Secrets of London
[Jesień 72 24.09, Snowdonia | Erik & Anthony] Noc wyciąga łapę - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125)
+--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126)
+---- Dział: Snowdonia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=132)
+---- Wątek: [Jesień 72 24.09, Snowdonia | Erik & Anthony] Noc wyciąga łapę (/showthread.php?tid=5786)



[Jesień 72 24.09, Snowdonia | Erik & Anthony] Noc wyciąga łapę - Anthony Shafiq - 28.02.2026

—24/09/1972—
Anglia, Snowdonia
Erik Longbottom & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=K63PecU.png]

Noc wyciąga łapę
Gwiazdy lecą z wora
To najlepsza pora
By się z czymś uporać

Wiatr latarnie drapie
Śmierć zatacza koło
Będzie niewesoło
Gdy wróci jak gołąb



Wesel trawało kolejny dzień, Anthony czuł rozrastające się w piersi zmęczenie całym tym spędem. Z jednej strony czystokrwista impreza, która w pełni oddawała się pachnącej kurzem, czy w tym momencie trawą, pieczystym i alkoholem, tradycji. Z drugiej strony plener pod koniec września, otoczenie pełne zwierząt i robactwa... Czy nie wystarczył fakt, że przez całą zabawę towarzyszyło mu pytanie, który z gości podczas spalonej nocy założył złowróżbną maskę i palił to na co pracowali pozostali?

Widok Erika, bardzo świeżego w stosunku do gości, którzy eliksirami zaleczali zmęczenie minionego wieczoru, przywołał łagodny uśmiech na eleganckiej twarzy. Nie był to uśmiech pozbawiony smutku, żałoby za relacją, której nogi na angielskiej ziemi okazały się zbyt krótkie, ale i ulgi, że pan detektyw ósmego września nie wyzionął ducha wśród gruzowiska miasta, czy rodowej rezydencji.

Przez lata udawali na tego typu imprezach, że nie znają się zbyt dobrze.

Teraz jednak Shafiqowi łatwo przyszła decyzja o tym, żeby z kieliszkiem wina podejść do rozglądającego się po otoczeniu mężczyzny.

– Dobrze Cię widzieć, – zaczął nieco niezręcznie, bo nie widzieli się od czasu tej rozmowy, która przekreśliła podejmowanie kolejnych prób. Nie spodziewał się go zobaczyć ubiegłej nocy, przez wzgląd na oczywistą niedogodność terminu i pełni lśniącej podczas ślubu nad ich głowami. Z drugiej strony nie był pewien jak układało się Erikowi i już nie pannie Yaxley, skoro tak właśnie dobrała datę, żeby Erika nie mogło na niej być. Może to było celowe działanie, by nie podsycać plotek? By nie odwracać uwagi.

Fakt, że podejrzewał ich o planiowanie ślubu wydawał mu się obecnie nieśmiesznym żartem.

– Jak samopoczucie? – zapytał upijając czarne wino ze swojego kieliszka, śledząc uważnie twarz rozmówcy, z przykrością odnajdując ciężar ostatnich dni w przystojnej twarzy. – Rozpoczęliście już remont Warowni? Gdzie się teraz podziewasz? – kolejne pytania. Zaproponował pomoc, ale została ta propozycja uprzejmie odrzucona. Właściwie nie dziwił się temu. Sytuacja była delikatna, nawet jeśli w obu - jak przypuszczał - pozostało mniej rozgoryczenia, a więcej życzenia szczęścia temu drugiemu. Zbudowanie jednak nici przyjaźni i jakiegokolwiek zaufania w tej materii wymagało czasu i wysiłku. Czy dysponowali tym wobec wszechogarniającego kryzysu?
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=b2qK8f7.png[/inny avek]


RE: [Jesień 72 24.09, Snowdonia | Erik & Anthony] Noc wyciąga łapę - Erik Longbottom - 28.02.2026

Stan innych gości wesela zdecydowanie ułatwiał Erikowi wtopienie się w tłum, po tym, jak nie pojawił się na poprzednim dniu uroczystości. Liczył, że uda mu się jakoś zrewanżować parze młodej. Może dobrym prezentem? A kto wie, może zobowiązanie się do pojawienia się na próbę na spotkaniu klubu Artemis okaże się wystarczające? Pokręcił powoli głową, przyglądając się kolekcji win udostępnionej przy barze. Wiedział, że zrozumieją. A na pewno Geraldine zrozumie; w końcu wiedziała, że z pełnią nie było żartów, nawet jeśli zażywał od lat Eliksir Tojadowy.

Zagubiony pośród własnych myśli, dopiero po dłuższym czasie zauważył, kto się do niego zbliża. Na dźwięk znajomego głosu mimowolnie się spiął i wyprostował plecy. Przez chwilę milczał, nie wiedząc, czy spodziewać się czegoś jeszcze po tych prostych słowach powitania. Odwrócił się powoli w kierunku Anthony'ego.

Aha. — Pokiwał powoli głową, obracając między palcami nóżkę pustego kieliszka. — To znaczy, ciebie też miło wiedzieć. — Kolejna pauza, której towarzyszyło na wpół przytomne spojrzenie. — Wybacz. Dalej jestem nieswój, powinienem trochę... dłużej odpocząć, ale... I tak jestem mocno spóźniony po wczoraj.

Nafaszerowanie eliksirami mogło pomóc, ale zmęczenie koniec końców go dopadnie, a wolałby nie przysnąć w południe na jakiejś leżance w bocznym namiocie. Skoro ominęły go wczorajsze zabawy, to planował nieco nadrobić stracony czas. Anthony zaś był... inną kwestią. Finał ich ostatniego spotkania nie należał do najprzyjemniejszych, ale cóż - życie musiało toczyć się dalej. Przynajmniej byli względem siebie szczerzy. Oczywiście, Erik wolałby przejść z tym wszystkim do porządku dziennego w innej atmosferze - takiej pozbawionej wydarzeń pokroju Spalonej Nocy, ale obecnie było to niemożliwe. Byli na to skazani, bo w takim świecie obecnie żyli. A Merlin jeden wiedział, że teraz chyba każdemu przydałaby się chwila odpoczynku.

W posiadłości rzecz jasna — rzucił niespiesznie, zerkając pytająco w stronę Shafiqa. — Jestem potrzebny w Dolinie, więc trzymam się rodzinnych stron na tyle ile to możliwe. Przynajmniej na razie.

Miał szukać jakiegoś zajazdu? Przenieść się do Jeleniej Góry? Szukać lokum w Londynie, dopóki Warownia nie wróci do odpowiedniego stanu? A może przenieść łódkę z londyńskiej przystani gdzieś bliżej rodzinnej wioski? To w sumie nie byłby taki zły pomysł, pomyślał przelotnie, przypominając sobie wcześniejszą rozmowę z Millie. Pokręcił powoli głową. I tak czuł, że był potrzebny na miejscu, w okolicy Warowni. Może nie nadawał się do prac remontowych, które wymagały splatania specjalistycznych zaklęć odnawiających, ale starał się pomagać, jak tylko mógł.

Wiedział też, że nie mógł spędzać całego czasu poza pracą w Dolinie. Nie mógł obsesyjnie doglądać prac, bo się wykończy, a też nie był jedynym mieszkańcem rezydencji. Każde z nich miało pełne ręce roboty, ale miało też czas, aby móc się w każdej chwili zorientować, co się dzieje na terenie posiadłości. A powrót na łono socjety był nieunikniony. Wizyta na weselu Geraldine i Ambroise'a była dla Erika swego rodzaju preludium do pojawianie się w The Globe. Westchnął przeciągle. Miał pewne obawy co do tego wyjścia.

Renowacje zaczęliśmy praktycznie od razu — kontynuował, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo zmęczyła go ta cała sytuacja związana z Warownią. Czy był sens to ukrywać? Pod tym względem akurat chyba łatwo było go przejrzeć. Zwłaszcza ledwie kilka tygodni po tym wypadku. Rozejrzał się na prawo i lewo, po czym, zauważając brak dostępnej obsługi w pobliżu, sięgnął po jedną z butelek wina wystawionych dla gości. — Budynek nie wygląda idealnie, ale nadaje się do zamieszkania. Nie było sensu czekać czy szukać czegoś na przeczekanie. Liczę, że na Yule wszystko będzie w stu procentach jak dawniej nawet wewnątrz. Kto wie, może nawet piwnice przejdą odnowę. Może nawet odzyskam całą swoją szafę do tego czasu.

Uśmiechnął się nieco wymuszenie, wypełniając swój kieliszek mniej więcej do połowy. Butelkę pozostawił na ladzie barku, zauważając, że Anthony również przybył do niego z własnym napitkiem. Kto wie, może jak skończy, to sięgnie po wybrany przez Longbottoma trunek. Pociągnął łyk, pozwalając, aby krwistoczerwony płyn rozpłynął się po jego gardle. Wino było słodkawe, ale nie nazwałby go w pełni słodkim. Miało odpowiedni balans.

Co sądzisz o przyjęciu? — spytał, rozglądając się dyskretnie na prawo i lewo. — Główna część mnie niestety ominęła. Sądząc po stanie, co poniektórych gości nie wiem, czy to dobrze czy źle.  — Uśmiechnął się, ponownie podnosząc kieliszek do ust. — Mam nadzieję, że jak do tej pory dobrze się bawiłeś. To dobra odskocznia po ostatnich wydarzeniach.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Kość na Spaloną:
!Strach przed imieniem
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NDZ0t2z.png[/inny avek]


RE: [Jesień 72 24.09, Snowdonia | Erik & Anthony] Noc wyciąga łapę - Pan Losu - 28.02.2026

Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Strach jest prawem, które ustanawiam, i niech każdy drży, bo drżenie jest uznaniem mojej potęgi..


RE: [Jesień 72 24.09, Snowdonia | Erik & Anthony] Noc wyciąga łapę - Anthony Shafiq - 12.03.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=b2qK8f7.png[/inny avek]
Anthony nie mógł rozstrzygnąć, czy to dobrze, że otaczał ich tłum, czy jednak tę rozmowę powinni przeprowadzić w o wiele bardziej kameralnej sytuacji, w której okazywanie uczuć, zwłaszcza tego rodzaju uczuć nie byłaby jakkolwiek napiętnowana.

Nie miał problemów, by dostrzec napięcie w ciele swojego rozmówcy. Nie miał problemów by wyczuć niezręczność tej rozmowy. Oczywiście, tyle lat udawali przed tymi wszystkimi ludźmi, że nie znają się zbytnio, gdy teraz, dość otwarcie, dość celowo, dość jednoznacznie Anthony zainicjował rozmowę. Teraz, gdy nie było już czego właściwie ukrywać.

– Nie mam czego Ci wybaczać Eriku, to przecież oczywista sprawa, zważywszy na okoliczności... na kwadrę. – Dodał, choć było to dwuznaczne, by za księżycem schować całą resztę okoliczności, które mogły dociążać Erikowe barki. W normalnych okolicznościach odpuściłby po tym pierwszym zdaniu. W normalnych okolicznościach nie naciskałby, życzył pomyślności, wzniósł toast za młodą parę i odszedł.

W normalnych okolicznościach...

...nie zależałoby mu tak szalenie na tym, aby Erik wiedział i czuł, że choć sprawy nie ułożyły się tak jak może by tego sobie życzyli, to ma w nim przyjaciela i wsparcie.

Skinął głową słuchając tego o czym opowiadał mu Erik, a co poniekąd wiedział z krótkich ale nader treściwych rozmów z Morpheusem. Wieszcz jednak ze zrozumiałych powodów nie rozwodził się nad stanem bratanka. Ścieżkę po te informacje Anthony musiał wydeptać sam.

– Jesteś potrzebny to prawda. – Dziedzic. Nowe pokolenie. Chłopiec który przeżył wilkołaczy atak. Symbol. Wątpił aby Longbottom w ten sposób odczytywał swoje istnienie i swoją obecność w Dolinie, ale Anthony zwykł nawet w przyziemnych działaniach szukać wielkich opowieści, narracji, za którymi podążyłyby tłumy. Erik - mimo pełni, mimo przygaszenia, miał w sobie wewnętrzny blask. Żeby jeszcze potrafił podejść do niego narzędziowo i umieć go wykorzystać... – Wiesz, myślałem dużo o Dolinie i o tym, że Ministerstwo głównie swoje działania koncentruje na Londynie. Spotkałem się już z paroma osobami w tej sprawie, Bott, to jest nazwisko, które z pewnością kojarzysz, próbuję też łapać pannę Prewett i kilka innych osób, które... którym leży na sercu dobro Doliny. Tak jak Tobie. Jak nam. – Odchrząknął. – Chciałbym spróbować zrobić tak, żeby nie tylko Twoja szafa była do tego czasu w lepszym stanie niż wcześniej. Chciałbym spróbować podnieść z popiołów całe miasto i liczę... liczyłem... – Umilkł, zapodziany w niezręczności tego pytania, nieco bojąc się reakcji Erika, który mógłby to wszystko przecież w zmęczeniu zrozumieć zupełnie opatrznie.

– Przyjęcie jak przyjęcie. Bawię się wybornie jak zawsze. – skwitował płasko, sącząc swoje bardzo wytrawne wino. Był w pracy. Jak zawsze. Na zawsze. Odpoczynek mogła mu przynieść książka i kieliszek wina owszem, przy kominku, w rezydencji, kiedy jego matka z piekła rodem (a konkretniej z księgozbioru Parkinsonów) w końcu powróci do Egiptu. – Ale Twoja przyjaciółka prezentowała się wybornie. Bardzo tradycyjny ślub muszę przyznać. Poza plenerem pod koniec września i rozpalaniem ogniska za pomocą łuku obyło się bez większych kontrowersji – zrelacjonował mu zgodnie z życzeniem.

A potem to się wydarzyło i wszystkie te słowa przestały mieć znaczenie.

– Erik..? Erik! – odłożył własny kieliszek i wyjął z dłoni rosłego detektywa jego własny. – Co się dzieje?! – dopytywał, czując bezsilność wobec narastającej paniki. A potem padły słowa. Obce. Wymuszone. – Na bogów... masz to samo co Bott! – Klątwa? Opętanie? Przygryzł mocno policzek, aż poczuł metaliczny smak krwi. DLATEGO trzeba uczyć się właśnie oklumencji! Nie był to jednak czas na wykład, na trwonienie słów na wyrzuty. Po doświadczeniach z cukiernikiem i restauratorem, wiedział, że atak równie nagle co przychodzi to odchodzi. Dlatego więc śmignięciem palca, zdarł ze znajdującego się opodal stolika obrus, aby naczynia znajdujące się na nim z impetem poleciały na ziemię wzbudzając więcej zainteresowania w ludziach, aniżeli ta chwilowa niedogodność Longbottoma. Poltergeist! - krzyknął ktoś, gwarantując im chwilę spokoju z dala od zaniepokojonych, lub - co gorsza - ciekawskich spojrzeń.
Zaraz potem pospiesznie nalał Erikowi wody i niemal wmusił ją w niego, aby przepłukał gardło po tym obrzydlistwie.
– Czy mam załatwić Ci hipnotyzera? – Sam wzdrygał się przed korzystaniem z usług tego typu osób, ceniąc wspomnienia - nawet najbardziej traumatyczne - za swoją niezbywalną własność. W stosunku do Erika jednak (i wszystkich pozostałych) miał całkiem odmienne zdanie. Tak przecież nie dało się funkcjonować!

bezróżdżkowa | drobny lęk: przejęcie kontroli



RE: [Jesień 72 24.09, Snowdonia | Erik & Anthony] Noc wyciąga łapę - Erik Longbottom - 21.03.2026

To bardzo szlachetne z twojej strony — mruknął Erik, słysząc o planach wsparcia Doliny Godryka po fali pożarów. — Chociaż też nieco zaskakująco. Czy Little Hangleton również nie ucierpiało podczas Spalonej Nocy? Większość ludzi skupiłaby się na pomocy najbliżej swojego miejsca zamieszkania. Solidarność sąsiedzka. I tak dalej.

Nie próbował kwestionować motywów Anthony'ego. Uważał, że znał go wystarczająco dobrze, aby stwierdzić, że ma serce po właściwej stronie. Nie wiedział jednak, co konkretnie zdecydowało za tym, aby próbować wesprzeć akurat Dolinę. Może obecne miejsce zamieszkania Shafiqa faktycznie ucierpiało mniej? A może wynikało to z jego powiązań z tym miejscem? Ze znajomości z Longbottomami i innymi znajomymi mieszkającymi w tym miejscu? Erik westchnął cicho.

W jednym na pewno masz rację — rzucił po chwili. — Ministerstwo Magii nie wesprze takich działań zbyt mocno na tym etapie. Ministra jest zobligowana do tego, aby zabezpieczyć Londyn, bo dosłownie zapłonęło jej własne podwórko. — Skrzywił się lekko na tę słowa. Czasami krytyka Ministerstwa przychodziła mu z trudem. — Dopóki tego typu incydenty miały miejsce z dala od stolicy, mogli sobie pozwolić na długotrwałe operacje, a teraz pewnie większość środków idzie na to, aby jak najszybciej stworzyć jakąś tarczę dla miasta.

Przykładem ciągnącej się operacji były, chociażby oficjalne działania na terenie Polanie Ognisk. Niedługo miało minąć pół roku, odkąd zasiedli tam Niewymowni. I co z tego właściwie wyniknęło? Czy dokonano jakiegoś przełomu? Sprawa po prostu ciągnęła się do przodu w swoim tempie, o którym wiedzieli nieliczni. A skoro sprawa Widm nie była na tyle nagląca dla służb, to czemu dokonanie napraw po pożarach miałoby poruszyć rząd? Ośrodki pozamiejskie będą musiały radzić sobie z tym, co mają albo czekać na swoją kolej.

Trzyma karty zaskakująco blisko siebie, zauważył Erik, słuchając wrażeń z przyjęcia recytowanych przez Anthony'ego. Nikt nie bawił się na każdym przyjęciu tak samo dobrze. Wyczuwał swego rodzaju zachowawczość w głosie mężczyzny, ale nie potrafił stuprocentowo określić, co było jej powodem. Ogólna niezręczność wywołana ich rozmową w towarzystwie? A może jedynie uprzejmość w stosunku do organizatorów wesela, bo nie chciał krytykować czegoś, co nie przypadło mu do gustu?

Dzięki niech będą Merlinowi — stwierdził koniec końców z cichym westchnieniem, unosząc kieliszek z winem do ust. — Merlin jeden wie, że brak kontrowersji po tym, co się ostatnio wydarzyło, to dość dobra wiadomość. Naprawdę lepiej by było, gdyby nie trafiła nam się powtórka z ostatnich katastrof, bo... — Zamilkł, a zamglone spojrzenie zielonych oczu zatrzymało się na twarzy Shafiqa. — Strach jest prawem, które ustanawiam, i niech każdy drży, bo drżenie jest uznaniem mojej potęgi.

W jednej chwili prowadził rozmowę z Anthonym, a w drugiej poczuł się słabo i wypluł z siebie tę okropną sentencję. Nie miał nad tym żadnej kontroli. To nie były jego słowa. Nie wiedział, co wywołało taką, a nie inną reakcję. Podobne... sytuacje... miewały miejsce, jednak zazwyczaj ograniczały się do nieodgadnionego poczucia strachu, bycia obserwowanym, jakby nagle odczuł na sobie wzrok tysiąca osób, które potrafiły przejrzeć go na wskroś. Ale to... to było coś zupełnie innego.

Pierwszym, co sprowadziło go do rzeczywistości po tym ''epizodzie'' nie były słowa Anthony'ego. Nie był to nawet fakt, że zabrał mu kieliszek z winem. Nie był to też w pośpiechu zerwany ze stolika obrus. Było to zbyt szybkie bicie serca, jakby zbyt późno zdał sobie sprawę z nadchodzącego niebezpieczeństwa. Jakby zauważył mknące ku niemu zaklęcie na tyle późno, że nawet nie miał szans wyczarować w porę tarczy ochronnej.

J-ja — zaczął niepewnie, raz po raz zaciskając i rozprostowując lewą dłoń. — Nie wiem... — Głęboki oddech. — Co ma Bott… Ale na pewno nie ma tego... Co mam ja!

Wypuścił głośno powietrze przez usta, biorąc kilka głębokich, łapczywych oddechów, jakby walczył w ten sposób na odzyskanie kontroli nad sobą. Kolejnym zaskoczeniem okazała się szklanka, której zawartość po chwili sama zaczęła spływać mu do ust. Erik zachłysnął się wodą i zaczął gwałtownie kaszleć, odsuwając od siebie shafiqową dłoń dalej ściskającą naczynie. Pokręcił gwałtownie głową.

Nie potrzebuję twojego hipnotyzera — odparł między kolejnymi kaszlnięciami, patrząc na Anthony'ego z lekkim wyrzutem.

Przeklęty niech będzie wrzesień. Przeklęta niech Spalona Noc.

To w końcu... Przejdzie — kontynuował po dłuższej chwili, czując, że odzyskał nad sobą pełne panowanie. — A jeśli nie... To sam się tego pozbędę. Nie tylko ty masz długą listę znajomości.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NDZ0t2z.png[/inny avek]


RE: [Jesień 72 24.09, Snowdonia | Erik & Anthony] Noc wyciąga łapę - Anthony Shafiq - 22.03.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=b2qK8f7.png[/inny avek]
– Little Hangleton... nie sąsiaduje z Knieją Godryka, gdzie rozdarto świat. Jest małym miasteczkiem w gruncie rzeczy, bardzo mało rodów tam stacjonuje, to raczej pojedyncze posiadłości, w przeciwieństwie do Doliny, która zdaje się... przyczółkiem wielu dobrych dusz i specjalnie znienawidzonym przez Voldemorta miejscem. To wydaje się dostatecznym powodem. Z resztą... prasa ogłosiła mnie jakiś czas temu Bohaterem Doliny, mam w sobie przekonanie, że ten tytuł zobowiązuje, gdy to miejsce jest w potrzebie – przyznał z łagodnym uśmiechem, próbując lawirować i ugłaskiwać swoje własne, prywatne motywacje, bardzo małostkowe biorąc pod uwagę długoletni konflikt z Godrykiem Longbottomem, ale też sympatie do innych mieszkańców miasteczka i chęć kupienia tam domu, która w sumie była bardzo szczera nim to piekło się rozpętało.

I było dobrze. I Anthony się cieszył, że robią razem krok w przód, że zawiązują, słowo po słowie, ten niełatwy sojusz, w czasach, gdy nie ma czasu na prywatne animozje.

A potem wszystko runęło...

Rozmawianie z Erikiem bywało trudne. Rozmawianie z Erikiem w okolicach pełni było bardzo trudne. Poziom trudności wzrastał zdecydowanie z powodu Spalonej nocy i przekleństwa, które kazało wypluwać straszliwe słowa z gardeł ludzi, którzy zdecydowanie byli przeciwnikami Voldemorta. Fakt, że jeszcze przed miesiącem mężczyźni dzielili inny rodzaj zażyłości czynił tę rozmowę prawie niewykonalną do przeprowadzenia.

Anthony zacisnął mocno szczękę, przełykając boleśnie znowu swoją urażoną dumę. Łatwo przychodziło mu wyobrażać sobie Erika, szczególnie w tak trudnym położeniu, jako zaszczutego, wygłodzonego szczeniaka, który w obronnym geście gryzie rękę, która przecież chce mu pomóc. Ale... Erik nie był szczeniakiem. Był dorosłym trzydziestoletnim mężczyzną, dziedzicem bardzo bogatego i wpływowego rodu, samostanowiącą o sobie jednostką.

Wyprostował się i zabrał dłonie, patrząc na Longbottoma spod półprzymkniętych oczu, a powaga i zmęczenie przydawały mu lat, mimo wykwintnego stroju i przyjemnego w swojej aurze dnia.

– Bertie Bott, podczas ostatniego spotkania w połowie wypowiedzi bluzgał podobny sposób, wymuszoną magią przemową na temat supremacji czystej krwi i władzy Czarnego Pana. Nie jestem specjalistą, ale efekt wydaje się całkiem podobny – poinformował go chłodno, puszczając mimo uszu swobodę z jaką samodiagnozował się Erik, odrzucający wyciągniętą ofertę pomocy. Czy przyjąłby ją od kogokolwiek innego, a tylko Anthony'emu chciał udowodnić jak bardzo go nie potrzebuje w swoim życiu nawet jako przyjaciela? Oczywiście, Shafiq mógł przewidzieć, że tak to się skończy i stojąc tak i czekając aż kaszel przejdzie, żałował że tak się właśnie nie stało. Teraz jednak trudno było się wycofać, kiedy zrobił pierwszy krok.



RE: [Jesień 72 24.09, Snowdonia | Erik & Anthony] Noc wyciąga łapę - Erik Longbottom - 22.03.2026

Skrzywił się na dźwięk imienia Czarnego Pana, które zagościło na ustach Anthony'ego. Mimowolnie zaczął rozglądać się na boki, wodząc wzrokiem po kolejnych grupach gości, jakby podejrzewał, że samo wypowiedzenia tego słowa w miejscu publicznym sprawi, że w tłumie pojawi się jakiś czarnoksiężnik. Z drugiej strony, chyba nie mieli aż takiego pecha, aby przydarzył się im aż tak niefortunny zbieg wydarzeń.

Nie powiedziałbym, że Dolina Godryka jest przez niego znienawidzona — odparł z wyraźną nutą sarkazmu w głosie. — Zostawił Knieję Godryka i Polanę Ognisk po obchodach Beltane w takim stanie, że można śmiało uznać, że te okolice były dla niego aż nazbyt użyteczne. Jeśli już to Dolina okazała się idealną strefą do prowadzenia szeroko zakrojonej działalności czarnoksięskiej.

Nic tylko korzystać, dokończył bezgłośnie, kręcąc głową. Włamanie do magicznych zaświatów, sprowadzenie wielkiej wichury, wywołanie popłochu wśród ludzi, wywołanie Widm z przysłowiowego lasu... Dodać do tego jeszcze pożary, które przetoczyły się przez miasteczko, a można było odnieść wrażenie, że Czarnego Pana spotkały tu same spektakularne sukcesy. Nic dziwnego, że upodobał sobie to miejsce. Ostateczną wisienką na torcie podkreślającą wyjątkowość tego miejsca byłoby tylko to, gdyby Isobell Macmillan właśnie tutaj spróbowała zabić swoją uczennicę zamiast w kamiennym kręgu Stonehenge.

Mhmm… A więc pretendujesz do ponownego uzyskania tego tytułu w ciągu... jednego półrocza? — Uniósł pytająco brew, posyłając czarodziejowi niemrawy uśmiech.

Erik w pełni doszedł do siebie po tym... incydencie... dopiero po kilku intensywniejszych kaszlnięciach i dopiero potem był w stanie poświęcić Shafiqowi całą swoją uwagę. Na słowa ''nie jestem specjalistą'' ledwo powstrzymał się przed wykonaniem teatralnego młynka oczami, chociaż zapisał sobie z tyłu głowy informację o tym, że Bertiemu przydarzyło się coś w tym stylu.

Przypadek może i był podobny, ale nie taki sam — burknął, ignorując chłodne tony w głosie Shafiqa. — I jak mówiłem, znam zaufanych specjalistów. Po prostu jak do tej pory nie było jeszcze... tak źle. — Uciekł wzrokiem w bok. — Doprowadzę się do porządku. Wbrew pozorom nie jestem na tyle lekkomyślny, aby ignorować to w nieskończoność.

Chyba że nie zdąży tego zrobić i ciężar zrzuconych na jego barki obowiązków czy zmartwień przygniecie go do samej ziemi i sprawi, że jedynym logicznym wyborem stanie się oddanie w opiekę specjalistom z Lecznicy Dusz. To też było jakieś rozwiązanie, gdyby było z nim wyjątkowo źle, czyż nie?
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NDZ0t2z.png[/inny avek]


RE: [Jesień 72 24.09, Snowdonia | Erik & Anthony] Noc wyciąga łapę - Anthony Shafiq - 13.04.2026

– Semantyka. – Zbył machnięciem dłoni ich dywagacje w temacie tego, czy miejsce specjalnego zainteresowania Voldemorta jest ulubione czy znienawidzone. To nie miało ostatecznie znaczenia, wobec czynów które dokonywał do tej pory, a które prowadziły w prostej linii do starcia Doliny z powierzchni ziemi. – Pretenduję do zachowania tego tytuły, więcej, do podzielenia się nim i poszerzenia inicjatywy na szersze grono – spróbował, choć bez swojego zwyczajowego przekonania i buty, wciąż nie był pewien czy to realnie dobry pomysł. Jak jednak mógłby nie zaproponować tego Erikowi? Finalnie, to był jego dom. Anthony pozostawał przyjezdnym, ba... człowiekiem wygonionym z ciepłych objęć prowincjonalnego miasteczka, który teraz wpychał się doń oknem.

Tymczasem przez wyplute w gorączce klątwy słowa, ledwie zbudowana nić porozumienia znów została zerwana, a napięcie stało się wręcz nieznośne. Anthony uwielbiał dawać - bez względu na to, czy w jego intencji leżała interesowność, czy jak najbardziej ukonstytuowana współzależność. Miał też specjalne miejsce w swoim srebrzystym sercu dla ludzi, którzy gryźli wyciągniętą ku nim rękę.

– Och oczywiście, nie myślałem tak o Tobie ani przez chwilę. – Nie dbał o to, czy Erik nie odbił właśnie jego własnych słów z tamtej nocy, w której właśnie zarzucił mu lekkomyślność i ignorowanie w nieskończoność zagrożenia płynącego od wszystkich obdarzonych darem widzenia? O wszystkich nieco wprawniejszych w magii zauroczeń? Tym razem to Shafiq westchnął ciężko, dając wybrzmieć swojemu zmęczeniu, uciekając na moment wzrokiem od rozmówcy, lustrując otoczenie, oceniając na ile to całe zamieszanie przyciąga wzrok bardziej niż wywrócona zastawa stołowa. Na szczęście dywersja działała.

Czy był sens argumentować? Przekonywać? Namawiać? Nie. Shafiq znał Longbottomów, orbitując wokół nich od podjęcia nauki w Hogwarcie. Morpheus, Clemens, Godryk... uparci i nieprzejednani. Świat musiał stanąć do góry nogami, by mogli zmienić w jakimś zakresie zdanie. Nie chciał robić z rodziny Morpheusa swoich wrogów, ale czasem łapała go dojmująca myśl, że mówili różnymi językami. Zbyt różnymi, aby móc jakkolwiek dojść do porozumienia, bez względu na to o którym pokoleniu była mowa.

– Wierzę i kibicuję Twoim planom w tym zakresie – podsumował, nie chcąc dalej szarpać się i być zmuszanym do przepraszania za to, że chciał pomóc w tym podobnym, ale nie takim samym przypadku. Najważniejsze obecnie było spróbować nie stracić kursu sprzed oczu, ta rozmowa miała być zupełnie o czymś innym... – Wracając do tematu... Minierstwo Magii nie wesprze działań wobec Doliny, wobec cywili tam mieszkających, więc zbieram grupę fundatorów, aby zainicjować działalność fundacji Złote Jabłko, która miałaby koordynować i finansować część napraw, ale też wzmocnić wspomnianych cywili, przed kolejnym szturmem Voldemorta. Chciałbym zaproponować Ci tę rolę z oczywistych względów. – Uśmiechnął się doń pozwalając na wierzch wypłynąć smutkowi bardziej niż kwasowości trudności, w jakich znaleźli się w tym okresie przejściowym. – Jeśli się zgodzisz, podesłałbym Ci w najbliższym tygodniu projekt dokumentów fundatorskich i 2 października jesteśmy umówieni w gronie założycieli na podpisanie i przypieczętowanie startu inicjatywy wdzięcznym toastem – przedstawił plan możliwie prosto, omijając wszystkie inne słowa cisnące mu się na usta. Rozmawiali publicznie, nie było sensu dodawać zbyt wiele, tłumaczyć, jak bardzo nie mają czasu na zabliźnienie ran po rozstaniu, skoro Voldemort dąży po zwęglonych trupach do szczytu potęgi.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=b2qK8f7.png[/inny avek]