Secrets of London
[Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy (/showthread.php?tid=5714)

Strony: 1 2


[Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Anthony Shafiq - 14.02.2026

—14/10/1972—
Anglia, Londyn
Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=4NM31xR.png]

Kwitnące irysy
U moich stóp -
Sandały sznurowane niebiesko.



Jonathana nie było.

Ukradła mu go sprawa, której aktualnie bardzo potężnie nienawidził.

Oczywiście zajął się swoimi sprawami. Oczywiście próbował znaleźć ukojenie w spotkaniach, dobrym winie i lekturze. Myśli jego nieuchronnie podążały w kierunku strachu, obawy, że ich poranne spotkanie było tym ostatnim.

Spotkania były bezowocne. Wino niedobre. Słowa rozmywały mu się przed oczyma i z trudem łapał na nich koncentrację.

W końcu wyciągnął szkatułkę z zestawem chronicznego bezsennika. Kołowrotek myśli był coraz trudniejszy do opanowania, wizje bolesnych doświadczeń, zranień i śmierci ukochanego przychodziły doń gdy zamykał oczy, echa nigdy niewypowiedzianych krzyków bólu i walki dochodziły jego uszu, gdy oczy miał otwarte.

Chciał przeklinać Jonathana, wdzięczny był jednak losowi, że teraz bardziej świadomie zmagał się z tą trudnością. Z resztą... wojna mocno stymulowała jego przesądność, więc absolutnie nie wypowiedział głośno żadnego złożeczenia.

Myśl jest tylko myślą. Zakwitłym w umyśle krokusem. Ale to on decydował gdzie podążą jego kolejne kroki. Ich kolejne kroki.

Z rozsupłanymi sznurowadłami u sandała...

Wybrał buteleczkę eliksiru nasennego i wypił ją w całości za jednym razem. Smakowała śliwkami.

Kto wybrał taki smak? Pewnie on sam. Marcepanowa woń osadzała się na wnętrzu nosa, a on dalej chciał myśleć o Jonathanie oczywiście, może tym razem tak, żeby mężczyzna żywy wychodził z jego wizji. Mogli robić tak wiele razem.

Ułożył się na łóżku, rozsmarowując po podniebieniu resztki posmaku ulepku kojarzącego mu się z ciepłą skórą ukochanego.

Mogli tak wiele. Mogli sięgnąć razem gwiazd.

Niech tylko wróci, a jutro...

!BINGO A5


RE: [Jesień 72, 14.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Pan Losu - 14.02.2026

Walentynkowe Bingo
adres pola: A5
wariant: 1
typ: prompt

„Jeśli cię zaraz nie pocałuję, wybuchnę.”

Myślałeś o tym cały dzień. Wmawiałeś sobie, że to napięcie przejdzie – wystarczy skupić się na pracy. Nie mogłeś wytrzymać... Chciałeś jak najszybciej znaleźć się obok! Kiedy tylko widzisz ukochaną osobę, od razu czujesz, jak wszystko w tobie drży. Jesteś tak pełen potrzeby bliskości, że czujesz się jak kielich przelany winem. To takie oczywiste, że łączy was miłość.


RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Anthony Shafiq - 12.03.2026

Noc była najgorsza.

Rwany sen, kadzidła nie zdały się na zbyt wiele, eliksir był zbyt słaby na lęk, na obawę, na niekończącą się spiralę koszmarów ukształtowanych lękiem o ukochaną osobę. Nie pamiętał nawet konkretnych obrazów. Tylko krzyk. Ogień. Drganie ciała wywijanego przeklętym crucio. Tortury. Krzyki.

Ból.

Poranek był najgorszy.

Zwlekł się z łóżka jeszcze przed świtem. Przekrwione oczy szybko dostały po kropli eliksiru, cienie pod oczami zamaskował ulubioną w ostatnim czasie maścią. Nie był w stanie jeść, ledwie przełknął kawę gorzką jak myśli, które nim owładnęły. Żadnych wieści. Żadnego słowa. Nic. Czekanie. Patrzenie na dokumenty i czytanie kolejny raz tego samego wiersza w dokumencie pozbawionym znaczenia, skoro Jonathan mógłby już nie żyć.

Czy jego towarzysze wiedzieli, żeby przekazać mu najgorsze wieści? Tyle, że Morpheus byłby tego świadom, ale pozostali?

Głowa nieustannie podsuwała wizje pogrzebu, zebranych żałobników, rozpaczliwe próby odegnania tej wizji tylko ją zaogniały w wewnętrznym konflikcie, w którym na nic się zdało przekonywanie siebie, że nie ma co płakać na śmiercią, która - bez potwierdzenia - była li tylko wytworem jego rozregulowanej wyobraźni.

Nieświadomość jest definicją szczęścia.

Ale wiedział. Wiedział i czekał. Czekał i wiedział.

Przedpołudnie było najgorsze.

Zaczął się modlić, pogardzając sobą w duchu, była to jednak ostatnia rzecz, którą mógł zrobić. Bardzo świadomie przekierowywał swoje myśli, co kosztowało go lwią część energii, na przyjemne aspekty tej relacji. Jeszcze jeden pocałunek. O nic więcej nie proszę. Jeden. Szansę na to by poczuć obok ciepło. Uścisk. Uśmiech. Jeden pocałunek. Nic więcej... – powtarzał w myślach palcami przewijając sznur smoczych pereł w cichej mantrze, która nie mogła być aż tak głupia skoro jakkolwiek tonowała jego defetystyczne myśli.

Nagle usłyszał dźwięk dochodzący z holu.

Poderwał się momentalnie z miejsca i ruszył do wejścia do swojego apartamentu.



RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Jonathan Selwyn - 15.03.2026

Był zmęczony. Obolały. Uratowali jedną osohę. Wyruszyli aby pomóc dwóm.
A jednak przez cały dzień, zanim nie udało im się uporządkować wszystkich spraw i wrócić do domu, jedna rzecz przodowała w ofiarowaniu mu pocieszenia – wizja, że jeszcze trochę i ponownie zobaczy się z Anthonym i oh jakże piękna była to wizja. Tak piękna, że od momentu gdy chwilę po świcie po raz pierwszy zakradła się do jego głowy na dłużej, już nie dała ani na moment o sobie zapomnieć. Chciał się już zaraz znaleźć obok niego. Pocałować. Usiąść w fotelu i delektować się widokiem jego oczu i barwą jego głosu. Po prostu być przy nim.
Nic więc dziwnego, że chociaż próbował pozostać skupiony to każda kolejna godzina dłużyła mu się coraz bardziej.
W końcu wrócił do Londynu.
Z wielkim bólem nie udał się od razu do Anthony'ego, jeszcze na chwilę zahaczając o swój własny dom, tak aby jak najszybciej tylko potrafił doprowadzić się do większego porządku.

Jeszcze chwila. Jeszcze tylko chwila, a już będzie przy nim. Jeszcze chwila i pokaże się przed nim cały, zdrowy (no tylko lekko posiniaczony) i zadba o to, aby mieli cały ten wieczór już tylko dla siebie.

I wreszcie... Wreszcie znalazł się w holu. I wreszcie zobaczył ponownie jego i na ten moment wszystkie inne kwestie dzisiejszego dnia przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Jonathan miał wrażenie, że coś w nim drżało, gdy z każdym krokiem zbliżał się do ukochanego, aż wreszcie chwycił go w swoje ramiona, przyciągnął do siebie i pocałował go próbując zawrzeć w tym geście jednym geście radość z okazji powrotu i przeprosiny że musiał go zostawić.
Mam nadzieję, że nie masz żadnych gości – wyszeptał z uśmiechem.


RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Anthony Shafiq - 15.03.2026

Nie sposób było inaczej wyrazić tego napięcia i rozpływającej się po ciele ulgi. Anthony przylgnął do mężczyzny, wpił się w niego, podobnie chcąc w tym jednym pocałunku wyrazić wszystko, co działo się podczas nieobecności Jonathana. Strach. Żal. Wściekłość. Nadzieję, kurczowo, wręcz desperacko trzymaną, tak jak teraz obiema dłońmi trzymał jego twarz w niemym dziękczynieniu za bezpieczny powrót.

Oddychanie?

Na cóż one komu, gdy to Jonathan był jego powietrzem. Jego życiem.

Jego miłością.

– Żadnych gości – odpowiedział cicho wpatrując się w ciepłe oczy swojego przyjaciela, wciąż tak blisko, jak blisko może być ćma płomienia. – Sami domownicy... – najprostsza z możliwych deklaracji. Tu nie było mowy o powolnym poznawaniu się, o wytyczaniu szlaków nowej znajomości, o niepewności jutrzejszego dnia. Wszystko albo nic.

Masz mnie całego, albo nie masz mnie wcale.

Przez myśl Anthony'ego, egoistyczną w swym szczęściu, przemknęło jednak zmartwienie. Brwi ściągnęły się w momentalnej trosce.
– Jesteś cały mój miły? – nie mógł przecież zapytać o szczegóły doświadczeń, nie mógł wiedzieć. Żadnych sekretów, ale cudze sekrety nie liczyły się do ich umowy. Zaufanie i czas, czas i zaufanie, przyjdzie jednak czas na licytacje, na negocjacje o zdobycie dostępu, zdobycie wiedzy pozwalającej oczom strachu nieco się zmniejszyć. Teraz liczyło się teraz, liczył się on, chyba cały, nadal cały.

Czy grzechem byłoby ucałować go raz jeszcze, skoro modlił się o jeden pocałunek?



RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Jonathan Selwyn - 15.03.2026

Uśmiechnął się jeszcze szerzej odgarniając z czoła Anthony'ego kosmyk włosów, który może nie wymagał koniecznie odgarnięcia, ale gest był zbyt kuszący aby go nie wykonać.
Doskonale – powiedział. – Czy rozumiem, że w takim razie mogę ci po prostu oświadczyć, że zostaję na noc i poprosić o romantyczną kolację?

Nie ukrywał pewnego błysku dyskomfortu kiedy Anthony spytał o to czy był cały.
Nie jestem w żadnym stopniu umierający mój drogi. Jedynie nieco obolały – oznajmił po czym po prostu odsunął się nieco i zaczął odpinać guziki granatowej koszuli na tyle tylko, aby lekko zsunąć materiał z lewego ramienia i pokazać sino-purpurowe ślady po "czułym" uścisku kamiennego przeciwnika. – Może masz jeszcze trochę tej cudownej maści na siniaki, o której wspominałeś? Pewien posąg postanowił mnie przytulić i no cóż... Zdecydowanie wolę twoje uchwyty, nawet te mocniejsze.

Ale to nie było przecież wszystko. W końcu nie to nakładało na niego tak silne zmęczenie tym niecodziennym weekendem. Ile tak naprawdę mógł powiedzieć Anthony'emu? Co zdradzić, a czego nie? Wątpił aby ogólnikowe powiedzenie czemu ostatecznie nie wszystko wyszło idealnie mogło jakkolwiek komuś zaszkodzić. Westchnął ciężko i z wciąż odkrytym ramieniem przytulił się do ukochanego zamykając w swoich objęciach główny powód jego dzisiejszych uśmiechów.
Ja... Hm... Dwójka naszych kontaktów, nikt kogo znasz, poszła badać pewne miejsce, które najwyraźniej ich przytłoczyło. Udało nam się uratować tylko jednego z nich.
Ledwo wypowiedział te słowa, a już poczuł się lepiej, bo przecież powiedział je Anthony'emu, a jak już wiedział, mówienie rzeczy Anthony'emu sprawiało, że wszystko było łatwiejsze.



!BINGO B5


RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Pan Losu - 15.03.2026

Walentynkowe Bingo
adres pola: B5
wariant: 1
typ: zdarzenie

Pociąg kołysze się jednostajnie, a ty wpatrujesz się krajobraz przesuwający się za oknem. Rozmowa ucichła już dawno, a jednostajny oddech twojego partnera utwierdzał cię w przekonaniu, że śpi. I nagle poczułeś ciężar – jego głowa opada na twoje ramię. Podobno bycie czyjąś poduszką jest największym zaszczytem. Poruszysz się, kiedy zdrętwieje ci ręka?


RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Anthony Shafiq - 16.03.2026

Monotonny dźwięk przesuwającego się po torach pociągu.

Zaciągnięte story jednego z przedziałów Hogwardzkiego Expressu.

Byli tam we czwórkę, jak zawsze, ale Jonathan przesadził z eliksirem uspokajającym i opadł na antoniuszowy bark, traktując go jako pochudłą, wiktoriańską poduszkę, która sapnęła gniewnie przerzucając kartkę w najnowszym podręczniku do starożytnych run, ale nie przesunęła się ani o cal.

Nawet gdy ramię ścierpło.

Teraz cierpło mu serce, gdy Jonathan całkiem świadomy oparł głowę o niego, nie dając mu nawet czasu, by mógł dokonać inspekcji obrażeń i zarządzić natychmiastowe nimi zaopiekowanie.

Z większa troską, z większoą czułością podszedł do Jonathanowej duszy, równie posiniaczonej, a trudniejszej do opatrzenia.

Maść na duszę. Czemu alchemicy nie pracowali nad tym?

– Przykro mi kochany – wyszeptał w jego włosy, obejmując go łagodnie i gładząc plecy kojącymi gestami. Przez ułamek sekundy wyrzucał sobie swoją samolubność w obawie o Jonathana, w której jednak centrum było jego złe samopoczucie, szybko jednak tę energię postanowił przekuć w stanie się nieco bardziej miękką poduszką. Nie miał balsamu na duszę.

Nie wszystkie problemy załatwisz pieniędzmi.

Powiedział mu Somnia podczas wróżby i Anthony wiedział, że to prawda, ale...

– Może w takim razie Little Hangleton? Rano zorganizowałem mojej rodzinie wycieczkę po szkockim zamku szczęśliwie bez mojego udziału. Podbijam stawkę Jonathan. Romantyczna kolacja i basen pełen ciepłej wody i Twojego ulubionego olejku z dużą, bardzo dużą ilością piany. – Odsunął się tylko trochę, tak, aby móc znaleźć jego oczy, wyłuskać choćby cień uśmiechu, ucałować krzywiznę warg w cichej zgodzie na wspólny czas. I tak. Sam czuł tę różnicę, ten moment kiedy Jonathan mógł powiedzieć mu, że było ciężko, a nie chować się samotnie w domu byle tylko Anthony nie zobaczył stłuczeń. Byle nie zadał o jedno pytanie za dużo.



RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Jonathan Selwyn - 17.03.2026

Mi też – wymamrotał, dając się objąć ukochanemu. Kiedyś zasnął oparty o jego ramię w pociągu, a kiedy na moment obudził się przez gwałtowniejszy podskok pociągu, bezczelnie, i bez zbyt dużej przytomności wciąż sennego umysłu, pozostał na swojej wiktoriańskiej poduszce i po chwili ponownie zasnął przytłoczony środkiem nasennym. Oczywiście nigdy nie przyznał się do tego zbyt zawstydzony tym jak półspiąca głowa odmówiła ruszenia się z miejsca.
Teraz jednak, chociaż jeszcze tego nie zrobił, nie miałby problemu, aby zabrać głowę, bo doskonale wiedział, że mógł położyć ją tam znowu w każdej chwili. Teraz też chociaż sytuacja była bardziej bolesna, niż przejażdżka pociągiem, Anthony sam sobą koił jego nerwy lepiej, niż jakikolwiek eliksir. Przez chwilę wdychał jego zapach, skupiając się tylko na tym momencie, aż wreszcie, gdy Anthony się odrobinę odsunął, na jego twarzy pojawił się uśmiech. Udało mu się. Przynajmniej trochę odsunął jego myśli od niedawnych zdarzeń, nawet jeśli ten szkocki zamek brzmiał niezwykle ironicznie.
Hm... Pomyślmy. Odniosłem rany bojowe, więc chyba zasługuję na romantyczną kolację, ciepłą wodę i to abyś lotem pozwolił mi wetrzeć sobie wcierkę do włosów – powiedział ponownie narzucając rękaw na ramię.


RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Anthony Shafiq - 18.03.2026

Czuł ciężar jego żalu. Czuł jego smutek, rozgoryczenie zaszyte w spiętych mięśniach, które powoli odkrywały, że nie muszą być napięte. Jak móc dźwigać coś tak ciężkiego, ale też niewidzialnego? Jak można zdjąć z barków, chociaż trochę, troszeczkę, by przynieść ulgę, otrzeć pot i łzy z ukochanej twarzy.

Jak?

Zatrzymał jego gest zasłaniania odbarwionej skóry. Odetchnął niespiesznie wpatrując się w niego, w łagodność, we wrażliwość, w lekko przygaszony blask połowicznego tylko powodzenia. Połowicznej porażki.

- Romantyczna kolacja, ciepła woda, pozwolę wetrzeć sobie wcierkę do włosów, a Ty pozwolisz sobie na bardzo powolny i dogłębny masaż dłoni. - Opuszki delikatnie łaskotały odsłanianą na powrót skórę, gdy materiał koszuli wracał ponownie poniżej lini barku. Anthony pochylił się do wspomnienia nieprzyjemnego uścisku. Walka z magicznymi posągami! Nie mieli tam żadnych wykwalifikowanych wojowników od brudnej roboty? Jonathan był istotą stworzoną do wyższych celów, był strategiem, zarządzał kapitałem ludzkim a nie…

Wargi miękko odcisnęły się na siniaku. Pocałunek jak okład, ożywczy balsam. Jeden, drugi… kolejny. Nie był maścią, ale Anthonemu zależało, żeby Jonathan czuł. Żeby wiedział. Każda jedna blizna. Każda rana. Nie musisz ich ukrywać miły… Jestem tu by je widzieć. By znać Twój wkład i wielbić go tak długo jak tylko mi na to będziesz pozwalał.