głównie ze starszymi ludźmi, co sugerowało, że powinna sobie z tym poradzić, a przynajmniej tak starała się sobie powtarzać, musiała nastawić się pozytywnie, to była połowa sukcesu, szkoda, że raczej marna z niej była optymistka. Jej brat był artystą, on na pewno by sobie z tym poradził bez większego problemu, niestety wiązało się z tym, że w ich pokoleniu to on dostał w loterii genetycznej cały talent artystyczny, przez co ona nieco kulała w tych dziedzinach.

Pomyślała jednak o swoim mężu, o tym, jak uśmiechnie się, kiedy zobaczy, że dla stworzyła coś dla niego, zupełnie sama, że nie poszła na łatwiznę. Wiedziała, że takie prezenty doceniał najbardziej, co bardzo skutecznie przekonało ją do tego, że nie mogła wpaść na lepszy pomysł.


!BINGO E1


RE: [jesień 1972] Art is chaos taking shape - Pan Losu - 14.02.2026

Walentynkowe Bingo
adres pola: E1
wariant: 1
typ: zadanie

Zwykłe zakupy są nudne, dlatego postanowiliście wybrać się na Scavenger Hunting. Każde z was ma znaleźć trzy urocze drobiazgi, które najlepiej opiszą drugą osobę. Limit galeonów? Rozsądny. Kreatywność? Nieograniczona. Przemierzacie małe sklepiki, zaglądacie w zakurzone witryny. Potraktujcie to pół-żartem, pół-serio. Czy wygrywa ten, kto rozbawi drugą osobę do łez, czy ten, kto znajdzie coś tak trafnego, że druga osoba pokryje się rumieńcem?


RE: [jesień 1972] Art is chaos taking shape - Prudence Fenwick - 09.03.2026

Prue stwierdziła, że może to nie był wcale taki zły pomysł. W sumie, skoro już posiadała wiedzę teoretyczną, to może warto było sięgnąć po szydełko. Nic właściwie ją przecież przed tym nie powstrzymywało. Zaczytała się w poradniku, przeczytała go od deski do deski. Kocur zdążył zasnąć na jej kolanach, tak właściwie to usłyszała już jego pochrapywanie. Nie przestawała gładzić jego futerka, był to odruch, całkiem mechaniczny. Przynosił spokój. Postanowiła wrócić do kilku akapitów, tak właściwie to do tych początkowych, przejechała wzrokiem po tekście, chociaż tego nie potrzebowała - wszystko przecież już znajdowało się w jej głowie, miała pewność, że przyswoiła wiedzę, jednak lubiła do niej wracać na papierze.

Zawsze starannie przygotowywała się do nowych zajęć. Uważała, że teoria jest w dużej mierze odpowiedzialna za praktyczny sukces, właśnie dlatego tak starannie podchodziła do każdego tematu, którym miała zamiar się zajmować. Być może było to tylko szydełkowanie, jednak traktowała to naprawdę poważnie. Chciała przecież zrobić prezent na nadchodzące Yule dla swojego małżonka. Nie bez powodu zaczęła o tym myśleć już w październiku. Prudence była osobą, która lubiła mieć wszystko gotowe dużo szybciej, nie zostawiła niczego na ostatnią chwilę. Tak samo miało być i tym razem.

Z początku miała poświęcić ten wieczór tylko na czytanie na temat szydełkowania, jako że jednak dość szybko przyswoiła cały materiał stwierdziła, że może nie takim złym pomysłem będzie pierwsza próba. Przez chwilę się wahała, musiała bowiem wstać, aby sięgnąć po szydełko i włóczkę, a Haint tak słodko spał na jej kolanach, że szkoda było go budzić... Nie chciała jednak zwlekać, czuła bowiem, że jest to odpowiedni moment, aby podjąć pierwszą próbę.

Powoli odłożyła poradnik na stojący nieopodal stolik, jej ruchy były ostrożne, chociaż tyle mogła zrobić, aby nie obudzić kocura, który ucinał sobie drzemkę. Udało jej się to. Kolejną czynnością, którą zrobiła było sięgnięcie po szydełko i jedną z włóczek, padło na czarną, bo ona leżała na wyciągnięcie ręki. Kociak drgnął, jednak się nie obudził, Prue odetchnęła z ulgą, nie będzie jej posyłał rozczarowanego spojrzenia.

Udało jej się również złapać szydełko, chyba odpowiedniej wielkości, przynajmniej z tego co czytała, przyjrzała się mu jeszcze bardzo dokładnie, aby mieć pewność, że nie pomyliła czegoś na samym początku. Prudence miała tendencje do upewniania się, czy faktycznie wszystko jest tak, jak powinno, nawet jeśli od razu wiedziała, że tak jest. Wolała to sprawdzić trzy razy, niż zaczynać od początku, była bardzo przezorna, nawet jeśli chodziło o szydełkowanie, którego popsucie nie było przecież końcem świata.

Przez chwilę przyglądała się szydełku i włóczce, w głowie odtwarzała sobie po kolei każdą czynność z instrukcji, która znajdowała się w poradniku. Minęła dłuższa chwila nim zrobiła pierwszą pętelkę, upewniła się jeszcze kilka razy, czy aby faktycznie wygląda ona tak, jak ten widok w jej głowie, który zapamiętała. Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku. Mogła przejść do kolejnego kroku. Podejrzewała, że jej brat poradziłby sobie z tym dużo sprawniej, Elias miał smykałkę do wszelkich artystycznych czynności, jego zdolności manualne zdecydowanie ją przewyższały, trochę mu tego w tej chwili zazdrościła, jednak nie miała zamiaru się poddać.

Postanowiła sobie, że wykona ten szalik własnoręcznie, być może nawet uda jej się do grudnia stworzyć coś więcej, czapkę i rękawiczki? Taki zestaw byłby naprawdę ogromnym sukcesem. Uśmiechnęła się sama do siebie, uważała, że ten pomysł był naprawdę bardzo trafny, oby udało jej się go zrealizować, do świąt było sporo czasu, jeśli będzie jej to szło fatalnie miała jeszcze szansę zaliczyć jakiś szybki, praktyczny kurs.

Złapała się na tym, że znowu zaczęła odpływać myślami, mrugnęła więc, by wrócić do rzeczywistości i zająć się tym, co sobie założyła. Odetchnęła głęboko i w końcu przeszła do kolejnego kroku, miała wykonać pierwszy rządek, oczko za oczkiem, to nie brzmiało jak coś bardzo trudnego. Poruszyła szydełkiem, aby zrobić następną pętelkę.


[roll=O] na szydełkowanie


RE: [jesień 1972] Art is chaos taking shape - Prudence Fenwick - 09.03.2026

Nie mogło być zbyt prosto, czyż nie? Pierwsza pętelka jej wyszła, przy drugiej pojawił się problem, nie tak łatwo było Prudence utrzymać szydełko w palcach, kiedy próbowała zrobić swoje przedmiot wysunął jej się z placów, nie była w stanie go między nimi utrzymać. Jej dłonie nie były niestety przyzwyczajone do takiej aktywności. Odetchnęła głęboko, to była pierwsza próba, nie zamierzała się już poddawać, musiała mieć w sobie sporo cierpliwości, wszak cel był przecież naprawdę wspaniały. Szydełko spadło na ziemię i poturlało się z dala od fotela, w którym siedziała, podążyła za nim wzrokiem, później przeniosła spojrzenie na kota, który spał na jej kolanach, czy był to odpowiedni moment na to, aby się podnieść i skończyć tę uroczą drzemkę? Jeszcze nie podjęła decyzji. Zastanawiała się przez chwilę, czy faktycznie powinna to robić, w końcu był to pierwszy wieczór, miało być jeszcze sporo... do grudnia przecież było naprawdę sporo czasu.

Miała jednak swoje ambicje, naprawdę chciała dzisiaj stworzyć chociaż pierwszy rządek, żeby sprawdzić, czy faktycznie nie porywała się z motyką na słońce. Haint musiał jej wybaczyć, miała swoje priorytety.

Delikatnie przesunęła kota na bok, po czym podniosła się na nogi, oczywiście to nie mogło być takie proste, bo zapomniała o włóczce, która również leżała na jej kolanach. Spojrzała jedynie za nią, kiedy ta również zaczęła turlać się po podłodze, nie odezwała się ani słowem, chociaż widać było po wyrazie jej twarzy, że nie jest jakoś szczególnie zadowolona z tego co się stało. Musiała jednak być oazą spokoju, miało to przynieść swoje profity. Pochyliła się, aby zwinąć włóczkę, zajęło jej to kilka minut, później sięgnęła po szydełko. Miała wszystko, czego potrzebowała. Przeniosła wzrok na fotel, na którym to leżał czarny kocur, zdążył ułożyć się wygodnie i zajął przy tym całe miejsce. Nadal spał, nie miała serce go ruszać, więc sama usiadła na podłodze, przy fotelu, oparła się o niego plecami.

Musiała zacząć od nowa, pierwsza pętelka, później następna. Ponownie odtworzyła sobie w głowie instrukcję, nie musiała wracać do poradnika, bo miała ją w głowie. Wykonała jeden sprawny ruch palcami, licząc na to, że tym razem jej się uda. Noc była jeszcze młoda, mogła poświęcić na to sporo czasu.


[roll=O] na szydełkowanie


RE: [jesień 1972] Art is chaos taking shape - Prudence Fenwick - 09.03.2026

Po raz kolejny nie do końca poszło po jej myśli. Znowu to narzędzie szatana wymsknęło się z jej palców, tym razem upadło jednak tuż przy nodze kobiety. Westchnęła ciężko, jeśli tak dalej pójdzie, to pewnie nie zdoła zrobić nawet kawałka szalika. Być może był to pierwszy wieczór, kiedy podejmowała próbę, ale czy naprawdę nie mogła liczyć chociaż na drobny sukces? Taki mały, na zachętę? Była rozczarowana swoim niepowodzeniem, jednak zdawała sobie sprawę z tego, że cierpliwość popłacała, musiała się w nią uzbroić. Sięgnęła po to nieszczęsne szydełko po raz kolejny. Złapała je między palce.

Postanowiła nieco zmienić taktykę, zamiast od razu zabierać się za włóczkę wykonała kilka zwinnych ruchów w powietrzu, jakby miało to coś zmienić, zaczęła też obracać szydełko między palcami, aby nieco bardziej je wyczuć. Nie dało się nie zauważyć, że zdecydowanie to nie było jej konikiem. Elias faktycznie musiał zabrać całe zdolności manualne przeznaczone dla ich pokolenia, strasznie słabo to wyglądało. Przymknęła na moment oczy, nie, żeby się denerwowała, ale chciała jeszcze bardziej uspokoić oddech, to miało pomóc jej zapanować nad drgającymi rękoma. Nie widziała innego rozwiązania. Musiała się skupić, jakoś powinno jej się udać osiągnąć cel, a cel, cel naprawdę był wspaniały.

W oczach wyobraźni widziała już Benjy'ego w tym całym zestawie, który miała zamiar dla niego stworzyć. Stał w ogrodzie, śnieg prószył z nieba i opadał na jego szalik i czapkę, szalik i czapkę stworzone przez nią. Uśmiechnęła się na samą myśl, naprawdę była skora poświęcić wiele, aby zobaczyć to za kilka miesięcy w rzeczywistości.

Postanowiła podjąć kolejną próbę, włóczka, szydełko, pętelki, rządki, słupki, to nie mogło być nic trudnego, przecież nawet dzieci potrafiły szydełkować, niby ona nie była w stanie sobie z tym poradzić? Na pewno jej się uda. Nie bez powodu zaopatrzyła się w taką ogromną ilość najróżniejszych włóczek, musiała tylko wpaść w odpowiedni rytm, a na pewno uda jej się zrobić to, na czym tak bardzo jej zależało. Dobrze, że nie należała do osób, które się szybko denerwowały, inaczej pewnie już rzuciłaby to w pizdu, na szczęście Prue miała w sobie ogrom cierpliwości.


[roll=O] na szydełkowanie


RE: [jesień 1972] Art is chaos taking shape - Prudence Fenwick - 09.03.2026

Chwilę jej to zajęło, ale w końcu powoli zaczynała łapać. Jedno oczko, drugie oczko, trzecie oczko, uśmiechnęła się sama do siebie zadowolona, przejechała językiem po dolnej wardze i poczuła na nim smak krwi. Dotarło do niej, że tak skupiła się na swoim zajęciu, że przygryzła usta dość mocno. Musiały pojawić się jakieś szkody, czyż nie? Na szczęście było to tylko drobne draśnięcie. Była zadowolona z efektu, który zaczęła osiągać, chociaż jeszcze praktycznie nie było go widać. Nie było to już jednak jedno, samotne, smutne oczko, udało jej się stworzyć pierwszy rządek, co naprawdę uznała za swój osobisty sukces. Zrobiła to sama, bez niczyjej pomocy, ucząc się tylko i wyłącznie z poradnika. Wystarczy, że nieco do tego przysiądzie, a powinno udać jej się osiągnąć zamierzony cel. Naprawdę zaczynała w to wierzyć, być może nieco przeceniała swoje możliwości, ale przecież każdy zaczynał od drobnych sukcesów.

Nie było to może całkiem profesjonalne, oczka nie były równe, jednak zaczynała rozumieć to, co robiła. Potrzebowała nieco więcej praktyki, ale miała czas, tak właściwie to mógł być produkt testowy, nikt nie musiał go przecież nawet obejrzeć, może faktycznie to było lepszą opcją. Miała w końcu prawie trzy miesiące, aby stworzyć ten właściwy szalik i czapkę. Pokiwała sobie sama głową, uznając ten pomysł za słuszny. Nie mogła wręczyć Benjy'emu prototypu, musiała później stworzyć nieco ulepszoną wersję, dzięki temu też nie będzie musiała się przejmować tym, że ten pierwszy okaz nie jest do końca idealny. Właściwie to dużo lepiej się stanie, jeśli rzeczywiście to, co teraz zaczynała tworzyć wyląduje gdzieś na dnie szafy z pierdoletami.

Była więc nieco odważniejsza, zaczęła próbować stworzyć kolejny rządek, zależało jej na tym, żeby był równy, w końcu było to ważne, aby szalik na całej swojej długości był jednej szerokości, inaczej będzie wyglądał głupio, a nie chciała, żeby coś, co stworzy dla swojego męża było głupie. To miał być naprawdę doskonały szalik, najlepszy z najlepszych... wiedziała, że czeka ją długa droga, ale noce i wieczory był długie, zwłaszcza, że nadchodziła jesień, będzie mogła poświęcić temu odpowiednią ilość czasu. Tym razem nie wypuściła szydełka z ręki, wykonała więc kolejny zwinnych ruch, aby móc kontynuować swoje dzieło. Naprawdę skupiała się mocno na swoim zajęciu, co okazywało się być całkiem zdrowe, bo jej myśli nie były dzisiaj takie głośne jak zazwyczaj.


[roll=O] szydełkuję ciągle