Secrets of London
[26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] (/showthread.php?tid=5713)

Strony: 1 2


[26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] - Icarus Prewett - 14.02.2026

Tego uroczego, jesiennego dnia obudził się przed Moną, choć nie o wczesnej godzinie. Ich dwoje jeszcze odsypiało wesele Ambroise'a i Geraldine. To wydarzenie Icarus uważał za swój osobisty sukces, nie wypił tam bowiem ani kropelki alkoholu. Nie dał się nawet przy toastach za parę młodą czy na późniejszych etapach imprezy. Wytrwał całą noc, a teraz... mogli z Moną pozwolić sobie na lekkie lenistwo. Mieli cały dzień dla siebie. Convivium przechodziło remont, a wielki powrót był już zapowiedziany, wraz z nowymi drinkami dodanymi do menu, a także nowym dodatkiem: bezalkoholowymi opcjami dla każdego typu napoju.

Leżeli razem w łóżku, on i Mo. Spali ze sobą w sensie jedynie dosłownym, na przenośny jeszcze... nie przyszła pora. A zresztą, gdzie im się śpieszyło? Ostatnie dni były czasem rekonwalescencji. Icarus czuł, jakby przy tej kobiecie najzwyczajniej zdrowiał. Oczywiście droga ta nie miała być usłana różami. Było dużo emocji, przychodziły mu jeszcze do głowy myśli, które zbywać musiał jako nieprawdziwe. A jednak udało mu się dołączyć do Anonimowych Alkoholików, dużo czytał i zbierał do kupy to, co zniszczyła Spalona Noc.

Mona wyglądała przepięknie w promieniach porannego słońca. Jej rude włosy wydawały się niemal czerwone, doskonale wpasowane w klimat jesiennego, pogodnego dnia. Jasne, była rozczochrana, a na jej policzku widniał ślad po fakturze poduszki. A jednak, Icarusowi jawiła się jako najpiękniejsza na świecie. I zasługiwała ona na to, co najlepsze. Na szczęście. Ostatnie tygodnie, Spalona Noc... one również odcisnęły się na jej psychice. Wspomnienie wizyty Śmierciożercy wciąż błąkało się po mieszkaniu, nawiedzało je. Dołożyło się do ciężaru, który kobieta dźwigała, dotychczas zupełnie sama. Teraz Ari chciał jej pomóc. Ulżyć w trudach, jakie nakładało na nią życie.

!BINGO A1


RE: [26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] - Pan Losu - 14.02.2026

Walentynkowe Bingo
adres pola: A1
wariant: 2
typ: zdarzenie

W drugim tygodniu października w Dziurawym Kotle odbył się wielki turniej gry w gargulki. Od połowy września do końca października odbyło się również wiele turniejów pomniejszych, z nie tak bardzo silnymi, ale wciąż zawziętymi zawodnikami. Jeden z nich odbył się nawet w Mabon! Znaleźliście się jednego z tych dni na miejscu i mogliście powalczyć wspólnie o...

1 - nagrodę główną, 2 - nagrodę pocieszenia
[roll=1d2]
Jak się bawiliście tocząc bój pomiędzy sobą i kto z was wygrał? A może jednak stchórzyliście zbyt przerażeni wizją przegranej...?


RE: [26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] - Mona Rowle - 07.03.2026

Jak wygląda pierwszy poranek po ceremonii ślubnej? W teorii powinien składać się na parę czułych spojrzeń, nieśmiałe pocałunki i może odrobiny wzruszenia. Świeżo poślubiona para budzi się obok siebie z przeświadczeniem, że oto właśnie rozpoczął się pierwszy dzień z ich wspólnej opowieści — tego, które w bajkach zamknęliby prostymi słowami: „a potem żyli długo i szczęśliwie!”.

W tym przypadku sprawy przedstawiały się jednak inaczej. Przede wszystkim dlatego, że nie była mowa o parze młodej, choć bez wątpienia był to pierwszy dzień po imprezie w związku ceremonią ślubną. Jakie więc emocje powinna odczuwać młoda czarodziejka, czystokrwista pannica, która obudziła się obok mężczyzny zdecydowanie niebędącego jej małżonkiem? Czy należało wpaść w panikę?

Na okoliczność łagodzącą należało uczciwie odnotować kilka faktów działających na korzyść Mony. Po pierwsze, była tego poranka całkowicie ubrana. Po drugie, poprzedniego wieczoru nie wypiła na tyle dużo, aby obudzić się z bólem głowy. Właściwie rzecz ujmując, nie wypiła wcale w geście solidarności z Icarusem. Gest ten wydawał się wczoraj bardzo rozsądny, tego poranka jednak miał jedną poważną wadę: Mona pamiętała absolutnie wszystko. A to niestety znacząco ograniczało liczbę wygodnych wymówek.

Rowle poruszyła się, gdy promienie słońca zaczęły ogrzewać jej twarz. Patrzyła nieprzytomnie w sufit, przekręciła głowę w stronę Icarusa. Widząc, że już nie spał, uśmiechnęła się leniwie.
— Dzień dobry.  Chyba zostało tylko jakieś masło i pół cytryny, nie ma pieczywa. Możemy przejść się na targ… albo po prostu zjeść coś na mieście. W sumie brzmi jak całkiem przyjemna wymówka, żeby nie gotować — wyszeptała. Uniosła rękę i odgarnęła mu ciemny kosmyk włosów z twarzy, a potem przez chwilę po prostu się przyglądała mężczyźnie. Mona pomyślała, że bardzo polubiła poranną wersję Prewetta. — Chrapiesz w nocy.


RE: [26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] - Icarus Prewett - 08.03.2026

Popatrzył czule na Monę i niemal mruknął, gdy odgarnęła mu włosy z czoła. Nie był przyzwyczajony dla takiej czułości, a wprost za nią przepadał. Odkrył to stosunkowo niedawno. Znalazł osobę, z którą każda chwila nawet najmniejszej bliskości unosiła go nad ziemię. Tak jakby był we właściwym miejscu na świecie.

— Możemy iść do Dziurawego Kotła, tam na pewno mają ofertę śniadaniową — uśmiechnął się. Z trudem podniósł się do pozycji siedzącej. — Na bogów, potrzebuję kawy.

Jej chyba też nie mieli. Przez ten ślub nie udało się załatwić nawet najbardziej podstawowych sprawunków. A serce Icarusa rano należało do Mony i do najbardziej rozsławionego kofeinowego napoju. Dlatego nie było potrzeby, by leżeć w łóżku, skoro nie miało się obok parującego kubka.

— Wstajemy, panno Rowle — rzucił z żartobliwą surowością i nachylił się, by pocałować kobietę w policzek. Na szczęście nie był to mokry całus, bo Ari musiał jeszcze umyć zęby.

Szybciutko uporali się z poranną toaletą i ubieraniem się. Brak kofeiny we krwi robił swoje. Icarus włożył na siebie swój zwyczajowy strój: czarną koszulę, pomarańczową kamizelkę i dżinsy z rozszerzanymi nogawkami. Ostatnio pokochał te spodnie. Szczególnie, że kiedy je nosił, Mona miała gdzie zerkać, gdy był do niej odwrócony tyłem.

Pod Dziurawym Kotłem panowało zamieszanie. Ludzie wchodzili do środka sznurem, co nieźle zaniepokoiło Prewetta. Stanął przed knajpą i skrzyżował ramiona na piersi. Drzwi były zamknięte, nie wiedział, jak sytuacja wyglądała w środku. Ale oczywiście, jako maruda numer jeden, już na wejściu nastawił się negatywnie.

— No nie... — jęknął. — Nie chcę czekać w długiej kolejce. Potrzebuję kawy...


RE: [26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] - Mona Rowle - 10.03.2026

W jakim wieku w obliczu braku kawy człowiek zachowuje się jakby przyszło mu stać na krawędzi życiowej katastrofy? Wojna, śmierciożercy, a jednak największym zagrożeniem dla Icarusa Prewetta pozostawał brak kofeiny, co kobieta doskonale rozumiała. Dzień pracy w Ministerstwie sama zaczynała od porannej czarnej.

Czarownica przyodziała swój jesienny płaszcz, owinęła wokół szyi ciepły szalik i dołączyła do mężczyzny, stając obok. Kolejka rzeczywiście wyglądała niepokojąco. Przed wejściem do Dziurawego Kotła kłębił się tłum ludzi — ktoś śmiał się głośno, ktoś inny wymachiwał gazetą. Z wnętrza dochodził gwar, który zdecydowanie nie brzmiał jak zwykły poranny ruch.
— Znasz może właściciela? Może udam nam się… — kobieta prześlizgnęła wzrok po zgromadzeniu, nad którym zauważyła zawieszony nad drzwiami plakat. Turniej gargulków! Mona parsknęła cicho. — Ach. Jeśli i tak mamy czekać, możemy równie dobrze spróbować — skinęła głową w stronę wejścia. — Chyba że się boisz, że przegrasz ze smokolożką. Poza tym nagroda pocieszenia też pewnie obejmuje kawę, a ty najwyraźniej jesteś o jeden łyk od tragedii.
Rude kosmyki poruszyły się na wietrze, gdy wzruszyła ramionami.


RE: [26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] - Icarus Prewett - 14.03.2026

Kojarzył właściciela Dziurawego Kotła, choć raczej nigdy nie zdarzyło się im rozmawiać. Icarus wiedział, że Dziurawy Kocioł był najbardziej rozchwytywanym lokalem w magicznym Londynie, a Convivium mogło mu co najwyżej wypolerować lśniące buty. Tak niestety zadziałał rynek, karczma na Pokątnej łącząca mugolską i czarodziejską część miasta lepiej wpasowała się w potrzeby i gusta klientów. Ari szanował to. Chociaż, gdy zobaczył plakat obwieszczający konkurs gry w gargulki, pomyślał sobie, że jak już otworzy bar, będzie mógł zrobić inny konkurs. To był dobry sposób na przyciągnięcie do lokalu specyficznej grupy klientów.

Przed kawą wychodził z niego kapitalista.

— Chcesz, żebyśmy grali w gargulki? — uniósł brwi pytająco, po czym wzruszył ramionami. — No dobra. Raz kozie śmierć.

Czy umiał grać w gargulki? Cóż, zdarzyło mu się kilka razy spróbować. Zazwyczaj kończył oblany cuchnącą mazią. Zawsze wtedy się irytował, bo nie lubił przegrywać. I śmierdzieć. Może tym razem, przy Mo, miało się mu choć odrobinę poszczęścić?

Weszli do Dziurawego Kotła, gdzie w boku sali spektatorzy zgromadzili się dookoła gargulkowego boiska. Było to koło, mniej więcej o średnicy dwóch metrów. Icarus podszedł bliżej, zajrzał w przerwę pomiędzy kibicami (zaskakująco zagorzałymi jak na to, że gra była raczej trywialna). W wyrysowanym kredą kole leżały rozbite już na wszelkie strony kulki. Cel gry był prosty: posłać je poza planszę za pomocą własnej kulki wyróżniającej się kolorem. Przy tym trzeba było pilnować, by graczowska piłeczka sama nie wypadła wraz z wybijaną "bilą".

— Może jakiś zakładzik? Jeśli wygram, wybieram dziś miejsce, gdzie zjemy obiad — zaproponował. — A jeżeli przegram, co oczywiście jest mało prawdopodobne... to sam nie wiem.

Tutaj pozwolił Mo zaproponować swój warunek.


RE: [26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] - Mona Rowle - 15.03.2026

Mona popatrzyła na Icarusa z ukosa, kiedy wspomniał o zakładzie.
— Och? — uniosła brew, wypuszczając powietrze. — Czasami naprawdę potrafisz być bezczelny — powiedziała, a na jej twarzy pojawił się szeroki, szczery uśmiech. Obudziła się w niej złośliwa determinacja, ponieważ jej przeciwnikiem miał być ktoś, kogo znała na tyle dobrze, aby wiedzieć, jak bardzo nie znosił przegrywać. Prewettowie ogólnie nie znosili przegrywać. — W najbliższą sobotę zabiorę cię na górski szlak w Snowdonii — zaproponowała.
Kulki zderzyły się z cichym kliknięciem. Jedna potoczyła się poza linię, druga zatrzymała tuż przy krawędzi. Z tłumu dobiegło kilka aprobujących pomruków.
— Myślisz, że mają zgodę na organizację takiego wydarzenia? Departament Magicznych Gier i Sportów dość ostro podchodzi ostatnio do takich rzeczy po Spalonej Nocy.
Nie podejrzewała oczywiście żadnego zamachu stanu w samym środku magicznej dzielnicy i nie zamierzała wzywać departamentu w tak piękny, jesienny dzień. Bawiło ją jednak to, że ostatnio trafiały do niej wnioski przydzielone zupełnie błędnie, z innego piętra. Mona zdecydowanie nie była odpowiednią osobą do ich akceptowania — ktoś powinien wysłać ją na jakieś szkolenie. Czy gra w gargulki była dyscypliną sportową? Czy w ogóle można było uznać to za sport? Kobieta podążyła za spojrzeniem mężczyzny ku grupie zapalczywych fanów obserwujących pojedynek. Ona sama z podobną uwagą analizowała kiedyś mapy smoczych rewirów, a nie kredowe koło pełne szklanych kulek.
Bogowie, tęskniła za Walią.


RE: [26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] - Icarus Prewett - 17.03.2026

Szlak górski? Na wysokości? Gdzie było... wysoko? Icarus przełknął ślinę, bo nagle coś ścisnęło go w żołądku. Nie miał nic przeciwko spacerowaniu, ale nie miał zamiaru patrzeć w przepaście i myśląc sobie, jak to by było, gdyby omsknęła mu się noga i uderzył o grunt. Pamiętał swoje pierwsze zajęcia z latania, kiedy spadł z miotły, gdy tylko popatrzył w dół. Nauczycielka latania uratowała go wtedy przed śmiercią zaklęciem Arresto momentum, ale skończył wtedy ze złamaną nogą. Niby wędrówki górskie nie skazywały na gapienie się w dół, a krajobrazy rzeczywiście były przepiękne.

— No dobrze. Ale ten szlak ma mieć dobre barierki przy przepaściach — uprzedził.

Nie był też wybitnie wysportowany i wiedział, że po pierwszej godzinie przechadzki zapewne będzie chciał wracać do domu. No, ale zakład to zakład. To była kwestia honoru.

— W Dziurawym to raczej legalny turniej. Bardzo tu dbają o nieskazitelną reputację — odparł. Sam by pewnie nie chciał latać do Ministerstwa po jakieś durne pozwolenia. Nie można było sobie już zorganizować turnieju gargulkowego bez pozwolenia władz? Co miało być następne? Zakaz quizów?

Zapisanie się szybko poszło, a i przy okazji udało się zamówić dwa wielkie kubki z kawą. To był już jesienny wariant, o smaku dyniowym i korzennym, z dużą ilością pianki. Wspaniała rzecz. Więcej było w tym co prawda cukru niż kawy, ale i to, i to miało właściwości pobudzające.

Wreszcie stanęli po obu stronach boiska gargulkowego, on i Mona. Icarus bardzo chciał wygrać, nawet nie dlatego, że zależało mu na wyborze jedzenia. A i wycieczka górska ostatecznie nie miała być takim znowu koszmarem. I tak by się wybrał, gdyby tylko Mona go poprosiła, a to dlatego, że mógłby tym ją uszczęśliwić. Nie, chodziło o czysty zew wygranej. O rywalizację. Icarus wciąż miał te swoje ślizgońskie skłonności. Nawet jak nie miał zbytnich szans, chciał posmakować zwycięstwa.

Rzucił więc gargulkową kulką, spojrzał jak się toczyła przez boisko.

Aktywność fizyczna ◉○○○○
[roll=O]

No i trafił! Udało mu się przetoczyć kulkę tak, żeby nie wypadła poza koło, ale za to wytrąciła dwie inne poza linię boiska. Icarus wyszczerzył zęby w uśmiechu.

— Twoja kolej — rzucił butnie.


RE: [26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] - Mona Rowle - 18.03.2026

czy uda mi się zbić lewą ręką kulki, 3 af
[roll=Z]

Gdyby wypadek nigdy się nie wydarzył, tamtego dnia zachowałaby większą ostrożność, wciąż żyłaby w Walii. W wolny dzień jak ten, po prostu spakowałaby najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyła w góry — i tyle by ją widzieli. Wycieczki górskie były jej formą spędzania czasu. Co więcej, odkąd mieszkała w Londynie, powroty w rodzinne strony nie były już takie proste. Najwyżej mogła udawać pustelnika, byle tylko nie natrafić na granice rezerwatu i jego ostrzeżenia. Czasem zastanawiała się, czy Icarus kiedykolwiek byłby w stanie to zrozumieć.

Raczej nie, tj. nie było tam bezpiecznych szlaków z barierkami. Mogłaby natomiast pokazać mu niższe doliny. Nie musieli od razu zdobywać najwyższych szczytów ani rzucać się na wspinaczkę.
— Nie zabiorę cię tam, gdzie by coś ci się stało. Jak zaliczymy kilka schronisk, to najwyżej na Yr Wyddfa polecimy — odparła tonem, który nie pozwalał rozstrzygnąć, czy żartowała o locie na smoku, czy mówiła zupełnie poważnie.
Kiedy Icarus się schylił, jej spojrzenie na moment zatrzymało się na jego sylwetce, plecach... i nowych spodniach, które leżały na nim dobrze. Kobieta otrząsnęła się, gdy podniósł głowę i posłał jej swój szeroki, chłopięcy uśmiech.
— Zawsze stawiasz poprzeczkę tak wysoko! — zaśmiała się. Mona schyliła się, aby wypuścić kulkę. Niestety, ta wymknęła się spod jej palców w sposób daleki od zamierzonego. Już od początku tor był zły. Gargulka zatoczyła szeroki łuk i zamiast elegancko wybić przeciwników poza kredowy krąg, jej strzał jedynie musnął jedną z kulek, ledwie ją poruszając.
Ktoś parsknął śmiechem. Mona wypuściła powietrze nosem.
— Czyli tak to dziś wygląda.


RE: [26.09.72] Jeden niezwykły dzień [Mona i Icarus] - Icarus Prewett - 19.03.2026

O nie nie, żadnego latania. Każdy miał swoje granice, a ta Icarusa znajdowała się tam, gdzie jego nogi odrywały się od ziemi na wysokość, z której upadku mógłby najzwyczajniej nie przeżyć. Wiedział, że Mona kochała smoki, a one latały. Jednak wolał je podziwiać z jak największej odległości. Naczytał się też książek na ich temat, gdy oboje chodzili do szkoły. Dowiedział się o o tylu drastycznych zgonach związanych z przypadkowym spotkaniem z takowym gadem, że już na samą myśl przechodził go dreszcz. Taki z rodzaju tych mniej przyjemnych.

Z dobrych rzeczy, wygrał mecz. Trochę było to niehonorowe, bo jednak grał z osobą, która nie miała jednej ręki. Jednak wygrana to wygrana. Ari wzruszył więc ramionami, w bezczelnej i nonszalanckiej manierze. Obdarował Monę szerokim uśmiechem zwycięzcy. Czaiło się w nim żartobliwe, ale możliwie prowokujące politowanie dla przegranej.

– Cóż, od dzisiaj nazywam się Icarus Gargulek Prewett – rzucił, po czym zorientował się, jak durnie to brzmiało. Parsknął śmiechem i objął Monę ramieniem. – Chodźmy, podzielę się z tobą nagrodą pocieszenia.

Podążyli w stronę karczemnej lady, by zgłosić zwycięstwo Icarusa w tym pojedynku. Po odczekaniu pięciu minut w kolejce (ktoś kłócił się o to, że powierzchnia gargulka była nierówna), otrzymali od kelnerki talon na jeden obiad w Dziurawym Kotle. Icarus spróbował wybłagać u niej drugi, zachwalając niesamowite umiejętności Mony w grze w gargulki. Nie trzeba było długo prosić, bowiem dziewczyna miała obok siebie cały stosik kuponów. Najwyraźniej nie miała, co z nimi zrobić. Wręczyła więc też jeden Monie i życzyła im obojgu miłego dnia. Jej głos świadczył o tym, że takowego nie miała. Pewnie zakolegowałaby się z Chrissy, barmanką z Convivium. Miały podobne temperamenty.

– Dobrze, kawa wypita, mamy kupon na kotleta, to co dalej? – uśmiechnął się do Mo. Zorientował się, że wspólne spędzanie czasu sprawiało mu mnóstwo radości. Takie głupie wypady były właśnie najlepsze.

!BINGO A2