Secrets of London
[30.09.1972] Tear me apart | Primrose, Olivia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Lecznica Dusz (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=156)
+---- Wątek: [30.09.1972] Tear me apart | Primrose, Olivia (/showthread.php?tid=5730)



[30.09.1972] Tear me apart | Primrose, Olivia - Olivia Quirke - 15.02.2026

30 września 1972
Lecznica Dusz, południe

Olivia siedziała w poczekalni, zaciskając dłonie na materiale spodni. Były znoszone, lecz nie brudne. Większość jej ubrań spłonęła podczas Spalonej Nocy, a chociaż otrzymała pomoc od ludzi, z którymi była blisko: nie chciała nadużywać ich dobrej woli. Nie chodziła w szatach czy sukienkach, a ubrania, które miała obecnie na sobie, były typowo mugolskie. Aktualnie posiadała w swojej szafie zaledwie dwie pary spodni, kilka par gaci, jeden stanik i trzy swetry. Koszulka, którą miała na sobie, była ewidentnie nie na jej rozmiar - bez dekoltu, bez dopasowanej talii, za duża, bura. Takich T-shirtów miała kilka sztuk. Pewnie minie dłuższa chwila, gdy zdecyduje się kupić coś lepszego. Mimo wszystko była czysta, a włosy miała uczesane i pachnące. Rude pukle były związane w wysoki koński ogon. Torebka, którą położyła obok krzesła na podłodze, była przetarta w wielu miejscach. Na pierwszy rzut oka nie wyglądała na osobę zamożną (a to ci nowina), ale prawda była taka, że niewiele różniła się od ludzi, którzy kręcili się obecnie po Lecznicy. Ba, wyglądała nawet od nich nieco lepiej, bo nie płakała, nie trzęsła się i nie wodziła rozbieganym wzrokiem po pomieszczeniu. Grzecznie czekała na swoją kolej, chociaż gdy dowiedziała się, że będzie ją przyjmować ktoś z nazwiskiem Lestrange, mimowolnie zadrżała.

Może to wcale nie był dobry pomysł? To był potężny ród czystokrwisty i samo uświadomienie sobie tego faktu sprawiało, że czuła się niekomfortowo. Sama była czystej krwi, ale pamiętała spotkanie z Louvainem w Hogwarcie. Z drugiej strony wiedziała, że Victoria Lestrange była przyjaciółką Brenny, więc... Może ta cała Primrose nie będzie taka zła? Może będzie bardziej Victorią niż Louvainem? W końcu gdyby nie była przynajmniej stonowana w swoim zachowaniu, to nie pracowałaby tutaj, prawda?

Olivia westchnęła, odgarniając rude kosmyki grzywki z czoła. Musiała się tym zająć, musiał jej ktoś pomóc. Nie mogła wiecznie oglądać się przez ramię, musiała zmierzyć z tą traumą.

@Primrose Lestrange

!Strach przed imieniem


RE: [30.09.1972] Tear me apart | Primrose, Olivia - Pan Losu - 15.02.2026

Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Kiedy znów przyjdzie dzień sądu, klęknijcie przede mną, albowiem jestem początkiem lepszej drogi..


Olivia Quirke - Primrose Lestrange - 30.03.2026

Primrose Lestrange zdecydowanie nie była taka zła, na jaką mogłoby malować ją nazwisko noszone przez w większości śmierciożerczą rodzinę. Była jednak taka zła, na jaką mogło malować ją małe doświadczenie w zawodzie uzdrowiciela. Nie, nie była uzdrowicielką beznadziejną. Zresztą, naprawdę niewielu uzdrowicieli zdołałoby tak szybko i dobrze opanować sztukę hipnozy (chociaż Lestrange zarzekałaby się pewnie, że to zasługa jej wybitnego nauczyciela), więc już samym tym talentem (jakże dla Olivii teraz cennym!) wybijała się ponad innych. Niestety... była przy tym straszną histeryczką. No bo co... jeśli leczenie pójdzie nie po jej myśli? Co wtedy...? Czy na pewno powinna pracować sama? Niby ukończyła magisterium, odbyła pełny staż, dodatkowe kursy, miała za sobą szereg udanych terapii, ale...? Żadnego mistrza? Nikt nie trzymał jej za rękę?

Kobieta głęboko odetchnęła. Przedostatni pacjent opuścił pomieszczenie, a ona pożegnała się z nim uprzejmie, założyła eleganckie okularki i sięgnęła po kartę ostatniej dzisiejszej pacjentki, jaką miała przyjąć na dyżurze. Olivia Quirke – ładne imię, ale jakże smutna historia. Jeszcze miesiąc temu zdarzenia tego typu głęboko ją poruszały, dzisiaj wydawało jej się jednak, że nabrała... znieczulicy? Jak inaczej nazwać stan, w którym myślami zamiast empatyzować z młodą czarodziejką z traumą po zamachu, porównywała ten przypadek do dziesiątek innych i klasyfikowała go jako łatwą diagnozę? Na tyle łatwą, że nie będzie musiała stukać młoteczkiem nasilającym omamy, a to bardzo dobrze, bo poranny pacjent w szale cisnął rano zaklęciem ognistym w półkę za jej plecami i przypalił grzbiet jednej z książek. Lestrange niekoniecznie się tym przejęła, bo nie trafił jej w twarz i panika zdążyła przejść jej całkowicie mniej-więcej w porze lunchu.

Zapraszam. Panno Quirke? – Krzyknęła zza drzwi uchylonych różdżką, układając stosik pergaminów w przygotowanym do tego pojemniku.

Primrose była wysoką, ale bardzo filigranową kobietą ubraną w charakterystyczne dla uzdrowicieli szaty. Długie, piękne włosy upięła w elegancki kok spięty złotą spinką. Okulary na czubku jej nosa posiadały łańcuszek z delikatną ozdobą – jakby siedziało na niej stado miniaturowych, metalowych motylków.

Proszę usiąść – powiedziała, usilnie ignorując fakt, że kojarzyła ją ze szkoły – miałam już wgląd w kartę pacjenta, ale potrzebuję usłyszeć z panny ust co dokładnie jej dolega.