Secrets of London
[Jesień 72 12-13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Kto sieje wiatr... - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26)
+--- Wątek: [Jesień 72 12-13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Kto sieje wiatr... (/showthread.php?tid=5788)



[Jesień 72 12-13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Kto sieje wiatr... - Dearg Dur - 28.02.2026

12 i 13 października 1972
Lamezia Terme
luksusowy kurort Canto della Sirena

Lamezia Terme, znajdująca się ledwie kilkadziesiąt kilometrów na południe od Neapolu, prawdziwie była miejscem spoczynku legendarnej syreny Ligeji. Obdarzając niewielką wioskę Nicastro błogosławieństwem zdrowej wody, zapisała miejscowość na mapie starożytnych. Rzymianie lubowali się w leczniczych kąpielach, Ligeję czynioną nieśmiertelną na amforach i monetach, lecz wystarczyło kilka wieków, by opowieść stała się legendą krążącą tak wśród czarodziei jak i mugolów. Kilka wieków później ruiny term wykorzystał Robert Guiscard, ukrywając je benedyktyńskim klasztorem, będącym tak naprawdę prymitywną szkołą magii i czarodziejstwa dla kilku uzdolnionych z okolic. Cóż takiego musieli Ci adepci zrobić, że wysadzili wszystko w powietrze? Ciężko stwierdzić, ale ziemia wysycona magicznymi źródłami tylko czekała na kolejne zagospodarowanie.

To było sprytne... z pewnością jakaś gałąź McGonagallów zwietrzyła szansę na piękny zarobek. Któż by się nie oparł luksusowemu SPA, całkowicie osłoniętemu przed mugolami, pośrodku miasteczka przypominającego trochę Magiczny Londyn, z tym wyjątkiem, że zamiast mgły i smogu przez cały rok było cudownie ciepło i leniwie kojąco, zamiast brudu i rynsztoków, gości witały uginajace się od pomarańczy i oliwek drzewka. Nawet kaktusy zdawały się zwyczajnie przyjaźniejsze niż na Wyspach. I tak, chimery łączące swoje żywoty z rybami, przedstawiały się jako dziedziczki swej syreniej patronki, łatwo jednak było uwierzyć tej ułudzie. Zatrudnienie w hotelu znajdowały też selkie, a żywot tak kuracjuszom jak właścicielom i pracownikom mijał w sielskiej atmosferze, w otoczeniu kobiet wina i śpiewu. Prawdziwie był to raj na ziemi...

[Obrazek: imgproxy.php?id=AJDp0zc.jpeg]

Basil Scamander zdawał się być spokojniejszy niż zwykle, brakło w nim zwyczajowej ekscytacji, gdy w grę wchodziła kolejna wyprawa. Starsi członkowie ekspedycji wiedzieli, że mężczyzna preferuje mniej cywilizowane sposoby spędzania czasu, w pierwotnych szkicach wyjazd ten miał trwać tydzień i obejmować szlaki pirenejskiej magii. Niestety okoliczności redukowały przyjemności do skromnego weekendu, a plan przedzierania się po górskich szlakach zamieniony został na lecznicze kąpiele. Nic dziwnego, że przewodniczący klubu nie był zbyt zadowolony takim obrotem spraw.

Na miejscu zbiórki o 6 rano stawiło się dwadzieścia osób, w tym przyszli badacze tajemnic raju, który - jak rychło miało się okazać - borykał się ze swoimi problemami. Specjalnie skalibrowane na tę okoliczność i absolutnie legalne świstokliki zabrały ich na marmurową posadzkę kurortu. Pod ich stopami poruszały się niespiesznie kamienne ryby, w kręgu dedykowanym teleportacjom, zawsze odpowiednio pustym na okoliczność nowych gości.

Pierwsze co można było poczuć po teleportacji poza mdłościami, to ciepłe powietrze przesycone morską bryzą. Mimo wczesnego poranka jest już 20 stopni i temperatura w ciągu dnia wzrośnie.

Śniade recepcjonistki w togach pospiesznie podążyły do zorganizowanej grupy i wskazały im przydzielone apartamenty, wręczając również broszury informujące ich o lokalnych atrakcjach. Po angielsku z bardzo silnym akcentem włoskiego południa wyjaśniły z żalem, że termy poddawane są procesowi oczyszczania i niestety nie są dostępne dla gości, ale dyrektor zakłada, że zabiegi da się wykonać przed powrotem anglików w niedzielny poranek. Na piątkowy wieczór przewidziano również występ Rewii, który nieodmiennie zachwycał gości, nawet jeśli Donna Anna - gwiazda syrenich występów - była od tygodnia niedysponowana.


[Obrazek: imgproxy.php?id=AJDp0zc.jpeg]

W niniejszym prologu każdy ma możliwość opisać ogólny zarys podejmowanych przez Wasze postaci działań. Jak czują się w odmiennym od angielskiego klimacie? Jak i z kim spędzają czas? I najważniejsze: wokół jakiego tematu i w jaki sposób kręcą się najbardziej? Wasze posty nie mają limitu słów, chciałabym prosić, żebyście na końcu kursywą napisali deklarację, na jakiej informacji zależy Wam najbardziej i jak próbujecie ją zdobyć. Żaden rzut nie jest potrzebny. To może być jeden z problemów kurortu, to mogą być Wasze prywatne cele, to mogą być jak najbardziej przestrzenie związane ze scenariuszem, którym Wy jako gracze wiecie, że będziecie się zajmować. Jeśli ktoś cierpi na brak weny, chętnie podpowiem rozwiązania. Na podstawie waszych kart postaci i deklaracji z postów będę tworzyć Wskazówki do późniejszych fabuł. Jeśli ktoś dostanie Wskazówkę do scenariusza innej postaci i chciałby się nią podzielić, zachęcam do używania Korespondencji, aby forumowo "dokumentować" przekazanie informacji, choć oczywiście można to również robić w trakcie sesji herbacianych - zważcie jednak aby wydarzyło się to przed rozpoczęciem sesji grupowych (to jest bardzo małe okienko czasowe).

Posty zbieram do 6.03. W sobotę za tydzień wrzucę w wasze korespondencje zebrane przez postaci Wskazówki. W poniedziałek 9.03 rozpoczynamy sesje grupowe. Przewiduję kolejkę 3 dniową.

Możecie swobodnie prowadzić rozgrywki herbaciane we Włoszech poza tym tematem, do fabularnego 13 października, godziny 18 włącznie. Dla porządku prosiłabym o ping, kiedy taki temat byłby umieszczony, abym mogła czasami łypać do niego oczkiem.

Wszelkie pytania dotyczące tego eventu zadawajcie mi na discordowym kanale technicznym. W razie czego ta adnotacja będzie uzupełniana o ustalenia, które tam się pojawią.



RE: [Jesień 72 12-13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Kto sieje wiatr... - Henry Lockhart - 03.03.2026

Henry, jako świeżo upieczony klubowy kronikarz, jeszcze przed wyjazdem, merytorycznie przygotował się do stworzenia jak najbardziej skrupulatnej relacji. W tym celu przeszukał archiwum Proroka Codziennego pod kątem informacji o Lamezia Terme, a o kurorcie Canto della Sirena. Oczywiście, im więcej rozmyślał o słonecznych Włoszech, tym bardziej kusiło go, by trochę nacieszyć się jeśli nie wakacjami, to chociaż samym faktem pobytu w tak wyjątkowym miejscu. Nie był jeszcze nigdy wcześniej za granicą, więc tym bardziej ekscytował się wizją zobaczenia krajobrazu i kultury odmiennej niż znana mu z Londynu i okolic. W skupieniu się na pracy nie pomagał fakt, że uczestniczyć w wycieczce mieli jego bliscy znajomi: Hestia Bletchley i Hannibal Selwyn, a także i dalsi, tacy jak Ceolsige Burke i Helena Rowle.

Kiedy chłopak postawił stopę na włoskiej ziemi, ogarnął go niemal dziecięcy zachwyt. Słoneczne brzegi, śródziemnomorska flora, łagodna morska bryza i urokliwa architektura. Później było jeszcze lepiej: dowiedział się, w jakich luksusach miał się pławić przez najbliższe trzy dni. Basen, rewia i przepyszne jedzenie: wszystko miało zapewnić człowiekowi poczucie komfortu absolutnego. A co dopiero ten apartament, wyposażony w udogodnienia, których nawet by sobie nie wyobraził! Henry Lockhart przez chwilę dał się zahipnotyzować pięknu i luksusowi. Zapewne była to reakcja obronna. Po przeżyciach w Dunwich i Spalonej Nocy, nawet nie wiedział, że włoski kurort był dokładnie tym, czego potrzebował.

Henry uznał więc, że najlepiej spełni swój obowiązek kronikarski, jeśli w pełni doświadczy tego miejsca. Uznał, że postara się zarówno zwiedzić okolicę, jak i opisać i zapamiętać doznania z samego kurortu. Wszystko oczywiście w towarzystwie aparatu, za pomocą którego uwieczniać ma widoki, członków klubu, a nawet posiłki i napoje. Pierwszego wieczoru tworzy on notatkę z pierwszego dnia. Drugiego? Kto wie...

W apartamencie wylądował z Hannibalem Selwynem, swoim kolegą, z którym po Spalonej Nocy pomieszkiwało się mu raczej kiepsko. Jednak ze względu na zdecydowanie lepsze nastroje, dawne animozje idą precz w imieniu napawania się luksusami. Spędza też czas z Hestią Bletchley, choć stara się otwierać i na innych klubowiczów.

Henry przed wycieczką chce zdobyć informacje, które Prorok zgromadził nt. kurortu i miejscowości: wszelkie doniesienia, ciekawostki, coś, co można zawrzeć w późniejszym artykule. Chce też po zakończeniu wycieczki listownie zebrać relacje uczestników, ich historie związane z pobytem. Na samym wyjeździe jego uwaga jest dość rozproszona, dlatego, że stara się stworzyć jak najlepszą relację z całego zdarzenia.


RE: [Jesień 72 12-13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Kto sieje wiatr... - Helena Rowle - 04.03.2026

Helena naprawdę nie potrzebowała ostatnio wiele, aby poczuć się szczęśliwą. Jednym z powodów, dla których tak chętnie przystała na ofertę wspólnej wycieczki z ekipą Cutty Sark, była pogoda. Po siedmiu latach spędzonych w murach Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie niemalże zapomniała, jak wyglądają jej rodzinne strony jesienią. Zachwycała się walijskimi lasami niewiele mniej niż magiczną dzielnicą w Londynie, ale wizja wypadu na kontynent budziła w niej wielkie podekscytowanie. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby nie zobaczyła Włoch o tej porze roku. A po tym, co przyniosła ze sobą Spalona Noc, propozycja październikowego wypadu do kurortu wakacyjnego brzmiała nie tylko kusząco, lecz wręcz terapeutycznie. Jej się to po prostu należało po tym, co przeżyła.

Czy miała jakieś wielkie plany? Absolutnie nie. W teorii oferta Canto della Sirena w pełni ją satysfakcjonowała, chociaż z niesmakiem odnotowała fakt, że większość kompleksu zajmowały baseny i termy. Nie przepadała za takimi atrakcjami, więc szczerze liczyła, że bogata lista zabiegów pielęgnacyjnych wynagrodzi jej ten zawód. Och, jakże złorzeczyła pod nosem, gdy przy wejściu do groty zobaczyła kartkę: ''Nieczynne. Przepraszamy''. Kurort nie zostawił jej większego wyboru; skupiła się na spacerach po okolicy i towarzystwie innych uczestników wyprawy (z rana była nawet umówiona na małą wycieczkę!), często zahaczając o restaurację lub recepcję. Do basenów starała się nie podchodzić (chyba że pod presją całej grupy), ale wejście do wody nawet nie przeszło jej przez myśl. Nie zamierzała utonąć na swoim pierwszym wyjeździe ze Skamanderem.

W duchu liczyła, że na pewnym etapie wyprawy uda jej się porozmawiać z Basilem o tym, jak właściwie widzi jej przyszłość w towarzystwie, ale w sumie czy nie powinna z tym poczekać do powrotu do kraju? Oprócz tego w oko rzucił jej się jeden z nieco starszych uczestników wycieczki - elegancki dżentelmen o nazwisku Trelawney. Uwagę panny Rowle zwróciło to, że zdawał się znać z Basilem nieco lepiej niż reszta. No i jeszcze ta jego burza czarnych loków, od których nie potrafiła oderwać wzroku, przez co często uciekała speszona spojrzeniem w bok... Jakby na to nie patrzeć, szkoda byłoby przedwcześnie odejść z tego świata, zanim zdążyłaby zamienić z którymkolwiek z panów, chociaż kilka dłuższych zdań, prawda? Poza tym nie zamierzała wrócić do domu bez przejścia co najmniej kilku zabiegów pielęgnacyjnych.

Niemile zaskoczona zamknięciem Solankowej Groty Helena często zahacza o restaurację i inne większe ''punkty'' na mapie kurortu, gdzie może natknąć się na pracowników. W kontaktach z personelem jest uprzejma, chociaż nie ukrywa swojego zawodu utratą dostępu do najlepszych atrakcji. Próbuje na litość wyciągnąć z pracowników jakieś przydatne informacje w przerwie między innymi zajęciami w nadziei na wcześniejsze otworzenie groty. Kto mógłby oprzeć się takiej małej czarownicy, która tylko chciała odwiedzić kosmetyczkę i masażystkę?



RE: [Jesień 72 12-13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Kto sieje wiatr... - Leviathan Rowle - 04.03.2026

Leviathanowi bardzo podobał się oryginalny pomysł Basila, aby udać się pirenejskim szlakiem magii i widać było że podziela jego drobne niezadowolenie wynikające zmianą planów i siedzeniem w spokojnym kurorcie. Pośród wymuskanych ścian i pokoików nie było miejsca na chociaż odrobinę przygody, nie mówiąc już o tym że zamknęli jakąś tam ich grotę, która podobno była ważniejszym punktem programu, a do tego główna występująca syreniego przedstawienia zachorowała.

Na myśl o tym, że następne trzy dni miał spędzić zwyczajnie odpoczywając, trochę go skręcało.

Ale tylko trochę.

Ciepłe powietrze było zwyczajnie przyjemne, a włoski klimat sprzyjał by nie boczyć się na okoliczności zbyt długo. Dodatkowo w towarzystwie czaił się Peregrinus, z którym kiedyś Rowle dzielił pokój w dormitorium. Teraz chyba historia zataczała koło, bo i w kurorcie przypadły im łączone kwatery, ale Rowle wcale nie zamierzał na to narzekać. Przecież nie każde towarzystwo było średnio widziane.

Helena plątała mu się gdzieś na granicy spojrzenia, ale nie przejmował się nią zbytnio - była przecież dorosłą dziewczynką i potrafiła poradzić sobie sama, nie wspominając już o tym że wspominała chyba coś o faktycznym skorzystaniu z zabiegów SPA, w czym nie miał zamiaru brać udziału. Dokładnie tak samo jak i w kąpaniu się w basenach. To akurat mieli ze sobą wspólne, że unikali wody w większych grupach, mając na uwadze postępujące znamię klątwy i nie chcąc, by ktokolwiek zwrócił na nie uwagę.

Skoro już musiał, decydował się na spacery po okolicy, niezbyt chętny by zwyczajnie się wylegiwać. Oscylował wokół Basila czy Peregrinusa, bo w sumie ich znał najlepiej z całej wycieczki. Próbował też dowiedzieć się nieco więcej na temat term i czemu właściwie oczyszczane są akurat teraz, kiedy zaplanowana na ten czas była wycieczka. W końcu mogli to chyba robić partiami, a nie pozbawiać się całej atrakcji.


Levi najchętniej podpytuje o powód zamknięcia term i sprawy tajemniczego błota które podobno się w nim zebrało. Chętnie też decyduje się na spacer po okolicy, licząc na to że ruch zaoferuje nieco więcej wrażeń niż wylegiwanie się na leżaku. Jeśli Basil znajdzie się w jego okolicy, też może liczyć na uwagę i rozmowę.



RE: [Jesień 72 12-13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Kto sieje wiatr... - Peregrinus Trelawney - 04.03.2026

Wbrew pozorom Peregrinus Trelawney nie boi się słońca. Jest biały jak kreda, ponieważ jest niewyspanym londyńczykiem. Nie jest również aż tak ślepo przywiązany do swoich czarnych płaszczy, aby okrywać się mrocznymi całunami w dwudziestu stopniach — na wyjazd zameldował się w lekkim eleganckim stroju z lnu, który czekał w szafie od ostatnich wojaży zagranicznych. Włochy były przez lat kilka bazą wypadową dla podróży Peregrinusa skupionych na terenach krajów śródziemnomorskich. A choć dawne mieszkanko wróżbity mieściło się we Florencji, to również tutaj, na południu, bywał przecież. Odnalazł się więc w tych okolicznościach poprawnie, a nawet poczuł echo nostalgii za porzuconym życiem badacza-podróżnika.
Tuż przed wyjazdem śnił proroctwo o ruinach oraz ścieżce prowadzącej w głąb ziemi. Wspomniał o swoim śnie jeszcze na miejscu zbiórki Basilowi, dopytując przy okazji, czy aby nie dosięgły go słuchy o jakichś szczególnych wydarzeniach dotyczących owego klasztoru. Znaki otrzymanego przez Trelawneya proroctwa mógł dostrzec również dzielący z nim przestrzeń Leviathan: wróżbita przyjechał z ekwipunkiem nietypowym dla wypoczynku nad basenami. Spoczęło gdzieś w kącie ich kwatery kilka lampionów, które, aktywowane, lewitowały za czarodziejem, oświetlając mu drogę. Peregrinus używał ich już podczas innych swoich wypraw, między innymi eksploracji szkockich jaskiń tego lata; miał je więc pod ręką w domu. Zabrał także wygodne buty trekkingowe i całą stertę map. Zmartwiła go wyśniona droga bez końca — zapytał więc od razu na recepcji, czy może hotel udostępnia gościom świstokliki ściągające z powrotem do kurortu, na wypadek gdyby odwiedzający pobłądzili w terenie i mieli problemy z własną teleportacją. Przy okazji z pewnością zagadnął pracownicę o ruiny.
Ze względu na samotniczy charakter trzymał się raczej na uboczu i inicjował kontakt głównie z osobami, które znał — Millie, Leviathanem czy Basilem. Nie był jednak opryskliwy, jeśli ktoś inny się do niego zwracał. Mimo że człowiek z niego skryty, to uprzejmy, pomocny i o spokojnym usposobieniu. Na klatce dzień dobry mówił i drzwi przed kobietami otwierał — wiecie, o co chodzi.
Dużo wychodził. Pojawiał się i znikał — czasem sam, czasem z kimś. Pierwszego dnia z samego rana tuż po przybyciu z pewnością w samotności udał się obejrzeć ruiny klasztoru oraz jego okolice. Poza tym spacerował po mieście, zwiedzał, szukał pamiątek, zahaczył o sady — towarzystwo preferował znajomych ale nie skreślam sobie opcji interakcji z innymi.
Jak przystało na pasjonata historii i badacza przestudiował historię lokalną wcześniej, gdy tylko poznał kierunek, a także ułożył sobie zawczasu listę punktów do zobaczenia. Wieczór spędził na miejscu w hotelu, może powróżył komuś czy wypił drinka w restauracji, ale zwinął się dość wcześnie (ciężkie życie introwertycznego samotnika), żeby do ciemnej nocy okupować sekretarzyk w hotelowym saloniku z biblioteczką i sprawdzać, czego jeszcze może dowiedzieć się o regionie oraz klasztorze.
Kolejnego dnia do południa również szwendał się po okolicy (i jakże ściągały go te ruiny! z głowy nie mógł wyrzucić snu). Później teleportował się do Rzymu, gdzie umówił spotkanie z grupą starych znajomych, z którymi przed laty współpracował naukowo. Próbował wybadać, czy któryś ze specjalistów nie byłby zainteresowany nawiązaniem współpracy z tworzonym przez Dolohova instytutem. Jeśli poprzedniego wieczora znalazł w bibliotece jakieś obiecujące źródła włoskojęzyczne, lunch z włoskimi kolegami mógł być okazją do podsunięcia komuś tekstu w tym języku, którym Peregrin w końcu posługiwał się dawno i w zasadzie nigdy mu w krew nie wszedł — dziś łamanym włoskim potrafi już pewnie tylko zamówić foccacię.
Wrócił około czwartej na teren kurortu.


Sądzę, że choć Peregrinus zwrócił uwagę na to, że zamknęli termy itd., to głównym jego zainteresowaniem są zdecydowanie ruiny, które widział we śnie proroczym, i nie zajmował się resztą spraw, chyba że od kogoś coś o nich usłyszał.

Przede wszystkim szukał w zasobach biblioteczki w hotelowym salonie.

Źródła, na których skupił się w drugiej kolejności:
— wcześniejszy research z dostępnych w Londynie źródeł (jest pasjonatem historii z przewagą, to ex-podróżnik, mieszkał we Włoszech, gdzie pracował naukowo — na pewno był żywo zainteresowany tym, dokąd jedzie);
— zagadał do recepcjonistki oraz Basila Skamandra;
— oglądał osobiście ruiny.
Jeśli mi można i nie za dużo szczęścia sobie życzę, to chciałam też z przewagi Wróżbiarstwo (III) pociągnąć kartę tarota, pytając los o radę lub wskazówkę w badaniu przedmiotu proroctwa. Myślę, że sformułowałby pytanie w stylu: na co mam zwracać w tej sprawie uwagę?

Also: ze względu na wpisaną relację Peregrinus opowiedział Basilowi o proroctwie (pomijając fragment odlatującego kruka, który wydał się nieco zbyt osobisty) i pozostawił mu decyzję, co z tym zrobi. Jeśli Skamander miałby w związku z prorctwem komuś o czymś wspominać, to jako kolega Peregrina na pewno wie, że pan introwertyczny jasnowidz wolałby nie być z tymi informacjami powiązany z nazwiska, żeby nie ściągać na siebie uwagi.



RE: [Jesień 72 12-13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Kto sieje wiatr... - Hannibal Selwyn - 05.03.2026

Hannibal do godziny szóstej rano zwykł docierać raczej od drugiej strony, jeżeli w ogóle. Włoski klimat, rześkie nadmorskie powietrze i zalane światłem poranka śródziemnomorskie krajobrazy przegnały jednak resztki senności. Po ostatnich tygodniach tułaczki po nieswoich mieszkaniach, przygotowań do premiery i gęsto upakowanego programu występów, po epopei zdobywania nowego lokum, której szczęśliwe zakończenie wcale, jak się okazało nie oznaczało przeprowadzki na swoje, a jedynie rozpoczęcie nowego rozdziału, tym razem remontowego, z radością powitał możliwość weekendowego wyjazdu, a kiedy w dodatku okazało się, że to normalne (choć krótkie) wakacje, zamiast ulubionego przez Basila przedzierania się przez chaszcze, decyzja zapadła w mgnieniu oka. Selwyn był gotów na odrobinę luksusu.

Kiedy odebrał klucze do apartamentu i zorientował się, z kim przyszło mu mieszkać, radosny (mże trochę przesadnie) uśmiech wrócił na jego twarz po jedynie sekundzie zawahania, [b]”Henry! Znowu się spotykamy!”[/i] Poza Henrym w wycieczce uczestniczyło jeszcze parę osób, z którymi Hannibal znał się bliżej i kilka, które znał jedynie z widzenia. Ten kompleks nie mógł być za mały na nich dwóch, nie kiedy do dyspozycji były baseny, restauracja, sady i grota solan…. No, w każdym razie restauracja i sady. I malownicza okolica.

Selwyn zdecydowanie nie był zadowolony z rewelacji, jakimi zostali powitani na miejscu. Strefa spa wyłączona z użytkowania? Rewia bez głównej gwiazdy? Czy nigdzie już nie można dostać porządnej obsługi za swoje pieniądze? Przynajmniej menu wyglądało smakowicie, chociaż jeżeli kelnerzy zaczną wyliczać, które dania są aktualnie niedostępne, niewykluczone, że Hannibal będzie wyrażał niezadowolenie.

Przedpołudnie pierwszego dnia poświęcił głównie zwiedzaniu kompleksu, zorientowaniu się w dostępnych rozrywkach i spacerach po miasteczku. Ze szczególnym zainteresowaniem przeglądał asortyment sklepików z pamiątkami i lokalnymi specjałami, których nie omieszkał skosztować, nie dyskryminując ze względu na cenę. Jako, że nie włada włoskim, porozumiewał się po angielsku i francusku, absolutnie nie było również poniżej jego godności podejmowanie prób dogadania się na migi - czarujący uśmiech i ekspresyjna gestykulacja potrafią czasem zdziałać więcej, niż tysiąc słów (zwłaszcza w języku niezrozumiałym dla rozmówcy).

Po spacerze spędził sporo czasu w hotelowej restauracji, wybierając chwilę, kiedy ruch był niewielki, aby przysiąść przy barze i naciągnąć obsługę na skrócony kurs włoskich zwyczajów kawowych i alkoholowych, chętnie nadstawiając ucha lokalnym ploteczkom.

Nie unikał towarzystwa nikogo z grupy, zawsze gotów dać się wciągnąć do rozmowy albo namówić na eksplorowanie okolicy. Miał co prawda w planach głównie wypoczynek, ale ciepła i słoneczna pogoda, jakiej w październiku trudno doświadczyć w Londynie, nastroiła go wyjątkowo pozytywnie nawet do zwiedzania. Chętnie przyjmował wszelakie rekomendacje kulinarne oraz turystyczne. Jeżeli starczyło czasu, planował także spacer po plaży.


//Hannibal bez znajomości języka, ale za to z Przewagami: Bogacz i Kokieteria atakuje lokalsów w miasteczku i w kurorcie, jeżeli uda mu się z kimś sensownie porozumieć, chetnie uprawia small talk, wypytuje o turystów i pogodę, a także o okoliczne atrakcje, które możnaby zwiedzić zamiast korzystania z NIECZYNNEJ GROTY. Jeżeli ktoś wspomina o problemach trapiących okolicę, pełen współczucia i zrozumienia Selwyn drąży temat. Przy okazji ma oczy otwarte na ciekawe pamiątki i upominki dla przyjaciół (nadchodzą urodziny Alice, Mathildy i Jessiego!)


RE: [Jesień 72 12-13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Kto sieje wiatr... - Ceolsige Burke - 06.03.2026

Poranek 12 października zaskoczył ją nieco bardziej niż zwykle. Tegoroczna jesień obfitowała w wydarzenia, które szczelnie wypełniały czas i myśli. Dbały przy tym o obfitość poziomów skomplikowania i pilności.
Zakończenie poprzedniego dnia sprawiło, że niemal zapomniała o zaplanowanej podróży. Na miejsce zbiórki dotarła niemal w ostatniej chwili. Nie prezentowała sobą żadnych oznak zaaferowania, ale bywalcy klubowych wyjazdów mogli zauważyć, że zazwyczaj przybywa wcześniej dbając o zapas czasu na kurtuazyjne zapoznanie i przywitanie z uczestnikami wyprawy. Tym razem społeczne konwenanse nadganiała już na miejscu.
Z typowym sobie wdziękiem i uprzejmością zapoznała się z uczestnikami wyprawy oraz uczestników wyprawy zapoznała z sobą. Dystyngowana i elegancka, a przy tym przystępna i uprzejma z łatwością przełamywała lody i pozostawiała pozytywne wrażenie. W nawiązywaniu kontaktów zręcznie, odruchowo tworzyła przestrzeń dla rozmówcy do naturalnego kontynuowania rozmowy lub kulturalnego z niej wybrnięcia gdyby naruszała czyjąś strefę komfortu.
Nie omieszka przy tym pogratulować Hannibalowi ekspresji podczas występu na balu jeżeli tylko nadarzy się okazja.
W tych okolicach zdarzało się jej przebywać już kilkukrotnie przelotem, ale w kurorcie nie zatrzymywała się do tej pory. Z żalem. Mimo to dopytała Scamandera co stoi za zmianą planów wyprawy. Wyraziła również chęć udziału w bardziej przygodowej wyprawie, gdyby nadarzyła się okazja.
Informacje o niedostępności pewnych atrakcji miały w sobie echo zostawionego na północy Londynu. Nikłe echo, które jednak psuło nieco nastrój. Obudziło to w Ceolsige mimowolną ciekawość i wzbudziło zawodowe zmysły towarzyszące jej na co dzień w ciemnych uliczkach. Po zajęciu swojego pokoju i rozpakowaniu, przybrała wakacyjną szatę. Podczas korzystania z otwartych atrakcji dopytała obsługę i miejscowych o historię kurortu oraz jego zabezpieczenia.
Ceolsige, podczas dotychczasowego pobytu wykazuje inicjatywę w doborze aktywności klubowej i chętnie proponuje innym członkom wspólne zwiedzanie, wizytę na plaży, spacery, posiłki lub pływanie w basenie. Jej propozycje składane są w ciepłym wrażeniu niewymuszonego zaproszenia, które miło się przyjmuje i bez przykrości odrzuca.
Pierwszego dnia skupiała się głównie na atrakcjach kurortu z wieczornym wyjściem na plażę i na widok gwiaździstego nieba z jedną bardzo jasną gwiazdą, świecącą nad morzem śródziemnym.
Drugiego dnia planowała wycieczki przed obiadem i korzystanie z basenu oraz biblioteki po obiedzie. Z zadowoleniem przyjmowała towarzystwo innych klubowiczów oraz przypadkowych gości, łatwo nawiązując nowe znajomości.

Ceolsige podążając naturalnym zmysłem poszukuje informacji o historii regionu oraz zabezpieczeniach kurortu. Dopytuje obsługę i jeżeli to możliwe to poszuka przewodnika na drugi dzień w celu zwiedzania okolicznych ciekawostek.
Nieobecność głównej syrenki nie budzi aż takiego niepokoju chyba, że Ceolsige wyczuje niedopowiedzenie lub kłamstwo w tłumaczeniach personelu. Wtedy podąża za tym tropem starając się dowiedzieć jaka i czy być możne mroczna tajemnica skrywa się za jej zaginięciem. Całkiem niedawno była w Dunwich, kolejne podejrzane zachowania nad morzem budzą jej zainteresowanie.



RE: [Jesień 72 12-13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Kto sieje wiatr... - Hestia Bletchley - 07.03.2026

Hestia była zdecydowanie zachwycona wizją jakiejkolwiek podróży, a gdy już pojawiła się na miejscu...

Zdecydowanie nie chciała wracać do Angli i jej kapryśnej pogody przynajmniej przez najbliższy miesiąc. W pierwszej chwili młoda Bletchley nawet nie miała pojęcia od czego w ogóle zacząć swój włoski weekend. Co sprawdzić najpierw? Gdzie się przejść? Oczywiście głównie celowała, aby wolny czas spędzać z Henrym i Hannibalem, których znała najlepiej, ale nie miała też nic przeciwko temu aby pobyć chwilę sama, zwłaszcza że chciała wykonać przynajmniej kilka rysunków z tego wyjazdu. Rozważała też czy pod koniec ich pobytu nie podsunąć Basilowi kilku szkiców jako pewnego rodzaju dodatek do relacji z wycieczki, ale... Jeszcze nie była pewna, czy był to dobry pomysł. Poza tym planowała głównie nacieszyć się wyjazdem, chodzić w krótkim rękwie bez obawy, że rodzice zobaczą jej tatuaż, do którego jeszcze się nie przyznała no i przywieźć rodzinie jakieś pamiątki.

Możliwe też, że ze względu na swoje ostatnimi przygodami z wodnymi istotami, i docenienie pewnej selkie, oczy młodej Bletchley zabłysły morskim kolorem, gdy usłyszała o występie Rewii tylko że... Co to niby znaczyło, że Donna Anna była niedysponowana? Czy to oznaczało, że występu jednak nie będzie? Coś nie dawało jej tutaj spokoju i chociaż Bletchley próbowała początkowo siebie przekonać, że to na pewno nic takiego i nie powinna o nic pytać, to ostatecznie próbowała zdobyć informacje od personelu, czy innych gości co takiego działo się z główną gwiazdą występu.

Hestia spędzała czas po prostu zwiedzając ośrodek i rysując, ale gdy dowiedziała się o niedysponowana Donny Anny zaczeła węszyć wokół tego tematu, próbując uprzejmie wypytać personel i niektórych gości czy nie wiedzą czegoś na ten temat. Swoje pytania argumentuje obawą, że występ się nie odbędzie. Jeśli z jakiegoś powodu wypytywanie kogoś jej nie wyszło, a miała podejrzenia że ta osoba coś wie, Hestia spróbowałaby zmienić wygląd (Metamorfomagia III) i zapytać się tej osoby ponownie.