Secrets of London
[21.10.1972, Knajpa w dokach] Tylko tyle i nic więcej - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+---- Dział: Docklands (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=121)
+---- Wątek: [21.10.1972, Knajpa w dokach] Tylko tyle i nic więcej (/showthread.php?tid=5719)



[21.10.1972, Knajpa w dokach] Tylko tyle i nic więcej - Cassandra Cavendish - 14.02.2026

Od czasu do czasu lubiła tu zaglądać. Co prawda, nie pasowała do doków - wydawała się na to miejsce zbyt delikatna, zbyt nierealna - ale nie przeszkadzało jej to, a zdanie innych miała całkowicie gdzieś. Według tych samych osób nie pasowała także na aurora i to z tych samych powodów. Na szczęście, mogła stanowić sama o sobie, dzięki czemu siedziała obecnie w tej małej, ale bardzo przytulnej knajpce i tak samo, jak zawsze podziwiała malunki wzburzonych fal na ścianach. Podobał jej się ten efekt, przez który wydawało się, jakby siedziała na pokładzie statku i patrzyła na morze szalejące za burtą.

Przychodziła tutaj, bo jedzenie było pyszne i świeże. Ryby zawsze smakowały tak, jakby zostały przyrządzone w najwykwintniejszych restauracjach. Rumu nie próbowała, nie przepadała za tak mocnym alkoholem, ale wiele razy słyszała, że jest równie wymienity. I dzisiejszego popołudnia znalazła się tu wyłacznie dlatego, że w porze obiadowej poczuła chęć na smaczną rybę. Kto więc mógł jej zabronić spaceru nad Tamizę, a później ulokowania się przy stoliku pod ścianą?

Czekając na swój zamówiony posiłek, przyglądała się ścianom, a jej myśli mimowolnie uciekły w stronę Dægberhta. On sam przypominał jej właśnie morze - nigdy nie było wiadomo, na co się trafi. Wiedziała, że mężczyzna był całkowicie zmienny, raz z chęcią zagłębiający się w jej towarzystwo, a raz szukający wyłącznie samotności. A mimo to, w tym wszystkim, zawsze pozostawał sobą i nie dawał się ujarzmić w żaden sposób. Być może to ją właśnie tak fascynowało? A może zwyczajnie mężczyzna jej się podobał i dopisywanie do tego innych teorii było głupimi próbami usprawiedliwienia się? Nie umiała rozwikłać tego mętliku, który od pewnego czasu siedział jej w głowie.

Gdy dostała herbatę, objęła kubek dłońmi i zamyśliła się, wpatrzona w jego zawartość. Może powinna napisać? Zwyczajnie zapytać, jak się czuje i czy takie omdlenia jeszcze mu się zdarzyły? Chociaż było to jedno popołudnie w towarzystwie Flinta i herbaty, to zapamiętała je bardzo dobrze. Tylko jakoś... Minęło całkiem sporo czasu, głupio chyba było się tak nagle odzywać. A może nie? Herbata nie odpowiedziała w żaden sposób na jej myśli, ale pozwoliła na odrobinę spokoju, gdy tylko upiła łyk ciepłego napoju.

!BINGO C1


RE: [21.10.1972, Knajpa w dokach] Tylko tyle i nic więcej - Pan Losu - 14.02.2026

Walentynkowe Bingo
adres pola: C1
wariant: 1
typ: zdarzenie

Dostałeś w pracy dwa bilety – być może w ramach „uznania za wybitnie wypełnione raporty”, a może to klient użył go jako formy napiwku. Podejrzewałeś, że to próba pozbycia się nadmiaru wejściówek kiedy zorientowałeś się, że to bilet do mugolskiego kina! I to na jakiś wyciskacz łez...! Kolega zaoferował, że chętnie zamieni się na bilety do czarodziejskiego teatru... Masz ochotę zabrać gdzieś swoją drugą połówkę? Liczycie na wzruszenie, śmiech, czy na to, że światła zgasną na tyle długo, by spleść dłonie w półmroku?


RE: [21.10.1972, Knajpa w dokach] Tylko tyle i nic więcej - Dægberht Flint - 20.02.2026

Potrzeba było wielkiej charyzmy, aby przebić się przez szum i zgiełk portowych knajp, a ta należąca do rodziny Flint skupiała w sobie najweselszych, ale i najgłośniejszych ludzi po tej stronie Tamizy. Dægberht Flint, z całym wachlarzem wad i niepewności, jakie wnosił w życia innych, był również dokładnie tym człowiekiem, na widok którego szanty cichły, a muzyka zdawała się nagle grać w rytym jego kroków. Nie był ani właścicielem, ani dzieckiem właścicieli, ale wszedł tu jak do siebie i wszyscy wokół zachowywali się tak, jakby brak przywitania z młodym jegomościem miał być zniewagą gorszą niż wejście w kapciach do meczetu. On zaś, na wszelkie powitania i gwizdnięcia reagował dokładnie tak, jak powinien zachować się najważniejszy człowiek w okolicy - zagadując, uśmiechając się i słuchając tak dużej liczby zaczepek, że nim znalazł się przy barze i ciotka napełniła jego szklankę, minęło dobrych kilkanaście, może i z dwadześcia minut.

Przez cały ten czas, Flint błyszczał. Miał swój urok. Piękno, w którym chciało się zatopić duszę i zęby, chociaż to co robił i mówił czyniło go trzepoczącą na wietrze, czerwoną jak diabli flagą. Nie powinno to aż zanadto dziwić - kto normalny brałby się z taką powagą za poezję? Nikt. Tego typu artyści, szczególnie mężczyźni, zachowywali się w sposób sugerujący, że świat był zabawką w ich palcach.

Stał tam, wsparty o blat kontuaru i zagadywał kobietę polerującą kubki. Roześmiany, umaczał usta w czerwonym winie i opowiadał jakąś historię. Gestykulował przy tym rękoma, jakby opowiadał coś wyjątkowo porywającego, ale w rzeczywistości dzielił się niewyobrażalnie nudnym narzekaniem na proces naprawienia elementów dopiero co kupionej łodzi. Najwyraźniej nie dogadał się ze szkutnikiem.

Jak się z tego ciotce wyspowiadał, jego wzrok przesunął się po zgromadzonych w sali. Najwyraźniej, sądząc po posyłanych tu i ówdzie uśmiechach, stałych bywalcach Docklands. Kiedy pomiędzy znanymi twarzami dostrzegł burzę rudych włosów, uśmiech ten momentalnie pobladł, a później rozpalił się na nowo, w sposób niewidoczny wcześniej. W przeciwieństwie do niej, oporów nie miał. Zabrał to wino i ruszył w kierunku jej stolika, zgrabnie wymijając biodrami odsuwające się krzesło, które omal w niego nie przygrzmociło.

- Panna Cavendish~! - Rzucił śpiewnie, zbliżając się. - Może mógłbym się dosiąść?

Odurzonego chłopaczka już przed nią nie było. To był coraz sławniejszy wagabunda, w całej swojej ekstrawertycznej osobowości. Ewidentnie nią zainteresowany. Zapewne nie pierwszy i nie ostatni facet, który chciałby poszukać szczęścia w objęciach filigranowej Aurorki, a jednak ani trochę nie pozbawiony pewności siebie.